Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
 Oceń wpis
   

Odkąd zmieniły się przepisy, obrót działkami rolnymi zamarł. Są też problemy z interpretacją prawa.

Niecałe trzy miesiące temu zmieniły się zasady zbywania gruntów rolnych. Notariusze oraz pośrednicy w obrocie nieruchomościami zgodnie twierdzą, że od tego czasu obrót ziemią bardzo się skurczył. Za to dużo jest wątpliwości, jak interpretować nowe przepisy.

Są obawy

Od 30 kwietnia, czyli od daty wejścia w życie zmian w ustawie o ustroju rolnym, nie zawarto w mojej kancelarii ani jednej transakcji na większe areały mówi Robert Dor, notariusz z Warszawy. Nic się nie zmieniło w sprzedaży działek do 3 tys. mkw., czyli wyłączonych spod działania tej ustawy. Nadal cieszą się dużą popularnością.

Podobnie jest z działkami, dla których wydano przed 30 kwietnia warunki zabudowy mówi Dariusz Sobolewski, pośrednik w obrocie nieruchomościami z Giżycka.

Dużym problemem jest brak finansowania tłumaczy Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. Banki ze względu na zmianę przepisów dotyczącą ustanawiania hipoteki na nieruchomościach rolnych nie chcą udzielać kredytów. Jest jednak szansa, że to się zmieni. Na podpis prezydenta czeka nowela przepisów w tej sprawie.

900 wniosków

Nowe zasady obrotu przewidują, że prywatną ziemię można sprzedać tylko rolnikowi indywidualnemu, który spełnia wymogi z ustawy. Na sprzedaż innej osobie trzeba mieć zgodę Agencji Nieruchomości Rolnych.

Z informacji jakie otrzymała Rzeczpospolita", wynika, że do końca czerwca do ANR wpłynęło 915 wniosków tej sprawie. Do tej pory ANR wydała 126 zgód, w sumie na 341 ha.

Najwięcej wniosków wpłynęło do terenowego oddziału w Warszawie 181, Lublinie 145, Rzeszowie 108, Bydgoszczy 88 i Poznaniu 67. Najmniej wniosków przyjął terenowy oddział w Gorzowie Wielkopolskim 5, filia w Zielonej Górze 7 i filia w Koszalinie 13.

Najwięcej decyzji wydano w w Warszawie 55, Bydgoszczy 18, filii w Łodzi 17, w Olsztynie 12 , Lublinie 11. Dotychczas też ANR nie wydała żadnej odmownej decyzji. W dziesięciu przypadkach umorzono jedynie postępowanie ze względu na brak kompletu dokumentów.

Po wejściu nowych przepisów ani razu też ANR nie skorzystała z przysługującego jej prawa pierwokupu.

Obawy i wątpliwości

Nie brakuje też wciąż wątpliwości prawnych. Pojawiają się ciągle nowe mówi Dariusz Sobolewski. Nowe przepisy pozwalają zbyć nieruchomość na starych zasadach, np. na cele komercyjne, jeżeli wydana dla niej została przed 30 kwietnia decyzja o warunkach zabudowy. Miałem przypadek, że część nieruchomości była objęta taka decyzją, a część nie. I co wtedy? zastanawia się Dariusz Sobolewski. Wolno zbyć na cele komercyjne czy nie?

Okazuje się, że i rolnicy indywidualni mają problemy z nabyciem gruntów rolnych.

Mój klient chciał sprzedać grunty obciążone dzierżawą rolnikowi indywidualnemu mówi Maciej Obrębski, adwokat. Okazało się, że nie ma na to szans, bo grunt ma prawo kupić tylko rolnik, który osobiście będzie je uprawiał. A te przecież były w dzierżawie.

Renata Krupa-Dąbrowska

Rzeczpospolita |29.07.2016 r.|

Źródło: http://www.rp.pl/Nieruchomosci/307299978-Zbywanie-gruntow-rolnych-na-nowych-zasadach---problemy-z-interpretacja-prawa.html#ap-2

 
 Oceń wpis
   

Od maja ci, którzy nie są rolnikami, przestali kupować grunty. Ceny jednak nie spadły.

Od 30 kwietnia w kancelarii Roberta Dora, notariusza z Warszawy, nie zawarto ani jednej umowy sprzedaży ziemi rolnej o powierzchni powyżej 3 tys. mkw. Od tego dnia bowiem taką transakcję mogą swobodnie zawrzeć tylko rolnicy indywidualni. Na sprzedaż innej osobie albo firmie zgodę musi wyrazić Agencja Nieruchomości Rolnych.

Dane Agencji potwierdzają, że chętnych do kupna nie ma wielu. Do końca czerwca wpłynęło 915 wniosków o zgodę na nabycie nieruchomości. Agencja pozytywnie rozpatrzyła 126 z nich, dotyczących w sumie 341 ha ziemi rolnej. Najwięcej wniosków trafiło do terenowego oddziału w Warszawie 181, tu też wydano najwięcej zgód 55. Agencja nie wydała ani jednej odmownej decyzji. Jedynie w dziesięciu przypadkach umorzyła postępowanie ze względu na brak kompletu dokumentów.

Notariusze oraz pośrednicy w obrocie nieruchomościami zgodnie twierdzą, że na skutek nowelizacji ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego obrót ziemią bardzo się skurczył. To może oznaczać, że wkrótce będzie mniej inwestycji.

Obecnie dochodzi głównie do zawierania umów dotyczących nieruchomości wyłączonych spod działania nowych przepisów, czyli nienadających się pod większe inwestycje.

Chodzi o działki do 3 tys. mkw. albo nieruchomości z ostatecznymi warunkami zabudowy wydanymi przed 30 kwietnia wyjaśnia Dariusz Sobolewski.

Ludzie interesują się, przychodzą, pytają. W końcu jednak rezygnują z transakcji. Boją się przede wszystkim unieważniania umów mówi Dariusz Sobolewski, pośrednik w obrocie nieruchomościami z Giżycka.

Nabywca takiej ziemi przez dziesięć lat musi ją wykorzystywać rolniczo. W przeciwnym razie grozi mu, że umowa sprzedaży może zostać unieważniona.

Bogusław Stybel, notariusz z Jarosławia w woj. podkarpackim, dodaje, że obecnie dominują darowizny między bliskimi rolnika. Na takie przekazanie ziemi nawet osobie spoza rolnictwa nie jest potrzebna zgoda.

Co ciekawe, według Tomasza Błeszyńskiego, doradcy rynku nieruchomości, ceny gruntów rolnych nie spadły tak, jak się tego spodziewano.

Przed 30 kwietnia wszyscy na gwałt się wyprzedawali tłumaczy Mariusz Kania, pośrednik w obrocie nieruchomościami. Teraz bezruch na rynku sprawił, że ceny stoją w miejscu. Zainteresowani czekają i liczą na to, że rygorystyczne przepisy się zmienią dodaje Kania.

