Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
 Oceń wpis
   

REIT-y to nowa propozycja inwestycyjna dla osób z mniejszymi zasobami wolnej gotówki. Czy przyjmie się na rynku?

REIT (Real Estate Investment Trust) to rodzaj funduszu, który pozwoli drobnym inwestorom zaistnieć na rynku nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych.

- Teraz, aby tak się stało, trzeba mieć odłożone co najmniej kilkaset tysięcy złotych, które i tak pozwolą na zakup tylko jednej nieruchomości. O dywersyfikacji ryzyka można zapomnieć. REIT-y mają być notowane na giełdzie, a zyski wypłacane w formie dywidendy. To oznacza, że wystarczy kupić akcje takiej spółki i już można czerpać korzyści z inwestowania w nieruchomości. Co więcej, taka inwestycja będzie bardziej płynna niż bezpośredni zakup lokalu użytkowego czy mieszkania, bo akcje można w razie potrzeby szybko spieniężyć - wyjaśnia Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości Home Broker. Ustawa o REIT-ach ma wejść w życie z początkiem 2018 r.

  Pomnożyć zysk

Inwestowanie często nie wydaje się trudne. Wystarczy wybrać projekt, włożyć w niego oszczędności i spokojnie czekać na zyski. Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego, doradcy rynku nieruchomości, w rzeczywistości nie jest aż tak kolorowo, bo koniunktura w gospodarce ciągle się zmienia, a rynek inwestycyjny płata figle nawet wytrawnym graczom.

- Indeksy giełdowe co rusz rosną albo spadają, kursy walut skaczą i trudno przewidzieć, czy to, co było rano, utrzyma się do wieczora. Wielu w takiej sytuacji zadaje sobie pytanie, jak i w co zainwestować, by nie tylko nie stracić, ale też sowicie zarobić. Posiadaczy wolnej gotówki kuszą reklamy super oprocentowanych lokat bankowych, rentownych akcji, gwarantowanych obligacji czy polis inwestycyjnych. Na przyszłego inwestora czekają też zyskowne zakupy limitowanych serii kolekcjonerskich wina lub starej whisky. Oszczędności może też mnożyć, kupując szlachetne metale kolorowe albo unikatowe dzieła sztuki wymienia - Tomasz Błeszyński. Zwraca jednak uwagę na słynną wypowiedź prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta, który powiedział, że najlepszym, najszybszym, ale przede wszystkim jedynym sposobem, by stać się bogatym, są inwestycje w nieruchomości.

- To ponadczasowa prawda, która z powodzeniem przetrwała i przetrwa wiele kryzysów. Nieruchomości są istotnym elementem rynku kapitałowego. To na nich buduje się majątek pokoleń przekonuje Tomasz Błeszyński. Dla wielu zainteresowanych inwestowaniem w nieruchomości ograniczeniem jest jednak grubość portfela.

Jak wynika z danych Metrohouse Franchise, zakup nawet niewielkiego mieszkania na wynajem w jednym z największych polskich miast wiąże się z wydatkiem co najmniej 100 tys. zł. - Ustawa o REIT-ach umożliwi inwestowanie w nieruchomości w wariancie pasywnym przez zakup akcji spółek inwestujących na tym rynku. Wprawdzie istnieją już fundusze pozwalające na grupowe inwestowanie w nieruchomości mieszkaniowe - na zasadach crowdfundingu, ale jak na razie są to lokalne inicjatywy o niewielkim zasięgu. W przypadku REIT-ów magnesem na inwestorów jest to, że 90 proc. zysków trafi do nich w postaci dywidendy, która ma być zwolniona z podatku Belki - tłumaczy Marcin Jańczuk, dyrektor ds. marketingu i PR Metrohouse Franchise.

  Na rozdrożu

Mocną stroną REIT-ów jest także przejrzysta struktura. - Umożliwia inwestowanie inwestorom prywatnym wspólnie z instytucjonalnymi. Poza tym konkurencja między REIT-ami o kapitał wymusi najlepszy dobór nieruchomości i najlepszą jakość zarządzania nimi. W rezultacie spowoduje wzrost wartości lepszych, a spadek gorszych REIT-ów i w dłuższej perspektywie pewnie wycofanie się gorszych z rynku. Ryzykiem jest wybór odpowiedniego REIT-a w krótkim terminie, zanim polski rynek osiągnie stabilizację i wymaganą jakość wszystkich podmiotów REIT. W początkowej fazie nie każdy z REIT-ów musi odnieść sukces, dużo zależy od doboru strategii, wyboru nieruchomości czy kompetencji zarządów REIT-ów - przekonuje Tomasz Trzósło, dyrektor zarządzający JLL w Polsce. Po początkowym entuzjazmie, związanym z możliwością pojawienia się REIT-ów, na rynku słyszy się jednak coraz więcej głosów krytyki.

- Dotyczą one głównie niesprzyjających warunków rynkowych dla tego rodzaju inwestycji, np. nadpodaży na rynku biurowym, niedostatecznych zaleceń odnośnie do dywersyfikacji nabywanych nieruchomości, a także potrzeby konkurowania spółek z doświadczonym kapitałem zachodnim, który może wykorzystać pojawienie się REITów, by wyjść z nieatrakcyjnych inwestycji - tłumaczy Marcin Jańczuk.

Anna Gołasa Puls Biznesu  

 
                    Foto; Tomasz Błeszyński Łódzki Mural 2017
 
Biura to za mało 2017-07-10 20:01
 Oceń wpis
   

Niedługo ożyją postindustrialne budynki dawnego Monopolu Wódczanego w Łodzi. Odrodzą się, jako Monopolis: nowoczesne miejsca pracy, ale także przestrzeń dla kultury i sztuki.

W 1902 r. w stolicy polskiego włókiennictwa otwarto fabrykę wódek i spirytusu, która działała 105 lat (przez dekady, jako Polmos). Gdy zaprzestano produkcji alkoholu, budynki utraciły blask. Teraz pojawiła się szansa, by go przywrócić.

Zew historii

Dawny Monopol Wódczany to trzeci, co do wielkości zespół fabryczny w Łodzi po zakładach Karola Scheiblera i Izraela Poznańskiego. Niegdyś najnowocześniejszy w rodzimej branży spirytusowej. W 2007 r. fabryka zakończyła produkcję alkoholu i stała się bezużyteczna. Sześć lat później opuszczoną nieruchomość kupiła od skarbu państwa firma Virako. Podejmowała tam działania, dzięki którym kompleks już, jako Monopolis otworzył się na wydarzenia kulturalne i artystyczne: od wystaw i wernisaży po koncerty, projekcje filmowe, sesje zdjęciowe i pokazy mody.

