Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
 Oceń wpis
   

Czy kilkudziesięcioletnie mieszkania na wielkopłytowych osiedlach wytrzymają konkurencję?

Deweloperzy zalali rynek mieszkań, ale produkcja nowych lokali nie ustaje. Można w nich przebierać jak w ulęgałkach. Czy kilkudziesięcioletnie mieszkania na wielkopłytowych osiedlach wytrzymają jeszcze konkurencję?

Lokale w blokach z wielkiej płyty sprzedawały się zawsze i nadal będą się sprzedawać przekonuje - Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości z Łodzi. Jako pierwsze własne lokale kupują je młodzi ludzie. Wybierają je też starsze osoby, szukające mniejszych powierzchni na zagospodarowanych osiedlach, niedaleko apteki, sklepów, przychodni.

Dyktuje deweloper

W Łodzi metr wielkopłytowego mieszkania można dziś kupić już za 2,93 tys. zł. Najładniejsze lokale w zadbanych blokach kosztują nawet 3,5 tys. zł za metr zauważa - Tomasz Błeszyński. Są też zrujnowane lokale, których metr jest wyceniany na 2,5 tys. zł, ale nikt ich nie chce nawet oglądać dodaje. Dla porównania mieszkania deweloperskie kosztują w Łodzi 44,5 tys. zł za mkw.

W szczycie boomu z lat 2007 - 2008 wielkopłytowe mieszkania osiągały ceny 44,3 tys. zł za metr podaje - Tomasz Błeszyński. W górę ciągnął je rynek pierwotny, na którym metr lokalu był wyceniany na 5,56 tys. zł. Także dziś ceny dyktują deweloperzy. Rynek wtórny się do nich dostosowuje tłumaczy.

Doradca nie ma wątpliwości, że wielka płyta wciąż dobrze sobie radzi. Część bloków stoi prawie 50 lat, podczas gdy niektóre dziesięcioletnie budynki, reklamowane kiedyś jako apartamentowce, już się rozsypują opowiada -  Tomasz Błeszyński. Właściwie eksploatowane i konserwowane wielkopłytowe bloki mają szansę przeżyć współczesne budownictwo deweloperskie ocenia.

W Warszawie nastał boom na małe lokale. Zainteresowanie dwoma - trzema pokojami w cenie do 350 tys. zł jest na tyle spektakularne, że przestało mieć znaczenie, w jakiej lokalizacji lokal się znajduje i z jakiego materiału jest zrobiony mówi Joanna Lebiedź, właścicielka agencji Lebiedź Nieruchomości. Mniej więcej od końca czerwca tego roku małe lokale, w tym w blokach z wielkiej płyty, znikają błyskawicznie, czasem w ciągu jednego dnia. Kluczowa jest cena podkreśla.

Niektóre rodzaje mieszkań w budynkach z wielkiej płyty są wybierane przez klientów niezależnie od rynkowych realiów przyznaje Marcin Jańczuk z agencji Metrohouse. Są to kawalerki i mieszkania dwupokojowe, kupowane i dla siebie, i w celach inwestycyjnych. W ostatnich latach popularne stały się także lokale czteropokojowe, których metr można kupić po niższej niż rynkowa cenie. Takie mieszkania są wynajmowane na pokoje.

Marcin Jańczuk twierdzi jednocześnie, że wielka płyta, która może rywalizować ceną, standardem zaczyna odstawać od nowoczesnego budownictwa. W szczycie boomu w latach 2007 - 2008 wielkopłytowe mieszkania były mocno przeszacowane wspomina. Teraz takie lokale w Warszawie można kupić za mniej niż 5 tys. zł za mkw. Marne to pocieszenie, skoro deweloperzy kuszą cenami już od 5,5 tys. zł za metr dodaje. Według eksperta Metrohouse pojawi się presja na dalsze obniżki cen wielkopłytowych lokali.

Problem z dużymi

W Poznaniu nieźle sprzedają się małe mieszkania z wielkiej płyty. Jak mówi Jarosław Krajewski, pośrednik z firmy Ager Nieruchomości, metr niedużego zadbanego lokalu może być wyceniany nawet na 6 tys. zł. To mniej więcej tyle, ile wynosi czasem metr lokalu na nowym osiedlu.

Jeśli mieszkanie jest ustawne i funkcjonalne, ma dobry adres, problemu ze sprzedażą na pewno nie będzie zapewnia Jarosław Krajewski. Zdarza się, że ceny transakcyjne mieszkań w wielkiej płycie są wyższe niż ofertowe. Takie lokale chętnie kupują także inwestorzy. Doceniają dobrą komunikację, osiedlową infrastrukturę opowiada.

Gorzej jest z dużymi, 70 - 80-metrowymi mieszkaniami w blokowiskach. Koszty ich utrzymania są bardzo wysokie, wynoszą 800 - 900 zł miesięcznie. Klienci szukający większych lokali zdecydowanie wolą tańsze w utrzymaniu nieruchomości od deweloperów opowiada pośrednik z Poznania. Duże lokale w blokowiskach muszą więc tanieć. I tanieją. Dziś kosztują niewiele ponad 4 tys. zł za mkw.

Inwestorzy mieszkania z wielkiej płyty kupują także we Wrocławiu. Klienci chętnie je wybierają, bo są stosunkowo tanie. Duże wzięcie mają nieruchomości w śródmieściu. Spada jednak popyt na lokale na obrzeżach zauważa Karolina Jaworska z WGN. Średnia cena mkw. lokalu z płyty to 5,5 tys. zł.

Aneta Gawrońska Rzeczpospolita

Źródo: http://www.rp.pl/Mieszkaniowe/308089876-Tanieja-duze-lokale-z-plyty.html

Foto: Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Spółki chwalą się bardzo wysoką sprzedażą mieszkań, jednak dobra koniunktura może się wkrótce skończyć.

Dobrymi wynikami szczyci się m.in. firma Ronson Development, której przychody w pierwszym półroczu przekroczyły 146 mln zł, co oznacza wzrost o 29 proc. r/r. Deweloper przekazał klientom 371 lokali wobec 276 przed rokiem. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł prawie 25 mln zł, tymczasem rok wcześniej było to niespełna 20 mln zł. Powody do zadowolenia ma także Grupa Lokum Deweloper, która w tym okresie sprzedała o 42 proc. więcej mieszkań, a liczba umów rezerwacyjnych na koniec czerwca 2017 r. była ponad trzykrotnie wyższa niż przed rokiem. Na brak zainteresowania kupujących nie może narzekać także warszawski deweloper Dantex, który tylko w II kwartale 2017 r. sprzedał 386 mieszkań (wzrost wyniósł 60 proc.).

