Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
 Oceń wpis
   

Nikt nie zaprzecza, że krzywdy wyrządzone po wojnie dawnym właścicielom budynków, należy naprawiać. Jednak brak specjalnej ustawy regulującej te kwestie powoduje, że sądy zwracają majątek na zasadach ogólnych. Niestety nie uwzględniają przy tym specyficznej sytuacji kamienic, często odbudowywanych po wojnie przez ich dzisiejszych lokatorów, którzy nagle słyszą, że muszą się wynieść. A zyskują - zamiast dawnych właścicieli - sprytni handlarze, którzy przez lata praktyki wydeptali sądowe ścieżki.

Przedsiębiorca Marek M., zwany „kolekcjonerem kamienic", skupuje od przedwojennych właścicieli roszczenia wobec miasta o zwrot dawnej własności, a po odzyskaniu nieruchomości wprowadza nowe porządki.

Jolanta Brzeska wraz z rodziną przez kilkadziesiąt lat mieszkała w kamienicy na warszawskim Mokotowie tuż obok Królewskich Łazienek. Komunalny lokal dostał po wojnie jej ojciec w zamian za wkład w odbudowę budynku. Pięć lat temu lokatorzy poznali Marka M. - reprezentującego nowych właścicieli kamienicy.

Od Brzeskich zażądano m.in. dwóch tysięcy zł miesięcznie karnej opłaty za mieszkanie bez umowy z nowym właścicielem. Gdy sąd uznał, że to nielegalne, nastąpiła 10-krotna podwyżka czynszu. Marek M. nie ukrywał, że zależy mu na pustym budynku, pani Jolancie proponował nawet pieniądze w zamian za dobrowolną wyprowadzkę.

Oprócz wysokiego czynszu Marek M. zażądał 500 zł miesięcznie za przechodzenie po kostce między drzwiami kamienicy a chodnikiem. Dług z odsetkami osiągnął ponad 60 tys., komornik zajął pani Jolancie domowe sprzęty i emeryturę.

1 marca Jolanta Brzeska około południa wyszła z domu, jej ciało oblane olejem napędowym i spalone, znaleziono w Lesie Kabackim. Stowarzyszenie Lokatorów, w którym działała pani Jolanta, do dziś nie wierzy w wersję zakładającą samospalenie.

Wątpliwości ma także prokuratura: kobieta nie zostawiła pożegnalnego listu, na miejscu nie znaleziono naczynia z resztkami oleju, a podczas silnego mrozu trudno popełnić samobójstwo w taki sposób. Mimo, że od śmierci Brzeskiej minęło pół roku, śledztwo trwa.

Nawet po śmierci Jolanty Brzeskiej, jej rodzinie nie zaznała spokoju. Córka, która przejęła po matce wszystkie roszczenia, musi nadal spłacać dług wynikający z gigantycznego czynszu.

Problemy lokatorów z nowymi właścicielami nieruchomości nie występują wyłącznie wtedy, gdy mieszkają w lokalach komunalnych, wynajmowanych od miasta. Dochodzi do nich także wówczas, gdy są pełnoprawnymi właścicielami swoich mieszkań i co za tym idzie - części kamienicy. Tak dzieje się w samym sercu stolicy - tuż obok budynku Sejmu.

Pięć lat temu w kamienicy na tyłach Sejmu i sąsiadującym z nią budynku część udziałów po dawnych właścicielach kupiła firma biznesmena Tadeusza Dordy. Nowy właściciel przejął kontrolę nad nieruchomością i doprowadził do wykonania ekspertyzy, z której wynika, że budynek grozi zawaleniem i trzeba go wysiedlić.

Kolejny ruch przedsiębiorcy polegał na wprowadzeniu olbrzymich miesięcznych opłat lokatorów na fundusz, z którego miałaby zostać sfinansowana rozbiórka i odbudowa rzekomo walącego się budynku.

Walka trwa. Mieszkańcy skarżą do sądu kolejne uchwały nowego właściciela. Zamówili też ekspertyzę budowlaną u niezależnego rzeczoznawcy.

 

Opinię na temat sytuacji wywłaszczonych przedstawił Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości.

Źródło – UWAGA TVN

13 września 2011r.

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

W minionym tygodniu Sejm przyjął ustawę mającą chronić klientów firm deweloperskich. Regulacja ma na celu zmuszenie firm deweloperskich do zakładania rachunków powierniczych tzw. otwartych bądź zamkniętych. Klienci zainteresowani zakupem mieszkań wpłacaliby pieniądze na ten kontrolowany przez bank rachunek.

Pomysł wydaje się być dobry, ale nie nowy. Należy przypomnieć, że już 2005 roku Bank PKO BP zaproponował deweloperskie rachunki powiernicze. Środowisko pośredników w obrocie nieruchomościami, jako pierwsze rekomendowało rachunek escrow opierając się na amerykańskich doświadczeniach. Niestety odzew rynku deweloperskiego był znikomy, tyko nielicznym klientom udało się wynegocjować uruchomienie takiego rachunku. Zapotrzebowanie na te rachunki praktycznie, więc wygasło, choć oferta po dziś dzień w bankach jest szeroka.

Pamiętajmy, że, środki zgromadzone na tym rachunku zgodnie z Prawem bankowym nie podlegają zajęciu komorniczemu, nie wchodzą też do masy upadłości dewelopera. Daje to dodatkowe gwarancje i zabezpiecza przed wyprowadzaniem pieniędzy przeznaczonych na budowę mieszkań i może dać szansę ukończenia inwestycji w przypadku upadłości.

