Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
Zmierzch kultury 2013-10-29 22:14
 Oceń wpis
   

W obecnych czasach, co raz częściej okazuje się, że kulturę mają tylko bakterie.

 

 

Z cyklu aforyzmy  na życie Tomek Błeszyński

październik 2013 r.

 

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Mieszkania w zrujnowanych kamienicach i duże lokale w blokach z wielkiej płyty takie nieruchomości sprzedają się dziś najgorzej.

W tym roku najczęściej kupowane były mieszkania dwu- i trzypokojowe o powierzchni 4055 mkw. zauważa Karolina Michniak z Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości. (WGN). Klienci znacznie rzadziej wybierali duże, ponad 80-metrowe lokale. Jak podaje Karolina Michniak, średni czas sprzedaży takich nieruchomości, mimo korekty cen, to prawie 10 miesięcy.

Porażka frankowiczów

Największe spadki cen odnotowały mieszkania w blokach z wielkiej płyty oraz w starych, zniszczonych kamienicach, zwłaszcza te o dużych powierzchniach. Trudniej sprzedają się lokale w mniej atrakcyjnych rejonach, na obrzeżach miast oraz mieszkania w budynkach, których elewacje bądź klatki schodowe wymagają remontu mówi przedstawicielka WGN. Według niej nie ma jednak nieruchomości niesprzedawalnych. Na każde mieszkanie można znaleźć chętnego, jeśli tylko cena jest urealniona.

Także zdaniem Pawła Grabowskiego z agencji Ober-Haus za odpowiednią cenę nabywcę znajdzie każda nieruchomość. Średnie spadki cen mieszkań dużych i małych, nowych i starych są porównywalne. Spadki te są oczywiście bardziej odczuwalne przy sprzedaży większych lokali. 10 proc. obniżki w przypadku kawalerki za 100 tys. zł daje 10 tys. zł. W przypadku mieszkania za 1 mln zł taki rabat równa się cenie kawalerki zauważa Paweł Grabowski. Najtrudniej sprzedają się lokale w cenie powyżej 500 tys. zł. Bo takich mieszkań poszukuje mniej niż 20 proc. wszystkich klientów dodaje.

Przedstawiciel Ober-Haus zauważa, że czasem sprzedający nie chcą się zgodzić nawet na niewielką obniżkę cen ofertowych. Po czasie obniżają stawkę poniżej wcześniej proponowanych przez klientów poziomów, nie mogąc znaleźć chętnego opowiada Paweł Grabowski. Ale jest też druga strona medalu. Klienci często się żalą, że sprzedają mieszkanie np. za 700 tys. zł, choć trzy lata temu ktoś proponował im milion. Martwią się, że za uzyskane pieniądze nie kupią takiej nieruchomości, jaką by chcieli. A przecież spadki cen spowodowały, że dziś za 700 tys. zł można kupić mieszkanie, które parę lat temu było warte milion.

Jarosław Mikołaj Skoczeń z portalu Otodom.pl ocenia, że najbardziej przegrani są właściciele dużych mieszkań, kupionych podczas hossy na kredyty we frankach. Ceny mkw. lokali w Wilanowie, Śródmieściu i na Mokotowie w Warszawie spadły nawet o 34 tys. zł, a frank podrożał z 2,1 zł do 3,5. Właściciele nieruchomości stracili więc podwójnie mówi Skoczeń. Duże straty ponieśli też właściciele domów na obrzeżach Warszawy, np. w Piasecznie, na trasie katowickiej i krakowskiej, którzy za 170-metrowy dom z działką o powierzchni 1 tys. mkw. zapłacili ok. 800 tys. zł. Teraz będą mieć problem ze znalezieniem nabywcy za 500 tys. zł dodaje.

