Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
„ Ludzkie meble ” 2016-04-10 17:21
 Oceń wpis
   

" Ludzkie meble "

Niektórzy ludzie są jak meble,

pasują do każdego gabinetu,

dają się przestawiać z kąta w kąt,

byle tylko zyskać stołek dla siebie, zapominają,

że ich kariera, zależy od gustu designerów.

Aforyzm społeczno - polityczny - Tomasz Błeszyński - luty 2015

 
Psychologiczne zagrywki 2016-04-10 17:16
 Oceń wpis
   

Ktoś sprzedaje mieszkanie obciążone kredytem, jest w potrzebie, to może więcej opuści - myśli kupujący.

Czasem się to udaje, czasem nie.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości: - Mieszkanie z ustanowioną na rzecz banku hipoteką nie stanowi problemu. Klienci nie boją się tego typu ofert, bo przecież wiadomo, że w chwili sprzedaży nieruchomości, kredyt zostanie spłacony - np. z zadatku otrzymanego od kupującego przy umowie przedwstępnej lub środków własnych sprzedającego, a hipoteka za zgodą banku wykreślona. Istnieje też drugie rozwiązanie, z którego klienci też czasem korzystają. Chodzi o przejęcie zobowiązań kredytowych poprzedniego właściciela poprzez wypłacenie kwoty sprzedaży pomniejszonej o pozostałą do spłaty cześć kredytu.

Z reguły w takim przypadku kupujący zaciąga również kredyt, z którego reguluje zaległe zobowiązania, ustanawiając po wykreśleniu tamtej nową hipotekę na zabezpieczenie swojego kredytu. Mieszkanie obciążone hipoteką czasem stanowi pretekst do próby uzyskania atrakcyjniejszej cenny sprzedaży przy negocjacjach. Taka psychologiczna zagrywka. Ktoś sprzedaje, ma kredyt, jest w potrzebie, to może więcej opuści. Czasem się to udaje, czasem nie. Jeśli sprzedający ma konkretnie obliczoną kwotę do spłaty zobowiązań, to nie będzie skłonny do większych negocjacji, bo przecież sprzedaje, by pozbyć się długów, ale i coś jeszcze zyskać. Jeśli chodzi o mieszkania kupowane na kredyt w programie "Rodzina na swoim", to trzeba pamiętać, że był to popularny produkt, choć nie zawsze korzystny. W czasach, gdy ten program obowiązywał, z powodzeniem można było wynegocjować w bankach korzystniejszy kredyt niż ten, który dawał zysk z chwilowych dopłat do mieszkania w "RnS".

Ale to już indywidualne kalkulacje i zdrowy rozsądek, zresztą tak samo jak przy kredytach denominowanych. Czy czeka nas wysyp mieszkań kupowanych na kredyty z dopłatą? Raczej nie. Będą to pojedyncze przypadki. Przy dzisiejszej podaży i cenach mieszkań nie opłaca się ich teraz sprzedawać. Pamiętajmy też, że były to mieszkania kupowane na zaspokojenie bieżących potrzeb mieszkaniowych. Skoro kupili i urządzili mieszkania, to będą płakać i płacić dalej kredyty - już bez dopłat. Choć sytuacja na rynku diametralnie się zmieniła i będzie to mało opłacalna inwestycja. Kupując mieszkanie na długoletni kredyt trudno jest przewidywać, co stanie się na rynku i jakie będą konsekwencje, bo przecież raz można zyskać, innym razem stracić.

aig 16-02-2015 ekonomia.rp.pl

Źródło: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/2,1179615.html Wszystkie prawa zastrzeżone

 
 Oceń wpis
   

Czy są dziś jeszcze na rynku prawdziwe okazje dla inwestorów, którzy chcieliby dobrze zarobić na nieruchomościach?

Przy tak dużej podaży nieruchomości, z jaką mamy do czynienia obecnie, praktycznie w każdym jej segmencie można znaleźć oferty, które zasługują na miano rentownej inwestycji mówi Tomasz Błeszyński, doradca ds. nieruchomości.

Po czym poznać okazję?

To zależy od wielkości projektu, oczekiwanych zysków i oczywiście od początkowych nakładów. Dla jednego inwestora wyzwaniem będzie kupno relatywnie taniego mieszkania pod wynajem, a dla innego inwestycja w rynek komercyjny wyjaśnia Błeszyński.

Grażyna Błaszczak 07-02-2015

Rzeczpospolita ekonomia.rp.pl

Źródło; http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1177509-Najlepsza-lokata--ziemia-rolna--czy-lokal.html

 
Rynek konferencyjny 2016-04-10 17:07
 Oceń wpis
   

Wyposażone w komputery sale, kolacja przy grillu, nocleg, a nawet imprezy taneczne i wycieczki po mieście - wszystko to oferują centra konferencyjne.

Paweł Jakubowski, dyrektor WenderEDU Business Center, które ma powierzchnie konferencyjne w samym sercu Wrocławia, wspomina wyprawę do Poznania po materiały szkoleniowe dla jednej z firm, które nie dotarły na czas. WenderEDU Business Center dysponuje bowiem własnym transportem. Jak podkreśla dyrektor, przydaje się on nie tylko do odbioru klienta z lotniska. - Zakres dodatkowych usług jest w zasadzie nieograniczony, zależy jedynie od kreatywności naszych gości - mówi Paweł Jakubowski.

