Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
 Oceń wpis
   

Czy remont przywróci blask i ożywi ulicę ? Co będzie dalej ? Jaki los czeka Piotrkowską ?

 
 Oceń wpis
   

Duże nakłady na remont Piotrkowskiej nie przełożyły się na jej komercyjną atrakcyjność.

Piotrkowska wygląda zupełnie inaczej, niż przed remontem, ale stawki czynszów są niższe, niż w 2014 r. Pietryna znalazła się na 16., czyli ostatnim miejscu listy najdroższych ulic handlowych w Polsce. Nie mówi to nic dobrego o kondycji głównego deptaka Łodzi Przy Piotrkowskiej jest znacznie taniej, niż w na al. Niepodległości w Szczecinie. Dwa razy taniej, niż w Katowicach. Ponad trzy razy taniej, niż w Warszawie. I grubo ponad sto razy taniej, niż w Nowym Jorku.

Najnowszy raport międzynarodowej firmy doradczej Cushman&Wakefield pokazuje, że mimo ukończonego remontu, stawki czynszów za lokale handlowe przy głównym deptaku Łodzi, zamiast rosnąć - spadły. C&W podaje, że średni czynsz przy Piotrkowskiej to 300 euro za metr kwadratowy rocznie. Miesięcznie wychodzi 25 euro, czyli około 105-110 zł. W porównaniu z ubiegłorocznym raportem, stawka przy Piotrkowskiej spadła o 1 euro miesięcznie. - Duże nakłady na remont Piotrkowskiej nie przełożyły się na jej atrakcyjność. Czynsze są niskie, z powodu dużej konkurencji: lokali kreatywnych, lokali pustych a także centrów handlowych. W Łodzi na przeciętnego mieszkańca przypada dziś już pół metra powierzchni handlowej, to dużo - mówi Jan Olczyk, ekspert rynku nieruchomości.

Inny z ekspertów, Tomasz Błeszyński, wielokrotnie wspominał, że w czasach swojej świetności, czyli w latach 90. XX wieku, stawki przy ul. Piotrkowskiej były porównywalne z Nowym Światem w Warszawie.

Dziś te dwie ulice dzielą trzy długości. Nowy Świat przewodzi stawce najdroższych ulic handlowych w Polsce, ze średnią stawką czynszu 1020 euro za 1 mkw. rocznie. Miejsce drugie zajmuje ul. Floriańska w Krakowie (864 euro). Dalej sklasyfikowano trzy stołeczne lokalizacje - ul. Chmielną (840 euro), Marszałkowską (720 euro) i pl. Trzech Krzyży (696 euro). Miejsce szóste to ul. Półwiejska w Poznaniu (636 euro) a siódme - ul. 3 Maja w przemysłowych Katowicach (600 euro). Również 600 euro rocznie trzeba zapłacić za metr lokalu przy krakowskim rynku. Nieco tańsze (564 euro), są Aleje Jerozolimskie w Warszawie. Najdroższa ulica Wrocławia, Świdnicka, to czynsze na poziomie 480 euro. O 12 euro mniejsze są średnie stawki przy kolejnej ulicy Katowic - Stawowej. Dalej w zestawieniu znajdują się al. Niepodległości w Szczecinie i ul. św. Marcin w Poznaniu (obie po 396 euro), ul. Świętojańska w Gdyni (348 euro) i ul. Dąbrowskiego w Poznaniu (312 euro). I dopiero po tych wszystkich lokalizacjach w klasyfikacji znajdujemy Piotrkowską. Rekordowo niskie stawki czynszu w lokalach na Piotrkowskiej pojawiły się w ramach projektu lokale dla kreatywnych. Pozwala on taniej wynająć lokal, jeśli projekt jest ciekawy. Jesienią ubiegłego roku magistrat wynajął 170-metrowy lokal od frontu przy ul. Piotrkowskiej 130 w średniej cenie 16,83 zł za mkw. miesięcznie plus VAT (około 4 euro). Stało się to możliwe, bo najemca, firma Nubee, tylko na 5 metrach zaplanował handel. Pozostałe po preferencyjnej cenie wynajęła na warsztat. Poprzednia firma handlująca sprzętem optycznym płaciła 58,73 zł za mkw. miesięcznie, ale ze względu na wysokość czynszu zbankrutowała. Podobny spadek czynszu nastąpił we frontowym lokalu przy ul. Piotrkowskiej 87. Działający tam przez wiele lat butik Awangarda płacił miesięcznie 48 zł za mkw. plus VAT. Zrezygnował i stworzono tam lokal kreatywny Showroom. Najemca nie chciał sprzedawać rzeczy, tylko je pokazywać. Dlatego naliczono mu preferencyjną stawkę 7,90 zł za mkw. miesięcznie plus VAT. 

Najdroższe ulice świata

Oczywiście i Piotrkowska i nawet Nowy Świat, dzielą lata świetlne od najdroższych ulic świata. A za taką w 2015 r. może być bezapelacyjnie uważana nowojorska Górna Piąta Aleja, gdzie roczna stawka czynszu za 1 metr kwadratowy sięga 33 812 euro, czyli ponad 140 tys. zł. Łatwo obliczyć, że czynsze lokali o powierzchni kilkudziesięciu czy kilkuset metrów, liczone są w milionach. Numer dwa na świecie to Causeway Bay w Hongkongu (23 178 euro). Numerem trzy na świecie i jednocześnie najdroższą ulicą Europy, są paryskie Pola Elizejskie (13 255 euro). Dalej w zestawieniu mamy New Bond Street (12 762 euro). Na miejscu piątym sklasyfikowano Via Montenapoleone w Mediolanie, z rocznym czynszem za 1 metr na poziomie 10 tys. euro, co może być ciekawą informacją dla miłośników twierdzenia, iż Łódź jest Mediolanem Europy Środkowo-Wschodniej.

Piotr Brzózka, Matylda Witkowska |2015-11-21 |

Strefa Biznesu, łódzkie (http://www.strefabiznesu.dzienniklodzki.pl) Link źródłowy: http://www.strefabiznesu.dzienniklodzki.pl/artykul/remont-piotrkowskiej-nie-poprawil-jej-wartosci-komercyjnej

 
Program mieszkaniowy PiS 2016-04-17 18:19
 Oceń wpis
   

Wybrane pomysły w proponowanym przez Prawo i Sprawiedliwość programie mieszkaniowym są dobre, jednak państwa może nie być stać na ich finansowanie - mówią PAP eksperci.

Mają zwłaszcza wątpliwości, co do propozycji reaktywacji kas mieszkaniowych.