W Polsce rynek deweloperski jest jeszcze stosunkowo młody, wiele firm powstawało i powstawać będzie na fali „głodu mieszkaniowego”, kiedy popyt przewyższa podaż a marże na inwestycjach dają duże zyski. Wszystko zgodnie z prawem i rynkiem, który jest podatny na zręczne sterowanie.

Rachunek powierniczy ma zabezpieczyć szczególnie przed inwestycjami realizowanymi przez niedoświadczonych deweloperów. Bo zostać budowniczym mieszkań można bardzo prosto, kiedyś to scharakteryzowałem jednym zdaniem –„ Ty nie masz nic, Ja nie mam nic - będziemy deweloperami”. Wystarczyło mieć kawałek ziemi, dostać kredyt z banku i już liczyć na wysokie zyski ze sprzedaży apartamentów klientom złapanym na marketingowe sztuczki. Na szczęście dla kupujących kryzys urealnił rynek, mieszkania staniały i będą dalej tanieć.

Kogo tak naprawdę zyska na tej ustawie. Moim zdaniem przede wszystkim banki, które zyskają jeszcze większą kontrolę nad inwestycjami. W przypadku upadłości dewelopera jakieś korzyści pewnie też odczują klienci, ale i tak będą one niewspółmierne do zainwestowanych pieniędzy, czasu i zdrowia poświęconego na odzyskanie mieszkania. Na papierze wszystko zawsze wygląda różowo, gorzej z realizacją.

Kto straci na tej regulacji prawnej. Na pewno małe i średnie firmy deweloperskie, będą musiały rozważniej kalkulować przyszłe inwestycje, uzyskiwać gwarancje bądź ubezpieczenia. Podroży to koszty przyszłej inwestycji i bardziej zbiurokratyzuje. Może też te nowe reguły prowadzenia biznesu deweloperskiego skłonią inwestorów do planowania projektów w we współpracy z fachowcami rynku nieruchomości a nie opieraniu się tylko o własne „widzi mi się”.

Teraz ustawa trafiła do Senatu, który zapewne wprowadzi poprawki i złagodzi ustawowe rygory. I tak jak zawsze w praktyce okaże się, kto ma rację – „twórczy” legislatorzy czy „wolny” rynek a żadna ustawa nie zastąpi solidności i uczciwości.

Tomasz Błeszyński

Doradca Rynku Nieruchomości

www.tomaszbleszynski.pl

wrzesień 2011 r.

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Nowy rodzaj umów miał ułatwić eksmisję lokatorów. Niewiele osób rejestruje jednak najem w urzędzie. Właścicieli mieszkań odstraszają formalności.

Szybka eksmisja nierzetelnego lokatora – to miała być główna korzyść dla właścicieli mieszkań, którzy zdecydują się na zawarcie umowy najmu okazjonalnego. Okazuje się jednak, że mało kto sięga po to dobrodziejstwo.

– Najem okazjonalny kompletnie się nie sprawdził. Korzystają z niego tylko nieliczni – mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości / www.tomaszbleszynski.pl /– Do nowego rodzaju najmu skutecznie zniechęcają biurokratyczne wymogi – dodaje.

Co jest potrzebne, aby szybko pozbyć się najemcy? Oświadczenie lokatora – w formie aktu notarialnego – o poddaniu się egzekucji i zobowiązanie do opuszczenia mieszkania. Powinien on też wskazać lokal, do którego się przeprowadzi.

1480 osób zgłosiło nowy rodzaj umów w 2010 r.

– Przez półtora roku obowiązywania nowych przepisów miałem zaledwie kilku klientów, którzy sporządzili takie oświadczenie – mówi Robert Dor, warszawski notariusz.

Kolejny warunek stosowania obowiązujących od 28 stycznia 2010 r. rozwiązań to zgłoszenie umowy fiskusowi. Do urzędów nie walą jednak tłumy.

– Do 30 sierpnia tego roku w warszawskich urzędach skarbowych zawarcie umów najmu okazjonalnego zgłosiło 549 podatników – mówi Mirosław Kucharczyk, rzecznik prasowy Izby Skarbowej w Warszawie.

13 mln zł podatników, którzy w zeszłym roku zarejestrowali najem okazjonalny

Jakie są przyczyny małego zainteresowania nowym rodzajem najmu? – Najemcy niechętnie zgadzają się na wystawienie z góry tytułu egzekucyjnego – tłumaczy Robert Dor. – Ciągle nie jest też popularne spowiadanie się fiskusowi – zauważa.

– Szacuję, że około 80 proc. transakcji wynajmu mieszkań nie jest w ogóle zgłaszanych do urzędów – dodaje Tomasz Błeszyński. – Wygląda na to, że nowe przepisy niewiele zmieniły.

Działanie w szarej strefie nie wszystkim jednak ujdzie na sucho.

– Informacje o wynajmowanych na czarno mieszkaniach fiskus uzyskuje z różnych źródeł, np. z donosów sąsiadów – mówi doradca podatkowy Tomasz Piekielnik. – Jeśli złapie nieuczciwego właściciela, to wyliczy mu zaległość podatkową z odsetkami i wymierzy karę.

Przemysław Wojtasik

01-09-2011 

Rzeczpospolita


Kategoria: Biznes
 

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]