Dużym problemem jest również brak finansowania

Banki, ze względu na zmianę przepisów dotyczącą ustanawiania hipoteki na nieruchomościach rolnych, nie chcą udzielać kredytów tłumaczy Tomasz Błeszyński. Jest jednak szansa, że to się zmieni. Na podpis prezydenta czeka nowela przepisów w tej sprawie. Powinna wejść w życie jeszcze w sierpniu. Wtedy kredytowanie powinno ruszyć.

Renata Krupa-Dąbrowska

Rzeczpospolita |28.07.2016 r.|

Źródło: http://www.rp.pl/Rolnicy/307289872-Kupno-nieruchomosci-Zamarl-handel-ziemia-rolna.html#ap-3

 
 Oceń wpis
   

Trwa rozpruwanie budynku dawnej Łódzkiej Drukarni Dziełowej tuż przy Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. W budynku będzie kolejny prywatny akademik.

Ile kosztują miejsca w akademikach? Ile trzeba zapłacić za wynajęcie mieszkania?

Widać, jak dawna drukarnia prezentuje się w środku, bo robotnicy wyburzyli już jej dawne ściany. Inwestorem na działce przy ul. Rewolucji 45 jest warszawska spółka Safeharbor Triton, która zamienia drukarnię w prywatny akademik. Ma w nim powstać pół tysiąca apartamentów dla studentów - a ponadto m.in. kawiarnia i siłownia.

Ceny dla użytkowników są jeszcze nieznane. Przebudowa dawnej drukarni ma się zakończyć za rok. Lokalizacja waydaje się dobra - naprzeciw inwestycji mieści się Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, największy na Uniwersytecie Łódzkim.

Dotychczas najgłośniejszą inwestycją związaną z prywatnymi akademikami była budowa przy ul. Wigury 7B, która zaczęła się w 2014 r. w rejonie łódzkiego Manhattanu. Gmach ten miał działać w oparciu o szczególny model biznesowy - firma budująca (pozostając administratorem) chciała sprzedać pokoje inwestorom, którzy potem czerpaliby zyski z ich wynajmu studentom.

Ostatecznie akademik przejęła warszawska firma Griffin Real Estate, nazywając go Salsa. Przy Wigury 7B jest od września 2015 r. 267 pokoi (z aneksami kuchennymi i łazienkami) na 5 piętrach, działa też m.in. siłownia i strzeżony parking. Oferta z końca czerwca zachęcała do wynajęcia pokoju Single Plus, z dwoma biurkami, kanapą, łóżkiem, prywatną łazienką oraz aneksem kuchennym wraz z ceramiczną płytą grzewczą za 1300 zł miesięcznie. Oferta jest adresowana w dużej części dla cudzoziemców.

W Łodzi działa także firma, która na potrzeby studentów przystosowała kamienice przy ul. Żwirki 8 oraz Kilińskiego 172. Liczy sobie od 400 do 600 zł za miejsce w pokoju bez własnej łazienki oraz 1000-1500 zł za indywidualny apartament z łazienką i pralką.

Prywatne akademiki powstają, chociaż te przy trzech największych uczelniach dysponują bazą noclegową ok. 8 tys. miejsc i bywa, że w ciągu roku akademickiego pojawiają się ogłoszenia o naborze na wolne pokoje.

Główny nabór dla właśnie przyjętych na studia rozpoczął się na Politechnice Łódzkiej i potrwa do 8 sierpnia. Według aktualnego cennika miejsce w pokoju trzyosobowym kosztuje 250 zł, w dwuosobowym 300 - 320 zł, zaś w indywidualnym 330 - 360 zł.

Z tej oferty wyłączone są ekskluzywne miejsca w zmodernizowanym pięć lat temu I Domu Studenta PŁ, dostępne tylko dla otrzymujących stypendium rektora (płacąc 500 zł za miejsce w dwójce lub 700 zł za jedynkę).

Uniwersytet Łódzki zbiera zgłoszenia od chętnych do zamieszkania na osiedlu Lumumbowo, którzy właśnie dostali się na uczelnię. Mogą się zgłaszać do 21 sierpnia lub w ciągu 14 dni od daty otrzymania decyzji o przyjęciu na studia (na UŁ trwa dodatkowy nabór). Ceny na Lumumbowie zależą od standardu akademika. Miejsce w pokoju trzyosobowym można znaleźć za 270 -300 zł, w dwójce za 310 - 400 zł, zaś w pokoju indywidualnym za 450 - 600 zł.

Student Uniwersytetu Medycznego najtaniej może zakwaterować się w I Domu Studenta tej uczelni mieszczącym się na Lumumbowie. Miejsce w dwójce kosztuje tam 300 zł (cena za pokój bez własnej łazienki). Ale także na Lumumbowie mieści się II DS UMed, w którym znajdziemy pokój za 990 zł. To jedynka z własną łazienką, kuchnią oraz jej dodatkowym wyposażeniem, czyli nowoczesnym sprzętem AGD. Ofertę za 990 zł znajdziemy także w IV DS UMed, przy pl. Hallera, w rejonie Uniwersytetu Medycznego.

Wynajem mieszkań

Największe uczelnie regionu (Uniwersytet Łódzki, Uniwersytet Medyczny i Politechnika Łódzka) ogłosiły już listy przyjętych, co oznacza, że kończy się najlepszy czas na szukanie mieszkań na wynajem.

Dobrze pokazuje to raport portalu Bankier.pl, oparty na danych serwisu ogłoszeń z rynku nieruchomości Otodom. W czerwcu - gdy studenci kończyli rok akademicki i część z nich wyjeżdżała z Łodzi w rodzinne strony, kończąc umowy z właścicielem - średnia cena najmu mieszkania do 38 metrów kwadratowych spadła do 1059 zł, a jeszcze w maju przeciętna cena wynosiła 1237 zł (do tych kwot trzeba jeszcze doliczyć opłaty dla spółdzielni i za media). Jednak jak przewiduje Bankier.pl, sytuacja zapewne odwróci się za miesiąc lub dwa, kiedy studenci zwiększą popyt na rynku, szukając lokum na nowy rok akademicki.

Łódź, według serwisu Bankier.pl, jest w kategorii małych mieszkań jednym z tańszych miast, co sprzyja studentom. Przeciętna cena w Warszawie to w czerwcu 2016 r. ponad 2 tys. zł, w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu - ok. 1,4 tys. zł. Średnia cena najmu mieszkania do 38 metrów kwadratowych w Katowicach, Lublinie, Szczecinie i Poznaniu to ok. 1150 - 1300 zł, zaś Łódź jest na cenowym poziomie Bydgoszczy. Studenci nie ograniczają się do małych mieszkań i wynajmują większe - w 3 - 4 osoby.

Jak zauważył już na początku zakończonego niedawno roku akademickiego Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, w Łodzi właściwie wygasł już rynek tak zwanego wynajmowania stancji, czyli pokoi sublokatorom. Natomiast część rodzin maturzystów przyjętych na studia decyduje się na zakup na ich potrzeby mieszkania, uważając, że będzie to bardziej opłacalne działanie, zwłaszcza, jeśli pociecha zwiąże się z Łodzią na stałe.