Pierwszy pomysł PiS dotyczy powrotu do kas mieszkaniowych. Partia w swoim programie deklaruje: "znamy rezultaty zastosowania tego rozwiązania w latach 90-tych i jesteśmy świadomi, jakich błędów nie należy popełniać obecnie". Zapowiedzieli, że nowo utworzony system kas mieszkaniowych będzie szczelny. Autorzy wskazują, że rachunek oszczędnościowo-kredytowy mógłby założyć każdy obywatel, jako rachunek indywidualny lub wspólny (np. wraz z małżonkiem). Po "oszczędzeniu" przez niego odpowiedniej sumy - tzw. wkładu minimalnego, bank udzielałby kredytu o niskim oprocentowaniu. Rachunki regularnie zasilane funduszami dodatkowo byłyby premiowane przez państwo, które wypłacałoby na konto obywatela bonus finansowy.

Kasy się nie sprawdzą

- System oszczędzania w klasycznej formule kas mieszkaniowych już się "przeżył" - ocenił doradca rynku nieruchomości, Wiceprezydent Federacji Porozumienia Polskiego Rynku Nieruchomości Tomasz Błeszyński. - Do tego modelu już raczej nie powinniśmy wracać. Natomiast, jeżeli nowe kasy mieszkaniowe nie będą " tylko polityczną wydmuszką" a zostaną zbudowane na solidnych podstawach legislacyjnych, ulgach podatkowych oraz wsparciu kredytowym. To dla pewnej grupy osób poszukujących mieszkania będzie to na pewno dobre rozwiązanie-. Zaznaczył jednak, że nad takim projektem rząd musiałby długo i solidnie popracować a projekty konsultować ze środowiskiem rynku nieruchomości.

- Kasy mieszkaniowe w Polsce mają już jakąś swoją historię. Próbowano je wprowadzić w latach 90. - to się nie przyjęło - mówi z kolei dyrektor w Marvipol Development Jacek Bielecki. - Kasy istnieją w krajach takich jak Czechy czy Niemcy, wymagało to bardzo dużego wsparcia państwa. Myślę, że u nas tego wsparcia nie będzie skąd wziąć, nie ma na to pieniędzy - uważa ekspert. Jego zdaniem nie ma potrzeby reaktywacji tego projektu. - Niemieckie kasy mieszkaniowe mają ponad 100 lat tradycji. Są one pewnego rodzaju "masą krytyczną", która po pewnym czasie staje się samowystarczalna. Nie mając nic przeciwko samej idei obawiam się, że nie będzie nas na to stać - dodaje Bielecki.

Kasy mieszkaniowe funkcjonują m.in. w Czechach. Na 10 mln mieszkańców przypada tam 5 mln rachunków. Oznacza to, że każda rodzina ma przynajmniej jeden rachunek. Do końca, 2013 r. czeskie kasy mieszkaniowe wygenerowały ponad 15 mld euro. Za najstabilniejszy system kas uważany jest jednak niemiecki budowany od XIX wieku. Za naszą zachodnią granicą ponad połowa gospodarstw domowych posiada umowy z kasą oszczędnościową, co do końca roku 2013 wygenerowało środki rzędu 151 mld euro.

Mieszkanie na wynajem bądź własność

Inną propozycją PiS jest wprowadzenie na rynek mieszkań dostępnych dla wszystkich. Byłyby budowane mieszkania o określonej powierzchni, w określonym standardzie i w ramach określonej technologii. Takie mieszkania byłyby oferowane w trzech formach: na wynajem, na wynajem z tzw. dojściem do własności oraz na sprzedaż. Mieszkanie z wykończeniem miałoby kosztować 3 tys. zł za m kw. W programie PiS czytamy, że każdy zainwestowany w program 1 mld zł publicznych środków przyniósłby ponad 7 tys. nowych mieszkań.

Bielecki ocenia, że pomysł wspierania budownictwa przeznaczonego pod wynajem jest dobry, ale powinien być nieco zmodyfikowany. - Od dawna powinniśmy wspierać w Polsce budownictwo czynszowe, ale budownictwo czynszowe komercyjne. W całym cywilizowanym świecie jest bardzo rozwinięte prywatne budownictwo czynszowe, które w miarę rozwoju powoduje zmniejszenie stawek czynszu, bo oferta jest coraz większa - tłumaczy. Dodaje, że "budową mieszkań powinny się zajmować podmioty gospodarcze, a nie państwo".

Brak mieszkań na wynajem

Błeszyński zwrócił uwagę na to, że faktycznie jest potrzeba poszerzenia rynku o tanie mieszkania na wynajem z udziałem państwa, ale na racjonalnych warunkach. Mieszkanie jest towarem, który trzeba urynkowić, wprowadzając min. solidną konkurencję, która złamie monopol deweloperów. Zwiększyć dostępność rożnego rodzaju mieszkań, urealnić ceny i czynsze - Młodzi ludzie są teraz mobilni - jak mówił - nie przywiązują się do jednego miejsca i często je zmieniają w związku z pracą. Chcą mieć godne warunki do życia i mieszkania do wynajęcia za rozsądne pieniądze. - Wyraził nadzieję, że "nowy rząd ma świadomość, że rynek mieszkaniowy jest podstawą funkcjonowania dobrej gospodarki". - Jeżeli nie chcemy, aby młodzi ludzie wyjeżdżali z kraju, jeżeli chcemy, aby rosła demografia, czy wreszcie, jeżeli chcemy zbudować stabilne przyjazne obywatelom państwo musimy przygotować dobre programy pozwalające na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych - powiedział.

Zdaniem Błeszyńskiego ta propozycja PiS jest jak najbardziej do zrealizowania. Należałyby opracować projekty taniego budownictwa w oparciu o konkretne parametry techniczne i finansowe jak również skrupulatnie pilnować by podczas inwestycji zostały tak wykonane. Jego zdaniem obecnie ceny mieszkań są "stanowczo przeszacowane". Uważa, że deweloperzy nakładają zbyt wysokie, sięgające niekiedy nawet 30 proc. marże na swoich projektach. Co przecież wcale dziwne nie jest, bo przecież na tym polega proces deweloperski by realizować swoje inwestycje dla konkretnego zysku.

Z tą opinią nie zgadza się dyrektor Marvipolu Development. Zwraca uwagę, że obecnie koszt metra kwadratowego w stanie deweloperskim przekracza deklarowane przez PiS 3 tys. zł., a do tego powinniśmy doliczyć jeszcze koszty wykończenie pod klucz (w najniższym standardzie jest to kilkaset zł na metrze) oraz podłączenie mediów. Zdaniem Bieleckiego "państwo w ogóle nie jest od budowania domów, czy wydobywania węgla i wielu rzeczy, które robi". - Państwo powinno usuwać przeszkody, które powodują to, że budujemy tak drogo. A dzieje się tak, dlatego, bo państwo narzuciło przepisy i standardy techniczne, które w Europie są w ogóle niespotykane, a które generują ogromne koszty - powiedział.

