Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
Rynek mieszkaniowy 2016-08-12 20:47
 Oceń wpis
   

Rynek mieszkaniowy, trendy, ceny, perspektywy, inwestycje.

Gościem Radia Łódź był Tomasz Błeszyński, prezes Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej. W programie "Gość Po 8" rozmawiał z nim red. Przemysław Naze o rynku mieszkaniowym, budownictwie społecznym TBS, lokalach komunalnych i przyszłości inwestycji deweloperskich.

Źródło:www.radiolodz.pl

 
 Oceń wpis
   

Nawet 50 - 70 proc. mieszkań w nowych budynkach blisko uczelni czy ośrodków biurowych kupują inwestorzy.

Tak szacuje Kamil Niedźwiedzki, analityk portalu Dompress.pl. Wybierają możliwie największą liczbę pokoi na możliwie najmniejszej powierzchni. Liczy się cena.

Polowanie na okazje

Z analiz Dompress.pl wynika, że najbardziej atrakcyjne, rozsądnie wycenione mieszkaniowe kompakty na osiedlach w centrach miast znikają błyskawicznie, zanim jeszcze ruszy budowa. Na klucze trzeba poczekać mniej więcej półtora roku. Inwestorzy, którzy szukają mieszkań dla studentów, koncentrują się więc na rynku wtórnym. Szukają okazji mówi Kamil Niedźwiedzki.

Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości, zwraca uwagę, że studenci coraz częściej wolą wynajmować mieszkania niż mieszkać w akademikach. Najlepszy czas na inwestycje w lokale dla studentów był przed wakacjami. Najczęściej kupowane są dwupokojowe mieszkania o powierzchni 3855 mkw., także te wymagające remontu wskazuje.

O coraz większych zakupach inwestycyjnych mówi Mateusz Juroszek, wiceprezes spółki Atal. W tym roku takie transakcje stanowią ok. 1214 proc. To więcej niż w latach ubiegłych. Na niektórych osiedlach ten odsetek jest jeszcze wyższy podkreśla Juroszek. Zainteresowanie zakupami inwestycyjnymi zależy od lokalizacji, standardu i cen mieszkań. Z myślą o wynajmie chętniej są kupowane lokale na gotowych już osiedlach.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic, pytana, czy inwestorzy spieszą się z zakupem mieszkań, by zdążyć przed rozpoczęciem roku akademickiego, mówi, że popyt na lokale na wynajem utrzymuje się na stabilnym poziomie cały rok. Pod koniec wakacji o nieduże mieszkania dla studiujących dzieci częściej zaczynają pytać rodzice zauważa. Dyrektor przyznaje, że inwestorzy wybierają najczęściej kawalerki i małe mieszkania dwupokojowe o powierzchni ok. 40 mkw. To bezpieczna lokata kapitału ocenia.

Na rosnący pod koniec lata ruch na rynku wynajmu mieszkań wskazuje Dariusz Krawczyk, prezes Polnordu. Tymczasem rynek inwestycji w nieruchomości nie jest tak sezonowy. Nieco większe zakupy związane z przygotowaniem lokali na rozpoczęcie roku akademickiego rekompensują zmniejszoną aktywność nabywców kupujących mieszkania dla siebie komentuje. Dużym zainteresowaniem inwestorów cieszą się dobrze skomunikowane z uczelniami osiedla.

Różni adresaci

Kupujący mieszkania na wynajem zdają się nie bać planowanego przez rząd programu Mieszkanie plus", który ma dostarczyć na rynek tanie lokale na wynajem. Dopiero poszukiwane są grunty pod przyszłe inwestycje mówi Niedźwiedzki. Jeśli jednak okaże się, że program jest tak samo wąsko zakrojony jak Fundusz Mieszkań na Wynajem, to będzie niewielką konkurencją dla prywatnego rynku najmu podkreśla.

Także Tomasz Błeszyński jest przekonany, że inwestorzy nie mają się czego bać, przynajmniej przez kilka najbliższych lat. Jeśli program Mieszkanie plus" wystartuje z tak wysokimi czynszami jak Fundusz Mieszkań na Wynajem, to o konkurencji w ogóle nie będzie można mówić zwraca uwagę doradca.

O niepokoju inwestorów mówi Zuzanna Kordzi. Być może niektórzy wstrzymają się z zakupem mieszkania do czasu, gdy będą znane szczegóły nowego programu mówi dyrektor. Na polskim rynku jest duże zapotrzebowania na mieszkania, także na wynajem. Rządowe programy są w stanie zaspokoić tylko część popytu, głównie na lokale popularne. Nie są konkurencją dla inwestorów stawiających na wysoki standard nieruchomości.

Program Mieszkanie plus" nie jest zagrożeniem dla inwestorów ocenia Mateusz Juroszek. Po pierwsze, perspektywa budowy pierwszych mieszkań jest bardzo odległa. To przynajmniej pięć lat. Po drugie, program ma szansę na powodzenie jedynie w mniejszych miejscowościach lub na obrzeżach miast. Osiedla o niskim standardzie będą przyciągać inną grupę najemców niż ta, która dziś wynajmuje lokale w dużych aglomeracjach.

Aneta Gawrońska |Rzeczpospolita |10.08.2016|

Źródło: http://www.rp.pl/Mieszkaniowe/308109961-Rynek-pierwotny-inwestycyjne-zakupy-nieruchomosci.html#ap-1

  Foto:Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Resort budownictwa wycofuje się z propozycji obowiązkowego informowania o OC w umowach. Nie będzie powrotu do licencji pośrednika.

Operaty szacunkowe, umowy pośrednictwa i zarządzania w obrocie nieruchomościami będą ważne, mimo że nie będą zawierały informacji o ubezpieczeniu od odpowiedzialności cywilnej rzeczoznawcy majątkowego, pośrednika czy zarządcy. Ministerstwo budownictwa wycofuje się ze swojej propozycji w tej sprawie wyjaśnił Kazimierz Smoliński, wiceminister tego resortu. To efekt przeprowadzonych konsultacji społecznych oraz międzyresortowych.

