Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
Obrót ziemią rolną 2016-04-20 11:29
 Oceń wpis
   

Zwolnienie kościoła to najmniejszy i nie jedyny problem.

Niespodziewanie z dzisiejszego harmonogramu prac Sejmu wypadł punkt podczas, którego miało odbyć się drugie czytanie projektu ustawy o obrocie ziemią. Ustawa trafiła w rezultacie do podkomisji. W środę podczas posiedzenia komisji rolnictwa i rozwoju wsi zgłoszono aż 53 poprawki. Najwięcej kontrowersji wzbudziła poprawka posła PiS Krzysztofa Ardanowskiego, który chce, żeby związki wyznaniowe, w tym Kościół katolicki, zostały wyłączone spod ustawy.

Jednak zdaniem ekspertów rynku nieruchomości są o wiele poważniejsze dylematy niż poprawka posła Ardanowskiego. W myśl nowych regulacji ustawa blokuje obrót ziemią nie tylko na terenach wiejskich, ale i miejskich. Skutki przyjęcia przepisów odczuliby nie tylko cudzoziemcy.

Jak się bowiem okazuje tereny miejskie, których nie obejmują plany zagospodarowania przestrzennego, nie mogą być kupowane/sprzedawane.

- W większości polskich miast ok. 60 proc. terenów jest nieobjętych tymi planami. W praktyce oznacza to, że jeśli przepisy tej ustawy wejdą w życie, w perspektywie 34 lat pojawi się problem braku dostatecznej ilości terenów pod budownictwo mieszkaniowe. W dłuższej perspektywie deweloperzy będą mieli duży problem z pozyskaniem gruntu pod budowę, a w efekcie również dla tych, którzy chcą kupić nowe mieszkanie. Mocno ograniczona liczba nowo budowanych mieszkań może również spowodować wzrost ich cen twierdzi Jacek Bielecki, członek zarządu Polskiego Związku Firm Deweloperskich i dyrektor ds. rozwoju Marvipol Development.

Tomasz Błeszyński niezależny doradca na rynku nieruchomości uważa, że jest potrzeba reformy i kompleksowego przejrzenie regulacji prawnych dotyczących obrotu ziemią.

- Potrzebujemy w tej kwestii dobrych rozwiązań systemowych żeby skuteczniej zarządzać nieruchomościami rolnymi. Te nieruchomości są istnym składnikiem funkcjonowania gospodarki. Nie demonizowałbym poszczególnych zapisów tej ustawy niektóre kraje UE mają równie ostre przepisy regulujące obrót gruntami jak np. Francja - twierdzi Błeszyński.

Zgoda za zakup i sprzedaż ziemi przez związki wyznaniowe i Kościoły nie spowoduje tego, że nagle te instytucje staną się dużymi graczami na rynku i będą stanowić konkurencję dla deweloperów. Nie przywiązywałbym do tego zapisu aż tak wielkiej wagi.

- Nie potrzebnie politycy i pseudo fachowcy poprzez media podgrzewają atmosferę strasząc zastojem na rynku czy zmianami cen ziemi. Nowe przepisy nie wpłyną ani na spadek ani na wzrost cen ziemi, ani na ilość transakcji handlu ziemią te sprawy od dawna reguluje koniunktura. Sam pamiętam, że w latach 80 tych żeby posiadać działkę rolną trzeba było skończyć kurs rolniczy. Było o wiele więcej obostrzeń i trudności w kupnie ziemi, a jednak jakoś nie hamowało to w znaczący sposób obrotu ziemią - dodaje Błeszyński.

Ustawa też nie zahamuje napływu cudzoziemców, ci, co mieli kupić już ją kupili w minionych latach.

Plusem przyjęcia tej ustawy może być też zahamowanie nadmiernej sprzedaży ziemi rolnej pod inwestycje budowlane. W tej chwili w Polsce od dekad panuje chaos planistyczny i urbanistyczny. Deweloperzy budują gdzie popadnie niejako rozrywając miasta budując coraz dalej od granic miasta. To z kolei jest zwiększony koszt dla samorządów. Bo jakoś muszą wypełnić tą przestrzeń od rogatek miasta do najbliższego osiedla.

Jak prognozuje Błeszyński ustawa spowoduje to, że do łaska powróci ziemia budowlana, a deweloperzy wrócą do centrów miast. Z punktu widzenia biznesowego deweloperowi łatwiej i taniej jest kupić plac i postawić jak i co się chce. Dużo kosztowniejsze jest wyburzenie i postawienie na jej miejsce nowej kamienicy.

- Nie zgadzam się tez z tezą jakoby ceny metra kwadratowego mieszkań miałyby wzrosnąć na skutek ograniczenia handlu ziemią. - mówi Błeszyński.

Projektowana ustawa ma wejść w życie 30 kwietnia 2016 r. 1 maja 2016 roku upływa obowiązujący od 2004 roku okres ochronny na zakup polskiej ziemi przez cudzoziemców. Jeśli ustawa nie przejdzie całej ścieżki legislacyjne po 1 maja obcokrajowcy mogliby kupować w Polsce ziemię rolną bez specjalnego pozwolenia.

Według autorów projektu, "projektowana ustawa zmierza do wzmocnienia ochrony ziemi rolniczej w Polsce przed jej spekulacyjnym wykupywaniem przez osoby krajowe i zagraniczne, które nie gwarantują zgodnego z interesem społecznym wykorzystania nabytej ziemi na cele rolnicze".

Szymon Szadkowski |31.03.2016 r.|Polska The Times Źródło; http://www.strefabiznesu.polskatimes.pl/artykul/obrot-ziemiazwolnienie-kosciola-najmniejszy-i-nie-jedyny-problem-0

 
 Oceń wpis
   

Co zrobić z dodatkowym 500 zł na dziecko jeśli ktoś chce zainwestować je na rynku nieruchomości ?

Myślę, że na taki luksus ew. inwestowania tej kwoty stać będzie nielicznych i bogatych. Przeciętni ludzie otrzymane pieniądze zapewne przeznacza na bieżące potrzeby dzieci a jeśli już będą inwestować to na pewno nie na rynku nieruchomości tylko bezpośrednio w dzieci np. dodatkowy sport, nauka języka obcego czy inne zajęcia edukacyjne.

Rodzice nie będą chyba lokować tych pieniędzy w bankach, bo oprocentowanie nie jest za interesujące i rentowne ?

Osoby o większych dochodach mogą przeznaczyć dodatkowe środki np. w inwestycje w jakiś fundusz nieruchomościowy, z samej tej kwoty miesięcznie na pewno nie sfinansują od razu większych projektów typu kupna mieszkania po wynajem, ostatecznie mogą uzyskane pieniądz wpłaca w kasy mieszkaniowe, jeśli taki zgodnie z programem rządu powstaną.

Nie spodziewałbym się przynajmniej na początku spektakularnych zysków, jeśli program się utrzyma prze kilka lat wtedy będzie można liczyć na większe inwestycje mając zasobniejszy portfel.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości | 20.03.2016 r.|

 
 Oceń wpis
   

Mieszkania dla starszych.

Deweloperzy, pośrednicy i zarządcy nieruchomości powinni już teraz zainteresować się nieruchomościami przeznaczonymi dla seniorów, zanim będzie za późno. Nastawianie się na obsługę młodych ludzi kupujących mieszkania będzie pomału, co raz mniej rentowne. Cały czas na rynku mieszkaniowym utrzymuje się olbrzymia przewaga podaży na popytem. A migracja młodych za granicę dodatkowo podnosi tą statystykę niżu demograficznego. Młodzi dobrze zarabiający mają już zupełnie inne podejście do życia ich szczytem marzeń nie jest i nie będzie zakup mieszkania na 25 letni kredyt hipoteczny. Takie lansowane przez banki i deweloperów projekty przywiązują chłopa do ziemi nie dają perspektywy na zysk i powodują utratę mobilności. To przecież oczywista strata czasu i pieniędzy młodzi doskonale zdają sobie z tego sprawę i potrafią liczyć, co i, gdzie się najbardziej opłaca.