Maciej Kałach

Polska Press Sp. z o.o. Dziennik Łódzki |28.07.2016 r.|

Źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/strefa-biznesu/wiadomosci/z-regionu/a/ile-kosztuje-mieszkanie-dla-studenta,10456530/#

 
Park kulturowy w Łodzi 2016-07-28 15:31
 Oceń wpis
   

Zgodnie z uchwałą łódzkiej Rady Miejskiej ustanowiono na obszarze Centrum tzw. Park Kulturowy. W wielu miastach powołano takie projekty są one jedną z czterech form ochrony zabytków w Polsce.

Koncepcja parku kulturowego zakłada ochronę krajobrazu kulturowego o znaczących wartościach historycznych, a także historycznego charakteru przestrzeni publicznej. Dzięki tej specjalnej regulacji ma być łatwiej zadbać o wizerunek miasta, uporządkować i zachować unikalny krajobraz kulturowy.

W Łodzi obszar ten koncertuje się w ścisłym Śródmieściu miasta. Granicami Parku Kulturowego objęty został północny odcinek ulicy Piotrkowskiej (tzw. deptak) oraz kwartały przylegającej wraz z ulicami: Kościuszki i Zachodnią, Mickiewicza i Piłsudskiego, Sienkiewicza, fragmentem ul. Narutowicza i Wschodnią, Ogrodową i Północną.

Projekt wygląda interesująco ciekaw jestem jak przebiegać będzie jego realizacja. Od lat wiadomo, że Śródmieście Łodzi wymaga kompleksowego uporządkowana a ulica Piotrkowska dobrego pomysłu na powrót do czasów dawnej świetności.

Powstaje, zatem kluczowe pytanie czy Park Kulturowy będzie lekiem na wszystkie bolączki i zaszłości?

Czy Park Kulturowy sam z siebie uratuje ulicę Piotrkowską i Centrum miasta? Czy przyczyni się do poprawy i atrakcyjności tych kwartałów? Czy da nowe narzędzia by wprowadzić dodatkowe funkcje? Czy też jeszcze bardziej ograniczy funkcjonowanie ulicy Piotrkowskiej?

Jak będzie wyglądał proces rewitalizacji nieruchomości objętych Parkiem Kulturowym? Jakie korzyści z wprowadzenia Parku Kulturowego odczują jego mieszkańcy?

Czy likwidacja reklam wielkoformatowych i budek z hot-dogami jest najważniejszym celem wprowadzenia Parku Kulturowego? Czy to tylko reklamy są głównym elementem szpecącym Centrum? Czy objęcie znacznej części Śródmieścia Parkiem Kulturowym wpłynie na zagospodarowanie zniszczonych nieruchomości,zdegradowanej tkanki miasta i przyspieszy ten proces?

Wreszcie czy dokonano analizy wpływu wprowadzenia Parku Kulturowego na funkcjonowanie miasta w tym działalności gospodarczej i rynek nieruchomości? Czy brano pod uwagę obniżenie wpływów z podatków do budżetu miasta po ewentualnych likwidacjach placówek handlowych i usługowych na terenie Parku Kulturowego? Czy nieruchomości położone na jego terenie zdrożeją czy potanieją?

Brakuje mi konkretów dotyczących realizacji tego ważnego projektu mającego ogromny wpływ na żywą tkankę miasta. Likwidacja reklam na budynkach i plastikowych ulicznych budek nie załatwi sprawy. Czekam na spójną strategię i politykę rozwoju nie tylko Centrum miasta. Mam, wrażenie, że sama koncepcja Parku Kulturowego wielkich zmian nie przyniesie. Podobnie, jak regulacje prawne dotyczące rewitalizacji, które zamiast zachęcać łodzian do mieszkania w Centrum a inwestorów realizacji nowych projektów skutecznie wszystkich odstraszają.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości |28.07.2016 r.|

UCHWAŁA NR XXI/483/15 RADY MIEJSKIEJ W ŁODZI w sprawie utworzenia Parku Kulturowego ulicy Piotrkowskiej.

Foto: Zbigniew Kubiński - Ulica Piotrkowska

 
Mieszkania w chmurach 2016-07-25 22:12
 Oceń wpis
   

Nowoczesne budownictwo wysokościowe rozwija się w Polsce z różnym powodzeniem od kilkunastu lat.

Powodów jest kilka pierwszy to nowe technologie, które pozwalaj, co raz bardziej optymalizować koszty inwestycji. Po drugie firmy deweloperskie a właściwie ich, właściciele chcą mieć w swoim portfelu swoisty pomnik, taką wizytówkę ich działalności na rynku. Chcą być rozpoznawani po przez nietuzinkowe inwestycje a drapacze chmur nadają się do tego idealnie.

Powstają wiec bardziej lub mniej przemyślanie dzieła sztuki architektonicznej i budowanej. Zbudować je jest stosunkowo łatwo trudniej skomercjalizować poszczególne lokale. Budynki biurowe stosunkowo lepiej sobie radzą na rynku łatwiej je sprzedać czy wynająć. Problem jest z wieżowcami mieszkalnymi, w których oferowane są na sprzedaż drogie, luksusowe apartamenty i penthousy. Klientów zainteresowanych takim mieszkaniami jest niewielu a jeśli już to są to z reguły ludzie dobrze sytuowani lubiący nowoczesny styl życia.

Niestety takie nieruchomości są produktem niszowym dostępnych w dużych dobrze prosperujących Polskich metropoliach. Obecna sytuacja na rynku nieruchomości nie wskazuje by pojawił się szczególny bum na takie mieszkania. Oferta zwykłych mieszkań czy domów jest bardzo bogata w związku z tym projekty konkurują ze sobą i walczą o zainteresowanie potencjalnego klienta.

W dłuższej perspektywie, jeśli min. zabrakłoby wolnych działek pod inwestycje bądź planowanie przestrzenne ograniczy ekspansje deweloperów poza centrami miast projekty wysokościowe śmielej będą, realizowane. Bo przy stosunkowo małej powierzchni zabudowy działki oferować będę całe pietra mieszkań czy biur aż po same chmury.

Ale to prognoza raczej wieloletnia i w Polskich warunkach nie będzie chyba realna przy tym systemie gospodarowania nieruchomościami.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości |25.07|2016 r.|

  Foto: Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Z Tomaszem Błeszyńskim, ekspertem rynku nieruchomości, rozmawia Piotr Brzózka.

Na mapach Łódź od lat leżała obok skrzyżowania autostrad, od lat kusiliśmy inwestorów tą unikatową lokalizacją, jednak dopiero teraz rzeczywistość dopasowała się do przedwcześnie wyrysowanych map i zbyt optymistycznych folderów reklamowych. Czy należy się w związku z tym spodziewać wysypu nowych inwestycji, głównie w branży logistycznej, ale też na przykład - produkcyjnej?

