Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
 Oceń wpis
   

Powybijane szyby, wypalone petami dziury w meblach i podłogach, skradzione sprzęty i długi w spółdzielni. Tak może skończyć się wynajem mieszkań. Na lokatorach można zrobić niezły biznes, ale to bardzo ryzykowny interes.

Liczba osób wynajmujących mieszkania i lokale użytkowe wzrosła w naszym kraju od 2009 roku niemal dwukrotnie. Tak wynika z opublikowanych w ubiegłym roku danych Eurostatu. Jeszcze pięć lat temu na wynajem mieszkań decydowało się tylko 2,2 proc. Polaków. W 2012 roku było ich już dwa razy więcej.

Na osobach zmuszonych do wynajmowania mieszkań można zrobić niezły biznes. Najlepszy w Warszawie. To tutaj za wynajem trzeba zapłacić najwięcej. Z raportu Otodom.pl wynika, że wynajęcie dwupokojowego mieszkania w stolicy Polski, to obecnie koszt rzędu 2300 zł miesięcznie. Drogi jest też Wrocław. Wynajem mieszkania o powierzchni 50 metrów kwadratowych pochłania tutaj każdego miesiąca ponad 1600 zł. Podobne ceny czekają na lokatorów w Krakowie. Nieco taniej jest w Lublinie, Łodzi i Poznaniu. Tutaj trzeba liczyć się z wydatkiem w wysokości 1500 zł miesięcznie. Nawet po opłaceniu rachunków, właścicielom nieruchomości zostaje więc jeszcze sporo w kieszeni. O ile trafią na uczciwych lokatorów.

Studenci w natarciu

Marta wynajęła kilka lat temu kawalerkę na warszawskim Powiślu parze pierwszorocznych studentów. Mieszkanie dostała w spadku po babci. Miałam już gdzie mieszkać, więc lokal był mi zbędny. Szkoda było mi go jednak sprzedawać, bo z mieszkaniem są związane wspomnienia. No i musiałabym zapłacić podatek dochodowy od spadku. Postanowiłam najpierw spróbować z wynajmem mówi. Jak pomyślała, tak zrobiła. Na jej ogłoszenie odpowiedziało sporo osób, zdecydowała się na parę młodych ludzi, rozpoczynających dopiero studenckie życie. Współpraca, jeśli tak to mogę nazwać, układała nam się dobrze. Z płatnościami problemu nie było, sąsiedzi też nie skarżyli się na ich zachowanie dodaje. Wszystko zaczęło się psuć po upływie trzech lat, kiedy związek studentów się rozpadł. Dziewczyna zdecydowała się na wyprowadzkę, a chłopak stwierdził, że zostaje, zapewniając mnie jednocześnie, że poradzi sobie z płatnościami. Zgodziłam się mówi.

Hulanki i swawole

Na efekty rozpadu związku nie trzeba było długo czekać. Student rozpoczął hulaszcze życie. Przynajmniej dwa razy w tygodniu miałam telefony od niezadowolonych sąsiadów. Dochodziły do mnie informacje, że w mieszkaniu nie dzieje się najlepiej. Dzwoniłam i prosiłam, by się ogarnął mówi. Bez skutku. Zaczęły się też kłopoty z płatnościami. Dwa miesiące nie płacił wcale, mimo upomnień. W końcu rozpoczęłam interwencję. Zadzwoniłam do niego i poprosiłam o opuszczenie mieszkania. Ku mojemu zdziwieniu, zgodził się bez problemu. Umówiliśmy się, że dam mu dwa tygodnie na znalezienie innego lokum i ustaliliśmy konkretną datę odbioru mieszkania. Mieliśmy się też wtedy rozliczyć opowiada Marta. O umówionej porze studenta nie było w mieszkaniu. Wysłał tylko smsa, że klucze zostawił w skrzynce na listy. Nie wiem, co uderzyło mnie po wejściu do mieszkania najpierw, smród czy wszechobecny brud. Na podłogach walały się puszki po piwie i butelki. Wszystko się lepiło. Szyby w oknach były stłuczone, a pajączki, jakie powstały, zaklejone taśmą. Łóżko przepalone petami. Łazienka zarzygana, szafki w kuchni zdemolowane. Śmieci niewyniesione, a w toalecie śmierdzący prezent. Straty oszacowałam na około 5 tys. zł. Nie mówiąc o tym, że nie odzyskałam pieniędzy za odstępne, bo student powiedział, że nie udowodnię mu, że u mnie mieszkał wspomina. I miał rację. Naprawdę wstyd się przyznać, ale nie miałam umowy ze studentami. Podpisaliśmy ją tylko na samym początku na rok, a potem współpraca układała się na tyle dobrze, że po prostu jej nie uaktualnialiśmy. Po odejściu dziewczyny nie podpisywałam nowej umowy z chłopakiem. To był mój błąd mówi.