Rynek mieszkaniowy, by przetrwać musi się zmienić.

Rynek potrzebuje wprowadzenia gwałtownych zmian prawnych i podatkowych. Całą masę sztywnych nie życiowych ustaw trzeba znowelizować, by dać alternatywne rozwiązania zachęcające i faktycznie wspierające młode i starsze pokolenia do inwestycji. Buble legislacyjne takie jak min. ustawa o ochronie praw lokatorów zamiast pomagać tylko szkodzą rynkowi. Uważam, że nadszedł wreszcie czas na dobre rozwiązania w zakresie leasingu nieruchomości, czy projektów Partnerstwa Publiczno Prywatnego. To tylko niektóre przykłady, problemów jest więcej, gospodarka przestrzenna, prawo budowlane, rewitalizacja nieruchomości. Złe funkcjonowanie gospodarki i rynku nieruchomości odbija się na kondycji społeczeństwa. Młodzi zniecierpliwieni niewidzący perspektyw dla siebie, po prostu wyjeżdżają. Starsze pokolenie tkwi związane z ojczyzną siłą tradycji na dobre i złe biedniejąc z roku na rok.

Społeczeństwo nieuchronnie starzeje się.

Co raz więcej osób jest nie tylko w podeszłym wieku, ale i chorych. Nie będę pisał o Naszym systemie emerytalnym, czy opiece zdrowotnej, bo doskonale wiemy jak jest. Na rynku pojawiło się już wiele ciekawych pomysłów. Pracuje na kilkoma projektami z zakresu gospodarki senioralnej i muszę przyznać, że jest to ciekawe i kreatywne zajęcie. Zabezpieczanie potrzeb mieszkaniowych osób starszych jest nie lada wyzwaniem . Bo przecież tu nie tylko potrzebny jest sam lokal mieszkalny, ale cały system opieki nad często już leciwą i schorowaną osobą. Dodatkowy problem stanowi tutaj jak zawsze bariera ekonomiczna, niestety w obecnym stanie nie wszystkie osoby starsze będzie, po prostu stać na skorzystanie z takich rozwiązań. Emerytury, czy renty są za niskie, a inne formy, choćby odwrócona hipoteka też nie zawsze jest dostępna dla każdego, korzystna i bezpieczna.

Czasu mało problemów dużo.

Dlatego nie czekając na skutki niżu demograficznego i pogłębiania się procesu starzenia się społeczeństwa na problematyką senioralną należy pracować już dziś. Problemów do rozwiania jest wiele, a czasu mało, bo przecież już niedługo i My będziemy starsi. Myślę, że niestety jest to ostania szansa, by przygotować dla sobie miejsce na spokojną jesień życia.

Moim zdaniem projekty senioralne, to przyszłość inwestycji na rynku nieruchomości.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości |23.01.2016r.|

 
 Oceń wpis
   

Niszczymy dziś więcej zabytków niż straciliśmy w czasie wojny.

Z Tomaszem Błeszyńskim, ekspertem rynku nieruchomości, rozmawia Piotr Brzózka.

Syndyk sprzedał praktycznie wszystkie lofty u Scheiblera. Przeszło 3 lata po upadłości dewelopera, ponad 5 lat po oddaniu inwestycji do użytku, 10 lat od jej rozpoczęcia. A ponoć lofty rozchodziły się jak świeże bułeczki...

Lofty to jest produkt nietypowy, na naszym rynku wcześniej nieznany. Analizowałem przed laty projekty w Łodzi, Żyrardowie, Warszawie, na Śląsku i ewidentnie widać, że moda na lofty do Polski nie przyszła. Inwestor podszedł do trudnej adaptacji przędzalni Scheiblera bardzo ryzykownie, bez gruntownej analizy rynku. Budowanie loftów w postindustrialnych nieruchomościach wymaga dużych nakładów na modernizację techniczną, oczyszczenie murów - a w tym przypadku była to fabryka włókiennicza, w której należało usunąć wszelkie ślady starych chemikaliów.

Tymczasem w Polsce nie ma zainteresowania, Polacy nie kochają, nie fascynują się tego typu nieruchomościami. Jeżeli mamy wydać duże pieniądze, to wolimy zbudować dom, lub kupić zwykłe mieszkanie. Dlatego brak analizy zemścił się na inwestorze. Na początku, przy dużym wsparciu marketingowym, faktycznie była duża fala sprzedaży, ale potem nadeszła fala wycofań klientów. Sam proces budowlany był kilkanaście razy przerywany, a to z powodu sporu z konserwatorem zabytków, a to z innego powodu, a na koniec, już po oddaniu inwestycji, doszło do upadłości dewelopera.

Syndyk sprzedawał mieszkania za część ich wartości. Wcześniej na rynku te lofty osiągały ceny nawet 6-7 tys. zł za metr kwadratowy, a u syndykach ceny ledwie przekraczały 3 tysiące. Zajęło to 3 lata, bo w Łodzi nie ma klienteli. Zresztą loft w rozumieniu polskich deweloperów różni się od tego, co pod pojęciem loftu rozumie się na Zachodzie. Tam loftami są całe piętra powierzchni pofabrycznych. 200, 300, 500 metrów kwadratowych. Te powierzchnie są kupowane za stosunkowo niewielkie pieniądze i aranżowane indywidualnie. I przeważnie mieszkańcami są filmowcy, fotografowie, malarze. Oni wykorzystują te wielkie powierzchnie i do mieszkania, i do swojej twórczości artystycznej.

W Łodzi marketing też poszedł w stronę środowisk twórczych.

Tyle, że tu bardziej chodziło o PR. Moim zdaniem faktycznym odbiorcą byli inwestorzy kupujący nieruchomości z myślą o przyszłym zysku na wynajmie, czy odsprzedaży. Zwłaszcza, że duża część mieszkań była mała i szablonowa.

Wydaje się, że ta inwestycja wpłynęła odstraszająco na innych deweloperów. 10 lat temu mogło się wydawać, że w Łodzi powstanie więcej loftów, tymczasem oprócz Scheiblera, są tylko pojedyncze przykłady.

Rzeczywiście na początku był hurraoptymizm. Wielu inwestorów myślało o loftach i nawet władze miasta dostały pozytywnego szału , chwaląc się łódzkimi loftami, opowiadając ile jest tu fabryk do zagospodarowania. Realia rynku szybko to zweryfikowały. Stagnacja u Scheiblera sprawiła, że deweloperzy zaczęli się zachowywać ostrożniej. Jeśli już ktoś nabył starą fabrykę, gdzie konserwator nie pozwalał zburzyć zabudowy, to zaciskał zęby i budował 3 czy 10 takich mieszkań a la loft. Ale nie na szerszą skalę. Wszystko przygasło, nie tylko w Łodzi, ale też w warszawskich zakładach optycznych, czy w Żyrardowie, w Poznaniu.

Ale koniec końców rewitalizację przędzalni Scheiblera należy chyba zapisać na plus, bo uratowano piękne stare mury i zapewniono im nowe życie... Łódź jest dziś u progu wielkiej rewitalizacji kwartałów miasta, ale myśląc o niej mamy przed oczyma raczej kamienice, czy też wątki społeczne. A stare fabryki?

Ja bym tu rozdzielił jednak pewne wątki. Dla mnie budowa loftów nie jest rewitalizacją. Jest remontem budynku i zmianą jego funkcjonalności. Natomiast jeśli chodzi o prawdziwą rewitalizację, boleję od lat nad postępującą degrengoladą nieruchomości. Brak jest miejscowych planów zagospodarowania, co powoduje, że na łapu capu wyrywane są i wyburzane kawałki nieruchomości.