Tutaj Ryszard Horowitz, znany i ceniony na świecie fotograf, wyróżniony Złotym Medalem Zasłużonego Kulturze Gloria Victis, miał sesję do Kalendarza Virako 2014 i wernisaż prac, a Jerzy Stuhr i Jan Komasa realizowali zdjęcia do filmów Obywatel i Miasto 44. Od czerwca 2014 r. w Monopolis odbywają się festiwale i koncerty, m.in. wystawa światowej sławy fotografa Briana Griffina podczas XIII Fotofestiwalu, koncert Moniki Brodki i Krzysztofa Zalewskiego podczas Red Bull Tour Bus oraz zorganizowana przez Centrum Dialogu im. Marka Edelmana wystawa studentów łódzkiej ASP Getto XXI połączone z koncertem Gaby Kulki.

Jak przekonuje deweloper, industrialny charakter ceglanych budynków, wysokie hale, dobrze doświetlone przestrzenie, klimatyczne fabryczne uliczki mogą się stać unikatową oprawą dla każdego wydarzenia artystycznego.

Na pełnych obrotach

Ale prawdziwa rewolucja w łódzkiej fabryce dopiero nastąpi. Zgodnie z planem Virako w Monopolis powstanie 29 tys. mkw. biur i lokali usługowych. Zaplanowano je w głównym gmachu dawnej rozlewni wódki i dwóch nowych budynkach. Krzysztof Witkowski, prezes Virako, wyjaśnia, że w postindustrialnych przestrzeniach historycznego budynku M1 powstanie w pierwszym etapie 7 tys. mkw. biur, a w drugim w dwóch nowych gmachach M2 i M3 przybędzie ich odpowiednio 8770 i 8150 mkw.

Biurowiec, choćby nie wiem jak nowoczesny, to dziś za mało. Miejsce pracy to już nie stanowisko z biurkiem i telefonem, działające od 9 do 17, to już nawet nie biuro z ciekawym wyposażeniem w hamak i playstation. To przestrzeń, w której wygodnie i komfortowo spędzimy czas możemy wziąć laptopa, telefon i pracować w zieleni, pójść do kawiarni piętro niżej, spotkać się z klientem w restauracji, zostawić dziecko w klubie tuż obok. Wszystko w zasięgu ręki i wszystko to znajdziemy w Monopolis zapewnia Krzysztof Witkowski.

Na parterze dawnej rozlewni powstaną restauracje, winiarnie i kawiarnie. W laboratorium wódek smakowych będzie bistro, w magazynie spirytusu teatr, a w morsowni (miejsce, w którym produkowano wódki gatunkowe) basen z siłownią. Goście i klienci Monopolis będą mieli do dyspozycji także kameralny skwer i zielone tarasy na dachu. Ważną częścią kompleksu będzie muzeum dawnego Polmosu i technologii wytwarzania wódki. Kompleks będzie przyjazny rodzinom z dziećmi powstaną z nim m.in. przedszkole i świetlica środowiskowa dla najmłodszych. Na uwagę zasługują rozwiązania architektoniczne, które wydobyły ukryte piękno pofabrycznego dziedzictwa.

Na najniższej kondygnacji znajduje się wspaniała piwnica. Uznaliśmy, że nie powinna pełnić funkcji zaplecza, magazynu dla części biurowej, ale należy wydobyć ją na zewnątrz. Zaprojektowaliśmy zagłębiony, lecz otwarty pasaż z dwoma poziomami do odpoczynku i spędzania czasu. Pasaż połączyliśmy z parterem terenowymi kaskadami, które urządzają i porządkują przestrzeń. Projekt to nie pojedyncze budynki. To nie tylko program upakowany w kubaturę, ale emocje i wizja ujęte w całość opowiada Rafał Grzelewski z pracowni Grupa 5 Architekci, główny projektant Monopolis.

Firma Virako już otrzymała pozwolenie na budowę i niebawem rozpocznie prace konserwatorskie w zabytkowych przestrzeniach. Odrestaurowane budynki z biurami, restauracjami, klubem dla dzieci, zielonymi skwerami, muzeum i teatrem zostaną oddane do użytku w drugiej połowie 2018 r. Wartość inwestycji to 150 mln zł. Zachwyty nad nowym Monopolem Wódczanym dochodzą z różnych stron.

Monopolis zdecydowanie zmieni tę część miasta. Wierzę, że stanie się centrum życia, nie tylko dla osób pracujących w biurowcach, ale także dla mieszkańców okolicznych osiedli. W naturalny sposób będzie uzupełnieniem i domknięciem Nowego Centrum Łodzi.

Dawny Monopol z uwagi na specyfikę działalności był od powstania niedostępny dla szerokiej publiczności. Monopolis będzie otwarte, zapraszające do środka. Nie trzeba być klientem restauracji ani najemcą biura, by spędzić czas w jego przestrzeniach mówi Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi. Inwestycję spółki Virako chwali także Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.

Monopolis to świetny wielofunkcyjny projekt dla klientów biznesowych i mieszkańców Łodzi, szukających atrakcyjnej przestrzeni miejskiej. Będzie perełką rewitalizacji i wzorem wykorzystania zabytkowej architektury w połączeniu z nowoczesnością. Będzie to kolejna wizytówka miasta i ciekawe kulturalnie i turystycznie miejsce na mapie Łodzi. Oby powstawało więcej takich inwestycji, dbających o zabytkowy charakter miasta podsumowuje Tomasz Błeszyński.

Projekt Monopolis przygotowała Grupa5 Architekci we współpracy z łódzką pracownią Jerzego Lutomskiego. Za pozyskiwanie najemców odpowiada firma JLL. Kompleks znajduje się u zbiegu dwóch głównych arterii miasta al. Piłsudskiego i ul. Kopcińskiego. Jest dobrze skomunikowany z dworcem Łódź Fabryczna i lotniskiem. Dojazd do autostrady A1 zajmuje 10 minut. W pobliżu Monopolis są przystanki 23 linii autobusowych i tramwajowych.

Anna Gołasa Puls Biznesu
 
Foto: Tomasz Błeszyński - Monopolis 2017
 
Ceny (prawie) takie same 2017-07-05 20:54
 Oceń wpis
   

Przewaga podaży nad popytem to jedyna większa zmiana do jakiej ostatnio doszło na rynku mieszkaniowym.

W maju 2017 r. Indeks Urban. one przygotowywany przez Cenatorium dla Pulsu Biznesu i portalu Bankier.pl wyniósł 95,77 pkt i był o 0,13 pkt wyższy niż miesiąc wcześniej. Aż 74 proc. ekspertów uważa, że w najbliższych sześciu miesiącach warunki gospodarcze dla rynku nieruchomości nie zmienią się, natomiast 21 proc. twierdzi, że będzie lepiej. W dużych miastach Indeks Urban.one wyniósł w maju 2017 r. 95,14 pkt., co oznacza, że w porównaniu do poprzedniego miesiąca doszło do lekkiego wzrostu cen o 0,10 pkt.