Jarosław Mikołaj Skoczeń podkreśla, że najbezpieczniejszą inwestycją zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym są mieszkania o powierzchni 3540 mkw., które trzymają cenę. Jeszcze cztery lata temu rodziny poszukiwały trzypokojowych mieszkań o powierzchni co najmniej 7080 mkw. Teraz wracamy do metraży z czasów komuny. Chcemy mieć trzy pokoje na 50 mkw. zauważa przedstawiciel Otodom.pl.

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, dodaje, że na wartości straciły najbardziej mieszkania w złych lokalizacjach bez infrastruktury towarzyszącej oraz duże, niefunkcjonalne mieszkania, trudne do aranżacji.

Takie lokale tanieją także na rynku pierwotnym, bo deweloper nie może sobie pozwolić na utrzymywanie niesprzedanych pustostanów ocenia Tomasz Błeszyński. Jego zdaniem trudno jest sprzedać drogie w utrzymaniu, nie energooszczędne mieszkania z przesadnie dużymi ogrodami zimowymi. Takie nieruchomości muszą czekać na specyficznego klienta.

Większy ruch

Zdaniem Karoliny Michniak od kilku miesięcy widać zwiększone zainteresowanie zakupem mieszkań. Popyt wzrósł o blisko 10 proc. Po części jest to spowodowane tym, że od 2014 roku klienci starający się o kredyt hipoteczny będą się musieli wykazać 5-proc. wkładem własnym tłumaczy Karolina Michniak. Poza tym według większości kupujących ceny mieszkań osiągnęły najniższe od wielu lat poziomy. Trzeba też pamiętać o rekordowo dużej podaży lokali dodaje.

Także Paweł Grabowski ocenia, że wielu klientów, którzy chcą się zadłużyć na 100 proc. wartości nieruchomości, mobilizuje się do zakupu w tym roku. Dlatego też możemy mówić o lekkim ożywieniu na rynku. Z drugiej strony jest grupa klientów, która poczeka do nowego roku na wejście w życie programu Mieszkanie dla młodych" mówi Paweł Grabowski. Jego zdaniem ceny mieszkań systematycznie spadają, zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym za sprawą stale rosnącej podaży.

Według Jarosława Mikołaja Skoczenia na rynku wtórnym można dziś znaleźć wiele okazji, czyli mieszkań kupionych przed hossą. Lokale na warszawskim Bródnie kupowane w latach 19982003 np. po 2 tys. zł, za mkw., dziś są wystawiane po ok. 4 tys. zł. To jak na stolicę bardzo dobra cena podkreśla przedstawiciel portalu Otodom.pl. Atrakcyjne będzie także mieszkanie w centrum stolicy przy ul. Pięknej, wycenione na 7, 4 tys. zł za mkw. uważa.

Tomasz Błeszyński podkreśla, że końcówka roku zawsze przynosi powolne ożywienie na rynku. Tym razem ożywieniu sprzyjają także informacje o zaostrzeniu polityki kredytowej od nowego roku potwierdza doradca rynku nieruchomości.

Aneta Gawrońska

22-10-2013

Rzeczpospolita

Wszystkie prawa zastrzeżone

 

Kategoria: Biznes
 
Łódzkie forum 2013-10-17 23:01
 Oceń wpis
   

Czy Nowe Centrum Łodzi i Małe Expo to dwa wielkie cele czy propagandowe triki ?

Na te i inne pytania odpowiadali zaproszeni do studia goście; poseł Dariusz Joński, marszałek Sejmu Cezary Grabarczyk, ekspert Tomasz Błeszyński, radny Marek Michalik, prof. UŁ Stefan Krajewski, dyrektor NCŁ Błażej Moder, radny Łukasz Magin. Forum prowadziła red. Katarzyna Majewska z TVP Łódź.

Źródło: TVP Łódź Łódzkie forum - 14.10.2013

 

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Zainteresowanie luksusowymi apartamentami liczącymi 80 - 120 mkw., budowanymi w nielicznych projektach, jest mniejsze.

Jakie nowe trendy pojawią się w ostatnim kwartale tego roku na rynku deweloperskim?