Na pełnych obrotach

Zachęceni wysoką sprzedażą deweloperzy nie zamierzają zwalniać tempa budów. Z jednej strony to bardzo dobra wiadomość, bo Polska wciąż zmaga się z deficytem mieszkań. Aby dorównać średniej unijnej, powinniśmy oddawać do użytku co najmniej 240 tys. lokali rocznie. Jest jednak druga strona medalu - według ekspertów, choć rynek wydaje się stabilny ze względu na brak galopujących cen i zakupów spekulacyjnych, nie będzie rósł w nieskończoność.

- Wciąż silnym motorem rozwoju są klienci kupujący mieszkania za gotówkę, a podwyżka stóp procentowych to nadal pieśń przyszłości. W końcu jednak dojdzie do nasycenia nowymi mieszkaniami i jeśli deweloperzy nie zdążą na czas zareagować na zmianę, mogą zostać z niesprzedanymi lokalami, a wtedy będą zmuszeni do obniżek cen - ostrzega Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości w firmie Home Broker. Jego zdaniem, poważnym problemem będą też kupione za spore pieniądze działki, których za godziwą cenę raczej nikt nie odkupi. Deweloperzy wydają się jednak tego nie obawiać.

- W kolejnych miesiącach będziemy kontynuować rozpoczęte inwestycje mieszkaniowe. W planach mamy także poszerzenie oferty w jednej z najpopularniejszych dzielnic stolicy. Nie spodziewam się załamania i zagrożenia nadpodażą w Warszawie. Nawet jeżeli za kilka lat rynek mieszkaniowy w jakimś stopniu się nasyci i straci dzisiejszą dynamikę, szansy upatruję w mieszkaniach na wynajem, które dają wyższe stopy zwrotu niż lokata bankowa, a jednocześnie są bezpiecznym i niemal bezobsługowym instrumentem finansowym -  mówi Marek Roefler, prezes Danteksu.

Może być różnie...
 
Duża dynamika sprzedaży mieszkań deweloperskich niepokoi natomiast Tomasza Błeszyńskiego, doradcę rynku nieruchomości, który uważa, że oferty, proponowane przez spółki są przeciętne, a nabywcy mieszkań są tak pochłonięci kalkulowaniem cen, rat kredytu i ewentualnych zysków z wynajmu, że nie zwracają na to uwagi.

- Obawiam się, że dalszy, chaotyczny wzrost sprzedaży mieszkań może zachęcić deweloperów do podwyżek, a to pomoże zdestabilizować rynek mieszkaniowy i doprowadzić do powrotu bańki cenowej z lat 2006-08 - ostrzega Tomasz Błeszyński. Podobnego zdania jest Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu Rynek- Pierwotny.pl.

- W perspektywie 2-3 lat nie należy obawiać się nadpodaży mieszkań deweloperskich i załamania koniunktury. Bardziej prawdopodobne jest zagrożenie sytuacją analogiczną do boomu z lat 2006-08, kiedy popyt napędzany łatwym kredytem doprowadził do niekontrolowanego wzrostu cen mieszkań do poziomu bańki spekulacyjnej. Cała nadzieja w doświadczeniu banków i deweloperów, których działania powinny skutecznie wyeliminować tego typu ryzyko - uważa Jarosław Jędrzyński. Optymistą jest natomiast Sławomir Horbaczewski, ekspert rynku nieruchomości, który uważa, że deweloperzy nie mają na razie powodów do obaw.

- Jak zawsze w gospodarce rynkowej, systematycznie odpadać będą ci, którym nie chce się dalej pracować i wolą zamieniać firmy na płynną gotówkę. Każda passa musi się kiedyś skończyć. Wiele jednak wskazuje na to, że na polskim rynku mieszkaniowym koniec nie musi być bliski ani nadmiernie gwałtowny. Deweloperzy są zbyt doświadczonymi graczami, stale śledzą rynek, analizują go pod każdym kątem, starają się patrzeć daleko do przodu. Oczywiście może się zdarzyć, że w okresie prosperity, niejako z rozpędu, nagle na rynku będzie nieco więcej lokali. Deweloperzy w ciągu kilku miesięcy powinni jednak przywrócić równowagę, choćby poprzez ograniczenie nowych budów czy odsunięcie ich w czasie lub poprzez odpowiednią politykę cenową - uważa Sławomir Horbaczewski.

Anna Gołasa Puls Biznesu
 
Foto: Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

Wokół nas powstaje coraz więcej nowych budynków. Deweloperzy nieustannie zalewają rynek mieszkaniami z pierwszej ręki. Jednak, choć możemy w nich przebierać i wybrzydzać do woli, to nie słabnie popularność kilkudziesięcioletnich mieszkań w blokach z wielkiej płyty. Czy chodzi wyłącznie o cenę ? A może o coś jeszcze ?

Jak to możliwe, że potępiane kiedyś osiedla z wielkiej płyty wytrzymają jeszcze konkurencję i wciąż cieszą się zainteresowaniem? Lokale w blokach z wielkiej płyty sprzedawały się zawsze i nadal będą się sprzedawać - mówi dla Rzeczpospolitej Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości z Łodzi. - Jako pierwsze własne lokale kupują je młodzi ludzie. Wybierają je też starsze osoby szukające mniejszych powierzchni na zagospodarowanych osiedlach, niedaleko apteki, sklepów, przychodni dodaje.

Przykładowo w Łodzi chętni na mieszkanie w bloku z wielkiej płyty zapłacimy dziś 2, 9-3 tys. zł za metr. Dla porównania, metr mieszkania deweloperskiego kosztuje w Łodzi 4-4, 5 tys. zł. Czyli tyle, ile kosztowały wielkopłytowe mieszkania w szczycie boomu z lat 2007/2008. Na rynku pierwotnym metr lokalu wyceniano na 5, 5-6 tys. zł. Dziś ceny dyktują deweloperzy. Rynek wtórny się do nich dostosowuje - wyjaśnia Tomasz Błeszyński.