Bankowcy i informatycy

WenderEDU Business Center oferuje osiem sal konferencyjnych o powierzchni od 40 do 110 mkw. oraz 35 pokoi hotelowych. Wszystkie sale są klimatyzowane, wyposażone w sprzęt audio-wizualny - m.in. projektor, ekran, komputer, mikrofony, nagłośnienie. - W każdej sali znajduje się też podstawowy przybornik trenerski" - z markerami, spinaczami, taśmą do przyklejania plakatów, nożyczkami itd.Sale są wyciszone, odpowiednio nasłonecznione (z możliwością zaciemnienia), mają dostęp do internetu - opowiada Paweł Jakubowski. - Nad salami znajduje się część hotelowa, co jest bardzo wygodne dla uczestników i trenerów kilkudniowych spotkań - podkreśla. Klienci mogą liczyć na przerwę kawową (całodniową), dwudaniowy lunch, kolację oraz zakwaterowanie. - Podstawowe usługi wzbogaciliśmy o wydruk materiałów dydaktycznych, usługi fotograficzne, zewnętrzny catering oraz wynajem komputerów - mówi Paweł Jakubowski. - Możemy też zorganizować dodatkowe atrakcje na terenie całego miasta rejs statkiem, wycieczkę z przewodnikiem, uroczysty bankiet w niestandardowym otoczeniu - np. na terenie zoo. Koszt wynajmu sali w tym wrocławskim centrum, w zależności od jej wielkości i liczby osób, waha się od 350 do 850 zł dziennie. Średni koszt jednodniowego szkolenia z wyżywieniem dla 20 osób to 1 - 1,5 tys. zł. Duże, kilkudniowe konferencje mogą kosztować nawet kilkadziesiąt tys. zł. Zdaniem dyrektora WenderEDU Business Center popyt na usługi konferencyjno-szkoleniowe utrzymuje się na wysokim poziomie, o czym świadczą nowe powierzchnie powstające w całej Polsce. - W listopadzie ubiegłego roku w WenderEDU Business Center odbyło się ponad 200 różnych szkoleń, spotkań i konferencji, w których uczestniczyło ok. 3,5 tys. osób - mówi Paweł Jakubowski. Wśród klientów są m.in. firmy z branży motoryzacyjnej, bankowej, informatycznej, szkoleniowej, ale też uczelnie wyższe, organizacje pozarządowe, fundacje i stowarzyszenia.

Ognisko i tenis stołowy

Anna Opalińska-Raczyńska z IBD Business School (d. Instytut Rozwoju Biznesu) ocenia, że spotkań biznesowych i szkoleń potrzebuje dziś każda średniej wielkości firma. - Z usług szkoleniowo-konferencyjnych korzystają najczęściej branże finansowa, farmaceutyczna i handlowa - zauważa. IBD Business School oferuje dwa miejsca na konferencje i szkolenia - Centrum Konferencyjne IBD w Serocku i Centrum Szkoleniowe Sienna w Warszawie. Anna Opalińska-Raczyńska opowiada, że centrum w Serocku, położone na skarpie Zalewu Zegrzyńskiego i otoczone kilometrami tras rowerowych i spacerowych,spełnia standardy trzygwiazdkowego hotelu, który może pomieścić 118 osób. Oferuje dziesięć klimatyzowanych sal konferencyjnych, z dostępem do internetu i sprzętem audiowizualnym. W konferencjach może jednorazowo wziąć udział do 140 osób. Serockie centrum organizuje też imprezy taneczne, ogniska, kolacje przy grillu. - Miłośnikom aktywnego wypoczynku oferujemy salę do squasha, bilard, tenis stołowy, rowery, kije do Nordic Walking, boisko do siatkówki, a dla osób chcących się zrelaksować - usługi gabinetu masażu - mówi Anna Opalińska-Raczyńska. - Centrum współpracuje też z agencjami eventowymi, które organizują imprezy na świeżym powietrzu - m.in. sporty wodne na Zalewie Zegrzyńskim, spływy kajakowe, paint - ball. Centrum Szkoleniowe Sienna, położone na parterze biurowca Sienna Center w Warszawie, jest przeznaczone na organizację bardziej kameralnych wydarzeń, jak spotkania biznesowe, szkolenia, seminaria czy konferencje - do 90 osób. Ma cztery sale konferencyjne. Wynajem sali w Serocki kosztuje od 500 zł do 1,5 tys. zł dziennie, w Warszawie - od 800 zł do 1,7 tys. zł.

Dowiozą celebrytę

Jak podkreśla Małgorzata Dybaś, dyrektor zarządzający na Polskę w firmie doradczej Hotels Asset Management (HAM), światowy rynek MICE (Meetings, Incentives, Conferences and Events) rośnie w tempie ok. 10 proc. rocznie. - Polska nie odstaje od tego trendu - ocenia Małgorzata Dybaś. -Powstające obiekty przy odpowiednim zarządzaniu są w stanie zapewnić sobie duże obłożenie i co za tym idzie - rentowność - zapewnia.

Dyrektor HAM zauważa, że rynek ten jest ściśle powiązany z sytuacją gospodarczą w kraju. - Popyt zależy w dużej mierze od budżetów firm na szkolenia, promocję, etc. - tłumaczy Małgorzata Dybaś. - Ważne są także szkolenia organizowane przy wsparciu funduszy unijnych, zarówno przez firmy prywatne, jak i instytucje publiczne. Coraz większe znaczenie ma też popyt międzynarodowy - dodaje. Zauważa, że najmniejsze wydarzenia korporacyjne, czyli szkolenia i wyjazdy integracyjne, są bardzo często organizowane bezpośrednio przez przedsiębiorstwa. - Jednocześnie rozwija się branża organizatorów turystyki, w tym agencji eventowych i incentive. Firmy tego typu, szczególnie gdy chodzi o wydarzenia w obiektach innych niż hotele, udzielają wsparcia w koordynacji wszystkich dostarczanych usług, takich jak catering, oświetlenie, nagłośnienie, obsługa, udział celebrytów - wylicza Małgorzata Dybaś.