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości: Nie spodziewam się specjalnych zmian. Inwestorzy będą oczekiwać m.in. wprowadzenia programu dopłat Mieszkanie dla młodych" i realizować rozpoczęte już inwestycje. Byłoby dobrze, gdyby chociaż pod koniec roku banki chętniej finansowały projekty deweloperskie oraz zakup mieszkań przez klientów.

Czy w ostatnim kwartale na rynek trafi wiele nowych inwestycji?

Choć deweloperzy mają zapas ziemi pod nowe osiedla, to cały czas szukają kolejnych ciekawych lokalizacji. Są jednak bardziej ostrożni. Mieszkań na pewno jednak nie zabraknie, ani pod koniec roku, ani w przyszłym roku.

Do oferty trafią mieszkania popularne czy apartamenty?

Firmy nadal stawiają na segment popularny z jedno-, dwupokojowymi mieszkaniami o powierzchni do 50 mkw. Zainteresowanie luksusowymi apartamentami liczącymi 80 - 120 mkw., budowanymi w nielicznych projektach, jest mniejsze.

Rozsądni deweloperzy dostosowują portfel inwestycji do siły nabywczej klientów, a ta, niestety, maleje z roku na rok. Rośnie za to bezrobocie, zarobki są niezadowalające, wzrastają koszty utrzymania rodzin.

A jak wygląda sytuacja na rynku wtórnym?

Duża podaż mieszkań w każdym segmencie i lokalizacji, ceny podlegające negocjacji, wydłużony czas sprzedaży lokali, kłopoty klientów z uzyskaniem kredytu hipotecznego. Widać zwiększone zainteresowanie inwestycyjnym kupowaniem mieszkań za gotówkę.

Przybywa klientów, którzy w popłochu wycofali pieniądze z giełdy, funduszy i lokat, przenosząc się na rynek mieszkaniowy. To dobra wiadomość dla rynku nieruchomości, zła dla rynku kapitałowego.

aig 15-10-2013

Rzeczpospolita

Wszystkie prawa zastrzeżone

 

Kategoria: Biznes
 
Recepta na szczęście 2013-10-15 18:14
 Oceń wpis
   

 

Szczęście jest lekiem, który można kupić

bez recepty tylko w niektórych aptekach

naszego życia.

Październik 2013

Tomasz Błeszyński

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Bankowy tytuł egzekucyjny ma zostać zlikwidowany.

Trwają prace nad nowelą prawa bankowego. W efekcie zmian banki mogą podnieść opłaty związane z udzieleniem kredytu.

Bankowy tytuł egzekucyjny to relikt minionych czasów. Rozwiązania dotyczące egzekucji zawarte w prawie bankowym są korzystne wyłącznie dla sektora finansowego. Zawierając umowę kredytową z bankiem, musimy również podpisać klauzulę dotyczącą poddaniu się dobrowolnej egzekucji. W praktyce oznacza to, że gdy przestaniemy terminowo spłacać np. raty, bank ma prawo wystawić przeciwko nam tytuł egzekucyjny będący podstawą do wszczęcia procesu egzekucji komorniczej tłumaczy Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.

Jego zdaniem likwidacja bankowego tytułu egzekucyjnego (BTE) jest niezbędna, ponieważ instytucje finansowe nadużywają tego rozwiązania.

Relikt przeszłości

Bankowi wygodniej jest wszcząć egzekucję, niż prowadzić postępowanie ugodowe z kredytobiorcą. Egzekucja nie jest jedynym skutecznym rozwiązaniem problemu. Zwiększa zadłużenie, generując dodatkowe koszty i karne odsetki podkreśla Tomasz Błeszyński.

Także Krzysztof Oppenheim, doradca finansowy z Oppenheim Enterprise, jest zwolennikiem likwidacji BTE. Podkreśla, że bank uzyskuje możliwość wystawienia BTE bez zgody i wiedzy kredytobiorcy, na podstawie własnej oceny sytuacji finansowej dłużnika.