Co warto też zauważyć, wbrew czarnowidzom część bloków stoi niewzruszenie prawie 50 lat, a niektóre nowe budynki rozsypują się już po 10 latach od wybudowania. To także przyciąga chętnych. - Właściwie eksploatowane i konserwowane wielkopłytowe bloki mają szansę przeżyć współczesne budownictwo deweloperskie - przewiduje ekspert.

W wielu większych miastach, np. w Warszawie największym zainteresowaniem cieszą się małe lokale (2 lub 3 pokoje w cenie do 350 tys. zł). I to niezależnie od tego, gdzie mieszkanie się znajduje i kiedy powstał budynek. Mniej więcej od końca czerwca tego roku małe lokale, w tym w blokach z wielkiej płyty, znikają błyskawicznie, czasem w ciągu jednego dnia. Kluczowa jest cena mówi Joanna Lebiedź, właścicielka agencji Lebiedź Nieruchomości. Niewielkie mieszkania są kupowane często również w celach inwestycyjnych, pod wynajem. Podobnie jak np. czteropokojowe, które również w ostatnich latach stały się popularne. W tak dużych lokalach metr kosztuje mniej niż cena rynkowa, a wynająć je można na pokoje.

Jak mówi ekspert Metrohouse, Marcin Jańczuk, wielka płyta może ponownie zacząć tanieć. Deweloperzy kuszą cenami już od 5, 5 tys. zł za metr, a więc pojawi się presja na dalsze obniżki cen wielkopłytowych lokali. Szczególnie, że standardem nadal odstają od rynku pierwotnego.

FAKT24.PL /Rzeczpospolita/
 
Foto:Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

Rosnąca sprzedaż na rynku pierwotnym jednych zachwyca, innych niepokoi.

W czerwcu 2017 r. Indeks Urban.one, przygotowywany przez Cenatorium dla Pulsu Biznesu i portalu Bankier.pl, wyniósł 95,85 pkt i był o 0,08 pkt wyższy niż miesiąc wcześniej. W porównaniu do czerwca 2016 r. ceny mieszkań wzrosły o 0,35 pkt.

Słupki w górę

W pierwszym półroczu 2017 doszło do ożywienia w transakcjach kupna i sprzedaży mieszkań zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym zauważają specjaliści od nieruchomości.

- Lokale w rozsądnych cenach i dobrze położone sprzedają się szybciej niż przed rokiem. Powodami są nadal dostępne finansowanie z programu Mieszkanie dla Młodych, w miarę rozsądne oprocentowanie kredytów, dobra rentowność zakupów mieszkań na wynajem, a także delikatna poprawa koniunktury w gospodarce, a tym samym wzrost wynagrodzeń. To spowodowało, że Polacy chętniej ruszyli na zakupy mieszkań - tłumaczy Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.

Jak zauważa Jan Mickiewicz, rzeczoznawca majątkowy, na rynku pojawiła się także nowa grupa kupujących. To obywatele Ukrainy, pracujący w Polsce albo prowadzący tu własną działalność gospodarczą. Z badania przeprowadzonego przez Cenatorium, wynika też, że rośnie zapotrzebowanie na tereny pod zabudowę inwestycyjną.

- Zarówno w przypadku rynku mieszkaniowego, jak i komercyjnego największym powodzeniem cieszą się grunty w dużych ośrodkach miejskich i ich okolicach, gdzie wielkość rynków konsumenta i pracy decyduje o rozwoju inwestycji biurowych, magazynowych, a w konsekwencji także mieszkaniowych. Nowe obiekty komercyjne oznaczają nowe miejsca pracy, a stabilność zatrudnienia motywuje do zakupu mieszkań.

Elementem, który hamuje lub opóźnia sprzedaż gruntów, jest brak miejscowych planów, co w szczególności jest utrudnieniem dla inwestycji mieszkaniowych - komentuje Renata Osiecka, dyrektor zarządzająca Axi Immo.

Znak zapytania

Niektórych ekspertów niepokoi jednak szybki wzrost sprzedaży nowych mieszkań.

- Oferty wystawiane przez deweloperów nie są szczególne atrakcyjne, wręcz przeciętne. Kupujący zdają się tego nie zauważać, pochłonięci kalkulowaniem cen, rat kredytu i ewentualnych zysków. Obawiam się, że dalszy wzrost sprzedaży mieszkań może zachęcić spółki do podwyżek, to z kolei może zdestabilizować rynek mieszkaniowy i doprowadzić do bańki cenowej znanej z lat 2006-08. Konsekwencją mogłoby być przegrzanie rynku i pojawienie się problemów, jakie już wcześniej obserwowaliśmy. Nie będzie to dobre ani dla rynku, ani dla jego inwestorów - obawia się Tomasz Błeszyński.

Anna Gołasa - Puls Biznesu
 
Foto: Tomasz Błeszyński
 
Wynajmę halę inwestorom 2017-08-05 13:21
 Oceń wpis
   

 Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna chce aktywnie włączyć się w realizację projektów związanych z chińskim Nowym Jedwabnym Szlakiem.

Dziewięć inwestycji o łącznej wartości ponad 611 mln zł zadeklarowali w pierwszym półroczu inwestorzy w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej (ŁSSE). Pozwolą one na utworzenie prawie 430 miejsc pracy i utrzymanie prawie 1, 7 tys. istniejących. - Przyjęliśmy do strefy ciekawe projekty. Będą realizowane przez firmy polskie i zagraniczne, przez duże koncerny i rodzinne przedsiębiorstwa - zapowiada Marek Michalik, prezes ŁSSE.

Nowe przedsięwzięcia obejmują m.in. produkcję szkła, tworzyw sztucznych, płytek ceramicznych oraz jachtów i łodzi sportowych. Do tej pory w łódzkiej strefie, obejmującej 44 podstrefy o łącznej powierzchni prawie 1, 5 tys. hektarów, zrealizowano inwestycje o wartości 13 mld zł.