Także Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości, zwraca uwagę na powiązanie inwestycji w obiekty konferencyjno - szkoleniowe z sytuacją gospodarczą. - Rynek ten rozkwitał w latach 2004 - 2008. Hossa na rynku nieruchomości, chętnie udzielające kredytów banki. Wielu inwestorów zwabionych perspektywą wysokich przychodów i szybkich zysków zaczęło budować albo modernizować obiekty konferencyjne, przystosowując je do standardów unijnych - wspomina Tomasz Błeszyński. - Inwestycje powstawały nie tylko w ośrodkach turystycznych. ale też wokół większych miast - dodaje.

Doradca podkreśla, że za inwestowaniem w ten segment rynku przemawiało rosnące zainteresowanie firm usługami szkoleniowymi, kongresami i rozmaitymi eventami. - Sprzyjały temu wzrost w gospodarczy oraz dostępność unijnych środków, dzięki którym można było dofinansować działalność edukacyjną - tłumaczy Tomasz Błeszyński. - Jak Polska długa szeroka ruszyły rożnego rodzaju szkolenia i konferencje - od naukowych po szkolenia pracowników firm i innych instytucji. Obiekty były wynajmowane, właściciele cieszyli się z rosnących przychodów. Niestety, kryzys dał się we znaki. Środki UE wygasały, firmy zaczęły zaciskać pasa i oszczędzać na marketingu. Coraz trudniej było organizować konferencje, bo sponsorzy nie byli już tak hojni. Ten sektor najszybciej i najboleśniej odczuł skutki spowolnienia gospodarczego - twierdzi Tomasz Błeszyński.

aig 31-01-2015 Rzeczpospolita

Źródło: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1175878-Rejs-statkiem--bal-i-bankiet-w-zoo.html Wszystkie prawa zastrzeżone

 
 Oceń wpis
   

Tomasz Błeszyński: Inwestowanie w nieruchomości to najlepsza forma lokowania kapitału Rynek nieruchomości w Polsce rozwinął się bardzo szybko.

Pamiętamy czasy, kiedy deweloperzy sprzedawali mieszkania na pniu, nawet te, które jeszcze nie istniały. Od 2009 r. liczba transakcji zaczęła gwałtownie spadać. Nastały chude lata. Wiele osób traktujących zakup mieszkania, jako pewną i intratną inwestycję, miało kłopoty z jego sprzedażą po cenie, jaką zapłacili za lokal w czasach prosperity. Dopiero w 2013 roku ceny zaczęły nieśmiało rosnąć, ale zapaść na rynku nieruchomości ostudziła zapał indywidualnych osób do inwestowania.

Tomasz Błeszyński, Doradca Rynku Nieruchomości ocenia, że nie ma się, czego bać. Jego zdaniem inwestowanie w nieruchomości wciąż jest najlepszą alternatywą na lokowanie kapitału. Ważne, aby robić to z głową.

Koniunktura w gospodarce ciągle się zmienia, a rynek inwestycyjny płata figle nawet wytrawnym graczom. Czy w takim otoczeniu opłaca się inwestować w nieruchomości?

Już Theodore Roosevelt mówił, że inwestycje w nieruchomości to nie tylko najlepszy, najszybszy, ale przede wszystkim jedyny sposób, aby stać się bogatym. To ponadczasowa prawda, która przetrwała i przetrwa wiele kryzysów. Nieruchomości są ważnym elementem rynku kapitałowego. To na nich z powodzeniem budowany jest majątek pokoleń. Lokowanie kapitału w nieruchomości wymaga dużej rozwagi i rozsądku, nie kupujemy tylko, dlatego ze jest tanio czy też, że nam się bardzo podoba dana oferta. Analizujemy potencjał nieruchomości ocenimy jej wady i zalety ew. nakłady i przyszłe zyski.

Kto może inwestować w nieruchomości?

Na tym rynku inwestować mogą praktycznie wszyscy. Jedynym ograniczeniem jest wielkość funduszy, jakimi dysponuje gracz. Mniej doświadczeni lokują kapitał na rynku komercyjnym w nieruchomości dochodowe. Bardziej doświadczeni szukają atrakcyjnych działek i planują, jak je zagospodarować z dużym zyskiem we właściwym czasie.

Jakie inne formy inwestowania cieszą się obecnie powodzeniem? Czy obserwuje Pan jakieś wschodzące trendy?

Na rynek powraca moda na systemy codno lub inaczej aparthotele, wykreowana przez deweloperów. Nie jest to zjawisko nowe. Na bardziej zasobnych rynkach zagranicznych takie projekty funkcjonują z powodzeniem od dawna. Aparthotele są ciekawą alternatywą inwestowania w nieruchomości. Umożliwiają zakup nie tylko pojedynczych apartamentów czy pokoi hotelowych, ale i udziałów w projekcie. Głównym wyróżnikiem projektów na tle klasycznego inwestowania w nieruchomości do najmu jest to, że deweloper bierze na siebie nie tylko obowiązki związane z wybudowaniem i zarządzaniem nieruchomością, ale i zobowiązuje się wynajmować lokale w imieniu właściciela, czyli zarządzać najmem. Takie rozwiązanie jest szczególnie wygodne dla osób, które chcąc korzystać na własne potrzeby z lokalu a w pozostałym czasie czerpać zyski z najmu nie zajmując się tym, na co dzień. Produkt taki nie jest nowy, na rynku funkcjonują firmy specjalizujące się z zarządzaniu najmem oraz fundusze inwestycyjne oferujące takie produkty, jako alternatywne źródła pomnażania przychodów.