Doradca cytuje zapisy umowy kredytowej klienta: w razie stwierdzenia przez bank, że warunki udzielenia kredytu nie zostały dotrzymane, lub zagrożona jest terminowa spłata kredytu z powodu złego stanu majątkowego kredytobiorcy, bank może wypowiedzieć umowę w całości lub w części z zachowaniem 30-dniowego terminu wypowiedzenia, a w razie zagrożenia upadłością kredytobiorcy z zachowaniem 7-dniowego terminu wypowiedzenia, oraz zażądać od kredytobiorcy niezwłocznego zwrotu wykorzystanego kredytu wraz z należnymi odsetkami. W zakresie roszczeń banku, wynikających z udzielenia kredytu, kredytobiorca poddaje się egzekucji na podstawie bankowego tytułu egzekucyjnego".

Jak można wprost rozumieć tego typu zapisy? Otóż bankowi wolno w ciągu siedmiu dni zniszczyć życie człowieka lub unicestwić podmiot gospodarczy jedynie na podstawie własnego przekonania, gdy uzna, że zagrożona jest terminowa spłata kredytu z powodu złego stanu majątkowego kredytobiorcy" mówi Krzysztof Oppenheim. BTE to relikt przeszłości i ta nadzwyczajna forma przywilejów powinna być bankom jak najszybciej odebrana podkreśla.

Wzrosną marże i prowizje

Michał Bieniak, wspólnik w kancelarii BWW Law & Tax Firm, zwraca uwagę, że konsekwencje zmiany przepisów mogą uderzyć w kredytobiorców.

Z punktu widzenia spójności prawa cywilnego uprzywilejowanie banków jest ciałem obcym" w systemie prawa prywatnego. Jednak zasadność proponowanych zmian budzi wątpliwości. Jeżeli odrzucimy argument o niekonstytucyjności przepisów, może się okazać, że proponowana zmiana będzie niekorzystna dla odbiorców usług bankowych. Nic bowiem w przyrodzie nie ginie, a więc w miejsce BTE banki będą musiały zastosować inny środek uważa Michał Bieniak.

Według niego banki mogą chcieć wprowadzić zamiast BTE weksel oraz akt notarialny z dobrowolnym poddaniem się egzekucji.

Oba te środki będą generować wyższe koszty, które w razie przegranej klienta banku zostaną na niego przerzucone zwraca uwagę Michał Bieniak. Trzeba też wspomnieć, że jeżeli usunięcie BTE z porządku prawnego zwiększy ryzyko kredytowe banków, to przełoży się to w sposób naturalny na wyższe prowizje i marże bankowe.

Grażyna Błaszczak

14-10-2013

Rzeczpospolita

Wszystkie prawa zastrzeżone

 

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Zarządcy i pośrednicy nieruchomości planują wprowadzić od 2014 r. własne certyfikaty zawodowe.

Od nowego roku nie będzie już licencji zawodowych dla pośredników i zarządców nieruchomości. Likwiduje je ustawa deregulacyjna, której część przepisów wchodzi w życie 1 stycznia 2014 r. Razem z nimi znikną inne wymogi stawiane przedstawicielom tych profesji.

Niektóre organizacje pośredników i zarządców postanowiły zewrzeć szyki i wprowadzić w życie od 1 stycznia własny dobrowolny system certyfikacji dla przyszłych zarządców i pośredników.

Własne licencje

Chcemy zapobiec psuciu rynku i pogarszaniu jakości usług, do czego prędzej czy później nowe przepisy doprowadzą uważa Arkadiusz Borek, prezydent Federacji Gospodarki Nieruchomościami.

W tym celu we wtorek spotkało się większość federacji zrzeszających organizacje lokalne zarządców i pośredników.

Postanowiliśmy powołać do życia Polski Związek Federacji Rynku Nieruchomości. Obecnie trwają prace organizacyjne nad formalnym powołaniem go do życia informuje Tomasz Błeszyński, wiceprezydent Federacji Porozumienia Polskiego Rynku Nieruchomości.

