Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
 Oceń wpis
   

Ponad tysiąc mieszkań na wynajem zakontraktował Fundusz BGK.Jeśli znajdzie najemców, zagraniczni inwestorzy chętnie kupiliby takie bloki.

Fundusz Mieszkań na Wynajem, komercyjny projekt Banku Gospodarstwa Krajowego, ogłosił wczoraj, że kupił kolejne 122 lokale od firmy Arche. To pierwsze mieszkania Funduszu w aglomeracji warszawskiej w Piasecznie. Wcześniej został on właścicielem bloku w Poznaniu (jest gotowy, ale na razie wynajęty w 40 proc.) oraz budynku w Gdańsku (jeszcze w budowie, ma być oddany pod klucz na przełomie roku).

Jak w hotelu

Dlaczego Fundusz wybrał Piaseczno, a nie największy rynek najmu w kraju, czyli Warszawę? Choć deweloperzy zgłosili do BGK wiele swoich bloków, podobno żadna z inwestycji nie spełniała oczekiwań Funduszu. A blok firmy Arche był gotowy i znajdował się pięć minut pieszo od stacji kolejki. Zleciliśmy badania, które pokazały, że na Służewcu Przemysłowym, w zagłębiu biurowym, pracuje 80100 tys. osób, z których duża część wynajmuje mieszkania, a dojazd tam do pracy nie jest łatwy. Nasza oferta jest skierowana m.in. do nich, bo z Piaseczna na Służewiec dojazd kolejką zajmuje zaledwie 16 minut tłumaczy Anna Chudobińska, dyrektor ds. marketingu i komercjalizacji w BGK Nieruchomości.

Ryszard Słowiński, prezes BGK Nieruchomości, spółki, która odpowiada za inwestycje oraz proces związany z wynajmowaniem mieszkań, zapowiada, że na tym nie koniec inwestycji w stolicy. Kolejne mieszkania w samej Warszawie będą udostępniane najemcom w 2016 i 2017 roku, na Bielanach i Żoliborzu zapewnia prezes Słowiński. A w budynku w Piasecznie lokale można wynajmować już od 14 lipca. Czynsze są relatywnie niższe od tych za mieszkania o podobnym standardzie w samej Warszawie twierdzi. Na przykład za dwa pokoje 42,7 mkw. Fundusz chce miesięcznie 1350 zł przy najmie na 623 miesiące, a przy dłuższym 1170 zł (plus opłaty licznikowe). Za najem trzech pokoi trzeba zapłacić 1500 zł przy umowie do dwóch lat i 1300 zł przy dłuższym okresie. Atutem w stosunku do ofert rynkowych ma być to, że do nowego M" wystarczy wejść z walizką i mieszkać (całe wyposażenie: meble, sprzęt AGD, RTV, a także drobny sprzęt codziennego użytku jest do dyspozycji). Fundusz BGK jest w trakcie przygotowywania kolejnych inwestycji, które chce udostępnić najemcom w latach 20162017. W sumie zakontraktował ponad 1000 mieszkań w Gdańsku-Wrzeszczu, Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Kolejne lokale ma pokazać jeszcze w te wakacje na południu kraju.

Przyjdą inwestorzy

Pośrednicy twierdzą, że powodzenie inwestycji Funduszu zależy nie tylko od lokalizacji osiedla, ale też od stawek najmu. Na przykład w Poznaniu nie są na tyle niższe od rynkowych, aby blok był już w pełni wynajęty. Jeśli czynsze nie będą konkurencyjne w stosunku do oferty rynkowej, trudno będzie o klientów, bo na rynku najmu konkurencja rośnie. Przybywa prywatnych właścicieli traktujących nieruchomości jako lokatę kapitału. Inwestycjom w najem sprzyja niechęć do zadłużania się na własne M" (dołek kredytowy banki notują koleiny kwartał z rzędu) oraz moda na mobilność wśród młodego pokolenia.

Kolejny rok obserwuję trend uciekania od stałych, długoterminowych obciążeń przez młodych ludzi. Kłopoty z hipotekami frankowiczów odcisnęły piętno na rynku. Wiele młodych osób boi się kredytu. Wiele jest gotowych pojechać w inny region kraju za dobrą pracą. Pomieszkają tam rok czy dwa, wyjadą za granicę, wrócą do innego miasta w Polsce. Dlatego wolą wynajmować mieszkanie, niż wiązać się z bankiem. Najem daje im wolność tłumaczy Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości.

Zmiany w Polsce obserwują zagraniczne fundusze inwestycyjne dysponujące miliardami euro zagranicznych emerytów. Eksperci z firmy Mzuri przyznają, że na rynku pojawili się także mali inwestorzy z Danii, Holandii, Austrii i Niemiec, którzy szukają wynajętych budynków, bo są zainteresowani długoterminowymi zyskami z najmu. Problemem jest dla nich to, że czynsze za mieszkania są w złotych. Tymczasem na najmie biur zarabiają w euro. Nie mają więc ryzyka kursowego na rynku komercyjnym. Jednocześnie firmy wynajmujące biura są podatne na zawirowania w gospodarce, podczas gdy mieszkaniówka daje większą stabilność inwestorom.

Eksperci są zgodni: jeśli BGK z sukcesem wynajmie bloki, które kupuje, to wkrótce na nasz rynek wejdą duzi gracze, gotowi kupić całe bloki. Wśród nich są fundusze inwestycyjne z Niemiec i Skandynawii, ale też o korzeniach brytyjskich, w tym firmy ubezpieczeniowe. Fundusze te działają w długofalowej perspektywie i zainteresowane są długoterminowym wynajmem. Dla najemcy oznacza to, że niezależnie od okresu zawarcia umowy zmaleje ryzyko niespodziewanej wyprowadzki tłumaczy Paweł Sztejter, ekspert firmy Reas. Ponieważ dla funduszy jedną ze ścieżek wyjścia jest sprzedaż całego portfela mieszkań, to przedmiotem wynajmu są dobrze wykończone i wyposażone lokale.

Sławek Muturi, założyciel Grupy Mzuri - Nikt nie wie, jak duży jest rynek mieszkań wynajmowanych przez prywatne osoby. Z moich szacunków wynika, że może się tym zajmować ok. 750 tys. osób. Można też uznać, że 5 procent zasobów mieszkaniowych jest dziś w Polsce wynajmowanych. To niewiele, ale będzie się to zmieniać. Przybywa małych inwestorów, którzy chcą czerpać zyski z wynajmu lokali. My w całej Polsce opiekujemy się 1,2 tys. takich mieszkań. Ponieważ dostęp do kredytów nie będzie łatwiejszy, a coraz ważniejsze jest bycie mobilnym, uważam, że mniej młodych osób będzie chciało brać na barki 30-letni kredyt. Wybiorą najem. Kiedyś bycie najemcą, a nie właścicielem, było synonimem nieudacznictwa, a kupno lokalu na kredyt symbolem sukcesu. Powoli przestaje to być aktualne.

Czynsze są u nas stosunkowo wysokie

W Polsce cena zakupu mieszkania odpowiada kosztom jego wynajmu przez 15 lat. Jest to okres o dziesięć lat krótszy niż europejska średnia oraz o połowę krótszy niż w Niemczech. Dane te pokazują, że czynsze w naszym kraju są relatywnie wysokie w porównaniu z wartościami nieruchomości. Gorzej jest tylko w Rumunii, na Węgrzech i w Czarnogórze komentuje Bartosz Turek, analityk Lion's Banku. Jego zdaniem u nas zakup lokum na kredyt opłaca się bardziej niż najem. Wylicza, że średnio w Europie kwota potrzebna do zakupu nieruchomości wystarczyłaby na 26 lat wynajmowania. W Polsce jest to niecałe 15 lat, co plasuje nas w gronie państw o najdroższym najmie. Na wynik wpływają dwa czynniki: wartość nieruchomości oraz wysokość czynszów. Patrząc na dane Eurostatu, rodzimy rynek najmu jest na ścieżce szybkiego rozwoju. W ciągu czterech lat liczba najemców w Polsce się niemal podwoiła. Coraz więcej osób rezygnuje z wieloletniego kredytu na rzecz najmu mówi Bartosz Turek. Wciąż jednak grupa ta jest niewielka w porównaniu np. z Niemcami. Niestety, przeciętny Polak musiałby pracować dwa, trzy razy dłużej niż w Niemczech, na Łotwie, na Litwie, w Norwegii czy Belgii, aby kupić przeciętną stołeczną nieruchomość dodaje analityk. Dane z krajów europejskich potwierdzają, że im łatwiej kupić lokal, tym popularniejszy jest rynek najmu. Jeśli nieruchomości są tanie, więcej osób stać na to, by kupić lokum na wynajem. A gdy podaż jest duża, czynsze są niższe. Wtedy najem staje się prawdziwą alternatywą dla zakupu, a przestaje być jedyną opcją dla tych, którzy nie mają zdolności kredytowej podkreśla Bartosz Turek.

Grażyna Błaszczak I 14-07-2015 Rzeczpospolita

Źródło: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1215602-Wynajem-da-mlodym-wolnosc.html

 
 Oceń wpis
   

Czy przedsiębiorcy z Emiratów Arabskich ulokują w Warszawie i Łodzi inwestycje za dwa miliardy euro?

Inwestorzy z Dubaju poszukują dużej działki min. 20 ha w centrum miasta. Planują na pozyskanym terenie wybudować nową wielofunkcyjną inwestycję podobno w grę wchodzi Warszawa i Łódź. W programie TV Toya Bez etatu red. Marka Krzciuka o zaletach i wadach przyszłej inwestycji odpowiadali zaproszeni do studia eksperci min. Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości, Błażej Moder dyrektor Nowego Centrum Łodzi, Janusz Michaluk dyrektor Regionalnej Izby Gospodarczej.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości - komentarz

Zastanawiam się, po co Dubajczykom inwestycje w UE a szczególnie w Polsce. Przecież tu dużego biznesu na tych nieruchomościach nie zrobią są na świecie lepsze i bardziej rentowne rynki inwestycyjne. W Warszawie i Łodzi w segmencie biurowym i mieszkaniowym od lat panuje nadpodaż a ceny i czynsze są na poziomie przeciętnym i zwrot z takiej inwestycji byłby długoletni. Zastanawiam się czy w przypadku tej ewentualnej inwestycji wcale nie chodzi o jej biznesowy charakter tylko może inne sprawy? Może w grę wchodzą jakieś przesiedlenia ludzi czy ruchy etniczne może głównym celem inwestycji zbudowanie takich zamkniętych osiedli miast w mieście.

