Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
 Oceń wpis
   

Bardzo dziękuję za zaproszenie na być może ostatnią edycję Fashion Week Poland.

Z wielką przyjemnością bywałem na tej imprezie od lat... z radością patrzyłem jak się rozwija i buduję od podstaw zniszczoną przez lata markę Łodzi, jako stolicy mody .. tak .. tak .. Łódź dawniej włókiennicza miała wielką szansę właśnie dzięki FW stać się znowu centrum dobrego ubioru i nowoczesnego designu ..

Z wielkim smutkiem i przykrością obserwowałem ostatnie wydarzenia związane z FW... Żałuję, że to już prawdopodobnie koniec tego projektu w Łodzi. Bardzo Państwu dziękuję, że przez te lata swoim zaangażowaniem i ciężką pracą pokazaliście, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Na modzie się tak dobrze nie znam jak na nieruchomościach, inwestycjach i powiem, że utrata tego projektu wpłynie również negatywnie na rozwój tego segmentu rynku. Od lat obserwowałem, co raz to większe zainteresowanie przedsiębiorców, spółek inwestycjami w szeroko rozumiany przemysł modowy.

Kupowano nieruchomości uruchamiano w nich, zakłady produkcyjne, hurtownie czy sklepy. Zatrudniano lokalnych pracowników, płacono tu podatki. Przyglądano się jak rozwija się Fashion Week i czerpano z przedstawianych tam kolekcji nowe pomysły i trendy.

Raz jeszcze dziękuje i pozdrawiam serdecznie.

Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Dla przypomnienia mój wywiad z zeszłego roku, w którym zwracałem uwagę na beztroską sprzedaż miejskich nieruchomości. Niestety do dzisiaj nic się nie zmieniło nadal Władze Łodzi przy aprobacie radnych wyprzedają majątek miasta.

Na ten rok znowu urzędnicy założyli ostre plany sprzedażowe. Pod młotek już trafiają wszystkie rodzaje nieruchomości od lokali mieszkalnych, domów jednorodzinnych, kamienic po działki niezabudowane. Zobaczymy ile nieruchomości miasto jest w stanie sprzedać by ratować budżet. Zadłużenie Łodzi na koniec 2015 roku wyniosło prawie 3 mld złotych, co stanowi to 75% dochodów UMŁ.

Łódź wyprzedaje rodowe srebra

Sprzedaż majątku komunalnego to nie to samo, co sprzedaż działki przez dewelopera Mariana - mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości w rozmowie z Piotrem Brzózką

Działki pod Bramę Miasta nie udało się miastu sprzedać za 40 milionów, więc próbuje się ją spieniężyć za 28 milionów. Mam wrażenie, że ta sytuacja Pana bawi.

Tak, bo gdy miasto przygotowywało pierwszą ofertę, podawano koronne argumenty: że to najbardziej prestiżowa działka w Nowym Centrum Łodzi, że będzie plan miejscowy zakładający superinwestycję w tym miejscu, że jest fantastyczny projekt znanego architekta i że ta działka po prostu nie może być tania. Dokonano operatu szacunkowego, po czym - na podstawie dodatkowej opinii biegłego - została ustalona wyższa wartość, niejako antycypująca przyszłe możliwości zabudowy, po uchwaleniu planu dla NCŁ.

Cena ta wynosiła niemalże 40 mln zł. Radni nie wzięli tej kwoty z sufitu, ona wynikała z opinii biegłego, który tę opinię podstemplował, dał temu swoje imię i nazwisko. I wszyscy byli święcie przekonani, ze to fantastyczna działka, którą sprzedamy za fantastyczne pieniądze, a firma, która ją kupi, będzie wdzięczna do końca swojego istnienia, że otrzymała szansę jej nabycia. Z takimi argumentami Łódź pojechała na targi nieruchomości w Cannes, z tym biegano po Warszawie, po różnych funduszach inwestycyjnych, zapraszano do Łodzi, mówiąc, że to nieruchomość "cud miód". Pojawił się z w końcu nabywca, ale nic z transakcji nie wyszło. Wszystko się posypało, wróciliśmy do punktu wyjścia.

Z tą różnicą, że 12 milionów taniej.

I mamy pewnego rodzaju paradoks. Działka poprzednio była droższa, choć nie było planu miejscowego, tylko założenia studium. A teraz, gdy mamy plan, działka jest tańsza o 12 milionów. Z reguły plany miejscowe są "wartościotwórcze", a w tym przypadku okazało się, że nie.

Może ktoś w mieście wziął sobie do serca utyskiwania, że 40 milionów to za dużo. Sam Pan tak mówił...

Ale zaraz, zaraz. Wyceny znów dokonał rzeczoznawca. Dla mnie to paranoja. Raz zaklinamy rzeczywistość i mówimy: 40 milionów, a teraz, gdy plan faktycznie jest, rzucamy 28 milionów. Działka z planem jest dużo tańsza, niż działka z przyszłym planem. Więc powiem to wprost - albo przekombinowano na początku, albo ktoś kombinuje teraz.

A na rynku nieruchomości Pan nie obserwuje przecen? Przecież wszyscy wiedzą, jak niskie są ceny ziemi w Łodzi w porównaniu z tym, co było kilka lat temu.

Obserwuję przeceny na rynku, ale one mają konkretne uzasadnienie ekonomiczne. Zdarza się, że inwestor ma dół finansowy, śrubuje cenę działki, a potem posypuje głowę popiołem i przecenia grunt, albo godzi się na negocjacje. Tyle, że tak się robi na rynku prywatnym, a my mówimy o gospodarowaniu majątkiem publicznym. To nie jest sprzedaż ziemi przez dewelopera Mariana, który jednego dnia chce 20 milionów, a drugiego 5, bo musi spłacić długi. Mamy do czynienia z majątkiem publicznym, wspólną własnością, tymczasem dochodzą do mnie nieoficjalne newsy, że jeśli i teraz nikt nie kupi ziemi pod Bramę za 28 milionów, działka ta będzie dalej przeceniana. Oby nie skończyło się tak, że mówimy 40, wystawiamy za 28, a sprzedajemy za 10.

W ubiegłym roku, w jednym z komentarzy pisał Pan, że miasto wyprzedaje majątek lekką ręką. Podtrzymuje Pan?