Zbyt wiele niewiadomych

Polski Związek Federacji Deweloperów uważa, że jeśli chodzi o program mieszkalnictwa PiS to "aktualnie jest zbyt wiele niewiadomych". - Dla oceny realności i sensowności takiego projektu, trzeba znać więcej szczegółów. Kto będzie te mieszkania budował, kto i na jakich zasadach będzie je kupował, po jakim czasie będzie możliwy wykup i kto i na jakich warunkach będzie do niego uprawniony - napisała w informacji dla PAP instytucja. PZFD zadeklarował, że chętnie włączy się do debaty i zaopiniuje projekty ustaw, jak tylko one powstaną.

Opinię PZFD podziela Błeszyński. Dodaje, że "pomysły są cenne, tylko wymagają dobrego obudowania legislacyjnego ". - Problemy mieszkaniowe od 25 lat w Polsce są tylko doraźnie łatane najróżniejszymi programami. Przeszłość pokazuje, że najlepsze pomysły budowane dla doraźnych celów po prostu się rozsypały. Apelowałbym do przyszłego rządu o potraktowanie polityki mieszkaniowej w sposób długofalowy i komplementarny oraz konsultowanie projektów ze środowiskiem rynku nieruchomości - mówił.

kfk/ jzi/ 07-11-2015 Źródło: PAP

 
 Oceń wpis
   

Trzeba było wydać ponad 8 milionów złotych, żeby straszący dawniej gmach zabytkowej kamienicy w centrum Łodzi zaczął na nowo zachwycać.

Budynek ma być sprzedany od razu po zakończeniu prac. Miasto chce zarobić w ten sposób na dalsze remonty. W prywatnych rękach ta kamienica będzie lepiej zarządzana dodają urzędnicy.

Duża, narożna kamienica w pobliżu ul. Piotrkowskiej, została wyremontowana w ramach programu "mia100 kamienic", który był poprzednikiem programu rewitalizacji łódzkiego Śródmieścia. Za ten drugi Łódź była szeroko chwalona, a jej doświadczenia pomogły przy pisaniu ustawy o rewitalizacji, przyjętej niedawno przez sejm i czekającej już tylko na podpis prezydenta Dudy.

Za nieco ponad 8 milionów złotych w kamienicy przy Północnej odnowiono 52 mieszkania. Wyremontowano też odkrytą w czasie prac, dużą salę w piwnicach, prawdopodobnie dawną rozlewnię piwa. - Przeznaczymy ją na lokal dla kreatywnych - zapowiadał w styczniu zeszłego roku rzecznik prezydent Hanny Zdanowskiej Marcin Masłowski.

Ale plany się zmieniły. Odnowiony budynek ma zostać wystawiony na sprzedaż. Cena wywoławcza - 9 milionów złotych. To tylko 800 tysięcy więcej, niż pochłonął remont. - To taki eksperyment. Chcemy zobaczyć, jak rynek zareaguje na taką ofertę. Zarobione pieniądze przeznaczymy na remont innych gmachów - mówi dziś Masłowski.

Łatają budżet nieruchomościami?

Pomysł urzędników budzi jednak kontrowersje. Tomasz Błeszyński, ekspert ds. nieruchomości podkreśla, że miasto "bawi się w dewelopera". - Miasto jest sprzymierzeńcem kamieniczników. Urzędnicy wzięli na siebie najtrudniejsze zadanie, czyli wyprowadzenie lokatorów i kompleksowe odnowienie gmachu. Teraz, niemal po kosztach, pozbywają się atrakcyjnej nieruchomości - podkreśla rozmówca tvn24.pl. I dodaje, tak nie powinno się łatać dziur w budżecie. - Nieruchomości można sprzedać raz. Jak pozbędzie się majątku to, czym będzie dysponowało miasto? Jakie aktywa pozostaną dla przyszłych pokoleń? pyta.

Inny ekspert z tej samej branży, Tomasz Lebiedź, uważa jednak, że "miasto ma prawo robić interesy". - Wyprzedawanie dopiero co odnowionych gmachów może razić, ale nie ma tu mowy o niegospodarności. Miasto ma szansę zarobić. A mieszkańcy i tak będą cieszyć się odnowionym gmachem - argumentuje.

Urzędnicy: prywatne ręce dbają lepiej

Urzędnicy odpowiadają, że decyzja o sprzedaży zapadła m.in. dlatego, że mieszkańcy, którzy na czas remontu dostali lokale zastępcze, nie chcieli do niego wracać. - Nikt nie lubi przeprowadzać się co chwilę. Poza tym nie jest tajemnicą, że czynsz w odnowionej kamienicy by znacząco wzrósł - przyznaje Marcin Obijalski, dyrektor biura ds. rewitalizacji. Magistrat nie chce odpowiedzieć na pytanie, czy inne remontowane domy też pójdą pod młotek.

Obijalski przyznaje, że "nie jest to w duchu rewitalizacji", ale dodaje, że może przynieść korzyści, także społeczne. - Sprzedanie pozwoli na osiedlanie się tu bogatszych mieszkańców, którzy nie mogli korzystać z zasobu mieszkań komunalnych. A łączenie różnych warstw społecznych to też rewitalizacja - przypomina. Marcin Masłowski przyznaje zaś wprost: - Lepiej, żeby gmach był w prywatnych rękach, niż żeby należał do miasta. Nikt tak nie dba o własność, jak prywatny właściciel.

Autor: bż/k /TVN24 Łódź/ 17 października 2015/

Źródło: http://www.tvn24.pl/lodz,69/wyremontowany-gmach-od-razu-na-sprzedaz,586427.html Foto: http://www.tvn24.pl

 
 Oceń wpis
   

Niższe limity w MdM" na rynku wtórnym oznaczają, że w największych miastach na wygranej pozycji będą deweloperzy.

Od września państwo ma dopłacać także do mieszkań z drugiej ręki. Będą wielkie zmiany na rynku? Program MdM" nawet po zmianach wciąż faworyzuje deweloperów nie ma złudzeń Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. To na rynku pierwotnym obowiązują wyższe limity cen mieszkań, do których dopłaci państwo. Ten kult dewelopera zachwiał rynkową równowagą ocenia.

Kula u nogi

Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego nowelizacja programu została przyjęta zbyt późno. W wielu miastach klienci nie mogli skorzystać z dopłat, bo albo nowe mieszkania były dla nich za drogie, albo nowe osiedla w ogóle tam nie powstawały wyjaśnia. Wcześniej czkawką odbiła się Rodzina na swoim". Często okazywało się bowiem, że zwykły kredyt hipoteczny jest tańszy od tego z założenia preferencyjnego. Podobnie bywa zresztą z MdM" dodaje.

