Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
Rządowa siekiera 2012-09-26 22:27
 Oceń wpis
   

Na ostatnim posiedzeniu Rady Ministrów rząd uderzył legislacyjną siekierą polskich przedsiębiorców przyjmując projekt ustawy deregulacyjnej. Autorem tej super ustawy jest Minister Sprawiedliwości, który zakłada w pierwszej transzy deregulację 50 zawodów.

Objawiono nam jedyną prawdę o rynku i ekonomii, z której wynika, że to Minister Sprawiedliwości a nie Minister Gospodarki wie, co dobre jest nomen omen dla gospodarki i autorytarnie ją zarządza. Ministerstwa branżowe praktycznie bez walki oddały "pole" grzecznie akceptując deregulację.

Proponowana ustawa deregulacja to nic innego jak planowe i systematyczne niszczenie funkcjonujących z powodzeniem struktur gospodarczych sektora MSP. Pod płaszczykiem zwiększenia konkurencyjności, tworzenia wirtualnych miejsc pracy wprowadza się regulacje prawne działające na szkodę polskich przedsiębiorców. Pojawia się po sztandarami rzekomo zbawiennej liberalizacji gospodarki oraz walki z bezrobociem. Wskazując to rozwiązanie, jako jedyną i skuteczną receptę na kryzys.

Zmiany są tworzone na potrzeby marketingu politycznego, którego szkody gospodarka i społeczeństwo będzie odczuwało niestety latami. Łatwiej i szybciej jest de - regulować i niż budować. Praktycznie nie funkcjonowały konsultacje społeczne, zagrożone deregulacją zawody są odcięte od informacji, projekty ustaw ukrywane są w przepastnych biurkach ministrów.

Ostrze deregulacyjnej siekiery najdotkliwiej godzi w min. zawody rynku nieruchomości, zakładając likwidację od lat istniejących i uregulowanych w ustawie o gospodarce nieruchomościami licencji zawodowych pośrednika w obrocie nieruchomościami i zarządcy nieruchomości. Licencje zawodowe stały się synonimem profesjonalizmu i bezpieczeństwa obrotu i zarządzania nieruchomościami. Licencjonowani specjaliści wielokrotnie uchronili i chronią swoich klientów przed utratą majątku. Teraz okazuje się, że nie potrzebnie, bo rząd zamierza licencje zlikwidować by do wykonywania tych czynności dopuścić osoby przypadkowe, bez wymaganego przygotowania, kompetencji i zweryfikowanych umiejętności zawodowych z "gimnazjalnym wykształceniem".

Strach, cwaniactwo, krwiożercza spekulacja, oszustwa, bankructwa zapanują po tych zmianach na rynku nieruchomości. Wszystko w imię deregulacji, swobody gospodarczej, która doprowadzi do pogorszenia, jakości świadczonych usług zawodowych, zagrażając bezpieczeństwu obywateli naszego państwa. Koszty społeczne i gospodarcze likwidacji licencji zawodowych pośrednika w obrocie nieruchomościami, zarządcy nieruchomości będą dotkliwe. Żal mi tylko ludzi, którzy tracić będą majątki życia na rzecz niekompetentnych pozbawionych kontroli deregulowanych fachowców.

"Złota" afera to dopiero początek .. obym się mylił..... 

Tomasz Błeszyński

Doradca Rynku Nieruchomości

www.tomaszbleszynski.pl

wrzesień 2012


Kategoria: Biznes
 
A jak apartament 2012-09-25 18:57
 Oceń wpis
   

Nastał najlepszy czas na kupowanie nieruchomości. Eksperci radzą, że najlepiej zainwestować w apartament funkcjonalny, w nowoczesnym wzornictwie i dobrej lokalizacji.