Oczywiście. Wszyscy wiedzą, że na rynku nieruchomości panuje nadpodaż. Nieruchomości miasta nie są jedynym towarem na tym rynku. W Łodzi ziemię oferują wszyscy, inwestor ma do wyboru cały wachlarz ofert: od osób prywatnych, spółek, funduszy, spółdzielni, no i miasta. Tymczasem na rynku nieruchomości wciąż panuje kryzys polegający na tym, że inwestorom brakuje środków. Banki niechętnie finansują zakupy, płynność finansowa deweloperów jest ograniczona. Tak jest i w Warszawie, która też pokazywała się w Cannes, i Krakowie i w Poznaniu, i w Łodzi. Mam nadzieję, że takie informacje posiadają zarządzający Łodzią - mogą je otrzymać choćby z lektury gazet. Nie trzeba do tego wynajmować firmy analitycznej. Jeśli więc miasto wie, że od 2009 roku jest dół na rynku, i mimo to decyduje się w tak niekorzystnym momencie na sprzedaż własnego majątku, to warto byłoby chociaż do tego dobrze przygotować.

Czyli jak?

Ja, będąc operatorem na tym rynku i chcąc sprzedawać nieruchomości mimo dołu, po pierwsze dokonałbym inwentaryzacji majątku. Wytypowałbym nieruchomości tańsze, mniej strategiczne, które znajdą nabywców nawet w kryzysie. Działeczkę za pół miliona jakiś inwestor zawsze kupi. Ale jeśli w tabeli priorytetów znajduję nieruchomości strategiczne, jak NCŁ, jak działka na rogu ul. Zachodniej i Ogrodowej, to mówię stop. To są tak ważne działki dla miasta, tak kapitałochłonne, że w kryzysie i na płytkim rynku, jakim jest Łódź, tego prawdopodobnie nie sprzedam dobremu inwestorowi za dobre pieniądze. A nie ma sensu sprzedawać za bezcen, skoro działka ma potencjał.

W przypadku takich nieruchomości opracowałbym koncepcję ich zagospodarowania, przygotował ofertę opisującą różne funkcje, stworzyłbym mechanizmy zachęcające inwestorów, wskazałbym rentowność takiego projektu, ale jeśli okazałoby się, że nie znajduję klienta, to odłożyłbym te nieruchomości na półkę i spokojnie czekał na właściwy moment i właściwego klienta. Natomiast nie ośmieszałbym się wystawiając tą samą działkę za 40 i 28 mln zł. Czy w urzędzie miasta sobie nie zdają z takich rzeczy sprawy? Byłem na komisji ds. NCŁ, wygarnąłem im, że to jest maksymalna amatorszczyzna. Zadałem im jedno fundamentalne pytanie: kto w urzędzie miasta jest odpowiedzialny za bieżącą analizę rynku nieruchomości. Czy w ogóle macie orientację, co się na tym rynku dzieje, czy opieracie się tylko na plotkach? Cały czas powtarzam, że miasto wyprzedaje swoje rodowe srebra. Ale jak je sprzeda, to więcej tego nie będzie mogło zrobić, to jednorazowy zarobek.

Gdy miasto jest przyciśnięte, każdy grosz się przyda...

Wiadomo, że miasto sprzedaje nieruchomości, żeby łatać dziurę budżetową. Ale to wina gospodarza , który odpuszcza inne kanały finansowania miasta i liczy na doraźną sprzedaż. Cały czas słyszę argumentację, że gmina musi sprzedawać, bo miasto nie jest od zarządzania nieruchomościami, bo miasto powinno czerpać dochody nie z czynszów, a z podatku od nieruchomości. To jest kpina. Nich się pan zapyta, jakie podatki od nieruchomości miasto otrzymuje od właściciela działki, gdzie miał być Hilton? Jakie są podatki od właściciela zrównanej z ziemią zajezdni na Dąbrowskiego, albo od człowieka, który zrobił parking na działce po dawnej straży pożarnej przy Sienkiewicza? Jakie to są pieniądze?

Wiele osób powie, że zarządca komunalny z mieniem radzi sobie gorzej, niż poradziłby sobie dobry zarządca prywatny.

Dlatego ja bym rekomendował wariant pośredni. Zachowałbym nieruchomości, ale dałbym je w zarządzanie firmom zewnętrznym, które miałyby ciekawe pomysły na ich zagospodarowanie. Robiłem projekt doradczy dla prezydenta Dychto w Pabianicach, który miał problem z kilkunastoma nieruchomościami. Przedstawiłem koncepcję bieżącego zagospodarowania mienia, zarobienia kilku złotych, ożywienia tych miejsc i równoczesnych prób sprzedaży. Nie ma sensu, żeby ziemia leżała odłogiem i gniła. Proszę zobaczyć, co się dzieje po wyburzeniach na Zachodniej. Ta działka jest niewykorzystana. Doraźnie tam można zrobić parking, targowisko, lunapark, wszystko jedno co, byle ta działka przynosiła chociaż minimalne przychody.

No dobrze, ale miasto ma założone w budżecie przychody ze sprzedaży nieruchomości. To jest konkretna suma, jest też konkretna lista. Jak się nie sprzeda, to będzie problem natury finansowej.

Słyszałem, że na liście do sprzedaży jest kilkaset pozycji, takich po kilka milionów złotych i takich drobnych. Miasto chce to sprzedać w tym planie finansowym. A moim zdaniem, sprzedawanie nieruchomości wedle planu, żeby zrealizować zapisy budżetu, jest po prostu śmieszne.

Ja jestem w stanie zrozumieć nawet taką gminę, która wpisuje w budżet planowane dochody z fotoradaru. Ale nie potrafię pojąć, jak można uczynić plan do wykonania ze sprzedaży własnego majątku. Bo - jeszcze raz podkreślam - ten majątek stanowi unikatową wartość i można go sprzedać tylko raz.

Piotr Brzózka | 31 marca 2015 | Polska Press - Dziennik Łódzki - Forum Łódź |

Źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/3804793,tomasz-bleszynski-lodz-wyprzedaje-rodowe-srebra,2,id,t,sa.html

 
 Oceń wpis
   

Z Tomaszem Błeszyńskim, doradcą rynku nieruchomości, rozmawia Piotr Brzózka.