Położona w środku Polski Łódź przez lata była źle skomunikowana. Wszystkie partie polityczne, posłowie, prezydenci miast zabiegali o autostrady, krzyczeli, że trzeba Łódź skomunikować z Polską, a kiedy to się stanie, to Łódź odżyje, to będą nowe inwestycje, większe zainteresowanie miastem.

A nie będzie? Słyszę powątpiewanie w Pana głosie...

Odpowiedzmy sobie na pytanie, kto zyska, kto straci. Zaczął pan temat centrów logistycznych. Te centra od lat są planowane i budowane w oparciu o europejskie korytarze komunikacyjne, takie ciągi, które spokojnie można porównywać ze szlakami bursztynowymi, którymi kupcy przewozili w dawnych czasach towary. Do dziś istnieją takie utarte szlaki tranzytowe, wzdłuż i wszerz Europy. Polska jest ważnym krajem, jeśli chodzi o tranzyt na linii wschód-zachód, nieco mniej ważnym jeśli chodzi o relację - północ-południe. Przejechałem się autostrada A1 i mówię sobie: no pięknie, ale to przecież zasługa Gierka, który położył podwaliny pod tę inwestycję, a kiedy Gierek dostawał z Zachodu pieniądze między innymi na budowę infrastruktury drogowej, to nie było to jego widzimisię, tylko realizacja idei korytarzy transportowych, dalekosiężna polityka wykraczająca poza granice Polski. Przypomniało mi się, jak siedzący w więzieniu prezydent Piotrkowa Trybunalskiego podpisał umowę na parki logistyczne pod Piotrkowem, ale przecież to też nie była jego zasługa, tylko konsekwencja działań firm logistycznych, wykorzystujących europejskie korytarze transportowe, a Piotrków akurat w takim korytarzu się znajduje. I rzeczywiście, wystrzeliły w swoim czasie centra logistyczne pod Piotrkowem, Strykowem, Toruniem, w naturalnych miejscach, w korytarzach, mniej więcej w geograficznym środku kraju. Stanowią bazę przeładunkową, choć nie są to wielkie centra logistyczne o zasięgu ogólnoeuropejskim, a raczej lokalne centra magazynowe, zaopatrujące rynek Polski i najbliższą zagranicę. W związku z oddaniem autostrady A1, w pobliżu skrzyżowania z A2, z S8, obok zjazdów, też będą nowe inwestycje. To normalne działanie, aczkolwiek musimy pamiętać, że dziś rynek nieruchomości płata figle, jeśli chodzi o logistykę, a to z powodu wzrastającego rynku handlu internetowego.

Co nam podpowiadają przykłady innych miast?

Analizowałem Piotrków, mało rozległe miasto, wokół którego rozlokowano różnego rodzaju centra logistyczne. Piotrków to bardzo dobrze wykorzystał, wszedł w pewną synergię, zaczął odtwarzać szkoły zawodowe, organizować kursy wózków widłowych, rozwinął komunikację autobusową wokół tych magazynów, włączając je niejako w życie miasta, żeby ludzie szybko mogli tam dojechać, zrobić zakupy i tak dalej. Ale Piotrków jest mały, a to wszystko działo się w bezpośrednim sąsiedztwie miasta. Toruń inaczej do tego podszedł, bo jest dalej odsunięty od autostrady, a jeszcze inną historią jest Stryków, bo tam nie chodziło o związki z miasteczkiem, tylko - mówiąc wprost - o zbieranie podatków od firm logistycznych i załatwienie miejsc pracy dla mieszkańców. Tak więc każde z miast ma swoją filozofię.

A co z Łodzią, czego Pan się spodziewa?

Przejechałem tą autostradą, jest fajnie: postawili ekrany, zrobili zjazdy, wszyscy się cieszą, że w mieście nie ma tirów, idealna sprawa. Z punktu widzenia kierowców tirów to też kapitalna rzecz, przysłuchuję się od lat rozmowom przez CB-radio, dla niech przejazd przez Łódź był udręką. Ale nasuwa mi się taka refleksja, że teraz czekają nas dwa zjawiska. Pierwsze, rzeczywiście kreujące rynek wokół nowych dróg: budowa centrów logistycznych, fabryk w rejonie autostrady. Ale ponieważ wszyscy mówią tylko o pozytywach, ja chciałbym zwrócić uwagę na drugie zjawisko, negatywne. Nie chcę tego akcentować zbyt mocno, ale chcę udowodnić, że wyrzucenie ruchu samochodowego na obwodnicę na węźle w Tuszynie, sprawi że Łódź stanie się miastem obok autostrady. Przypomniała mi się historia dotycząca trasy A2. Spotkałem się niedawno z przedstawicielami niemieckiej firmy w Warszawie. Rozmawiamy, ich dyrektor regionalny, Polak z pochodzenia, mówi do mnie: panie Tomaszu, jak się jechało, bo pan z Łodzi dzisiaj przyjechał, prawda? Ja na to, że teraz się już nieźle jedzie, odkąd jest autostrada. Na to Niemiec się pyta: przepraszam, a gdzie jest ta Łódź, daleko? Dyrektor odpowiada: jak się jedzie z Poznania do Warszawy, to trochę dalej niż w połowie drogi, po prawej stronie jest Łódź. Niemiec na to: nie widziałem, gdzie? Dyrektor: a bo to jest tam dalej, trzeba zjechać z autostrady do miasta. Niemiec: a, Łódź to takie miasto jest? I nagle obaj na mnie popatrzyli, skąd ja się w ogóle wziąłem, wyszło na to, że jest jakaś miejscowość, o której istnieniu nikt nie wie. Dokładnie taka sama sytuacja może mieć miejsce w przypadku A1. Samochody pędzące ze Śląska nad morze będą mijać Łódź, a ich kierowcy z czasem zapomną, że w ogóle istnieje takie miasto. Owszem, cieszę się, że przez Łódź przestaną jeździć tiry, to było zbyt uciążliwe. Ale inaczej patrzę na auta osobowe. Widziałem w ostatni piątek po południu, pędzące nad Bałtyk auta ze Śląska, Krakowa, z Czech, z Austrii, one nie wjadą już do Łodzi. Fakt, postawiła GDDKiA tablice Łódź Górna, Łódź Centrum, ale jechałem z kolegą z innego miasta tą autostradą, a on się pyta, co to jest ta Łódź Górna. To pokazuje, jak durnowata jest ta informacja. Może to zjazd na jakąś wioskę zabitą dechami, skoro nic nie widać z tej autostrady?

Ale to co Pan mówi jest dość niemierzalne..

Ale to się przekłada na pieniądze. Tak jak powiedziałem, z tirów, które ominą Łódź się cieszę. Ale kierowcy samochodów osobowych też będą mijać Łódź Górną, Łódź Widzew, Łódź Centrum, nie wiedząc o co chodzi, w ogóle nie widząc, co to miasto oferuje, czy nie warto przypadkiem tam na piętnaście minut wjechać. To, co było poprzednio sytuacją wymuszoną, paradoksalnie było sytuacją pozytywną. Wielu moich znajomych z Częstochowy czy Krakowa, przejeżdżając przez Łódź, zaglądało przy okazji do Aquaparku, wpadało na zakupy do Manufaktury. Jadąc nad morze musieli się przeczołgać przez Łódź, więc i tak tracąc tu już czas, zostawiali sobie dwie czy trzy godziny dodatkowo, żeby coś zrobić w Łodzi.