W ostatnich dwóch latach w cenach niewiele się zmieniło. Co prawda linia trendu wskazuje kosmetyczny wzrost w dużych miastach, jednak jest on tak niewielki, że wręcz niezauważalny dla kupującego mówi Barbara Bugaj, starszy analityk ds. rynku nieruchomości Cenatorium. Tłumaczy, że sprzedaż mieszkań utrzymuje się na stałym wysokim poziomie, a budowa nowych lokali nie zwalnia.

Pierwsze półrocze powinno ponownie się zakończyć dobrymi wynikami mimo uśpienia programu Mieszkanie dla Młodych (MdM) i mniejszej aktywności w sektorze kredytowym. Na razie na rynku pojawiają się również dobre informacje z krajowej gospodarki. Tę sielankę mógłby przerwać wzrost stóp procentowych, który jednak jest rozpatrywany w odległej perspektywie mówi Barbara Bugaj. Eksperci zaczęli się uważniej przyglądać rosnącej podaży mieszkań.

Przewaga podaży nad popytem na rynku wtórnym i pierwotnym jest korzystna dla kupujących. W pierwszym półroczu 2017 r. rynek napotkał na kilka barier. Po pierwsze, dostęp do pieniędzy z programu MdM został zamrożony. Po drugie, mieliśmy do czynienia ze sztywną polityką kredytową, przez co klientom trudniej było ubiegać się o dobre finansowanie. Po intensywnym w zakupy mieszkań ostatnim kwartale 2016 r. rysuje się wyraźna przewaga podaży nad popytem komentuje Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.

Niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o grunty pod zabudowę. W maju 2017 r. Indeks Urban. one dla tego sektora wskazał 125,92 pkt, a więc był o 0,32 pkt wyższy niż miesiąc wcześniej. Aż 68 proc. ekspertów ankietowanych przez Cenatorium uważa, że w kolejnych miesiącach nie dojdzie na tym rynku do większych zmian.

Rynek gruntów jest bardzo rozgrzany zarówno w branży mieszkaniowej, jak i komercyjnej. Podaż gruntów równoważy popyt w dużych miastach, jednakże w Warszawie to popyt, który znacznie przewyższa podaż terenów. Reguluje ceny przede wszystkim na rynku mieszkaniowym komentuje Daniel Puchalski, dyrektor działu gruntów inwestycyjnych w JLL.

 Anna Gołasa - Puls Biznesu  

Źródło; https://www.pb.pl/ceny-prawie-takie-same-865625 

 
 Oceń wpis
   

Stabilizacja stawek za metr, zainteresowanie zakupami inwestycyjnymi i oczekiwanie na szczegóły programu Mieszkanie Plus tym żył ostatnio rynek nieruchomości.

W kwietniu 2017 r. indeks Urban.one, przygotowywany przez Cenatorium specjalnie dla Pulsu Biznesu i serwisu Bankier.pl, wyniósł 95,64 pkt. W porównaniu z wynikiem z marca był wyższy tylko o 0,02 pkt. Zmiany cen transakcyjnych mieszkań były nieznaczne także w dużych miastach (poza Warszawą). W tym przypadku Urban.one osiągnął 95,04 pkt, czyli tylko o 0,3 pkt więcej niż miesiąc wcześniej. W stolicy współczynnik ten wyniósł natomiast 93,54 pkt, co oznacza spadek o 0,27 pkt.

Niejednoznaczna formuła

W ostatnich tygodniach eksperci od nieruchomości poświęcili dużo uwagi rekordowym wynikom sprzedaży przez deweloperów, a także programowi Mieszkanie Plus. Okazało się, że mniejsze zainteresowanie projektem rządowego wsparcia wykazywali potencjalni kupujący.

Klienci odwiedzający nasze biura sprzedaży nie zgłaszają na razie zapytań związanych z programem Mieszkanie Plus. Może to wynikać z tego, że nie funkcjonuje on jeszcze w świadomości potencjalnych kupujących mówi Agnieszka Szefer, kierownik ds. produktów w Budimeksie Nieruchomościach. Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego, doradcy od nieruchomości, informacje o programie pojawiają się na rynku, jednak potrzeba więcej szczegółów, by go ocenić.

Nie widać obawy przed tym programem. Deweloperzy przyglądają mu się z coraz większym zainteresowaniem, natomiast ludzie młodzi czekają na informacje, kiedy i za jakie pieniądze będzie można z niego skorzystać. Mieszkanie Plus to światełko w tunelu i na pewno będzie wsparciem dla rynku najmu, który stanie się ciekawą alternatywą dla sprzedaży ocenia Tomasz Błeszyński.

Lokatorski interes

Nie słabnie także zainteresowanie kupnem mieszkań na wynajem. Według danych Home Brokera i Domiporta.pl, w najbardziej atrakcyjnych miastach rentowność takiej inwestycji może przekraczać 6 proc.

Dane Narodowego Banku Polskiego (NBP) są bezwzględne wobec lokat wiele dostępnych na rynku depozytów nie pokrywa nawet inflacji, co oznacza, że zdeponowane w banku pieniądze tracą na wartości. Nic dziwnego, że Polacy uciekają od tej formy lokowania kapitału. Z ostatniego komunikatu NBP wynika, że w kwietniu wycofano z lokat około 4 mld zł, czyli najwięcej od czterech lat. Inwestorzy szukają alternatyw, które mogą przynieść większe odsetki niż skromne 1,5-2 proc. na bankowym depozycie. Jedną z opcji jest rynek nieruchomości mówi Maciej Górka z Domiporta.pl.

Spośród analizowanych przez tę firmę i Home Brokera dużych miast największy potencjał zysku z inwestycji w mieszkanie mają Katowice.

Niskie ceny zakupu są sprzymierzeńcami inwestorów, za 200 tys. zł bez problemu kupimy tam mieszkanie na rynku pierwotnym, a lokal z drugiej ręki będzie jeszcze o kilkadziesiąt tysięcy złotych tańszy. Średnia cena mkw. mieszkania w stolicy Górnego Śląska to około 4,5 tys. zł. Wynajmując taki lokal, można liczyć na 36,7 zł za mkw., co oznacza rentowność netto 6,58 proc. Stawka netto oznacza, że w obliczeniach uwzględniono czynsz dla wspólnoty, podatek, a dla bezpieczeństwa kalkulacji także czas poszukiwania najemcy tłumaczy Marcin Krasoń z Home Brokera.