Według raportu firmy doradczej Reas, w sześciu największych polskich aglomeracjach deweloperzy oferowali w połowie tego roku do sprzedaży prawie 57 tys. mieszkań. W Warszawie ponad 21 tys., w Krakowie 10,8 tys., we Wrocławiu 9,5 tys., w Trójmieście 7,9 tys., w Poznaniu 4,6 tys. i w Łodzi ponad 2,8 tys. Wybór jest więc wielki, a należy pamiętać, że w tych sześciu metropoliach buduje się mniej więcej połowę tego, co w pozostałych częściach Polski.

Zdecydowanie największy ruch na rynku mieszkaniowym panuje w Warszawie i na Mazowszu. Co rusz pojawiają się nowe inwestycje i w porównaniu do reszty Polski zawiera się tam najwięcej transakcji sprzedaży. Mieszkańców Warszawy stać na zakup mieszkań, bo generalnie najlepiej zarabiają.

Bonusy dla kupujących

Nie znaczy to jednak, że deweloperom łatwo sprzedać mieszkanie. Walcząc o klienta, albo schodzą z ceny metra, albo dają bonusy takie, jak wyposażenie mieszkania, garaż, miejsce postojowe lub tygodniowe wczasy. Transakcji byłoby więcej, gdyby banki chciały, jak dawniej, udzielać kredytów hipotecznych. Według raportu Reas ocena zdolności kredytowej potencjalnych klientów jest o wiele bardziej ostrożna, aniżeli rok, dwa lata temu.

Kawalerka i luksus

Najlepiej sprzedają się więc mieszkania najtańsze (w gorszych lokalizacjach, z gorszego materiału), ale i te z przeciwnego bieguna wyjątkowo drogie apartamenty. Pierwsze są traktowane jak noclegownie. Drugie służą menedżerom, którzy chcą mieszkać w city. Liczy się dla nich głównie prestiż dzielnicy, ulicy, adresu. Wybierają mieszkania zlokalizowane jak najbliżej pracy, a wypoczywają już z dala od centrów biznesu.

Ceny najbardziej popularnych mieszkań, w zwykłych blokach, zaczynają się na obrzeżach stolicy od 4,5-5 tys. zł za m2. Klienci tradycyjnie decydują się najczęściej na zakup kawalerek lub dwóch pokoi maksymalnie 45-55 m2. Takich mieszkań jest do wyboru i koloru.

Tymczasem luksusowe apartamenty, których ceny wahają się od 12 do 20 tys. zł za m2 i w sumie kosztują nawet 3 mln zł są rarytasem. Po pierwsze dlatego, że jest ich na rynku zdecydowanie mniej. Po drugie są to pod każdym względem profesjonalnie zrealizowane inwestycje. Mimo wysokich cen, stosunkowo łatwo się sprzedają. Klienci poszukują apartamentów o powierzchni od 80 m2 do 180 m2. Większych powierzchni nie warto kupować, bo kosztują w sumie kilka milionów, a za tę sumę można już wybudować ładny dom.

Dlaczego lepiej zainwestować w mieszkanie? Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, /www.tomaszbleszynski.pl/ tłumaczy, że szybciej przestanie być modna lokalizacja i architektura domu, aniżeli mieszkania. Apartamenty są bardziej odporne na ruchy rynkowe, nie tracą tak szybko na wartości i łatwiej je potem sprzedać.

Nie pomógł Szyc ani Blue Cafe

Niestety poza wyjątkami nie przyjęły się w Polsce lofty. Apartamenty wydzielone z dawnych fabryk muszą znaleźć swoich pasjonatów. Zwłaszcza, że rewitalizacja obiektów poprodukcyjnych jest bardzo kosztowna. Z wielu tego typu inwestycji zrezygnowano w Warszawie (w zakładach optycznych) czy w Poznaniu. W dawnej fabryce Scheiblera w Łodzi niewiele loftów udało się sprzedać. Firma, która je wybudowała, upadła. Nie pomogła nawet reklama, że w dawnej przędzalni zamieszkają aktor Borys Szyc, prezenter telewizyjny Olivier Janiak, aktorka Judyta Jungowska czy członkowie zespołu Blue Cafe.