Zdaniem Błeszyńskiego przyjęte naprędce zmiany, podyktowane interesem politycznym, nie są w stanie doprowadzić do rynkowej rewolucji. Dla wielu klientów preferencyjny kredyt jest często kulą u nogi. Kryje w sobie wiele pułapek przestrzega. Kupionego z dopłatą lokalu nie można sprzedać w ciągu pięciu lat, nie można go też wynająć. A przez pięć lat życie może się diametralnie zmienić. Program ogranicza mobilność młodych ludzi zauważa. Nie przyczynił się też do rozwoju zdrowego, tętniącego rynku. Mamy do czynienia raczej z wymuszoną sprzedażą i wymuszonym zakupem mieszkań ocenia doradca.

Marcin Jańczuk, dyrektor z sieciowej agencji Metrohouse, dopowiada, że jeśli weźmiemy pod uwagę wstępne dane dotyczące dostępności emdeemowskich mieszkań na rynku wtórnym, to sytuacja nie napawa optymizmem. W Warszawie i Krakowie takich ofert będzie niewiele. Spośród największych miast dobrze wypada tylko Łódź zwraca uwagę Marcin Jańczuk. Z pewnością zyskają miasta o wysokich limitach cen, np. Gorzów Wielkopolski, Olsztyn, Zielona Góra, Katowice. Tam klienci będą mieć duży wybór mieszkań, które można kupić z dopłatą. Deweloperzy nie powinni się obawiać konkurencji ze strony rynku wtórnego, bo działają zwykle w największych miastach dodaje. Dyrektor z Metrohouse prognozuje, że sprzedający używane mieszkania będą, gdzie jest to możliwe, dostosowywać ceny do limitów w MdM", choćby po to, by ich oferta w portalach ogłoszeniowych figurowała jako dostępna z dopłatą. Będą to jednak tylko te przypadki, kiedy cena ofertowa znajdzie się na granicy limitu. Jest mało prawdopodobne, by sprzedający masowo dostosowywali ceny do kryteriów programu ocenia Marcin Jańczuk. Deweloperzy, którzy mieli dotąd monopol na dopłaty na rynku, muszą się jednak przyzwyczaić do wejścia na rynek konkurencji. Niższe limity na rynku wtórnym spowodują, że w największych miastach na wygranej pozycji będą nadal inwestycje deweloperskie nie ukrywa. Ale jak prognozuje dyrektor, po zmianach w MdM" na pewno przybędzie transakcji na rynku mieszkaniowym. Ostatnie miesiące roku upłyną pod znakiem zwiększonej aktywności klientów, którzy zwlekali z zakupem. Rynek wtórny odczuje powrót popytu na nieruchomości przewiduje Jańczuk. Zmiany w MdM" przyniosą poprawę sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w ocenie Jarosława Mikołaja Skoczenia, eksperta z Emmerson Realty. A to za sprawą większych dopłat dla rodzin wielodzietnych. Sprzedaż lokali używanych powinna wzrosnąć przede wszystkim w mniejszych miejscowościach, gdzie rynek pierwotny jest mały albo praktycznie nie istnieje potwierdza Skoczeń. Zmiany w MdM" na pewno doprowadzą do jakiejś konkurencji między rynkiem pierwotnym a wtórnym. Deweloperzy, którzy chcą mieć emdeemowskich klientów, muszą analizować ceny na rynku wtórnym i dopasowywać do nich swoją ofertę przekonuje. I dodaje, że wprowadzenie programu na rynek wtórny pozwoli wielu rodzinom na szybką przeprowadzkę. Nie będą musiały czekać na klucze, powiedzmy, dwa lata, nie będą też musiały wykańczać mieszkania zwraca uwagę Skoczeń.

Weryfikacja cenników

Odpływ klientów na rynek wtórny może być widoczny w mniejszych miejscowościach w opinii Piotra Kijanki, dyrektora ds. sprzedaży mieszkań w Grupie Deweloperskiej Geo. W większych miastach będzie inaczej, ponieważ różnica pomiędzy limitami cen dla rynku pierwotnego i wtórnego będzie na tyle duża, że ofert na tym drugim będzie niewiele mówi Piotr Kijanka. Zmiany mogą więc stanowić zagrożenie dla deweloperów z mniejszych miast, ale też z kilku większych, jak Łódź czy Katowice, gdzie relatywnie duża część ofert kwalifikuje się do programu MdM" zauważa dyrektor, podzielając opinię Jarosława Mikołaja Skoczenia, że istnieje prawdopodobieństwo, że deweloperzy, którzy swoją ofertę kierują głównie do odbiorców MdM", będą weryfikować ceny, biorąc pod uwagę rynek wtórny. Każda firma będzie chciała jednak zachować odpowiedni poziom rentowności po to, aby osiągnąć nawet minimalny zysk zastrzega Piotr Kijanka, który przewiduje jednocześnie wzrost popularności programu dopłat. Do tej pory cieszył się umiarkowanym zainteresowaniem, bo dla większości klientów był niedostępny. Teraz będą mogli skorzystać z większych dopłat, zyskają też możliwość kupna większego lokalu dodaje. O tym, że po zmianach w MdM" nie czeka nas rynkowa rewolucja, jest przekonany Tomasz Bujnowski, analityk inwestycyjny firmy Dolcan. Deweloperzy budują więcej niż kiedykolwiek. Duża podaż oznacza stabilizację cen wyjaśnia. Klienci nie przeniosą się na rynek wtórny z kilku powodów. Pojawianie się ogromnej liczby mieszkań w ostatnim roku daje duży wybór. Nowy lokal to niższe koszty utrzymania, nowe instalacje, brak konieczności remontu, nowoczesna architektura i technologia. Dzięki promocjom wykończenie mieszkania można mieć za darmo wskazuje. Zdaniem Bujnowskiego to właściciele mieszkań używanych będą konkurować z deweloperami. Ze względu na takie atuty, jak: nowoczesna zabudowa, zaawansowana technologia czy brak funduszu remontowego ceny na rynku pierwotnym będą wyższe niż na wtórnym nawet o 2030 proc. prognozuje analityk firmy Dolcan. Na peryferiach większych miast, gdzie różnice pomiędzy cenami nowych mieszkań a limitami w MdM" są niewielkie, mogą się pojawić obniżki cen wyrównujące do rynku wtórnego.

Aneta Gawrońska |31-08-2015 |Rzeczpospolita Źródło; http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/707218,1226147-Rynek-mieszkan-po-zmianach-w-MdM.html Wszystkie prawa zastrzeżone

 
Miasto deweloperem ? 2016-04-17 17:43
 Oceń wpis
   

Urząd Miasta Łodzi chce wystawić na przetarg niedawno wyremontowana kamienicę. Nieruchomość została odnowiona za gminne pieniądze wydano na te cel prawie 6,5 mln złotych.

 
 Oceń wpis
   

Ponad tysiąc mieszkań na wynajem zakontraktował Fundusz BGK.Jeśli znajdzie najemców, zagraniczni inwestorzy chętnie kupiliby takie bloki.