Przyjeżdżają do Pana inwestorzy z za granicy. I jaka jest ich pierwsza refleksja estetyczna?

Pierwsza refleksja jest komunikacyjna: ciężki dojazd z autostrady do centrum i okropne dziurawe drogi w mieście. A jeśli chodzi o samą estetykę, to kolejna refleksja dotyczy widocznego brudu. Ale o sprzątaniu miasta nie mówmy, skupmy się na stanie nieruchomości. Goście z zewnątrz widzą, że jest to miasto kontrastów.

Z jednej strony przepiękna, eklektyczna architektura, zabytkowe kamienice w śródmieściu. Z drugiej strony, w tym samym śródmieściu - zrujnowane, podparte kijami rudery. Obrzydliwe, odpadające tynki, zabite dechami okna. I te zapuszczone place z biedaparkingami. Chaos.

Brzmi to trochę jak stereotypowy opis miast, powiedzmy, z Ameryki Łacińskiej...

Bo tak to wygląda. Nawet na reprezentacyjnej ulicy, obok pięknych, eklektycznych czy secesyjnych nieruchomości, znajdujemy rudery zabezpieczone siatkami, żeby tynk się nie sypał przechodniom na głowy.

Co się gościom bardziej rzuca w oczy. Brzydota, czy uroda? Widzą szklankę do połowy pełną, czy pustą?

Bardziej oczywiście bije w oczy to co jest brzydkie. Ale jest kilka sposobów postrzegania tej brzydoty, kilka reakcji na nią. Pierwszy, to pytanie: dlaczego te potencjalnie piękne nieruchomości nie są wyremontowane, dlaczego nie dbacie o swój skarb? To mówią jedni, inni stwierdzają tak: skoro niektóre nieruchomości są zaniedbane, a obok są ładne, to być może jest tu jakiś potencjał, może kupię tanio zrujnowaną kamienicę i ją sobie wyremontuję... Ale jest też niestety trzecie spojrzenie. Bo nawet jeśli już ktoś dostrzeże potencjał, to zaraz pyta: no tak, ale dlaczego nikt wcześniej w to nie zainwestował?

I zaczyna myśleć, że z miastem jest coś nie tak?

Dokładnie. Zaczyna się zastanawiać, czy to miasto rzeczywiście ma potencjał. Więc z jednej strony tania, zrujnowana nieruchomość jest szansą na dobrą inwestycję, a z drugiej strony jest sygnałem ostrzegawczym. Klienci mówią mi wprost: co tu się dzieje, dlaczego tutaj wszystko jest wystawione na sprzedaż, czemu wyprzedajecie rodowe srebra? To smutne, ale wystarczy zboczyć z Piotrkowskiej w podwórko, na jakąś przecznicę, żeby zobaczyć zapuszczone budynki, puste witryny, deski w oknach, domy do rozbiórki no i niestety - tych meneli.

Inwestorzy ich widzą? Co mówią?

To jest element, który występuje w każdym mieście. Problem w tym, że w Łodzi w zbyt dużym stopniu jest obecny w centrum. Na krakowskim rynku nie spotkamy się z tym zjawiskiem. Ewentualnie można trafić na kloszardów, którzy tam przychodzą żebrać, ale oni tam nie mieszkają. A w Łodziach żyją w podupadłych kamienicach w samym centrum. To jest po prostu fakt. Jeśli przejdziemy się ul. Kilińskiego, Wschodnią, Rewolucji, to sorry, ale tam są normalne slumsy.

Często pada kontrargument: nie mówmy, że w łódzkich bramach śmierdzi moczem, bo w innych miastach też cuchnie.

To prawda. Wszędzie są osoby żebrzące, wszędzie są patologie społeczne, to rzecz oczywista. Ale do w Łodzi na to wszystko nakłada się krajobraz zrujnowanych, zdewastowanych nieruchomości.

No dobrze, a w porównaniu z innymi miastami, Krakowem, Wrocławiem, Poznaniem, stan nieruchomości w Łodzi jest naprawdę dużo gorszy?

Absolutnie odbiegamy od tych miast. Oni mają wszystko zinwentaryzowane, uporządkowane, mają politykę remontową, inwestycyjną. Jestem właśnie w Poznaniu, widzę, jak to miasto jest czyste, wszystko wygląda zupełnie inaczej. A Łódź to kontrasty. To pewna zapyziałość. Jest potencjał, nawet moja rodzina sobie robiła zdjęcia elewacji kamienic, zachwycając się, jakie tu są piękne płaskorzeźby. Ale mój wujek z Anglii zawsze mówił: dlaczego wy nie macie pieniędzy na zwykłą farbę? To wszystko natychmiast trzeba odmalować, żeby to było świeże, estetyczne, żeby wydobyć te wspaniałe elementy architektury, to jest to minimum, które trzeba niezwłocznie zrobić. Pytanie, dlaczego się u nas tak niewiele robi?

Ja bym nie mówił o ludziach, o mieszkańcach, bo to jest kwestia wtórna, a menele są wszędzie, w innych miastach też. Natomiast dla mnie miasto kontrastów wciąż funkcjonuje, bo nie ma wieloletniej strategii rozwoju. W Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, wszystko się dzieje w trybie wieloletnim, pewne kroki są realizowane bez względu na to, kto jest prezydentem miasta. W Łodzi jest chaos. To pewnie powiedzieliby PR-owcy: my nie jesteśmy nawet w stanie do końca zidentyfikować się, czy jesteśmy miastem wyższych uczelni, miastem kultury, czy czegoś innego. To jest brak charakteru. A jeśli brakuje charakteru, to brakuje myśli przewodniej. To kwestia bardzo ważna dla inwestora. Jeśli mówimy na przykład o mieście wyższych uczelni, to musi być tego namacalny dowód.

O przepraszam, teraz jesteśmy miastem przemysłów kreatywnych.

No właśnie... tylko te przemysły kreatywne to nie mogą być dwa sklepy z ciuchami. Inwestorzy widzą, że brakuje Łodzi myśli przewodniej.