Pomysł polega na tym, że związek wydawałby certyfikaty osobom, które będą chciały pracować w tych dwóch zawodach. Wcześniej będą musiały spełnić kilka warunków.

Taka osoba powinna mieć minimum średnie wykształcenie, odbyć praktykę i przejść szkolenie organizowane przez federację zrzeszoną w związku. Następnie jej wiedza powinna zostać zweryfikowana zwraca uwagę Arkadiusz Borek.

Dzięki tym zmianom potencjalni klienci zarządów i pośredników będą mieli wybór, czy zatrudnić osobę, która nie ma żadnej wiedzy i wykształcenia, czy też wybrać wykwalifikowanego pośrednika lub zarządcę dodaje Tomasz Błeszyński.

W jedności siła

To dobry pomysł ocenia Marcin Jańczuk, dyrektor w Metrohouse SA, firmie prowadzącej sieć biur pośrednictwa. Według niego ważne jest jednak, by wszystkie organizacje zdecydowały się wydawać takie same certyfikaty. Jeżeli każda z nich przyjmie własny tłumaczy to nie będą one miały wartości, a potencjalni klienci będą mieli jeszcze większy mętlik w głowach.

Dojść do zgody nie będzie jednak łatwo. Niektóre federacje nie chcą postawić na wspólne działanie.

Jak jest dziś

Obecnie każdy zarządca i pośrednik musi mieć licencję zawodową, którą wydaje minister transportu i budownictwa. Musi też mieć wyższe wykształcenie oraz ukończyć podyplomowe studia kierunkowe. Niezbędna jest też praktyka zawodowa.

Po wejściu w życie ustawy deregulacyjnej większość tych wymogów zniknie i zostaną tylko dwa: obowiązkowe OC oraz świadczenie usług dopiero po wcześniejszym zawarciu umowy pisemnej.

Opinia: Łapiński Funkcja, dyrektor Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych

Czym innym są licencje zawodowe wydawane przez ministra transportu i budownictwa, a czym innym certyfikaty branżowe wydawane przez stowarzyszenia zawodowe. Ranga jednych i drugich jest różna. Te ostatnie zresztą stracą na wartości, jeżeli każde stowarzyszenie będzie chciało stworzyć własne zasady wydawania certyfikatów. Na to się wprawdzie nie zanosi, ale z tego, co wiem, zgody między federacjami nie ma. Dlatego nie wierzę, że uda się stworzyć jeden jednolity, ogólnopolski system weryfikacji kwalifikacji zawodowych przyszłych zarządców i pośredników.

Najlepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie po nowym roku licencji zawodowych, ale na innych zmienionych zasadach.

Renata Krupa-Dąbrowska

10-10-2013

Rzeczpospolita

Wszystkie prawa zastrzeżone

 

Kategoria: Biznes
 
Rząd blokuje zmiany 2013-10-09 21:41
 Oceń wpis
   

Do Sejmu trafił w projekt ustawy znoszący nadzwyczajne przywileje banków do wystawiania bankowych tytułów egzekucyjnych (BTE). Ale co z tego, skoro ten komunistyczny relikt blokuje Ministerstwo Finansów - podaje "Dziennik Gazeta Prawna".

Posłowie zaproponowali zmiany w prawie, uchylające trzy przepisy dotyczące procedury wystawiania bankowego tytułu egzekucyjnego. Jest to dokument, który po nadaniu przez sąd klauzuli wykonalności, uprawnia do wszczęcia egzekucji komorniczej. BTE to prawny następca bankowego tytułu wykonawczego, który został wprowadzony 15 stycznia 1945 r. Chodziło o to, by znacjonalizowane banki sprawnie mogły egzekwować należne pośrednio państwu pieniądze.
 