To powoduje chaos, znikają przez to unikatowe obiekty. Śmiem twierdzić, że niszczymy dziś więcej zabytków, niż zniszczono w czasie wojny. Postindustrialne obiekty po prostu znikają. Trafiły w ręce deweloperów, którzy mieli różne pomysły, niekoniecznie lofciarskie. Ale zmienił się rynek i dziś te nieruchomości niszczeją. Jadąc przez Łódź widzimy resztki fabryk, których dziś nie ma już nawet jak ratować. Uniontex, Norbelana i inne - tam zostały pojedyncze ściany.

Niestety, poprzez brak planów, poprzez brak strategii, władze miasta przyczyniły się do tej degrengolady. Nie znam innego miasta, gdzie pozwolono by na tak rabunkową politykę. Władze miasta same sprzedają na łapu capu nieruchomości, często nie interesując się, co dalej z nimi dzieje, nie potrafią wyegzekwować zabudowy działki. Skutki braku planów i spójnej koncepcji zabudowy Łodzi są takie, że dziś na przykład deweloperzy chcą dziś wejść na stary Julianów, budować bloki obok zabudowy jednorodzinnej. To pokazuje, że po prostu nie ma koncepcji Łodzi.

Jakieś koncepcje są... Jak Pan ocenia nową politykę mieszkaniową autorstwa wiceprezydenta Ireneusza Jabłońskiego? Sprowadziliśmy ją niedawno do haseł: prywatyzować, remontować, windykować, podnieść czynsze...

Rozmawiałem o tym w radio z panem wiceprezydentem, trochę na niego drastycznie naskoczyłem, pytając czy jest spadkobiercą idei kontenerów i osiedli biedy Arkadiusza Banaszka. On zaprzeczył, powiedział, że miasto absolutnie nie idzie w kontenery. I powiedział kilka rzeczy racjonalnych, rozsądnych. Punkt pierwszy - określenie zasobu, inwentaryzacja tego co Łódź posiada i kto tam mieszka. Rzecz druga - dokonanie zmian mentalnych. Dobra jest koncepcja odpracowywania długów czynszowych. Ale cały czas w Łodzi, jak i zresztą w całej Polsce, pozostaje na przykład problem braku mieszkań zastępczych, socjalnych. Nawet robiąc rewitalizację kwartału, nie ma gdzie przenieść ludzi. Dlatego często utrzymuje się swoich lokatorów w drogich kamienicach prywatnych.

Łódź ma parcie na sprzedawanie i czasem dochodzi do sytuacji groteskowych. Sprzedaje się kamienicę z lokatorami, prywatny inwestor ma swoje plany, wypowiada umowy mieszkańcom i mówi do miasta: zabierzcie mi tych ludzi. A miasto mówi: nie ma gdzie. I płaci odszkodowanie inwestorowi. Koło się zamyka... Jako ciekawostkę dodam, że pretekstem do naszej rozmowy w radio była informacja prezydenta Skierniewic, który ogłosił, że jego miasto zbuduje dla swoich ubogich mieszkańców nowoczesny, energooszczędny budynek mieszkalny. Jabłoński to skomentował tak: przecież zdewastują i zniszczą. A ja na to: ale jeśli miasto chce pomóc mieszkańcom, to pierwszym ich problemem są koszty utrzymania nieruchomości. Jeśli ktoś mieszka w starej kamienicy i opala te zawilgocone mury gazem czy prądem, to nigdy w życiu nie będzie miał pieniędzy na czynsz. Często są to osoby starsze, które mają do wykupienia leki, mają też inne niezbędne wydatki.

Jeśli chcemy, żeby ludziom starczało na płacenie czynszów, to pozwólmy im mieszkać w godnym standardzie. We wtorek w wiadomościach pokazywano starszego pana. Siedzi w kocu w swoim w mieszkaniu komunalnym. Ma zalany komin, więc nie może się grzać węglem. A pani rzecznik prasowa administracji mówi: niech ogrzewa się prądem. Na co facet: ja mam 20 złotych do końca miesiąca, a poza tym kable nie wytrzymują, bo to stara kamienica... A swoją drogą, proszę sobie wyobrazić, że dzisiaj każda administracja nieruchomości ma swojego rzecznika prasowego.

Łódź może nie buduje, ale zaczęła remontować.

Tylko dla kogo są te mieszkania? Starych mieszkańców nie stać na powrót z powodu wysokich czynszów. W Łodzi często rewitalizacja oznacza komercyjny remont. Przykładem odnowienie kamienicy przy ul. Północnej, tylko po to, żeby ją wystawić na sprzedaż. To nie jest rewitalizacja. Polityka mieszkaniowa Łodzi jest niespójna. Dotyka tylko niektórych obszarów. Ireneusz Jabłoński odpowiada na moje argumenty: ależ panie Tomaszu, jest przecież opieka społeczna. A ja mu na to, że kiedy człowiek mieszka w starym mieszkaniu, gdzie woda leje się po ścianie, to pieniędzy na czynsz i tak mu zabraknie.

Rozmawiał Piotr Brzózka

Dziennik Łódzki 16.01.2016 r.

Źródło;http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/9294022,tomasz-bleszynski-niszczymy-dzis-wiecej-zabytkow-niz-stracilismy-w-czasie-wojny-rozmowa,2,id,t,sa.html

 
 Oceń wpis
   

Rok 2016 przynosi dużo zmian na rynku nieruchomości i w kredytach hipotecznych. Po raz pierwszy może zabraknąć pieniędzy w programie Mieszkanie dla Młodych.

Kupujesz mieszkanie? Przeczytaj, bo wiele się zmieniło i jeszcze będzie zmieniać w nowym roku. - Rok 2016 przynosi dużo niewiadomych - mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Podatek bankowy, wyższe marże, szybkie wyczerpanie pieniędzy na program Mieszkanie dla Młodych, nowe programy rządowe. Ale jedno jest pewne: inwestycji deweloperskich rozpoczęto tak dużo, że mieszkań w Łodzi na pewno nie zabraknie. A ponieważ podaż będzie bardzo duża, to spokojnie mogą spać osoby poganiane ostatnio przez marketingowców, że w nowym roku mieszkania będą droższe - dodaje Błeszyński.

A co dokładnie nas czeka? Od 1 stycznia, aby uzyskać kredyt hipoteczny na zakup mieszkania, trzeba dysponować 15- procentowym wkładem własnym (wcześniej - 10 proc.). Z interpretacji Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że wkład w gotówce będzie mógł wprawdzie wynieść 10 proc., ale pod warunkiem, że pozostałe 5 proc. kredytobiorca zabezpieczy, np. poprzez blokadę odpowiedniej kwoty na rachunku bankowym. W praktyce różnie to zapewne będzie wyglądać w różnych bankach, jednak można podejrzewać, że w ogólnym rozrachunku o kredyt będzie trudniej niż w minionym roku.

Ekonomiści prognozują, że Rada Polityki Pieniężnej jeszcze bardziej obniży i tak już rekordowo niskie stopy procentowe. Ma to związek ze spodziewanymi zmianami osobowymi w składzie RPP. Podejrzewa się, że osoby z nadania PiS będą bardziej skłonne do kolejnych obniżek. To dobra wiadomość dla osób zaciągających i spłacających kredyty, bo spadek stóp i związany z tym spadek stawki WIBOR, przełoży się na oszczędność rzędu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Tyle, że oszczędności te w wielu przypadkach zostaną zjedzone przez inne wydatki.

Osoby przymierzające się do zaciągnięcia kredytu muszą liczyć się z kolejnymi podwyżkami marż (marże w bankach rosną już od kilkunastu miesięcy). Na ten krok już zdecydowały się teraz mBank i DeutscheBank. Oficjalne i enigmatyczne wyjaśnienia nie wiązały tego z poczynaniami rządu PiS, ale rynek odczytał to, jako ruchy przygotowujące na wprowadzenie podatku bankowego. Z sektora bankowego nieraz przecież padało ostrzeżenie, że obciążenie podatkowe zostanie przerzucone na klientów.