Ale prezydent Zdanowska mówi: czego wy chcecie, Łódź się zmienia, kochajmy Łódź.

Oczywiście, Łódź się zmienia, kochajmy Łódź. Tylko Łódź ma zadłużenie na poziomie 75 procent.

To jest czarna dziura. Inwestorzy wolą miasta poukładane. Bo oprócz tego co mówimy, że są kontrasty, że są przepiękne ale zaniedbane obiekty wręcz zachęcające do tego, by w nie zainwestować, inwestorzy chcą mieć też dwie rzeczy: ciągłość i spokój. Kupowanie nieruchomości to inwestycje wieloletnie i szalenie kapitałochłonne. Dlatego inwestorzy chcą mieć gwarancje, że to miasto ma dobry plan rozwoju i nic ich nie zaskoczy.

Czy stan nieruchomości, fizyczny wygląd miasta, są ważnym elementem wizerunku?

Oczywiście że tak. Dlatego, jeżeli są nieruchomości, które są tak zniszczone, że już nie opłaca się ich remontować, to nie należy ich podpierać kołkami, tylko wyburzyć, opróżnić działki, przygotować grunty inwestycyjne. Nie można straszyć wyglądem rozpadających się elewacji. Bo co nam po rewitalizacji, jak dwa numery dalej wali się ściana frontowa.

Widzi Pan w łódzkich nieruchomościach coś na tyle unikatowego, by stanowiło walor marketingowy na skalę europejską? Bo z naszą skromną - wbrew obiegowej opinii - secesją to my nie będziemy rywalizować z Pragą i Wiedniem, a wielkie centra z XIX-wieczną zabudowę mają i Paryż, i Barcelona, i Budapeszt...

Unikatowy jest układ miasta. Fabryczna cegła plus kamienice, to pewnego rodzaju klimat, na podstawie którego można budować nową jakość. A mój zarzut jest taki, że odpuściliśmy sobie Piotrkowską robiąc remont w minimalnym zakresie i budujemy marketing na Nowym Centrum Łodzi. A przecież Piotrkowska była wspaniała kilkanaście lat temu, wszyscy się nią zachwycali, jest to rzeczywiście wyjątkowe miejsce, jakiego nie ma w innych miastach. Ten charakterystyczny element nie jest właściwie wykorzystywany.

Wspomniał Pan o NCŁ. A jak nowe centrum, to między innymi nowe biurowce. Kilka właśnie powstaje, co od razu dla władz miasta staje się argumentem na rzecz narracji, że Łódź się zmienia. Tyle, że w innych miastach też się buduje, nawet więcej...

To co obserwujemy w Łodzi, to nie jest jakiś boom budowlany. A Łódź nie jest jedynymi miastem wybieranym w skali Polski na inwestycję, wręcz przeciwnie. Więcej lub mniej buduje się w każdym mieście - we Wrocławiu, w Poznaniu. W Rzeszowie i Bydgoszczy też się buduje. A w Łodzi buduje się ostrożnie. Inwestycje są projektami budowanymi na konkretne zamówienia. Deweloperzy nie wydają swoich pieniędzy w ciemno, tylko najpierw chcą mieć odbiorcę, pod którego wybudują biurowiec. Nie ma też boomu na rynku mieszkaniowym. Buduje się pojedyncze bloki, nie powstają żadne duże osiedla, bo niekorzystna jest struktura nabywców. Łódź jest miastem biednym i starzejącym się. Starsze pokolenie mieszka w starych zasobach, a młodzi wyjeżdżają za pracą...

Piotr Brzózka 17 kwietnia 2016 - Polska Press - Dziennik Łódzki - Forum Łódź

Żródło: http://www.dzienniklodzki.pl/forum-lodz/a/inwestorzy-widza-lodz-jako-miasto-kontrastow-meneli-tez-widza-w-samym-centrum,9880755/2/

 
Zadłużenie Łodzi 2016-04-23 20:00
 Oceń wpis
   

Zadłużenie Łodzi na koniec 2015 roku wyniosło prawie 3 mld złotych. Stanowi to 75% dochodów UMŁ. Nie jest to dobra informacja dla mieszkańców miasta. Co dalej z inwestycjami realizowanymi na kredyt?

Komentarz - Express Ilustrowany 15.04.2016 r.

 
Wyburzanie kamienic 2016-04-22 12:19
 Oceń wpis
   

W ostatnich latach nasilił się proces wyburzania starych zniszczonych kamienic.

Uzyskane w ten sposób tereny miasta bardzo często przeznaczają na sprzedaż. Pozyskanie środki ratują zadłużone gminne budżety.

Czy taki sposób na rewitalizację nieruchomości jest godny polecenia ?

Komentarz Tomasza Błeszyńskiego dla TVN 24. 13.04.2016 r.

      Foto: Tomasz Błeszyński

 
Obrót ziemią rolną 2016-04-20 11:29
 Oceń wpis
   

Zwolnienie kościoła to najmniejszy i nie jedyny problem.

Niespodziewanie z dzisiejszego harmonogramu prac Sejmu wypadł punkt podczas, którego miało odbyć się drugie czytanie projektu ustawy o obrocie ziemią. Ustawa trafiła w rezultacie do podkomisji. W środę podczas posiedzenia komisji rolnictwa i rozwoju wsi zgłoszono aż 53 poprawki. Najwięcej kontrowersji wzbudziła poprawka posła PiS Krzysztofa Ardanowskiego, który chce, żeby związki wyznaniowe, w tym Kościół katolicki, zostały wyłączone spod ustawy.

Jednak zdaniem ekspertów rynku nieruchomości są o wiele poważniejsze dylematy niż poprawka posła Ardanowskiego. W myśl nowych regulacji ustawa blokuje obrót ziemią nie tylko na terenach wiejskich, ale i miejskich. Skutki przyjęcia przepisów odczuliby nie tylko cudzoziemcy.

Jak się bowiem okazuje tereny miejskie, których nie obejmują plany zagospodarowania przestrzennego, nie mogą być kupowane/sprzedawane.

