Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
 Oceń wpis
   

Rok 2016 przynosi dużo zmian na rynku nieruchomości i w kredytach hipotecznych. Po raz pierwszy może zabraknąć pieniędzy w programie Mieszkanie dla Młodych.

Kupujesz mieszkanie? Przeczytaj, bo wiele się zmieniło i jeszcze będzie zmieniać w nowym roku. - Rok 2016 przynosi dużo niewiadomych - mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Podatek bankowy, wyższe marże, szybkie wyczerpanie pieniędzy na program Mieszkanie dla Młodych, nowe programy rządowe. Ale jedno jest pewne: inwestycji deweloperskich rozpoczęto tak dużo, że mieszkań w Łodzi na pewno nie zabraknie. A ponieważ podaż będzie bardzo duża, to spokojnie mogą spać osoby poganiane ostatnio przez marketingowców, że w nowym roku mieszkania będą droższe - dodaje Błeszyński.

A co dokładnie nas czeka? Od 1 stycznia, aby uzyskać kredyt hipoteczny na zakup mieszkania, trzeba dysponować 15- procentowym wkładem własnym (wcześniej - 10 proc.). Z interpretacji Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że wkład w gotówce będzie mógł wprawdzie wynieść 10 proc., ale pod warunkiem, że pozostałe 5 proc. kredytobiorca zabezpieczy, np. poprzez blokadę odpowiedniej kwoty na rachunku bankowym. W praktyce różnie to zapewne będzie wyglądać w różnych bankach, jednak można podejrzewać, że w ogólnym rozrachunku o kredyt będzie trudniej niż w minionym roku.

Ekonomiści prognozują, że Rada Polityki Pieniężnej jeszcze bardziej obniży i tak już rekordowo niskie stopy procentowe. Ma to związek ze spodziewanymi zmianami osobowymi w składzie RPP. Podejrzewa się, że osoby z nadania PiS będą bardziej skłonne do kolejnych obniżek. To dobra wiadomość dla osób zaciągających i spłacających kredyty, bo spadek stóp i związany z tym spadek stawki WIBOR, przełoży się na oszczędność rzędu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Tyle, że oszczędności te w wielu przypadkach zostaną zjedzone przez inne wydatki.

Osoby przymierzające się do zaciągnięcia kredytu muszą liczyć się z kolejnymi podwyżkami marż (marże w bankach rosną już od kilkunastu miesięcy). Na ten krok już zdecydowały się teraz mBank i DeutscheBank. Oficjalne i enigmatyczne wyjaśnienia nie wiązały tego z poczynaniami rządu PiS, ale rynek odczytał to, jako ruchy przygotowujące na wprowadzenie podatku bankowego. Z sektora bankowego nieraz przecież padało ostrzeżenie, że obciążenie podatkowe zostanie przerzucone na klientów.

Po raz pierwszy od lat specjaliści rynku nieruchomości zastanawiają się, czy wystarczy pieniędzy na rządowy program Mieszkanie dla Młodych. Dopóki był on ograniczony wyłącznie do rynku pierwotnego, cieszył się niskim wzięciem, a niewykorzystane pieniądze wracały do budżetu. Od czasu rozszerzenia pomocy na mieszkania używane, co stało się jesienią, MdM nabrał gwałtownego rozpędu. Niektórzy eksperci wieszczą, że kasy zabraknie już po trzech miesiącach 2016 r.

Należy się też spodziewać, że poznamy w 2016 r. przynajmniej założenia PiS-owskiego programu budowy tanich mieszkań. W kampanii wyborczej politycy tej partii mówili o cenach rzędu 2, 5 - 3 tys. zł za metr kwadratowy. Teraz nadchodzi czas, by wyłożyć karty na stół.

Ceny mieszkań

Ceny mieszkań w Łodzi pozostają na względnie stabilnym poziomie. Analizując dane o cenach ofertowych w serwisie dom.gratka.pl, widać, że od grudnia 2013 r. do lutego 2015 r . ceny delikatnie spadały, a od 10 miesięcy subtelnie rosną. Obecny poziom 3834 zł i tak jest jednak niższy od pułapów osiąganych 2 lata temu. Jeśli wydzielimy tylko segment mieszkań deweloperskich, widać wyraźniejszy wzrost w ciągu ostatnich 24 miesięcy.

W grudniu 2013 r. gratka.pl zanotowała średni poziom ok. 4, 2 tys. zł, obecnie jest to 4665 zł. Analizy innych firm wskazują nieco wyższy poziom ceny mieszkań nowych i nieco niższy używanych, ale wszystkie dane pokazują, że jeśli na rynku są ruchy cenowe, to nie są wielkie. W ostatnich miesiącach w Łodzi rozkręcili się deweloperzy. To oznacza, że mimo zwiększonego popytu, należy brać pod uwagę względnie dużą podaż. Według ekspertów, te czynniki każą spodziewać się dalszej stabilizacji cen na obecnym poziomie.

Piotr Brzózka |8 stycznia 2016 |Dziennik Łódzki | Żródło: http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/9264176,rynek-nieruchomosci-2016-rok-przyniesie-wiele-zmian-i-niewiadomych,id,t.html

 
 Oceń wpis
   

Po pół roku przestali płacić czynsz. Wyprowadzali się zostawiając długi i strasząc właścicielkę donosem do skarbówki. Ona z kolei zagroziła sądowym pozwem. - Jak tylko o nich pomyślę, to rozstroju dostaję - mówi kobieta, która wynajęła mieszkanie nieuczciwym lokatorom.

Młode małżeństwo, zaraz po ślubie. Nie chcieli mieszkać z rodzicami, a nie stać ich było na kupno mieszkania i zaciągnięcie kredytu. Został wynajem. Zapłacili za pół roku z góry. Umowę podpisali na rok. - Umówiliśmy się, że za sześć miesięcy przedstawię im rachunki za zużycie wody, gazu i energii, które uregulują. Potem należności za wynajem mieli płacić już, co miesiąc. Zrobili na mnie dobre wrażenie. Młodzi, sympatyczni, mieszkanie przyjechali oglądać w towarzystwie ojca tej dziewczyny. Ucieszyłam się, że mieszkanie wynajmę rodzinie, a nie studentom. Nawet poprosiłam syna, żeby pomógł w przeprowadzce - mówi. Marianna wspomina młodych lokatorów i odpala kolejnego papierosa. - Z nerwów tak palę, bo jak tylko o nich pomyślę, to rozstroju dostaję tłumaczy.