Po raz pierwszy od lat specjaliści rynku nieruchomości zastanawiają się, czy wystarczy pieniędzy na rządowy program Mieszkanie dla Młodych. Dopóki był on ograniczony wyłącznie do rynku pierwotnego, cieszył się niskim wzięciem, a niewykorzystane pieniądze wracały do budżetu. Od czasu rozszerzenia pomocy na mieszkania używane, co stało się jesienią, MdM nabrał gwałtownego rozpędu. Niektórzy eksperci wieszczą, że kasy zabraknie już po trzech miesiącach 2016 r.

Należy się też spodziewać, że poznamy w 2016 r. przynajmniej założenia PiS-owskiego programu budowy tanich mieszkań. W kampanii wyborczej politycy tej partii mówili o cenach rzędu 2, 5 - 3 tys. zł za metr kwadratowy. Teraz nadchodzi czas, by wyłożyć karty na stół.

Ceny mieszkań

Ceny mieszkań w Łodzi pozostają na względnie stabilnym poziomie. Analizując dane o cenach ofertowych w serwisie dom.gratka.pl, widać, że od grudnia 2013 r. do lutego 2015 r . ceny delikatnie spadały, a od 10 miesięcy subtelnie rosną. Obecny poziom 3834 zł i tak jest jednak niższy od pułapów osiąganych 2 lata temu. Jeśli wydzielimy tylko segment mieszkań deweloperskich, widać wyraźniejszy wzrost w ciągu ostatnich 24 miesięcy.

W grudniu 2013 r. gratka.pl zanotowała średni poziom ok. 4, 2 tys. zł, obecnie jest to 4665 zł. Analizy innych firm wskazują nieco wyższy poziom ceny mieszkań nowych i nieco niższy używanych, ale wszystkie dane pokazują, że jeśli na rynku są ruchy cenowe, to nie są wielkie. W ostatnich miesiącach w Łodzi rozkręcili się deweloperzy. To oznacza, że mimo zwiększonego popytu, należy brać pod uwagę względnie dużą podaż. Według ekspertów, te czynniki każą spodziewać się dalszej stabilizacji cen na obecnym poziomie.

Piotr Brzózka |8 stycznia 2016 |Dziennik Łódzki | Żródło: http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/9264176,rynek-nieruchomosci-2016-rok-przyniesie-wiele-zmian-i-niewiadomych,id,t.html

 
 Oceń wpis
   

Po pół roku przestali płacić czynsz. Wyprowadzali się zostawiając długi i strasząc właścicielkę donosem do skarbówki. Ona z kolei zagroziła sądowym pozwem. - Jak tylko o nich pomyślę, to rozstroju dostaję - mówi kobieta, która wynajęła mieszkanie nieuczciwym lokatorom.

Młode małżeństwo, zaraz po ślubie. Nie chcieli mieszkać z rodzicami, a nie stać ich było na kupno mieszkania i zaciągnięcie kredytu. Został wynajem. Zapłacili za pół roku z góry. Umowę podpisali na rok. - Umówiliśmy się, że za sześć miesięcy przedstawię im rachunki za zużycie wody, gazu i energii, które uregulują. Potem należności za wynajem mieli płacić już, co miesiąc. Zrobili na mnie dobre wrażenie. Młodzi, sympatyczni, mieszkanie przyjechali oglądać w towarzystwie ojca tej dziewczyny. Ucieszyłam się, że mieszkanie wynajmę rodzinie, a nie studentom. Nawet poprosiłam syna, żeby pomógł w przeprowadzce - mówi. Marianna wspomina młodych lokatorów i odpala kolejnego papierosa. - Z nerwów tak palę, bo jak tylko o nich pomyślę, to rozstroju dostaję tłumaczy.

Nie jesteśmy przygotowani na taką kwotę

Kiedy pokazała im rachunki, zrobili wielkie oczy, że wyszło aż tyle. - Nie jesteśmy przygotowani na taką kwotę - usłyszała. Dogadali się, że na uregulowanie rachunków poczeka miesiąc, do następnej wypłaty. - Ale przyszedł kolejny miesiąc, a na koncie nie miałam przelewu ani za zaległe rachunki, ani za wynajem - wspomina Marianna. - Proszę poczekać jeszcze dzień, jeszcze dwa - usłyszała tym razem. - Czekałam, bo co miałam zrobić - mówi kobieta. Tyle, że przelewu nie było. Dzień, dwa, tydzień, dwa tygodnie, miesiąc, dwa miesiące. Młodych lokatorów coraz trudniej było zastać w domu, coraz rzadziej odbierali telefon od Marianny, a kiedy już odebrali to karmili ją kolejnymi tłumaczeniami. A to męża zwolnili z pracy, a to firma spóźnia się z wypłatami. Zrobiło się nieprzyjemnie. Marianna zagroziła, że młodych lokatorów wyrzuci z mieszkania, jeśli nie uregulują należności. Interweniował syn, ale sytuacja tylko się zaogniła. Ojciec dziewczyny, ten, który przyjechał z młodymi oglądać mieszkanie, od wszystkiego umył ręce. - To sprawa między panią, a nimi, ja się nie wtrącam w życie dzieci - powiedział. - Czułam, jakby ktoś mi splunął w twarz - opowiada nerwowo kobieta. Batalia z nieuczciwymi lokatorami trwała dobrych kilka miesięcy. Mariannę kosztowała nerwy, kilka nieprzespanych nocy, ale też uszczerbek w portfelu. Nie chciała zadłużać mieszkania, które zostało w spadku po rodzicach, a ze skromnej pensji krawcowej nie była w stanie utrzymać dwóch mieszkań - swojego i tego, w którym mieszkali niechciani już wtedy lokatorzy. Do rachunków dokładał się, więc syn, pieniądze pożyczyła dalsza rodzina. Młode małżeństwo w końcu wyprowadziło się, regulując tylko część długów i na do widzenia strasząc Mariannę donosem do skarbówki. Ona w odpowiedzi zagroziła sądowym pozwem, jeśli młodzi nie zapłacą całości. Od ich wyprowadzki minęło kolejnych kilka miesięcy, a przelewów jak nie było, tak nie ma. - Na szczęście nie zniszczyli mieszkania, bo i o takich przypadkach słyszałam - mówi Marianna.

Nie chcą się wyprowadzić, albo znikają bez słowa

Rzeczywiście, takich historii nie brakuje, choć biorąc pod uwagę rynek najmu (z danych GUS wynika, że w Polsce ponad 570 tys. mieszkań wynajmowanych jest przez osoby fizyczne) stanowią one jedynie wycinek. Jednak, co jakiś czas media przytaczają historię właścicieli mieszkań, którzy trafili na nieuczciwych lokatorów. Właścicielce mieszkania z Łodzi groziła komornicza egzekucja, bo lokator, któremu wynajęła mieszkanie nie płacił, a jej nie było stać na regulowanie rachunków i spółdzielnia w końcu wystąpiła o ściągnięcie długów. Mężczyzna z Krakowa pomieszkiwał kątem u znajomych, bo lokator, któremu wynajął mieszkanie nie dość, że nie płacił za wynajem, to jeszcze nie chciał się wyprowadzić. Bywa też tak, że nieuczciwi lokatorzy znikają z dnia na dzień zostawiając za sobą długi i nierzadko zdewastowane mieszkanie, a klucze przesyłają właścicielowi np. pocztą. Właściciele mieszkań skarżą się, że w takich wypadkach często bywają bezradni, bo prawo stoi po stronie najemców.

- Nie do końca zgodzę się z takim stwierdzeniem - mówi nam Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości z 25-letnim doświadczeniem. - Mamy przepisy, które dają właścicielowi mieszkania narzędzia do ochrony przed nieuczciwymi najemcami. Tyle tylko, że właściciele mieszkań rzadko sięgają po te narzędzia, umowy sporządzają na kolanie, a znam przypadki, że wynajmują mieszkania nawet bez żadnych umów, choćby minimalnie zabezpieczających ich interesy - dodaje Błeszyński.