- W większości polskich miast ok. 60 proc. terenów jest nieobjętych tymi planami. W praktyce oznacza to, że jeśli przepisy tej ustawy wejdą w życie, w perspektywie 34 lat pojawi się problem braku dostatecznej ilości terenów pod budownictwo mieszkaniowe. W dłuższej perspektywie deweloperzy będą mieli duży problem z pozyskaniem gruntu pod budowę, a w efekcie również dla tych, którzy chcą kupić nowe mieszkanie. Mocno ograniczona liczba nowo budowanych mieszkań może również spowodować wzrost ich cen twierdzi Jacek Bielecki, członek zarządu Polskiego Związku Firm Deweloperskich i dyrektor ds. rozwoju Marvipol Development.

Tomasz Błeszyński niezależny doradca na rynku nieruchomości uważa, że jest potrzeba reformy i kompleksowego przejrzenie regulacji prawnych dotyczących obrotu ziemią.

- Potrzebujemy w tej kwestii dobrych rozwiązań systemowych żeby skuteczniej zarządzać nieruchomościami rolnymi. Te nieruchomości są istnym składnikiem funkcjonowania gospodarki. Nie demonizowałbym poszczególnych zapisów tej ustawy niektóre kraje UE mają równie ostre przepisy regulujące obrót gruntami jak np. Francja - twierdzi Błeszyński.

Zgoda za zakup i sprzedaż ziemi przez związki wyznaniowe i Kościoły nie spowoduje tego, że nagle te instytucje staną się dużymi graczami na rynku i będą stanowić konkurencję dla deweloperów. Nie przywiązywałbym do tego zapisu aż tak wielkiej wagi.

- Nie potrzebnie politycy i pseudo fachowcy poprzez media podgrzewają atmosferę strasząc zastojem na rynku czy zmianami cen ziemi. Nowe przepisy nie wpłyną ani na spadek ani na wzrost cen ziemi, ani na ilość transakcji handlu ziemią te sprawy od dawna reguluje koniunktura. Sam pamiętam, że w latach 80 tych żeby posiadać działkę rolną trzeba było skończyć kurs rolniczy. Było o wiele więcej obostrzeń i trudności w kupnie ziemi, a jednak jakoś nie hamowało to w znaczący sposób obrotu ziemią - dodaje Błeszyński.

Ustawa też nie zahamuje napływu cudzoziemców, ci, co mieli kupić już ją kupili w minionych latach.

Plusem przyjęcia tej ustawy może być też zahamowanie nadmiernej sprzedaży ziemi rolnej pod inwestycje budowlane. W tej chwili w Polsce od dekad panuje chaos planistyczny i urbanistyczny. Deweloperzy budują gdzie popadnie niejako rozrywając miasta budując coraz dalej od granic miasta. To z kolei jest zwiększony koszt dla samorządów. Bo jakoś muszą wypełnić tą przestrzeń od rogatek miasta do najbliższego osiedla.

Jak prognozuje Błeszyński ustawa spowoduje to, że do łaska powróci ziemia budowlana, a deweloperzy wrócą do centrów miast. Z punktu widzenia biznesowego deweloperowi łatwiej i taniej jest kupić plac i postawić jak i co się chce. Dużo kosztowniejsze jest wyburzenie i postawienie na jej miejsce nowej kamienicy.

- Nie zgadzam się tez z tezą jakoby ceny metra kwadratowego mieszkań miałyby wzrosnąć na skutek ograniczenia handlu ziemią. - mówi Błeszyński.

Projektowana ustawa ma wejść w życie 30 kwietnia 2016 r. 1 maja 2016 roku upływa obowiązujący od 2004 roku okres ochronny na zakup polskiej ziemi przez cudzoziemców. Jeśli ustawa nie przejdzie całej ścieżki legislacyjne po 1 maja obcokrajowcy mogliby kupować w Polsce ziemię rolną bez specjalnego pozwolenia.

Według autorów projektu, "projektowana ustawa zmierza do wzmocnienia ochrony ziemi rolniczej w Polsce przed jej spekulacyjnym wykupywaniem przez osoby krajowe i zagraniczne, które nie gwarantują zgodnego z interesem społecznym wykorzystania nabytej ziemi na cele rolnicze".

Szymon Szadkowski |31.03.2016 r.|Polska The Times Źródło; http://www.strefabiznesu.polskatimes.pl/artykul/obrot-ziemiazwolnienie-kosciola-najmniejszy-i-nie-jedyny-problem-0

 
 Oceń wpis
   

Co zrobić z dodatkowym 500 zł na dziecko jeśli ktoś chce zainwestować je na rynku nieruchomości ?

Myślę, że na taki luksus ew. inwestowania tej kwoty stać będzie nielicznych i bogatych. Przeciętni ludzie otrzymane pieniądze zapewne przeznacza na bieżące potrzeby dzieci a jeśli już będą inwestować to na pewno nie na rynku nieruchomości tylko bezpośrednio w dzieci np. dodatkowy sport, nauka języka obcego czy inne zajęcia edukacyjne.

Rodzice nie będą chyba lokować tych pieniędzy w bankach, bo oprocentowanie nie jest za interesujące i rentowne ?

Osoby o większych dochodach mogą przeznaczyć dodatkowe środki np. w inwestycje w jakiś fundusz nieruchomościowy, z samej tej kwoty miesięcznie na pewno nie sfinansują od razu większych projektów typu kupna mieszkania po wynajem, ostatecznie mogą uzyskane pieniądz wpłaca w kasy mieszkaniowe, jeśli taki zgodnie z programem rządu powstaną.

Nie spodziewałbym się przynajmniej na początku spektakularnych zysków, jeśli program się utrzyma prze kilka lat wtedy będzie można liczyć na większe inwestycje mając zasobniejszy portfel.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości | 20.03.2016 r.|

 
 Oceń wpis
   

Mieszkania dla starszych.

Deweloperzy, pośrednicy i zarządcy nieruchomości powinni już teraz zainteresować się nieruchomościami przeznaczonymi dla seniorów, zanim będzie za późno. Nastawianie się na obsługę młodych ludzi kupujących mieszkania będzie pomału, co raz mniej rentowne. Cały czas na rynku mieszkaniowym utrzymuje się olbrzymia przewaga podaży na popytem. A migracja młodych za granicę dodatkowo podnosi tą statystykę niżu demograficznego. Młodzi dobrze zarabiający mają już zupełnie inne podejście do życia ich szczytem marzeń nie jest i nie będzie zakup mieszkania na 25 letni kredyt hipoteczny. Takie lansowane przez banki i deweloperów projekty przywiązują chłopa do ziemi nie dają perspektywy na zysk i powodują utratę mobilności. To przecież oczywista strata czasu i pieniędzy młodzi doskonale zdają sobie z tego sprawę i potrafią liczyć, co i, gdzie się najbardziej opłaca.