Czy inwestycje w aparthotele mają przyszłość?

Deweloperzy jeszcze kilka lat temu niechętnie zajmowali się takim projektami, byli skupieni głownie na szybkiej sprzedaży wysoko-marżowych inwestycji, a nie ich zarządzaniem. Mieszkania sprzedawały się praktycznie od ręki. Deweloperzy niesieni sukcesem postanowili zainwestować na innych rynkach, wyjść z metropolii do znanych miejscowości i ośrodków turystycznych. Kiedy przyszedł czas kryzysu i stabilizacji, okazało się, że coraz trudniej jest sprzedać gotowe już lokale. Wtedy do Polski na dobre zawitał model aparthoteli. Deweloperzy zajęli się zarządzaniem tymi projektami. Niestety nie wszystkie projekty ze względu na lokalizację i funkcjonalność oraz standard da się przerobić na condo. W lepszej sytuacji są projekty budowane od razu z takim przeznaczeniem. O atrakcyjności inwestycji decyduje jej lokalizacja (duże miasta i miejscowości turystyczne), funkcjonalność, standard wykończenia i koszty utrzymania i oczywiście najważniejszy czynnik - chłonność rynku poparta jak najwyższymi do osiągnięcia czynszami najmu. Przecież prócz korzystania dla własnej wygody z aparthotelu przez nowego właściciela liczy się przychód z jego najmu. Rentowność z tych projektów jest porównywana do klasycznych inwestycji w najem w wg rożnych danych i wynosi średnio 4-8 procent w skali roku. To dobry wynik, zwłaszcza mając na uwadze zmieniającą się koniunkturę na rynku.

Polska The Times 27.01.2015 r.

Źródło: http://www.polskatimes.pl/artykul/3730034,tomasz-bleszynski-inwestowanie-w-nieruchomosci-to-najlepsza-forma-lokowania-kapitalu,id,t.html

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

W Expresie Ilustrowanym ukazał się artykuł opisujący pojawiające się usterki w kamienicach wyremontowanych przez miasto.

Łódzki magistrat od dawna szczyci się tym, że zmienia wizerunek miasta remontując stare budynki. Powołano nawet specjalny projekt pt. Miasto 100 kamienic oraz program rewitalizacji, który mają zasilić pieniądze pozyskane w UE.

Wszystko ładnie wygląda na wizualizacjach organizowane są konferencje prasowe, uroczyste przecięcia wstęg. Niestety, rzeczywistość skrzeczy i to bardzo z miesiąca na miesiąc zmieniają się nie tak dawno rewitalizowane, a właściwie remontowane budynki, bo kompleksowego programu rewitalizacji do tej pory jeszcze nie było.

Cytowany artykuł opisu perypetie mieszkańców w odnowionych nieruchomości na Księżym Młynie i przy ulicy Gdańskiej. Wskazuje absurdy budowlane i remontowe rodem z serialu Alternatywy 4 Stanisława Barei. Na prezentowanych zdjęciach wyraźnie widać popękane ściany, sufity, ślady wilgoci, drzwi bez klamek, czy przeciekający dach. Mieszkańcy opowiadają o niesprawnej wentylacji i o zgrozo braku odbioru kominiarskiego.

Lokatorzy w tych nowych luksusowych mieszkaniach płacą oczywiście dużo wyższe czynsze. To prawda, że lokale posiadają wyższy standard, z kranu leci ciepła woda, jest ogrzewanie i nie trzeba już nosić węgla z piwnicy. Chwała za to, że polityka remontowa sprawia, że życie w kamienicach godne będzie XXI wieku. Ale niestety nie można przejść do porządku nad tolerowaniem fuszerek, niedoróbek i partactwa. Cóż z tego, że omawiane braki będę usuwanie, a na wykonane prace remontowe obowiązuje gwarancja.

Prawdziwy problem tkwi w przygotowaniu, realizacji i nadzorze wykonywanych z publicznych pieniędzy projektów. W zeszłym roku zwracałem na, to uwagę wielokrotnie mając ma myśli nie tylko projekty rewitalizacyjne, ale i inwestycje realizowane z budżetu obywatelskiego. Moje niestety niepochlebne opinie spotkały się z ostrą reakcją politycznych piewców sukcesów. Niektórzy byli chyba tak ideologicznie zaślepieni, że usuwali moje artykuły i komentarze z jednego popularnych portali społecznościowych.

Raz jeszcze apeluje o rozsądek i właściwe zarządzanie publicznymi funduszami oraz bezwzględne nadzorowanie oraz wyciąganie konsekwencji z niewłaściwych realizacji nie tyko w stosunku do wykonawców, ale osób za nadzór odpowiedzialnych. A w opisanych przypadkach mieszkańcy tych felernych lokali mam nadzieję, że otrzymają od miasta bonifikaty w czynszu do czasu całkowitego usunięcia usterek.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości - styczeń 2015

Źródło: http://www.expressilustrowany.pl/artykul/3727392,w-kamienicach-na-ksiezym-mlynie-i-przy-gdanskiej-usterka-goni-usterke-zdjecia,id,t.html

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Czego można się spodziewać na rynku lokali używanych w 2015 roku?