Źródło: "W Podróży" autor TOR  /2012

Kategoria: Biznes
 
Katolickie osiedle 2012-09-18 21:18
 Oceń wpis
   

Deweloper na warszawskich Bielanach realizuje bardzo ciekawy projekt inwestycyjny. Powstaje tam osiedle mieszkaniowe przeznaczone min. dla wielodzietnych rodzin katolickich.

Osiedle Rodzinne składa się z 7 budynków bliźniaczych 3-kondygnacyjnych, w których znajdują się mieszkania o pow. od 67 do 140 mkw. oraz budynku usługowo-mieszkalnego 5-kondygnacyjnego. Średnia cena metra kwadratowego mieszkania wynosi 6500 złotych, wydaje się być atrakcyjna biorąc po uwagę na standard wykończenia lokali i lokalizację.

Będzie to takie pierwsze osiedle w Polsce gdzie będą mogły mieszkać w nim rodziny katolickie. Co ciekawe w projekcie pozostało już tylko kilka wolnych mieszkań, wszystkie zostały już sprzedane bez wielkich marketingowych zabiegów. Zobaczymy czy projekt ośmieli innych deweloperów do podobnych inwestycji na rynku nieruchomości.

Przy obecnej nadpodaży lokali mieszkalnych na rynku, okazuje się, że nie najważniejsze jest gdzie mieszkamy, ale to, co się dzieje wokół nas. Synonimem bezpieczeństwa przestają już, więc być anonimowe społeczności zamknięte w strzeżonych osiedlach z kamerami i wartownikami.  Gdzie nikt nikogo nie zna i znać nie chce, wszystkich interesuje tylko czubek własnego nosa. Błahy z pozoru problem staje się zarzewiem konfliktu, wystarczy źle zaparkować samochód i awantura gotowa.  Pozorny prestiżu, brak poszanowania dla innych snobizm, gonitwa za karierą powodują ze zapomina się o zasadach savoir-vivre i kulturze osobistej.

Realizowane Osiedle Rodzinne, może być odpowiedzią na już niemal wszech obecną znieczulicę społeczną, pomoże w zbudowaniu prawdziwych relacji sąsiedzkich opartych na zaufaniu, bezpieczeństwu i wzajemnej pomocy. Zniknie anonimowość, łatwiej będzie realizować wspólne projekty z myślą w wszystkich mieszkańcach. Z czasem powstanie prawdziwa społeczność oparta na więziach między ludzkich, co w czasach kryzysu może okazać się bezcenną wartością. Pamiętamy, bowiem z przedwojennych czasów jak dobrze radziły sobie takie rodziny wielodzietne i wielopokoleniowe, chociaż by z serialu Dom.

Tomasz Błeszyński

Doradca Rynku Nieruchomości

www.tomaszbleszynski.pl

wrzesień 2012


Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Ma­lu­ją ścia­ny, ukry­wa­jąc po­ja­wia­ją­ce­go się grzy­ba, ukła­da­ją pa­ne­le, by za­ma­sko­wać nie­do­sko­na­ło­ści pod­ło­gi. Pod­mie­nia­ją meble, a pęk­nię­te stro­py ukry­wa­ją pod ta­pe­tą. Po pod­pi­sa­niu aktu no­ta­rial­ne­go za­bie­ra­ją wszyst­ko, po­zo­sta­wia­jąc no­wych wła­ści­cie­li w ru­inie, nie tylko fi­nan­so­wej.

To­masz i Olga, młode mał­żeń­stwo z Kra­ko­wa, dość długo po­szu­ki­wa­li ide­al­ne­go dla sie­bie miesz­ka­nia. Szu­ka­li­śmy 50-me­tro­we­go lokum, które chcie­li­śmy wziąć na kre­dyt. A że pie­nię­dzy nie mie­li­śmy dużo, tyle tylko, by na wkład wła­sny wy­star­czy­ło, ewen­tu­al­nie na ja­kieś nowe meble, to in­te­re­so­wa­ło nas miesz­ka­nie nie­wy­ma­ga­ją­ce re­mon­tu mówi Olga. Po pię­ciu mie­sią­cach po­szu­ki­wań zna­leź­li, jak im się wtedy wy­da­wa­ło, miesz­ka­nie ide­al­ne. Wszyst­ko mi się po­do­ba­ło, a naj­bar­dziej to, że było faj­nie urzą­dzo­ne. Mia­łam po­dob­ny gust jak do­tych­cza­so­wa wła­ści­ciel­ka i chyba to mnie do tego miesz­ka­nia prze­ko­na­ło do­da­je Olga.