I naprawdę Pan myśli, że dużo było osób, które wściekając się na korki, jeszcze oddawały się tu rozrywkom, zamiast jak najszybciej wyjechać za miasto?

Korki są wszędzie, każdy kto dużo jeździ wie, że tak wygląda przejazd przez duże miasto. A dzięki temu ludzie jeżdżący z południa na północ, wiedzieli gdzie jest Łódź, zobaczyli że miasto ma coś interesującego do zaoferowania, nawet jak się nie zatrzymywali w drodze na morze, to potem wracali na dłużej. Miałem znajomych, którzy zaczęli przyjeżdżać na festiwal światła, bo Łódź ich zainteresowała właśnie w czasie takiego przejazdu. Był to marketing przymuszony, ale był. Tymczasem dziś gnając autostradą A1 kierowcy widzą tylko ekrany dźwiękochłonne, ewentualnie pola i łąki. I nie wiedzą, co znajduje się obok, czy warto tam na dwie godziny zjechać. Przechodząc do meritum - nie chcę tego głośno mówić, ale podejrzewam, że te potoki samochodów omijające Łódź i mniejsze miejscowości przy starej krajowej jedynce, przełożą się ujemnie na ekonomię. Po prostu pieniądze, które mogłyby być wydane w czasie przejazdu przez aglomerację łódzką, zostaną wydane gdzie indziej. Nie chcę być złym prorokiem, ale podejrzewam, że w całkiem bliskiej perspektywie ucierpią takie miejsca jak Rzgów, Tuszyn, ucierpią wszyscy dealerzy samochodowi zlokalizowani u wylotów z Łodzi, wszystkie hurtownie w tych okolicach, restauracje, zajazdy.

Rozmawiałem ostatnio z byłym wiceprezydentem Łodzi i byłym wiceministrem infrastruktury Radosławem Stępniem. On przekonuje, że syndrom odcięcia od głównego szlaku komunikacyjnego, owszem, dotyka boleśnie, ale małe i średnie miejscowości, Łódź nie powinna więc ucierpieć.

Obserwowałem dokładnie to zjawisko w okolicach Warszawy, po tym jak wyremontowano drogę z Piotrkowa, widziałem co się dzieje na wjeździe do stolicy od strony Nadarzyna. Odcięci ekranami, oddaleni od zjazdów, przedsiębiorcy umierają. Widzę, jak zdychają te zajazdy. Właściciele knajp przez CB radio nawołują: przyjedźcie do nas, zjecie obiad za 10 złotych. Bo odcięci od drogi po prostu nie mają klientów, ludzie przejeżdżają obok nich, nawet nie mając pojęcia o ich istnieniu. Dlatego sądzę, że u nas sytuacja będzie taka: osoby, które znają Łódź i jej walory, osoby które przyjeżdżały do Ptaka na zakupy od lat dalej będą do nas przyjeżdżać, zjadą w Tuszynie z autostrady, pojadą starą drogą. Ale lwia część ludzi, która nigdy tu nie była, albo przejeżdżała Łodzią się nie interesując nią, już się nie zainteresuje. Dostając takie udogodnienie, jakim jest autostrada, nie zjadą z niej, to jest oczywiste. Jadąc ze Śląska nad morze cieszą się, że jest szybko, nie w głowie im interesowanie się Łodzią. Dlatego z jednej strony super, że nie będzie tirów, ale z drugiej strony budowa ringu komunikacyjnego sprawia, że mamy miasto odcięte w sensie przestrzennym od otoczenia. To dobre z czysto komunikacyjnego punktu widzenia, ale w ten sposób miasto dostało się w kleszcze.

Chce Pan powiedzieć, że autostrady odcinają miasto od świata?

Tak, znaleźliśmy się w zamkniętym kręgu. I jeśli będą nowe inwestycje, logistyczne, przemysłowe, mieszkaniowe, to moim zdaniem będą się lokalizować na zewnątrz tego ringu. Bo ciężko będzie wewnątrz kręgu o duże tereny inwestycyjne. Kto więc zyska? Ościenne miejscowości: Andrespol Justynów, Koluszki, Brzeziny, Rogów. Miałem trochę nieruchomości do sprzedania w tamtym rejonie, ale ludzie mówili: zaczekajmy aż wybudują autostradę. Teraz już droga jest i będzie się tam inwestować. Dla tych małych miejscowości inwestycje będą miały ogromne znaczenie, natomiast Łódź będzie tracić.

Na prawdę chce Pan powiedzieć, że Łódź per saldo wyjdzie na minus z powodu oddania autostrady?

Wyjdzie na plus, jeśli chodzi o sam ruch samochodów, to jest rzecz oczywista: mniej spalin, czystsze powietrze, mniejsze korki, większe bezpieczeństwo, lepszy stan dróg.

To bardzo dużo.

Tak, i to są elementy bardzo ważne, tych plusów jest masa. Ale chciałbym też zwrócić uwagę na minusy, o których się nie mówi. Jeśli miasto Łódź nie przyjmie odpowiedniej strategii w nowej sytuacji, w jakiej się znalazło, nie zachęci przyjezdnych, nie wskaże dlaczego warto zjechać z autostrady, to po prostu będzie tracić, jednocześnie nie zyskując tak wiele na inwestycjach twardych, bezpośrednich, bo tak jak powiedziałem, one raczej będą się lokalizować po zewnętrznej stronie ringu. Jechałem przez Widzew, tam jest naprawdę ciasno, jest dziwna zabudowa, trochę ogrodów działkowych. Teoretycznie tam można przygotować jakieś grunty inwestycyjne, ale miasto musiałoby się wziąć za kreowanie. A pewne jest, że gminy ościenne się teraz ruszą, zaraz zaczną podawać oferty inwestycyjne, reklamując położenie przy autostradzie.

Łódź, zamiast się tylko cieszyć ze zmniejszonego ruchu, powinna jednak próbować coś więcej z tej autostrady wycisnąć - Tomasz Błeszyński Polska Press Sp. z o.o. |Dziennik Łódzki |15.07.2016 r.|

Źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/forum-lodz/a/tomasz-bleszynski-lodz-stala-sie-miastem-lezacym-obok-autostrady,10413026/2/  

Źródło; Polska Press Sp. z o.o. |Dziennik Łódzki |15.07.2016 r.|

 
 Oceń wpis
   

Łódź została miastem przy autostradowym pełną gębą, ze wszelkimi tego konsekwencjami - i tymi miastotwórczymi, i tymi destrukcyjnymi. Mityczne już skrzyżowanie autostrad, u którego jakoby leżeliśmy od lat, dopiero 1 lipca stało się bytem realnym, a połączone trasy A1 i A2 zaczęły na Łódź oddziaływać z niespotykaną dotąd siłą.