Rynek mieszkaniowy, by przetrwać musi się zmienić.

Rynek potrzebuje wprowadzenia gwałtownych zmian prawnych i podatkowych. Całą masę sztywnych nie życiowych ustaw trzeba znowelizować, by dać alternatywne rozwiązania zachęcające i faktycznie wspierające młode i starsze pokolenia do inwestycji. Buble legislacyjne takie jak min. ustawa o ochronie praw lokatorów zamiast pomagać tylko szkodzą rynkowi. Uważam, że nadszedł wreszcie czas na dobre rozwiązania w zakresie leasingu nieruchomości, czy projektów Partnerstwa Publiczno Prywatnego. To tylko niektóre przykłady, problemów jest więcej, gospodarka przestrzenna, prawo budowlane, rewitalizacja nieruchomości. Złe funkcjonowanie gospodarki i rynku nieruchomości odbija się na kondycji społeczeństwa. Młodzi zniecierpliwieni niewidzący perspektyw dla siebie, po prostu wyjeżdżają. Starsze pokolenie tkwi związane z ojczyzną siłą tradycji na dobre i złe biedniejąc z roku na rok.

Społeczeństwo nieuchronnie starzeje się.

Co raz więcej osób jest nie tylko w podeszłym wieku, ale i chorych. Nie będę pisał o Naszym systemie emerytalnym, czy opiece zdrowotnej, bo doskonale wiemy jak jest. Na rynku pojawiło się już wiele ciekawych pomysłów. Pracuje na kilkoma projektami z zakresu gospodarki senioralnej i muszę przyznać, że jest to ciekawe i kreatywne zajęcie. Zabezpieczanie potrzeb mieszkaniowych osób starszych jest nie lada wyzwaniem . Bo przecież tu nie tylko potrzebny jest sam lokal mieszkalny, ale cały system opieki nad często już leciwą i schorowaną osobą. Dodatkowy problem stanowi tutaj jak zawsze bariera ekonomiczna, niestety w obecnym stanie nie wszystkie osoby starsze będzie, po prostu stać na skorzystanie z takich rozwiązań. Emerytury, czy renty są za niskie, a inne formy, choćby odwrócona hipoteka też nie zawsze jest dostępna dla każdego, korzystna i bezpieczna.

Czasu mało problemów dużo.

Dlatego nie czekając na skutki niżu demograficznego i pogłębiania się procesu starzenia się społeczeństwa na problematyką senioralną należy pracować już dziś. Problemów do rozwiania jest wiele, a czasu mało, bo przecież już niedługo i My będziemy starsi. Myślę, że niestety jest to ostania szansa, by przygotować dla sobie miejsce na spokojną jesień życia.

Moim zdaniem projekty senioralne, to przyszłość inwestycji na rynku nieruchomości.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości |23.01.2016r.|

 
 Oceń wpis
   

Niszczymy dziś więcej zabytków niż straciliśmy w czasie wojny.

Z Tomaszem Błeszyńskim, ekspertem rynku nieruchomości, rozmawia Piotr Brzózka.

Syndyk sprzedał praktycznie wszystkie lofty u Scheiblera. Przeszło 3 lata po upadłości dewelopera, ponad 5 lat po oddaniu inwestycji do użytku, 10 lat od jej rozpoczęcia. A ponoć lofty rozchodziły się jak świeże bułeczki...

Lofty to jest produkt nietypowy, na naszym rynku wcześniej nieznany. Analizowałem przed laty projekty w Łodzi, Żyrardowie, Warszawie, na Śląsku i ewidentnie widać, że moda na lofty do Polski nie przyszła. Inwestor podszedł do trudnej adaptacji przędzalni Scheiblera bardzo ryzykownie, bez gruntownej analizy rynku. Budowanie loftów w postindustrialnych nieruchomościach wymaga dużych nakładów na modernizację techniczną, oczyszczenie murów - a w tym przypadku była to fabryka włókiennicza, w której należało usunąć wszelkie ślady starych chemikaliów.

Tymczasem w Polsce nie ma zainteresowania, Polacy nie kochają, nie fascynują się tego typu nieruchomościami. Jeżeli mamy wydać duże pieniądze, to wolimy zbudować dom, lub kupić zwykłe mieszkanie. Dlatego brak analizy zemścił się na inwestorze. Na początku, przy dużym wsparciu marketingowym, faktycznie była duża fala sprzedaży, ale potem nadeszła fala wycofań klientów. Sam proces budowlany był kilkanaście razy przerywany, a to z powodu sporu z konserwatorem zabytków, a to z innego powodu, a na koniec, już po oddaniu inwestycji, doszło do upadłości dewelopera.

Syndyk sprzedawał mieszkania za część ich wartości. Wcześniej na rynku te lofty osiągały ceny nawet 6-7 tys. zł za metr kwadratowy, a u syndykach ceny ledwie przekraczały 3 tysiące. Zajęło to 3 lata, bo w Łodzi nie ma klienteli. Zresztą loft w rozumieniu polskich deweloperów różni się od tego, co pod pojęciem loftu rozumie się na Zachodzie. Tam loftami są całe piętra powierzchni pofabrycznych. 200, 300, 500 metrów kwadratowych. Te powierzchnie są kupowane za stosunkowo niewielkie pieniądze i aranżowane indywidualnie. I przeważnie mieszkańcami są filmowcy, fotografowie, malarze. Oni wykorzystują te wielkie powierzchnie i do mieszkania, i do swojej twórczości artystycznej.

W Łodzi marketing też poszedł w stronę środowisk twórczych.

Tyle, że tu bardziej chodziło o PR. Moim zdaniem faktycznym odbiorcą byli inwestorzy kupujący nieruchomości z myślą o przyszłym zysku na wynajmie, czy odsprzedaży. Zwłaszcza, że duża część mieszkań była mała i szablonowa.