Naj­bar­dziej spodo­ba­ło mi się roz­miesz­cze­nie. Wszyst­ko było takie w sam raz. Po­ko­je nie były zmniej­szo­ne kosz­tem ko­ry­ta­rza, co się czę­sto zda­rza. Poza tym stan ogól­ny miesz­ka­nia był w po­rząd­ku. Sprze­da­ją­cy, za­pew­nia­li, że nie­daw­no ro­bi­li ge­ne­ral­ny re­mont i rze­czy­wi­ście, widać było, że ścia­ny były od­ma­lo­wa­ne, na pod­ło­gach w sa­lo­nie i mniej­szym po­ko­ju le­ża­ły nowe wy­kła­dzi­ny. Umó­wi­li­śmy się z wła­ści­cie­la­mi, że jesz­cze się prze­śpi­my z de­cy­zją, a oni za­chę­ca­li do po­now­ne­go obej­rze­nia miesz­ka­nia. Wró­ci­li­śmy na­za­jutrz, po­roz­glą­da­li­śmy się raz jesz­cze, upew­ni­li­śmy się, że sprze­da­ją­cy zo­sta­wią nam więk­szość mebli i sprzę­tów i pod­pi­sa­li­śmy umowę przed­wstęp­ną, po­trzeb­ną do banku opo­wia­da To­masz.

Po za­koń­cze­niu ban­ko­wych pro­ce­dur To­masz i Olga umó­wi­li się na pod­pi­sa­nie aktu no­ta­rial­ne­go i po dwóch mie­sią­cach otrzy­ma­li klu­cze do ku­pio­ne­go miesz­ka­nia. Sprze­da­ją­cy po­pro­si­li jesz­cze o dwa mie­sią­ce czasu, by mogli się spo­koj­nie wy­pro­wa­dzić. Zgo­dzi­li­śmy się, bo nie mie­li­śmy noża na gar­dle. Dziw­ne wy­da­ło mi się tylko, że klu­czy nie chcie­li nam prze­ka­zać w miesz­ka­niu, a w ka­wiar­ni, na mie­ście. Ży­czy­li nam wszyst­kie­go do­bre­go i po­że­gna­li się, bo na stałe osie­dli w An­glii. Po­bie­gli­śmy z Tom­kiem do miesz­ka­nia, cie­szyć się nowym gniazd­kiem, ale za­miast się cie­szyć, my­śla­łam, że ze­mdle­ję z wra­że­nia opo­wia­da Olga. Za­bra­li, wszyst­ko, co się dało: meble, lo­dów­kę, ku­chen­kę, wy­krę­ci­li nawet krany. Wy­nie­śli nawet, musz­lę klo­ze­to­wą. Pew­nie i wannę by za­bra­li, gdyby tylko się dało. A naj­lep­sze cze­ka­ło na nas w po­ko­jach. Oka­za­ło się, że pod wy­kła­dzi­ną nie było nic, sama wy­lew­ka. A wy­kła­dzi­nę oczy­wi­ście wzię­li. Zła­pa­łem za te­le­fon i dzwo­nię. Po­wie­dzie­li, że w umo­wie nie było, na­pi­sa­ne, co mają zo­sta­wić, to wzię­li to, co było im po­trzeb­ne mówi Tomek. Wcze­śniej, za­pew­nia­li, że wszyst­ko zo­sta­wią, bo do An­glii nic za­bie­rać nie będą. Do­pie­ro są­siad­ka nam, po­wie­dzia­ła, że oni te wszyst­kie rze­czy po­sprze­da­wa­li, a część roz­da­li po ro­dzi­nie, bo co będą zo­sta­wiać obcym do­da­je Olga.