Nie jesteśmy przygotowani na taką kwotę

Kiedy pokazała im rachunki, zrobili wielkie oczy, że wyszło aż tyle. - Nie jesteśmy przygotowani na taką kwotę - usłyszała. Dogadali się, że na uregulowanie rachunków poczeka miesiąc, do następnej wypłaty. - Ale przyszedł kolejny miesiąc, a na koncie nie miałam przelewu ani za zaległe rachunki, ani za wynajem - wspomina Marianna. - Proszę poczekać jeszcze dzień, jeszcze dwa - usłyszała tym razem. - Czekałam, bo co miałam zrobić - mówi kobieta. Tyle, że przelewu nie było. Dzień, dwa, tydzień, dwa tygodnie, miesiąc, dwa miesiące. Młodych lokatorów coraz trudniej było zastać w domu, coraz rzadziej odbierali telefon od Marianny, a kiedy już odebrali to karmili ją kolejnymi tłumaczeniami. A to męża zwolnili z pracy, a to firma spóźnia się z wypłatami. Zrobiło się nieprzyjemnie. Marianna zagroziła, że młodych lokatorów wyrzuci z mieszkania, jeśli nie uregulują należności. Interweniował syn, ale sytuacja tylko się zaogniła. Ojciec dziewczyny, ten, który przyjechał z młodymi oglądać mieszkanie, od wszystkiego umył ręce. - To sprawa między panią, a nimi, ja się nie wtrącam w życie dzieci - powiedział. - Czułam, jakby ktoś mi splunął w twarz - opowiada nerwowo kobieta. Batalia z nieuczciwymi lokatorami trwała dobrych kilka miesięcy. Mariannę kosztowała nerwy, kilka nieprzespanych nocy, ale też uszczerbek w portfelu. Nie chciała zadłużać mieszkania, które zostało w spadku po rodzicach, a ze skromnej pensji krawcowej nie była w stanie utrzymać dwóch mieszkań - swojego i tego, w którym mieszkali niechciani już wtedy lokatorzy. Do rachunków dokładał się, więc syn, pieniądze pożyczyła dalsza rodzina. Młode małżeństwo w końcu wyprowadziło się, regulując tylko część długów i na do widzenia strasząc Mariannę donosem do skarbówki. Ona w odpowiedzi zagroziła sądowym pozwem, jeśli młodzi nie zapłacą całości. Od ich wyprowadzki minęło kolejnych kilka miesięcy, a przelewów jak nie było, tak nie ma. - Na szczęście nie zniszczyli mieszkania, bo i o takich przypadkach słyszałam - mówi Marianna.

Nie chcą się wyprowadzić, albo znikają bez słowa

Rzeczywiście, takich historii nie brakuje, choć biorąc pod uwagę rynek najmu (z danych GUS wynika, że w Polsce ponad 570 tys. mieszkań wynajmowanych jest przez osoby fizyczne) stanowią one jedynie wycinek. Jednak, co jakiś czas media przytaczają historię właścicieli mieszkań, którzy trafili na nieuczciwych lokatorów. Właścicielce mieszkania z Łodzi groziła komornicza egzekucja, bo lokator, któremu wynajęła mieszkanie nie płacił, a jej nie było stać na regulowanie rachunków i spółdzielnia w końcu wystąpiła o ściągnięcie długów. Mężczyzna z Krakowa pomieszkiwał kątem u znajomych, bo lokator, któremu wynajął mieszkanie nie dość, że nie płacił za wynajem, to jeszcze nie chciał się wyprowadzić. Bywa też tak, że nieuczciwi lokatorzy znikają z dnia na dzień zostawiając za sobą długi i nierzadko zdewastowane mieszkanie, a klucze przesyłają właścicielowi np. pocztą. Właściciele mieszkań skarżą się, że w takich wypadkach często bywają bezradni, bo prawo stoi po stronie najemców.

- Nie do końca zgodzę się z takim stwierdzeniem - mówi nam Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości z 25-letnim doświadczeniem. - Mamy przepisy, które dają właścicielowi mieszkania narzędzia do ochrony przed nieuczciwymi najemcami. Tyle tylko, że właściciele mieszkań rzadko sięgają po te narzędzia, umowy sporządzają na kolanie, a znam przypadki, że wynajmują mieszkania nawet bez żadnych umów, choćby minimalnie zabezpieczających ich interesy - dodaje Błeszyński.

Co stanowi prawo?

Przepisy precyzyjnie regulują kwestie rozwiązania umowy z lokatorem, który nie płaci czynszu. Zanim właściciel mieszkania wypowie umowę lokatorowi musi wezwać go do zapłaty zaległości i uprzedzić o zamiarze wypowiedzenia umowy. Takie wezwanie musi być sporządzone na piśmie, a właściciel musi określić termin (minimum miesięczny) na uregulowanie długu. Samo wypowiedzenie umowy można zastosować dopiero wtedy, gdy lokator zalega z opłatami za trzy pełne okresy rozliczeniowe i nie uregulował należności w dodatkowym okresie wyznaczonym mu przez właściciela mieszkania. Takiego dłużnika nie możemy wyrzucić z mieszkania - o ewentualnej eksmisji może zdecydować jedynie sąd.

Właściciel nie może też zmieniać zamków w drzwiach, wyrzucić rzeczy lokatora, nie może od mieszkania odłączyć prądu czy wody. Takie zachowanie - odcięcie mediów - zakazane było też do tej pory, ale od 7 stycznia 2016 roku, (kiedy w życie wejdzie nowelizacja kodeksu karnego) będzie ono traktowane, jako przestępstwo. Znowelizowany przepis to bat na tzw. czyścicieli kamienic, ale rykoszetem dostają też ci, którzy wynajmują mieszkanie nieuczciwemu lokatorowi.

- Odcinanie mediów klasyfikowane jest przez kodeks, jako tzw. przemoc pośrednia i od 7 stycznia będzie traktowane jak przestępstwo. Pozycja lokatora została wzmocniona, a nie zastosowanie się do przepisów może mieć dla właściciela nieoczekiwane skutki - mówi nam mecenas Wojciech Rudzki, który prowadzi bloga, na którym doradza jak skutecznie (i bezpiecznie) załatwić formalności z wynajmem mieszkania. Mecenas Rudzki dodaje, że problemy z wynajmem mieszkań związane są m.in. z niską świadomością prawną właścicieli mieszkań. - Bardzo często zdarza się, że zawierane umowy to gotowe wzorce ściągnięte z Internetu, które nie zawsze regulują wszystkie kwestie związane z konkretnym wynajmem - tłumaczy Wojciech Rudzki.

W podobnym tonie wypowiada się Tomasz Błeszyński: - Najczęściej kłopoty z nieuczciwymi lokatorami mają ci, którzy wynajmują mieszkanie odziedziczone w spadku. Nie mają doświadczenia, na wszystkim chcą zaoszczędzić, umowy, które zawierają są źle przygotowane. Zdecydowanie bardziej bezpieczne jest skorzystanie z usług biura nieruchomości.

Najem okazjonalny. Co to takiego?

Moi rozmówcy solidarnie mówią, że właściciele mieszkań, nawet, jeśli nie korzystają z usług pośredników mają możliwości zabezpieczenia swoich interesów. W grę wchodzą kaucje, żądanie zaświadczenia o zarobkach od potencjalnych lokatorów, poręczenie kogoś bliskiego (np. rodziców w przypadku wynajmowania mieszkań studentom). Rozwiązaniem jest też tzw. najem okazjonalny.

W tej opcji najemca składa przed notariuszem oświadczenie, że zobowiązuje się do opuszczenia mieszkania (na podstawie umowy najmu w terminie wskazanym w żądaniu opuszczenia lokalu). Najemca musi też wskazać inny adres, pod którym może zamieszkać w przypadku egzekucji obowiązku opróżnienia lokalu. W zamian ma pewność, że np. właściciel mieszkania nie podniesie nagle czynszu (warunki ewentualnej podwyżki muszą być zawarte w umowie - red.) . Mówiąc w dużym skrócie, najem okazjonalny pozwala dużo łatwiej pozbyć się właścicielowi nieuczciwego lokatora, który nie płaci czynszu i nie chce opuścić mieszkania. Wszystko oczywiście musi odbywać się oficjalnie, bo żeby umowa najmu okazjonalnego miała moc prawną musi zostać zgłoszona do urzędu skarbowego.

