Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
 Oceń wpis
   

Z wielkim niepokojem odebrałem informację, że niektóre banki próbują negocjować zawarte już umowy kredytowe. Zmuszają klientów do przedstawiania dodatkowych zabezpieczeń, proponują wyższe marże, zmieniają warunki.

Spodziewałem się takich restrykcji w przypadku ubiegania się o nowe kredyty. Widać teraz jasno, że społeczeństwo padło ofiarą sprytnej i przemyślnej polityki banków. Najpierw kusiły kredytami hipotecznymi nawet na 130 procent wartości nieruchomości, rozkładały spłatę na 30 lat a teraz przystawiają nóź do gardła.

Zastanawiam się, jakie stanowisko zajmie Komisja Nadzoru Finansowego, która już dawno moim zdaniem utraciła kontrolę nad działającymi w naszym kraju zagranicznymi bankami. Był przecież taki czas, kiedy politycy i usłużni analitycy giełdowi zachęcali do powszechnej prywatyzacji sektora bankowego. Sprzedawano jeden bank za drugim no i mamy teraz tego efekty.

Co zrobi, i czy w ogóle zareaguje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, organ jak najbardziej do tego powołany? Klienci zawierali z bankiem umowy kredytowe w oparciu o funkcjonujące prawo. Wiem, że możliwości negocjacji warunków były praktycznie niemożliwe, banki przygotowywały zawiłe umowy. Gwarantowały one bezpieczeństwo tylko bankowi a klient miał do wyboru akceptację i kredyt albo koniec marzeń w własnym M.

Czy wreszcie znajdzie się jakiś odważny prawnik, który wytknie bankom błędy w umowach i klauzule niedozwolone w umowach z konsumentami? Fakt klienci sami ich na ogół uważnie nie czytają, mając wręcz nieograniczone zaufanie do banków. Te reklamy, szklane domy, marmurowe wnętrza robią wrażenie. Poza tym nikt biorąc kredyt nie spodziewa się podstępu a i sam liczy na szczęście w jego szybkiej spłacie.

Jeśli sytuacja się rozwinie może mieć to negatywny wpływ na rynek nieruchomości. Klienci przyciskani przez banki, niemogący sprostać rosnącym wymaganiom będą zmuszeni sprzedać nieruchomości by uwolnić się od uporczywego kredytu. Podaż już przewyższa popyt, ceny podlegają znacznej negocjacji, więc nie wróży to najlepiej. Poza tym ludzie kupowali nieruchomości głównie na własne potrzeby. Muszą gdzieś mieszkać.

Nie chcę myśleć, ale w niektórych przypadkach może się to skończyć tragicznie, jak banki zaczną eksmitować. Co prawda od 1 kwietnia można już będzie występować do sądu o upadłość konsumencką, ale to proces długotrwały i dokuczliwy. Nie bardzo wieżę w jego powodzenie jak i też nie życzę nikomu by korzystali z tych rozwiązań.

Mam nadzieję, że dla dobra sprawy zagraniczni menagerowie w „polskich” bankach podejmą nie tylko korzystne dla siebie decyzje.

Tomasz Błeszyński

Doradca Rynku Nieruchomości

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

W projekcie ustawy zakłada się szczególną regulację dokonywanych przez notariuszy czynności, których przedmiotem jest przeniesienie prawa za zapłatą ceny, wynagrodzenia lub innych należności w walucie polskiej lub obcej.

Zmiana polega na tym, że na żądanie osoby dokonującej tych czynności notariusz będzie miał obowiązek, a nie jak dotychczas prawo, przyjąć na przechowanie pieniądze.Przyjęte na przechowanie pieniądze mogą być przechowywane wyłącznie na specjalnym rachunku bankowym prowadzonym osobno dla każdej wpłaconej sumy depozytowej (notarialny bankowy rachunek powierniczy).

Z przyjęcia depozytu notariusz spisuje protokół, w którym wymienia datę przyjęcia, ustala tożsamość osoby składającej depozyt, wskazuje warunki jego wydania oraz osobę uprawnioną do odbioru. Protokół może zawierać także oznaczenie osoby uprawnionej do pobierania pożytków depozytu oraz warunków ich wypłaty.

Proponowana zmiana ma raczej charakter porządkujący i nie ma większego znaczenia dla funkcjonowania polskiego rynku nieruchomości. Depozyt notarialny funkcjonował od lat, choć nie był powszechnie stosowany. Z jednej strony w transakcjach obrotu nieruchomościami, należności na rzecz sprzedających regulowane były zazwyczaj z kredytów hipotecznych. Wpłaty gotówkowe ograniczały się do ustanowienia zadatku kilkuprocentowej wysokości, pozostała należność była kredytowana i nad realizacją wypłaty czuwał bank.

Z drugiej strony notariusze niechętnie proponowali zabezpieczenia depozytowe. Gotówki przechowywać w kasie nie chcieli, a rachunek depozytowy nie każda kancelaria posiadała ze względu na wysokie opłaty prowadzenia i sporadyczność wpłat. Klienci też nie bardzo byli skłonni do korzystania a takiej formy ze względu na brak znacznej ilości „żywej” gotówki oraz koszty z tym związane.

Podobnie rzecz się ma z rachunkami powierniczymi „escrow” stworzonymi z myślą o bezpieczeństwie transakcji na rynku deweloperskim. Tu z kolei firmy deweloperskie robią, co mogą by odwieść klientów od takiego zabezpieczenia. Napawa mnie to dużym niepokojem, bo przed nami kryzys i przewidywane bankructwa deweloperów.

Czyżby miał powtórzyć się czarny scenariusz sprzed lat.

Swoją drogą proponuje by Senat z taką samą troską nowelizował inne bardziej szkodliwe „buble” legislacyjne.

Tomasz Błeszyński

Doradca Rynku Nieruchomości

www.bleszynski.bblog.pl

Kategoria: Biznes
 

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]