Kto i co będzie kupował? W minionym roku nie było łatwo sprzedać używane lokum, gdy w pobliżu powstawało nowe osiedle. Deweloperzy święcili triumfy, a lokale z drugiej ręki musiały mieć atrakcyjne ceny, by wygrać konkurencję.

Zapytaliśmy ekspertów o to, co wydarzy w 2015 r. na rynku wtórnym:

Marta Kosińska, analityk Szybko.pl: Nie mam specjalnie optymistycznych prognoz. Początek roku będzie pewnie nieco lepszy niż zazwyczaj, ponieważ domykane będą transakcje zaplanowane jeszcze w 2014 roku, według starych zasad dotyczących minimalnego, 5-procentowego wkładu własnego przy kredycie hipotecznym. Następnie czeka nas kolejny spadek popytu na mieszkania. Konieczność zgromadzenia 10-proc. wkładu własnego oddali wielu osobom termin zaciągnięcia kredytu. Nie będziemy mieli do czynienia z bodźcem popytowym w postaci dalszych spadków stóp procentowych. Trzeba liczyć się z tym, że 2015 będzie rokiem spadku cen nieruchomości.

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości: W 2015 r. niewiele się zmieni w porównaniu z rokiem ubiegłym. Ceny mieszkań będą zmierzały do stabilizacji, choć na niektórych rynkach mogą zdarzyć się drobne wahania stawek, spowodowane chęcią nakręcania kolejnej bańki spekulacyjnej przez deweloperów i ich firmy PR. O zakupie nieruchomości nadal będą decydować posiadana gotówka i zdolność kredytowa. Nie spodziewam się jednak, by banki wróciły do rozdawania kredytów. Ponieważ praktyczne we wszystkich miastach deweloperzy realizują nowe inwestycje, mieszkań na pewno nie zabraknie dla chętnych. Ciekawostką być może będzie wprowadzona w tym roku nowelizacja ustawy konsumenckiej m.in. wydłużająca do pięciu lat okres rękojmi za wady fizyczne nieruchomości. Ucieszy to z pewnością wszystkich klientów deweloperów, którzy teraz będą mieli o dwa lata dłuższy okres na wykrycie ewentualnych usterek w mieszkaniu lub częściach wspólnych budynku. Natomiast trochę może to zmartwić deweloperów, którzy będę musieli po prostu solidnie budować. Jak zareaguje rynek na te zmiany? Czas pokaże, czy zapisy ustawy będą tylko martwym zapisem czy orężem w walce z bylejakością.

Joanna Lebiedź, pośredniczka Lebiedź Nieruchomości: Patrząc na rok 2014 z perspektywy porównania rynku pierwotnego i wtórnego, na pewno widać, że ilość pozwoleń na budowę stopniowo rośnie. Jednak pewne ograniczenia w programie Mieszkanie dla młodych" sprawiają, że nie we wszystkich miastach ten system działa na tyle sprawnie, jak przewidywali jego twórcy. To szansa dla rynku wtórnego. Ale rok 2015 raczej nie przyniesie rewolucyjnych zmian w strukturze zainteresowania poszczególnymi segmentami rynku mieszkań. Sprzedaży nie poprawi kolejna rekomendacja nadzoru finansowego, zwiększająca wymagany udział własny klientów ubiegających się o kredyt hipoteczny. Dlatego raczej należy się spodziewać dalszej stabilizacji cen w segmencie mieszkań małych i średnich oraz dalszych spadków stawek za lokale większe, a także cen domów i gruntów.

Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse: 2015 rok przyniesie dalszy rozwój programu Mieszkanie dla młodych" oraz wyższy wymóg wyższego wkładu własnego do kredytów. Przyszły rok to także kontynuacja napływu na rynek inwestorów próbujących swoich sił w inwestowaniu w lokale na wynajem. Coraz bardziej na znaczeniu będzie zyskiwać cena całościowa mieszkania, więc można się spodziewać, że nadchodzą czasy zmniejszającego się metrażu nabywanych mieszkań. Kolejne bariery w dostępie do kredytów spowodują, że będziemy poszukiwać coraz mniejszych, funkcjonalnie zaaranżowanych mieszkań. Jeżeli przeciętnie sprzedawane mieszkanie w stolicy kosztuje 350 tys. zł, wkład własny, podatki i opłaty okołotransakcyjne wyniosą ok. 45 tys. zł. Tyle trzeba posiadać w gotówce. A pamiętamy, jak niegdyś banki oferowały kredyty nawet na 120 proc. wartości nieruchomości. Te czasy już nie wrócą. Pośrednikom należy więc życzyć w takiej sytuacji większej niż dotychczas skłonności do współpracy z innymi doradcami, bo nic tak nie satysfakcjonuje klienta, jak sprawna i szybka realizacja zlecenia kupna/sprzedaży. Natomiast dobrą wiadomością dla poszukujących mieszkań jest to, że nadal istnieje pole do negocjacji cen nieruchomości.