Oddanie kluczowego, od lat wyczekiwanego odcinka A1 Stryków-Tuszyn z miejsca przeobraziło Łódź w miasto bardziej przyjazne do życia, ale też pełne nowych, czasem niespodziewanych wyzwań. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie zrobiła pomiarów ruchu na nowo otwartym odcinku A1, jednak symptomatyczny jest widok z kamer GDDKiA, choćby na osławione rondo w Strykowie. Tam, gdzie wcześniej stało się kilkanaście minut, czasem i godzinę, dziś jest niemal pusto.

Co, swoją drogą, skłania do oczywistej refleksji, że A1 w mniejszym stopniu obsługuje mieszkańców Łodzi, a większym - tranzyt, a to z kolej nakazuje zachować chłodną głowę w dyskusji nad dojazdami do autostrady.

Niemal pusto jest też od 1 lipca na niemiłosiernie zatłoczonych dotąd łódzkich skrzyżowaniach obsługujących ruch tranzytowy, na przykład na przecięciu ciągu Kopcińskiego/Rydza Śmigłego z al. Piłsudskiego. Kilka dni po otwarciu autostrady Zarząd Dróg i Transportu ogłosił, że na ulicach Łodzi, ruch w relacji północ-południe zmalał o 50 procent. I nawet jeśli obecny spokój jest złudzeniem optycznym, wynikającym z rozpoczęcia sezonu wakacyjnego, to pewne jest, że tak źle jak było, nie będzie już prawdopodobnie nigdy.

Większe bezpieczeństwo, odzyskany czas, zmniejszona emisja zanieczyszczeń, niższy poziom hałasu, dłuższa żywotność miejskich nawierzchni - to wszystko truizmy, korzyści tak oczywiste, że nie ma się nad nimi co rozpływać, jeśli coś może nas w tej materii jeszcze zaciekawić, to szczegółowe pomiary w każdym z tych parametrów, które pewnie kiedyś zostaną dokonane.

Ale autostrada to również nieproszone skutki uboczne. Łódź idzie za ciosem i chcąc całkowicie pozbyć się tirów z miasta, dodatkowo wprowadza zakaz wjazdu dla tego typu pojazdów w granice miasta.

Co budzi naturalne obawy w gminach ościennych. No i trzeba pamiętać o skutkach czysto ekonomicznych. Autostrada to silny bodziec dla branży logistycznej, produkcyjnej i wielu innych. Jednak znanym od lat problemem Łodzi jest brak dużych terenów inwestycyjnych. Oby nas to nie przydusiło.

Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości, kasandrycznie wieszczy natomiast, że autostrada uderzy w interesy zlokalizowane przy dawnej krajowej jedynce, szczególnie w miejscowościach ościennych i na rogatkach Łodzi, gdzie znajdują się duże centra handlowe, hurtownie, stacje paliw, zajazdy, restauracje, motele, salony dealerów samochodowych. Były wiceminister infrastruktury Radosław Stępień przekonywał niedawno na łamach DŁ, że tego typu zagrożenia nie powinny dotyczyć miasta tak dużego i w tak dużym stopniu żyjącego z rynku wewnętrznego, jak Łódź. Owszem, negatywne konsekwencje odcięcia biznesu od tranzytu czasem się materializują, ale dotyczy to miast małych i średnich. Jako przykład Stępień podawał Bolesławiec na Dolnym Śląsku, który w 2009 roku dość mocno odczuł otwarcie autostrady A4.

Jak sprawdziliśmy w lokalnej prasie z tamtego okresu, autostrada istotnie uderzyła w interesy prowadzone przy dawnej drodze krajowej nr 4 (dziś 94), która z miejsca stała się arterią lokalną. Obroty stacji benzynowych w pierwszym okresie spadły nawet o 70 procent, restauratorzy mówili o obniżce przychodów rzędu 30 do 90 procent, kilka knajp padło w przeciągu pół roku, zaczęły się zwolnienia pracowników. Ale świat nie znosi próżni, media cytowały miejscowych przedsiębiorców, którzy po likwidacji przydrożnych zajazdów, kupowali lub zakładali inny interes, przydrożna branża gastronomiczna szybko przeorientowała się z obsługi podróżnych na zaspokajanie potrzeb rynku lokalnego, a więc organizację imprez okolicznościowych, cateringu. Ale też trzeba powiedzieć wyraźnie, że A4 przyniosła większości mieszkańców to, na co czekali od dawna. Dużo więcej spokoju na drogach. Pół roku po otwarciu A4 podliczono, że w powiecie bolesławieckim liczba wypadków drogowych spadła o 34 procent.

Z wnioskami dotyczącymi Łodzi należy spokojnie zaczekać kilka miesięcy, przetestujmy wpierw nowy układ drogowy w normalnym sezonie, po wakacjach, z obowiązującymi już opłatami ViaToll na autostradzie A1.

Piotr Brzózka Polska Press Sp. z o.o |Dziennik Łódzki |15.07.2016 r.| Źródło:http://www.dzienniklodzki.pl/motofakty/na-drogach/a/autostrada-a1-otwiera-okno-na-swiat-a-moze-zamyka-lodz-w-ciasnym-ringu,10414978/

Źródło; Polska Press Sp. z o.o |Dziennik Łódzki |15.07.2016 r.|

 
 Oceń wpis
   

Miasto traci na tym, że w prywatnej kamienicy handluje się dopalaczami. Za to uciążliwe sąsiedztwo domaga się odszkodowania od właściciela kamienicy, w której mieści się sklep z używkami. Straty miejscy prawnicy wyceniają na milion złotych.

Zaczyna się kolejna odsłona walki urzędników z dopalaczami. Pozew, który w magistracie zapowiadali w ubiegłym tygodniu, jest już gotowy. Dziś zostanie złożony w sądzie okręgowym. - Jesteśmy zdania, że choć handel dopalaczami nie jest prowadzony w budynku należącym do miasta, ma negatywny wpływ na okolicę. Cierpią nie tylko mieszkańcy, którzy doświadczają uciążliwych zachowań klientów, ale także miasto - tłumaczy Barbara Mrozowska-Nieradko, sekretarz miasta. - Nasze nieruchomości sąsiadują z kamienicą, w której sprzedaje się dopalacze. Przez to łodzianie, najemcy, są niezadowoleni z sąsiedztwa, myślą o wyprowadzce. Takie sąsiedztwo sprawia, że wartość naszych nieruchomości spada. Na tym postanowiliśmy oprzeć nasz pozew przeciwko właścicielom nieruchomości, którzy wynajęli swoją powierzchnię na handel dopalaczami.