Co stanowi prawo?

Przepisy precyzyjnie regulują kwestie rozwiązania umowy z lokatorem, który nie płaci czynszu. Zanim właściciel mieszkania wypowie umowę lokatorowi musi wezwać go do zapłaty zaległości i uprzedzić o zamiarze wypowiedzenia umowy. Takie wezwanie musi być sporządzone na piśmie, a właściciel musi określić termin (minimum miesięczny) na uregulowanie długu. Samo wypowiedzenie umowy można zastosować dopiero wtedy, gdy lokator zalega z opłatami za trzy pełne okresy rozliczeniowe i nie uregulował należności w dodatkowym okresie wyznaczonym mu przez właściciela mieszkania. Takiego dłużnika nie możemy wyrzucić z mieszkania - o ewentualnej eksmisji może zdecydować jedynie sąd.

Właściciel nie może też zmieniać zamków w drzwiach, wyrzucić rzeczy lokatora, nie może od mieszkania odłączyć prądu czy wody. Takie zachowanie - odcięcie mediów - zakazane było też do tej pory, ale od 7 stycznia 2016 roku, (kiedy w życie wejdzie nowelizacja kodeksu karnego) będzie ono traktowane, jako przestępstwo. Znowelizowany przepis to bat na tzw. czyścicieli kamienic, ale rykoszetem dostają też ci, którzy wynajmują mieszkanie nieuczciwemu lokatorowi.

- Odcinanie mediów klasyfikowane jest przez kodeks, jako tzw. przemoc pośrednia i od 7 stycznia będzie traktowane jak przestępstwo. Pozycja lokatora została wzmocniona, a nie zastosowanie się do przepisów może mieć dla właściciela nieoczekiwane skutki - mówi nam mecenas Wojciech Rudzki, który prowadzi bloga, na którym doradza jak skutecznie (i bezpiecznie) załatwić formalności z wynajmem mieszkania. Mecenas Rudzki dodaje, że problemy z wynajmem mieszkań związane są m.in. z niską świadomością prawną właścicieli mieszkań. - Bardzo często zdarza się, że zawierane umowy to gotowe wzorce ściągnięte z Internetu, które nie zawsze regulują wszystkie kwestie związane z konkretnym wynajmem - tłumaczy Wojciech Rudzki.

W podobnym tonie wypowiada się Tomasz Błeszyński: - Najczęściej kłopoty z nieuczciwymi lokatorami mają ci, którzy wynajmują mieszkanie odziedziczone w spadku. Nie mają doświadczenia, na wszystkim chcą zaoszczędzić, umowy, które zawierają są źle przygotowane. Zdecydowanie bardziej bezpieczne jest skorzystanie z usług biura nieruchomości.

Najem okazjonalny. Co to takiego?

Moi rozmówcy solidarnie mówią, że właściciele mieszkań, nawet, jeśli nie korzystają z usług pośredników mają możliwości zabezpieczenia swoich interesów. W grę wchodzą kaucje, żądanie zaświadczenia o zarobkach od potencjalnych lokatorów, poręczenie kogoś bliskiego (np. rodziców w przypadku wynajmowania mieszkań studentom). Rozwiązaniem jest też tzw. najem okazjonalny.

W tej opcji najemca składa przed notariuszem oświadczenie, że zobowiązuje się do opuszczenia mieszkania (na podstawie umowy najmu w terminie wskazanym w żądaniu opuszczenia lokalu). Najemca musi też wskazać inny adres, pod którym może zamieszkać w przypadku egzekucji obowiązku opróżnienia lokalu. W zamian ma pewność, że np. właściciel mieszkania nie podniesie nagle czynszu (warunki ewentualnej podwyżki muszą być zawarte w umowie - red.) . Mówiąc w dużym skrócie, najem okazjonalny pozwala dużo łatwiej pozbyć się właścicielowi nieuczciwego lokatora, który nie płaci czynszu i nie chce opuścić mieszkania. Wszystko oczywiście musi odbywać się oficjalnie, bo żeby umowa najmu okazjonalnego miała moc prawną musi zostać zgłoszona do urzędu skarbowego.

- Umowa najmu okazjonalnego eliminuje dużo zagrożeń związanych z wynajęciem mieszkania nieuczciwej osobie - mówią zgodnie mecenas Wojciech Rudzki i Tomasz Błeszyński. Pani Marianna z jednej strony przyznaje im rację, ale zaraz dodaje, że znalezienie lokatorów gotowych godzić się na te wszystkie formalności, po to by zamieszkać w jej mieszkaniu po rodzicach graniczyłoby z cudem. Wydaje się, że podobnie myśli więcej osób, bo najem okazjonalny jest ciekawym (i bezpiecznym), ale bardzo rzadko stosowanym rozwiązaniem.

Słowem, właściciele mieszkań wolą ryzykować spotkanie z nieuczciwym najemcą niż grzęznąć w gąszczu formalności.

Maciej Stańczyk | Dziennikarz Onetu | Onet.pl | 04.01.2016|

 
Warto kupić zamek ? 2016-04-18 20:27
 Oceń wpis
   

Setki zabytkowych dworków, pałaców i zamków, najczęściej w stanie ruiny, czekają na inwestorów, którzy zamienią je w hotele czy pensjonaty. Tylko czy to dobry interes? Raczej nie dla kogoś, komu zależy na szybkim pomnażaniu swoich pieniędzy.

W najbliższych dniach pierwsi goście zawitają do luksusowego hotelu, w który zamienili podwrocławski Zamek Topacz Dorota i Tomasz Kurzewscy. Jak podkreśla właścicielka, zamek jest sercem całego kompleksu. Aż trudno w to uwierzyć, ale jeszcze kilkanaście lat temu sam zamek i otaczające go zabudowania były w strasznym stanie. Dorota Kurzewska przyznaje, że gdyby wówczas wiedziała, co ją czeka, najpewniej nie zdecydowałaby się na to przedsięwzięcie.

Miał być plan zdjęciowy...

Początkowo Kurzewscy nie mieli zamiaru zostać hotelarzami. Są bowiem założycielami i większościowymi właścicielami Grupy ATM, która produkuje dla telewizji m.in. takie seriale jak "Ranczo" czy "Świat według Kiepskich". A ponieważ siedziba tej firmy mieści się w Bielanach Wrocławskich, Kurzewscy szukali w pobliżu nieruchomości, w której mogliby realizować swoje produkcje. Świetnie nadawał się do tego dawny magazyn cukru o powierzchni ok. 800 m kw. Sęk w tym, że był on jednym z kilku budynków otaczających mały zamek-strażnicę, który - jak podaje jedno ze źródeł - w XIV wieku wybudował zakon templariuszy. W XVII wieku do wieży dobudowano renesansową rezydencję. W tym stanie przechodził z rąk do rąk właścicieli ziemskich. Pod koniec XIX wieku właścicielem całego obiektu została spółka cukrownicza Rath, Schöller & Skene, która zapłaciła za niego 300 tys. talarów (w tym czasie za beczkę piwa płacono 3 talary). Po wojnie było tam podobno najpierw więzienie NKWD, a potem UB, następnie zakład wychowawczy Lasowo i PGR. W 1995 r. obiekt kupił prywatny właściciel, który nie kiwnął jednak palcem w sprawie remontu. Zrobili to dopiero Kurzewscy.