- Umowa najmu okazjonalnego eliminuje dużo zagrożeń związanych z wynajęciem mieszkania nieuczciwej osobie - mówią zgodnie mecenas Wojciech Rudzki i Tomasz Błeszyński. Pani Marianna z jednej strony przyznaje im rację, ale zaraz dodaje, że znalezienie lokatorów gotowych godzić się na te wszystkie formalności, po to by zamieszkać w jej mieszkaniu po rodzicach graniczyłoby z cudem. Wydaje się, że podobnie myśli więcej osób, bo najem okazjonalny jest ciekawym (i bezpiecznym), ale bardzo rzadko stosowanym rozwiązaniem.

Słowem, właściciele mieszkań wolą ryzykować spotkanie z nieuczciwym najemcą niż grzęznąć w gąszczu formalności.

Maciej Stańczyk | Dziennikarz Onetu | Onet.pl | 04.01.2016|

 
Warto kupić zamek ? 2016-04-18 20:27
 Oceń wpis
   

Setki zabytkowych dworków, pałaców i zamków, najczęściej w stanie ruiny, czekają na inwestorów, którzy zamienią je w hotele czy pensjonaty. Tylko czy to dobry interes? Raczej nie dla kogoś, komu zależy na szybkim pomnażaniu swoich pieniędzy.

W najbliższych dniach pierwsi goście zawitają do luksusowego hotelu, w który zamienili podwrocławski Zamek Topacz Dorota i Tomasz Kurzewscy. Jak podkreśla właścicielka, zamek jest sercem całego kompleksu. Aż trudno w to uwierzyć, ale jeszcze kilkanaście lat temu sam zamek i otaczające go zabudowania były w strasznym stanie. Dorota Kurzewska przyznaje, że gdyby wówczas wiedziała, co ją czeka, najpewniej nie zdecydowałaby się na to przedsięwzięcie.

Miał być plan zdjęciowy...

Początkowo Kurzewscy nie mieli zamiaru zostać hotelarzami. Są bowiem założycielami i większościowymi właścicielami Grupy ATM, która produkuje dla telewizji m.in. takie seriale jak "Ranczo" czy "Świat według Kiepskich". A ponieważ siedziba tej firmy mieści się w Bielanach Wrocławskich, Kurzewscy szukali w pobliżu nieruchomości, w której mogliby realizować swoje produkcje. Świetnie nadawał się do tego dawny magazyn cukru o powierzchni ok. 800 m kw. Sęk w tym, że był on jednym z kilku budynków otaczających mały zamek-strażnicę, który - jak podaje jedno ze źródeł - w XIV wieku wybudował zakon templariuszy. W XVII wieku do wieży dobudowano renesansową rezydencję. W tym stanie przechodził z rąk do rąk właścicieli ziemskich. Pod koniec XIX wieku właścicielem całego obiektu została spółka cukrownicza Rath, Schöller & Skene, która zapłaciła za niego 300 tys. talarów (w tym czasie za beczkę piwa płacono 3 talary). Po wojnie było tam podobno najpierw więzienie NKWD, a potem UB, następnie zakład wychowawczy Lasowo i PGR. W 1995 r. obiekt kupił prywatny właściciel, który nie kiwnął jednak palcem w sprawie remontu. Zrobili to dopiero Kurzewscy.

...a powstał hotel

Dorota Kurzewska opowiada, że początkowo wszystko szło jak po grudzie. Przez ponad dwa lata inwestycję wstrzymywali archeolodzy, którzy natrafili w tym miejscu na dawną osadę. Trzeba było uzbroić teren, czyli doprowadzić m.in. wodociąg i kanalizację. Właściciele zapewnili też mieszkania 16 rodzinom, które zastali w tych budynkach. Ponadto odkopano zarośnięty staw i dwie rzeki, naprawiono jaz oraz uruchomiono małą elektrownie wodną. Same budynki wymagały zaś osuszenia i zaizolowania przed wilgocią. Na szczęście Kurzewskim dobrze układała się współpraca z konserwatorem zabytków. Poznali też ludzi, od których mogli się uczyć. Przedsięwzięcie pochłonęło mnóstwo pieniędzy. Dorota Kurzewska nie zdradza nam ile, ale w jednym z serwisów znaleźliśmy wywiad, w którym mówi o kilkudziesięciu milionach złotych włożonych w remont. - To inwestycja na dziesięciolecia. Ale dobrze, że do utrzymania nie musimy dopłacać, bo kompleks hotelowy zaczął zarabiać - mówi jego właścicielka. I dodaje, że zatrudnienie znalazło tam już ok. 100 osób. Na hotel Kurzewscy zaadaptowali najpierw cztery budynki, których nazwy pochodzą od ich historycznego przeznaczenia: budynek Rządcówki, Spichlerz, budynek Oficyny i Domek Ogrodnika. A obecnie dołącza do nich najważniejszy budynek, od którego nazwę zaczerpnął cały kompleks - Zamek Topacz. Jest w nim dziewięć pokoi, a ponadto spa, sala konferencyjna z kominkiem i tarasem, przyzamkowa kaplica oraz restauracja.

Dla wielu zabytek to kłopot

Doradca rynku nieruchomości Tomasz Błeszyński uważa, że zabytkowe nieruchomości mogą być i są fantastycznym materiałem na dobrą inwestycję. Niestety, odrestaurowywanie zabytków wymaga bardzo dużych pieniędzy i czasu. Dlatego zainteresowanie nimi nie jest duże. - Pamiętam, jak w połowie lat 90. dla wielu firm posiadanie siedziby w zabytkowym pałacyku było nobilitacją. Inwestowały więc w rzadko pojawiające się wtedy na rynku obiekty zabytkowe - wspomina Błeszyński.

- Obecnie mamy do czynienia wręcz z wysypem takich nieruchomości, specjalistyczne portale internetowe wprost uginają się od ofert. Ekspert przyznaje, że w dość powszechnym przekonaniu posiadanie zabytkowej nieruchomości to kłopot. - Trudno się z tym nie zgodzić, bo regulacje prawne dotyczące ochrony nieruchomości zabytkowych nie są przyjazne dla inwestorów. Czasem to dobrze, a czasem źle, bo diabeł moim zdaniem tkwi w szczegółach - mówi Błeszyński. I dodaje, że wykonując na zlecenie inwestorów czy deweloperów opinie czy ekspertyzy dotyczące posiadanych przez nich zabytkowych nieruchomości, odnosi wrażenie, że nie wszyscy orientują się, jakie obowiązki niesie ze sobą bycie właścicielem zabytku.

- Brak elementarnej wiedzy jest czasem widoczny gołym okiem. Wielu kupiło za bezcen nieruchomości i kombinuje, jak szybko się na nich wzbogacić. Nie interesuje ich historyczny charakter nieruchomości, siła tradycji czy unikatowa architektura. Błeszyński opowiada, że niektórzy inwestorzy z góry zakładają, że zabytek to kłopot, którego trzeba się jak najszybciej pozbyć, aby bez przeszkód zagospodarować oczyszczoną działkę. Najpopularniejszą metodą przez nich stosowaną jest odbudowywanie zabytkowej nieruchomości poprzez jej... rozbieranie.

- Wszyscy myślą, że obiekt odzyska dawną świetność, a on sukcesywnie popada w ruinę. Wszystko po to, by doprowadzić do stanu zagrożenia i rozebrać nieruchomość w imię wyższej konieczności. Moim zdaniem ta rabunkowa gospodarka zabytkami doprowadziła do tego, że więcej ich znika z powierzchni właśnie teraz, w czasie pokoju, niż podczas wojny - komentuje Tomasz Błeszyński.