Prezent na odchodne

Marta nie jest jedyną, która trafiła na nieuczciwych lokatorów. Pan Ryszard wynajął swoje mieszkanie małżeństwu w średnim wieku. Z trzy miesiące może płacili jak trzeba, potem opóźnienia. Tłumaczyli, że to przejściowe problemy, ale się przedłużały. Z czasem całkowicie przestali robić przelewy i odbierać telefony. Pojechałem sprawdzić, co się dzieje w mieszkaniu i porozmawiać z nimi osobiście. Jestem elastyczny, chciałem się dogadać. Nie było z kim. Zniknęli razem z moim sprzętem. Wynieśli co się dało: pralkę, lodówkę, czajnik, mikrofalówkę, meble. Zostały mi gołe ściany. Sprawa jest już w sądzie mówi. Na razie mieszkanie stoi puste, pan Ryszard nie wie, czy kolejny raz zdecyduje się na wynajem. Na razie mam same długi, w spółdzielni, elektrowni, gazowni, odcięli kablówkę. Zobaczę, co zdecyduje sąd. Ale jestem zrażony, przyznaję. Gorzej, że takich historii jest coraz więcej. Mój znajomy też miał kłopot z lokatorem. Mężczyzna nie płacił, nie odbierał telefonów. Koniec, końców znajomy przeszedł się do mieszkania zobaczyć co i jak. Lokator nie otwierał drzwi, wygrażał się. Znajomy zapowiedział, że przychodzi kolejnego dnia, ale z policją. Lokator na pożegnanie, podłożył w mieszkaniu ogień. Sprawa też jest w sądzie relacjonuje.

Ryzyko biznesowe

Te historie nie dziwią Tomasza Błeszyńskiego, doradcę rynku nieruchomości. Wynajmowanie mieszkania łączy się zawsze z jakimś ryzykiem, jest to oczywiste. Powierzamy bowiem swoje mieszkanie z reguły obcej osobie twierdzi. Z problemów, o jakich słyszał najczęściej, wymienia te związane z brakiem płatności. Najemcy zalegają z czynszem, uchylają się od odpowiedzialności, często po prostu ukrywają się w mieszkaniu, nie wpuszczając domagającego się pieniędzy właściciela mówi. Innym, nie rzadziej spotykanym problemem, są zniszczenia. Rozrywkowi lokatorzy potrafią totalnie zniszczyć mieszkanie, organizując całonocne libacje alkoholowe, do tego naruszając spokój sąsiadów i porządek domowy. Ekstremalne przykłady kończą się czasem nawet i pożarem mieszkania lub jego zalaniem. Zdarzały się również kradzieże powierzonego lokatorowi mienia i prowadzone za plecami właścicieli interesy. Oto mieszkanie wynajmują trzy młode dziewczyny, a później okazuje się, że prowadzą w nieruchomości agencję towarzyską. Często lokal mieszkalny staje się na przykład biurem czy chałupniczą szwalnią, oczywiście bez wiedzy właściciela mówi doradca.