Bez polisy

Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami. Właśnie zakończyły się konsultacje. To pierwsza tak duża zmiana dotycząca pośredników, zarządców oraz rzeczoznawców od czasu zderegulowania tych zawodów w 2014 r. Pierwotnie bowiem projekt uzależniał ważność umowy pośrednictwa, zarządzania oraz operatu szacunkowego od zawarcia w nich informacji o OC, tj. numerze, nazwie ubezpieczyciela oraz okresie obowiązywania. Obecnie się zdarza, że wykonujący ten zawód nie mają OC, choć jest obowiązkowe. Nie ma bowiem sankcji za ich nieposiadanie.

Propozycję resortu skrytykowała jednak m.in. Polska Izba Ubezpieczeń. Jej zdaniem sankcja w postaci nieważności umowy byłaby zbyt surowa, ale przede wszystkim dotknęłyby również klientów.

Środowisko pośredników i zarządców podzieliło się na zwolenników i przeciwników propozycji. Wykonujący te zawody powinni mieć OC, a jak ich do tego zmusić, by przestrzegali przepisów? Tylko sankcjami uważa Leszek Hardek z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Inni pośrednicy podkreślają, że nie znają żadnego przypadku wypłaty odszkodowania z OC pośrednika lub zarządcy. Umowy ubezpieczenia są bowiem tak sformułowane, że trudno z nich cokolwiek wyegzekwować.

Zawsze też znajdą się nieuczciwi, którzy celowo będą zawierać umowę, mając nieważną polisę ubezpieczeniową, następnie wykonają usługę, pobiorą wynagrodzenie i gdy się okaże, że oferta ma wady, zawsze będą mogli się zasłaniać nieważnością umowy uważa Tomasz Błeszyński z Federacji Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości.

Powrotu nie ma

Ministerstwo rozwiewa też nadzieje w kwestii powrotu wymogów co do wykształcenia przyszłych zarządców i pośredników. Dziś wystarczy skończyć gimnazjum, by pracować w tych dwóch zawodach. W projekcie ustawy nie przewiduje się przywrócenia licencji zawodowych dla osób fizycznych pozbawia złudzeń wiceminister Smoliński. Z tych powodów jego zdaniem raczej nie jest obecnie możliwe ustalenie wymogów odnośnie do wykształcenia czy obowiązku doskonalenia się pośredników i zarządów. Przywrócenia wymogów chcą m.in. Polska Federacja Stowarzyszeń Nieruchomościowych oraz Krajowa Izba Gospodarki Nieruchomościami. Pierwsza organizacja sugeruje, by wprowadzić obowiązek posiadania odpowiednich kwalifikacji dla zarządców nieruchomości. IGN proponowała obowiązkowe kursy dla przyszłych pośredników i zarządców, a dla osób, które pracują już w tych zawodach obligatoryjne doszkalanie. W projekcie zostanie też zawężony dostęp do dokumentów dotyczących nieruchomości. Chodzi o dostęp do PESEL. To efekt zastrzeżeń GIODO.

Jakie wymogi trzeba spełnić

Pośrednik i zarządca to dwa zawody, które od 1 stycznia 2014 r. najbardziej otworzyła tzw. ustawa deregulacyjna. - Zlikwidowano wówczas licencje zawodowe oraz wymóg posiadania wyższego wykształcenia. Przestał również istnieć rejestr osób wykonujących te dwa zawody (prowadził go minister budownictwa). - Dziś oba zawody może wykonywać praktycznie każdy. Wystarczy skończyć gimnazjum. Pozostawiono też wymóg posiadania ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. - Nadal jednak klienci szukają pośredników i zarządców posiadających licencje zawodowe wydane przed 2014 r. Dzięki temu mają gwarancje, że mają oni odpowiednie kwalifikacje. - Liczne organizacje zawodowe zaczęły też wydawać licencje branżowe, organizują też kursy.

Renata Krupa-Dąbrowska Rzeczpospolita |09.08.2016|

Źródło: http://www.rp.pl/Praca-emerytury-renty/160809146-Licencje-posrednikow-nieruchomosci-nie-wroca.html

    Foto:Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

7 lat temu w Łodzi wyremontowało plac przed Teatrem Wielkim i wybudowało fontannę. Inwestycja kosztowała ok. 16 mln zł. Wokół niej rozgorzał polityczny spór. W ramach budżetu obywatelskiego zgłoszono w tym roku nowy projekt przebudowy fontanny i całego placu.

Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi. O tym, czy zmieni się nie tylko fontanna, ale cały plac, zadecydują łodzianie. Do Budżetu Obywatelskiego złożono projekt nowego zagospodarowania placu, w tym przebudowę fontanny. Projekt został pomyślnie zweryfikowany i jeśli zyska uznanie łodzian, to zmiany będą w przyszłym roku.

Włodzimierz Tomaszewski, PiS. Fontanna została wybrana przez komisję ekspertów aktywnych do dziś, np. architekta miasta Marka Janiaka, konserwatora Wojciecha Szygendowskiego, czy prezesa SARP w Łodzi. Później zaczęły się gry polityków, którzy na szczęście odchodzą. Niech Ci eksperci ponownie przemówią.

Małgorzata Niewiadomska-Cudak ,SLD. Przebudowa placu Dąbrowskiego i budowa tej fontanny kosztowały w 2009 r. 16 mln zł. Klub SLD sprzeciwiał się temu, ale prezydent Kropiwnicki dopiął swego. W efekcie mamy niefunkcjonalne miejsce, bez zieleni i ławek. Warto to miejsce zmienić, tak by było przyjazne mieszkańcom.

Paweł Bliźniuk, PO. O tym zadecydują łodzianie w głosowaniu w budżecie obywatelskim, bo został zgłoszony taki projekt. Sprawa wraca jak bumerang, co dobitnie pokazuje, że inwestycja nie była zbyt udana. Szkoda, bo w Łodzi jest bardzo dużo potrzeb, ale zmarnowanych pieniędzy nikt nam już nie odda.