...a powstał hotel

Dorota Kurzewska opowiada, że początkowo wszystko szło jak po grudzie. Przez ponad dwa lata inwestycję wstrzymywali archeolodzy, którzy natrafili w tym miejscu na dawną osadę. Trzeba było uzbroić teren, czyli doprowadzić m.in. wodociąg i kanalizację. Właściciele zapewnili też mieszkania 16 rodzinom, które zastali w tych budynkach. Ponadto odkopano zarośnięty staw i dwie rzeki, naprawiono jaz oraz uruchomiono małą elektrownie wodną. Same budynki wymagały zaś osuszenia i zaizolowania przed wilgocią. Na szczęście Kurzewskim dobrze układała się współpraca z konserwatorem zabytków. Poznali też ludzi, od których mogli się uczyć. Przedsięwzięcie pochłonęło mnóstwo pieniędzy. Dorota Kurzewska nie zdradza nam ile, ale w jednym z serwisów znaleźliśmy wywiad, w którym mówi o kilkudziesięciu milionach złotych włożonych w remont. - To inwestycja na dziesięciolecia. Ale dobrze, że do utrzymania nie musimy dopłacać, bo kompleks hotelowy zaczął zarabiać - mówi jego właścicielka. I dodaje, że zatrudnienie znalazło tam już ok. 100 osób. Na hotel Kurzewscy zaadaptowali najpierw cztery budynki, których nazwy pochodzą od ich historycznego przeznaczenia: budynek Rządcówki, Spichlerz, budynek Oficyny i Domek Ogrodnika. A obecnie dołącza do nich najważniejszy budynek, od którego nazwę zaczerpnął cały kompleks - Zamek Topacz. Jest w nim dziewięć pokoi, a ponadto spa, sala konferencyjna z kominkiem i tarasem, przyzamkowa kaplica oraz restauracja.

Dla wielu zabytek to kłopot

Doradca rynku nieruchomości Tomasz Błeszyński uważa, że zabytkowe nieruchomości mogą być i są fantastycznym materiałem na dobrą inwestycję. Niestety, odrestaurowywanie zabytków wymaga bardzo dużych pieniędzy i czasu. Dlatego zainteresowanie nimi nie jest duże. - Pamiętam, jak w połowie lat 90. dla wielu firm posiadanie siedziby w zabytkowym pałacyku było nobilitacją. Inwestowały więc w rzadko pojawiające się wtedy na rynku obiekty zabytkowe - wspomina Błeszyński.

- Obecnie mamy do czynienia wręcz z wysypem takich nieruchomości, specjalistyczne portale internetowe wprost uginają się od ofert. Ekspert przyznaje, że w dość powszechnym przekonaniu posiadanie zabytkowej nieruchomości to kłopot. - Trudno się z tym nie zgodzić, bo regulacje prawne dotyczące ochrony nieruchomości zabytkowych nie są przyjazne dla inwestorów. Czasem to dobrze, a czasem źle, bo diabeł moim zdaniem tkwi w szczegółach - mówi Błeszyński. I dodaje, że wykonując na zlecenie inwestorów czy deweloperów opinie czy ekspertyzy dotyczące posiadanych przez nich zabytkowych nieruchomości, odnosi wrażenie, że nie wszyscy orientują się, jakie obowiązki niesie ze sobą bycie właścicielem zabytku.

- Brak elementarnej wiedzy jest czasem widoczny gołym okiem. Wielu kupiło za bezcen nieruchomości i kombinuje, jak szybko się na nich wzbogacić. Nie interesuje ich historyczny charakter nieruchomości, siła tradycji czy unikatowa architektura. Błeszyński opowiada, że niektórzy inwestorzy z góry zakładają, że zabytek to kłopot, którego trzeba się jak najszybciej pozbyć, aby bez przeszkód zagospodarować oczyszczoną działkę. Najpopularniejszą metodą przez nich stosowaną jest odbudowywanie zabytkowej nieruchomości poprzez jej... rozbieranie.

- Wszyscy myślą, że obiekt odzyska dawną świetność, a on sukcesywnie popada w ruinę. Wszystko po to, by doprowadzić do stanu zagrożenia i rozebrać nieruchomość w imię wyższej konieczności. Moim zdaniem ta rabunkowa gospodarka zabytkami doprowadziła do tego, że więcej ich znika z powierzchni właśnie teraz, w czasie pokoju, niż podczas wojny - komentuje Tomasz Błeszyński.

Na ratunek zabytkom Tymczasem tylko na Dolnym Śląsku jest ponad 500 pałaców i dworów, które wymagają pilnego remontu - twierdzą pasjonaci ratowania zabytków, którzy od ponad trzech lat prowadzą akcję "Polska Dolina Loary". Przede wszystkim postawili oni sobie za cel nagłośnienie tego naglącego problemu i tym samym zwiększenie szansy na dotarcie do potencjalnych inwestorów.

Z myślą o nich powstał portal Residence Navigator oraz anglo- i niemieckojęzyczne wersje profili "Polskiej Doliny Loary" na Facebooku. Na portalu potencjalni inwestorzy mogą znaleźć informacje o nieruchomościach wystawionych na sprzedaż, podpowiedzi prawne, wywiady z właścicielami zabytków, bazę firm pomocnych przy kupowaniu lub remontowaniu zabytków czy informacje o dotacjach, o które mogą się starać inwestorzy. Ci, którzy chcieliby kupić zabytek od Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR), mogą liczyć na 50-proc. bonifikatę od ceny uzyskanej na przetargu. Bonifikata przyznawana jest tym, którzy zobowiążą się do wykonania prac renowacyjnych w wyznaczonym terminie pod okiem wojewódzkiego konserwatora zabytków. Dodajmy, że ANR oferuje obecnie 29 tego typu nieruchomości, najwięcej właśnie w województwie dolnośląskim.

Marek Wielgo | Gazeta Wyborcza |31.12.2015r. | Źródło: http://wyborcza.biz/finanse/1,108340,19414905,warto-kupic-zamek-to-moze-byc-fantastyczny-material-na-dobra.html

 
 Oceń wpis
   

Przez większą część roku klientów od mieszkań używanych odciągali deweloperzy. Dopiero jesienią sytuacja się zmieniła.

Jaki był kończący się rok na rynku wtórnym i dla pośredników, i dla ich klientów? Czym różnił się od poprzedniego, czego szukali klienci? Czy rynek pierwotny miał dużą przewagę nad wtórnym? Zapytaliśmy o to pośredników w obrocie nieruchomościami.

Mariusza Kania Metrohouse Franchise Rok upłynął pod dyktando deweloperów. Jeśli spytamy o nastroje w branży deweloperskiej, większość wypowiedzi będzie entuzjastycznych. Bo to deweloperzy rozdawali w tym roku karty. Nawet włączenie do programu MdM" ofert z rynku wtórnego nie stanowiło przełomowego momentu i nie poprawiło istotnie koniunktury na rynku wtórnym. Nowe mieszkania, dzięki znacznie wyższym limitom cen, i tak są uprzywilejowane. Choć sytuacja poprawiła się w części miast powiatowych, gdzie dotychczas MdM" nie miał prawa istnieć z uwagi na brak inwestycji deweloperskich, to już w Warszawie i Krakowie znalezienie mieszkania z rządowym wsparciem to wybór z ofert o fatalnej lokalizacji, ewentualnie do remontu. Jednocześnie na MdM" zyskała cała branża. Dzięki wzrostowi popularności rynku pierwotnego poprawiliśmy wyniki sprzedażowe wynikające z kooperacji z deweloperami. Klienci, oprócz najczęściej sprzedawanych lokali mających 4050 mkw., poszukiwali również ofert spoza tego zakresu. Deweloperzy, skupieni na budowie tzw. kompaktowych mieszkań, spotykali się ze zwiększoną liczbą zapytań np. o duże mieszkania trzypokojowe o wyższym standardzie. Tych na rynku pierwotnym nie ma wcale tak wiele, pozostaje więc rynek wtórny. Obserwujemy mniejsze niż zwykle zainteresowanie kawalerkami. Grupa osób szukała też tanich domów i segmentów, zwłaszcza wybudowanych w ostatnich kilkunastu latach. Jeśli sprzedając mieszkanie trzypokojowe, uda się niewielkim nakładem środków przeprowadzić się do domu, jest to poszukiwany produkt. Oceniamy, że średnio co druga transakcja jest finansowana kredytem hipotecznym. Są oczywiście pewne uwarunkowania geograficzne, ale jeżeli mówimy o skali ogólnopolskiej, tak to właśnie wygląda. W porównaniu z ubiegłymi latami można mówić o spadku poziomu finansowania zewnętrznego. Wielu nabywców uruchamia oszczędności z lokat, bo oprocentowanie depozytów nie zachęca do lokowania pieniędzy w bankach.