Ten niezwykły przywilej to zmora dla polskich przedsiębiorców i zwykłych obywateli. Pierwszej grupie klientów mocno dał się we znaki w latach 2007-2008, gdy firmom przyszło płacić za opcje walutowe (zakończyło się to wieloma bankructwami), w drugim przypadku największa grupa to niespłacający zaciągniętych kredytów, a także ofiary ewidentnych oszustw, do których dochodzi, gdy przestępcy zaciągają ogromne kredyty na ukradzione lub sfałszowane dokumenty.

Niestety z przeforsowaniem zmian są olbrzymie problemy. Swoją negatywną opinię wyraził na temat proponowanych zmian w prawie minister finansów, a za nim takie stanowisko przyjął Stały Komitet Rady Ministrów, jednocześnie poselska inicjatywa nie trafiła pod obrady rządu. Przez to projekt ustawy ugrzązł w Sejmie, mimo że jest po pierwszym czytaniu i teoretycznie dalej podlega opracowywaniu przez podkomisję stałą do spraw instytucji finansowych. Zresztą niewiele brakowało, by posłowie w ogóle nie zajęli się tym projektem - tylko cztery głosy zdecydowały o tym, że Sejm w ogóle się nim zajął.

- Najwięcej egzekucji opartych na bankowym tytule egzekucyjnym opatrzonym klauzulą wykonalności komornicy prowadzą, ściągając zadłużenie z kredytów dla osób fizycznych, czyli z niespłaconych zadłużeń na kartach kredytowych, kredytów samochodowych i konsumpcyjnych - wylicza poseł Adam Abramowicz, powołując się na opinię Federacji Konsumentów.

Bankowy tytuł egzekucyjny jest wykorzystywany, gdy klient zalega ze spłatą zaciągniętych przez kredytów. Co ważne, bank ma prawo do korzystania z tej formy ściągania długu, jeszcze zanim on powstanie. Prawda jest taka, że klient podpisując umowę kredytową jednocześnie zgadza się na egzekucję. Banki nie udzielają bez tego kredytów, obywatel chcący zaciągnąć kredyt jest, więc przymuszony na wyrażenie zgody na taką formę postępowania.

Jeśli powstanie zadłużenie, bank ma pełne prawo skorzystać z tej formy i często to robi. Proces ten wygląda tak, że bank występuje do sądu o nadanie klauzuli wykonalności, co następuje w ciągu trzech dni. Oczywiście bez udziału dłużnika! Z takim dokumentem komornik może już działać i ściągać dług z klienta. Jak widać, dla banku to bardzo wygodna i szybka droga odzyskiwania zaległych zobowiązań.

Posłowie, którzy przygotowali projekt zmian, uznali, że dochodzi do nadmiernego uprzywilejowania banku wobec klientów. Uzasadniając swoją propozycję, powołali się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że niekonstytucyjne jest nadawanie mocy prawnej dokumentu urzędowego dokumentom wystawianym przez banki - daje im to za wiele korzyści w stosunku do klientów. Autorzy projektu uznają, że bankowy tytuł egzekucyjny narusza zasadę równości umów.

Sęk w tym, że minister finansów nie zgadza się z takim poglądem. Stoi na stanowisku, że klient podpisując oświadczenie, wyraża zgodę na egzekucję. Problem jednak w tym, że bank nie podlega niczyjej kontroli podczas wystawiania tytułu wykonawczego. Normalnie zaś sprawują ją sądy.

- Dłużnik nie bierze udziału przy określaniu wymiaru zobowiązania oraz ustalaniu tego, czy dług jest wymagalny, a sąd opatrując klauzulą wykonalności bankowy tytuł wykonawczy bada jedynie formalne wymogi. Również państwo nie kontroluje sposobu, w jaki banki korzystają ze swoich uprawnień, na przykład ile wystawiły tytułów w stosunku do tego samego dłużnika i czy nie antydatowały ich - piszą autorzy projektu.