Na ratunek zabytkom Tymczasem tylko na Dolnym Śląsku jest ponad 500 pałaców i dworów, które wymagają pilnego remontu - twierdzą pasjonaci ratowania zabytków, którzy od ponad trzech lat prowadzą akcję "Polska Dolina Loary". Przede wszystkim postawili oni sobie za cel nagłośnienie tego naglącego problemu i tym samym zwiększenie szansy na dotarcie do potencjalnych inwestorów.

Z myślą o nich powstał portal Residence Navigator oraz anglo- i niemieckojęzyczne wersje profili "Polskiej Doliny Loary" na Facebooku. Na portalu potencjalni inwestorzy mogą znaleźć informacje o nieruchomościach wystawionych na sprzedaż, podpowiedzi prawne, wywiady z właścicielami zabytków, bazę firm pomocnych przy kupowaniu lub remontowaniu zabytków czy informacje o dotacjach, o które mogą się starać inwestorzy. Ci, którzy chcieliby kupić zabytek od Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR), mogą liczyć na 50-proc. bonifikatę od ceny uzyskanej na przetargu. Bonifikata przyznawana jest tym, którzy zobowiążą się do wykonania prac renowacyjnych w wyznaczonym terminie pod okiem wojewódzkiego konserwatora zabytków. Dodajmy, że ANR oferuje obecnie 29 tego typu nieruchomości, najwięcej właśnie w województwie dolnośląskim.

Marek Wielgo | Gazeta Wyborcza |31.12.2015r. | Źródło: http://wyborcza.biz/finanse/1,108340,19414905,warto-kupic-zamek-to-moze-byc-fantastyczny-material-na-dobra.html

 
 Oceń wpis
   

Przez większą część roku klientów od mieszkań używanych odciągali deweloperzy. Dopiero jesienią sytuacja się zmieniła.

Jaki był kończący się rok na rynku wtórnym i dla pośredników, i dla ich klientów? Czym różnił się od poprzedniego, czego szukali klienci? Czy rynek pierwotny miał dużą przewagę nad wtórnym? Zapytaliśmy o to pośredników w obrocie nieruchomościami.

Mariusza Kania Metrohouse Franchise Rok upłynął pod dyktando deweloperów. Jeśli spytamy o nastroje w branży deweloperskiej, większość wypowiedzi będzie entuzjastycznych. Bo to deweloperzy rozdawali w tym roku karty. Nawet włączenie do programu MdM" ofert z rynku wtórnego nie stanowiło przełomowego momentu i nie poprawiło istotnie koniunktury na rynku wtórnym. Nowe mieszkania, dzięki znacznie wyższym limitom cen, i tak są uprzywilejowane. Choć sytuacja poprawiła się w części miast powiatowych, gdzie dotychczas MdM" nie miał prawa istnieć z uwagi na brak inwestycji deweloperskich, to już w Warszawie i Krakowie znalezienie mieszkania z rządowym wsparciem to wybór z ofert o fatalnej lokalizacji, ewentualnie do remontu. Jednocześnie na MdM" zyskała cała branża. Dzięki wzrostowi popularności rynku pierwotnego poprawiliśmy wyniki sprzedażowe wynikające z kooperacji z deweloperami. Klienci, oprócz najczęściej sprzedawanych lokali mających 4050 mkw., poszukiwali również ofert spoza tego zakresu. Deweloperzy, skupieni na budowie tzw. kompaktowych mieszkań, spotykali się ze zwiększoną liczbą zapytań np. o duże mieszkania trzypokojowe o wyższym standardzie. Tych na rynku pierwotnym nie ma wcale tak wiele, pozostaje więc rynek wtórny. Obserwujemy mniejsze niż zwykle zainteresowanie kawalerkami. Grupa osób szukała też tanich domów i segmentów, zwłaszcza wybudowanych w ostatnich kilkunastu latach. Jeśli sprzedając mieszkanie trzypokojowe, uda się niewielkim nakładem środków przeprowadzić się do domu, jest to poszukiwany produkt. Oceniamy, że średnio co druga transakcja jest finansowana kredytem hipotecznym. Są oczywiście pewne uwarunkowania geograficzne, ale jeżeli mówimy o skali ogólnopolskiej, tak to właśnie wygląda. W porównaniu z ubiegłymi latami można mówić o spadku poziomu finansowania zewnętrznego. Wielu nabywców uruchamia oszczędności z lokat, bo oprocentowanie depozytów nie zachęca do lokowania pieniędzy w bankach.

Agnieszka Grotkowska Freedom Nieruchomości Warszawa Śródmieście Rok 2015 był kolejnym dobrym rokiem na rynku nieruchomości. Średnie ceny utrzymywały stały poziom. Maleją różnice między cenami ofertowymi a transakcyjnymi, co świadczy o bardziej realnej wycenie nieruchomości ze strony właścicieli, ale też o mniejszej skłonności do obniżek. Przeciętna różnica między cenami ofertowymi a transakcyjnymi w naszym biurze wynosiła 6 proc. w przypadku mieszkań i 9 proc. w przypadku domów. Największym zainteresowaniem cieszyły się dwa pokoje w cenie do 300 tys. zł i trzy pokoje za 450500 tys. zł. Można powiedzieć, że rok 2015 był bardzo podobny do roku 2014. Nie zaobserwowaliśmy znaczących zmian na rynku, które w wyraźny sposób wpłynęłyby na wzrost lub spadek sprzedaży. W dalszym ciągu utrzymuje się wysoka sprzedaż na rynku pierwotnym. Deweloperzy przeżywają kolejny dobry rok, oddają coraz więcej inwestycji, rozpoczynają nowe projekty, a to pociąga za sobą duży popyt na działki pod osiedla. W dalszym ciągu przeważająca liczba transakcji wspierana jest kredytem, chociaż transakcje gotówkowe stanowią spory udział, ponad 30 proc. Zakup nieruchomości jest alternatywną formą inwestowania w czasach, gdy kredyty hipoteczne osiągają rekordowo niskie ceny, a oprocentowania lokat są bliskie 0 proc.

Joanna Lebiedź ReMax Action/Lebiedź Nieruchomości Mijający rok sprzyjał sprzedaży małych mieszkań (średni kredyt hipoteczny wynosił 212 tys. zł). Ceny w tym segmencie zachowywały się stabilnie, z niewielką tendencją wzrostową w samej końcówce roku. Sprzedaż mieszkań do 55 mkw. odbywała się płynnie. Natomiast segment lokali większych (powyżej 80 mkw.) oraz domów i działek nadal znajduje się w zapaści. Ceny domów i dużych mieszkań spadają. Na razie nic nie wskazuje na to, aby ta tendencja miała się odwrócić. Problemem w przypadku tego segmentu jest wysoka cena, a więc przy średniej wysokości kredytu droższe nieruchomości po prostu są dla Kowalskiego niedostępne. Drugim czynnikiem zniechęcającym potencjalnych zainteresowanych do zakupu domów są znaczące koszty utrzymania oraz ewentualne wysokie koszty dojazdu w przypadku domów zlokalizowanych na obrzeżach miast. Stosunkowo nieźle w 2015 roku radził sobie rynek najmów. Zarówno młodzież wchodząca w życie, jak i osoby przyjeżdżające do stolicy za chlebem w znaczącej mierze wybierają wariant wynajmu zamiast zakupu finansowanego długoterminowym kredytem hipotecznym. Decyzje takie są o tyle uzasadnione, że najemca nie wiąże sobie na szyi pętli kredytowej, co w przypadku zmiany miejsca pracy może za jakiś czas okazać się kłopotliwe. Poza tym dość duża podaż daje spore możliwości wyboru. Nie można też nie wspomnieć, że rok 2015 był dobry dla deweloperów. Pomocny był program MdM".