Największym tegorocznym projektem jest inwestycja spółki Euroglas, która w gminie Ujazd rozbuduje zakład produkcji szkła. Firma w czterech zakładach w Niemczech i polskim w Ujeździe produkuje m.in. szkło stosowane do systemów solarnych, laminowane i hartowane. W Ujeździe powstanie druga linia produkcyjna, przy której znajdzie zatrudnienie 120 osób. Przewidziane nakłady to 337 mln zł. Druga inwestycja pod względem wysokości nakładów to nowy zakład niemieckiej firmy Goldbeck mający produkować stalowe elementy nośne dla budownictwa w Lućmierzu na terenie gminy Zgierz. Będą to słupy stalowe, dźwigary kratownicowe i inne elementy dla branży budowlanej. Firma zainwestuje 105 mln zł i utworzy 100 miejsc pracy. Kolejne duże przedsięwzięcie to rozbudowa zakładu Grupy Tubądzin w Sieradzu. Produkowane są tam ceramiczne płytki podłogowe i fasadowe. Inwestor wyłoży na nową inwestycję 60 mln zł i zatrudni 21 osób. Pozostałe inwestycje, na które wydano zezwolenia w pierwszej połowie roku, będą realizowane przez firmy: Yamada Wenworth Development, Pojazdy Komunalne Gamon, BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego, Sirmax Polska, Cortizo i Cobra Yachts.

Strefa szykuje się także do zrealizowania własnego projektu. Przy ul. Telefonicznej wybuduje halę produkcyjno-magazynową, którą będzie wynajmować inwestorom. Powierzchnia działki pod inwestycję to ponad 3 hektary. Docelowo w hali powstanie 12 tys. mkw. powierzchni pod produkcję, logistykę, magazyny i biura.

- Strefa uzyska w ten sposób przychody z najmu, a także zyska silny oręż w staraniach o nowe inwestycje - ocenia Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości. Hala ma być gotowa w I kwartale przyszłego roku.

W planach ŁSSE jest zaangażowanie się w projekty związane z realizacją chińskiego Nowego Jedwabnego Szlaku. Strefa wspiera towarowe połączenie kolejowe Łodzi z Chengdu i planuje rozwój terminala przeładunkowego na łódzkim Olechowie. Aby znaleźć partnera do tych projektów, strefa zorganizowała w czerwcu misję gospodarczą do Chin. Jej zadaniem było także poszukiwanie chińskich inwestycji dla regionu. Spotkania z przedstawicielami biznesu oraz agend rządowych odbyły się w Pekinie, Wuxi, Szanghaju, Chengdu i w Changsha. - Do Łodzi przyjeżdża coraz więcej transportów z Chengdu. Łódź jest zauważalna dla Chińczyków na mapie Europy, a to potwierdza słuszność rozwijania i wzmacniania kolejowego połączenia z Chinami - twierdzi Michalik.

Jednym z warunków dalszego rozwoju strefy będzie pozyskanie nowych gruntów. Jeszcze w lutym ŁSSE złożyła w Ministerstwie Rozwoju wniosek o włączenie w jej granice nowych terenów w Piotrkowie Trybunalskim, Sieradzu, Łęczycy, Opocznie oraz w Rozprzy. Kolejny wniosek złożony w czerwcu przewiduje powiększenie istniejących podstref w Łodzi, Łęczycy oraz Wieluniu.

Adam Woźniak - Rzeczpospolita

 
                    Foto: Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

Gdzie najlepiej kupić nieruchomość z myślą o turystach?

Nieruchomości wakacyjne były kiedyś typowo sezonowym biznesem, dziś są to już raczej inwestycje całoroczne - ocenia Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości.  Nasz klimat wyraźnie się zmienia, zmieniają się także upodobania wczasowiczów. Gdzie zainwestować? Decyduje moda i atrakcyjność otoczenia. Mogą to być góry, morze albo urocze zakątki Mazur. 

Olga Cieślakowska, ekspert agencji Północ Nieruchomości,  zwraca uwagę, że do niedawna najbardziej popularne były apartamenty w Grecji,  Chorwacji, Bułgarii. -Niestabilna sytuacja w niektórych krajach i kryzys migracyjny sprawiły, że na atrakcyjności zyskują nieruchomości w Polsce,  zwłaszcza nad morzem, na Mazurach i w górach. Coraz częściej kupuje je także klasa średnia, która ma zaoszczędzone pieniądze albo, którą stać na kredyt zauważa.

Także na weekendy

Stopy zwrotu z nieruchomości wakacyjnych na przykładzie własnych inwestycji porównała spółka Kristensen Group. I tak właściciele apartamentów w górach (Karpacz i Wisła) mogą liczyć rocznie na 77,5 proc., nad morzem (Świnoujście) ok. 5 proc., a na Mazurach (Pasym) ok. 4 proc.

John Kristensen, członek zarządu Holiday Investments, podkreśla, że największe zyski są tam, gdzie sezon turystyczny trwa cały rok. To jest ogólna zasada, a diabeł tkwi w szczegółach. Początkujący inwestor powinien zwrócić uwagę na otoczenie nieruchomości, widoki z okien apartamentu, jakość wykończenia mówi Kristensen. Nie bez powodu nie wymieniam kwestii finansowych. Niska cena apartamentu nie musi oznaczać atrakcyjnej stopy zwrotu. Kristensen Group sprzedawał w Wiśle apartamenty, których mkw. był droższy niż u konkurencji o jakieś 3 tys. zł. Wszystkie zostały sprzedane.

Do inwestycji w górach albo nad morzem przekonuje MarlenaKosiura, ekspert portalu Inwestycje w Kurortach.pl. Według niej Mazury nadal są bardzo sezonowe. A w górach i nad morzem sezon turystyczny ciągle się wydłuża. Polacy coraz chętniej wyjeżdżają na weekendy. Wypoczywają także poza szczytem sezonu letniego i zimowego  wyjaśnia.

Niedoświadczonemu inwestorowi radzi postawić na znane, pewne lokalizacje,  które przyciągają turystów także wiosną i jesienią. Ceny apartamentów nad morzem i w górach są podobne, zależą od lokalizacji, standardu wykończenia. Wahają się od 9 do kilkunastu tysięcy złotych za mkw. podaje Marlena Kosiura.  Nieco większe zyski wygeneruje apartament nad morzem. 3040-metrowe mieszkanie kupione za 200 350 tys. zł może przynieść ok. 25 do 38 tys. zł rocznie.

Dariusz Siewierski, dyrektor zakopiańskiego oddziału agencji Północ Nieruchomości,  twierdzi, że najlepsza inwestycja to mieszkanie o powierzchni 4060 mkw. z dwoma sypialniami i salonem połączonym z aneksem kuchennym.  W budynku powinny być takie udogodnienia,  jak basen, sauna mówi. Dodaje,  że na Podhalu najbardziej popularne wśród inwestorów jest Zakopane. To tam buduje się najwięcej mieszkań. Apartamenty powstają także w sąsiednim Kościelisku i znanej z rozbudowanej infrastruktury narciarskiej i basenów termalnych Białce Tatrzańskiej  opowiada.