Piotr Biliński, architekt. Przebudowa jest konieczna i to nie tylko fontanny, ale całego placu, by był w pełni wykorzystany. Musi się, więc pod nim znaleźć podziemny parking. A fontanna powinna składać się z dysz tryskających wodą z poziomu terenu. Można by je wyłączać i stawiać w ich miejscu, w razie potrzeby, scenę.

Tomasz Błeszyński, spec. ds. nieruchomości. Na pl. Dąbrowskiego trzeba spojrzeć, jako na całość i przebudować go tak, by stał się wreszcie funkcjonalny. Niekoniecznie musi być na nim fontanna, ale jeśli już tak, to trzeba się na spokojnie zastanowić, jaka. Bo wyrywanie naprędce jednego chwastu i zastępowanie go nowym jest bez sensu.

Źródło: http://www.expressilustrowany.pl/aktualnosci/a/przebudowac-fontanne-na-pl-dabrowskiego-sonda,10467596/

 
 Oceń wpis
   

Odkąd zmieniły się przepisy, obrót działkami rolnymi zamarł. Są też problemy z interpretacją prawa.

Niecałe trzy miesiące temu zmieniły się zasady zbywania gruntów rolnych. Notariusze oraz pośrednicy w obrocie nieruchomościami zgodnie twierdzą, że od tego czasu obrót ziemią bardzo się skurczył. Za to dużo jest wątpliwości, jak interpretować nowe przepisy.

Są obawy

Od 30 kwietnia, czyli od daty wejścia w życie zmian w ustawie o ustroju rolnym, nie zawarto w mojej kancelarii ani jednej transakcji na większe areały mówi Robert Dor, notariusz z Warszawy. Nic się nie zmieniło w sprzedaży działek do 3 tys. mkw., czyli wyłączonych spod działania tej ustawy. Nadal cieszą się dużą popularnością.

Podobnie jest z działkami, dla których wydano przed 30 kwietnia warunki zabudowy mówi Dariusz Sobolewski, pośrednik w obrocie nieruchomościami z Giżycka.

Dużym problemem jest brak finansowania tłumaczy Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. Banki ze względu na zmianę przepisów dotyczącą ustanawiania hipoteki na nieruchomościach rolnych nie chcą udzielać kredytów. Jest jednak szansa, że to się zmieni. Na podpis prezydenta czeka nowela przepisów w tej sprawie.

900 wniosków

Nowe zasady obrotu przewidują, że prywatną ziemię można sprzedać tylko rolnikowi indywidualnemu, który spełnia wymogi z ustawy. Na sprzedaż innej osobie trzeba mieć zgodę Agencji Nieruchomości Rolnych.

Z informacji jakie otrzymała Rzeczpospolita", wynika, że do końca czerwca do ANR wpłynęło 915 wniosków tej sprawie. Do tej pory ANR wydała 126 zgód, w sumie na 341 ha.

Najwięcej wniosków wpłynęło do terenowego oddziału w Warszawie 181, Lublinie 145, Rzeszowie 108, Bydgoszczy 88 i Poznaniu 67. Najmniej wniosków przyjął terenowy oddział w Gorzowie Wielkopolskim 5, filia w Zielonej Górze 7 i filia w Koszalinie 13.

Najwięcej decyzji wydano w w Warszawie 55, Bydgoszczy 18, filii w Łodzi 17, w Olsztynie 12 , Lublinie 11. Dotychczas też ANR nie wydała żadnej odmownej decyzji. W dziesięciu przypadkach umorzono jedynie postępowanie ze względu na brak kompletu dokumentów.

Po wejściu nowych przepisów ani razu też ANR nie skorzystała z przysługującego jej prawa pierwokupu.

Obawy i wątpliwości

Nie brakuje też wciąż wątpliwości prawnych. Pojawiają się ciągle nowe mówi Dariusz Sobolewski. Nowe przepisy pozwalają zbyć nieruchomość na starych zasadach, np. na cele komercyjne, jeżeli wydana dla niej została przed 30 kwietnia decyzja o warunkach zabudowy. Miałem przypadek, że część nieruchomości była objęta taka decyzją, a część nie. I co wtedy? zastanawia się Dariusz Sobolewski. Wolno zbyć na cele komercyjne czy nie?

Okazuje się, że i rolnicy indywidualni mają problemy z nabyciem gruntów rolnych.

Mój klient chciał sprzedać grunty obciążone dzierżawą rolnikowi indywidualnemu mówi Maciej Obrębski, adwokat. Okazało się, że nie ma na to szans, bo grunt ma prawo kupić tylko rolnik, który osobiście będzie je uprawiał. A te przecież były w dzierżawie.

Renata Krupa-Dąbrowska

Rzeczpospolita |29.07.2016 r.|

Źródło: http://www.rp.pl/Nieruchomosci/307299978-Zbywanie-gruntow-rolnych-na-nowych-zasadach---problemy-z-interpretacja-prawa.html#ap-2

 
 Oceń wpis
   

Od maja ci, którzy nie są rolnikami, przestali kupować grunty. Ceny jednak nie spadły.

Od 30 kwietnia w kancelarii Roberta Dora, notariusza z Warszawy, nie zawarto ani jednej umowy sprzedaży ziemi rolnej o powierzchni powyżej 3 tys. mkw. Od tego dnia bowiem taką transakcję mogą swobodnie zawrzeć tylko rolnicy indywidualni. Na sprzedaż innej osobie albo firmie zgodę musi wyrazić Agencja Nieruchomości Rolnych.

Dane Agencji potwierdzają, że chętnych do kupna nie ma wielu. Do końca czerwca wpłynęło 915 wniosków o zgodę na nabycie nieruchomości. Agencja pozytywnie rozpatrzyła 126 z nich, dotyczących w sumie 341 ha ziemi rolnej. Najwięcej wniosków trafiło do terenowego oddziału w Warszawie 181, tu też wydano najwięcej zgód 55. Agencja nie wydała ani jednej odmownej decyzji. Jedynie w dziesięciu przypadkach umorzyła postępowanie ze względu na brak kompletu dokumentów.