Jarosław Mikołaj Skoczeń, Grupa Emmerson: Jeżeli chodzi o działki budowlane, to ceny nadal będą do negocjacji, ale już nie o tyle co rok temu. Aby szybko znaleźć kupca, bardzo ważne będą lokalizacja i uzbrojenie. Rynek pierwotny mógłby ruszyć jeszcze w większym stopniu, gdyby zadziałał program rządowy Mieszkanie dla młodych". Jednak dotychczas jego rola była raczej niewielka. Szkoda, bo niewykorzystane pieniądze z roku nie przejdą na następny rok, więc z punktu widzenia potencjalnych kupujących zostały stracone. W minionym roku rywalizowanie państwa z inwestorami w zakupie mieszkań pod wynajem na pewno nie pomogło podjąć decyzji o tym, że warto inwestować w takie lokale. W 2015 r. nie spodziewam się na rynku nieruchomości przyspieszenia. Dużo będzie zależało od wiary nabywców w polepszające się dochody i pomoc od państwa dla młodych rodzin. Mam nadzieję, że ruszy program budownictwa społecznego. Aż szkoda patrzeć, jak grunty na których gminy mogą budować tanie mieszkania dla grupy młodych małżeństw, których nigdy nie będzie stać na zakup mieszkania stoją puste.

Paula Augustynowicz, Freedom Nieruchomości: Rok 2015 będzie kontynuacją walki o uwagę i zainteresowanie klientów, pomiędzy rynkiem wtórnym a pierwotnym. Znaczenie programu Mieszkanie dla młodych" będzie przybierało na sile. Większe wymagania banków i obowiązek wnoszenia wkładu własnego (minimum 10 proc.) może mieć wpływ na obniżenie cen nieruchomości używanych. Nie przewiduję jednak, aby nastąpiło to szybciej niż dopiero w drugim kwartale roku. Może wówczas nastąpią wyraźne wahania cen, a rynek będzie potrzebował kilku miesięcy na ustabilizowanie się. Klienci powinni pamiętać, że o sukcesie sprzedaży nieruchomości decyduje jej cena oraz profesjonalny marketing, który wyróżni ją spośród setek podobnych. Podaż będzie dalej wyższa niż popyt, a to deweloperzy przyciągają silnie kupujących coraz to bardziej atrakcyjnymi ofertami. Tomasz Lebiedź, pośrednik, trener eszkolenia24.pl Prognozując trendy na rynku, warto zwrócić uwagę, że ceny najmu mieszkań spadają w stosunku do pensji, co oznacza, że coraz bardziej warto rozważać najem zamiast kupna. Tym bardziej że najem pozwala na mobilność, a ta w naszym społeczeństwie rośnie. A zatem: po co w tych warunkach kupować mieszkania pod wynajem? Warto też zwrócić uwagę na kolejną wyrwę w rynku: to Polacy w wieku około 30 lat. Teoretycznie powinna to być główna i naturalna grupa kupująca mieszkania na swoje potrzeby, ale niestety 30-latki coraz częściej mieszkają w Londynie i innych podobnych miejscach. I pewnie ci, którzy się tam już urządzili a jest ich wielu nigdy do Polski nie wrócą, więc nie kupią tu mieszkań. Ponad milion emigrantów, głównie młodych, to cios w przyszłość m.in. rynku nieruchomości. Chyba że na miejsce emigrantów wejdą imigranci. Ale czy Ukraińcy będą woleli u nas kupować niż wynajmować mieszkania?

Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors W 2014 roku część młodych, którzy mogli skorzystać z preferencyjnego kredytu w ramach MdM", wolała zaciągnąć zwykły i kupić mieszkanie z rynku wtórnego. Wymagało to co prawda posiadania środków w wysokości 5 proc. wartości lokalu, ale ceny takich mieszkań były i nadal są niższe. Co więcej, lokale z drugiej ręki wymagały niewielkich nakładów niezbędnych do tego, aby można było w nich zamieszkać. Miały już bowiem podłogi, drzwi oraz wyposażenie łazienki i toalety. Tymczasem przy korzystaniu z MdM" wkład własny nie był konieczny, ale potrzebne były znaczne środki na wykończenie nowego mieszkania. Trzeba bowiem podkreślić, że preferencyjnym kredytem nie można finansować wykończenia mieszkania, lecz jedynie pokryć cenę jego zakupu. Ponadto pomiędzy nowymi mieszkaniami, które można było kupić z pomocą MdM", a tymi używanymi nierzadko istniała zasadnicza różnica w lokalizacji. W pierwszym przypadku były to zazwyczaj obrzeża miasta, podczas gdy lokale z rynku wtórnego nierzadko mogą się pochwalić dobrą lokalizacją i infrastrukturą (bliskość szkół, sklepów czy przystanków komunikacji miejskiej). W rezultacie część młodych poszukujących w 2014 r. pierwszego lokum wolała przeznaczyć oszczędności na wkład własny i odświeżenie używanego mieszkania. W 2015 r. co prawda większość zalet mieszkań używanych pozostanie aktualna, ale ich popularność wśród młodych prawdopodobnie nieco spadnie. Chętniej będą kupowali mieszkania nowe, finansowane przy wsparciu MdM". Stanie się tak, ponieważ w tym roku, aby uzyskać zwykły kredyt, trzeba posiadać aż 10 proc. wkładu własnego, czyli dwukrotnie więcej niż w 2014 r. W przypadku mieszkania o wartości 200 tys. zł wymagana kwota wkładu wzrosła z 10 tys. zł do 20 tys. zł. Młodym będzie zatem trudniej zebrać potrzebne oszczędności, a więc chętniej będą wybierać kredyty z dopłatą.

Grażyna Błaszczak 12-01-2015

Rzeczpospolita Wszystkie prawa zastrzeżone

Kategoria: Biznes
 
Rabaty na gotowe lokale 2016-04-10 15:54
 Oceń wpis
   

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości:

- We wszystkich dużych miastach podaż mieszkań na rynku pierwotnym od ubiegłego roku utrzymuje się na wysokim poziomie. W tym roku rynek zasilą koleje setki nowo wybudowanych mieszkań.