Mądry Polak przed szkodą

Przed większością tych problemów można się skutecznie zabezpieczyć. Przede wszystkim, ubezpieczając mieszkanie. Przed kradzieżą mienia można się też zabezpieczyć, zostawiając w mieszkaniu tylko niezbędne rzeczy, bez rodowych sreber i przygotować szczegółowy protokół zdawczo-odbiorczy mieszkania. Zawsze lepiej dmuchać na zimne niż być mądrym po szkodzie doradza Tomasz Błeszyński. Najlepszym zabezpieczeniem, zdaniem doradcy rynku nieruchomości, jest pobranie od lokatorów kaucji. Nic nie zastąpi żywej gotówki zdeponowanej w formie kaucji. Nawet zobowiązania na piśmie nie zadziałają tak, jak kaucja. Wysokość pobranej kaucji powinna być rozsądnie ustalana w zależności do okresu najmu, opłat czy wyposażenia lokum. Ma być to zabezpieczanie ewentualnych płatności czy strat powstałych w wyniku uszkodzeń. Wszystko powinno być bezwzględnie opisane w umowie najmu i wystawione pokwitowanie za wpłaconą kwotę mówi. Do sporządzenia umowy warto solidnie się przyłożyć.  Umowa najmu powinna zostać sporządzona na piśmie, żadne tam ustne dogadywanie się między stronami. W innym przypadku najemca będzie pozbawiony jakichkolwiek roszczeń. W umowie powinny zostać jasno określone jej strony, przedmiot umowy oraz okres, na jaki jest zawarta. Ponadto należy zapisać w niej wysokość czynszu najmu oraz formę jego spłaty: przelewem czy do ręki i w jakim terminie. Jeśli decydujemy się na tę drugą opcję, warto wskazać w umowie konkretną osobę, która będzie od nas odbierać pieniądze doradza Tomasz Błeszyński.

Autor: Justyna Sobolak

Źródło: Onet

Copyright  Grupa Onet.pl SA

 

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Lepiej nie inwestować w tanie działki, ładnie położone, ale daleko od siedlisk. Koszty doprowadzenia mediów mogą wtedy zniweczyć misterny plan inwestora.

Profesjonalista nie da się skusić pięknemu widokowi na jezioro, urokliwym polankom i śpiewowi ptaków.

Jeśli jednak ktoś ulegnie urokowi okolicy, bez sprawdzania terenu, może nie tylko nie zarobić na kupnie działki nad wodą, ale nawet stracić pieniądze.

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, podkreśla, że co innego jest kupić działkę nad jeziorem dla siebie, aby łowić ryby i odpoczywać, a co innego kupić taki grunt inwestycyjnie.

Jeśli szukamy terenu na własne potrzeby, możemy dać się ponieść fantazji. Ale kupując teren inwestycyjnie, przede wszystkim zapoznajmy się z kompletną dokumentacją. Zobaczmy, czy jest plan miejscowy lub studium i co jest w tych dokumentach zapisane. Sprawdźmy, czy jest infrastruktura techniczna mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. / www.tomaszbleszynski.pl /

Grażyna Błaszczak

28-03-2014

Źródło: Rzeczpospolita

Wszystkie prawa zastrzeżone

 

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Po zniesieniu ustawowych przepisów regulujących dostęp do zawodów pośrednika w obrocie nieruchomościami i zarządcy nieruchomości, środowisko nieruchomościowe wypracowało własne systemy samoregulacji. Nowe zasady są w praktyce kontynuacją regulacji obowiązujących do 31 grudnia 2013 roku i ponownie wprowadzają licencje, tym razem federacyjne. Co więc dała ustawa deregulacyjna i gdzie szukać licencjonowanego pośrednika lub zarządcy?

Pośrednikiem lub zarządcą nieruchomości może obecnie zostać każdy, o ile spełni wymóg obowiązkowego ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z pośrednictwem w obrocie nieruchomościami. Przepis ten obowiązuje również wtedy, gdy pośrednik wykonuje czynności przy pomocy innych osób, działających pod jego nadzorem. To dziś jedyny ustawowy zapis, który w praktyce sankcjonuje dostęp do zawodów nieruchomościowych. Od 1 stycznia br. pozostałe czynności pośrednictwa w obrocie nieruchomościami określa pisemna umowa cywilno-prawna zawierana między pośrednikiem lub zarządcą a klientem, która reguluje prawa i obowiązki obu stron. Zniknęły natomiast wymogi dotyczące uzyskania kierunkowego wykształcenia, odbycia praktyki zawodowej, a przede wszystkim niekaralności.