Jak zauważa dla "Dziennika Gazety Prawnej" Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, obecnie panujące rozwiązania są korzystne wyłącznie dla sektora finansowego. W dodatku są przez niego wykorzystywane. - Korzystanie przez banki z tej procedury spowodowało upadłość wielu przedsiębiorstw, a prywatne osoby doprowadziło do bankructwa - podsumował Błeszyński.

Tymczasem wiceprezes Związku Banków Polskich Jerzy Bańka przekonuje, że bankowe tytuły egzekucyjne są korzystne dla dłużników. Dlaczego? Bo postępowanie jest szybsze, tańsze i prostsze, a dłużnik nie ponosi kosztów procesu sądowego. Bańka przedstawił symulację, z której wynika, że przy zadłużeniu klienta na 100 tys. zł w razie konieczności skierowania sprawy o zapłatę do sądu opłata wynosi 500 zł. Tymczasem koszt nadania klauzuli wykonalności dla BTE to tylko 50 zł.

Także KNF jest za utrzymaniem tej formy ściągania zadłużenia. Przewodniczący Andrzej Jakubiak zwrócił uwagę, że jeśli zniknie taka forma, to banki sięgną po inne sposoby, które mają podobny charakter. Jeśli jednak nie, to będą dochodziły swoich roszczeń na zasadach ogólnych, co spowoduje, że koszty wydłużenia procesu windykacji poniesie kredytobiorca.

(WP.PL/ Dziennik Gazeta Prawna)

2013-10-04

 

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Rzadko jednym lokalem interesuje się kilka osób. Jeśli tak jest, udaje się go sprzedać za pierwotną cenę.

Błyskawicznych transakcji jest na rynku wtórnym jak na lekarstwo. Żeby sprzedaż mieszkania odbyła się szybko, cena transakcyjna powinna być znacznie niższa niż wywoławcza tłumaczy Edyta Krakowiak z Warszawskiej Giełdy Lokali i Nieruchomości (WGLiN). A to się zdarza rzadko.

Bez negocjacji

WGLiN przeprowadziła ostatnio jedną szybką transakcję. Dwupokojowe, 36-metrowe mieszkanie na parterze czteropiętrowego budynku przy ul. Wilanowskiej w Konstancinie-Jeziornie zostało sprzedane w ciągu trzech tygodni za 155 tys. zł. Cena ofertowa: 160 tys. zł. W ciągu ostatniego roku nie było transakcji, w której cena ostateczna przewyższałaby wywoławczą.

Klienci nie muszą walczyć o jakiekolwiek mieszkanie. Nawet po dobre lokale nie ustawiają się kolejki twierdzi Edyta Krakowiak.

Także Leszek Michniak, szef Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości (WGN), ocenia, że na rynku jest tak wiele mieszkań, że nikt o nie nie walczy.

Sporadycznie się zdarza, że na jedno mieszkanie jest kilku chętnych. W takich przypadkach cena transakcyjna nie jest wyższa niż ofertowa, a jedynie nie podlega negocjacjom zauważa Leszek Michniak. Z jego analiz wynika, że dziś najszybciej sprzedają się dwu- i trzypokojowe lokale o powierzchni od 40 do ok. 60 mkw., w atrakcyjnych lokalizacjach, z dobrym dojazdem do centrum. Ważne, by stan techniczny budynku nie budził zastrzeżeń podkreśla Leszek Michniak. WGN w ciągu trzech tygodni sprzedała 52-metrowe, dwupokojowe mieszkanie przy ul. Borowskiej w centrum Wrocławia. Lokal w budynku z lat 60. znalazł nabywcę za 220 tys. zł. Właściciel wystawił go z ceną 240 tys. zł. Także trzy tygodnie wystarczyło na sprzedaż dwupokojowego, 52-metrowego lokalu przy ul. Traugutta we wrocławskiej plombie z 1992 roku. Cena ofertowa: 280 tys. zł, cena transakcyjna: 270 tys. zł.