Rentowność lokali na wynajem jest obiecująca także w kilku innych miastach. W Gdańsku, Łodzi i Warszawie oczekiwany zysk netto przekracza 5,5 proc. rocznie. 5-5,5 proc. można się spodziewać we Wrocławiu, Rzeszowie i Lublinie. Wśród miast o najniższej oczekiwanej rentowności są Poznań (4,06 proc. rocznie) i Kielce (4,28 proc.).

Ale nawet tam średnie oczekiwane zyski są 2-3-krotnie wyższe niż na bankowej lokacie zaznacza Marcin Krasoń.

Ruchy cenowe

Rewolucji nie widać także na rynku gruntów pod zabudowę. Indeks Urban.one dla tego segmentu nieruchomości wyniósł w kwietniu 124,55 pkt i był niższy o 1,34 pkt niż miesiąc wcześniej. Aż 60 proc. specjalistów uważa, że warunki gospodarcze dla gruntów na cele budowlane nie zmienią w najbliższym czasie. Przebadani przez Cenatorium ocenili również wpływ obowiązującej od roku Ustawy o gruntach rolnych. Według Tomasza Błeszyńskiego, po jej wprowadzeniu powstał chaos, jednak rynek poznał już zasady obrotu ziemią i transakcje odbywają się bez formalnych przeszkód, tak jak dawniej.

Ustawa nie spowodowała żadnych rewolucyjnych zmian ani ograniczeń. Podaż ziemi rolnej jest duża i to stanowi główny powód ewentualnych obniżek cen podczas transakcji. Wyjątek stanowią grunty pod budownictwo mieszkaniowe lub komercyjne. Tu podaż jest niewielka szczególnie w najlepszych lokalizacjach i dlatego ceny takich działek nadal są wysokie mówi Tomasz Błeszyński.

W górę, w dół

Indeks Urban.one przedstawia kształtowanie się cen transakcyjnych nieruchomości w Polsce. Wykorzystuje wiarygodne dane z państwowych źródeł zgromadzone w Bazie Cen Cenatorium. Indeksowi Urban.one towarzyszą prognozy ekspertów. Raport publikujemy co kwartał. W gazecie podajemy jedynie wycinek danych, dlatego zapraszamy na Pb.pl i Bankier.pl, gdzie znajdą państwo więcej szczegółowych informacji i analiz dotyczących nieruchomości.

Anna Gołasa |12-06-2017|

 Puls Biznesu  

Źródło; https://www.pb.pl/w-mieszkaniach-bez-rewolucji-864130

 Foto:Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Przetargi dotyczące wynajmu powierzchni na dworcu Łódź Fabryczna miały być rozpisane w pierwszym kwartale, ale ciągle nic się nie zaczęło.

Minęło pięć miesięcy od otwarcia dworca Łódź Fabryczna, ale obiekt nadal straszy pustką. Nikt nie zajmuje pomieszczeń handlowo-usługowych, bo kolej nie rozpisała przetargów na wynajem tych powierzchni. To dziwne, bo po otwarciu dworca władze kolei zapowiadały, że procedura przetargowa rozpocznie się w pierwszym kwartale tego roku. Mamy połowę drugiego kwartału, ale przetargów nie ma. Co gorsza, dyrekcja kolei mówi, że przetargi mogą być rozpisane dopiero w trzecim kwartale.

PKP SA, czyli spółka zarządzająca nieruchomościami kolejowymi, tłumaczy opóźnienie w komercjalizacji pomieszczeń dworca koniecznością sformalizowania kwestii związanych z zarządzaniem obiektem. W budowę dworca zaangażowane były trzy podmioty: gmina Łódź oraz kolejowe spółki - PKP PLK i PKP SA.

Ogłoszenie przetargów na wynajem lokali komercyjnych na dworcu Łódź Fabryczna będzie możliwe w chwili, gdy PKP SA staną się pełnoprawnym zarządcą obiektu. Kwestie te określa negocjowane obecnie porozumienie między PKP SA i PKP PLK - mówi Aleksandra Grzelak z wydziału prasowego PKP SA. - Obecnie jesteśmy na finalnym etapie procedowania dokumentu. Liczymy na to, że jeszcze w tym lub na początku przyszłego kwartału ogłoszone zostaną postępowania przetargowe.

Jak traktować takie deklaracje? W grudniu ubiegłego roku zapewniano, że przetargi będą rozpisane w pierwszym kwartale. Rok wcześniej kolej także zapowiadała rychłą komercjalizację pomieszczeń. Dziwiło to już wtedy Tomasza Błeszyńskiego, specjalisty ds. nieruchomości, który utrzymywał, że komercjalizacja może trwać dwa, a nawet trzy lata. Jego zdaniem, kolej powinna już dawno mieć zawarte umowy rezerwacyjne z chętnymi do zajęcia powierzchni dworcowej. 

Wynajem powierzchni jest ważny z dwóch powodów. Pierwszy dotyczy podróżnych, którzy nie mogą nic zjeść, napić się, kupić książek do czytania w drodze lub drobnych przekąsek. Nawet food trucki odjechały sprzed dworca...

Podróżni mogą korzystać z wysp handlowych: z kawiarni, księgarni i saloniku prasowego - mówi Aleksandra Grzelak.

 Drugi powód konieczności szybkiej komercjalizacji to pieniądze. Utrzymanie budynku kosztuje kilka milionów złotych rocznie, a dochody z wynajmu miały zniwelować te wydatki.

Eksperci z fundacji Centrum Zrównoważonego Transportu obliczyli, że kolej traci miesięcznie 200 tys. zł. Do wynajęcia jest 4 tys. mkw. Powierzchni. Gdyby wynająć ją za niską stawkę miesięczną 50 zł za mkw., to wyszłoby właśnie 200 tys. zł. Stawki mają być jednak znacznie wyższe. Jakie?

Stawki najmu stanowią tajemnicę handlową - skwitowała Aleksandra Grzelak. 

Marcin Bereszczynski - DZIENNIK ŁÓDZKI

Źródło; http://www.dzienniklodzki.pl/wiadomosci/lodz/fabryczny/a/jak-dlugo-dworzec-lodz-fabryczna-bedzie-pusty,12075872/

Foto:Tomasz Błeszyński - Dworzec Łódź - Fabryczna

 
 Oceń wpis
   

Renowacja kilkusetletniego zamku lub pałacu i przystosowanie go do świadczenia usług hotelowych może kosztować nawet kilkadziesiąt mln zł.

Jeszcze pięć - siedem lat temu obiekty weselne wyrastały jak grzyby po deszczu opowiada Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Chętnych do organizowania uroczystości było tak wielu, że miejsca trzeba było rezerwować nawet z rocznym wyprzedzeniem. Na najlepsze obiekty trzeba było czekać znacznie dłużej. Po okresie prosperity przyszły chudsze lata. Wiele źle zarządzanych obiektów upadło i zostało wystawionych na sprzedaż.