Ceny nowych mieszkań w Zakopanem wahają się od 12 do 20 tys. zł za mkw., w Kościelisku  od 8 do 10 tys. zł.  W Białce Tatrzańskiej metr apartamentu można mieć za 12 tys. podaje Dariusz Siewierski. Na wynajmie lokalu w Zakopanem można zarobić 47 proc. rocznie.

Mazury proponuje z kolei Jarosław Mikołaj Skoczeń,  ekspert Emmerson Realty.  Region bardzo szybko się rozwija, przybywa turystycznych atrakcji, i co ważne jest blisko Warszawy, co pozwala liczyć, że gości będziemy mieć nie tylko w lecie tłumaczy Skoczeń. Można tu kupić apartament za rozsądną cenę. Można też zainwestować w pokój hotelowy. Cena takiej nieruchomości to ok. 200 tys. zł,  a stopa zwrotu wyniesie ok. 78 proc. szacuje.

Ochrona kapitału

Według Olgi Cieślakowskiej najważniejsza jest lokalizacja nieruchomości. Jeśli kupujemy apartament nad morzem,  dobrze, żeby był w pierwszej linii zabudowy lub miał wspaniały widok radzi. Jeśli zdecydujemy się na góry,  miejsce powinno mieć dobry dojazd do stacji narciarskiej lub basenów termalnych. Warto wybrać miejscowość, do której sami będziemy chętnie jeździli. Jeśli ktoś szuka w miarę bezpiecznej formy lokaty kapitału, a przy okazji chciałby połączyć przyjemne z pożytecznym,  to zakup nieruchomości wakacyjnej może być jednym z ciekawszych rozwiązań  mówi.

Ekspertka agencji Północ Nieruchomości zauważa, że część inwestorów wybiera niezbyt popularne jeszcze miejsca, których rozwój jest przewidywany w niedalekiej przyszłości. Nieruchomości w takich lokalizacjach zwykle są tańsze. Jeśli miejsce stanie się popularne, inwestor będzie mógł liczyć na bardzo duże zyski podkreśla. Radzi też,  by zwracać uwagę nie tylko na standard apartamentu, ale i całego budynku. Jeszcze kilka lat temu deweloperzy zamiast apartamentowców budowali bloki rodem z PRL,  chcąc uzyskać jak najwięcej metrów do sprzedania. Teraz takie praktyki są zdecydowanie rzadsze dodaje.

Aneta Gawrońska Rzeczpospolita
 
 
Foto: Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

Od 2019 roku zmieniają się przepisy dotyczące rozliczania się z fiskusem z pieniędzy zarobionych na wynajmie mieszkań. Już nie wszyscy będą mogli wybrać niski ryczałt.

Ministerstwo Finansów proponuje wprowadzenie dla tej formy ograniczenia przychodów do 100 tysięcy zł rocznie.

- Rząd konsekwentnie uszczelnia system podatkowy. Co do zasady, w pierwszej kolejności dotyczy to tak zwanych dużych graczy, których stać na tak zwaną agresywną optymalizację podatkową - mówi Tomasz Zaleski, partner w kancelarii Kochański, Zięba i partnerzy, szef działu doradztwa podatkowego

A teraz resort finansów chce zmienić zasady dotyczące opodatkowania wynajmu mieszkań.

Jak przypomina gość radiowej Jedynki, do tej pory wynajmujący płacił 8, 5 proc. ryczałtu od uzyskanego przychodu.

Od 2019 r. ryczałt tylko dla dochodu z wynajmu poniżej 100 tys. zł

- Od 2019 r. fiskus chce ograniczyć ten przywilej tylko dla tych najemców, którzy uzyskują z tego tytułu dochody poniżej 100 tys. zł, wyjaśnia ekspert.

Dochód powyżej 100 tys. zł wg. skali podatkowej 18-32 proc., lub podatek liniowy 19 proc.

I kontynuuje, że ci, którzy uzyskają wyższe dochody z tego tytułu, będą rozliczani na zasadach ogólnych, czyli wg. skali podatkowej 18 i 32 proc., bądź mogą rozpocząć działalność gospodarczą w tym zakresie i wybrać podatek liniowy 19 procent.

Tomasz Zaleski uważa, że to rozwiązanie jest dobre, swego rodzaju równościowe.

Uzasadnia, że dochód powyżej 100 tys. zł jest w znacznym rozmiarze, nie jest pomocniczy, i wynajmujący powinien być traktowany tak jak inni podatnicy prowadzący działalność gospodarczą.

Czy nowe regulacje są niespójne z Mieszkaniem plus?

- Tomasz Błeszyński, prezydent Federacji Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości zauważa, że propozycja Ministerstwa Finansów jest niespójna i stoi w sprzeczności z programem Mieszkanie plus, przeznaczonych przecież na wynajem.

I przypomina, że rząd zachęca Polaków do wynajmowania mieszkań. A ponadto od dwóch lat, to właśnie wynajem mieszkań stał się alternatywa dla lokat bankowych. Średnia rentowność wynajmu to ok. 6 procent.

- A lokaty bankowe to maksymalnie 2 procent - przypomina Błeszyński.

Grozi nam czarny rynek wynajmu?

Jego zdaniem nastąpi powrót do czarnego rynku wynajmu.

Przypomina, że 8, 5 procentowy ryczałt miał zachęcić do legalnego, zgłaszanego fiskusowi, wynajmu.

- Podniesienie danin z tego tytułu może oznaczać powrót do starych czasów - wynajmowaniu bezpłatnie dla "wujków, braci czy szwagrów", mówi gość Polskiego Radia.

W Polsce dochody z wynajmu mieszkań ma - jak się szacuje - prawie pół miliona ludzi.

Ten rynek ma duży potencjał wzrostu. W mieszkaniach wynajętych na warunkach rynkowych mieszka w Polsce około 5 procent ludzi. W Niemczech - ponad 40 procent.

Aleksandra Tycner - Polskie Radio - Jedynka

Źródło; http://www.polskieradio.pl/42/277/Artykul/1791518,Fiskus-ograniczy-ryczalt-przy-wynajmie-mieszkan-Wroci-szara-strefa

Foto: Polskie Radio - Jedynka

 
 Oceń wpis
   

Rządowy program wkracza do dużych miast. W budowie lub w planach jest już około 12 tys. mieszkań.