Kto przyznaje licencje?

Niemal natychmiast po wejściu w życie ustawy deregulacyjnej, najważniejsze federacje polskiego rynku nieruchomości zaczęły wprowadzać własne certyfikaty i rejestry zrzeszonych pośredników i zarządców. Do tej pory systemy licencjonowania uruchomiły m.in. Polska Federacja Rynku Nieruchomości (PFRN) i Federacja Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości (PPRN). Działając w porozumieniu, wspólny program kształcenia i certyfikowania wdrożyły także Polska Federacja Stowarzyszeń Zawodów Nieruchomościowych, Polska Federacja Organizacji Zarządców, Administratorów i Właścicieli Nieruchomości oraz Polska Federacja Zarządców Nieruchomości. Każda z wyżej wymienionych federacji posiada własny system szkoleń i osobny rejestr, w którym znaleźć można szczegółowe dane na temat pośredników i zarządców z federacyjną licencją. W zależności od podmiotu zrzeszającego będą to m.in. imię, nazwisko, pełne dane kontaktowe, firma, zdjęcie, numer licencji, opis doświadczenia i wykształcenie, a nawet informacje o ubezpieczycielu wraz z sumą gwarancyjną OC.

Poszczególne systemy różnią się co prawda ilością godzin szkoleń i zakresem praktyk, ale przyjąć można, że są w zasadzie odzwierciedleniem przepisów obowiązujących przed 1 stycznia 2014. Wspólnym mianownikiem wszystkich licencji federacyjnych jest natomiast ich dobrowolność, wymóg minimum średniego wykształcenia, konieczność odbycia kursu kwalifikacyjnego zakończonego egzaminem oraz akceptacja kodeksu etyki zawodowej obowiązującego wewnątrz federacji. Ważną cechą wspólną jest także fakt, że osobom, które przed deregulacją posiadały licencję państwową lub do końca ubiegłego roku ukończyły kierunkowe studia i zaliczyły praktykę, licencję nadaje się niemal od ręki, a w PFRN nawet z tym samym numerem. Konieczna jest oczywiście akceptacja regulaminu, kodeksu etyki i wniesienie opłaty za licencję, ale po spełnieniu tych kryteriów możliwy jest wpis do rejestru i otrzymanie stosownego dokumentu potwierdzającego uzyskanie certyfikatu konkretnej federacji.

Klienci wciąż szukają licencji

Z punktu widzenia klienta, posiadanie przez pośrednika lub zarządcę licencji jest czymś oczywistym i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której konsument podejmuje decyzję, np. o zakupie czy zarządzaniu nieruchomościami na podstawie opinii wydanej przez osoby nieposiadające odpowiedniego przygotowania i wiedzy o rynku. Tym bardziej teraz, po deregulacji, kiedy licencje nadawane przez wiarygodne organizacje branżowe stają się dla klientów wyznacznikiem poziomu kompetencji i jakości usług oferowanych przez biura nieruchomości, a jednocześnie kontynuują proces licencyjny sprzed deregulacji mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości oraz wiceprezydent Federacji PPRN.

Skoro licencje są wciąż wyznacznikiem jakości usług i zwiększają poczucie bezpieczeństwa klientów, to co dała ustawa deregulacyjna? Z Informacji płynących z rynku nie wynika, że po nowym roku nastąpiło znaczące ożywienie działań konkurencyjnych i szturm na zawody pośrednika czy zarządcy nieruchomości, jest wręcz przeciwnie.