Dla osób posiadających gotówkę lub zdolność kredytową to dobry moment na poszukiwania ciekawego lokalu. Nic nie stoi na przeszkodzie, by kupić mieszkanie w realizowanej jeszcze inwestycji, jeżeli mamy zaufanie do dewelopera i dokładnie sprawdziliśmy projekt. Wtedy można zawrzeć bezpieczną dla nas umowę z deweloperem.

Kupując mieszkanie w trakcie budowy, możemy nie tylko wybrać mieszkanie, które nas najbardziej interesuje, ale też dopilnować, by powstało zgodnie z naszymi indywidualnymi życzeniami. To duży plus szczególnie dla osób, które cenią nietuzinkowe aranżacje. Za odstępstwa od projektu pewnie będziemy musieli się z deweloperem dodatkowo rozliczyć, ale nie będziemy przebudowywać lokalu później.

Gotowy lokal to najlepsze rozwiązanie m.in. dla kupujących mieszkania na wynajem. Dostają, bowiem lokal do natychmiastowego zagospodarowania. Jakie wady mają gotowe mieszkania? Są standardowe, urządzone tak, jak chciał deweloper. Ewentualne zmiany mogą opóźnić przeprowadzkę czy wynajem takiego lokalu.

Z drugiej strony ceny ukończonych mieszkań można negocjować, choć wszystko zależy tu od projektu, od tego, jak długo jest sprzedawany. Ważny jest także metraż takiego lokalu, jego funkcjonalność, architektura, ewentualne wykończenie.

Generalnie deweloperzy chcą jak najszybciej zamknąć i rozliczyć inwestycję i zależy im na sprzedaży wszystkich mieszkań. Oczywiście próg negocjacji będzie ustalony podczas konkretnych rozmów z deweloperem. Zdarzają się przypadki wyprzedaży lokali np. z 20 procentową bonifikatą.

aig 12-01-2015| ekonomia.rp.pl

Źródło: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/705505,1170580.html Wszystkie prawa zastrzeżone

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Na rynku nieruchomości można znaleźć powierzchnie przystosowane do prowadzenia określonego biznesu np. restauracji.

Do pośredników trafiają lokale handlowe przeważnie z rynku wtórnego, ale i deweloperzy zwracają się do biur pośrednictwa, jeśli w zakładanym czasie nie są w stanie uporać się ze sprzedażą zauważa pośredniczka Joanna Lebiedź, właścicielka agencji Lebiedź Nieruchomości. Jak podkreśla, na rynku wtórnym często znajdujemy oferty niedużych powierzchni w dobrych lokalizacjach. Nierzadko są to lokale już przystosowane do prowadzenia określonej działalności np. restauracji. Nowy nabywca czy najemca przejmuje nieruchomość z całym biznesem i portfelem klientów tłumaczy Joanna Lebiedź. I podkreśla, że na rynku powierzchni komercyjnych kluczowa jest lokalizacja. Mamy przykłady, które pokazują, jak przeciągające się remonty całych ciągów ulicznych mogą zakłócić albo nawet rozłożyć na łopatki doskonale prosperujący biznes przestrzega właścicielka agencji Lebiedź Nieruchomości. Przy zakupie lokalu na własny użytek bądź w celach czysto inwestycyjnych trzeba uwzględnić sporo czynników, które w przypadku jednej działalności okażą się strzałem w dziesiątkę. W innym zaś ta sama lokalizacja może się okazać porażką dodaje. Z analiz Joanny Lebiedź wynika, że zainteresowanie lokalami komercyjnymi stopniowo rośnie zarówno wśród inwestorów, jak i firm, które szukają powierzchni na wynajem do prowadzenia biznesu. Jeśli nastroje gospodarcze będą coraz lepsze, a bariery stawiane zwłaszcza małym firmom będą powoli likwidowane, jest szansa na znaczne ożywienie i tego segmentu nieruchomości prognozuje pośredniczka z Warszawy.

Leszek Hardek, szef toruńskiej agencji Intercentrum, zwraca uwagę, że małych powierzchni handlowych, w których można prowadzić np. sklep, na rynku wtórnym nie ma zbyt wiele. Ale zaczynają trafiać do oferty, co kilka lat temu było zjawiskiem sporadycznym. Pojawiają się np. lokale na starówce, które nie mogą znaleźć najemcy zauważa Leszek Hardek. Można ich szukać także w innych rejonach miasta. Ceny są bardzo zróżnicowane, w zależności od lokalizacji, stanu i rodzaju nieruchomości dodaje. Najszybciej znikają z oferty, jak mówi szef Intercentrum, lokale w dobrym punkcie miasta, oferowane za rozsądną cenę. Te w gorszych lokalizacjach oraz z wygórowaną ceną długo zalegają na rynku.

Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego, doradcy na rynku nieruchomości, inwestycje w lokale użytkowe były najbardziej opłacalne pięć osiem lat temu. W tym czasie można było znaleźć w atrakcyjnej cenie powierzchnie w dobrze zlokalizowanych inwestycjach deweloperskich. Podaż lokali była niewielka, ponieważ deweloperzy nastawiali się na projekty mieszkaniowe. Na parterach budynków powstawały zwykle dwa trzy lokale użytkowe przypomina Tomasz Błeszyński. I podkreśla, że kilka lat temu popyt na lokale komercyjne był większy niż dziś. Powierzchni szukały oddziały banków, apteki, sieci spożywcze. Dziś na rynku nieruchomości mamy ogromną podaż wszelkiego rodzaju lokali użytkowych. Można je kupić albo wynająć. Oferty są dostępne praktycznie w każdym mieście, na każdym osiedlu. Ceny i stawki najmu można negocjować.