Meczet już otwarty. Teraz powstanie dzielnica Arabska ?

Tak myślę, że w Centrum Warszawy w okolicach dworca Centralnego i Pałacu Kultury i Nauki [takie tereny proponuje inwestorom Stołeczny Urząd Miasta] mogłoby powstać takie Business Office Center z lśniącymi drapaczami chmur o funkcjach biurowych I apartamentowych. A w Łodzi na terenach wokół nowa budowanego dworca i Nowego Centrum Łodzi [takie tereny proponują Dubajczykom władze miasta Łodzi] mogłoby powstać miasteczko z budynkami mieszkalnym i pełną infrastrukturą handlowo usługową mając na względzie przyszłościowe dobre skomunikowanie z Warszawą za pośrednictwem szybkiej kolei.

Takie warianty zakładam dla tej planowanej inwestycji. Podobno jesienią ma odbyć się wizyta studyjna na wytypowanych nieruchomościach i może wtedy inwestorzy z Dubaju uchylą rąbka tajemnicy o przyszłym projekcie.

Zastanawiam się też czy czasem nie jest to tylko celowe działanie wizerunkowe władz Warszawy i Łodzi pokazujące, że coś na rynku inwestycyjnym się dzieje i że długo oczekiwani inwestorzy strategiczni właśnie pukają już do drzwi. Oba miasta są bardzo zadłużone, wyprzedają nieruchomości uzupełniając niedobory w budżecie. Cierpią na brak prestiżowych inwestycji takich lokomotyw sukcesu. Wiemy przecież, że mamy rok wyborczy a jesienią może się zmieć układ w parlamencie, powstać nowy rząd. Myślę, że Prezydentów tych miast w takiej sytuacji mogą czekać trudne chwile włącznie z pomysłami o ich, odwołanie i przeprowadzenie referendum. Nie wiem może i dlatego takie dziania PR i komunikat do mieszkańców, że jesienią inwestorzy się pojawią i zmienią oblicze miast sypiąc petrodolarami.

Czas pokaże, jakie decyzje zapadną odnośnie ewentualnych inwestycji, jakie będą układanki polityczne, kto zyska, kto straci. Na razie jedno jest pewne, że do końca, wakacji łódzkie biuro Samsunga, zostanie zamknięte i zostanie przeniesione do Warszawy. A jesz-cze nie tak dawno czytałem szumne raporty, że Łodzi będzie centrum PO. Widać zaklinacze rzeczywistości patrzą na to z innej perspektywy a rynek inwestycyjny kieruje się swoimi prawami.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

30 czerwca 2015 r. Źródło : www.tvtoya.pl

 
 Oceń wpis
   

Rozmowa z Tomaszem Błeszyńskim, doradcą rynku nieruchomości

Kilka chwil po zakończeniu licytacji działki pod Bramę Miasta napisał Pan na Facebooku: Szału nie było... Przeciętna transakcja na przeciętnym rynku nieruchomości... Po jednym oferencie na taką cud działkę nie widać potwierdzenia takiej niby to atrakcyjności łódzkiego rynku nieruchomości... Szaro... Smutno i biednie wokół ... Nie zmieniam zdana po jednej transakcji o łódzkim rynku inwestycyjnym... Moje analizy wskazują, że słońca długo nie zobaczymy... Żałuję bardzo, bo to moje ukochane rodzinne miasto

Dlaczego tak krytycznie potraktował Pan tę transakcję ?

Zacznijmy od tego, że miasto dużo chciało, a mało wzięło. Miało być tylu chętnych już za pierwszym podejściem, gdy działkę wystawiono za 40 mln zł. To było czyste wariactwo. Dużo się o tym mówiło, był wyjazdy na targi w Cannes, zainteresowanie inwestorów, koncepcja Daniela Libeskinda, sztandarowy projekt dla Nowego Centrum Łodzi, aż w końcu za drugim podejściem sprzedano działkę Skanskiej. W dodatku zastanawiam się, czy to nie była transakcja proszona.

Proszona ?

Z takim zjawiskiem mamy do czynienia drugi raz. Transakcja dotycząca działki przy ogrodowej w pobliżu Pałacu Poznańskiego też jest dziwna. Też jeżdżono z nią na targi, przez dwa lata wystawiano w trzech przetargach, a sprzedano ją za połowę wartości, a może nawet mniej. Tak samo jak w przypadku działki pod Bramę Miasta, inwestor ma aż pięć lat na realizację. W innych miastach nie daje się takich preferencyjnych warunków. Pięć lat to piekielnie długo. To niepokojące, bo w tym czasie może zmienić się koniunktura na rynku. Niewiadomo, czy za pięć lat Skanska będzie jeszcze właścicielem tej działki. Miasto powinno dążyć do tego, aby jak najszybciej zakończyć inwestycje. W Łodzi są takie procedury, że na pozwolenie na budowę trzeba czekać rok. Budowa może trwać kolejny rok, może półtora. A przecież wielkie biurowce mogą powstać nawet w dziewięć miesięcy, jak choćby Forum76 przy Piłsudskiego. Gdy dodamy jeszcze rok na komercjalizację pomieszczeń biurowych, to wychodzi nam okres trzech lat. A miasto daje pięć lat. Tego nie potrafię zrozumieć.

Czy Łódź jest tak mało atrakcyjna dla inwestorów, że do licytacji przystąpiła tylko jedna firma ?

Rzeczywiście, był jeden oferent, który kupił działkę za pół ceny. Z buńczucznych planów miasta wyszły nici. A jeszcze niedawno wiceprezydent Marek Cieślak mówił, że po tę działkę ustawiają się kolejki. A tymczasem potwierdziło się to, co od wielu lat wiadomo, że Łódź na mapie inwestycyjnej jest słaba. Nie jest miastem atrakcyjnym dla inwestorów. Nikt nie potrafi ich przyciągnąć. Gdyby to rzeczywiście była działka luksusowa, to by się o nią zabijali. Kiedyś tak było, że do przetargów na miejskie nieruchomości przystępowało 20 oferentów i bili się o działki. Rozmawiałem z wiceprezydentem Ireneuszem Jabłońskim, który powiedział mi, że rynek zweryfikuje rzeczywista wartość działki pod Bramę Miasta. A wyszło na to, że Łódź znów wyprzedaje srebra rodowe. Cieszę się, że tę działkę sprzedano, bo bez Bramy Miasta byłaby wielka wyrwa w architekturze. Ona ma otwierać Nowe Centrum Łodzi. Martwi mnie, że sprzedaż odbywała się w bólach, że brakuje koncepcji zagospodarowania pozostałego terenu NCŁ, że brakuje klientów na pozostałe działki.

Kwota 28,5 mln zł jest zbyt niska ?

To taniocha. Za takie pieniądze kupi się marną działkę w Warszawie. Atrakcyjne działki są o wiele droższe. W stolicy panuje przekonanie, że Łódź nie jest atrakcyjna dla inwestorów. Przy ulicy Tuwima, przy samym NCŁ, mam działkę do sprzedania. Oglądali ją deweloperzy, ale nikt nie chciał jej wziąć, bo nie wierzyli w rentowność NCŁ.

Sprzedaż działki pod Bramę Miasta miała być sygnałem dla inwestorów, że warto inwestować w NCŁ.

Jeśli ta transakcja wysłała jakiś sygnał dla rynku, to tylko taki, że w Łodzi można tanio kupić działki. NCŁ miała jawić się, jako wyspa szczęśliwości, ale jeśli ten projekt wystrzeli, to zniszczy Piotrkowska. Sprzedajemy tereny w nowym centrum, a co ze starym? Analizy Krakowa, Warszawy czy Katowic wykazują, że gdzie powstanie zabudowa komercyjna przy dworcu, tam kończy się ruch w kierunku centrum miasta. Osoby dojeżdżające spoza miasta docierają do węzła przesiadkowego, tam robią zakupy, więc nie biegają już po mieście. Pytam znajomych z Krakowa, kiedy ostatni raz byli na rynku. Odpowiadają, że rok lub pół roku temu. Bo i po co? Przyjadą pociągiem, pójdą do biura, a zakupy zrobią w galerii przy dworcu. W Warszawie Złote Tarasy zabiły ruch na Marszałkowskiej i Nowym Świecie.

W Bramie Miasta ma pracować ć 3, 5 tysiąca osób. To realne ?

To liczba marketingowa. Nie faktyczna, tylko przewidywalna. I to dla całego obszaru stu hektarów NCŁ. Łódź nie będzie centrum biurowym, bo inne miasta już nam uciekły. Trzeba skończyć z marketingowymi bajkami i zrobić strategię dla inwestorów. Zwłaszcza dla łódzkich, bo inne miasta dają im ulgi, a Łódź chwali się obcym inwestorem. Podsumowując, najpierw strategia dla inwestorów i koniec chaosu urbanizacyjnego, komunikacyjnego i urzędniczego, a potem może coś drgnie.

Rozmawiał; Marcin Bereszczyński Forum Łódź 19.06. 2015 Polska Dziennik Łódzki

 
 Oceń wpis
   

Lofty: Mieszkanie w dawnej fabryce to wciąż luksus, na który mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Na Zachodzie historia loftów sięga kilkudziesięciu lat, tymczasem w Polsce pojawiły się one całkiem niedawno.

W latach 70. i 80. XX w. dzielnicę Williamsburg w północnej części Brooklynu po 30 latach świetności opuszczał przemysł. Na Brooklyn ruszyli więc artyści, którym Manhattan oferował za mało miejsca, za te same pieniądze. Tu mogli mieć całe piętra manufaktur o powierzchni przynajmniej 500 mkw., gdzie sufit był na wysokości na ponad pięciu metrów nad podłogą tłumaczy Bartosz Turek, kierownik działu analiz Lions Banku.

Wahania popytu

W Polsce inwestycje w lofty zapowiadały się świetnie na przełomie 2005 i 2006 r.

Projektanci realizowali swoje niespełnione wcześniej marzenia, zaś inwestorzy kupowali często za bezcen zniszczone zębem czasu obiekty. Spece od marketingu sprytnie nakręcali modę, uciekając się do różnych sztuczek, często wykorzystując do tego znane z ekranu twarze. Tajemniczy analitycy wróżyli z miesiąca na miesiąc dwucyfrowe zyski na loftach. Sprzedaż kwitła, ceny rosły, klienci rezerwowali papierowe inwestycje opowiada Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Nabywcami loftów były przede wszystkim fundusze inwestycyjne, ale też artyści, malarze, rzeźbiarze, fotograficy, filmowcy, dziennikarze, prawnicy, lekarze. Inwestorzy nie spodziewali się krachu, i to na całej linii.