Coraz trudnij znaleźć na rynku lukę, która pozwala na bezpieczne prowadzenie biznesu w naszej branży. W związku z tym nie spodziewam się, aby nastąpił gwałtowny wzrost ilości nowych biur zachęconych deregulacją zawodów nieruchomościowych. Myślę, że będzie wręcz przeciwnie i z rynku zaczną znikać mniejsi gracze, którzy w ostatnich latach nie wypracowali sobie silnej pozycji wśród konkurencji i stabilnego portfolio klientów komentuje Krzysztof Pelowski, dyrektor ds. rozwoju sieci PÓŁNOC Nieruchomości.

Ustawa deregulacyjna zlikwidowała więc regulację centralną i spowodowała samoregulację branży, co w gruncie rzeczy jest przejawem prawidłowego funkcjonowania rynku. Nadmiar regulacji nigdy nie jest dobry, z kolei ich niedobór może prowadzić do patologii i nadużyć. Działające w Polsce federacje, które postanowiły nadawać własne licencje, organizować szkolenia, programy praktyk i prowadzić odpowiednie rejestry, cały system kształcenia i certyfikowania oparły na mechanizmie istniejącym do końca 2013 roku. Nie można więc powiedzieć, że deregulacja była rewolucją w uwalnianiu zawodów nieruchomościowych, ponieważ licencje w nieco zmienionej formie obowiązują do dziś.

Być może kolejnym krokiem będzie konsolidacja wszystkich federacji i stworzenie ujednoliconego systemu kształcenia, certyfikacji oraz wprowadzenie jednego, centralnego rejestru pośredników i zarządców nieruchomości. Jeśli takie przedsięwzięcie doszłoby do skutku i uwzględniało wymogi stawiane przez CEPI, czyli Europejską Radę Zawodów Rynku Nieruchomości oraz Komisję Europejską, to w praktyce oznaczałoby to ponowną regulację dostępu do zawodów nieruchomościowych, a ustawa deredulacyjna nie miałaby większego znaczenia, ponieważ obowiązywałyby standardy wprowadzane i kontrolowane centralnie przez instytucje europejskie.

 

Krzysztof Oflakowski

2014-03-12

Źródło: Bankier Press

 

 

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Za cenę lokalu w Warszawie można kupić dwa podobne w kilku innych miastach: Łodzi, Białymstoku, Olsztynie czy Bydgoszczy. Ale 25 proc. kredytów hipotecznych branych jest w stolicy.

W Katowicach kupujący wydawali średnio na lokal w ostatnich tygodniach 2013 r. 164 tys. zł, w Łodzi 199 tys. zł, w Białymstoku ok. 200 tys. zł podają analitycy Centrum Amron i ZBP. Z kolei z analiz Emmerson Evaluation wynika, że w Olsztynie czy Bydgoszczy średnia cena transakcyjna za lokum z drugiej ręki wynosiła w ub. r. odpowiednio 195 i 197 tys. zł, natomiast w Gorzowie Wielkopolskim 148 tys. zł.

Drogie metry na kredyt

Najdrożej mimo spadków cen i zastoju na rynku w wtórnym nadal jest w Warszawie. Tu średnia kwota wydawana na lokal wyniosła na koniec ub. r. 436 tys. zł według Centrum Amron (które bada stawki nowych i używanych lokali) lub 396 tys. zł według Emmerson Evaluation (bada rynek wtórny). W Krakowie nabywcy wykładali na lokal średnio 348 tys. zł, a we Wrocławiu i Gdańsku ok. 300 tys. zł.

Jeśli chodzi o finansowanie, to banki zarabiają na kredytach hipotecznych głównie w kilku największych aglomeracjach tam mają 63 proc. rynku w ujęciu wartościowym. W samej Warszawie udzieliły w 2013 r. aż jednej czwartej wszystkich kredytów hipotecznych wynika z danych Związku Banków Polskich. Tymczasem Wrocław, Kraków, Trójmiasto obejmują zaledwie po ponad 6 proc. rynku pod względem wartości nowo udzielonego finansowania. To pokazuje, gdzie banki muszą walczyć o klientów.