Wydaje się, że ta inwestycja wpłynęła odstraszająco na innych deweloperów. 10 lat temu mogło się wydawać, że w Łodzi powstanie więcej loftów, tymczasem oprócz Scheiblera, są tylko pojedyncze przykłady.

Rzeczywiście na początku był hurraoptymizm. Wielu inwestorów myślało o loftach i nawet władze miasta dostały pozytywnego szału , chwaląc się łódzkimi loftami, opowiadając ile jest tu fabryk do zagospodarowania. Realia rynku szybko to zweryfikowały. Stagnacja u Scheiblera sprawiła, że deweloperzy zaczęli się zachowywać ostrożniej. Jeśli już ktoś nabył starą fabrykę, gdzie konserwator nie pozwalał zburzyć zabudowy, to zaciskał zęby i budował 3 czy 10 takich mieszkań a la loft. Ale nie na szerszą skalę. Wszystko przygasło, nie tylko w Łodzi, ale też w warszawskich zakładach optycznych, czy w Żyrardowie, w Poznaniu.

Ale koniec końców rewitalizację przędzalni Scheiblera należy chyba zapisać na plus, bo uratowano piękne stare mury i zapewniono im nowe życie... Łódź jest dziś u progu wielkiej rewitalizacji kwartałów miasta, ale myśląc o niej mamy przed oczyma raczej kamienice, czy też wątki społeczne. A stare fabryki?

Ja bym tu rozdzielił jednak pewne wątki. Dla mnie budowa loftów nie jest rewitalizacją. Jest remontem budynku i zmianą jego funkcjonalności. Natomiast jeśli chodzi o prawdziwą rewitalizację, boleję od lat nad postępującą degrengoladą nieruchomości. Brak jest miejscowych planów zagospodarowania, co powoduje, że na łapu capu wyrywane są i wyburzane kawałki nieruchomości.

To powoduje chaos, znikają przez to unikatowe obiekty. Śmiem twierdzić, że niszczymy dziś więcej zabytków, niż zniszczono w czasie wojny. Postindustrialne obiekty po prostu znikają. Trafiły w ręce deweloperów, którzy mieli różne pomysły, niekoniecznie lofciarskie. Ale zmienił się rynek i dziś te nieruchomości niszczeją. Jadąc przez Łódź widzimy resztki fabryk, których dziś nie ma już nawet jak ratować. Uniontex, Norbelana i inne - tam zostały pojedyncze ściany.

Niestety, poprzez brak planów, poprzez brak strategii, władze miasta przyczyniły się do tej degrengolady. Nie znam innego miasta, gdzie pozwolono by na tak rabunkową politykę. Władze miasta same sprzedają na łapu capu nieruchomości, często nie interesując się, co dalej z nimi dzieje, nie potrafią wyegzekwować zabudowy działki. Skutki braku planów i spójnej koncepcji zabudowy Łodzi są takie, że dziś na przykład deweloperzy chcą dziś wejść na stary Julianów, budować bloki obok zabudowy jednorodzinnej. To pokazuje, że po prostu nie ma koncepcji Łodzi.

Jakieś koncepcje są... Jak Pan ocenia nową politykę mieszkaniową autorstwa wiceprezydenta Ireneusza Jabłońskiego? Sprowadziliśmy ją niedawno do haseł: prywatyzować, remontować, windykować, podnieść czynsze...

Rozmawiałem o tym w radio z panem wiceprezydentem, trochę na niego drastycznie naskoczyłem, pytając czy jest spadkobiercą idei kontenerów i osiedli biedy Arkadiusza Banaszka. On zaprzeczył, powiedział, że miasto absolutnie nie idzie w kontenery. I powiedział kilka rzeczy racjonalnych, rozsądnych. Punkt pierwszy - określenie zasobu, inwentaryzacja tego co Łódź posiada i kto tam mieszka. Rzecz druga - dokonanie zmian mentalnych. Dobra jest koncepcja odpracowywania długów czynszowych. Ale cały czas w Łodzi, jak i zresztą w całej Polsce, pozostaje na przykład problem braku mieszkań zastępczych, socjalnych. Nawet robiąc rewitalizację kwartału, nie ma gdzie przenieść ludzi. Dlatego często utrzymuje się swoich lokatorów w drogich kamienicach prywatnych.

Łódź ma parcie na sprzedawanie i czasem dochodzi do sytuacji groteskowych. Sprzedaje się kamienicę z lokatorami, prywatny inwestor ma swoje plany, wypowiada umowy mieszkańcom i mówi do miasta: zabierzcie mi tych ludzi. A miasto mówi: nie ma gdzie. I płaci odszkodowanie inwestorowi. Koło się zamyka... Jako ciekawostkę dodam, że pretekstem do naszej rozmowy w radio była informacja prezydenta Skierniewic, który ogłosił, że jego miasto zbuduje dla swoich ubogich mieszkańców nowoczesny, energooszczędny budynek mieszkalny. Jabłoński to skomentował tak: przecież zdewastują i zniszczą. A ja na to: ale jeśli miasto chce pomóc mieszkańcom, to pierwszym ich problemem są koszty utrzymania nieruchomości. Jeśli ktoś mieszka w starej kamienicy i opala te zawilgocone mury gazem czy prądem, to nigdy w życiu nie będzie miał pieniędzy na czynsz. Często są to osoby starsze, które mają do wykupienia leki, mają też inne niezbędne wydatki.

Jeśli chcemy, żeby ludziom starczało na płacenie czynszów, to pozwólmy im mieszkać w godnym standardzie. We wtorek w wiadomościach pokazywano starszego pana. Siedzi w kocu w swoim w mieszkaniu komunalnym. Ma zalany komin, więc nie może się grzać węglem. A pani rzecznik prasowa administracji mówi: niech ogrzewa się prądem. Na co facet: ja mam 20 złotych do końca miesiąca, a poza tym kable nie wytrzymują, bo to stara kamienica... A swoją drogą, proszę sobie wyobrazić, że dzisiaj każda administracja nieruchomości ma swojego rzecznika prasowego.

Łódź może nie buduje, ale zaczęła remontować.