Notariusze oraz pośrednicy w obrocie nieruchomościami zgodnie twierdzą, że na skutek nowelizacji ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego obrót ziemią bardzo się skurczył. To może oznaczać, że wkrótce będzie mniej inwestycji.

Obecnie dochodzi głównie do zawierania umów dotyczących nieruchomości wyłączonych spod działania nowych przepisów, czyli nienadających się pod większe inwestycje.

Chodzi o działki do 3 tys. mkw. albo nieruchomości z ostatecznymi warunkami zabudowy wydanymi przed 30 kwietnia wyjaśnia Dariusz Sobolewski.

Ludzie interesują się, przychodzą, pytają. W końcu jednak rezygnują z transakcji. Boją się przede wszystkim unieważniania umów mówi Dariusz Sobolewski, pośrednik w obrocie nieruchomościami z Giżycka.

Nabywca takiej ziemi przez dziesięć lat musi ją wykorzystywać rolniczo. W przeciwnym razie grozi mu, że umowa sprzedaży może zostać unieważniona.

Bogusław Stybel, notariusz z Jarosławia w woj. podkarpackim, dodaje, że obecnie dominują darowizny między bliskimi rolnika. Na takie przekazanie ziemi nawet osobie spoza rolnictwa nie jest potrzebna zgoda.

Co ciekawe, według Tomasza Błeszyńskiego, doradcy rynku nieruchomości, ceny gruntów rolnych nie spadły tak, jak się tego spodziewano.

Przed 30 kwietnia wszyscy na gwałt się wyprzedawali tłumaczy Mariusz Kania, pośrednik w obrocie nieruchomościami. Teraz bezruch na rynku sprawił, że ceny stoją w miejscu. Zainteresowani czekają i liczą na to, że rygorystyczne przepisy się zmienią dodaje Kania.

Dużym problemem jest również brak finansowania

Banki, ze względu na zmianę przepisów dotyczącą ustanawiania hipoteki na nieruchomościach rolnych, nie chcą udzielać kredytów tłumaczy Tomasz Błeszyński. Jest jednak szansa, że to się zmieni. Na podpis prezydenta czeka nowela przepisów w tej sprawie. Powinna wejść w życie jeszcze w sierpniu. Wtedy kredytowanie powinno ruszyć.

Renata Krupa-Dąbrowska

Rzeczpospolita |28.07.2016 r.|

Źródło: http://www.rp.pl/Rolnicy/307289872-Kupno-nieruchomosci-Zamarl-handel-ziemia-rolna.html#ap-3

 
 Oceń wpis
   

Trwa rozpruwanie budynku dawnej Łódzkiej Drukarni Dziełowej tuż przy Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. W budynku będzie kolejny prywatny akademik.

Ile kosztują miejsca w akademikach? Ile trzeba zapłacić za wynajęcie mieszkania?

Widać, jak dawna drukarnia prezentuje się w środku, bo robotnicy wyburzyli już jej dawne ściany. Inwestorem na działce przy ul. Rewolucji 45 jest warszawska spółka Safeharbor Triton, która zamienia drukarnię w prywatny akademik. Ma w nim powstać pół tysiąca apartamentów dla studentów - a ponadto m.in. kawiarnia i siłownia.

Ceny dla użytkowników są jeszcze nieznane. Przebudowa dawnej drukarni ma się zakończyć za rok. Lokalizacja waydaje się dobra - naprzeciw inwestycji mieści się Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, największy na Uniwersytecie Łódzkim.

Dotychczas najgłośniejszą inwestycją związaną z prywatnymi akademikami była budowa przy ul. Wigury 7B, która zaczęła się w 2014 r. w rejonie łódzkiego Manhattanu. Gmach ten miał działać w oparciu o szczególny model biznesowy - firma budująca (pozostając administratorem) chciała sprzedać pokoje inwestorom, którzy potem czerpaliby zyski z ich wynajmu studentom.

Ostatecznie akademik przejęła warszawska firma Griffin Real Estate, nazywając go Salsa. Przy Wigury 7B jest od września 2015 r. 267 pokoi (z aneksami kuchennymi i łazienkami) na 5 piętrach, działa też m.in. siłownia i strzeżony parking. Oferta z końca czerwca zachęcała do wynajęcia pokoju Single Plus, z dwoma biurkami, kanapą, łóżkiem, prywatną łazienką oraz aneksem kuchennym wraz z ceramiczną płytą grzewczą za 1300 zł miesięcznie. Oferta jest adresowana w dużej części dla cudzoziemców.

W Łodzi działa także firma, która na potrzeby studentów przystosowała kamienice przy ul. Żwirki 8 oraz Kilińskiego 172. Liczy sobie od 400 do 600 zł za miejsce w pokoju bez własnej łazienki oraz 1000-1500 zł za indywidualny apartament z łazienką i pralką.

Prywatne akademiki powstają, chociaż te przy trzech największych uczelniach dysponują bazą noclegową ok. 8 tys. miejsc i bywa, że w ciągu roku akademickiego pojawiają się ogłoszenia o naborze na wolne pokoje.

Główny nabór dla właśnie przyjętych na studia rozpoczął się na Politechnice Łódzkiej i potrwa do 8 sierpnia. Według aktualnego cennika miejsce w pokoju trzyosobowym kosztuje 250 zł, w dwuosobowym 300 - 320 zł, zaś w indywidualnym 330 - 360 zł.

Z tej oferty wyłączone są ekskluzywne miejsca w zmodernizowanym pięć lat temu I Domu Studenta PŁ, dostępne tylko dla otrzymujących stypendium rektora (płacąc 500 zł za miejsce w dwójce lub 700 zł za jedynkę).