(Nie)nasycony rynek

Także Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert Emmerson Realty, ocenia, że szał na budowanie obiektów weselnych i biesiadnych już minął. Biznes rozwijał się prężnie od 2000 do 2010 roku. Powstawały m.in. małe obiekty na taniej ziemi na obrzeżach mówi. Dziś buduje się znacznie mniej, rynek się nasycił. Sale bankietowe mamy we wszystkich hotelach, których przybywa. Trzeba też pamiętać, że drastycznie spada liczba ślubów.

Konkurencja jest bardzo duża. Najlepsze obiekty są jednak bardzo oblegane.

Z kolei Agnieszka Renner, dyrektor pabianickiego oddziału Północ Nieruchomości twierdzi, że coraz bardziej popularne są inwestycje w nieduże pensjonaty i hotele m.in. z salami weselnymi. Rynek takich obiektów rośnie ocenia. Kupując gotową nieruchomość, mamy ułatwione zadanie, bo na podstawie jego dotychczasowej działalności możemy oszacować stopę zwrotu.

W ocenie Agnieszki Renner tego typu obiekty cieszą się zainteresowaniem w atrakcyjnych turystycznie rejonach. Atutem dla inwestującego jest możliwość uzyskania dużych dotacji unijnych. Pieniądze z Unii Europejskiej mogą pokryć połowę kosztów. Drugie tyle trzeba wyłożyć samemu - mówi .

Adaptowane na pensjonaty lub małe hotele zabytkowe pałacyki cieszą się dużym zainteresowaniem przyznaje Jarosław Mikołaj Skoczeń. Imprezy w historycznych wnętrzach stają się coraz bardziej popularne od czasu, gdy ślubu nie trzeba zawierać w urzędzie stany cywilnego. Wiele par woli przenieść uroczystość do innego, urokliwego miejsca.

W starych murach

Agnieszka Renner podkreśla, że inwestorzy wolą gotowe obiekty. Szukają zabytkowych pałaców, dworków. Odrestaurowywanie takich nieruchomości stało się modne opowiada. Z dbałością o każdy szczegół urządzane są luksusowe apartamenty. Zamki, pałace, dworki to idealne miejsca na wesela, konferencje, szkolenia. W Polsce mamy ok. 400 zamków i ponad 2 tys. odrestaurowanych pałaców przynoszących wysokie zyski.

Przedstawicielka agencji Północ Nieruchomości podkreśla, że szybko sprzedają się obiekty w atrakcyjnej cenie.

Najwięcej takich inwestycji znajdziemy w południowej Polsce podaje Renner. Dodaje, że w ubiegłym roku sprzedano kilka zamków, kilkanaście pałaców i dworów, które do tej pory stały puste i niszczały.

Renowacja kilkusetletniego zamku lub pałacu i przystosowanie go do świadczenia usług hotelowych może kosztować, jak szacuje dyrektor Renner, nawet kilkadziesiąt mln zł. Pensjonat czy zamek można kupić za 1, 2 mln zł. Remont i urządzenie eleganckiego hotelu to koszt 3060 mln zł. Przedsięwzięcie powinno się zwrócić w ciągu 1015 lat szacuje Agnieszka Renner. Obłożenie w hotelach urządzonych w stylowych murach jest o 3040 proc. większe niż w nowoczesnych obiektach.

Tomasz Błeszyński komentuje, że rynek jest bardzo różnorodny obok ekskluzywnych obiektów w zaadaptowanych pałacach i dworkach z powodzeniem działają także nowo wybudowane obiekty. Delikatne ożywienie w tym segmencie rynku spowodowane jest działaniem programu 500+. Branża ponownie zaczyna się rozwijać, bo oprócz imprez weselnych oferuje też przyjęcia komunijne, urodzinowe, studniówki czy chrzciny.

Błeszyński zwraca uwagę, że inwestorzy szukają działek pod nowe inwestycje. Najważniejsza jest dobra lokalizacja. Miejsce musi być dobrze skomunikowane, ale jednocześnie nieco oddalone, mające swoisty klimat podkreśla doradca. Liczy się możliwość organizacji imprez również w plenerze. Ważne są miejsca hotelowe i zaplecze parkingowe.

Aneta Gawrońska Rzeczpospolita

Źródło;http://www.rp.pl/Komercyjne/305129956-Nie-tylko-wesele-w-zabytkowym-palacu.html#ap-2

   Foto: Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

 Spółki deweloperskie chwalą się rekordową sprzedażą, ale wygaszanie programu Mieszkanie dla Młodych może im zaszkodzić.

W marcu Indeks Urban.one, przygotowywany przez Cenatorium dla Pulsu Biznesu i portalu Bankier.pl, wyniósł 95,62 pkt. W porównaniu z lutym ceny mieszkań spadły tylko o 0,03 pkt. Większe spadki były w dużych miastach, poza Warszawą, gdzie wskaźnik wyniósł 94,74 pkt, czyli o 0,28 mniej niż miesiąc wcześniej.

75 proc. ekspertów prognozuje, że warunki gospodarcze na rynku nieruchomości mieszkaniowych w dużych miastach się nie zmienią, a reszta uważa, że się poprawią. To zapewne zapowiedź znacznej sprzedaży w kolejnych miesiącach. W pierwszym kwartale 2017 r. deweloperzy giełdowi zanotowali średnio 26-procentowy wzrost liczby sprzedanych mieszkań w porównaniu z pierwszym kwartałem 2016 r. Sprzedaż poszczególnych spółek wzrosła od kilku aż do ponad 70 proc. mówi Barbara Bugaj, starszy analityk rynku nieruchomości w Urban.one.

Koniec epoki?

Obrót nieruchomościami może się jednak zmniejszyć w związku z wygasaniem rządowego programu Mieszkanie dla Młodych (MdM).

Ten program znacząco wpływał na popyt na rynku pierwotnym. Po jego zakończeniu można się spodziewać spadku sprzedaży mieszkań, zwłaszcza w miastach średniej wielkości. Deweloperzy już się na to przygotują, zmniejszając podaż gotowych do zakupu lokali komentuje Renata Osiecka, partner zarządzająca Axi Immo. Według Bartosza Turka, analityka w Open Finance, ostatnim okresem pozytywnego wpływu MdM-u na sprzedaż mieszkań będzie czwarty kwartał 2017 r.

W styczniu 2018 r. pieniądze się skończą w kilka, kilkanaście dni, co potencjalnym beneficjentom niemal uniemożliwi przeprowadzenie transakcji w kolejnym roku bez wcześniejszego przygotowania uważa Bartosz Turek.