Tylko dla kogo są te mieszkania? Starych mieszkańców nie stać na powrót z powodu wysokich czynszów. W Łodzi często rewitalizacja oznacza komercyjny remont. Przykładem odnowienie kamienicy przy ul. Północnej, tylko po to, żeby ją wystawić na sprzedaż. To nie jest rewitalizacja. Polityka mieszkaniowa Łodzi jest niespójna. Dotyka tylko niektórych obszarów. Ireneusz Jabłoński odpowiada na moje argumenty: ależ panie Tomaszu, jest przecież opieka społeczna. A ja mu na to, że kiedy człowiek mieszka w starym mieszkaniu, gdzie woda leje się po ścianie, to pieniędzy na czynsz i tak mu zabraknie.

Rozmawiał Piotr Brzózka

Dziennik Łódzki 16.01.2016 r.

Źródło;http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/9294022,tomasz-bleszynski-niszczymy-dzis-wiecej-zabytkow-niz-stracilismy-w-czasie-wojny-rozmowa,2,id,t,sa.html

 
 Oceń wpis
   

Rok 2016 przynosi dużo zmian na rynku nieruchomości i w kredytach hipotecznych. Po raz pierwszy może zabraknąć pieniędzy w programie Mieszkanie dla Młodych.

Kupujesz mieszkanie? Przeczytaj, bo wiele się zmieniło i jeszcze będzie zmieniać w nowym roku. - Rok 2016 przynosi dużo niewiadomych - mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Podatek bankowy, wyższe marże, szybkie wyczerpanie pieniędzy na program Mieszkanie dla Młodych, nowe programy rządowe. Ale jedno jest pewne: inwestycji deweloperskich rozpoczęto tak dużo, że mieszkań w Łodzi na pewno nie zabraknie. A ponieważ podaż będzie bardzo duża, to spokojnie mogą spać osoby poganiane ostatnio przez marketingowców, że w nowym roku mieszkania będą droższe - dodaje Błeszyński.

A co dokładnie nas czeka? Od 1 stycznia, aby uzyskać kredyt hipoteczny na zakup mieszkania, trzeba dysponować 15- procentowym wkładem własnym (wcześniej - 10 proc.). Z interpretacji Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że wkład w gotówce będzie mógł wprawdzie wynieść 10 proc., ale pod warunkiem, że pozostałe 5 proc. kredytobiorca zabezpieczy, np. poprzez blokadę odpowiedniej kwoty na rachunku bankowym. W praktyce różnie to zapewne będzie wyglądać w różnych bankach, jednak można podejrzewać, że w ogólnym rozrachunku o kredyt będzie trudniej niż w minionym roku.

Ekonomiści prognozują, że Rada Polityki Pieniężnej jeszcze bardziej obniży i tak już rekordowo niskie stopy procentowe. Ma to związek ze spodziewanymi zmianami osobowymi w składzie RPP. Podejrzewa się, że osoby z nadania PiS będą bardziej skłonne do kolejnych obniżek. To dobra wiadomość dla osób zaciągających i spłacających kredyty, bo spadek stóp i związany z tym spadek stawki WIBOR, przełoży się na oszczędność rzędu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Tyle, że oszczędności te w wielu przypadkach zostaną zjedzone przez inne wydatki.

Osoby przymierzające się do zaciągnięcia kredytu muszą liczyć się z kolejnymi podwyżkami marż (marże w bankach rosną już od kilkunastu miesięcy). Na ten krok już zdecydowały się teraz mBank i DeutscheBank. Oficjalne i enigmatyczne wyjaśnienia nie wiązały tego z poczynaniami rządu PiS, ale rynek odczytał to, jako ruchy przygotowujące na wprowadzenie podatku bankowego. Z sektora bankowego nieraz przecież padało ostrzeżenie, że obciążenie podatkowe zostanie przerzucone na klientów.

Po raz pierwszy od lat specjaliści rynku nieruchomości zastanawiają się, czy wystarczy pieniędzy na rządowy program Mieszkanie dla Młodych. Dopóki był on ograniczony wyłącznie do rynku pierwotnego, cieszył się niskim wzięciem, a niewykorzystane pieniądze wracały do budżetu. Od czasu rozszerzenia pomocy na mieszkania używane, co stało się jesienią, MdM nabrał gwałtownego rozpędu. Niektórzy eksperci wieszczą, że kasy zabraknie już po trzech miesiącach 2016 r.

Należy się też spodziewać, że poznamy w 2016 r. przynajmniej założenia PiS-owskiego programu budowy tanich mieszkań. W kampanii wyborczej politycy tej partii mówili o cenach rzędu 2, 5 - 3 tys. zł za metr kwadratowy. Teraz nadchodzi czas, by wyłożyć karty na stół.

Ceny mieszkań

Ceny mieszkań w Łodzi pozostają na względnie stabilnym poziomie. Analizując dane o cenach ofertowych w serwisie dom.gratka.pl, widać, że od grudnia 2013 r. do lutego 2015 r . ceny delikatnie spadały, a od 10 miesięcy subtelnie rosną. Obecny poziom 3834 zł i tak jest jednak niższy od pułapów osiąganych 2 lata temu. Jeśli wydzielimy tylko segment mieszkań deweloperskich, widać wyraźniejszy wzrost w ciągu ostatnich 24 miesięcy.

W grudniu 2013 r. gratka.pl zanotowała średni poziom ok. 4, 2 tys. zł, obecnie jest to 4665 zł. Analizy innych firm wskazują nieco wyższy poziom ceny mieszkań nowych i nieco niższy używanych, ale wszystkie dane pokazują, że jeśli na rynku są ruchy cenowe, to nie są wielkie. W ostatnich miesiącach w Łodzi rozkręcili się deweloperzy. To oznacza, że mimo zwiększonego popytu, należy brać pod uwagę względnie dużą podaż. Według ekspertów, te czynniki każą spodziewać się dalszej stabilizacji cen na obecnym poziomie.

Piotr Brzózka |8 stycznia 2016 |Dziennik Łódzki | Żródło: http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/9264176,rynek-nieruchomosci-2016-rok-przyniesie-wiele-zmian-i-niewiadomych,id,t.html

 
1 | 2 | 3 | 4 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]