Tymczasem rewitalizacja pofabrycznych obiektów okazała się bardzo droga, pracochłonna i do tego często musiała być przeprowadzana pod okiem konserwatora zabytków. Zaczęły się obsuwać terminy, powstawały problemy ze znalezieniem specjalistycznych wykonawców. Czas upływał a rynek nieruchomości hamował mówi Tomasz Błeszyński.

Zachwyt nad tą kategorią nieruchomości dodatkowo ostudziło kilka spektakularnych upadłości deweloperskich. Jedną z najbardziej znanych było objęcie przez syndyka w 2012 r. loftów w fabryce Scheiblera w Łodzi, których cena na początku sprzedaży sięgała 7,5 tys. zł, a ostatecznie z trudem sprzedawano je za 3 tys. zł za mkw. mówi Maciej Górka, ekspert ds. nieruchomości Domiporta.pl Jednak mimo fiaska łódzkiego projektu, na deweloperskiej mapie Polski pojawiło się wiele nowych inwestycji loftowych. W Poznaniu, w zabytkowych koszarach XV Pułku Ułanów Poznańskich powstały Lofty Ułańskie, których ceny wynoszą od 7 tys. zł za metr w 150-metrowym apartamencie do ponad 11 tys. zł w mniejszych lokalach. Także we Wrocławiu znajdziemy podobne inwestycje, choćby Lofty Platinum w XIX-wiecznej destylarni Braci Wolff przy ul. Inowrocławskiej, gdzie ceny zaczynały się od 8 tys. zł za mkw. Innym przykładem jest Nowa Papiernia w zaadaptowanym budynku papierni z 1889 r. na Przedmieściu Oławskim, w której ceny wahają się od 7,8 tys. do 10 tys. za mkw. W Krakowie natomiast lofty powstają w dzielnicy Zabłocie w zabytkowym młynie Ziarno, a w Warszawie w dawnej wytwórni wódek Koneser z cenami od 8 tys. zł za mkw. wylicza Maciej Górka.

Plusy i minusy

Zaletą loftów jest możliwość zaaranżowania powierzchni na wiele sposobów. Duże okna, wysokie ściany, industrialny charakter to wszystko w rękach dobrego projektanta gwarantuje ciekawe projekty aranżacyjne i urzeczywistnienie rozwiązań, które w standardowym mieszkaniu nie mogłyby mieć miejsca. Dla niektórych wadą może być wielkość powierzchni i problemy natury praktycznej od większych kosztów ogrzewania takich powierzchni, po utrzymanie w czystości np. szyb mówi Marcin Jańczuk, dyrektor ds. PR w Metrohouse. Trzeba też pamiętać, że cechą loftów są otwarte przestrzenie stąd trudne może być podzielenie powierzchni na pokoje np. dla rodziny z dziećmi. Do tego jeśli strop jest na wysokości 5 czy 7 metrów trudno nawet wymienić zużytą żarówkę dodaje Bartosz Turek.

Niepewna przyszłość

Trudno jednak ocenić, czy lofty przekształcane w mieszkania mają szansę stać się w najbliższych latach poważnym graczem na rynku nieruchomości. Jak tłumaczy Ewa Piechota, menedżer marketingu Nowej Papierni, zainteresowanie loftami jest bardzo duże. Potwierdzają to liczby. Ze 129 loftów Nowej Papierni i inspirowanych nimi mieszkań New Line do sprzedania pozostało około 20 lokali. Polacy coraz częściej chcą mieszkać oryginalnie i szukają niekonwencjonalnych, klimatycznych wnętrz. Planujemy kolejny etap inwestycji, w ramach którego Nowa Papiernia powiększy się o około 140 wysokich mieszkań, nawiązujących do poprzemysłowego charakteru loftów zapowiada Ewa Piechota.

Tymczasem według Tomasza Błeszyńskiego, chętnych na lofty nie ma zbyt wielu. Już w niektórych miastach mieszkania na rynku pierwotnym i wtórnym tanieją. Ruszają promocje deweloperów, podaż rośnie, mało kogo interesują już lofty. To zjawisko postępuje w całej Polsce. Niektórzy inwestorzy próbują przerabiać swoje lofciarnie na biurowce z kolei inne projekty ślimaczą się, jakby czekały z zakończaniem na nowy boom nieruchomościowy. Polacy jeszcze nie zaakceptowali i nie przekonali się do takich inwestycji, niejednokrotnie pamiętają jeszcze te przędzalnie jako działające fabryki z daleka śmierdzące chemikaliami, przesiąknięte smarami mury i podłogi po maszynach tkackich. Na to, by lofty były przyjaźnie przyjmowane przez klientów i rynek, potrzeba czasu i pieniędzy twierdzi Tomasz Błeszyński.

Anna Gołasa 21.04.2015r.

Źródło: http://pulsbiznesu.pb.pl/4050020,88715,industrialna-moda-odradza-sie-wolno

 
 Oceń wpis
   

W ostatnich tygodniach zawaliły się lub popękały ściany kilku kamienic w centrum Łodzi. Tymczasem wkrótce ma rozpocząć się budowa tunelu łączącego dworce Łódź Fabryczna i Łódź Kaliska.

Czy należy w związku z tym mieć obawy o bezpieczeństwo mieszkańców ? Czy tunel pod miastem nie zagrozi kamienicom w Śródmieściu ?

Tomasz Błeszyński, łódzki doradca rynku nieruchomości

Choć nie widać tego na powierzchni, to przez Łódź przepływa sporo podziemnych rzek. Tak głębokich wykopów, jak obecnie przybudowie dworca, do tej pory nie prowadzono. Nie jest wykluczone, że doprowadziło to do naruszenia cieków wodnych, a w konsekwencji do wypłukania w niektórych miejscach ziemi i piasku, co z kolei jest powodem osunięć kamienic. Najgorsze jest, jednak to, że przez wiele lat tych kamienic wcale nie remontowano. Skutki tego zaniechania widać obecnie. Gdyby zadbano o nie wcześniej, wykopy, by, im nie zaszkodziły, a już na pewno nie tak bardzo.

(IZJ) 03 kwietnia 2015 Express Ilustrowany Źródło; http://www.expressilustrowany.pl/

 
Budownictwo komunalne 2016-04-16 19:18
 Oceń wpis
   

- Budownictwo socjalne i komunalne w ostatnich latach przeżywało kryzys. Jak sytuacja przedstawia się w 2015 roku?

Wieloletnie zaniedbania tego sektora nieruchomości, brak spójnej koncepcji gospodarowania i finansowania zasobów, złe prawo niedostosowane do zmieniającej się rzeczywistości. Ciągły brak funduszy na remonty, traktowanie spraw mieszkaniowych, jako narzędzi w rozgrywkach politycznych. To m.in. główne przyczyny obecnej zapaści na rynku lokali komunalnych. Nie ma gminy w kraju, która nie borykałaby się z tymi problemami, braki w tej mierze są ogromne. Nic nie wskazuje by w obecnym roku sytuacji w budownictwie komunalny i socjalnym znacząco się nie zmieniła.

- Jakie są najważniejsze problemy związane z budownictwem komunalnym? i z czego one Państwa zdaniem wynikają?

Gminy nie tylko, że nie potrafią zaspokoić potrzeb mieszkaniowych wynikających ze stale popadających w ruinę ich własnych budynków, ale i nie mają gdzie przekwaterować swoich lokatorów z wyrokami eksmisyjnymi z mieszkań znajdujących się z zasobach prywatnych. Czasem wolą dla świętego spokoju płacić właścicielom wysokie odszkodowania niż rozwiązać ten problem systemowo. W niektórych miastach lekiem na to całe maja być dotowanie pro remy rewitalizacyjne, dzięki którym choć niektóre kamienice zostaną wyremontowane i powiększy się zasób lokali dla oczekujących latami. Przy okazji rewitalizacji nieruchomości zostaną też opróżnione z uciążliwych i niepłacących latami najemców. Problem braku mieszkań socjalnych pozostaje, bo co dalej robić z lokatorami, których nie stać na powrót do tych luksusowych kamienic i płacenie wyższych stawek czynszu.

- Czy w większych miastach jest większe zainteresowanie problemem niż w gminach?

W większych miastach a szczególne dużych metropoliach ten problem narasta. Zwarta stara zabudowa zwiększona liczba ubożejących mieszkańców, dające się odczuć bezrobocie nie pomaga. Niektóre miasta wręcz gorączkowo szukają wyjścia z tej sytuacji. Pomysłów na rozwiązanie tych z roku na rok nabrzmiewających problemów było i jest wiele. Począwszy od budowy osieli kontenerowych do różnego rodzaju programów pomocowych dla zadłużonych mieszkańców. Niestety te projekty skutecznie nie rozwiązują nagromadzonych przez lata problemów, bo po prostu gminom brakuje pieniędzy. Ledwo wiążą koniec z końcem biorąc, co raz większe kredyty. Kolejne partie rządzące skupiają się na kreowaniu polityki mieszkaniowej poprzez marketingowe obietnice a nie faktyczne działania. Budżet Państwa niechętnie jak kiedyś zasila finansami miejskie i gminne kasy. Sami muszą się troszczyć jak i skąd pozyskać środki na realizację polityki mieszankowej. Nieruchomości komunalne niszczeją i dla ratowania dziurawych budżetów gmin sprzedawane są czasem za bezcen. Nowi właściciele zagospodarowują odzyskane działki, bo wyburzonych budynkach powstają obiekty handlowe lub budynki mieszkalne z lokalami na sprzedaż. Znikają kolejne nieruchomości z zasobów gminnych ubywa lokali komunalnych kolejki oczekujących na mieszkania gminne rosną. Gminne spółki TBS również realizują komercyjne projekty deweloperskie a klasyczne budownictwo komunalne jest praktycznie w odwrocie.

- Może w tej kwestii polskie samorządy i władza centralna powinny bardziej korzystać z pomysłów z zagranicy?