Ruch na rynku wtórnym nie ustaje. W ostatnich trzech miesiącach nawet się zwiększył o ok. 10 proc. Metr używanego mieszkania jest bowiem tańszy niż na rynku pierwotnym o ok. 20 proc. tłumaczy Leszek Michniak.

Zdaniem Edyty Krakowiak trudno jednak mówić o ożywieniu na rynku wtórnym w sytuacji, gdy podaż nowych mieszkań, często oferowanych przez deweloperów z bonusami, jest duża, a ich ceny są relatywnie niskie.

Na sprzedaż nie mają szans przeszacowane nieruchomości, niezależnie od tego, czy są to mieszkania, domy czy działki. Trudno jest sprzedać duże, drogie w utrzymaniu domy, lokale o powierzchni powyżej 80 mkw., zwłaszcza z dala od centrum, a także mieszkania w budynkach w złym stanie technicznym mówi Edyta Krakowiak.

Leszek Michniak stwierdza z kolei, że każda nieruchomość ma szansę na sprzedaż, jeśli cena jest urealniona. Mieszkania o powierzchni powyżej 80 mkw. sprzedają się oczywiście dłużej, ze względu na mniejszą grupę potencjalnych klientów tłumaczy szef WGN.

Mniejsze spadki cen

Zdaniem Marcina Jańczuka z sieciowej agencji Metrohouse nie ma jednej recepty na szybką sprzedaż.

Od ręki sprzedają się mieszkania z niższą ceną mkw., co może wynikać ze stanu technicznego lokalu. Szybko sprzedają się także lokale, które są akurat poszukiwane przez większą grupę klientów tłumaczy Marcin Jańczuk.

Można założyć, że niedługo na nowego właściciela powinny czekać odpowiednio wycenione lokale, bez zbędnych marginesów na negocjacje. Nawet najbardziej atrakcyjne mieszkanie, jeśli będzie mieć zbyt wysoką cenę, nie spotka się z dużym zainteresowaniem. Potem zwykle następuje długi proces obniżania ceny, dopasowywania jej do warunków rynkowych, a czas ucieka. Kiedy właściciel nie może już dłużej czekać, cena spada o kolejne kilka kilkanaście procent. I wtedy znajdują się zainteresowani mówi Marcin Jańczuk.

Dodaje, że do licytacji dochodzi rzadko. Bywa, że właściciel nieruchomości, zaskoczony dużym zainteresowaniem ofertą, postanawia podyktować nową cenę ofertową mówi Marcin Jańczuk. Czasem taka strategia przynosi zamierzony efekt. Klient zainteresowany zakupem w większości przypadków zaakceptuje nieco wyższą cenę, wiedząc, że ktoś inny może go ubiec dodaje.

Według Marcina Jańczuka wakacje pokazały, że można mówić o ożywieniu na rynku wtórnym. Odnotowaliśmy o jedną piątą więcej transakcji niż w miesiącach wiosennych. Średnie ceny mieszkań przestały spadać w istotnym tempie i wiele osób coraz częściej zadaje sobie pytanie, czy to nie jest moment, w którym należałoby się rozejrzeć za mieszkaniem zauważa Marcin Jańczuk.

Także Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, przyznaje, że najważniejszym kryterium wyboru mieszkania jest nadal cena. Dopiero potem klienci zwracają uwagę na standard nieruchomości.

Najszybciej sprzedają się mieszkania dwupokojowe o powierzchni 3750 mkw. mówi Tomasz Błeszyński. Rynek rozgrzewają od czasu do czasu okazje, czyli lokale z niską ceną wywoławczą dodaje.

Zdaniem Błeszyńskiego warunki na rynku nadal dyktują klienci z gotówką. Podaż lokali jest duża, dostępność kredytów niewielka  tłumaczy doradca rynku nieruchomości.

Aneta Gawrońska

30-09-2013

Rzeczpospolita

Wszystkie prawa zastrzeżone

 

Kategoria: Biznes
 

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]