Agnieszka Grotkowska Freedom Nieruchomości Warszawa Śródmieście Rok 2015 był kolejnym dobrym rokiem na rynku nieruchomości. Średnie ceny utrzymywały stały poziom. Maleją różnice między cenami ofertowymi a transakcyjnymi, co świadczy o bardziej realnej wycenie nieruchomości ze strony właścicieli, ale też o mniejszej skłonności do obniżek. Przeciętna różnica między cenami ofertowymi a transakcyjnymi w naszym biurze wynosiła 6 proc. w przypadku mieszkań i 9 proc. w przypadku domów. Największym zainteresowaniem cieszyły się dwa pokoje w cenie do 300 tys. zł i trzy pokoje za 450500 tys. zł. Można powiedzieć, że rok 2015 był bardzo podobny do roku 2014. Nie zaobserwowaliśmy znaczących zmian na rynku, które w wyraźny sposób wpłynęłyby na wzrost lub spadek sprzedaży. W dalszym ciągu utrzymuje się wysoka sprzedaż na rynku pierwotnym. Deweloperzy przeżywają kolejny dobry rok, oddają coraz więcej inwestycji, rozpoczynają nowe projekty, a to pociąga za sobą duży popyt na działki pod osiedla. W dalszym ciągu przeważająca liczba transakcji wspierana jest kredytem, chociaż transakcje gotówkowe stanowią spory udział, ponad 30 proc. Zakup nieruchomości jest alternatywną formą inwestowania w czasach, gdy kredyty hipoteczne osiągają rekordowo niskie ceny, a oprocentowania lokat są bliskie 0 proc.

Joanna Lebiedź ReMax Action/Lebiedź Nieruchomości Mijający rok sprzyjał sprzedaży małych mieszkań (średni kredyt hipoteczny wynosił 212 tys. zł). Ceny w tym segmencie zachowywały się stabilnie, z niewielką tendencją wzrostową w samej końcówce roku. Sprzedaż mieszkań do 55 mkw. odbywała się płynnie. Natomiast segment lokali większych (powyżej 80 mkw.) oraz domów i działek nadal znajduje się w zapaści. Ceny domów i dużych mieszkań spadają. Na razie nic nie wskazuje na to, aby ta tendencja miała się odwrócić. Problemem w przypadku tego segmentu jest wysoka cena, a więc przy średniej wysokości kredytu droższe nieruchomości po prostu są dla Kowalskiego niedostępne. Drugim czynnikiem zniechęcającym potencjalnych zainteresowanych do zakupu domów są znaczące koszty utrzymania oraz ewentualne wysokie koszty dojazdu w przypadku domów zlokalizowanych na obrzeżach miast. Stosunkowo nieźle w 2015 roku radził sobie rynek najmów. Zarówno młodzież wchodząca w życie, jak i osoby przyjeżdżające do stolicy za chlebem w znaczącej mierze wybierają wariant wynajmu zamiast zakupu finansowanego długoterminowym kredytem hipotecznym. Decyzje takie są o tyle uzasadnione, że najemca nie wiąże sobie na szyi pętli kredytowej, co w przypadku zmiany miejsca pracy może za jakiś czas okazać się kłopotliwe. Poza tym dość duża podaż daje spore możliwości wyboru. Nie można też nie wspomnieć, że rok 2015 był dobry dla deweloperów. Pomocny był program MdM".

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości To był dobry rok dla polskiego rynku nieruchomości. Pierwsze półrocze 2015 r. należało jednak do deweloperów. To oni skupiali na sobie zainteresowanie kupujących. Druga połowa roku przyniosła widoczne ożywienie na rynku wtórnym i zwiększenie liczby transakcji. Przyczyniła się do tego głównie nowelizacja programu MdM" wprowadzająca możliwość skorzystania z ulg przy zakupie mieszkania również na rynku wtórnym. Mniej zamożni klienci zaczęli rezygnować z zakupu mieszkań na rynku deweloperskim, poszukując tańszych ofert z dopłatą. Mieszkania używane stały się atrakcyjnym towarem szczególnie w tych miastach, w których ich pula dostępności w programie MdM" była największa. Ceny ofertowe już nie podlegały tak znacznym negocjacjom, a i lokale sprzedawały się szybciej. Klienci na rynku wtórnym kupowali najczęściej mieszkania 510-letnie, 12-pokojowe, do 50 mkw., w dobrych lokalizacjach i standardzie. Nabywali je na potrzeby własne i z przeznaczeniem na wynajem. Nie było dużego zainteresowania zakupem dużych lokali i apartamentów. Od lat rynek premium rządzi się swoimi prawami i wielu klientów na nim nie inwestuje. W tym roku dominowały inwestycje w mieszkania w tzw. segmencie popularnym, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym.

Małgorzata Pressler Freedom Nieruchomości Olsztyn Rok 2015 przyniósł sporo zmian na rynku nieruchomości. Jedną z nich było ustabilizowanie się cen mieszkań, które w ostatnich latach systematycznie spadały. Podaż lokali była na podobnym poziomie, ale na rynku pojawiło się więcej kupujących. Również średni czas sprzedaży mieszkań skrócił się o kilka miesięcy. Początek roku przyniósł więcej niż zwykle transakcji gotówkowych. Klienci szukali nieruchomości pod inwestycje, głównie na wynajem. Powodem tego były m.in. niskie stopy procentowe, które zmobilizowały do poszukania innych alternatyw niż lokata w banku, o czym mówili sami kupujący. We wrześniu "MdM" objął też rynek wtórny. To spowodowało bardzo duże zainteresowanie mieszkaniami spełniającymi jego kryteria. Głównymi zainteresowanymi zaś byli single, pary oraz rodziny z co najmniej trójką dzieci. Ostatni kwartał był intensywny i zaowocował licznymi transakcjami, które w większości były kredytowane, w tym w ramach MdM". Na rynku wtórnym największym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania 2- i 3-pokojowe w bardzo dobrym standardzie oraz nowym budownictwie. Mało atrakcyjne dla poszukujących okazały się mieszkania do remontu. Tego typu lokale musiały mieć odpowiednio niską cenę, ok. 3 tys. zł za mkw. w Olsztynie, aby zrekompensować koszty remontu i czas na jego wykonanie. Pośrednicy mieli w kończącym się roku ręce pełne roboty. Był to intensywny czas dla wszystkich stron na rynku nieruchomości.

Opinia Michał Krajkowski, główny analityk w firmie Notus Doradcy Finansowi Zgodnie z rekomendacją S w 2016 roku kwota udzielonego kredytu nie może przekroczyć 85 proc. wartości nieruchomości. Możliwe jednak będzie udzielenie kredytu w wysokości do 90 proc., pod warunkiem ubezpieczenia części brakującego wkładu własnego lub ustanowienia innego zabezpieczenia na papierach wartościowych lub oszczędnościach kredytobiorcy. Koniecznie trzeba jednak pamiętać, że o ostatecznym poziomie kredytu lub ewentualnych stosowanych zabezpieczeniach decyduje bank kredytujący. Rekomendacja S narzuca tylko minimalne wymagania, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby bank udzielający kredytu stawiał znacznie bardziej rygorystyczne wymogi. Możemy jednak przypuszczać, że część banków zdecyduje się na udzielenie kredytu z wkładem własnym na poziomie 10 proc. Myślę jednak, że najczęściej stosowanym zabezpieczeniem będzie ubezpieczenie brakującego wkładu własnego. Zastaw na papierach wartościowych NBP lub Skarbu Państwa czy zabezpieczenie na środkach zgromadzonych na IKE lub IKZE będzie rzadko stosowane przez banki, choćby z racji problemów ze zmianą wartości tych aktywów wynikających z ryzyka inwestycji w IKE/IKZE. Oczywiście nie możemy także wykluczyć, że część banków będzie wymagać 15-proc. wkładu własnego, nie stosując żadnych dodatkowych zabezpieczeń. Tak jak jest to w kilku bankach, które już od kilku lat wymagają 20-proc. wkładu własnego do kredytu. Z naszych informacji wynika, że co najmniej pięć instytucji deklaruje chęć udzielania kredytów z 10-proc. wkładem własnym przy zastosowaniu ubezpieczenia brakującego wkładu. Oznacza to, że możliwe będzie uzyskanie kredytu z wkładem własnym na dotychczasowym poziomie, chociaż może być to droższe niż dziś. Jednak podwyższenie kosztów kredytu będzie wynikać bardziej z wprowadzenia podatku bankowego niż ze zmian wynikających z zabezpieczeń stosowanych przy kredytach z niskim wkładem własnym.