Samo korzystanie z zagranicznych wzorców nie wystarczy by z nich faktycznie skorzystać powinniśmy najpierw dokonać reformy systemu mieszkalnictwa. Rozwiązania przez lata nagromadzonych problemów nie jest proste wymaga zmian systemowych min. nowelizacji przepisów prawnych i podatkowych, uproszczenia procedur realizowania projektów partnerstwa publiczno-prywatnego w zakresie inwestycji mieszkaniowych. Przydałoby się też by gminy przeprowadziły inwentaryzację swoich zasobów z zakresie nie tylko lokali, ale i gruntów. Po to by mieć wiedzę, jakimi możliwościami lokalizacyjnymi dysponują choćby przy realizacji wspomnianych projektów PPP. Bo nawet najlepszy projekt nie zakończy się sukcesem, jeśli nie zostanie profesjonalnie przygotowany.

Rynek mieszkaniowy jest bardzo czuły na polityczne zmiany. Czekają nas w tym roku przecież wybory prezydenckie i parlamentarne. Zobaczymy, jaki program wyborczy wygra i jaką rolę w nim będzie pełnić polityka mieszkaniowa zwłaszcza w segmencie socjalnym i komunalnym. Zobaczymy czy i jakie środki nowy rząd zapisze w budżecie na dofinansowanie gmin. W najtrudniejszej sytuacji są duże miasta, których poziom zadłużenia już jest od dawna na granicy bezpieczeństwa i tylko podczas kampanii wyborczej udało się, co nieco zmieść pod dywan by wskaźniki nie kuły w oczy wyborców. Przychody gmin są niewystarczające, z roku na rok odczuwalny jest też spadek liczby ludności do opodatkowania. Pomysłów na zasilenie lokalnej kasy nie wiele pozostaje, więc branie kolejnych kredytów i zaciskanie pasa [teraz już można, bo po wyborach]. Zapowiadanego od lat podatku katastralnego chyba też szybko nie będzie, fundusze unijne też się kończą. Może przyszedł, więc czas by porządnie dopracować zasady realizacji projektów z zakresu Partnerstwa Publiczno Prywatnego, choć jak wiemy nie będzie to lek na całe zło, ale może pomóc w niektórych sektorach gminnej gospodarki.

- Czy samorządy wykorzystują prawidłowo możliwości, jakie daje im na przykład Bank Gospodarstwa Krajowego?

Niestety nie znam danych dotyczących wykorzystania środków pochodzących z BGK przez samorządy.

- Czy ich obecność organizacji non profit faktycznie wpłynęłaby na stan budownictwa socjalnego w Polsce?

Funkcjonowanie organizacji non profit w naszym kraju jest utrudnione bardzo szybko przylega do nich zła opinia. Polacy jakoś nie wierzą w altruistyczne projekty starają się doszukiwać zawsze drugiego dna.

- Czy Pana zdaniem jest szansa, by w najbliższym czasie doszło do zmian i wykorzystania tych organizacji w budownictwie socjalnym?

Nie wydaje mi się by najbliższych latach na masową skale pojawiły się takie projekty. Jeśli już to będą to małe jednostkowe realizacje pod konkretny cel. Trzeba pamiętać, że obowiązująca w naszym kraju rozbudowana i biurokratyczna i długotrwała procedura uzyskiwania zezwoleń na budowę skutecznie odstrasza niektórych od takich realizacji takich projektów.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

 
Najgorszy sen pośrednika 2016-04-10 17:34
 Oceń wpis
   

Zwiedzający domy klienci, wycofywanie się z transakcji, uchylanie się od zapłaty prowizji to koszmary agentów.

Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości, ocenia, że sen z powiek polskim pośrednikom spędzają niesłowni klienci. Są tacy, którzy nie biorą żadnej odpowiedzialności za słowo. Nie przyjdą na umówione spotkanie, nie odbiorą telefonu, nie odwołają wizyty, a pośrednik czeka i traci czas, w którym mógłby przygotować inną transakcję opowiada Tomasz Błeszyński.

Michał Niewiński, pośrednik z agencji Mieszkanie 24.com, pamięta właściciela nieruchomości, który nie dotarł na podpisanie aktu notarialnego. A transakcja była potwierdzona jeszcze dziesięć minut przed spotkaniem. Sprzedający nie dotarł do kancelarii, nie odbierał telefonów. Zadzwoniliśmy więc z innego numeru. Odebrał, ale powodu wycofania się z transakcji nie podał wspomina Michał Niewiński. Było to dla nas bardzo niezręczne. Musieliśmy się tłumaczyć przed kupującym.

Oglądacze domów

Inni klienci zapewniają, że są perfekcyjnie przygotowani do sprzedaży. Mówią, że mają wszystkie dokumenty, że nieruchomość nie ma żadnych wad i obciążeń. Nic, tylko kupować. A kiedy proszę o uzupełnienie dokumentacji, zaczynają się schody. Tego nie ma, tamto trzeba skądś wydobyć, a przecież sprzedający ma ważniejsze sprawy na głowie niż szukanie papierów wzdycha Tomasz Błeszyński. Niektórzy nie mają czasu nawet na spotkanie z klientem, który jest zainteresowany nieruchomością. Bywa i tak, że żaden z proponowanych przez pośrednika terminów im nie pasuje. Robią wielką łaskę, że się zgodzą pokazać nieruchomość kupującemu. A potem pojawiają się pretensje, że pośrednik jeszcze mieszkania nie sprzedał, że to wszystko zbyt długo trwa mówi doradca. Jego zdaniem jednym z największych koszmarów pośredników są nieszczerzy klienci ukrywający swoje zamiary. Przychodzą do biura i zapewniają, że chcą kupić mieszkanie czy dom. A pośrednik wierzy w ich dobre intencje. Często są to osoby na eksponowanych stanowiskach. Tymczasem niektórzy chcą sobie jedynie pozwiedzać cudze domy z nudów, dla zabicia czasu. Inni pod pretekstem kupna mieszkania sondują rynek. Sprawdzają, co oferuje konkurencja, jakie ceny dyktują sąsiedzi, a potem wystawiają na sprzedaż własną nieruchomość tłumaczy Tomasz Błeszyński. Zanim pośrednik zorientuje się w zamiarach klienta, straci mnóstwo czasu i poniesie koszty. Tomasz Błeszyński miał kiedyś klienta, który wraz z żoną obejrzał kilkanaście domów. Żaden nie przypadł mu do gustu. Przyparty do muru klient przyznał, że chciał sobie tylko pooglądać. Dla pośrednika, który stracił kilkadziesiąt, a nierzadko kilkaset godzin, to koszmar nie ukrywa doradca.

Także Paweł Sobociński, doradca z Freedom Nieruchomości, zwraca uwagę na klientów oglądaczy. To osoby, które bardzo długo szukają nieruchomości idealnej. Nie mogą się na nic zdecydować. Możliwe, że dla niektórych to jakaś forma hobby. Chodzą w wolne popołudnia na prezentacje nieruchomości. Bywało, że wszyscy pracownicy naszego biura mieli po kilka prezentacji z tymi samymi klientami. I oczywiście nie doszło do transakcji przyznaje doradca z Freedom Nieruchomości.

Jeden z pośredników firmy Emmerson Realty wspomina klienta, który szukał apartamentu za ok. 4 mln zł. Był bardzo wybredny, pośrednik pokazał mu kilkadziesiąt mieszkań. Po paru miesiącach klient wybrał piękny apartament na warszawskim Mokotowie. Na podpisanie aktu notarialnego ściągnięto właściciela z zagranicy opowiada Skoczeń. Kupujący nagle zachorował. Formalności prawne trzeba było odłożyć. Następnym razem kupiec poinformował nas, że nie dostał przelewu, więc znów nie może podpisać umowy. W końcu przyznał, że jest biednym emerytem, a oglądanie domów to jego rozrywka od kilku lat. Zmieniał tylko agencje. Nietrudno sobie wyobrazić, co czuł pośrednik, który poświęcił mu tyle czasu i energii.

Dzieła Lenina i wazon

Także Alina Więckowska-Worch, pośrednik z agencji Avenda w Żyrardowie, zwraca uwagę na klientów wycofujących się z transakcji z najróżniejszych przyczyn. To dla nas chleb powszedni. Trzeba sobie jakoś z tym radzić mówi Alina Więckowska-Worch. Pośredniczka wspomina przypadek, który nazwała klawą zza grobu. Tuż po Wielkanocy przybiegła do mnie klientka, prosząc o pomoc w szybkiej sprzedaży mieszkania po ojcu. Kobieta przyleciała z Kanady w Wielki Piątek, a ojciec zmarł nagle dzień później wspomina pośredniczka. Pomyślałam, że przez procedury spadkowe jakoś przebrniemy, a mieszkanie w centrum miasta szybko powinno się sprzedać. Schody zaczęły się chwilę później. Ojciec w wielostronicowym testamencie drobiazgowo rozporządził swoim majątkiem, czyniąc liczne zapisy opowiada. Zbiór dzieł Lenina zapisał jednemu z kilkunastu wnuków, amforę na suche kwiaty innemu, stary telewizor byłej żonie, pralkę swojej opiekunce. Medale i odznaczenia z czasów PRL zapisał pojedynczo każdemu z wnucząt. Pani notariusz, która spisywała ten testament, uprzedziła klienta, że mieszkająca za granicą rodzina będzie miała z tym spadkiem kłopoty. Na to on z dużą satysfakcją odpowiedział, że właśnie o to mu chodzi. Po przejściu z klientką wszystkich procedur spadkowych udało się szczęśliwie zakończyć sprawę, przełamując klątwę zmarłego". Mieszkanie zostało sprzedane wspomina Alina Więckowska-Worch.

Paweł Sobociński pamięta klientkę, która była mocno związana ze swoim mieszkaniem. Stało puste, bo nie chciała go wynajmować. Kiedy znaleźliśmy klienta oferującego bardzo dobrą cenę, klientka chciała się wycofać ze sprzedaży opowiada Paweł Sobociński. Okazało się, że trzymała mieszkanie dla syna, który mieszkał za granicą. Sprzedaż lokalu oznaczałaby utratę nadziei, że syn wróci tłumaczy doradca z Freedom Nieruchomości. Ostatecznie nieruchomość została sprzedana. Paweł Sobociński wspomina także inną transakcję przeprowadzoną za pośrednictwem Freedom Nieruchomości. Klientka miała pełnomocnictwo do sprzedaży mieszkania spółdzielczo-własnościowego, bez księgi wieczystej, należącego do jej męża. Podstawą nabycia był więc przydział. Dostaliśmy w spółdzielni zaświadczenie potwierdzające własność i niezaleganie z opłatami opowiada Paweł Sobociński. Kiedy pojawił się kupujący, tuż przed podpisaniem umowy przedwstępnej, właścicielka przyznała, że jej mąż, który miał mieszkać za granicą... nie żyje od dwóch lat. Na szczęście szybkie postępowanie spadkowe i wyrozumiałość kupującego umożliwiły transakcję.