Fundusz Mieszkań na Wynajem, komercyjny projekt Banku Gospodarstwa Krajowego, ogłosił wczoraj, że kupił kolejne 122 lokale od firmy Arche. To pierwsze mieszkania Funduszu w aglomeracji warszawskiej w Piasecznie. Wcześniej został on właścicielem bloku w Poznaniu (jest gotowy, ale na razie wynajęty w 40 proc.) oraz budynku w Gdańsku (jeszcze w budowie, ma być oddany pod klucz na przełomie roku).

Jak w hotelu

Dlaczego Fundusz wybrał Piaseczno, a nie największy rynek najmu w kraju, czyli Warszawę? Choć deweloperzy zgłosili do BGK wiele swoich bloków, podobno żadna z inwestycji nie spełniała oczekiwań Funduszu. A blok firmy Arche był gotowy i znajdował się pięć minut pieszo od stacji kolejki. Zleciliśmy badania, które pokazały, że na Służewcu Przemysłowym, w zagłębiu biurowym, pracuje 80100 tys. osób, z których duża część wynajmuje mieszkania, a dojazd tam do pracy nie jest łatwy. Nasza oferta jest skierowana m.in. do nich, bo z Piaseczna na Służewiec dojazd kolejką zajmuje zaledwie 16 minut tłumaczy Anna Chudobińska, dyrektor ds. marketingu i komercjalizacji w BGK Nieruchomości.

Ryszard Słowiński, prezes BGK Nieruchomości, spółki, która odpowiada za inwestycje oraz proces związany z wynajmowaniem mieszkań, zapowiada, że na tym nie koniec inwestycji w stolicy. Kolejne mieszkania w samej Warszawie będą udostępniane najemcom w 2016 i 2017 roku, na Bielanach i Żoliborzu zapewnia prezes Słowiński. A w budynku w Piasecznie lokale można wynajmować już od 14 lipca. Czynsze są relatywnie niższe od tych za mieszkania o podobnym standardzie w samej Warszawie twierdzi. Na przykład za dwa pokoje 42,7 mkw. Fundusz chce miesięcznie 1350 zł przy najmie na 623 miesiące, a przy dłuższym 1170 zł (plus opłaty licznikowe). Za najem trzech pokoi trzeba zapłacić 1500 zł przy umowie do dwóch lat i 1300 zł przy dłuższym okresie. Atutem w stosunku do ofert rynkowych ma być to, że do nowego M" wystarczy wejść z walizką i mieszkać (całe wyposażenie: meble, sprzęt AGD, RTV, a także drobny sprzęt codziennego użytku jest do dyspozycji). Fundusz BGK jest w trakcie przygotowywania kolejnych inwestycji, które chce udostępnić najemcom w latach 20162017. W sumie zakontraktował ponad 1000 mieszkań w Gdańsku-Wrzeszczu, Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Kolejne lokale ma pokazać jeszcze w te wakacje na południu kraju.

Przyjdą inwestorzy

Pośrednicy twierdzą, że powodzenie inwestycji Funduszu zależy nie tylko od lokalizacji osiedla, ale też od stawek najmu. Na przykład w Poznaniu nie są na tyle niższe od rynkowych, aby blok był już w pełni wynajęty. Jeśli czynsze nie będą konkurencyjne w stosunku do oferty rynkowej, trudno będzie o klientów, bo na rynku najmu konkurencja rośnie. Przybywa prywatnych właścicieli traktujących nieruchomości jako lokatę kapitału. Inwestycjom w najem sprzyja niechęć do zadłużania się na własne M" (dołek kredytowy banki notują koleiny kwartał z rzędu) oraz moda na mobilność wśród młodego pokolenia.

Kolejny rok obserwuję trend uciekania od stałych, długoterminowych obciążeń przez młodych ludzi. Kłopoty z hipotekami frankowiczów odcisnęły piętno na rynku. Wiele młodych osób boi się kredytu. Wiele jest gotowych pojechać w inny region kraju za dobrą pracą. Pomieszkają tam rok czy dwa, wyjadą za granicę, wrócą do innego miasta w Polsce. Dlatego wolą wynajmować mieszkanie, niż wiązać się z bankiem. Najem daje im wolność tłumaczy Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości.

Zmiany w Polsce obserwują zagraniczne fundusze inwestycyjne dysponujące miliardami euro zagranicznych emerytów. Eksperci z firmy Mzuri przyznają, że na rynku pojawili się także mali inwestorzy z Danii, Holandii, Austrii i Niemiec, którzy szukają wynajętych budynków, bo są zainteresowani długoterminowymi zyskami z najmu. Problemem jest dla nich to, że czynsze za mieszkania są w złotych. Tymczasem na najmie biur zarabiają w euro. Nie mają więc ryzyka kursowego na rynku komercyjnym. Jednocześnie firmy wynajmujące biura są podatne na zawirowania w gospodarce, podczas gdy mieszkaniówka daje większą stabilność inwestorom.

Eksperci są zgodni: jeśli BGK z sukcesem wynajmie bloki, które kupuje, to wkrótce na nasz rynek wejdą duzi gracze, gotowi kupić całe bloki. Wśród nich są fundusze inwestycyjne z Niemiec i Skandynawii, ale też o korzeniach brytyjskich, w tym firmy ubezpieczeniowe. Fundusze te działają w długofalowej perspektywie i zainteresowane są długoterminowym wynajmem. Dla najemcy oznacza to, że niezależnie od okresu zawarcia umowy zmaleje ryzyko niespodziewanej wyprowadzki tłumaczy Paweł Sztejter, ekspert firmy Reas. Ponieważ dla funduszy jedną ze ścieżek wyjścia jest sprzedaż całego portfela mieszkań, to przedmiotem wynajmu są dobrze wykończone i wyposażone lokale.

Sławek Muturi, założyciel Grupy Mzuri - Nikt nie wie, jak duży jest rynek mieszkań wynajmowanych przez prywatne osoby. Z moich szacunków wynika, że może się tym zajmować ok. 750 tys. osób. Można też uznać, że 5 procent zasobów mieszkaniowych jest dziś w Polsce wynajmowanych. To niewiele, ale będzie się to zmieniać. Przybywa małych inwestorów, którzy chcą czerpać zyski z wynajmu lokali. My w całej Polsce opiekujemy się 1,2 tys. takich mieszkań. Ponieważ dostęp do kredytów nie będzie łatwiejszy, a coraz ważniejsze jest bycie mobilnym, uważam, że mniej młodych osób będzie chciało brać na barki 30-letni kredyt. Wybiorą najem. Kiedyś bycie najemcą, a nie właścicielem, było synonimem nieudacznictwa, a kupno lokalu na kredyt symbolem sukcesu. Powoli przestaje to być aktualne.