W czwartek 13 lipca 2017 r. spółka BGK Nieruchomości (BGKN), odpowiedzialna za realizację Mieszkania Plus, podpisała z Pocztą Polską umowę inwestycyjną w sprawie budowy mieszkań na wynajem. To pierwszy projekt w ramach rządowego programu realizowany w Warszawie. Na dwóch działkach, które Poczta wniesie aportem do przedsięwzięcia, ma powstać 1, 1 tys. mieszkań. Także inne duże miasta włączają się do programu. Mieszkania na wynajem powstaną w Katowicach, Gdyni i Łodzi. W tej ostatniej pierwsze 56 lokali ma powstać w 1, 5 roku, a plany zakładają budowę kolejnych 364. Z programu korzystają też mniejsze miejscowości.

- W ramach działań realizowanych przez BGKN powstaje lub jest w planach około 12 tys. mieszkań. To więcej niż obecnie budują wszystkie samorządy i TBS-y - mówił Bartłomiej Pawlak, członek zarządu BGKN, przy okazji podpisania umowy z Pocztą.

Czas budowania

- Jest potrzeba poszerzenia rynku o tanie mieszkania na wynajem z udziałem państwa i na racjonalnych warunkach. Mieszkanie jest towarem, który trzeba urynkowić, wprowadzając między innymi solidną konkurencję, która złamie monopol deweloperów, zwiększyć dostępność różnych mieszkań, urealnić ceny i czynsze. Młodzi ludzie są teraz mobilni, już nie przywiązują się do jednego miejsca i często je zmieniają w związku z pracą. Poza tym chcą mieć godne warunki do życia, w tym do wynajęcia mieszkania za rozsądne pieniądze - komentuje Tomasz Błeszyński, prezydent Federacji Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości.

Poczta Polska jest pierwszą spółką skarbu państwa, która weźmie udział w programie Mieszkanie Plus. Ma przekazać do niego kolejne grunty - zaproponowała już następną nieruchomość w stolicy, a także po jednej działce we Wrocławiu, Rybniku i Grudziądzu. Innym ważnym elementem rządowego programu ma być Krajowy Zasób Nieruchomości (KZN). 5 lipca 2017 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o jego utworzeniu. KZN ma przede wszystkim gospodarować nieruchomościami skarbu państwa - także takimi, które mogą być przeznaczone pod budowę mieszkań. Zajmie się także nadzorowaniem najmu, w tym wysokości czynszów oraz warunkami zawierania i wypowiadania umów.

Może być taniej

Ponieważ przy inwestycjach w ramach programu nie ma kosztów zakupu działki, które stanowią znaczące obciążenie w budowach komercyjnych, przedsięwzięcia z Mieszkania Plus są w lepszej sytuacji. Program nie nakłada ograniczeń kosztów budowy mieszkań, ale BGKN stara się je realizować możliwie najtaniej z zachowaniem odpowiedniej, jakości. Dotychczas koszt metra kwadratowego lokali powstających w Mieszkania Plus nie przekroczył 2 tys. zł. Na przykład w Białej Podlaskiej będzie to 1860 zł netto w budowie w technologii tradycyjnej. Kiedy BGKN rozstrzygnie konkurs na rozwiązanie architektoniczne, który zakłada wykorzystanie technologii prefabrykowanych, koszty mogą jeszcze spaść.

- Program Mieszkanie Plus zakłada wynajem mieszkań z czynszem 10 - 20 zł za metr kwadratowy miesięcznie z opcją wykupu na własność. Wprowadzenie na rynek alternatywy w postaci mieszkań na wynajem spowoduje, że duża część biedniejszych klientów zrezygnuje z zakupu i przejdzie na najem np. z opcją późniejszego wykupu. Może to poważnie wpłynąć na rynek nieruchomości. Jak to będzie w praktyce, zobaczymy, wszystko zależy od tego, jak zostanie wdrożony program, jak szybko lokale pojawią się na rynku i za jakie stawki czynszu - przewiduje Tomasz Błeszyński.

Dodaje, że w związku z Mieszkaniem Plus planowana jest znacząca zmiana w zasadach działania Towarzystw Budownictwa Społecznego (TBS).

- TBS będzie mógł skorzystać z dotacji państwa w kwocie 20 proc. kosztów budowy bloku, pod warunkiem, że będzie pobierał niższy czynsz. To wsparcie będzie można łączyć z preferencyjnym systemem finansowania budowy, z którego można otrzymać 75 proc. pieniędzy na inwestycję. Po połączeniu tych dwóch źródeł wystarczy, więc pozyskać od przyszłych najemców zaledwie 5 proc. kosztów budowy bloku. Jeśli te zmiany zostaną wprowadzone, to, TBS-y stana się poważnymi graczami na rynku nieruchomości i konkurencją dla komercyjnych przedsięwzięć deweloperskich - podkreśla Tomasz Błeszyński.

Rafał Fabisiak - Puls Biznesu

 
Foto: Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

REIT-y to nowa propozycja inwestycyjna dla osób z mniejszymi zasobami wolnej gotówki. Czy przyjmie się na rynku?

REIT (Real Estate Investment Trust) to rodzaj funduszu, który pozwoli drobnym inwestorom zaistnieć na rynku nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych.

- Teraz, aby tak się stało, trzeba mieć odłożone co najmniej kilkaset tysięcy złotych, które i tak pozwolą na zakup tylko jednej nieruchomości. O dywersyfikacji ryzyka można zapomnieć. REIT-y mają być notowane na giełdzie, a zyski wypłacane w formie dywidendy. To oznacza, że wystarczy kupić akcje takiej spółki i już można czerpać korzyści z inwestowania w nieruchomości. Co więcej, taka inwestycja będzie bardziej płynna niż bezpośredni zakup lokalu użytkowego czy mieszkania, bo akcje można w razie potrzeby szybko spieniężyć - wyjaśnia Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości Home Broker. Ustawa o REIT-ach ma wejść w życie z początkiem 2018 r.