Grażyna Błaszczak 21.12.2015 źródło: Rzeczpospolita http://www.rp.pl/Kupno-i-sprzedaz/312219907-Rynek-wtorny-dopiero-odzyl.html

 
 Oceń wpis
   

Czy wnętrze dworca będzie ziało pustką ?

Nikt nie wie, kto odpowiada za komercjalizację Dworca Fabrycznego i jakie będą stawki najmu. Spółki kolejowe nie potrafią wyłonić operatora dworca. Dworzec Łódź Fabryczna pod oddaniu do użytku będzie świecił pustkami. Prawdopodobnie nie będzie kiosków z prasą, kawą i przekąskami. Wiatr będzie hulał po 4 tys. mkw. powierzchni przewidywanej do najmu, bo kolej nie wyłoniła operatora dworca, którego zadaniem powinna być komercjalizacja przestrzeni użytkowej. Podmioty, które chcą mieć stoisko na Fabrycznym, nie wiedzą, do kogo się zgłosić. Nie mają pojęcia, ile pieniędzy zapisać w budżetach, bo nikt nie zna stawek najmu. Łódzkie MPK i Centrum Informacji Turystycznej nie wiedzą, na jaką powierzchnię najmu mogą liczyć. Kolej też tego nie wie.

Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego, eksperta rynku nieruchomości, proces komercjalizacji obiektów handlowych lub biurowych trwa przynajmniej dwa, trzy lata. W przypadku Fabrycznego jeszcze tego procesu nie rozpoczęto, choć budowa ma zakończyć się 31 sierpnia przyszłego roku.

Do końca roku radni chcą uchwalić budżet Łodzi na 2016 rok, a CIT nie wie, jaką kwotę ma zarezerwować na utworzenie punktu na dworcu. - Nie ma jeszcze operatora dworca, więc nie wiemy, jaką powierzchnię nam zaproponuje. A koszty z nią związane są wysokie, bo PKP traktują nas jak podmiot komercyjny. Ta współpraca nie jest łatwa - podkreśla Iwona Borowińska, dyrektor CIT. - Na dworzec chcemy przenieść punkt obsługi pasażera, który obecnie jest w naszej siedzibie przy ulicy Tramwajowej, bo w przyszłości będziemy musieli się z niej wyprowadzić. Nie wiemy, czy uda nam się przenieść również dział skarg, czy tylko sprzedaż biletów. Wszystko zależy od powierzchni, jaką będziemy mieć do dyspozycji - mówi Sebastian Grochala.

Punkt obsługi podróżnych razem z kasami, kantorem , biurami zarządu dworca będzie się znajdował na poziomie minus osiem dworca po północno-wschodniej stronie. Rozmowy odnośnie do zagospodarowania tej przestrzeni prowadzi też Zarząd Dróg i Transportu w Łodzi. - Na razie czekamy, aż PKP ustalą z PKP PLK, kto ma zarządzać obiektem. Dopiero jak podejmą decyzję, będziemy mogli rozmawiać o powierzchni poszczególnych lokali - wyjaśnia Piotr Grabowski, rzecznik ZDiT.

Ale kolejarze nie potrafią ustalić, czy operatorem za zostać spółka PKP PLK, czy spółka PKP SA. Być może powstanie spółka celowa dla komercjalizacji dworca. Czas płynie, a decyzji nie ma. - Za budowę dworca Łódź Fabryczna w zakresie infrastruktury dworcowej i peronowej odpowiada spółka PKP PLK. Jednak zgodnie z obowiązującymi przepisami za zarządzanie dworcami odpowiadają PKP SA. Ze względu na wynikającą z tego zawiłą sytuację cywilnoprawną, analizujemy jeszcze, w czyim zarządzie pozostanie dworzec. Niezależnie od ostatecznej decyzji, zadbamy o skomercjalizowanie obiektu. Wszystkie podmioty zainteresowane wynajmem powierzchni zapraszamy do kontaktu z PKP SA - mówi Aleksandra Dąbek z biura prasowego PKP SA.

Przypomnijmy, że pierwotnie dworzec miał być wybudowany do końca lutego tego roku. Najemcy powinni być wyłonieni już wtedy.

Taka sytuacja dziwi Tomasza Błeszyńskiego, specjalistę rynku nieruchomości. - Trzeba jak najbardziej skrócić czas od wybudowania obiektu do zasiedlenia. Już dawno powinny być już zawarte umowy rezerwacyjne, aby można było zrobić dodatkowe przyłączenia pod klienta. Komercjalizacja musi przebiegać równolegle z inwestycją, co trwa dwa - trzy lata - twierdzi Tomasz Błeszyński. Podobna sytuacja miała miejsce we Wrocławiu, gdzie na Euro 2012 oddano dworzec, a później przez długi czas nie znaleziono najemców.

Agnieszka Magnuszewska, Marcin Bereszczyński 6 grudnia 2015

Dziennik Łódzki Polska Press Sp. z o.o.

Źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/9154518,dworzec-lodz-fabryczna-wnetrze-dworca-bedzie-zialo-pustka,id,t.html

 
 Oceń wpis
   

Tomasz Błeszyński został wybrany na Prezesa Zarządu Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej.

4 grudnia 2015 roku uchwałą Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej zostałem wybrany na funkcję Prezesa Zarządu SPRNPC.

Jest to dla mnie szczególnie sympatyczne i historyczne wydarzenie, ponieważ byłem jednym z założycieli stowarzyszenia i jego pierwszym prezesem i po ponad 20 latach, kiedy organizacja zmieniała swoja formułę i nazwę zostałem ponownie wybrany na tą funkcję.

Dziękuję za okazane zaufanie w imieniu swoim i Zarządu. Zapraszam wszystkich do współpracy przy budowaniu pozytywnych relacji i kreatywnych rozwiązań dla rynku nieruchomości.

Tomasz Błeszyński

www.sprnpc.pl

 
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-09-14 20:37
Z.Maria do wpisu:
Będą chętni na drewniane domy
Witam Pana, Bardzo dobry komentarz i trafne spostrzeżenia. To może być dobry pomysł z tymi[...]
 
2017-09-06 20:46
Marek I. do wpisu:
Trudny wybór po ciężkiej walce
uczucie takiej walki na pewno nie raz niejednemu towarzyszące, mnie na pewno też. Czasem nie[...]
 
2017-09-02 14:10
Michoł do wpisu:
Inwestorzy podbijają ceny mieszkań
Pan Błeszyński może mieć rację, bo chciwość deweloperów na pieniądze jest nam znana od lat. Oby[...]
 
2017-08-31 22:14
Andrzej z Warszawy do wpisu:
Trudny wybór po ciężkiej walce
Dokładnie tak - trafnie Pan to określił - ciężki życiowy wybór. Jak zachować w tym wszystkim[...]
 
2017-08-23 18:39
Marek I. do wpisu:
Te mieszkania tanieją. Warto kupić ?
Nie dziwię się, firmy budowlane oszczędzają na materiałach jak mogą, w związku z dużą[...]