Większy format

Z obserwacji specjalistów od nieruchomości wynika, że Polacy wciąż kupują przede wszystkim małe lokale. Może się to jednak zmienić na korzyść nieruchomości trzypokojowych i większych. 64 proc. ankietowanych z branży twierdzi, że liczba takich klientów nieznacznie wzrasta.

Zainteresowanie większymi mieszkaniami rośnie, ale w dużych miastach, gdzie na takie zakupy pozwalają zarobki i poprawa sytuacji życiowej mówi Renata Osiecka. Według Tomasza Błeszyńskiego, doradcy od nieruchomości, na rynku pierwotnym klienci szukają najczęściej mieszkań dwupokojowych średnio 55 mkw., najlepiej od pierwszego do szóstego piętra, dobrze zaprojektowanych i z balkonem.

Kupujący coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na lokalizacje i cenę mieszkania, ale też na jego wykończenie, jakość i rodzaj materiałów oraz sposób wykonania. Interesują się również tym, kto je zbudował, jakie ma doświadczenie i jak długo działa na rynku opowiada Tomasz Błeszyński. Zapobiegliwi chętnie oglądają ukończone inwestycje i chcą poznać opinie mieszkańców bloku lub osiedla.

W Internecie można znaleźć strony, na których mieszkańcy wypowiadają się o wybranej inwestycji. Budowanie pozytywnego wizerunku opartego na doświadczeniu, jakości i dobrej współpracy z mieszkańcami pomaga deweloperowi sprzedawać także przyszłe inwestycje tłumaczy Tomasz Błeszyński.

Słupki w górę

W marcu nieznacznie wzrosły ceny mieszkań w Warszawie, gdzie Indeks Urban.one wyniósł 93,81 pkt, a więc o 0,39 pkt więcej niż miesiąc wcześniej. Nadal drożeją także grunty pod zabudowę. Urban.one dla tego segmentu nieruchomości wyniósł 125,89 pkt, czyli o 2,36 pkt więcej niż w lutym. W porównaniu z marcem 2016 r. wzrost sięgnął aż 5 pkt. 60 proc. specjalistów od nieruchomości twierdzi, że warunki gospodarcze dla rynku gruntów w najbliższych miesiącach się nie zmienią. 25 proc. uważa natomiast, że się pogorszą, zaś 15 proc. prognozuje poprawę.

Anna Gołasa

BONNIER 2017 - PULS BIZNESU

 
 
 Oceń wpis
   

Polacy zachowują dystans wobec prefabrykatów, ale program Mieszkanie Plus może to zmienić.

Na zachodzie i północy Europy budowa z prefabrykatów to standard, tymczasem Polacy po czasach PRL są do tej technologii uprzedzeni. To oczywiste, że kojarzy się ona z blokami z wielkiej płyty, ale to nie do końca to samo, choć oczywiście częścią wspólną są gotowe elementy przywożone na budowę mówi Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości w firmie Home Broker.

Nowa era

Elementy, z których składa się bloki, trafiają na budowę nie w formie płyt, lecz znacznie bardziej skomplikowanych konstrukcji.

Mają już elewację, porządne ocieplenie, okna, parapety, a nawet kable i puszki elektryczne. Z takich klocków tworzone są potem budynki opowiada Marcin Krasoń. Dodaje, że w przypadku budowy z prefabrykatów możliwości architektoniczne są ogromne, bo liczba elementów jest bardzo duża ograniczeniem jest jedynie wyobraźnia projektanta. Natomiast stawiane za komuny bloki z wielkiej płyty wyglądały tak samo, bo zróżnicowanie elementów było minimalne.

W budownictwie z czasów PRL wykorzystywano prawie identyczne prefabrykaty przygotowywane przez fabryki domów. W związku z tym poszczególne bloki na osiedlach, ich metraż i rozkład pomieszczeń były powtarzalne. Jakość używanych wtedy materiałów pozostawiała wiele do życzenia. Mieszkania były źle wykonane i wykończone tłumaczy Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. Nierówne połogi, sufity, ściany były normą. Poza tym wielka prefabrykowana płyta była bardzo mało efektywna energetycznie, dlatego, by unikać strat ciepła, należało czym prędzej ocieplić elewację.

Współczesne obiekty prefabrykowane niczym nie przypominają siermiężnych bloków czasów PRL i modeli budowania domów, wykorzystujących technologie byłego ZSRR przekonuje Tomasz Błeszyński.

Trend z północy

Budownictwo prefabrykowane jest bardzo popularne m.in. w Skandynawii. W Szwecji poznańska firma Pekabex wybudowała już ponad 3 tys. mieszkań w tej technologii. Wzniesione przez nią budynki można zobaczyć m.in. w Sztokholmie, Malmö i Norrköping.

Michał Oskroba, menedżer projektu w firmie Pekabex, wyjaśnia, że Skandynawowie już dawno dostrzegli zalety budownictwa prefabrykowanego, które wymaga znacznie mniejszej liczby pracowników, a zarazem skraca czas inwestycji. To z kolei prowadzi do obniżenia jej kosztów.

Nasze prefabrykaty powstają w halach fabrycznych w Gdańsku i Poznaniu. Do Szwecji docierają najpierw promem, a następnie ciężarówkami. Budowa obiektów mieszkalnych przebiega bardzo sprawnie. Przywiezione zza Bałtyku ściany mają już zamontowane okna, parapety i przygotowane miejsca na instalacje elektryczne opowiada Michał Oskroba. Szczególną uwagę zwracają prefabrykowane łazienki, które do Szwecji docierają praktycznie gotowe do użytkowania wyłożone kafelkami, wyposażone w sprzęty sanitarne (umywalkę, prysznic i muszlę klozetową), sprzęty AGD, np. pralkę, a nawet lustra i uchwyty na papier toaletowy. W technologii prefabrykacji Pekabex buduje w Polsce i Skandynawii także budynki przemysłowe, szpitale, galerie handlowe i stadiony. Choć budownictwo prefabrykowane w Polsce wciąż raczkuje, niebawem może się to zmienić.

Ponieważ rządowy program Mieszkanie Plus zakłada wybudowanie w krótkim czasie dużej liczby mieszkań, jedynym rozwiązaniem jest zastosowanie nowoczesnej i w pełni funkcjonalnej technologii budowy z prefabrykatów. Pozwoli to na przyspieszenie budowy i przygotowania nowych mieszkań uważa Tomasz Błeszyński. Jego opinię podziela Jarosław Skoczeń, członek zarządu Grupy Emmerson.

Przy obecnej technologii to budownictwo bardzo nowoczesne i w wielu przypadkach przewyższa jakościowo tradycyjne, niższa cena i szybkość budowy też są bardzo ważne. Taka technologia budowy domów i mieszkań może być wykorzystana przy programie Mieszkanie Plus konkluduje Jarosław Skoczeń.