Uwaga na od­pi­co­wa­ne!

Olga i To­masz za­po­ży­czy­li się po ro­dzi­nie i wy­re­mon­to­wa­li miesz­ka­nie. Nie­smak jed­nak po­zo­stał. Gdyby mieli pie­nią­dze, to do­cho­dzi­li­by swo­ich spraw w są­dzie. Zdają jed­nak sobie spra­wę z tego, że wina leży czę­ścio­wo po ich stro­nie, bo po pierw­sze, dali na­brać się na sztucz­ki sprze­daw­ców, a po dru­gie, nie spi­sa­li w umo­wie, jakie sprzę­ty mają zo­stać w miesz­ka­niu. Ich hi­sto­ria po­win­na być jed­nak prze­stro­gą dla wszyst­kich, któ­rzy przy­mie­rza­ją się do kupna, miesz­ka­nia. Wiele mówi się o tym, że sprze­daw­cy kła­mią w, ogło­sze­niach, ale po­dob­ne oszu­stwa, wcie­la­ją w życie, przy­go­to­wu­jąc miesz­ka­nia do sprze­da­ży.

Nie od dzi­siaj wia­do­mo, że ku­pu­je­my ocza­mi i tzw. pierw­sze wra­że­nie jest, naj­waż­niej­sze. Rynek przez lata zmie­nia się i coraz bar­dziej cy­wi­li­zu­je. Wła­ści­cie­le miesz­kań, szcze­gól­nie teraz, kiedy podaż ich jest bar­dzo duża i pro­ces sprze­da­ży trwa mie­sią­ca­mi, a ceny pod­le­ga­ją znacz­nym ne­go­cja­cją i spa­da­ją prak­tycz­nie z mie­sią­ca na mie­siąc, za­czy­na­ją do­ce­niać przy­go­to­wa­nie lo­ka­lu do sprze­da­ży mówi To­masz Błe­szyń­ski, do­rad­ca rynku nie­ru­cho­mo­ści | www.tomaszbleszynski.pl |

Coraz czę­ściej sprzą­ta­ją, myją okna, wie­trzą, ozda­bia­ją kwiat­ka­mi albo wy­naj­mu­ją  firmy, by za nich zro­bi­ły czary mary w ich miesz­ka­niu. Takie drob­ne za­bie­gi es­te­tycz­no-ko­sme­tycz­nie nie są ni­czym złym. Go­rzej jed­nak jest wtedy, gdy wła­ści­cie­le pró­bu­ją ukry­wać wady tech­nicz­ne wy­stę­pu­ją­ce w lo­ka­lu: wil­goć, pę­ka­ją­ce ścia­ny, stro­py, za­pcha­ne piony wod­no-ka­na­li­za­cyj­ne, po­pa­lo­ną, nie­spraw­ną in­sta­la­cję eklek­tycz­ną, mało spraw­ny sys­tem cen­tral­ne­go ogrze­wa­nia. Spo­ty­ka­łem rów­nież spe­cja­li­stów, od­świe­ża­ją­cych miesz­ka­nia po zmar­łych wła­ści­cie­lach czy po nie­le­gal­nych ho­dow­lach zwie­rząt, bo prze­cież  ku­pio­ne na prze­tar­gu miesz­ka­nie trze­ba było pod­pi­co­wać, by z więk­szym zy­skiem sprze­dać. W tym celu, ukry­wa­ją wszyst­kie jego man­ka­men­ty. Takie pro­wi­zo­rycz­ne re­mon­ty prę­dzej czy póź­niej wy­cho­dzą na jaw, cza­sem nie­ste­ty już, na szko­dę ku­pu­ją­ce­go, po trans­ak­cji. Kiedy umowa u no­ta­riu­sza pod­pi­sa­na, pie­nią­dze prze­la­ne, lokal wy­da­ny i ko­niec z re­kla­ma­cja­mi do­da­je Błe­szyń­ski.