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości To był dobry rok dla polskiego rynku nieruchomości. Pierwsze półrocze 2015 r. należało jednak do deweloperów. To oni skupiali na sobie zainteresowanie kupujących. Druga połowa roku przyniosła widoczne ożywienie na rynku wtórnym i zwiększenie liczby transakcji. Przyczyniła się do tego głównie nowelizacja programu MdM" wprowadzająca możliwość skorzystania z ulg przy zakupie mieszkania również na rynku wtórnym. Mniej zamożni klienci zaczęli rezygnować z zakupu mieszkań na rynku deweloperskim, poszukując tańszych ofert z dopłatą. Mieszkania używane stały się atrakcyjnym towarem szczególnie w tych miastach, w których ich pula dostępności w programie MdM" była największa. Ceny ofertowe już nie podlegały tak znacznym negocjacjom, a i lokale sprzedawały się szybciej. Klienci na rynku wtórnym kupowali najczęściej mieszkania 510-letnie, 12-pokojowe, do 50 mkw., w dobrych lokalizacjach i standardzie. Nabywali je na potrzeby własne i z przeznaczeniem na wynajem. Nie było dużego zainteresowania zakupem dużych lokali i apartamentów. Od lat rynek premium rządzi się swoimi prawami i wielu klientów na nim nie inwestuje. W tym roku dominowały inwestycje w mieszkania w tzw. segmencie popularnym, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym.

Małgorzata Pressler Freedom Nieruchomości Olsztyn Rok 2015 przyniósł sporo zmian na rynku nieruchomości. Jedną z nich było ustabilizowanie się cen mieszkań, które w ostatnich latach systematycznie spadały. Podaż lokali była na podobnym poziomie, ale na rynku pojawiło się więcej kupujących. Również średni czas sprzedaży mieszkań skrócił się o kilka miesięcy. Początek roku przyniósł więcej niż zwykle transakcji gotówkowych. Klienci szukali nieruchomości pod inwestycje, głównie na wynajem. Powodem tego były m.in. niskie stopy procentowe, które zmobilizowały do poszukania innych alternatyw niż lokata w banku, o czym mówili sami kupujący. We wrześniu "MdM" objął też rynek wtórny. To spowodowało bardzo duże zainteresowanie mieszkaniami spełniającymi jego kryteria. Głównymi zainteresowanymi zaś byli single, pary oraz rodziny z co najmniej trójką dzieci. Ostatni kwartał był intensywny i zaowocował licznymi transakcjami, które w większości były kredytowane, w tym w ramach MdM". Na rynku wtórnym największym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania 2- i 3-pokojowe w bardzo dobrym standardzie oraz nowym budownictwie. Mało atrakcyjne dla poszukujących okazały się mieszkania do remontu. Tego typu lokale musiały mieć odpowiednio niską cenę, ok. 3 tys. zł za mkw. w Olsztynie, aby zrekompensować koszty remontu i czas na jego wykonanie. Pośrednicy mieli w kończącym się roku ręce pełne roboty. Był to intensywny czas dla wszystkich stron na rynku nieruchomości.

Opinia Michał Krajkowski, główny analityk w firmie Notus Doradcy Finansowi Zgodnie z rekomendacją S w 2016 roku kwota udzielonego kredytu nie może przekroczyć 85 proc. wartości nieruchomości. Możliwe jednak będzie udzielenie kredytu w wysokości do 90 proc., pod warunkiem ubezpieczenia części brakującego wkładu własnego lub ustanowienia innego zabezpieczenia na papierach wartościowych lub oszczędnościach kredytobiorcy. Koniecznie trzeba jednak pamiętać, że o ostatecznym poziomie kredytu lub ewentualnych stosowanych zabezpieczeniach decyduje bank kredytujący. Rekomendacja S narzuca tylko minimalne wymagania, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby bank udzielający kredytu stawiał znacznie bardziej rygorystyczne wymogi. Możemy jednak przypuszczać, że część banków zdecyduje się na udzielenie kredytu z wkładem własnym na poziomie 10 proc. Myślę jednak, że najczęściej stosowanym zabezpieczeniem będzie ubezpieczenie brakującego wkładu własnego. Zastaw na papierach wartościowych NBP lub Skarbu Państwa czy zabezpieczenie na środkach zgromadzonych na IKE lub IKZE będzie rzadko stosowane przez banki, choćby z racji problemów ze zmianą wartości tych aktywów wynikających z ryzyka inwestycji w IKE/IKZE. Oczywiście nie możemy także wykluczyć, że część banków będzie wymagać 15-proc. wkładu własnego, nie stosując żadnych dodatkowych zabezpieczeń. Tak jak jest to w kilku bankach, które już od kilku lat wymagają 20-proc. wkładu własnego do kredytu. Z naszych informacji wynika, że co najmniej pięć instytucji deklaruje chęć udzielania kredytów z 10-proc. wkładem własnym przy zastosowaniu ubezpieczenia brakującego wkładu. Oznacza to, że możliwe będzie uzyskanie kredytu z wkładem własnym na dotychczasowym poziomie, chociaż może być to droższe niż dziś. Jednak podwyższenie kosztów kredytu będzie wynikać bardziej z wprowadzenia podatku bankowego niż ze zmian wynikających z zabezpieczeń stosowanych przy kredytach z niskim wkładem własnym.

Grażyna Błaszczak 21.12.2015 źródło: Rzeczpospolita http://www.rp.pl/Kupno-i-sprzedaz/312219907-Rynek-wtorny-dopiero-odzyl.html

 
 Oceń wpis
   

Czy wnętrze dworca będzie ziało pustką ?

Nikt nie wie, kto odpowiada za komercjalizację Dworca Fabrycznego i jakie będą stawki najmu. Spółki kolejowe nie potrafią wyłonić operatora dworca. Dworzec Łódź Fabryczna pod oddaniu do użytku będzie świecił pustkami. Prawdopodobnie nie będzie kiosków z prasą, kawą i przekąskami. Wiatr będzie hulał po 4 tys. mkw. powierzchni przewidywanej do najmu, bo kolej nie wyłoniła operatora dworca, którego zadaniem powinna być komercjalizacja przestrzeni użytkowej. Podmioty, które chcą mieć stoisko na Fabrycznym, nie wiedzą, do kogo się zgłosić. Nie mają pojęcia, ile pieniędzy zapisać w budżetach, bo nikt nie zna stawek najmu. Łódzkie MPK i Centrum Informacji Turystycznej nie wiedzą, na jaką powierzchnię najmu mogą liczyć. Kolej też tego nie wie.

Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego, eksperta rynku nieruchomości, proces komercjalizacji obiektów handlowych lub biurowych trwa przynajmniej dwa, trzy lata. W przypadku Fabrycznego jeszcze tego procesu nie rozpoczęto, choć budowa ma zakończyć się 31 sierpnia przyszłego roku.

Do końca roku radni chcą uchwalić budżet Łodzi na 2016 rok, a CIT nie wie, jaką kwotę ma zarezerwować na utworzenie punktu na dworcu. - Nie ma jeszcze operatora dworca, więc nie wiemy, jaką powierzchnię nam zaproponuje. A koszty z nią związane są wysokie, bo PKP traktują nas jak podmiot komercyjny. Ta współpraca nie jest łatwa - podkreśla Iwona Borowińska, dyrektor CIT. - Na dworzec chcemy przenieść punkt obsługi pasażera, który obecnie jest w naszej siedzibie przy ulicy Tramwajowej, bo w przyszłości będziemy musieli się z niej wyprowadzić. Nie wiemy, czy uda nam się przenieść również dział skarg, czy tylko sprzedaż biletów. Wszystko zależy od powierzchni, jaką będziemy mieć do dyspozycji - mówi Sebastian Grochala.