  Pomnożyć zysk

Inwestowanie często nie wydaje się trudne. Wystarczy wybrać projekt, włożyć w niego oszczędności i spokojnie czekać na zyski. Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego, doradcy rynku nieruchomości, w rzeczywistości nie jest aż tak kolorowo, bo koniunktura w gospodarce ciągle się zmienia, a rynek inwestycyjny płata figle nawet wytrawnym graczom.

- Indeksy giełdowe co rusz rosną albo spadają, kursy walut skaczą i trudno przewidzieć, czy to, co było rano, utrzyma się do wieczora. Wielu w takiej sytuacji zadaje sobie pytanie, jak i w co zainwestować, by nie tylko nie stracić, ale też sowicie zarobić. Posiadaczy wolnej gotówki kuszą reklamy super oprocentowanych lokat bankowych, rentownych akcji, gwarantowanych obligacji czy polis inwestycyjnych. Na przyszłego inwestora czekają też zyskowne zakupy limitowanych serii kolekcjonerskich wina lub starej whisky. Oszczędności może też mnożyć, kupując szlachetne metale kolorowe albo unikatowe dzieła sztuki wymienia - Tomasz Błeszyński. Zwraca jednak uwagę na słynną wypowiedź prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta, który powiedział, że najlepszym, najszybszym, ale przede wszystkim jedynym sposobem, by stać się bogatym, są inwestycje w nieruchomości.

- To ponadczasowa prawda, która z powodzeniem przetrwała i przetrwa wiele kryzysów. Nieruchomości są istotnym elementem rynku kapitałowego. To na nich buduje się majątek pokoleń przekonuje Tomasz Błeszyński. Dla wielu zainteresowanych inwestowaniem w nieruchomości ograniczeniem jest jednak grubość portfela.

Jak wynika z danych Metrohouse Franchise, zakup nawet niewielkiego mieszkania na wynajem w jednym z największych polskich miast wiąże się z wydatkiem co najmniej 100 tys. zł. - Ustawa o REIT-ach umożliwi inwestowanie w nieruchomości w wariancie pasywnym przez zakup akcji spółek inwestujących na tym rynku. Wprawdzie istnieją już fundusze pozwalające na grupowe inwestowanie w nieruchomości mieszkaniowe - na zasadach crowdfundingu, ale jak na razie są to lokalne inicjatywy o niewielkim zasięgu. W przypadku REIT-ów magnesem na inwestorów jest to, że 90 proc. zysków trafi do nich w postaci dywidendy, która ma być zwolniona z podatku Belki - tłumaczy Marcin Jańczuk, dyrektor ds. marketingu i PR Metrohouse Franchise.

  Na rozdrożu

Mocną stroną REIT-ów jest także przejrzysta struktura. - Umożliwia inwestowanie inwestorom prywatnym wspólnie z instytucjonalnymi. Poza tym konkurencja między REIT-ami o kapitał wymusi najlepszy dobór nieruchomości i najlepszą jakość zarządzania nimi. W rezultacie spowoduje wzrost wartości lepszych, a spadek gorszych REIT-ów i w dłuższej perspektywie pewnie wycofanie się gorszych z rynku. Ryzykiem jest wybór odpowiedniego REIT-a w krótkim terminie, zanim polski rynek osiągnie stabilizację i wymaganą jakość wszystkich podmiotów REIT. W początkowej fazie nie każdy z REIT-ów musi odnieść sukces, dużo zależy od doboru strategii, wyboru nieruchomości czy kompetencji zarządów REIT-ów - przekonuje Tomasz Trzósło, dyrektor zarządzający JLL w Polsce. Po początkowym entuzjazmie, związanym z możliwością pojawienia się REIT-ów, na rynku słyszy się jednak coraz więcej głosów krytyki.

- Dotyczą one głównie niesprzyjających warunków rynkowych dla tego rodzaju inwestycji, np. nadpodaży na rynku biurowym, niedostatecznych zaleceń odnośnie do dywersyfikacji nabywanych nieruchomości, a także potrzeby konkurowania spółek z doświadczonym kapitałem zachodnim, który może wykorzystać pojawienie się REITów, by wyjść z nieatrakcyjnych inwestycji - tłumaczy Marcin Jańczuk.

Anna Gołasa Puls Biznesu  

 
                    Foto; Tomasz Błeszyński Łódzki Mural 2017
 
Biura to za mało 2017-07-10 20:01
 Oceń wpis
   

Niedługo ożyją postindustrialne budynki dawnego Monopolu Wódczanego w Łodzi. Odrodzą się, jako Monopolis: nowoczesne miejsca pracy, ale także przestrzeń dla kultury i sztuki.

W 1902 r. w stolicy polskiego włókiennictwa otwarto fabrykę wódek i spirytusu, która działała 105 lat (przez dekady, jako Polmos). Gdy zaprzestano produkcji alkoholu, budynki utraciły blask. Teraz pojawiła się szansa, by go przywrócić.

Zew historii

Dawny Monopol Wódczany to trzeci, co do wielkości zespół fabryczny w Łodzi po zakładach Karola Scheiblera i Izraela Poznańskiego. Niegdyś najnowocześniejszy w rodzimej branży spirytusowej. W 2007 r. fabryka zakończyła produkcję alkoholu i stała się bezużyteczna. Sześć lat później opuszczoną nieruchomość kupiła od skarbu państwa firma Virako. Podejmowała tam działania, dzięki którym kompleks już, jako Monopolis otworzył się na wydarzenia kulturalne i artystyczne: od wystaw i wernisaży po koncerty, projekcje filmowe, sesje zdjęciowe i pokazy mody.

Tutaj Ryszard Horowitz, znany i ceniony na świecie fotograf, wyróżniony Złotym Medalem Zasłużonego Kulturze Gloria Victis, miał sesję do Kalendarza Virako 2014 i wernisaż prac, a Jerzy Stuhr i Jan Komasa realizowali zdjęcia do filmów Obywatel i Miasto 44. Od czerwca 2014 r. w Monopolis odbywają się festiwale i koncerty, m.in. wystawa światowej sławy fotografa Briana Griffina podczas XIII Fotofestiwalu, koncert Moniki Brodki i Krzysztofa Zalewskiego podczas Red Bull Tour Bus oraz zorganizowana przez Centrum Dialogu im. Marka Edelmana wystawa studentów łódzkiej ASP Getto XXI połączone z koncertem Gaby Kulki.

Jak przekonuje deweloper, industrialny charakter ceglanych budynków, wysokie hale, dobrze doświetlone przestrzenie, klimatyczne fabryczne uliczki mogą się stać unikatową oprawą dla każdego wydarzenia artystycznego.