Pozew jako postrach

Aby skorzystać z takiej możliwości prawnej urzędnicy musieli sprawdzić, czy kamienica, w której jest sklep z dopalaczami, sąsiaduje bezpośrednio z miejskimi nieruchomościami. - Tak jest z całą pewnością w przypadku sklepu przy ulicy Nawrot, dlatego pierwszy pozew właśnie tej nieruchomości dotyczy - mówi Mrozowska-Nieradko. Prawnicy miasta sprecyzowali oczekiwania wobec właścicieli kamienicy: żeby ograniczyli możliwość sprzedaży dopalaczy. To nie koniec. Miasto domaga się za szkodliwą dla siebie działalność odszkodowania w wysokości miliona złotych, a dodatkowo stu tysięcy złotych na rzecz fundacji zajmującej się walką z uzależnieniami. Mrozowska-Nieradko: - Jak szybko rozpocznie się proces, zależy teraz od sądu. Wiem, że taki pozew, a nawet ewentualna wygrana, to nie jest złoty środek na walkę z dopalaczami. Ale skoro brakuje innych prawnych rozwiązań, to może chociaż podziała odstraszająco zarówno na tych, którzy chcą wynająć swoją powierzchnię handlarzom, jak i tym, którzy już to zrobili, i może przestraszą się konsekwencji.

Sanepid wciąż kontroluje

Póki co handel nie zamiera. Po kilkutygodniowej przerwie dopalacze wróciły na Nawrot - a skoro prewencyjnie rozkopany jest chodnik, handlują od zaplecza. Działa także punkt na Rzgowskiej. Przez jakiś czas sprzedaż była wstrzymana, bo robotnicy wodociągów rozkopali asfalt przy wejściu. Ale dziura została zasypana, a tłumy klientów bez przeszkód robią zakupy. - Oprócz tego w Łodzi działają jeszcze dwa sklepy, które pod przykrywką działalności lombardowej handlują dopalaczami - mówi Urszula Jędrzejczyk, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Łodzi. - Wiemy, że policjanci mają zgłoszenia o kolejnych takich punktach. Nie ustajemy w walce z tymi używkami. Robimy kontrole w asyście funkcjonariuszy, pobieramy próbki znalezionych substancji. W ostatnich dniach szef punktów przy Nawrot i Rzgowskiej dostał od nas po raz kolejny nakaz natychmiastowego zaprzestania działalności. A handel wciąż trwa. Skierowaliśmy też kolejne doniesienie do prokuratury, bo zatruci dopalaczami wskazywali na nazwę preparatu, który mogli kupić tylko w jednym z punktów. Naszym zdaniem jest to więc oczywiste, że doszło do przestępstwa narażenia życia i zdrowia. Dopalaczami zajmują się także policjanci. Ostatnią kontrolę - na prośbę mieszkańców Rzgowskiej - przeprowadzili dwa dni temu. - Zabezpieczyliśmy kilkadziesiąt porcji dopalaczy, które na pewno zostaną przekazane do badań - mówi aspirant sztabowy Radosław Gwis z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Nie odpuszczą

W magistracie trwają intensywne prace nad przygotowaniem kolejnego pozwu. - Zbieramy materiały, aby mieć absolutną pewność, że inne budynki z dopalaczami sąsiadują z miejskimi nieruchomościami - mówi Mrozowska-Nieradko. - Konsekwentnie będziemy pozywać wszystkich właścicieli nieruchomości, którzy zdecydują się wynajmować lokale pod tego typu działalność - mówi mecenas Jarosław Stasiak, który prowadzi sprawę w imieniu magistratu. - Miasto nie może tolerować tego typu praktyk, które oprócz ogromnych strat społecznych, powodują także wymierne szkody dla majątku miasta. Jedynym sposobem na uniknięcie uciążliwych procesów, kosztów z nimi związanych i narażenia się na wielomilionowe odszkodowania jest odstąpienie przez właścicieli kamienic od zawartych umów i niepodpisywanie podobnych w przyszłości. Na pewno nie odpuścimy.

Agnieszka Urazińska

Wyborcza.pl Łódź Wiadomości

Cały tekst: http://lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35153,20384480,dopalacze-w-lodzi-miasto-domaga-sie-miliona-zlotych-odszkodowania.html#ixzz4EPIT0AZK

Komentarz Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

Żeby było jasne jestem przeciw sprzedawaniu dopalaczy w każdej postaci i formie. Ale tym procesem miasto Łódź w perspektywie robi sobie poważna krzywdę. Jeśli wygra tą sprawę z tytułu powództwa o "uciążliwe sąsiedztwo" ciekawy jestem uzasadnienia takiego wyroku. W przyszłości ten precedensowy wyrok może stanowić świetną podstawę i materiał do kolejnych procesów, ale tym razem przeciwko miastu również. Za "uciążliwe sąsiedztwo" pozywać do sądu będą właściciele prywatnych kamienic sąsiadujących z zaniedbanymi miejskimi nieruchomościami. Nie rozumiem, dlaczego trzeba sięgać o takich sposobów jak remonty chodników, sieci kanalizacyjnych przed sklepami z dopalaczami czy tego typu powództwa odszkodowawcze. Dlaczego przez tyle lat nie przygotowano stosownych regulacji prawnych i sankcji za łamanie prawa w tym zakresie? Poprzedni rząd wielokrotnie obiecywał skutecznego rozwiązania tego narastającego z roku na rok problemu.

Łódź 12 lipiec 2016 r.

 
 Oceń wpis
   

Miliony złotych na Orientarium z miejskiej kasy?

Władze miasta, odkąd tylko ogłosiły pomysł budowy w Łodzi nowoczesnego Orientarium w łódzkim zoo, zapewniają że mieszkańcy nie dołożą do tego ani złotówki.

Miejska kasa miała zostać nietknięta. Miała, bo magistrat już do tej pory wziął z niej na inwestycję kilka milionów i na pewno weźmie jeszcze więcej. Niewykluczone nawet, że będzie dokładać gotówkę już po uruchomieniu nowych pawilonów.

Ile dokładnie? Tego nikt nie wie, ale na wszelki wypadek w dokumentach zapisano setki milionów złotych.

Maciej Trojanowski / Paulina Stępień

Radio Łódź

Posłuchaj i dowiedz się więcej: https://www.radiolodz.pl/posts/26635-miliony-zlotych-na-orientarium-z-miejskiej-kasy

Komentarz Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

Pomysł byłby dobry tylko wielka szkoda, że niezrealizowany z 8 - 5 lat temu. Teraz tylko nieudolnie gonimy inne miasta szukając atrakcji turystycznych na siłę. Niestety i tu przegramy z innymi miastami. Teraz w dobie autostrad kiedy szybko i sprawnie można dojechać w bardziej interesujące miejsca niż Łódź. Co mnie, jako rodowitego łodzianina bardzo boli, że z roku na rok odstajemy od czołówki polskich metropolii. Orientarium będzie kolejnym symbolem, PR władzy, jak przystanek przesiadkowy zwany stajnią Jednorożca czy tunel trasy WZ. Moim zdaniem tą inwestycja Pani Prezydent puszcza oko do przyszłych wyborców. Nie wiem może się mylę, jak będzie czas pokaże, czy ta inwestycja zmieni oblicze miasta.

Łódź 11 lipiec 2016 r.

 
 Oceń wpis
   

Czy są chętni na pakiety mieszkaniowe? Jak inwestorzy finansują zakup?