Za­ma­lo­wa­ny grzyb i pod­mie­nio­ne meble

O tym, że aby sprze­dać miesz­ka­nie, trze­ba naj­pierw za­in­we­sto­wać w jego od­świe­że­nie, mówi się od dawna. Wła­ści­cie­le miesz­kań do­szli w tym do per­fek­cji. Po­my­sły sprze­da­ją­cy mają za­ska­ku­ją­ce, cza­sem, szo­ku­ją­ce, ale i na­iw­ne. Jedni tłu­ma­czą zły stan tech­nicz­ny siłą wyż­szą, inni, przy­rze­ka­ją, że wszyst­ko jest dobre i spraw­ne. Są tez tacy, któ­rzy zro­bią wszyst­ko, by wy­ci­snąć z miesz­ka­nia jak naj­więk­szą cenę. Opo­wia­da­ją ba­jecz­ki o super lo­ka­li­za­cji, super zna­nych są­sia­dach, o wa­lo­rach użyt­ko­wych do­pa­so­wa­nych wła­ści­we do każ­de­go ku­pu­ją­ce­go. Pa­mię­tam, jak kie­dyś  sprze­da­ją­cy przed­sta­wił cer­ty­fi­kat od bio­ener­go­te­ra­peu­ty, w któ­rym, na­pi­sa­no, że miesz­ka­nie jest czy­ste od cie­ków wod­nych i szko­dli­we­go pro­mie­nio­wa­nia. Byli też fani feng shui, za­chwa­la­ją­cy zdro­wy tryb życia w takim oto­cze­niu. Te wszyst­kie po­my­sły we­dług mnie są nie­szko­dli­wym mar­ke­tin­giem. Go­rzej jak mamy do czy­nie­nia ze świa­do­mym ukry­wa­niem wad uważa To­masz Błe­szyń­ski.

A to ostat­nie zda­rza się nie­ste­ty dosyć czę­sto. Za­ma­lo­wa­ny grzyb na su­fi­cie czy nie­do­sko­na­ło­ści pod­ło­gi ukry­te pod pa­ne­la­mi albo wy­kła­dzi­ną, to w za­sa­dzie stan­dard. Sprze­da­ją­cy nie wa­ha­ją się nawet, by pod­mie­niać sprzę­ty. Starą ku­chen­kę za­stę­pu­ją nową, a po za­war­ciu trans­ak­cji zo­sta­wia­ją starą albo wcale. Metod na ukry­wa­nie wad w miesz­ka­niu jest wiele, wszyst­ko za­le­ży od po­my­sło­wo­ści  i za­moż­no­ści wła­ści­cie­la, czy sam bę­dzie to robił na łapu capu, czy wy­naj­mie fa­chow­ca. Pa­mię­tam miesz­ka­nia zgło­szo­ne do sprze­da­ży, w  któ­rych po kilku dniach ze ścian spa­da­ła przy­kle­ja­na na wil­goć ta­pe­ta czy od­pa­da­ją­ce ka­fel­ki, tynki. Były przy­pad­ki. że i źle po­ło­żo­na i przy­kle­jo­na pod­ło­ga dziw­nym tra­fem sama wsta­wa­ła, strze­la­jąc płyt­ka­mi czy par­kie­tem. Od­świe­ża­nie wnętrz za­pa­cha­mi czy ka­dzi­deł­ka­mi sta­no­wi w takim przy­pad­ku tzw. pikuś mówi Błe­szyń­ski.