Na pełnych obrotach

Ale prawdziwa rewolucja w łódzkiej fabryce dopiero nastąpi. Zgodnie z planem Virako w Monopolis powstanie 29 tys. mkw. biur i lokali usługowych. Zaplanowano je w głównym gmachu dawnej rozlewni wódki i dwóch nowych budynkach. Krzysztof Witkowski, prezes Virako, wyjaśnia, że w postindustrialnych przestrzeniach historycznego budynku M1 powstanie w pierwszym etapie 7 tys. mkw. biur, a w drugim w dwóch nowych gmachach M2 i M3 przybędzie ich odpowiednio 8770 i 8150 mkw.

Biurowiec, choćby nie wiem jak nowoczesny, to dziś za mało. Miejsce pracy to już nie stanowisko z biurkiem i telefonem, działające od 9 do 17, to już nawet nie biuro z ciekawym wyposażeniem w hamak i playstation. To przestrzeń, w której wygodnie i komfortowo spędzimy czas możemy wziąć laptopa, telefon i pracować w zieleni, pójść do kawiarni piętro niżej, spotkać się z klientem w restauracji, zostawić dziecko w klubie tuż obok. Wszystko w zasięgu ręki i wszystko to znajdziemy w Monopolis zapewnia Krzysztof Witkowski.

Na parterze dawnej rozlewni powstaną restauracje, winiarnie i kawiarnie. W laboratorium wódek smakowych będzie bistro, w magazynie spirytusu teatr, a w morsowni (miejsce, w którym produkowano wódki gatunkowe) basen z siłownią. Goście i klienci Monopolis będą mieli do dyspozycji także kameralny skwer i zielone tarasy na dachu. Ważną częścią kompleksu będzie muzeum dawnego Polmosu i technologii wytwarzania wódki. Kompleks będzie przyjazny rodzinom z dziećmi powstaną z nim m.in. przedszkole i świetlica środowiskowa dla najmłodszych. Na uwagę zasługują rozwiązania architektoniczne, które wydobyły ukryte piękno pofabrycznego dziedzictwa.

Na najniższej kondygnacji znajduje się wspaniała piwnica. Uznaliśmy, że nie powinna pełnić funkcji zaplecza, magazynu dla części biurowej, ale należy wydobyć ją na zewnątrz. Zaprojektowaliśmy zagłębiony, lecz otwarty pasaż z dwoma poziomami do odpoczynku i spędzania czasu. Pasaż połączyliśmy z parterem terenowymi kaskadami, które urządzają i porządkują przestrzeń. Projekt to nie pojedyncze budynki. To nie tylko program upakowany w kubaturę, ale emocje i wizja ujęte w całość opowiada Rafał Grzelewski z pracowni Grupa 5 Architekci, główny projektant Monopolis.

Firma Virako już otrzymała pozwolenie na budowę i niebawem rozpocznie prace konserwatorskie w zabytkowych przestrzeniach. Odrestaurowane budynki z biurami, restauracjami, klubem dla dzieci, zielonymi skwerami, muzeum i teatrem zostaną oddane do użytku w drugiej połowie 2018 r. Wartość inwestycji to 150 mln zł. Zachwyty nad nowym Monopolem Wódczanym dochodzą z różnych stron.

Monopolis zdecydowanie zmieni tę część miasta. Wierzę, że stanie się centrum życia, nie tylko dla osób pracujących w biurowcach, ale także dla mieszkańców okolicznych osiedli. W naturalny sposób będzie uzupełnieniem i domknięciem Nowego Centrum Łodzi.

Dawny Monopol z uwagi na specyfikę działalności był od powstania niedostępny dla szerokiej publiczności. Monopolis będzie otwarte, zapraszające do środka. Nie trzeba być klientem restauracji ani najemcą biura, by spędzić czas w jego przestrzeniach mówi Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi. Inwestycję spółki Virako chwali także Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.

Monopolis to świetny wielofunkcyjny projekt dla klientów biznesowych i mieszkańców Łodzi, szukających atrakcyjnej przestrzeni miejskiej. Będzie perełką rewitalizacji i wzorem wykorzystania zabytkowej architektury w połączeniu z nowoczesnością. Będzie to kolejna wizytówka miasta i ciekawe kulturalnie i turystycznie miejsce na mapie Łodzi. Oby powstawało więcej takich inwestycji, dbających o zabytkowy charakter miasta podsumowuje Tomasz Błeszyński.

Projekt Monopolis przygotowała Grupa5 Architekci we współpracy z łódzką pracownią Jerzego Lutomskiego. Za pozyskiwanie najemców odpowiada firma JLL. Kompleks znajduje się u zbiegu dwóch głównych arterii miasta al. Piłsudskiego i ul. Kopcińskiego. Jest dobrze skomunikowany z dworcem Łódź Fabryczna i lotniskiem. Dojazd do autostrady A1 zajmuje 10 minut. W pobliżu Monopolis są przystanki 23 linii autobusowych i tramwajowych.

Anna Gołasa Puls Biznesu
 
Foto: Tomasz Błeszyński - Monopolis 2017
 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-08-15 23:17
minimini do wpisu:
Deweloperzy stąpają po kruchym lodzie
Chcą luksusu to mają luksus - bo tak to sobi nazwali. Proszę napisać co to jest ten LUKSUS?[...]
 
2017-08-15 15:24
Mariusz obserwator do wpisu:
Deweloperzy stąpają po kruchym lodzie
Passa szybko się nie skończy szczególnie w duzych miastach z uwagi na preferencje głównie[...]
 
2017-08-13 21:51
Marcin Kowal do wpisu:
Fiskus ograniczy ryczałt przy wynajmie mieszkań
Słusznie Pan zauważył poniesienie opodatkowania obudzi szarą strefę najmu. Lepiej by[...]
 
2017-08-13 21:49
Marcin Kowal do wpisu:
Wakacyjny apartament może przynosić zyski przez cały rok
Mam też wrażenie, że to nagonka deweloperów na ich inwestycje. Jaka będzie prawdziwa rentowność[...]
 
2017-08-13 21:47
Marcin Kowal do wpisu:
Niepewność w mieszkaniówce
Ma Pan rację jak zacznie się windowanie cen to może być nie wesoło na rynku mieszkowym.[...]