Uniwersytet Łódzki zbiera zgłoszenia od chętnych do zamieszkania na osiedlu Lumumbowo, którzy właśnie dostali się na uczelnię. Mogą się zgłaszać do 21 sierpnia lub w ciągu 14 dni od daty otrzymania decyzji o przyjęciu na studia (na UŁ trwa dodatkowy nabór). Ceny na Lumumbowie zależą od standardu akademika. Miejsce w pokoju trzyosobowym można znaleźć za 270 -300 zł, w dwójce za 310 - 400 zł, zaś w pokoju indywidualnym za 450 - 600 zł.

Student Uniwersytetu Medycznego najtaniej może zakwaterować się w I Domu Studenta tej uczelni mieszczącym się na Lumumbowie. Miejsce w dwójce kosztuje tam 300 zł (cena za pokój bez własnej łazienki). Ale także na Lumumbowie mieści się II DS UMed, w którym znajdziemy pokój za 990 zł. To jedynka z własną łazienką, kuchnią oraz jej dodatkowym wyposażeniem, czyli nowoczesnym sprzętem AGD. Ofertę za 990 zł znajdziemy także w IV DS UMed, przy pl. Hallera, w rejonie Uniwersytetu Medycznego.

Wynajem mieszkań

Największe uczelnie regionu (Uniwersytet Łódzki, Uniwersytet Medyczny i Politechnika Łódzka) ogłosiły już listy przyjętych, co oznacza, że kończy się najlepszy czas na szukanie mieszkań na wynajem.

Dobrze pokazuje to raport portalu Bankier.pl, oparty na danych serwisu ogłoszeń z rynku nieruchomości Otodom. W czerwcu - gdy studenci kończyli rok akademicki i część z nich wyjeżdżała z Łodzi w rodzinne strony, kończąc umowy z właścicielem - średnia cena najmu mieszkania do 38 metrów kwadratowych spadła do 1059 zł, a jeszcze w maju przeciętna cena wynosiła 1237 zł (do tych kwot trzeba jeszcze doliczyć opłaty dla spółdzielni i za media). Jednak jak przewiduje Bankier.pl, sytuacja zapewne odwróci się za miesiąc lub dwa, kiedy studenci zwiększą popyt na rynku, szukając lokum na nowy rok akademicki.

Łódź, według serwisu Bankier.pl, jest w kategorii małych mieszkań jednym z tańszych miast, co sprzyja studentom. Przeciętna cena w Warszawie to w czerwcu 2016 r. ponad 2 tys. zł, w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu - ok. 1,4 tys. zł. Średnia cena najmu mieszkania do 38 metrów kwadratowych w Katowicach, Lublinie, Szczecinie i Poznaniu to ok. 1150 - 1300 zł, zaś Łódź jest na cenowym poziomie Bydgoszczy. Studenci nie ograniczają się do małych mieszkań i wynajmują większe - w 3 - 4 osoby.

Jak zauważył już na początku zakończonego niedawno roku akademickiego Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, w Łodzi właściwie wygasł już rynek tak zwanego wynajmowania stancji, czyli pokoi sublokatorom. Natomiast część rodzin maturzystów przyjętych na studia decyduje się na zakup na ich potrzeby mieszkania, uważając, że będzie to bardziej opłacalne działanie, zwłaszcza, jeśli pociecha zwiąże się z Łodzią na stałe.

Maciej Kałach

Polska Press Sp. z o.o. Dziennik Łódzki |28.07.2016 r.|

Źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/strefa-biznesu/wiadomosci/z-regionu/a/ile-kosztuje-mieszkanie-dla-studenta,10456530/#

 
Park kulturowy w Łodzi 2016-07-28 15:31
 Oceń wpis
   

Zgodnie z uchwałą łódzkiej Rady Miejskiej ustanowiono na obszarze Centrum tzw. Park Kulturowy. W wielu miastach powołano takie projekty są one jedną z czterech form ochrony zabytków w Polsce.

Koncepcja parku kulturowego zakłada ochronę krajobrazu kulturowego o znaczących wartościach historycznych, a także historycznego charakteru przestrzeni publicznej. Dzięki tej specjalnej regulacji ma być łatwiej zadbać o wizerunek miasta, uporządkować i zachować unikalny krajobraz kulturowy.

W Łodzi obszar ten koncertuje się w ścisłym Śródmieściu miasta. Granicami Parku Kulturowego objęty został północny odcinek ulicy Piotrkowskiej (tzw. deptak) oraz kwartały przylegającej wraz z ulicami: Kościuszki i Zachodnią, Mickiewicza i Piłsudskiego, Sienkiewicza, fragmentem ul. Narutowicza i Wschodnią, Ogrodową i Północną.

Projekt wygląda interesująco ciekaw jestem jak przebiegać będzie jego realizacja. Od lat wiadomo, że Śródmieście Łodzi wymaga kompleksowego uporządkowana a ulica Piotrkowska dobrego pomysłu na powrót do czasów dawnej świetności.

Powstaje, zatem kluczowe pytanie czy Park Kulturowy będzie lekiem na wszystkie bolączki i zaszłości?

Czy Park Kulturowy sam z siebie uratuje ulicę Piotrkowską i Centrum miasta? Czy przyczyni się do poprawy i atrakcyjności tych kwartałów? Czy da nowe narzędzia by wprowadzić dodatkowe funkcje? Czy też jeszcze bardziej ograniczy funkcjonowanie ulicy Piotrkowskiej?

Jak będzie wyglądał proces rewitalizacji nieruchomości objętych Parkiem Kulturowym? Jakie korzyści z wprowadzenia Parku Kulturowego odczują jego mieszkańcy?

Czy likwidacja reklam wielkoformatowych i budek z hot-dogami jest najważniejszym celem wprowadzenia Parku Kulturowego? Czy to tylko reklamy są głównym elementem szpecącym Centrum? Czy objęcie znacznej części Śródmieścia Parkiem Kulturowym wpłynie na zagospodarowanie zniszczonych nieruchomości,zdegradowanej tkanki miasta i przyspieszy ten proces?