Czynsze są u nas stosunkowo wysokie

W Polsce cena zakupu mieszkania odpowiada kosztom jego wynajmu przez 15 lat. Jest to okres o dziesięć lat krótszy niż europejska średnia oraz o połowę krótszy niż w Niemczech. Dane te pokazują, że czynsze w naszym kraju są relatywnie wysokie w porównaniu z wartościami nieruchomości. Gorzej jest tylko w Rumunii, na Węgrzech i w Czarnogórze komentuje Bartosz Turek, analityk Lion's Banku. Jego zdaniem u nas zakup lokum na kredyt opłaca się bardziej niż najem. Wylicza, że średnio w Europie kwota potrzebna do zakupu nieruchomości wystarczyłaby na 26 lat wynajmowania. W Polsce jest to niecałe 15 lat, co plasuje nas w gronie państw o najdroższym najmie. Na wynik wpływają dwa czynniki: wartość nieruchomości oraz wysokość czynszów. Patrząc na dane Eurostatu, rodzimy rynek najmu jest na ścieżce szybkiego rozwoju. W ciągu czterech lat liczba najemców w Polsce się niemal podwoiła. Coraz więcej osób rezygnuje z wieloletniego kredytu na rzecz najmu mówi Bartosz Turek. Wciąż jednak grupa ta jest niewielka w porównaniu np. z Niemcami. Niestety, przeciętny Polak musiałby pracować dwa, trzy razy dłużej niż w Niemczech, na Łotwie, na Litwie, w Norwegii czy Belgii, aby kupić przeciętną stołeczną nieruchomość dodaje analityk. Dane z krajów europejskich potwierdzają, że im łatwiej kupić lokal, tym popularniejszy jest rynek najmu. Jeśli nieruchomości są tanie, więcej osób stać na to, by kupić lokum na wynajem. A gdy podaż jest duża, czynsze są niższe. Wtedy najem staje się prawdziwą alternatywą dla zakupu, a przestaje być jedyną opcją dla tych, którzy nie mają zdolności kredytowej podkreśla Bartosz Turek.

Grażyna Błaszczak I 14-07-2015 Rzeczpospolita

Źródło: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1215602-Wynajem-da-mlodym-wolnosc.html

 
 Oceń wpis
   

Czy przedsiębiorcy z Emiratów Arabskich ulokują w Warszawie i Łodzi inwestycje za dwa miliardy euro?

Inwestorzy z Dubaju poszukują dużej działki min. 20 ha w centrum miasta. Planują na pozyskanym terenie wybudować nową wielofunkcyjną inwestycję podobno w grę wchodzi Warszawa i Łódź. W programie TV Toya Bez etatu red. Marka Krzciuka o zaletach i wadach przyszłej inwestycji odpowiadali zaproszeni do studia eksperci min. Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości, Błażej Moder dyrektor Nowego Centrum Łodzi, Janusz Michaluk dyrektor Regionalnej Izby Gospodarczej.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości - komentarz

Zastanawiam się, po co Dubajczykom inwestycje w UE a szczególnie w Polsce. Przecież tu dużego biznesu na tych nieruchomościach nie zrobią są na świecie lepsze i bardziej rentowne rynki inwestycyjne. W Warszawie i Łodzi w segmencie biurowym i mieszkaniowym od lat panuje nadpodaż a ceny i czynsze są na poziomie przeciętnym i zwrot z takiej inwestycji byłby długoletni. Zastanawiam się czy w przypadku tej ewentualnej inwestycji wcale nie chodzi o jej biznesowy charakter tylko może inne sprawy? Może w grę wchodzą jakieś przesiedlenia ludzi czy ruchy etniczne może głównym celem inwestycji zbudowanie takich zamkniętych osiedli miast w mieście.

Meczet już otwarty. Teraz powstanie dzielnica Arabska ?

Tak myślę, że w Centrum Warszawy w okolicach dworca Centralnego i Pałacu Kultury i Nauki [takie tereny proponuje inwestorom Stołeczny Urząd Miasta] mogłoby powstać takie Business Office Center z lśniącymi drapaczami chmur o funkcjach biurowych I apartamentowych. A w Łodzi na terenach wokół nowa budowanego dworca i Nowego Centrum Łodzi [takie tereny proponują Dubajczykom władze miasta Łodzi] mogłoby powstać miasteczko z budynkami mieszkalnym i pełną infrastrukturą handlowo usługową mając na względzie przyszłościowe dobre skomunikowanie z Warszawą za pośrednictwem szybkiej kolei.

Takie warianty zakładam dla tej planowanej inwestycji. Podobno jesienią ma odbyć się wizyta studyjna na wytypowanych nieruchomościach i może wtedy inwestorzy z Dubaju uchylą rąbka tajemnicy o przyszłym projekcie.

Zastanawiam się też czy czasem nie jest to tylko celowe działanie wizerunkowe władz Warszawy i Łodzi pokazujące, że coś na rynku inwestycyjnym się dzieje i że długo oczekiwani inwestorzy strategiczni właśnie pukają już do drzwi. Oba miasta są bardzo zadłużone, wyprzedają nieruchomości uzupełniając niedobory w budżecie. Cierpią na brak prestiżowych inwestycji takich lokomotyw sukcesu. Wiemy przecież, że mamy rok wyborczy a jesienią może się zmieć układ w parlamencie, powstać nowy rząd. Myślę, że Prezydentów tych miast w takiej sytuacji mogą czekać trudne chwile włącznie z pomysłami o ich, odwołanie i przeprowadzenie referendum. Nie wiem może i dlatego takie dziania PR i komunikat do mieszkańców, że jesienią inwestorzy się pojawią i zmienią oblicze miast sypiąc petrodolarami.

Czas pokaże, jakie decyzje zapadną odnośnie ewentualnych inwestycji, jakie będą układanki polityczne, kto zyska, kto straci. Na razie jedno jest pewne, że do końca, wakacji łódzkie biuro Samsunga, zostanie zamknięte i zostanie przeniesione do Warszawy. A jesz-cze nie tak dawno czytałem szumne raporty, że Łodzi będzie centrum PO. Widać zaklinacze rzeczywistości patrzą na to z innej perspektywy a rynek inwestycyjny kieruje się swoimi prawami.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

30 czerwca 2015 r. Źródło : www.tvtoya.pl

 
 Oceń wpis
   

Rozmowa z Tomaszem Błeszyńskim, doradcą rynku nieruchomości

Kilka chwil po zakończeniu licytacji działki pod Bramę Miasta napisał Pan na Facebooku: Szału nie było... Przeciętna transakcja na przeciętnym rynku nieruchomości... Po jednym oferencie na taką cud działkę nie widać potwierdzenia takiej niby to atrakcyjności łódzkiego rynku nieruchomości... Szaro... Smutno i biednie wokół ... Nie zmieniam zdana po jednej transakcji o łódzkim rynku inwestycyjnym... Moje analizy wskazują, że słońca długo nie zobaczymy... Żałuję bardzo, bo to moje ukochane rodzinne miasto

Dlaczego tak krytycznie potraktował Pan tę transakcję ?