Pakietowych zakupów nieruchomości właściwie już nie ma mówi pośredniczka Joanna Lebiedź z agencji Re/Max Action. Przynajmniej nie na taką skalę jak w latach 20072008. Część inwestorów do dziś nie może wyjść z tych inwestycji z oczekiwanym zyskiem. I nie chodzi o to, że mieszkania te nie są sprzedawalne. Po prostu nie można zarobić tyle, ile się spodziewano zarobić. Czasem trzeba się nawet liczyć ze stratą.

Szansa dla najmów

Jak mówi Joanna Lebiedź, dziś najlepiej sprzedają się małe dwa trzy pokoje. W tym segmencie widać stabilizację. Ale daleko nam jeszcze do pewności, że inwestycja w takie lokale przyniesie za chwilę krociowe zyski przy odsprzedaży zastrzega pośredniczka. Na pewno warto się zastanowić nad kupnem takich nieruchomości z myślą o wynajmie. Wszystko wskazuje na to, że rynek wynajmów ma szansę na rozkwit ocenia. Zdaniem Joanny Lebiedź tak długo, jak długo banki nie będą proponować korzystnych warunków kredytowania, tak długo można będzie twierdzić, że w Polsce warto się stać rentierem.

W ocenie Tomasza Błeszyńskiego, eksperta na rynku nieruchomości, inwestorzy szukają dziś przede wszystkim okazji. Na ich celowniku są lokale zadłużone, oferowane choćby na licytacjach. Kupują kawalerki lub dwa pokoje o powierzchni od ok. 30 do 50 mkw. Koncentrują się raczej na dużych miastach, gdzie łatwiej o najemców opowiada. I dodaje, że inwestorzy najczęściej wykładają gotówkę, likwidując np. nieopłacalne lokaty bankowe. Część inwestorów wspiera się kredytem w 1520 proc.

Pytany o pakietowe zakupy Tomasz Błeszyński odpowiada, że jeśli dużą partię mieszkań po okazyjnej cenie sprzedaje np. syndyk, to warto się zastanowić i obliczyć rentowność inwestycji.

O dużej aktywności inwestorów mieszkaniowych mówi Joanna Gregor, dyrektor oddziałów Freedom Nieruchomości w Lesznie i Wrocławiu. W Lesznie dominuje rynek wtórny. Wiele transakcji jest zawieranych w dużych miastach w pobliżu, np. w Poznaniu opowiada Joanna Gregor. Ośmiu na dziesięciu kupujących atrakcyjnie wycenione mieszkania w dobrych poznańskich lokalizacjach to inwestorzy. Firmy inwestują zaś w rynek pierwotny dodaje dyrektor. Z analiz Freedom Nieruchomości wynika, że w Lesznie brakuje mieszkań i pokoi na wynajem. A inwestorzy najchętniej wynajmują lokale na pokoje, bo to daje większe zyski.

Płatność w transzach

Joanna Gregor zauważa, że inwestorzy, mimo że dysponują gotówką, często nie chcą jej w całości wydawać. Bywa, że zadłużają się na ok. 50 proc. transakcji. Zdarzają się niewielkie pakietowe zakupy, po dwatrzy mieszkania, oczywiście z rynku pierwotnego. Płatności odbywają się w transzach za poszczególne etapy opowiada dyrektor.

O satysfakcjonujących zyskach możliwych do osiągnięcia na rynku nieruchomości mówi także Diana Polak, broker z Freedom Nieruchomości w Katowicach. Na inwestycje w mieszkania decyduje się coraz więcej osób mówi Diana Polak. Nie wszystkie jednak decyzje okazują się trafne przestrzega. Najważniejsza jest stopa zwrotu z inwestycji. Jeśli inwestor dysponuje mniejszym kapitałem, w grę wchodzą kawalerki i dwa pokoje wymagające często odświeżenia albo kapitalnego remontu opowiada Diana Polak. Za większe pieniądze kupowane są często duże nieruchomości, które można podzielić na kilka pokoi lub nawet kawalerek.

W Katowicach, jak mówi przedstawicielka Freedom Nieruchomości, inwestorzy dzielą się na dwie grupy. Są tacy, którzy mają spory kapitał i chcą go ulokować w nieruchomościach, by pieniądze zaczęły zarabiać. Ale są i tacy, którym brakuje pieniędzy, ale widzą potencjał w inwestowaniu w nieruchomości i decydują się na kredyt opowiada. Z analiz katowickiego oddziału Freedom Nieruchomości wynika, że na transakcje pakietowe decydują się zwykle gotówkowicze. Czasem, jak mówi Diana Polak, kupują cały budynek, np. kamienicę lub blok. Łatwiejsze staje się wówczas zarządzanie i monitorowanie całej inwestycji.

Warto też wspomnieć o crowdfundingu. To pomysł na wspólne inwestowanie grupy osób, dzięki czemu kwota końcowa wspólnie zgromadzonych środków pozwala na przeprowadzenie większego projektu inwestycyjnego i podział wygenerowanych w ten sposób zysków przypomina przedstawicielka Freedom Nieruchomości. Radzi, by przy zakupach mieszkaniowych pamiętać o kosztach utrzymania nieruchomości. Trzeba się też zastanowić, kto wynajmie nasze mieszkanie. Na jaką grupę najemców można liczyć w danej lokalizacji, w danym otoczeniu? Same liczby mogą pokazać satysfakcjonujący wynik. Ale to teoria, natomiast cechy nieruchomości mogą sprawić, że nikt nie będzie chciał w niej mieszkać przestrzega Diana Polak.

Aneta Gawrońska

Żródło: Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/Mieszkania-i-apartamenty/306289956-Inwestycje-czy-inwestorzy-kupuja-mieszkania-w-pakietach.html#ap-2

Wszystkie prawa zastrzeżone

Kategoria: Biznes
 
1 | 2 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-09-25 17:18
Andrzej z Warszawy do wpisu:
Nowelizacja Ustawy o gospodarce nieruchomościami podpisana
Świetny artykuł, ma Pan rację rzeczoznawstwo nie jest zawodem wybranym, jest jeden rynek, jest[...]
 
2017-09-14 20:37
Z.Maria do wpisu:
Będą chętni na drewniane domy
Witam Pana, Bardzo dobry komentarz i trafne spostrzeżenia. To może być dobry pomysł z tymi[...]
 
2017-09-06 20:46
Marek I. do wpisu:
Trudny wybór po ciężkiej walce
uczucie takiej walki na pewno nie raz niejednemu towarzyszące, mnie na pewno też. Czasem nie[...]
 
2017-09-02 14:10
Michoł do wpisu:
Inwestorzy podbijają ceny mieszkań
Pan Błeszyński może mieć rację, bo chciwość deweloperów na pieniądze jest nam znana od lat. Oby[...]
 
2017-08-31 22:14
Andrzej z Warszawy do wpisu:
Trudny wybór po ciężkiej walce
Dokładnie tak - trafnie Pan to określił - ciężki życiowy wybór. Jak zachować w tym wszystkim[...]