W Warszawie jest do kupienia np. 81-metrowy lokal, wyceniony na 830 tys. zł. Znajduje się na parterze ursynowskiego budynku, niedaleko stacji metra. Główne pomieszczenie ma 65 mkw. W dwóch mniejszych można urządzić biura lub magazyn. Ofertę znajdziemy na portalu Domy.pl. W tym samym serwisie oferowany jest 135-metrowy, parterowy lokal z witrynami w centrum Szczecina. Wejście prowadzi od ulicy. Cena ofertowa to ponad 1 mln zł. Z kolei za 260 tys. zł można się stać właścicielem prawie 71-metrowego, monitorowanego lokalu w Legnicy, położonego na parterze budynku z 1930 r. W lokalu można prowadzić działalność biurową, handlowo-usługową. Przed budynkiem są miejsca parkingowe.

Rzeczpospolita |05 stycznia 2015 | Ekonomia | Aneta Gawrońska

Źródło: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1168932-Male-lokale-handlowe-szybko-znikaja-z-rynku.html

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Łódzka Rada Miejska na najbliższej sesji podejmie decyzje dotyczące uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla kwartału Nowego Centrum Łodzi.

Planem miejscowym ma zostać objęty obszar o powierzchni blisko 94 ha pomiędzy ulicami Sienkiewicza, Narutowicza, Kopcińskiego i Tuwima. Jest to obecne istotny fragment miasta ze względu na trwającą budowę nowego dworca Łódź Fabryczna.

Przeglądając proponowane koncepcje planistyczne nie sposób nie zauważyć diametralnej zmiany podejścia miasta do zagospodarowania tego terenu po klapie ze sprzedażą działki pod Bramę Miasta. Pierwotnie zakładano, że teren NCŁ będzie wizytówką miasta, na którym oprócz sztandarowej Bramy Miasta znajdą się inne spektakularne inwestycje. Na planowanym obszarze miały zostać zbudowane min. nowoczesne 120 metrowe drapacze chmur.

Przedstawiane obecnie projekty planu miejscowego zakładają odwrót od maksymalizmu w kierunku minimalizmu. Zakładane w planie budynki mają być o połowę niższe od pierwotnie planowanych spełniać funkcje biurowe, usługowe, mieszkalne i handlowe. Nic nowego, zatem tu nie powstanie, podobna zabudowa jest już realizowana od lat w innych dzielnicach miasta.

Co będzie, więc tą wizytówką miasta, dworzec kolejowy czy może centrum sztuki ?

Mam nieodparte wrażenie, że obecny plan miejscowy nowego centrum został uszyty na miarę i pod życzenia przyszłych inwestorów. Zabudują nam ten rejon miasta zwykłymi szarymi biurowcami, postawią blaszane galerie handlowe i bloki mieszkalne zwane szumnie apartamentowcami. Wszystko po to by szybko wybudować i dobrze sprzedać dalej zrealizowane inwestycje. Nic w tym złego taka przecież jest filozofia inwestowania w nieruchomości przez deweloperów czy fundusze.

A jakie znaczenie uchwalenie planu będzie miało dla miasta i jego mieszkańców ?

Dla władz miasta uchwalenie planu jest kluczowe min. po to by zacząć sprzedaż działek w obrębie NCŁ, bowiem wcześniejsza próba sprzedaży nieruchomości oparta na antycypowaniu przyszłości skończyła się niepowodzeniem. Kasa miasta jest mocno nadwyrężona wpływy ze sprzedaży nieruchomości NCŁ byłyby bardzo pożądane, oprócz pieniędzy przyniosłyby również sukces PR. Można by się było zaraz pochwalić, jakie to inwestycje trafiły do Łodzi i dlaczego wybrały właśnie NCŁ. Sprzedaż innych nieruchomości z zasobów miasta idzie opornie, ogłaszany jest przetarg za przetargiem chętnych jakoś nie widać zarówno na kamienice w Centrum jak i tereny inwestycyjne, sprzedają się tylko czasem pojedyncze działki budowlane.

Mam nadzieje, że radni zanim podejmą uchwały zatwierdzające plany miejscowe NCŁ wnikliwie raz jeszcze wszystko przeanalizują. Rozważą wszystkie za i przeciw i nie będą automatycznie głosować wg klucza partyjnego. Proponowana koncepcja moim zdaniem jest bardzo uboga w nowatorskie rozwiązania planistyczne i funkcjonalne została przygotowana pod dyktando przyszłych inwestorów. Nie uwzględnia kompleksowego rozwoju miasta oraz symbiozy Nowego Centrum Łodzi min. z ulicą Piotrkowską. To plan robiony na kolanie dla osiągnięcia doraźnego efektu i szybkiej sprzedaży nieruchomości. Nie jestem architektem ani planistą to są moje subiektywne spostrzeżenia oparte na wieloletnim doświadczeniu z pracy na rynku nieruchomości. Obym się mylił i nie było tak jak zawsze, że góra urodziła mysz.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości grudzień 2014 r.

P.S. Jeśli te założenia planistyczne zostaną zrealizowane i wokół nowego dworca powstanie kolejna galeria handlowa a ewentualny tunel średnicowy połączy Dworzec Kaliski z przystankiem w Manufakturze to moją ukochaną ulice Piotrkowska czeka smutny los.

Tomek Błeszyński

Kategoria: Biznes
 
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]