Zacznijmy od tego, że miasto dużo chciało, a mało wzięło. Miało być tylu chętnych już za pierwszym podejściem, gdy działkę wystawiono za 40 mln zł. To było czyste wariactwo. Dużo się o tym mówiło, był wyjazdy na targi w Cannes, zainteresowanie inwestorów, koncepcja Daniela Libeskinda, sztandarowy projekt dla Nowego Centrum Łodzi, aż w końcu za drugim podejściem sprzedano działkę Skanskiej. W dodatku zastanawiam się, czy to nie była transakcja proszona.

Proszona ?

Z takim zjawiskiem mamy do czynienia drugi raz. Transakcja dotycząca działki przy ogrodowej w pobliżu Pałacu Poznańskiego też jest dziwna. Też jeżdżono z nią na targi, przez dwa lata wystawiano w trzech przetargach, a sprzedano ją za połowę wartości, a może nawet mniej. Tak samo jak w przypadku działki pod Bramę Miasta, inwestor ma aż pięć lat na realizację. W innych miastach nie daje się takich preferencyjnych warunków. Pięć lat to piekielnie długo. To niepokojące, bo w tym czasie może zmienić się koniunktura na rynku. Niewiadomo, czy za pięć lat Skanska będzie jeszcze właścicielem tej działki. Miasto powinno dążyć do tego, aby jak najszybciej zakończyć inwestycje. W Łodzi są takie procedury, że na pozwolenie na budowę trzeba czekać rok. Budowa może trwać kolejny rok, może półtora. A przecież wielkie biurowce mogą powstać nawet w dziewięć miesięcy, jak choćby Forum76 przy Piłsudskiego. Gdy dodamy jeszcze rok na komercjalizację pomieszczeń biurowych, to wychodzi nam okres trzech lat. A miasto daje pięć lat. Tego nie potrafię zrozumieć.

Czy Łódź jest tak mało atrakcyjna dla inwestorów, że do licytacji przystąpiła tylko jedna firma ?

Rzeczywiście, był jeden oferent, który kupił działkę za pół ceny. Z buńczucznych planów miasta wyszły nici. A jeszcze niedawno wiceprezydent Marek Cieślak mówił, że po tę działkę ustawiają się kolejki. A tymczasem potwierdziło się to, co od wielu lat wiadomo, że Łódź na mapie inwestycyjnej jest słaba. Nie jest miastem atrakcyjnym dla inwestorów. Nikt nie potrafi ich przyciągnąć. Gdyby to rzeczywiście była działka luksusowa, to by się o nią zabijali. Kiedyś tak było, że do przetargów na miejskie nieruchomości przystępowało 20 oferentów i bili się o działki. Rozmawiałem z wiceprezydentem Ireneuszem Jabłońskim, który powiedział mi, że rynek zweryfikuje rzeczywista wartość działki pod Bramę Miasta. A wyszło na to, że Łódź znów wyprzedaje srebra rodowe. Cieszę się, że tę działkę sprzedano, bo bez Bramy Miasta byłaby wielka wyrwa w architekturze. Ona ma otwierać Nowe Centrum Łodzi. Martwi mnie, że sprzedaż odbywała się w bólach, że brakuje koncepcji zagospodarowania pozostałego terenu NCŁ, że brakuje klientów na pozostałe działki.

Kwota 28,5 mln zł jest zbyt niska ?

To taniocha. Za takie pieniądze kupi się marną działkę w Warszawie. Atrakcyjne działki są o wiele droższe. W stolicy panuje przekonanie, że Łódź nie jest atrakcyjna dla inwestorów. Przy ulicy Tuwima, przy samym NCŁ, mam działkę do sprzedania. Oglądali ją deweloperzy, ale nikt nie chciał jej wziąć, bo nie wierzyli w rentowność NCŁ.

Sprzedaż działki pod Bramę Miasta miała być sygnałem dla inwestorów, że warto inwestować w NCŁ.

Jeśli ta transakcja wysłała jakiś sygnał dla rynku, to tylko taki, że w Łodzi można tanio kupić działki. NCŁ miała jawić się, jako wyspa szczęśliwości, ale jeśli ten projekt wystrzeli, to zniszczy Piotrkowska. Sprzedajemy tereny w nowym centrum, a co ze starym? Analizy Krakowa, Warszawy czy Katowic wykazują, że gdzie powstanie zabudowa komercyjna przy dworcu, tam kończy się ruch w kierunku centrum miasta. Osoby dojeżdżające spoza miasta docierają do węzła przesiadkowego, tam robią zakupy, więc nie biegają już po mieście. Pytam znajomych z Krakowa, kiedy ostatni raz byli na rynku. Odpowiadają, że rok lub pół roku temu. Bo i po co? Przyjadą pociągiem, pójdą do biura, a zakupy zrobią w galerii przy dworcu. W Warszawie Złote Tarasy zabiły ruch na Marszałkowskiej i Nowym Świecie.

W Bramie Miasta ma pracować ć 3, 5 tysiąca osób. To realne ?

To liczba marketingowa. Nie faktyczna, tylko przewidywalna. I to dla całego obszaru stu hektarów NCŁ. Łódź nie będzie centrum biurowym, bo inne miasta już nam uciekły. Trzeba skończyć z marketingowymi bajkami i zrobić strategię dla inwestorów. Zwłaszcza dla łódzkich, bo inne miasta dają im ulgi, a Łódź chwali się obcym inwestorem. Podsumowując, najpierw strategia dla inwestorów i koniec chaosu urbanizacyjnego, komunikacyjnego i urzędniczego, a potem może coś drgnie.

Rozmawiał; Marcin Bereszczyński Forum Łódź 19.06. 2015 Polska Dziennik Łódzki

 
 Oceń wpis
   

Lofty: Mieszkanie w dawnej fabryce to wciąż luksus, na który mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Na Zachodzie historia loftów sięga kilkudziesięciu lat, tymczasem w Polsce pojawiły się one całkiem niedawno.

W latach 70. i 80. XX w. dzielnicę Williamsburg w północnej części Brooklynu po 30 latach świetności opuszczał przemysł. Na Brooklyn ruszyli więc artyści, którym Manhattan oferował za mało miejsca, za te same pieniądze. Tu mogli mieć całe piętra manufaktur o powierzchni przynajmniej 500 mkw., gdzie sufit był na wysokości na ponad pięciu metrów nad podłogą tłumaczy Bartosz Turek, kierownik działu analiz Lions Banku.

Wahania popytu

W Polsce inwestycje w lofty zapowiadały się świetnie na przełomie 2005 i 2006 r.