Robert Rajczyk z Emmerson Evaluation mówi, że z analizy ponad 28,5 tys. transakcji sprzedaży mieszkań wynika, że średnia stawka za mkw., jaką byli skłonni zaakceptować kupujący w 2013 r., zaledwie lekko przekraczała 5 tys. zł za mkw. Jeśli chodzi o cenę całkowitą, wynosiła przeciętnie 275 tys. zł dla lokalu 53-metrowego wylicza Rajczyk.

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości / www.tomaszbleszynski.pl /, mówi, że niższe ceny na osiedlach w miastach blisko Warszawy, a z dobrym dojazdem do pracy w stolicy, będą kusić młodych. Przeprowadzki za tanim lokum wcale nie są rzadkie. Zjawisko dotyczy miast czy miasteczek w otoczeniu metropolii, gdzie cena metra jest niższa, ale i infrastruktura komunikacja dobra. Głównie młodzi ludzie na dorobku kupują tam mieszkania i codziennie dojeżdżają do pracy. Także z Łodzi do Warszawy mówi Tomasz Błeszyński. To jest taki etap przejściowy, zanim staną się prawdziwymi słoikami" i zaczną wynajmować lub kupować lokale w stolicy.

Dodaje, że spore znaczenie mają także koszty utrzymania lokum poza stolicą. Ten ostatni argument może mieć także znaczenie dla osób kupujących lokale inwestycyjnie, na wynajem. Czasem jednak lepiej kupić atrakcyjne, ale droższe M w Warszawie czy Krakowie niż na mniejszym rynku, bo w tych miastach są większe perspektywy podkreśla Tomasz Błeszyński.

Wielkie dysproporcje

Marcin Jańczuk, ekspert z agencji Metrohouse, przyznaje, że podobne mieszkanie w Warszawie kosztuje często dwukrotnie więcej niż w Łodzi, gdzie już za 100 tys. zł można kupić dwupokojowe lokum. Tymczasem w stolicy na taki lokal w wielkiej płycie trzeba mieć przynajmniej 200 tys. zł.

Dysproporcje pomiędzy stawkami stołecznymi a tymi z innych, mniejszych miast są jeszcze większe. Dlatego już dziś inwestorzy dywersyfikują swój portfel nieruchomości, wychodząc poza stołeczny rynek mieszkań, bo rentowność z wynajmu może się okazać bardzo zbliżona uważa Marcin Jańczuk. Może po uruchomieniu np. szybkiej kolei na trasie Warszawa Łódź wzrośnie zainteresowanie zakupem mieszkania w Łodzi i jeszcze bardziej upowszechni się model podziału między ośrodkami pracy a miejscami zamieszkania? Już dziś wiele osób korzysta z takiej okazji. Mobilność pracowników nie idzie jednak w parze z postępem komunikacyjnym.

Marta Kosińska, ekspert serwisu Szybko.pl, przyznaje, że od lat zarówno ceny lokali, jak i koszty wynajmu w stolicy czy też najbardziej rozwiniętym mieście w regionie są nawet kilkakrotnie wyższe niż na prowincji lub w mniejszych miastach. Jeśli jednak chodzi o migracje, to ich głównym motywem jest praca i to się nie zmieni. Ale największa dostępność i różnorodność ofert pracy jest również motorem napędzającym ceny nieruchomości podkreśla Marta Kosińska. Poszukujący pracy nadal będą zmierzać głównie do dużych miast i jeśli ceny mieszkań okażą się zbyt wysokie, zainwestują lub wynajmą lokum w okolicy.

Leszek Hardek, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości, przyznaje, że stopa zwrotu z wynajmu jednego mieszkania w dużym mieście może być wyższa niż z dwóch lokali w mniejszym ośrodku. Jeśli myślimy o przemieszczeniu się ze względu na ceny mieszkań, raczej możemy mówić o takiej sytuacji w ramach jednej aglomeracji uważa Leszek Hardek. Dodaje, że takie przeprowadzki są łatwiejsze po przejściu na emeryturę lub gdy ktoś wykonuje swoją pracę zdalnie.          