Punkt obsługi podróżnych razem z kasami, kantorem , biurami zarządu dworca będzie się znajdował na poziomie minus osiem dworca po północno-wschodniej stronie. Rozmowy odnośnie do zagospodarowania tej przestrzeni prowadzi też Zarząd Dróg i Transportu w Łodzi. - Na razie czekamy, aż PKP ustalą z PKP PLK, kto ma zarządzać obiektem. Dopiero jak podejmą decyzję, będziemy mogli rozmawiać o powierzchni poszczególnych lokali - wyjaśnia Piotr Grabowski, rzecznik ZDiT.

Ale kolejarze nie potrafią ustalić, czy operatorem za zostać spółka PKP PLK, czy spółka PKP SA. Być może powstanie spółka celowa dla komercjalizacji dworca. Czas płynie, a decyzji nie ma. - Za budowę dworca Łódź Fabryczna w zakresie infrastruktury dworcowej i peronowej odpowiada spółka PKP PLK. Jednak zgodnie z obowiązującymi przepisami za zarządzanie dworcami odpowiadają PKP SA. Ze względu na wynikającą z tego zawiłą sytuację cywilnoprawną, analizujemy jeszcze, w czyim zarządzie pozostanie dworzec. Niezależnie od ostatecznej decyzji, zadbamy o skomercjalizowanie obiektu. Wszystkie podmioty zainteresowane wynajmem powierzchni zapraszamy do kontaktu z PKP SA - mówi Aleksandra Dąbek z biura prasowego PKP SA.

Przypomnijmy, że pierwotnie dworzec miał być wybudowany do końca lutego tego roku. Najemcy powinni być wyłonieni już wtedy.

Taka sytuacja dziwi Tomasza Błeszyńskiego, specjalistę rynku nieruchomości. - Trzeba jak najbardziej skrócić czas od wybudowania obiektu do zasiedlenia. Już dawno powinny być już zawarte umowy rezerwacyjne, aby można było zrobić dodatkowe przyłączenia pod klienta. Komercjalizacja musi przebiegać równolegle z inwestycją, co trwa dwa - trzy lata - twierdzi Tomasz Błeszyński. Podobna sytuacja miała miejsce we Wrocławiu, gdzie na Euro 2012 oddano dworzec, a później przez długi czas nie znaleziono najemców.

Agnieszka Magnuszewska, Marcin Bereszczyński 6 grudnia 2015

Dziennik Łódzki Polska Press Sp. z o.o.

Źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/9154518,dworzec-lodz-fabryczna-wnetrze-dworca-bedzie-zialo-pustka,id,t.html

 
 Oceń wpis
   

Tomasz Błeszyński został wybrany na Prezesa Zarządu Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej.

4 grudnia 2015 roku uchwałą Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej zostałem wybrany na funkcję Prezesa Zarządu SPRNPC.

Jest to dla mnie szczególnie sympatyczne i historyczne wydarzenie, ponieważ byłem jednym z założycieli stowarzyszenia i jego pierwszym prezesem i po ponad 20 latach, kiedy organizacja zmieniała swoja formułę i nazwę zostałem ponownie wybrany na tą funkcję.

Dziękuję za okazane zaufanie w imieniu swoim i Zarządu. Zapraszam wszystkich do współpracy przy budowaniu pozytywnych relacji i kreatywnych rozwiązań dla rynku nieruchomości.

Tomasz Błeszyński

www.sprnpc.pl

 
 Oceń wpis
   

Czy remont przywróci blask i ożywi ulicę ? Co będzie dalej ? Jaki los czeka Piotrkowską ?

 
 Oceń wpis
   

Duże nakłady na remont Piotrkowskiej nie przełożyły się na jej komercyjną atrakcyjność.

Piotrkowska wygląda zupełnie inaczej, niż przed remontem, ale stawki czynszów są niższe, niż w 2014 r. Pietryna znalazła się na 16., czyli ostatnim miejscu listy najdroższych ulic handlowych w Polsce. Nie mówi to nic dobrego o kondycji głównego deptaka Łodzi Przy Piotrkowskiej jest znacznie taniej, niż w na al. Niepodległości w Szczecinie. Dwa razy taniej, niż w Katowicach. Ponad trzy razy taniej, niż w Warszawie. I grubo ponad sto razy taniej, niż w Nowym Jorku.

Najnowszy raport międzynarodowej firmy doradczej Cushman&Wakefield pokazuje, że mimo ukończonego remontu, stawki czynszów za lokale handlowe przy głównym deptaku Łodzi, zamiast rosnąć - spadły. C&W podaje, że średni czynsz przy Piotrkowskiej to 300 euro za metr kwadratowy rocznie. Miesięcznie wychodzi 25 euro, czyli około 105-110 zł. W porównaniu z ubiegłorocznym raportem, stawka przy Piotrkowskiej spadła o 1 euro miesięcznie. - Duże nakłady na remont Piotrkowskiej nie przełożyły się na jej atrakcyjność. Czynsze są niskie, z powodu dużej konkurencji: lokali kreatywnych, lokali pustych a także centrów handlowych. W Łodzi na przeciętnego mieszkańca przypada dziś już pół metra powierzchni handlowej, to dużo - mówi Jan Olczyk, ekspert rynku nieruchomości.

Inny z ekspertów, Tomasz Błeszyński, wielokrotnie wspominał, że w czasach swojej świetności, czyli w latach 90. XX wieku, stawki przy ul. Piotrkowskiej były porównywalne z Nowym Światem w Warszawie.

Dziś te dwie ulice dzielą trzy długości. Nowy Świat przewodzi stawce najdroższych ulic handlowych w Polsce, ze średnią stawką czynszu 1020 euro za 1 mkw. rocznie. Miejsce drugie zajmuje ul. Floriańska w Krakowie (864 euro). Dalej sklasyfikowano trzy stołeczne lokalizacje - ul. Chmielną (840 euro), Marszałkowską (720 euro) i pl. Trzech Krzyży (696 euro). Miejsce szóste to ul. Półwiejska w Poznaniu (636 euro) a siódme - ul. 3 Maja w przemysłowych Katowicach (600 euro). Również 600 euro rocznie trzeba zapłacić za metr lokalu przy krakowskim rynku. Nieco tańsze (564 euro), są Aleje Jerozolimskie w Warszawie. Najdroższa ulica Wrocławia, Świdnicka, to czynsze na poziomie 480 euro. O 12 euro mniejsze są średnie stawki przy kolejnej ulicy Katowic - Stawowej. Dalej w zestawieniu znajdują się al. Niepodległości w Szczecinie i ul. św. Marcin w Poznaniu (obie po 396 euro), ul. Świętojańska w Gdyni (348 euro) i ul. Dąbrowskiego w Poznaniu (312 euro). I dopiero po tych wszystkich lokalizacjach w klasyfikacji znajdujemy Piotrkowską. Rekordowo niskie stawki czynszu w lokalach na Piotrkowskiej pojawiły się w ramach projektu lokale dla kreatywnych. Pozwala on taniej wynająć lokal, jeśli projekt jest ciekawy. Jesienią ubiegłego roku magistrat wynajął 170-metrowy lokal od frontu przy ul. Piotrkowskiej 130 w średniej cenie 16,83 zł za mkw. miesięcznie plus VAT (około 4 euro). Stało się to możliwe, bo najemca, firma Nubee, tylko na 5 metrach zaplanował handel. Pozostałe po preferencyjnej cenie wynajęła na warsztat. Poprzednia firma handlująca sprzętem optycznym płaciła 58,73 zł za mkw. miesięcznie, ale ze względu na wysokość czynszu zbankrutowała. Podobny spadek czynszu nastąpił we frontowym lokalu przy ul. Piotrkowskiej 87. Działający tam przez wiele lat butik Awangarda płacił miesięcznie 48 zł za mkw. plus VAT. Zrezygnował i stworzono tam lokal kreatywny Showroom. Najemca nie chciał sprzedawać rzeczy, tylko je pokazywać. Dlatego naliczono mu preferencyjną stawkę 7,90 zł za mkw. miesięcznie plus VAT. 