Niechęć do płacenia

Wielu pośredników miewa też klientów, którzy nie chcą zapłacić za usługę. Próbują się umawiać na boku ze sprzedawcą, traktując pośrednika jak darmowego dostawcę adresów. A przecież podpisują umowy z biurem, w których zobowiązują się do zapłaty wynagrodzenia podkreśla Tomasz Błeszyński.

Także Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert firmy Emmerson Realty, pytany o największe koszmary pośredników mówi o unikaniu zapłacenia prowizji za pomoc w znalezieniu domu lub mieszkania i przeprowadzenie transakcji. Klienci są zazwyczaj mili do chwili wystawienia faktury. Potem zaczynają się problemy, próby negocjacji, które powinny się odbyć przed wykonaniem usługi podkreśla Jarosław Mikołaj Skoczeń. A przecież w Polsce są naprawdę niskie prowizje od 2 do 2,9 proc. Dla porównania, w Hiszpanii jest to ok. 10 proc., a w USA dochodzą nawet do 15 proc.

Zdaniem Pawła Sobocińskiego czasem trudno ustalić cenę sprzedawanej nieruchomości. Klienci mają często złe dane, nie znają sytuacji rynkowej, nie wiedzą, jakie są ceny transakcyjne, a mimo to próbują sami wycenić swoją nieruchomość wyjaśnia Paweł Sobociński.

Pośredniczka Joanna Lebiedź, właścicielka biura Lebiedź Nieruchomości, podkreśla, że są klienci, którzy przychodzą do biur pośrednictwa, bo znaleźli się w trudnej sytuacji. Rozwód, rosnące długi czy inne kłopoty. W przypadku rozwodzących się, skłóconych par doprowadzenie do kompromisu bywa bardzo trudne nie ukrywa Joanna Lebiedź. Trudne są też transakcje, w których sprzedającym jest grupa współwłaścicieli, przeważnie rodzina, często skłócona co do należnych udziałów. W znakomitej większości przypadków osoby o najmniejszym udziale stwarzają najwięcej problemów podczas negocjacji zauważa pośredniczka.

Maciej Górka,analityk portalu Domiporta.pl Rynek pośrednictwa w obrocie nieruchomościami zmienił się w zeszłym roku za sprawą deregulacji zawodu, która zniosła obowiązek posiadania licencji pośrednika. Ten dokument wymagał gruntownej edukacji, a interdyscyplinarna wiedza była potwierdzana egzaminem.

Dziś obrotem nieruchomościami może się zająć każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą, pod warunkiem wykupienia ubezpieczenia OC. Głosy na temat skutków deregulacji są podzielone. Część pośredników uważa, że obniżyło to rangę zawodu i stworzyło pole do nadużyć. Inni są zdania, że zwiększyła się konkurencyjność.

Moim zdaniem licencje nie gwarantowały dobrej obsługi, natomiast większa rywalizacja między biurami przyczyniła się do oferowania dodatkowych usług profesjonalnych sesji fotograficznych, wizualizacji komputerowych, materiałów wideo. Standardem w ofercie nowoczesnych biur jest home staging, czyli takie przygotowanie i zaaranżowanie nieruchomości, które przyspieszy transakcję.

Dlatego warto wiedzieć, co poza wskazaniem adresu proponują biura. Pośrednik przy podpisywaniu umowy powinien wymienić zakres czynności, za które weźmie wynagrodzenie. Jego podstawowym zadaniem są tzw. czynności zmierzające do zawarcia transakcji. Chodzi m.in. o prezentację nieruchomości, prowadzenie dokumentacji, weryfikację stanu prawnego, przygotowanie umowy przedwstępnej oraz działania reklamowe.

Pośrednik powinien być opiekunem, który czuwa nad bezpieczeństwem transakcji, a w krytycznych momentach potrafi być mediatorem. Dostęp do informacji daje dziś Internet. Prawie każdą firmę możemy zweryfikować. Cennym źródłem wiedzy o pośrednikach są także lokalne stowarzyszenia i organizacje zawodowe, które udzielą informacji na temat wskazanej agencji.

Aneta Gawrońska 16-03-2015

Źródło; http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/705505,1186320-Najdziwniejsze-transakcje-na-rynku-wtornym.html Rzeczpospolita Wszystkie prawa zastrzeżone

 
Rynek senioralny 2016-04-10 17:25
 Oceń wpis
   

Mieszkania dla starszych.

Deweloperzy, pośrednicy i zarządcy nieruchomości powinni się już teraz tym zainteresować, zanim będzie za późno. Nastawianie się na obsługę młodych ludzi kupujących mieszkania będzie pomału, co raz mniej rentowne. Cały czas na rynku mieszkaniowym utrzymuje się olbrzymia przewaga podaży na popytem. A migracja młodych za granicę dodatkowo podnosi tą statystykę. Młodzi dobrze zarabiający mają już zupełnie inne podejście do życia ich szczytem marzeń nie jest i nie będzie zakup mieszkania na 20 letni kredyt. Takie lansowane przez banki i deweloperów projekty przywiązują chłopa do ziemi nie dając perspektyw na zysk i powodują utratę mobilności. To przecież oczywista strata czasu, pieniędzy młodzi doskonale zdają sobie z tego sprawę i potrafią liczyć, co i, gdzie się najbardziej opłaca.

Rynek mieszkaniowy, by przetrwać musi się zmienić.

Potrzebuje wprowadzenia gwałtownych zmian prawnych i podatkowych. Całą masę sztywnych nie życiowych ustaw trzeba znowelizować, by dać alternatywne rozwiązania zachęcające i faktycznie wspierające młode i starsze pokolenie do inwestycji. Buble legislacyjne takie jak min. ustawa o ochronie praw lokatorów zamiast pomagać tylko szkodzą rynkowi. Czas na dobre rozwiązania w zakresie leasingu nieruchomości, czy projektów Partnerstwa Publiczno Prywatnego. To tylko niektóre przykłady, problemów jest więcej, gospodarka przestrzenna, prawo budowlane, rewitalizacja nieruchomości. Złe funkcjonowanie gospodarki i rynku nieruchomości odbija się na kondycji społeczeństwa. Młodzi zniecierpliwieni niewidzący perspektyw dla siebie, po prostu wyjeżdżają. Starsze pokolenie tkwi związane z ojczyzną siłą tradycji na dobre i złe biedniejąc z roku na rok.

Społeczeństwo nieuchronnie starzeje się.

Co raz więcej osób jest nie tylko w podeszłym wieku, ale i chorych. Nie będę pisał o Naszym systemie emerytalnym, czy opiece zdrowotnej, bo doskonale wiemy jak jest. Na rynku pojawiło się już wiele ciekawych pomysłów. Pracuje na kilkoma projektami z zakresu gospodarki senioralnej i muszę przyznać, że jest to ciekawe i kreatywne zajęcie. Zabezpieczanie potrzeb mieszkaniowych osób starszych jest nie lada wyzwaniem . Bo przecież tu nie tylko potrzebny jest sam lokal mieszkalny, ale cały system opieki nad często już leciwą i schorowaną osobą. Dodatkowy problem stanowi tutaj jak zawsze bariera ekonomiczna, niestety w obecnym stanie nie wszystkie osoby starsze będzie, po prostu stać na skorzystanie z takich rozwiązań. Emerytury, czy renty są za niskie, a inne formy, choćby odwrócona hipoteka też nie zawsze jest dostępna dla każdego, korzystna i bezpieczna.

Czasu mało problemów dużo.

Dlatego nie czekając na skutki niżu demograficznego i pogłębiania się procesu starzenia się społeczeństwa na problematyką senioralną należy pracować już dziś. Problemów do rozwiania jest wiele, a czasu mało, bo przecież już niedługo i My będziemy starsi. Myślę, że niestety jest to ostania szansa, by przygotować dla sobie miejsce na spokojną jesień życia. Moim zdaniem projekty senioralne, to przyszłość inwestycji na rynku nieruchomości.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości Marzec 2015

 
„ Ludzkie meble ” 2016-04-10 17:21
 Oceń wpis
   

" Ludzkie meble "

Niektórzy ludzie są jak meble,

pasują do każdego gabinetu,

dają się przestawiać z kąta w kąt,

byle tylko zyskać stołek dla siebie, zapominają,

że ich kariera, zależy od gustu designerów.

Aforyzm społeczno - polityczny - Tomasz Błeszyński - luty 2015

 
Psychologiczne zagrywki 2016-04-10 17:16
 Oceń wpis
   

Ktoś sprzedaje mieszkanie obciążone kredytem, jest w potrzebie, to może więcej opuści - myśli kupujący.

Czasem się to udaje, czasem nie.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości: - Mieszkanie z ustanowioną na rzecz banku hipoteką nie stanowi problemu. Klienci nie boją się tego typu ofert, bo przecież wiadomo, że w chwili sprzedaży nieruchomości, kredyt zostanie spłacony - np. z zadatku otrzymanego od kupującego przy umowie przedwstępnej lub środków własnych sprzedającego, a hipoteka za zgodą banku wykreślona. Istnieje też drugie rozwiązanie, z którego klienci też czasem korzystają. Chodzi o przejęcie zobowiązań kredytowych poprzedniego właściciela poprzez wypłacenie kwoty sprzedaży pomniejszonej o pozostałą do spłaty cześć kredytu.

Z reguły w takim przypadku kupujący zaciąga również kredyt, z którego reguluje zaległe zobowiązania, ustanawiając po wykreśleniu tamtej nową hipotekę na zabezpieczenie swojego kredytu. Mieszkanie obciążone hipoteką czasem stanowi pretekst do próby uzyskania atrakcyjniejszej cenny sprzedaży przy negocjacjach. Taka psychologiczna zagrywka. Ktoś sprzedaje, ma kredyt, jest w potrzebie, to może więcej opuści. Czasem się to udaje, czasem nie. Jeśli sprzedający ma konkretnie obliczoną kwotę do spłaty zobowiązań, to nie będzie skłonny do większych negocjacji, bo przecież sprzedaje, by pozbyć się długów, ale i coś jeszcze zyskać. Jeśli chodzi o mieszkania kupowane na kredyt w programie "Rodzina na swoim", to trzeba pamiętać, że był to popularny produkt, choć nie zawsze korzystny. W czasach, gdy ten program obowiązywał, z powodzeniem można było wynegocjować w bankach korzystniejszy kredyt niż ten, który dawał zysk z chwilowych dopłat do mieszkania w "RnS".