Grażyna Błaszczak

 06-03-2014

Rzeczpospolita

Wszystkie prawa zastrzeżone                                                      

                  

 

                                                                                                                                                      

                                                                                                                                           

                                                                                                                           

 

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

.. dzisiaj popołudniu byłem na szczególnym spotkaniu ..

.. odwiedziłem moją klientkę, którą poznałem ze 20 lat temu .. niedawno miała udar mózgu .. zrobiło mi się ciepło na duszy, kiedy mnie poznała .. uśmiechała się .. rozmawiała ..choć wszystko przychodzi jej jeszcze z trudem .. urodziła się w 1932 roku .. cały czas .. działała aktywnie, z optymizmem patrzyła na świat .. pracowała .. działała społecznie .. słowem człowiek instytucja ..a teraz jeszcze nadmiar złego .. złamała nogę i leży w łóżku obolała ze swoją chorobą ..

Po wielu latach pracy w nieruchomościach doceniam, że wszystko, co jest najlepsze w tej branży to nieustanny kontakt z ludźmi .. różnymi ludźmi ..ciekawymi ludźmi .. to jak z nimi współpracujemy jak ich traktujemy oceniane jest po latach .. Pani J. przez wiele lat powierzała mi zajmowanie się sprawami swoich nieruchomości, rodziny i znajomych .. bezgranicznie mi ufając i zawsze licząc się z moim skromnym zdaniem .. jej rekomendacja była i jest dla innych najcenniejszą wskazówką ..

Tak ! .. rynek nieruchomości to fajny i ciekawy obszar do działania .. wykonywanie usługi pośrednictwa czy doradztwa jest ważnym elementem życia innych .. zajmujemy się, bowiem ich majątkiem niekiedy dorobkiem całego życia pokoleń .. bezwzględnie należy pamiętać, że za tymi nieruchomościami stoją też ludzie .. zainteresujmy się również i nimi .. pośrednictwo to nie tylko transakcje .. prowizje  .. kasa .. sprzedawanie za wszelką cenę .. byle by tylko zarobić już .. teraz ..zaraz .. pośrednictwo to też ludzie .. wspomnienia .. szacunek .. zaufanie .. pozytywne budowanie wzajemnych relacji .. dzisiejszy uśmiech mojej klientki i podziękowanie za jak to powiedziała przyjacielską wizytę było dla mnie nagrodą za lata pracy .. bowiem awansować z pośrednika na przyjaciela ..to jest coś ..

Patrzenie na życie wyłącznie przez pryzmat kasy .. jest smutne .. zarobione pieniądze są zawsze potrzebne na teraz .. wspomnienia pozostają na zawsze ..

Mój aforyzm na dzisiaj .. Pamiętaj o innych a Oni nie zapomną o Tobie ..

Tomasz Błeszyński doradza ludziom i na rynku nieruchomości

06.03.2014 r.

 

Kategoria: Biznes
 

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-11-18 08:53
mam w głębokim poważaniu gigantomanie... do wpisu:
Expo jednak nie dla Łodzi
Byłoby jednak milej, aby miast walczyć z wiatrakami połatać dziury w jezdniach na Wojska[...]
 
2017-11-17 15:19
pieniadze do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Wynik bardzo dobry. Praktycznie wygraliśmy ale sądzę, że przeważył argument niemerytoryczny tj.[...]
 
2017-11-15 19:08
Tomasz Błeszyński do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Polska nie zorganizuje International EXPO 2022 Poland w Łodzi. Wystawę zorganizuje stolica[...]
 
2017-11-07 15:38
angling do wpisu:
Dokąd płynie Łódź ?
Tak jest potencjał na 10 lat pracy dla eksperta dobrego. W pozytywnym sensie - jest co[...]
 
2017-09-25 17:18
Andrzej z Warszawy do wpisu:
Nowelizacja Ustawy o gospodarce nieruchomościami podpisana
Świetny artykuł, ma Pan rację rzeczoznawstwo nie jest zawodem wybranym, jest jeden rynek, jest[...]