Wreszcie czy dokonano analizy wpływu wprowadzenia Parku Kulturowego na funkcjonowanie miasta w tym działalności gospodarczej i rynek nieruchomości? Czy brano pod uwagę obniżenie wpływów z podatków do budżetu miasta po ewentualnych likwidacjach placówek handlowych i usługowych na terenie Parku Kulturowego? Czy nieruchomości położone na jego terenie zdrożeją czy potanieją?

Brakuje mi konkretów dotyczących realizacji tego ważnego projektu mającego ogromny wpływ na żywą tkankę miasta. Likwidacja reklam na budynkach i plastikowych ulicznych budek nie załatwi sprawy. Czekam na spójną strategię i politykę rozwoju nie tylko Centrum miasta. Mam, wrażenie, że sama koncepcja Parku Kulturowego wielkich zmian nie przyniesie. Podobnie, jak regulacje prawne dotyczące rewitalizacji, które zamiast zachęcać łodzian do mieszkania w Centrum a inwestorów realizacji nowych projektów skutecznie wszystkich odstraszają.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości |28.07.2016 r.|

UCHWAŁA NR XXI/483/15 RADY MIEJSKIEJ W ŁODZI w sprawie utworzenia Parku Kulturowego ulicy Piotrkowskiej.

Foto: Zbigniew Kubiński - Ulica Piotrkowska

 
Mieszkania w chmurach 2016-07-25 22:12
 Oceń wpis
   

Nowoczesne budownictwo wysokościowe rozwija się w Polsce z różnym powodzeniem od kilkunastu lat.

Powodów jest kilka pierwszy to nowe technologie, które pozwalaj, co raz bardziej optymalizować koszty inwestycji. Po drugie firmy deweloperskie a właściwie ich, właściciele chcą mieć w swoim portfelu swoisty pomnik, taką wizytówkę ich działalności na rynku. Chcą być rozpoznawani po przez nietuzinkowe inwestycje a drapacze chmur nadają się do tego idealnie.

Powstają wiec bardziej lub mniej przemyślanie dzieła sztuki architektonicznej i budowanej. Zbudować je jest stosunkowo łatwo trudniej skomercjalizować poszczególne lokale. Budynki biurowe stosunkowo lepiej sobie radzą na rynku łatwiej je sprzedać czy wynająć. Problem jest z wieżowcami mieszkalnymi, w których oferowane są na sprzedaż drogie, luksusowe apartamenty i penthousy. Klientów zainteresowanych takim mieszkaniami jest niewielu a jeśli już to są to z reguły ludzie dobrze sytuowani lubiący nowoczesny styl życia.

Niestety takie nieruchomości są produktem niszowym dostępnych w dużych dobrze prosperujących Polskich metropoliach. Obecna sytuacja na rynku nieruchomości nie wskazuje by pojawił się szczególny bum na takie mieszkania. Oferta zwykłych mieszkań czy domów jest bardzo bogata w związku z tym projekty konkurują ze sobą i walczą o zainteresowanie potencjalnego klienta.

W dłuższej perspektywie, jeśli min. zabrakłoby wolnych działek pod inwestycje bądź planowanie przestrzenne ograniczy ekspansje deweloperów poza centrami miast projekty wysokościowe śmielej będą, realizowane. Bo przy stosunkowo małej powierzchni zabudowy działki oferować będę całe pietra mieszkań czy biur aż po same chmury.

Ale to prognoza raczej wieloletnia i w Polskich warunkach nie będzie chyba realna przy tym systemie gospodarowania nieruchomościami.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości |25.07|2016 r.|

  Foto: Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Z Tomaszem Błeszyńskim, ekspertem rynku nieruchomości, rozmawia Piotr Brzózka.

Na mapach Łódź od lat leżała obok skrzyżowania autostrad, od lat kusiliśmy inwestorów tą unikatową lokalizacją, jednak dopiero teraz rzeczywistość dopasowała się do przedwcześnie wyrysowanych map i zbyt optymistycznych folderów reklamowych. Czy należy się w związku z tym spodziewać wysypu nowych inwestycji, głównie w branży logistycznej, ale też na przykład - produkcyjnej?

Położona w środku Polski Łódź przez lata była źle skomunikowana. Wszystkie partie polityczne, posłowie, prezydenci miast zabiegali o autostrady, krzyczeli, że trzeba Łódź skomunikować z Polską, a kiedy to się stanie, to Łódź odżyje, to będą nowe inwestycje, większe zainteresowanie miastem.

A nie będzie? Słyszę powątpiewanie w Pana głosie...

Odpowiedzmy sobie na pytanie, kto zyska, kto straci. Zaczął pan temat centrów logistycznych. Te centra od lat są planowane i budowane w oparciu o europejskie korytarze komunikacyjne, takie ciągi, które spokojnie można porównywać ze szlakami bursztynowymi, którymi kupcy przewozili w dawnych czasach towary. Do dziś istnieją takie utarte szlaki tranzytowe, wzdłuż i wszerz Europy. Polska jest ważnym krajem, jeśli chodzi o tranzyt na linii wschód-zachód, nieco mniej ważnym jeśli chodzi o relację - północ-południe. Przejechałem się autostrada A1 i mówię sobie: no pięknie, ale to przecież zasługa Gierka, który położył podwaliny pod tę inwestycję, a kiedy Gierek dostawał z Zachodu pieniądze między innymi na budowę infrastruktury drogowej, to nie było to jego widzimisię, tylko realizacja idei korytarzy transportowych, dalekosiężna polityka wykraczająca poza granice Polski. Przypomniało mi się, jak siedzący w więzieniu prezydent Piotrkowa Trybunalskiego podpisał umowę na parki logistyczne pod Piotrkowem, ale przecież to też nie była jego zasługa, tylko konsekwencja działań firm logistycznych, wykorzystujących europejskie korytarze transportowe, a Piotrków akurat w takim korytarzu się znajduje. I rzeczywiście, wystrzeliły w swoim czasie centra logistyczne pod Piotrkowem, Strykowem, Toruniem, w naturalnych miejscach, w korytarzach, mniej więcej w geograficznym środku kraju. Stanowią bazę przeładunkową, choć nie są to wielkie centra logistyczne o zasięgu ogólnoeuropejskim, a raczej lokalne centra magazynowe, zaopatrujące rynek Polski i najbliższą zagranicę. W związku z oddaniem autostrady A1, w pobliżu skrzyżowania z A2, z S8, obok zjazdów, też będą nowe inwestycje. To normalne działanie, aczkolwiek musimy pamiętać, że dziś rynek nieruchomości płata figle, jeśli chodzi o logistykę, a to z powodu wzrastającego rynku handlu internetowego.