Anna Gołasa - Puls Biznesu  
 

Foto: Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

Z Tomaszem Błeszyńskim, ekspertem rynku nieruchomości, o powstających łódzkich biurowcach rozmawia Matylda Witkowska

Powstają biurowce Ogrodowa Office, Przystanek mBank, Nowa Fabryczna, HiPiotrkowska... Czy rynek powierzchni biurowych rzeczywiście kwitnie? Rzeczywiście przez ostatnie pięć lat uruchomiło się wiele nowych inwestycji. Jednak są to nowe biurowce budowane pod konkretnego najemcę. Tak jest m.in. z biurowcem mBanku koło dworca Łódź Fabryczna. Nie świadczy to o całości rynku biurowego w Łodzi. 

A jaka jest jego kondycja?

Oprócz budynków klasy A budowanych wokół Nowego Centrum Łodzi, które nazywam łódzkim Mordorem, są jeszcze budynki klasy B czy C. To wyremontowane biurowce postkomunistyczne, np. Orion przy ul. Sienkiewicza, są też powierzchnie w starych kamienicach.
We wszystkich tych kategoriach podaż powierzchni jest duża i nie jest prawdą, że biura są wynajmowane od ręki. Spójrzmy choćby na al. Kościuszki, gdzie miesiącami czy latami wiszą banery z hasłami powierzchnie biurowe do wynajęcia. To jest prawdziwy obraz rynku biurowego Łodzi. 

Może przedsiębiorcy szukają teraz klasy A, a tamte mają nieodpowiedni standard?

Niekoniecznie, bo są też tańsze. Lokalne, małe firmy na początku działalności wynajmują biura niższego standardu, potem się przenoszą do lepszych. Moim klientem była kiedyś firma Ericpol, która na początku wcale nie wynajmowała biura w najlepszej lokalizacji. Potem wybudowała sobie nowy biurowiec. Taki jest cykl prowadzenia biznesu. Gdy rynek prosperuje, potrzeba biur wszystkich segmentów. Tymczasem w Łodzi ten rynek leży. 

Skąd, więc to zainteresowanie biurowcami klasy A?

 Dla korporacji, która ma swoje call center w Warszawie, Łódź jest miastem tanim. To, że wynajmuje 5 tys. mkw. powierzchni, nie świadczy o potencjalne rynku.

Raczej o tym, że jest zacofany?

Tak. Największym rynkiem usług, BPO na świecie są Indie. Oferują powierzchnię biurową i taniego, władającego językiem angielskim pracownika. I nie mówimy, że Indie to jest centrum biznesu w nieruchomościach. To, że do Łodzi sprowadzają się firmy, znaczy, że siła robocza jest tu tania, są studenci, a powierzchnia biurowa jest tańsza niż w Warszawie, Wrocławiu czy Krakowie. 

Myśli pan, że tak jak w Warszawie powstanie u nas biurowy Mordor?

Tak, co jest nieszczęściem. Kiedyś w Nowym Centrum Łodzi miało być połączenie funkcji mieszkalnej z rozrywkową, biurową i sztuką. Obecnie ma tam być tylko funkcja biurowa i powstanie Mordor: szare bloki, w których od godz. 8 do godz. 18 będą pracować białe kołnierzyki, a w sobotę i w niedzielę będzie pusto. Brama Miasta to też kolejne klocki kolejnego Mordoru. To żadna futurystyczna przestrzeń, żaden magnes.

DZIENNIK ŁÓDZKI  Matylda Witkowska

Żródło;http://www.dzienniklodzki.pl/opinie/wywiady/a/tomasz-bleszynski-wokol-dworca-powstaje-szary-lodzki-mordor,11979226/

 
 Oceń wpis
   

Kenijczyk chce wynająć pokój w Łodzi - i co? Zdaniem pośrednika od nieruchomości wynajęcie mieszkania czarnoskóremu poza problemem rasowym nastręcza też finansowy. Nie da się już powiedzieć, że to kuzyn. I sąsiad może donieść do skarbówki.

Ogłoszenie znajduję w internecie. Kobieta pisze: Wynajmę przestronny, w pełni umeblowany pokój jedno- lub dwuosobowy z balkonem. Mieszkanie znajduje się w bloku na pierwszym piętrze. W drugim pokoju mieszka starsza pani. Mile widziani studenci kierunków medycznych.

Dzwonię. Mówię, że dobrze się składa, bo mieszkania szukam właśnie dla studenta medycyny, chłopak jest nowy w mieście, więc trzeba mu trochę pomóc.

Naprawdę medycynę studiuje? cieszy się wymieniona w ogłoszeniu starsza pani", czyli właścicielka. Nie wie jeszcze, że student jest czarnoskóry. Zaprasza, żeby mieszkanie obejrzeć.

Dwie godziny później jestem na miejscu. Zabieram ze sobą Chege, Kenijczyka, który mieszka w Polsce na tyle długo, że zdążył opanować już nasz język. Mieszkania nie szuka, pomaga mi w eksperymencie.

Blok położony w centrum Łodzi. Dzwonię domofonem. Kobieta natychmiast otwiera. Proszę na pierwsze piętro i po prawej!

Wchodzimy

Mieszkanie, do którego wchodzimy z Chege, wygląda zupełnie tak, jak powinno wyglądać mieszkanie starszej pani. Dwa pokoje, łazienka, kuchnia.

Pokój, w którym miałby zamieszkać Chege, to ten mniejszy. Na ścianach gładź pomalowana na rudo-beżowo, dwa obrazy w potężnych ramach i kinkiet na kształt świecznika. Olbrzymie okno, przy nim narożna kanapa, stary fotel, meblościanka z ciemnego lakierowanego drewna, stół z koronkowym obrusem przykrytym taflą szkła.

Proszę się rozejrzeć. Wiem, że jest trochę bałagan, ale za dwa dni przyjdzie taki pan, który zawsze u mnie sprząta, i on wszystko przygotuje zachęca kobieta. Przypomina, że stąd blisko do sklepów i na uniwersytet. Czy są jakieś pytania, bo jeśli są, z chęcią odpowie. Przez cały czas zwraca się tylko do mnie. Na Chege nie spogląda.

Pani zdaje sobie sprawę, że w tym pokoju mam zamieszkać nie ja, tylko mój kolega, Chege, prawda? mówię w końcu do kobiety.

Co też pan? właścicielka jest wyraźnie zdziwiona. Zawiesza głos, spuszcza wzrok i wpatruje się w szkło na stole, przy którym siedzimy. Ale w końcu podejmuje wyzwanie. Wygląda, jakby miała się nawet uśmiechnąć: Proszę zobaczyć resztę mieszkania. Kuchnia jest wspólna, razem byśmy z niej korzystali. Tu lodówka, tu zlew, tu stolik, tu mikrofalówka, jeśli umie obsłużyć.