Najdroższe ulice świata

Oczywiście i Piotrkowska i nawet Nowy Świat, dzielą lata świetlne od najdroższych ulic świata. A za taką w 2015 r. może być bezapelacyjnie uważana nowojorska Górna Piąta Aleja, gdzie roczna stawka czynszu za 1 metr kwadratowy sięga 33 812 euro, czyli ponad 140 tys. zł. Łatwo obliczyć, że czynsze lokali o powierzchni kilkudziesięciu czy kilkuset metrów, liczone są w milionach. Numer dwa na świecie to Causeway Bay w Hongkongu (23 178 euro). Numerem trzy na świecie i jednocześnie najdroższą ulicą Europy, są paryskie Pola Elizejskie (13 255 euro). Dalej w zestawieniu mamy New Bond Street (12 762 euro). Na miejscu piątym sklasyfikowano Via Montenapoleone w Mediolanie, z rocznym czynszem za 1 metr na poziomie 10 tys. euro, co może być ciekawą informacją dla miłośników twierdzenia, iż Łódź jest Mediolanem Europy Środkowo-Wschodniej.

Piotr Brzózka, Matylda Witkowska |2015-11-21 |

Strefa Biznesu, łódzkie (http://www.strefabiznesu.dzienniklodzki.pl) Link źródłowy: http://www.strefabiznesu.dzienniklodzki.pl/artykul/remont-piotrkowskiej-nie-poprawil-jej-wartosci-komercyjnej

 
Program mieszkaniowy PiS 2016-04-17 18:19
 Oceń wpis
   

Wybrane pomysły w proponowanym przez Prawo i Sprawiedliwość programie mieszkaniowym są dobre, jednak państwa może nie być stać na ich finansowanie - mówią PAP eksperci.

Mają zwłaszcza wątpliwości, co do propozycji reaktywacji kas mieszkaniowych.

Pierwszy pomysł PiS dotyczy powrotu do kas mieszkaniowych. Partia w swoim programie deklaruje: "znamy rezultaty zastosowania tego rozwiązania w latach 90-tych i jesteśmy świadomi, jakich błędów nie należy popełniać obecnie". Zapowiedzieli, że nowo utworzony system kas mieszkaniowych będzie szczelny. Autorzy wskazują, że rachunek oszczędnościowo-kredytowy mógłby założyć każdy obywatel, jako rachunek indywidualny lub wspólny (np. wraz z małżonkiem). Po "oszczędzeniu" przez niego odpowiedniej sumy - tzw. wkładu minimalnego, bank udzielałby kredytu o niskim oprocentowaniu. Rachunki regularnie zasilane funduszami dodatkowo byłyby premiowane przez państwo, które wypłacałoby na konto obywatela bonus finansowy.

Kasy się nie sprawdzą

- System oszczędzania w klasycznej formule kas mieszkaniowych już się "przeżył" - ocenił doradca rynku nieruchomości, Wiceprezydent Federacji Porozumienia Polskiego Rynku Nieruchomości Tomasz Błeszyński. - Do tego modelu już raczej nie powinniśmy wracać. Natomiast, jeżeli nowe kasy mieszkaniowe nie będą " tylko polityczną wydmuszką" a zostaną zbudowane na solidnych podstawach legislacyjnych, ulgach podatkowych oraz wsparciu kredytowym. To dla pewnej grupy osób poszukujących mieszkania będzie to na pewno dobre rozwiązanie-. Zaznaczył jednak, że nad takim projektem rząd musiałby długo i solidnie popracować a projekty konsultować ze środowiskiem rynku nieruchomości.

- Kasy mieszkaniowe w Polsce mają już jakąś swoją historię. Próbowano je wprowadzić w latach 90. - to się nie przyjęło - mówi z kolei dyrektor w Marvipol Development Jacek Bielecki. - Kasy istnieją w krajach takich jak Czechy czy Niemcy, wymagało to bardzo dużego wsparcia państwa. Myślę, że u nas tego wsparcia nie będzie skąd wziąć, nie ma na to pieniędzy - uważa ekspert. Jego zdaniem nie ma potrzeby reaktywacji tego projektu. - Niemieckie kasy mieszkaniowe mają ponad 100 lat tradycji. Są one pewnego rodzaju "masą krytyczną", która po pewnym czasie staje się samowystarczalna. Nie mając nic przeciwko samej idei obawiam się, że nie będzie nas na to stać - dodaje Bielecki.

Kasy mieszkaniowe funkcjonują m.in. w Czechach. Na 10 mln mieszkańców przypada tam 5 mln rachunków. Oznacza to, że każda rodzina ma przynajmniej jeden rachunek. Do końca, 2013 r. czeskie kasy mieszkaniowe wygenerowały ponad 15 mld euro. Za najstabilniejszy system kas uważany jest jednak niemiecki budowany od XIX wieku. Za naszą zachodnią granicą ponad połowa gospodarstw domowych posiada umowy z kasą oszczędnościową, co do końca roku 2013 wygenerowało środki rzędu 151 mld euro.

Mieszkanie na wynajem bądź własność

Inną propozycją PiS jest wprowadzenie na rynek mieszkań dostępnych dla wszystkich. Byłyby budowane mieszkania o określonej powierzchni, w określonym standardzie i w ramach określonej technologii. Takie mieszkania byłyby oferowane w trzech formach: na wynajem, na wynajem z tzw. dojściem do własności oraz na sprzedaż. Mieszkanie z wykończeniem miałoby kosztować 3 tys. zł za m kw. W programie PiS czytamy, że każdy zainwestowany w program 1 mld zł publicznych środków przyniósłby ponad 7 tys. nowych mieszkań.

Bielecki ocenia, że pomysł wspierania budownictwa przeznaczonego pod wynajem jest dobry, ale powinien być nieco zmodyfikowany. - Od dawna powinniśmy wspierać w Polsce budownictwo czynszowe, ale budownictwo czynszowe komercyjne. W całym cywilizowanym świecie jest bardzo rozwinięte prywatne budownictwo czynszowe, które w miarę rozwoju powoduje zmniejszenie stawek czynszu, bo oferta jest coraz większa - tłumaczy. Dodaje, że "budową mieszkań powinny się zajmować podmioty gospodarcze, a nie państwo".

Brak mieszkań na wynajem

Błeszyński zwrócił uwagę na to, że faktycznie jest potrzeba poszerzenia rynku o tanie mieszkania na wynajem z udziałem państwa, ale na racjonalnych warunkach. Mieszkanie jest towarem, który trzeba urynkowić, wprowadzając min. solidną konkurencję, która złamie monopol deweloperów. Zwiększyć dostępność rożnego rodzaju mieszkań, urealnić ceny i czynsze - Młodzi ludzie są teraz mobilni - jak mówił - nie przywiązują się do jednego miejsca i często je zmieniają w związku z pracą. Chcą mieć godne warunki do życia i mieszkania do wynajęcia za rozsądne pieniądze. - Wyraził nadzieję, że "nowy rząd ma świadomość, że rynek mieszkaniowy jest podstawą funkcjonowania dobrej gospodarki". - Jeżeli nie chcemy, aby młodzi ludzie wyjeżdżali z kraju, jeżeli chcemy, aby rosła demografia, czy wreszcie, jeżeli chcemy zbudować stabilne przyjazne obywatelom państwo musimy przygotować dobre programy pozwalające na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych - powiedział.