Co nam podpowiadają przykłady innych miast?

Analizowałem Piotrków, mało rozległe miasto, wokół którego rozlokowano różnego rodzaju centra logistyczne. Piotrków to bardzo dobrze wykorzystał, wszedł w pewną synergię, zaczął odtwarzać szkoły zawodowe, organizować kursy wózków widłowych, rozwinął komunikację autobusową wokół tych magazynów, włączając je niejako w życie miasta, żeby ludzie szybko mogli tam dojechać, zrobić zakupy i tak dalej. Ale Piotrków jest mały, a to wszystko działo się w bezpośrednim sąsiedztwie miasta. Toruń inaczej do tego podszedł, bo jest dalej odsunięty od autostrady, a jeszcze inną historią jest Stryków, bo tam nie chodziło o związki z miasteczkiem, tylko - mówiąc wprost - o zbieranie podatków od firm logistycznych i załatwienie miejsc pracy dla mieszkańców. Tak więc każde z miast ma swoją filozofię.

A co z Łodzią, czego Pan się spodziewa?

Przejechałem tą autostradą, jest fajnie: postawili ekrany, zrobili zjazdy, wszyscy się cieszą, że w mieście nie ma tirów, idealna sprawa. Z punktu widzenia kierowców tirów to też kapitalna rzecz, przysłuchuję się od lat rozmowom przez CB-radio, dla niech przejazd przez Łódź był udręką. Ale nasuwa mi się taka refleksja, że teraz czekają nas dwa zjawiska. Pierwsze, rzeczywiście kreujące rynek wokół nowych dróg: budowa centrów logistycznych, fabryk w rejonie autostrady. Ale ponieważ wszyscy mówią tylko o pozytywach, ja chciałbym zwrócić uwagę na drugie zjawisko, negatywne. Nie chcę tego akcentować zbyt mocno, ale chcę udowodnić, że wyrzucenie ruchu samochodowego na obwodnicę na węźle w Tuszynie, sprawi że Łódź stanie się miastem obok autostrady. Przypomniała mi się historia dotycząca trasy A2. Spotkałem się niedawno z przedstawicielami niemieckiej firmy w Warszawie. Rozmawiamy, ich dyrektor regionalny, Polak z pochodzenia, mówi do mnie: panie Tomaszu, jak się jechało, bo pan z Łodzi dzisiaj przyjechał, prawda? Ja na to, że teraz się już nieźle jedzie, odkąd jest autostrada. Na to Niemiec się pyta: przepraszam, a gdzie jest ta Łódź, daleko? Dyrektor odpowiada: jak się jedzie z Poznania do Warszawy, to trochę dalej niż w połowie drogi, po prawej stronie jest Łódź. Niemiec na to: nie widziałem, gdzie? Dyrektor: a bo to jest tam dalej, trzeba zjechać z autostrady do miasta. Niemiec: a, Łódź to takie miasto jest? I nagle obaj na mnie popatrzyli, skąd ja się w ogóle wziąłem, wyszło na to, że jest jakaś miejscowość, o której istnieniu nikt nie wie. Dokładnie taka sama sytuacja może mieć miejsce w przypadku A1. Samochody pędzące ze Śląska nad morze będą mijać Łódź, a ich kierowcy z czasem zapomną, że w ogóle istnieje takie miasto. Owszem, cieszę się, że przez Łódź przestaną jeździć tiry, to było zbyt uciążliwe. Ale inaczej patrzę na auta osobowe. Widziałem w ostatni piątek po południu, pędzące nad Bałtyk auta ze Śląska, Krakowa, z Czech, z Austrii, one nie wjadą już do Łodzi. Fakt, postawiła GDDKiA tablice Łódź Górna, Łódź Centrum, ale jechałem z kolegą z innego miasta tą autostradą, a on się pyta, co to jest ta Łódź Górna. To pokazuje, jak durnowata jest ta informacja. Może to zjazd na jakąś wioskę zabitą dechami, skoro nic nie widać z tej autostrady?

Ale to co Pan mówi jest dość niemierzalne..

Ale to się przekłada na pieniądze. Tak jak powiedziałem, z tirów, które ominą Łódź się cieszę. Ale kierowcy samochodów osobowych też będą mijać Łódź Górną, Łódź Widzew, Łódź Centrum, nie wiedząc o co chodzi, w ogóle nie widząc, co to miasto oferuje, czy nie warto przypadkiem tam na piętnaście minut wjechać. To, co było poprzednio sytuacją wymuszoną, paradoksalnie było sytuacją pozytywną. Wielu moich znajomych z Częstochowy czy Krakowa, przejeżdżając przez Łódź, zaglądało przy okazji do Aquaparku, wpadało na zakupy do Manufaktury. Jadąc nad morze musieli się przeczołgać przez Łódź, więc i tak tracąc tu już czas, zostawiali sobie dwie czy trzy godziny dodatkowo, żeby coś zrobić w Łodzi.

I naprawdę Pan myśli, że dużo było osób, które wściekając się na korki, jeszcze oddawały się tu rozrywkom, zamiast jak najszybciej wyjechać za miasto?