Właścicielkę łódzkiego mieszkania, które oglądamy z Chege, pytam w końcu wprost, czy ma problem, żeby wynająć pokój czarnemu. Żaden to problem, jeśli tylko będzie mi czasami pomagać, bo ja już jestem starsza i schorowana odpowiada.

Wychodzimy, aby się zastanowić. Dzwonię ponownie wieczorem. Mówię, że Chege się zdecydował i poprosił mnie, żebym ustalił z nią szczegóły umowy, bo sam nie ma pojęcia, jak spisać taki dokument.

Nieaktualne! mówi właścicielka.

Godzinę później dzwoni do niej moja znajoma.

Jak najbardziej, pokój jest wolny, może pani przyjść i obejrzeć. Ale nie dzisiaj. Taka zdenerwowana dzisiaj jestem. Przyszedł facet obejrzeć i Murzyna mi przyprowadził!

******

Nim przeprowadziłem eksperyment z Chege, szukałem mieszkania dla zmyślonych znajomych z Pakistanu.

Jak najbardziej, ogłoszenie aktualne. A dla kogo pan szuka? w słuchawce starszy mężczyzna.

Dla przyjaciół, Pakistańczyków, nie znają polskiego, więc obiecałem, że pomogę.

Wie pan, no, ja ich nie znam. Ja nie wiem, czy oni są w porządku. To pana znajomi, pan musiałby mi powiedzieć, czy oni po sobie sprzątają, czy można im zaufać. Pomyśleć muszę.

Następny rozmówca boi się, że obcokrajowcy nie zapłacą czynszu.

Zaskoczył mnie pan tym pytaniem. Zależy skąd są. Z Pakistanu? Musiałbym się zastanowić. Religia mi nie przeszkadza, ale jak mi nie zapłacą, to co ze ściągalnością długu? Oni mają w ogóle jakieś dokumenty?

Dzwonię dalej w sprawie Pakistańczyków. Kobieta w słuchawce: Umowa z obcokrajowcami wchodzi w grę. Ale od razu mówię, że trzeba będzie podać ewentualny polski adres wymeldowania. Na wypadek, gdyby zdewastowali mieszkanie albo nie płacili czynszu. No, i będzie też zapis, że dobrowolnie poddają się egzekucji, gdyby coś zniszczyli.

Młoda matka: Tak, jak najbardziej, cudzoziemcom też wynajmę. Ale zadzwoni pan za pół godziny? Karmię.

Starsza pani: To nie jest moje mieszkanie, tylko córki. A ona teraz w Szwajcarii... Z jakiego oni są kraju? Z Pakistanu? Czyli muzułmanie. I co, oni mają tu pracować, pan mówi? A w jakim charakterze? Bo jak fizycznie, to na pewno nie. A są kulturalni? Przyjadą sami, czy może z całymi rodzinami? Bo jak z rodzinami, to też na pewno nie. Acha... sami. Ale ja i tak muszę pomyśleć. Albo wiem. Zapytam córkę. Pan zadzwoni innym razem.

******

Cemal Güzelaydin, Turek: Przez dwa lata wynajmowałem mieszkanie. Wpłaciłem kaucję, dwa i pół tysiąca złotych. Kiedy powiedziałem właścicielce, że się wyprowadzam, nie chciała mi oddać pieniędzy. Nie wiem, dlaczego, nie zniszczyłem tego mieszkania. Próbowałem z nią rozmawiać. Zagroziła policją. Mówiła, że zgłosi molestowanie. I że znajdzie na to fałszywych świadków. Nie chciałem iść z tym do sądu. Poza tym nie byłem w swoim kraju, nie odnalazłbym się.

******

Adelaida Apaza Alejo, Boliwijka: Nie urodziłam się w dżungli, tylko w ponadmilionowym mieście, La Paz. To trzy i pół tysiąca metrów nad poziomem morza, za wysoko na las tropikalny.

Mimo to Polka, Monika, z którą Adelaida mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu, wciąż powtarzała: Przyjechałaś z dżungli! I to dlatego po sobie nie sprzątasz!.

Adelaida: Sprzątałam. To znaczy, o ile zdążyłam, o ile Monika mnie nie ubiegła. Ona miała jakąś manię, chodziła i ciągle coś czyściła, nawet w moim pokoju. Nie prosiłam jej o to, ja też lubię porządek.

Boliwijka jest przyzwyczajona do niskich temperatur, bo klimat La Paz przypomina ten w Polsce. Wie, że niska temperatura za oknem nie musi oznaczać zimna w domu.

Monika tłumaczyła, że jest zima i musi być zimno. Nie chciałam robić problemu. Nawet wtedy, gdy wyłączyła mi elektryczne ogrzewanie.

Adelaida wyprowadziła się po miesiącu, bo nie mogła znieść powtarzanego ciągle: Jesteś z dżungli, nic dziwnego, że w domu syf.

******

Caitlin de Jager do Polski przyjechała wraz z mężem z RPA. Mieli podjąć tu pracę i zacząć nowe życie.

Caitlin: Mieszkanie próbował załatwić nam znajomy, Polak. Kiedy mówił właścicielom, że przyjechaliśmy z Południowej Afryki, często nie chcieli zgodzić się na wynajem. A czasami po prostu się rozłączali. Zdanie zmieniali na ogół dopiero wtedy, kiedy dowiadywali się, że nie wszyscy obywatele RPA są czarni. I że my akurat nie jesteśmy.

******

Doradca Tomasz Błeszyński, który rynkiem nieruchomości zajmuje się od ponad 25 lat, uważa, że to kasa decyduje, czy właściciel zdecyduje się wynająć mieszkanie cudzoziemcowi, czy nie.

Jeśli ktokolwiek nie chce wynająć mieszkania osobie o innym kolorze skóry, to raczej ze względu na obawy przed tym, że taka osoba zniszczy mieszkanie, a potem ucieknie.

Poza tym rynek najmu w Polsce to głównie szara strefa. Ktoś, kto dziedziczy mieszkanie po babci, często próbuje znaleźć lokatorów, by zarobić i nie wpisać tego do PIT. Sąsiadom tłumaczy, że wprowadziła się kuzynka z rodziną.

Błeszyński: Wynajęcie mieszkania osobie o innym kolorze skóry zwraca uwagę sąsiadów. Bo przecież nie da się już powiedzieć, że to kuzynka. Sąsiedzi doniosą do skarbówki. A wtedy transakcja najmu przestanie być korzystna.

Arkadiusz Lorenc - Wyborcza.pl
 
 
Foto:Tomasz Błeszyński
 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]