Ale to już indywidualne kalkulacje i zdrowy rozsądek, zresztą tak samo jak przy kredytach denominowanych. Czy czeka nas wysyp mieszkań kupowanych na kredyty z dopłatą? Raczej nie. Będą to pojedyncze przypadki. Przy dzisiejszej podaży i cenach mieszkań nie opłaca się ich teraz sprzedawać. Pamiętajmy też, że były to mieszkania kupowane na zaspokojenie bieżących potrzeb mieszkaniowych. Skoro kupili i urządzili mieszkania, to będą płakać i płacić dalej kredyty - już bez dopłat. Choć sytuacja na rynku diametralnie się zmieniła i będzie to mało opłacalna inwestycja. Kupując mieszkanie na długoletni kredyt trudno jest przewidywać, co stanie się na rynku i jakie będą konsekwencje, bo przecież raz można zyskać, innym razem stracić.

aig 16-02-2015 ekonomia.rp.pl

Źródło: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/2,1179615.html Wszystkie prawa zastrzeżone

 
 Oceń wpis
   

Czy są dziś jeszcze na rynku prawdziwe okazje dla inwestorów, którzy chcieliby dobrze zarobić na nieruchomościach?

Przy tak dużej podaży nieruchomości, z jaką mamy do czynienia obecnie, praktycznie w każdym jej segmencie można znaleźć oferty, które zasługują na miano rentownej inwestycji mówi Tomasz Błeszyński, doradca ds. nieruchomości.

Po czym poznać okazję?

To zależy od wielkości projektu, oczekiwanych zysków i oczywiście od początkowych nakładów. Dla jednego inwestora wyzwaniem będzie kupno relatywnie taniego mieszkania pod wynajem, a dla innego inwestycja w rynek komercyjny wyjaśnia Błeszyński.

Grażyna Błaszczak 07-02-2015

Rzeczpospolita ekonomia.rp.pl

Źródło; http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1177509-Najlepsza-lokata--ziemia-rolna--czy-lokal.html

 
Rynek konferencyjny 2016-04-10 17:07
 Oceń wpis
   

Wyposażone w komputery sale, kolacja przy grillu, nocleg, a nawet imprezy taneczne i wycieczki po mieście - wszystko to oferują centra konferencyjne.

Paweł Jakubowski, dyrektor WenderEDU Business Center, które ma powierzchnie konferencyjne w samym sercu Wrocławia, wspomina wyprawę do Poznania po materiały szkoleniowe dla jednej z firm, które nie dotarły na czas. WenderEDU Business Center dysponuje bowiem własnym transportem. Jak podkreśla dyrektor, przydaje się on nie tylko do odbioru klienta z lotniska. - Zakres dodatkowych usług jest w zasadzie nieograniczony, zależy jedynie od kreatywności naszych gości - mówi Paweł Jakubowski.

Bankowcy i informatycy

WenderEDU Business Center oferuje osiem sal konferencyjnych o powierzchni od 40 do 110 mkw. oraz 35 pokoi hotelowych. Wszystkie sale są klimatyzowane, wyposażone w sprzęt audio-wizualny - m.in. projektor, ekran, komputer, mikrofony, nagłośnienie. - W każdej sali znajduje się też podstawowy przybornik trenerski" - z markerami, spinaczami, taśmą do przyklejania plakatów, nożyczkami itd.Sale są wyciszone, odpowiednio nasłonecznione (z możliwością zaciemnienia), mają dostęp do internetu - opowiada Paweł Jakubowski. - Nad salami znajduje się część hotelowa, co jest bardzo wygodne dla uczestników i trenerów kilkudniowych spotkań - podkreśla. Klienci mogą liczyć na przerwę kawową (całodniową), dwudaniowy lunch, kolację oraz zakwaterowanie. - Podstawowe usługi wzbogaciliśmy o wydruk materiałów dydaktycznych, usługi fotograficzne, zewnętrzny catering oraz wynajem komputerów - mówi Paweł Jakubowski. - Możemy też zorganizować dodatkowe atrakcje na terenie całego miasta rejs statkiem, wycieczkę z przewodnikiem, uroczysty bankiet w niestandardowym otoczeniu - np. na terenie zoo. Koszt wynajmu sali w tym wrocławskim centrum, w zależności od jej wielkości i liczby osób, waha się od 350 do 850 zł dziennie. Średni koszt jednodniowego szkolenia z wyżywieniem dla 20 osób to 1 - 1,5 tys. zł. Duże, kilkudniowe konferencje mogą kosztować nawet kilkadziesiąt tys. zł. Zdaniem dyrektora WenderEDU Business Center popyt na usługi konferencyjno-szkoleniowe utrzymuje się na wysokim poziomie, o czym świadczą nowe powierzchnie powstające w całej Polsce. - W listopadzie ubiegłego roku w WenderEDU Business Center odbyło się ponad 200 różnych szkoleń, spotkań i konferencji, w których uczestniczyło ok. 3,5 tys. osób - mówi Paweł Jakubowski. Wśród klientów są m.in. firmy z branży motoryzacyjnej, bankowej, informatycznej, szkoleniowej, ale też uczelnie wyższe, organizacje pozarządowe, fundacje i stowarzyszenia.

Ognisko i tenis stołowy

Anna Opalińska-Raczyńska z IBD Business School (d. Instytut Rozwoju Biznesu) ocenia, że spotkań biznesowych i szkoleń potrzebuje dziś każda średniej wielkości firma. - Z usług szkoleniowo-konferencyjnych korzystają najczęściej branże finansowa, farmaceutyczna i handlowa - zauważa. IBD Business School oferuje dwa miejsca na konferencje i szkolenia - Centrum Konferencyjne IBD w Serocku i Centrum Szkoleniowe Sienna w Warszawie. Anna Opalińska-Raczyńska opowiada, że centrum w Serocku, położone na skarpie Zalewu Zegrzyńskiego i otoczone kilometrami tras rowerowych i spacerowych,spełnia standardy trzygwiazdkowego hotelu, który może pomieścić 118 osób. Oferuje dziesięć klimatyzowanych sal konferencyjnych, z dostępem do internetu i sprzętem audiowizualnym. W konferencjach może jednorazowo wziąć udział do 140 osób. Serockie centrum organizuje też imprezy taneczne, ogniska, kolacje przy grillu. - Miłośnikom aktywnego wypoczynku oferujemy salę do squasha, bilard, tenis stołowy, rowery, kije do Nordic Walking, boisko do siatkówki, a dla osób chcących się zrelaksować - usługi gabinetu masażu - mówi Anna Opalińska-Raczyńska. - Centrum współpracuje też z agencjami eventowymi, które organizują imprezy na świeżym powietrzu - m.in. sporty wodne na Zalewie Zegrzyńskim, spływy kajakowe, paint - ball. Centrum Szkoleniowe Sienna, położone na parterze biurowca Sienna Center w Warszawie, jest przeznaczone na organizację bardziej kameralnych wydarzeń, jak spotkania biznesowe, szkolenia, seminaria czy konferencje - do 90 osób. Ma cztery sale konferencyjne. Wynajem sali w Serocki kosztuje od 500 zł do 1,5 tys. zł dziennie, w Warszawie - od 800 zł do 1,7 tys. zł.

Dowiozą celebrytę

Jak podkreśla Małgorzata Dybaś, dyrektor zarządzający na Polskę w firmie doradczej Hotels Asset Management (HAM), światowy rynek MICE (Meetings, Incentives, Conferences and Events) rośnie w tempie ok. 10 proc. rocznie. - Polska nie odstaje od tego trendu - ocenia Małgorzata Dybaś. -Powstające obiekty przy odpowiednim zarządzaniu są w stanie zapewnić sobie duże obłożenie i co za tym idzie - rentowność - zapewnia.

Dyrektor HAM zauważa, że rynek ten jest ściśle powiązany z sytuacją gospodarczą w kraju. - Popyt zależy w dużej mierze od budżetów firm na szkolenia, promocję, etc. - tłumaczy Małgorzata Dybaś. - Ważne są także szkolenia organizowane przy wsparciu funduszy unijnych, zarówno przez firmy prywatne, jak i instytucje publiczne. Coraz większe znaczenie ma też popyt międzynarodowy - dodaje. Zauważa, że najmniejsze wydarzenia korporacyjne, czyli szkolenia i wyjazdy integracyjne, są bardzo często organizowane bezpośrednio przez przedsiębiorstwa. - Jednocześnie rozwija się branża organizatorów turystyki, w tym agencji eventowych i incentive. Firmy tego typu, szczególnie gdy chodzi o wydarzenia w obiektach innych niż hotele, udzielają wsparcia w koordynacji wszystkich dostarczanych usług, takich jak catering, oświetlenie, nagłośnienie, obsługa, udział celebrytów - wylicza Małgorzata Dybaś.

Także Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości, zwraca uwagę na powiązanie inwestycji w obiekty konferencyjno - szkoleniowe z sytuacją gospodarczą. - Rynek ten rozkwitał w latach 2004 - 2008. Hossa na rynku nieruchomości, chętnie udzielające kredytów banki. Wielu inwestorów zwabionych perspektywą wysokich przychodów i szybkich zysków zaczęło budować albo modernizować obiekty konferencyjne, przystosowując je do standardów unijnych - wspomina Tomasz Błeszyński. - Inwestycje powstawały nie tylko w ośrodkach turystycznych. ale też wokół większych miast - dodaje.

Doradca podkreśla, że za inwestowaniem w ten segment rynku przemawiało rosnące zainteresowanie firm usługami szkoleniowymi, kongresami i rozmaitymi eventami. - Sprzyjały temu wzrost w gospodarczy oraz dostępność unijnych środków, dzięki którym można było dofinansować działalność edukacyjną - tłumaczy Tomasz Błeszyński. - Jak Polska długa szeroka ruszyły rożnego rodzaju szkolenia i konferencje - od naukowych po szkolenia pracowników firm i innych instytucji. Obiekty były wynajmowane, właściciele cieszyli się z rosnących przychodów. Niestety, kryzys dał się we znaki. Środki UE wygasały, firmy zaczęły zaciskać pasa i oszczędzać na marketingu. Coraz trudniej było organizować konferencje, bo sponsorzy nie byli już tak hojni. Ten sektor najszybciej i najboleśniej odczuł skutki spowolnienia gospodarczego - twierdzi Tomasz Błeszyński.

aig 31-01-2015 Rzeczpospolita

Źródło: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1175878-Rejs-statkiem--bal-i-bankiet-w-zoo.html Wszystkie prawa zastrzeżone

 
 Oceń wpis
   

Tomasz Błeszyński: Inwestowanie w nieruchomości to najlepsza forma lokowania kapitału Rynek nieruchomości w Polsce rozwinął się bardzo szybko.