Projektanci realizowali swoje niespełnione wcześniej marzenia, zaś inwestorzy kupowali często za bezcen zniszczone zębem czasu obiekty. Spece od marketingu sprytnie nakręcali modę, uciekając się do różnych sztuczek, często wykorzystując do tego znane z ekranu twarze. Tajemniczy analitycy wróżyli z miesiąca na miesiąc dwucyfrowe zyski na loftach. Sprzedaż kwitła, ceny rosły, klienci rezerwowali papierowe inwestycje opowiada Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Nabywcami loftów były przede wszystkim fundusze inwestycyjne, ale też artyści, malarze, rzeźbiarze, fotograficy, filmowcy, dziennikarze, prawnicy, lekarze. Inwestorzy nie spodziewali się krachu, i to na całej linii.

Tymczasem rewitalizacja pofabrycznych obiektów okazała się bardzo droga, pracochłonna i do tego często musiała być przeprowadzana pod okiem konserwatora zabytków. Zaczęły się obsuwać terminy, powstawały problemy ze znalezieniem specjalistycznych wykonawców. Czas upływał a rynek nieruchomości hamował mówi Tomasz Błeszyński.

Zachwyt nad tą kategorią nieruchomości dodatkowo ostudziło kilka spektakularnych upadłości deweloperskich. Jedną z najbardziej znanych było objęcie przez syndyka w 2012 r. loftów w fabryce Scheiblera w Łodzi, których cena na początku sprzedaży sięgała 7,5 tys. zł, a ostatecznie z trudem sprzedawano je za 3 tys. zł za mkw. mówi Maciej Górka, ekspert ds. nieruchomości Domiporta.pl Jednak mimo fiaska łódzkiego projektu, na deweloperskiej mapie Polski pojawiło się wiele nowych inwestycji loftowych. W Poznaniu, w zabytkowych koszarach XV Pułku Ułanów Poznańskich powstały Lofty Ułańskie, których ceny wynoszą od 7 tys. zł za metr w 150-metrowym apartamencie do ponad 11 tys. zł w mniejszych lokalach. Także we Wrocławiu znajdziemy podobne inwestycje, choćby Lofty Platinum w XIX-wiecznej destylarni Braci Wolff przy ul. Inowrocławskiej, gdzie ceny zaczynały się od 8 tys. zł za mkw. Innym przykładem jest Nowa Papiernia w zaadaptowanym budynku papierni z 1889 r. na Przedmieściu Oławskim, w której ceny wahają się od 7,8 tys. do 10 tys. za mkw. W Krakowie natomiast lofty powstają w dzielnicy Zabłocie w zabytkowym młynie Ziarno, a w Warszawie w dawnej wytwórni wódek Koneser z cenami od 8 tys. zł za mkw. wylicza Maciej Górka.

Plusy i minusy

Zaletą loftów jest możliwość zaaranżowania powierzchni na wiele sposobów. Duże okna, wysokie ściany, industrialny charakter to wszystko w rękach dobrego projektanta gwarantuje ciekawe projekty aranżacyjne i urzeczywistnienie rozwiązań, które w standardowym mieszkaniu nie mogłyby mieć miejsca. Dla niektórych wadą może być wielkość powierzchni i problemy natury praktycznej od większych kosztów ogrzewania takich powierzchni, po utrzymanie w czystości np. szyb mówi Marcin Jańczuk, dyrektor ds. PR w Metrohouse. Trzeba też pamiętać, że cechą loftów są otwarte przestrzenie stąd trudne może być podzielenie powierzchni na pokoje np. dla rodziny z dziećmi. Do tego jeśli strop jest na wysokości 5 czy 7 metrów trudno nawet wymienić zużytą żarówkę dodaje Bartosz Turek.

Niepewna przyszłość

Trudno jednak ocenić, czy lofty przekształcane w mieszkania mają szansę stać się w najbliższych latach poważnym graczem na rynku nieruchomości. Jak tłumaczy Ewa Piechota, menedżer marketingu Nowej Papierni, zainteresowanie loftami jest bardzo duże. Potwierdzają to liczby. Ze 129 loftów Nowej Papierni i inspirowanych nimi mieszkań New Line do sprzedania pozostało około 20 lokali. Polacy coraz częściej chcą mieszkać oryginalnie i szukają niekonwencjonalnych, klimatycznych wnętrz. Planujemy kolejny etap inwestycji, w ramach którego Nowa Papiernia powiększy się o około 140 wysokich mieszkań, nawiązujących do poprzemysłowego charakteru loftów zapowiada Ewa Piechota.

Tymczasem według Tomasza Błeszyńskiego, chętnych na lofty nie ma zbyt wielu. Już w niektórych miastach mieszkania na rynku pierwotnym i wtórnym tanieją. Ruszają promocje deweloperów, podaż rośnie, mało kogo interesują już lofty. To zjawisko postępuje w całej Polsce. Niektórzy inwestorzy próbują przerabiać swoje lofciarnie na biurowce z kolei inne projekty ślimaczą się, jakby czekały z zakończaniem na nowy boom nieruchomościowy. Polacy jeszcze nie zaakceptowali i nie przekonali się do takich inwestycji, niejednokrotnie pamiętają jeszcze te przędzalnie jako działające fabryki z daleka śmierdzące chemikaliami, przesiąknięte smarami mury i podłogi po maszynach tkackich. Na to, by lofty były przyjaźnie przyjmowane przez klientów i rynek, potrzeba czasu i pieniędzy twierdzi Tomasz Błeszyński.

Anna Gołasa 21.04.2015r.

Źródło: http://pulsbiznesu.pb.pl/4050020,88715,industrialna-moda-odradza-sie-wolno

 
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-09-14 20:37
Z.Maria do wpisu:
Będą chętni na drewniane domy
Witam Pana, Bardzo dobry komentarz i trafne spostrzeżenia. To może być dobry pomysł z tymi[...]
 
2017-09-06 20:46
Marek I. do wpisu:
Trudny wybór po ciężkiej walce
uczucie takiej walki na pewno nie raz niejednemu towarzyszące, mnie na pewno też. Czasem nie[...]
 
2017-09-02 14:10
Michoł do wpisu:
Inwestorzy podbijają ceny mieszkań
Pan Błeszyński może mieć rację, bo chciwość deweloperów na pieniądze jest nam znana od lat. Oby[...]
 
2017-08-31 22:14
Andrzej z Warszawy do wpisu:
Trudny wybór po ciężkiej walce
Dokładnie tak - trafnie Pan to określił - ciężki życiowy wybór. Jak zachować w tym wszystkim[...]
 
2017-08-23 18:39
Marek I. do wpisu:
Te mieszkania tanieją. Warto kupić ?
Nie dziwię się, firmy budowlane oszczędzają na materiałach jak mogą, w związku z dużą[...]