Korki są wszędzie, każdy kto dużo jeździ wie, że tak wygląda przejazd przez duże miasto. A dzięki temu ludzie jeżdżący z południa na północ, wiedzieli gdzie jest Łódź, zobaczyli że miasto ma coś interesującego do zaoferowania, nawet jak się nie zatrzymywali w drodze na morze, to potem wracali na dłużej. Miałem znajomych, którzy zaczęli przyjeżdżać na festiwal światła, bo Łódź ich zainteresowała właśnie w czasie takiego przejazdu. Był to marketing przymuszony, ale był. Tymczasem dziś gnając autostradą A1 kierowcy widzą tylko ekrany dźwiękochłonne, ewentualnie pola i łąki. I nie wiedzą, co znajduje się obok, czy warto tam na dwie godziny zjechać. Przechodząc do meritum - nie chcę tego głośno mówić, ale podejrzewam, że te potoki samochodów omijające Łódź i mniejsze miejscowości przy starej krajowej jedynce, przełożą się ujemnie na ekonomię. Po prostu pieniądze, które mogłyby być wydane w czasie przejazdu przez aglomerację łódzką, zostaną wydane gdzie indziej. Nie chcę być złym prorokiem, ale podejrzewam, że w całkiem bliskiej perspektywie ucierpią takie miejsca jak Rzgów, Tuszyn, ucierpią wszyscy dealerzy samochodowi zlokalizowani u wylotów z Łodzi, wszystkie hurtownie w tych okolicach, restauracje, zajazdy.

Rozmawiałem ostatnio z byłym wiceprezydentem Łodzi i byłym wiceministrem infrastruktury Radosławem Stępniem. On przekonuje, że syndrom odcięcia od głównego szlaku komunikacyjnego, owszem, dotyka boleśnie, ale małe i średnie miejscowości, Łódź nie powinna więc ucierpieć.

Obserwowałem dokładnie to zjawisko w okolicach Warszawy, po tym jak wyremontowano drogę z Piotrkowa, widziałem co się dzieje na wjeździe do stolicy od strony Nadarzyna. Odcięci ekranami, oddaleni od zjazdów, przedsiębiorcy umierają. Widzę, jak zdychają te zajazdy. Właściciele knajp przez CB radio nawołują: przyjedźcie do nas, zjecie obiad za 10 złotych. Bo odcięci od drogi po prostu nie mają klientów, ludzie przejeżdżają obok nich, nawet nie mając pojęcia o ich istnieniu. Dlatego sądzę, że u nas sytuacja będzie taka: osoby, które znają Łódź i jej walory, osoby które przyjeżdżały do Ptaka na zakupy od lat dalej będą do nas przyjeżdżać, zjadą w Tuszynie z autostrady, pojadą starą drogą. Ale lwia część ludzi, która nigdy tu nie była, albo przejeżdżała Łodzią się nie interesując nią, już się nie zainteresuje. Dostając takie udogodnienie, jakim jest autostrada, nie zjadą z niej, to jest oczywiste. Jadąc ze Śląska nad morze cieszą się, że jest szybko, nie w głowie im interesowanie się Łodzią. Dlatego z jednej strony super, że nie będzie tirów, ale z drugiej strony budowa ringu komunikacyjnego sprawia, że mamy miasto odcięte w sensie przestrzennym od otoczenia. To dobre z czysto komunikacyjnego punktu widzenia, ale w ten sposób miasto dostało się w kleszcze.

Chce Pan powiedzieć, że autostrady odcinają miasto od świata?

Tak, znaleźliśmy się w zamkniętym kręgu. I jeśli będą nowe inwestycje, logistyczne, przemysłowe, mieszkaniowe, to moim zdaniem będą się lokalizować na zewnątrz tego ringu. Bo ciężko będzie wewnątrz kręgu o duże tereny inwestycyjne. Kto więc zyska? Ościenne miejscowości: Andrespol Justynów, Koluszki, Brzeziny, Rogów. Miałem trochę nieruchomości do sprzedania w tamtym rejonie, ale ludzie mówili: zaczekajmy aż wybudują autostradę. Teraz już droga jest i będzie się tam inwestować. Dla tych małych miejscowości inwestycje będą miały ogromne znaczenie, natomiast Łódź będzie tracić.

Na prawdę chce Pan powiedzieć, że Łódź per saldo wyjdzie na minus z powodu oddania autostrady?

Wyjdzie na plus, jeśli chodzi o sam ruch samochodów, to jest rzecz oczywista: mniej spalin, czystsze powietrze, mniejsze korki, większe bezpieczeństwo, lepszy stan dróg.

To bardzo dużo.

Tak, i to są elementy bardzo ważne, tych plusów jest masa. Ale chciałbym też zwrócić uwagę na minusy, o których się nie mówi. Jeśli miasto Łódź nie przyjmie odpowiedniej strategii w nowej sytuacji, w jakiej się znalazło, nie zachęci przyjezdnych, nie wskaże dlaczego warto zjechać z autostrady, to po prostu będzie tracić, jednocześnie nie zyskując tak wiele na inwestycjach twardych, bezpośrednich, bo tak jak powiedziałem, one raczej będą się lokalizować po zewnętrznej stronie ringu. Jechałem przez Widzew, tam jest naprawdę ciasno, jest dziwna zabudowa, trochę ogrodów działkowych. Teoretycznie tam można przygotować jakieś grunty inwestycyjne, ale miasto musiałoby się wziąć za kreowanie. A pewne jest, że gminy ościenne się teraz ruszą, zaraz zaczną podawać oferty inwestycyjne, reklamując położenie przy autostradzie.

Łódź, zamiast się tylko cieszyć ze zmniejszonego ruchu, powinna jednak próbować coś więcej z tej autostrady wycisnąć - Tomasz Błeszyński Polska Press Sp. z o.o. |Dziennik Łódzki |15.07.2016 r.|

Źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/forum-lodz/a/tomasz-bleszynski-lodz-stala-sie-miastem-lezacym-obok-autostrady,10413026/2/  

Źródło; Polska Press Sp. z o.o. |Dziennik Łódzki |15.07.2016 r.|

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]