Pamiętamy czasy, kiedy deweloperzy sprzedawali mieszkania na pniu, nawet te, które jeszcze nie istniały. Od 2009 r. liczba transakcji zaczęła gwałtownie spadać. Nastały chude lata. Wiele osób traktujących zakup mieszkania, jako pewną i intratną inwestycję, miało kłopoty z jego sprzedażą po cenie, jaką zapłacili za lokal w czasach prosperity. Dopiero w 2013 roku ceny zaczęły nieśmiało rosnąć, ale zapaść na rynku nieruchomości ostudziła zapał indywidualnych osób do inwestowania.

Tomasz Błeszyński, Doradca Rynku Nieruchomości ocenia, że nie ma się, czego bać. Jego zdaniem inwestowanie w nieruchomości wciąż jest najlepszą alternatywą na lokowanie kapitału. Ważne, aby robić to z głową.

Koniunktura w gospodarce ciągle się zmienia, a rynek inwestycyjny płata figle nawet wytrawnym graczom. Czy w takim otoczeniu opłaca się inwestować w nieruchomości?

Już Theodore Roosevelt mówił, że inwestycje w nieruchomości to nie tylko najlepszy, najszybszy, ale przede wszystkim jedyny sposób, aby stać się bogatym. To ponadczasowa prawda, która przetrwała i przetrwa wiele kryzysów. Nieruchomości są ważnym elementem rynku kapitałowego. To na nich z powodzeniem budowany jest majątek pokoleń. Lokowanie kapitału w nieruchomości wymaga dużej rozwagi i rozsądku, nie kupujemy tylko, dlatego ze jest tanio czy też, że nam się bardzo podoba dana oferta. Analizujemy potencjał nieruchomości ocenimy jej wady i zalety ew. nakłady i przyszłe zyski.

Kto może inwestować w nieruchomości?

Na tym rynku inwestować mogą praktycznie wszyscy. Jedynym ograniczeniem jest wielkość funduszy, jakimi dysponuje gracz. Mniej doświadczeni lokują kapitał na rynku komercyjnym w nieruchomości dochodowe. Bardziej doświadczeni szukają atrakcyjnych działek i planują, jak je zagospodarować z dużym zyskiem we właściwym czasie.

Jakie inne formy inwestowania cieszą się obecnie powodzeniem? Czy obserwuje Pan jakieś wschodzące trendy?

Na rynek powraca moda na systemy codno lub inaczej aparthotele, wykreowana przez deweloperów. Nie jest to zjawisko nowe. Na bardziej zasobnych rynkach zagranicznych takie projekty funkcjonują z powodzeniem od dawna. Aparthotele są ciekawą alternatywą inwestowania w nieruchomości. Umożliwiają zakup nie tylko pojedynczych apartamentów czy pokoi hotelowych, ale i udziałów w projekcie. Głównym wyróżnikiem projektów na tle klasycznego inwestowania w nieruchomości do najmu jest to, że deweloper bierze na siebie nie tylko obowiązki związane z wybudowaniem i zarządzaniem nieruchomością, ale i zobowiązuje się wynajmować lokale w imieniu właściciela, czyli zarządzać najmem. Takie rozwiązanie jest szczególnie wygodne dla osób, które chcąc korzystać na własne potrzeby z lokalu a w pozostałym czasie czerpać zyski z najmu nie zajmując się tym, na co dzień. Produkt taki nie jest nowy, na rynku funkcjonują firmy specjalizujące się z zarządzaniu najmem oraz fundusze inwestycyjne oferujące takie produkty, jako alternatywne źródła pomnażania przychodów.

Czy inwestycje w aparthotele mają przyszłość?

Deweloperzy jeszcze kilka lat temu niechętnie zajmowali się takim projektami, byli skupieni głownie na szybkiej sprzedaży wysoko-marżowych inwestycji, a nie ich zarządzaniem. Mieszkania sprzedawały się praktycznie od ręki. Deweloperzy niesieni sukcesem postanowili zainwestować na innych rynkach, wyjść z metropolii do znanych miejscowości i ośrodków turystycznych. Kiedy przyszedł czas kryzysu i stabilizacji, okazało się, że coraz trudniej jest sprzedać gotowe już lokale. Wtedy do Polski na dobre zawitał model aparthoteli. Deweloperzy zajęli się zarządzaniem tymi projektami. Niestety nie wszystkie projekty ze względu na lokalizację i funkcjonalność oraz standard da się przerobić na condo. W lepszej sytuacji są projekty budowane od razu z takim przeznaczeniem. O atrakcyjności inwestycji decyduje jej lokalizacja (duże miasta i miejscowości turystyczne), funkcjonalność, standard wykończenia i koszty utrzymania i oczywiście najważniejszy czynnik - chłonność rynku poparta jak najwyższymi do osiągnięcia czynszami najmu. Przecież prócz korzystania dla własnej wygody z aparthotelu przez nowego właściciela liczy się przychód z jego najmu. Rentowność z tych projektów jest porównywana do klasycznych inwestycji w najem w wg rożnych danych i wynosi średnio 4-8 procent w skali roku. To dobry wynik, zwłaszcza mając na uwadze zmieniającą się koniunkturę na rynku.

Polska The Times 27.01.2015 r.

Źródło: http://www.polskatimes.pl/artykul/3730034,tomasz-bleszynski-inwestowanie-w-nieruchomosci-to-najlepsza-forma-lokowania-kapitalu,id,t.html

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

W Expresie Ilustrowanym ukazał się artykuł opisujący pojawiające się usterki w kamienicach wyremontowanych przez miasto.

Łódzki magistrat od dawna szczyci się tym, że zmienia wizerunek miasta remontując stare budynki. Powołano nawet specjalny projekt pt. Miasto 100 kamienic oraz program rewitalizacji, który mają zasilić pieniądze pozyskane w UE.

Wszystko ładnie wygląda na wizualizacjach organizowane są konferencje prasowe, uroczyste przecięcia wstęg. Niestety, rzeczywistość skrzeczy i to bardzo z miesiąca na miesiąc zmieniają się nie tak dawno rewitalizowane, a właściwie remontowane budynki, bo kompleksowego programu rewitalizacji do tej pory jeszcze nie było.

Cytowany artykuł opisu perypetie mieszkańców w odnowionych nieruchomości na Księżym Młynie i przy ulicy Gdańskiej. Wskazuje absurdy budowlane i remontowe rodem z serialu Alternatywy 4 Stanisława Barei. Na prezentowanych zdjęciach wyraźnie widać popękane ściany, sufity, ślady wilgoci, drzwi bez klamek, czy przeciekający dach. Mieszkańcy opowiadają o niesprawnej wentylacji i o zgrozo braku odbioru kominiarskiego.

Lokatorzy w tych nowych luksusowych mieszkaniach płacą oczywiście dużo wyższe czynsze. To prawda, że lokale posiadają wyższy standard, z kranu leci ciepła woda, jest ogrzewanie i nie trzeba już nosić węgla z piwnicy. Chwała za to, że polityka remontowa sprawia, że życie w kamienicach godne będzie XXI wieku. Ale niestety nie można przejść do porządku nad tolerowaniem fuszerek, niedoróbek i partactwa. Cóż z tego, że omawiane braki będę usuwanie, a na wykonane prace remontowe obowiązuje gwarancja.

Prawdziwy problem tkwi w przygotowaniu, realizacji i nadzorze wykonywanych z publicznych pieniędzy projektów. W zeszłym roku zwracałem na, to uwagę wielokrotnie mając ma myśli nie tylko projekty rewitalizacyjne, ale i inwestycje realizowane z budżetu obywatelskiego. Moje niestety niepochlebne opinie spotkały się z ostrą reakcją politycznych piewców sukcesów. Niektórzy byli chyba tak ideologicznie zaślepieni, że usuwali moje artykuły i komentarze z jednego popularnych portali społecznościowych.

Raz jeszcze apeluje o rozsądek i właściwe zarządzanie publicznymi funduszami oraz bezwzględne nadzorowanie oraz wyciąganie konsekwencji z niewłaściwych realizacji nie tyko w stosunku do wykonawców, ale osób za nadzór odpowiedzialnych. A w opisanych przypadkach mieszkańcy tych felernych lokali mam nadzieję, że otrzymają od miasta bonifikaty w czynszu do czasu całkowitego usunięcia usterek.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości - styczeń 2015

Źródło: http://www.expressilustrowany.pl/artykul/3727392,w-kamienicach-na-ksiezym-mlynie-i-przy-gdanskiej-usterka-goni-usterke-zdjecia,id,t.html

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Czego można się spodziewać na rynku lokali używanych w 2015 roku?

Kto i co będzie kupował? W minionym roku nie było łatwo sprzedać używane lokum, gdy w pobliżu powstawało nowe osiedle. Deweloperzy święcili triumfy, a lokale z drugiej ręki musiały mieć atrakcyjne ceny, by wygrać konkurencję.

Zapytaliśmy ekspertów o to, co wydarzy w 2015 r. na rynku wtórnym:

Marta Kosińska, analityk Szybko.pl: Nie mam specjalnie optymistycznych prognoz. Początek roku będzie pewnie nieco lepszy niż zazwyczaj, ponieważ domykane będą transakcje zaplanowane jeszcze w 2014 roku, według starych zasad dotyczących minimalnego, 5-procentowego wkładu własnego przy kredycie hipotecznym. Następnie czeka nas kolejny spadek popytu na mieszkania. Konieczność zgromadzenia 10-proc. wkładu własnego oddali wielu osobom termin zaciągnięcia kredytu. Nie będziemy mieli do czynienia z bodźcem popytowym w postaci dalszych spadków stóp procentowych. Trzeba liczyć się z tym, że 2015 będzie rokiem spadku cen nieruchomości.