Z cie­ka­wym przy­pad­kiem miała do czy­nie­nia rów­nież Jo­an­na Ja­ro­szew­ska, po­śred­nik nie­ru­cho­mo­ści z War­sza­wy. Sprze­da­ją­cy w dniu sprze­da­ży spo­tka­li się z ku­pu­ją­cym w miesz­ka­niu, które bę­dzie pod­le­gać trans­ak­cji. Był wio­sen­ny dzień i ku­pu­ją­cy, wcho­dząc do miesz­ka­nia spo­strze­ga (wi­dział je, wcze­śniej, ale ume­blo­wa­ne i użyt­ko­wa­ne) po­otwie­ra­ne na oścież wszyst­kie okna. Tro­chę zdzi­wio­ny pyta, dla­cze­go? Uzy­skał, od­po­wiedź, że miesz­ka­nie stało puste i tak chcie­li tro­chę prze­wie­trzyć. Póź­niej oka­za­ło się, że sta­ra­li się ukryć  nie­przy­jem­ny za­pach dymu ni­ko­ty­no­we­go, który był wżar­ty w każdy kąt miesz­ka­nia. To oka­za­ło się już po za­ku­pie wspo­mi­na Ja­ro­szew­ska.

 Za­brać co się da

Kłam­stwo ma krót­kie nogi i prę­dzej czy póź­niej wyj­dzie na jaw. Na nie­ko­rzyść ku­pu­ją­cych, wy­cho­dzi naj­czę­ściej wtedy, gdy akt no­ta­rial­ny jest już pod­pi­sa­ny i nie ma od­wro­tu od do­ko­na­nej trans­ak­cji. Co cie­ka­we, od­sło­nię­cia ukry­tych wad do­ko­nu­ją sami sprze­da­ją­cy, któ­rzy, opusz­cza­jąc miesz­ka­nie, za­bie­ra­ją z niego wszyst­ko, co się da, bo nie za­le­ży im już na do­brym wi­ze­run­ku lokum. Wy­mon­to­wu­ją ba­te­rie ła­zien­ko­we, za­bie­ra­ją drzwi, a nawet kon­tak­ty czy ka­lo­ry­fe­ry. Sprze­da­ją­cy po umo­wie przy­rze­czo­nej, a przed od­bio­rem lo­ka­lu, wy­krę­cił wszyst­kie kon­tak­ty, prze­łącz­ni­ki świa­teł, krany i inne ma­ło­ga­ba­ry­to­we ak­ce­so­ria re­la­cjo­nu­je Da­mian Ma­ślan­ka, do­rad­ca Home Bro­ker z Kra­ko­wa. Nie dziwi się temu Grze­gorz Buf­nal, do­rad­ca Home Bro­ker z Gdyni. Wy­krę­ca­nie gniaz­dek jest dosyć czę­stą prak­ty­ką, są nawet przy­pad­ki wy­ry­wa­nia prze­wo­dów elek­trycz­nych twier­dzi. Takie hi­sto­rie nie­ob­ce są rów­nież Da­riu­szo­wi Sa­dur­skie­mu z Agen­cji Nie­ru­cho­mo­ści Bra­cia Sa­dur­scy. W po­ło­wie lat 90. mie­li­śmy dwa przy­pad­ki zło­śli­we­go za­cho­wa­nia sprze­da­ją­cych. Znik­nął wtedy ze sprze­da­wa­ne­go miesz­ka­nia cały osprzęt elek­trycz­ny, lampy, kar­ni­sze i klam­ki z drzwi. W jed­nym wy­pad­ku nikt nie spo­dzie­wał sie ta­kie­go za­cho­wa­nia sprze­da­ją­cych, w dru­gim przy­pad­ku sprze­da­ją­cy byli źli na ku­pu­ją­cych. Byli nie­za­do­wo­le­ni ze zbi­cia ceny i ich ar­gu­men­ta­mi. Cy­tu­ję: prze­cież w tym miesz­ka­niu nie po­zo­sta­je nic war­to­ścio­we­go, Jak można było miesz­kać w takim chle­wie" itp. opo­wia­da Sa­dur­ski.