Zdaniem Błeszyńskiego ta propozycja PiS jest jak najbardziej do zrealizowania. Należałyby opracować projekty taniego budownictwa w oparciu o konkretne parametry techniczne i finansowe jak również skrupulatnie pilnować by podczas inwestycji zostały tak wykonane. Jego zdaniem obecnie ceny mieszkań są "stanowczo przeszacowane". Uważa, że deweloperzy nakładają zbyt wysokie, sięgające niekiedy nawet 30 proc. marże na swoich projektach. Co przecież wcale dziwne nie jest, bo przecież na tym polega proces deweloperski by realizować swoje inwestycje dla konkretnego zysku.

Z tą opinią nie zgadza się dyrektor Marvipolu Development. Zwraca uwagę, że obecnie koszt metra kwadratowego w stanie deweloperskim przekracza deklarowane przez PiS 3 tys. zł., a do tego powinniśmy doliczyć jeszcze koszty wykończenie pod klucz (w najniższym standardzie jest to kilkaset zł na metrze) oraz podłączenie mediów. Zdaniem Bieleckiego "państwo w ogóle nie jest od budowania domów, czy wydobywania węgla i wielu rzeczy, które robi". - Państwo powinno usuwać przeszkody, które powodują to, że budujemy tak drogo. A dzieje się tak, dlatego, bo państwo narzuciło przepisy i standardy techniczne, które w Europie są w ogóle niespotykane, a które generują ogromne koszty - powiedział.

Zbyt wiele niewiadomych

Polski Związek Federacji Deweloperów uważa, że jeśli chodzi o program mieszkalnictwa PiS to "aktualnie jest zbyt wiele niewiadomych". - Dla oceny realności i sensowności takiego projektu, trzeba znać więcej szczegółów. Kto będzie te mieszkania budował, kto i na jakich zasadach będzie je kupował, po jakim czasie będzie możliwy wykup i kto i na jakich warunkach będzie do niego uprawniony - napisała w informacji dla PAP instytucja. PZFD zadeklarował, że chętnie włączy się do debaty i zaopiniuje projekty ustaw, jak tylko one powstaną.

Opinię PZFD podziela Błeszyński. Dodaje, że "pomysły są cenne, tylko wymagają dobrego obudowania legislacyjnego ". - Problemy mieszkaniowe od 25 lat w Polsce są tylko doraźnie łatane najróżniejszymi programami. Przeszłość pokazuje, że najlepsze pomysły budowane dla doraźnych celów po prostu się rozsypały. Apelowałbym do przyszłego rządu o potraktowanie polityki mieszkaniowej w sposób długofalowy i komplementarny oraz konsultowanie projektów ze środowiskiem rynku nieruchomości - mówił.

kfk/ jzi/ 07-11-2015 Źródło: PAP

 
 Oceń wpis
   

Trzeba było wydać ponad 8 milionów złotych, żeby straszący dawniej gmach zabytkowej kamienicy w centrum Łodzi zaczął na nowo zachwycać.

Budynek ma być sprzedany od razu po zakończeniu prac. Miasto chce zarobić w ten sposób na dalsze remonty. W prywatnych rękach ta kamienica będzie lepiej zarządzana dodają urzędnicy.

Duża, narożna kamienica w pobliżu ul. Piotrkowskiej, została wyremontowana w ramach programu "mia100 kamienic", który był poprzednikiem programu rewitalizacji łódzkiego Śródmieścia. Za ten drugi Łódź była szeroko chwalona, a jej doświadczenia pomogły przy pisaniu ustawy o rewitalizacji, przyjętej niedawno przez sejm i czekającej już tylko na podpis prezydenta Dudy.

Za nieco ponad 8 milionów złotych w kamienicy przy Północnej odnowiono 52 mieszkania. Wyremontowano też odkrytą w czasie prac, dużą salę w piwnicach, prawdopodobnie dawną rozlewnię piwa. - Przeznaczymy ją na lokal dla kreatywnych - zapowiadał w styczniu zeszłego roku rzecznik prezydent Hanny Zdanowskiej Marcin Masłowski.

Ale plany się zmieniły. Odnowiony budynek ma zostać wystawiony na sprzedaż. Cena wywoławcza - 9 milionów złotych. To tylko 800 tysięcy więcej, niż pochłonął remont. - To taki eksperyment. Chcemy zobaczyć, jak rynek zareaguje na taką ofertę. Zarobione pieniądze przeznaczymy na remont innych gmachów - mówi dziś Masłowski.

Łatają budżet nieruchomościami?

Pomysł urzędników budzi jednak kontrowersje. Tomasz Błeszyński, ekspert ds. nieruchomości podkreśla, że miasto "bawi się w dewelopera". - Miasto jest sprzymierzeńcem kamieniczników. Urzędnicy wzięli na siebie najtrudniejsze zadanie, czyli wyprowadzenie lokatorów i kompleksowe odnowienie gmachu. Teraz, niemal po kosztach, pozbywają się atrakcyjnej nieruchomości - podkreśla rozmówca tvn24.pl. I dodaje, tak nie powinno się łatać dziur w budżecie. - Nieruchomości można sprzedać raz. Jak pozbędzie się majątku to, czym będzie dysponowało miasto? Jakie aktywa pozostaną dla przyszłych pokoleń? pyta.

Inny ekspert z tej samej branży, Tomasz Lebiedź, uważa jednak, że "miasto ma prawo robić interesy". - Wyprzedawanie dopiero co odnowionych gmachów może razić, ale nie ma tu mowy o niegospodarności. Miasto ma szansę zarobić. A mieszkańcy i tak będą cieszyć się odnowionym gmachem - argumentuje.

Urzędnicy: prywatne ręce dbają lepiej

Urzędnicy odpowiadają, że decyzja o sprzedaży zapadła m.in. dlatego, że mieszkańcy, którzy na czas remontu dostali lokale zastępcze, nie chcieli do niego wracać. - Nikt nie lubi przeprowadzać się co chwilę. Poza tym nie jest tajemnicą, że czynsz w odnowionej kamienicy by znacząco wzrósł - przyznaje Marcin Obijalski, dyrektor biura ds. rewitalizacji. Magistrat nie chce odpowiedzieć na pytanie, czy inne remontowane domy też pójdą pod młotek.

Obijalski przyznaje, że "nie jest to w duchu rewitalizacji", ale dodaje, że może przynieść korzyści, także społeczne. - Sprzedanie pozwoli na osiedlanie się tu bogatszych mieszkańców, którzy nie mogli korzystać z zasobu mieszkań komunalnych. A łączenie różnych warstw społecznych to też rewitalizacja - przypomina. Marcin Masłowski przyznaje zaś wprost: - Lepiej, żeby gmach był w prywatnych rękach, niż żeby należał do miasta. Nikt tak nie dba o własność, jak prywatny właściciel.

Autor: bż/k /TVN24 Łódź/ 17 października 2015/

Źródło: http://www.tvn24.pl/lodz,69/wyremontowany-gmach-od-razu-na-sprzedaz,586427.html Foto: http://www.tvn24.pl

 
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]