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości: W 2015 r. niewiele się zmieni w porównaniu z rokiem ubiegłym. Ceny mieszkań będą zmierzały do stabilizacji, choć na niektórych rynkach mogą zdarzyć się drobne wahania stawek, spowodowane chęcią nakręcania kolejnej bańki spekulacyjnej przez deweloperów i ich firmy PR. O zakupie nieruchomości nadal będą decydować posiadana gotówka i zdolność kredytowa. Nie spodziewam się jednak, by banki wróciły do rozdawania kredytów. Ponieważ praktyczne we wszystkich miastach deweloperzy realizują nowe inwestycje, mieszkań na pewno nie zabraknie dla chętnych. Ciekawostką być może będzie wprowadzona w tym roku nowelizacja ustawy konsumenckiej m.in. wydłużająca do pięciu lat okres rękojmi za wady fizyczne nieruchomości. Ucieszy to z pewnością wszystkich klientów deweloperów, którzy teraz będą mieli o dwa lata dłuższy okres na wykrycie ewentualnych usterek w mieszkaniu lub częściach wspólnych budynku. Natomiast trochę może to zmartwić deweloperów, którzy będę musieli po prostu solidnie budować. Jak zareaguje rynek na te zmiany? Czas pokaże, czy zapisy ustawy będą tylko martwym zapisem czy orężem w walce z bylejakością.

Joanna Lebiedź, pośredniczka Lebiedź Nieruchomości: Patrząc na rok 2014 z perspektywy porównania rynku pierwotnego i wtórnego, na pewno widać, że ilość pozwoleń na budowę stopniowo rośnie. Jednak pewne ograniczenia w programie Mieszkanie dla młodych" sprawiają, że nie we wszystkich miastach ten system działa na tyle sprawnie, jak przewidywali jego twórcy. To szansa dla rynku wtórnego. Ale rok 2015 raczej nie przyniesie rewolucyjnych zmian w strukturze zainteresowania poszczególnymi segmentami rynku mieszkań. Sprzedaży nie poprawi kolejna rekomendacja nadzoru finansowego, zwiększająca wymagany udział własny klientów ubiegających się o kredyt hipoteczny. Dlatego raczej należy się spodziewać dalszej stabilizacji cen w segmencie mieszkań małych i średnich oraz dalszych spadków stawek za lokale większe, a także cen domów i gruntów.

Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse: 2015 rok przyniesie dalszy rozwój programu Mieszkanie dla młodych" oraz wyższy wymóg wyższego wkładu własnego do kredytów. Przyszły rok to także kontynuacja napływu na rynek inwestorów próbujących swoich sił w inwestowaniu w lokale na wynajem. Coraz bardziej na znaczeniu będzie zyskiwać cena całościowa mieszkania, więc można się spodziewać, że nadchodzą czasy zmniejszającego się metrażu nabywanych mieszkań. Kolejne bariery w dostępie do kredytów spowodują, że będziemy poszukiwać coraz mniejszych, funkcjonalnie zaaranżowanych mieszkań. Jeżeli przeciętnie sprzedawane mieszkanie w stolicy kosztuje 350 tys. zł, wkład własny, podatki i opłaty okołotransakcyjne wyniosą ok. 45 tys. zł. Tyle trzeba posiadać w gotówce. A pamiętamy, jak niegdyś banki oferowały kredyty nawet na 120 proc. wartości nieruchomości. Te czasy już nie wrócą. Pośrednikom należy więc życzyć w takiej sytuacji większej niż dotychczas skłonności do współpracy z innymi doradcami, bo nic tak nie satysfakcjonuje klienta, jak sprawna i szybka realizacja zlecenia kupna/sprzedaży. Natomiast dobrą wiadomością dla poszukujących mieszkań jest to, że nadal istnieje pole do negocjacji cen nieruchomości.

Jarosław Mikołaj Skoczeń, Grupa Emmerson: Jeżeli chodzi o działki budowlane, to ceny nadal będą do negocjacji, ale już nie o tyle co rok temu. Aby szybko znaleźć kupca, bardzo ważne będą lokalizacja i uzbrojenie. Rynek pierwotny mógłby ruszyć jeszcze w większym stopniu, gdyby zadziałał program rządowy Mieszkanie dla młodych". Jednak dotychczas jego rola była raczej niewielka. Szkoda, bo niewykorzystane pieniądze z roku nie przejdą na następny rok, więc z punktu widzenia potencjalnych kupujących zostały stracone. W minionym roku rywalizowanie państwa z inwestorami w zakupie mieszkań pod wynajem na pewno nie pomogło podjąć decyzji o tym, że warto inwestować w takie lokale. W 2015 r. nie spodziewam się na rynku nieruchomości przyspieszenia. Dużo będzie zależało od wiary nabywców w polepszające się dochody i pomoc od państwa dla młodych rodzin. Mam nadzieję, że ruszy program budownictwa społecznego. Aż szkoda patrzeć, jak grunty na których gminy mogą budować tanie mieszkania dla grupy młodych małżeństw, których nigdy nie będzie stać na zakup mieszkania stoją puste.

Paula Augustynowicz, Freedom Nieruchomości: Rok 2015 będzie kontynuacją walki o uwagę i zainteresowanie klientów, pomiędzy rynkiem wtórnym a pierwotnym. Znaczenie programu Mieszkanie dla młodych" będzie przybierało na sile. Większe wymagania banków i obowiązek wnoszenia wkładu własnego (minimum 10 proc.) może mieć wpływ na obniżenie cen nieruchomości używanych. Nie przewiduję jednak, aby nastąpiło to szybciej niż dopiero w drugim kwartale roku. Może wówczas nastąpią wyraźne wahania cen, a rynek będzie potrzebował kilku miesięcy na ustabilizowanie się. Klienci powinni pamiętać, że o sukcesie sprzedaży nieruchomości decyduje jej cena oraz profesjonalny marketing, który wyróżni ją spośród setek podobnych. Podaż będzie dalej wyższa niż popyt, a to deweloperzy przyciągają silnie kupujących coraz to bardziej atrakcyjnymi ofertami. Tomasz Lebiedź, pośrednik, trener eszkolenia24.pl Prognozując trendy na rynku, warto zwrócić uwagę, że ceny najmu mieszkań spadają w stosunku do pensji, co oznacza, że coraz bardziej warto rozważać najem zamiast kupna. Tym bardziej że najem pozwala na mobilność, a ta w naszym społeczeństwie rośnie. A zatem: po co w tych warunkach kupować mieszkania pod wynajem? Warto też zwrócić uwagę na kolejną wyrwę w rynku: to Polacy w wieku około 30 lat. Teoretycznie powinna to być główna i naturalna grupa kupująca mieszkania na swoje potrzeby, ale niestety 30-latki coraz częściej mieszkają w Londynie i innych podobnych miejscach. I pewnie ci, którzy się tam już urządzili a jest ich wielu nigdy do Polski nie wrócą, więc nie kupią tu mieszkań. Ponad milion emigrantów, głównie młodych, to cios w przyszłość m.in. rynku nieruchomości. Chyba że na miejsce emigrantów wejdą imigranci. Ale czy Ukraińcy będą woleli u nas kupować niż wynajmować mieszkania?

Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors W 2014 roku część młodych, którzy mogli skorzystać z preferencyjnego kredytu w ramach MdM", wolała zaciągnąć zwykły i kupić mieszkanie z rynku wtórnego. Wymagało to co prawda posiadania środków w wysokości 5 proc. wartości lokalu, ale ceny takich mieszkań były i nadal są niższe. Co więcej, lokale z drugiej ręki wymagały niewielkich nakładów niezbędnych do tego, aby można było w nich zamieszkać. Miały już bowiem podłogi, drzwi oraz wyposażenie łazienki i toalety. Tymczasem przy korzystaniu z MdM" wkład własny nie był konieczny, ale potrzebne były znaczne środki na wykończenie nowego mieszkania. Trzeba bowiem podkreślić, że preferencyjnym kredytem nie można finansować wykończenia mieszkania, lecz jedynie pokryć cenę jego zakupu. Ponadto pomiędzy nowymi mieszkaniami, które można było kupić z pomocą MdM", a tymi używanymi nierzadko istniała zasadnicza różnica w lokalizacji. W pierwszym przypadku były to zazwyczaj obrzeża miasta, podczas gdy lokale z rynku wtórnego nierzadko mogą się pochwalić dobrą lokalizacją i infrastrukturą (bliskość szkół, sklepów czy przystanków komunikacji miejskiej). W rezultacie część młodych poszukujących w 2014 r. pierwszego lokum wolała przeznaczyć oszczędności na wkład własny i odświeżenie używanego mieszkania. W 2015 r. co prawda większość zalet mieszkań używanych pozostanie aktualna, ale ich popularność wśród młodych prawdopodobnie nieco spadnie. Chętniej będą kupowali mieszkania nowe, finansowane przy wsparciu MdM". Stanie się tak, ponieważ w tym roku, aby uzyskać zwykły kredyt, trzeba posiadać aż 10 proc. wkładu własnego, czyli dwukrotnie więcej niż w 2014 r. W przypadku mieszkania o wartości 200 tys. zł wymagana kwota wkładu wzrosła z 10 tys. zł do 20 tys. zł. Młodym będzie zatem trudniej zebrać potrzebne oszczędności, a więc chętniej będą wybierać kredyty z dopłatą.

Grażyna Błaszczak 12-01-2015

Rzeczpospolita Wszystkie prawa zastrzeżone

Kategoria: Biznes
 
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-11-18 08:53
mam w głębokim poważaniu gigantomanie... do wpisu:
Expo jednak nie dla Łodzi
Byłoby jednak milej, aby miast walczyć z wiatrakami połatać dziury w jezdniach na Wojska[...]
 
2017-11-17 15:19
pieniadze do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Wynik bardzo dobry. Praktycznie wygraliśmy ale sądzę, że przeważył argument niemerytoryczny tj.[...]
 
2017-11-15 19:08
Tomasz Błeszyński do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Polska nie zorganizuje International EXPO 2022 Poland w Łodzi. Wystawę zorganizuje stolica[...]
 
2017-11-07 15:38
angling do wpisu:
Dokąd płynie Łódź ?
Tak jest potencjał na 10 lat pracy dla eksperta dobrego. W pozytywnym sensie - jest co[...]
 
2017-09-25 17:18
Andrzej z Warszawy do wpisu:
Nowelizacja Ustawy o gospodarce nieruchomościami podpisana
Świetny artykuł, ma Pan rację rzeczoznawstwo nie jest zawodem wybranym, jest jeden rynek, jest[...]