Za­dbać o swój in­te­res

Przed ta­ki­mi przy­kry­mi nie­spo­dzian­ka­mi można się obro­nić. Na­le­ży już na eta­pie umowy przed­wstęp­nej wy­szcze­gól­nić, jakie ele­men­ty wy­po­sa­że­nia czy wy­koń­cze­nia po­win­ny zo­stać w miesz­ka­niu. Nie­któ­rzy po­śred­ni­cy wy­ko­nu­ją zdję­cia przed­mio­tów znaj­du­ją­cych się w sprze­da­wa­nym lokum, by póź­niej przed­sta­wić je, jako dowód w spra­wie. Zwy­cza­jo­wo przy­ję­te jest, że ele­men­ty wy­po­sa­że­nia za­mon­to­wa­ne na stałe, czyli krany, wanny, ale rów­nież szafy czy wy­po­sa­że­nie kuch­ni sprze­da­wa­ne są razem z nie­ru­cho­mo­ścią. Dla bez­pie­czeń­stwa, za­le­cam szcze­gó­ło­wy ich opis w do­ku­men­ta­cji trans­ak­cji lub spi­sa­nie od­ręb­nej umowy do­ra­dza Jerzy So­bań­ski, rzecz­nik pra­so­wy War­szaw­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Po­śred­ni­ków w Ob­ro­cie Nie­ru­cho­mo­ści.

Ka­ta­rzy­na Siwek z Home Bro­ker do­ra­dza rów­nież, by obej­rzeć miesz­ka­nie w dniu pod­pi­sa­nia aktu no­ta­rial­ne­go. Olim­pia Bro­no­wic­ka, rzecz­nik pra­so­wy Pol­skiej Fe­de­ra­cji Rynku Nie­ru­cho­mo­ści, przy­po­mi­na, że ukry­wa­nie wad miesz­ka­nia nie jest bez­kar­ne, nawet, jeśli oszu­stwo wyj­dzie już po pod­pi­sa­niu aktu no­ta­rial­ne­go. Po­śred­nik po­wi­nien uświa­do­mić sprze­da­ją­ce­go, że od­po­wia­da za ukry­te wady. Jeśli wyj­dzie na jaw, że sprze­da­ją­cy pró­bo­wał za­tu­szo­wać jakiś pro­blem, np. grzyb ob­ło­żył ta­pe­tą czy za­ma­lo­wał, to nawet po za­war­ciu aktu no­ta­rial­ne­go, ku­pu­ją­cy może do­cho­dzić z tego ty­tu­łu swo­ich praw. Po­śred­nik, jeśli sprze­da­ją­cy ko­rzy­sta z jego usług, po­wi­nien uświa­do­mić o gro­żą­cej karze za takie dzia­ła­nia, bo to się wraca po­dwój­nie. Nie dość, że po­śred­nik traci dobre imię i wia­ry­god­ność, to jesz­cze sprze­da­ją­cy zo­sta­je ob­cią­żo­ny fi­nan­so­wo za rosz­cze­nia ku­pu­ją­ce­go mówi Bro­no­wic­ka.

Źródło: Justyna Sobolak |Onet Biznes| 17.09.2012


Kategoria: Biznes
 

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-11-18 08:53
mam w głębokim poważaniu gigantomanie... do wpisu:
Expo jednak nie dla Łodzi
Byłoby jednak milej, aby miast walczyć z wiatrakami połatać dziury w jezdniach na Wojska[...]
 
2017-11-17 15:19
pieniadze do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Wynik bardzo dobry. Praktycznie wygraliśmy ale sądzę, że przeważył argument niemerytoryczny tj.[...]
 
2017-11-15 19:08
Tomasz Błeszyński do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Polska nie zorganizuje International EXPO 2022 Poland w Łodzi. Wystawę zorganizuje stolica[...]
 
2017-11-07 15:38
angling do wpisu:
Dokąd płynie Łódź ?
Tak jest potencjał na 10 lat pracy dla eksperta dobrego. W pozytywnym sensie - jest co[...]
 
2017-09-25 17:18
Andrzej z Warszawy do wpisu:
Nowelizacja Ustawy o gospodarce nieruchomościami podpisana
Świetny artykuł, ma Pan rację rzeczoznawstwo nie jest zawodem wybranym, jest jeden rynek, jest[...]