Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
 Oceń wpis
   

Niższe limity w MdM" na rynku wtórnym oznaczają, że w największych miastach na wygranej pozycji będą deweloperzy.

Od września państwo ma dopłacać także do mieszkań z drugiej ręki. Będą wielkie zmiany na rynku? Program MdM" nawet po zmianach wciąż faworyzuje deweloperów nie ma złudzeń Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. To na rynku pierwotnym obowiązują wyższe limity cen mieszkań, do których dopłaci państwo. Ten kult dewelopera zachwiał rynkową równowagą ocenia.

Kula u nogi

Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego nowelizacja programu została przyjęta zbyt późno. W wielu miastach klienci nie mogli skorzystać z dopłat, bo albo nowe mieszkania były dla nich za drogie, albo nowe osiedla w ogóle tam nie powstawały wyjaśnia. Wcześniej czkawką odbiła się Rodzina na swoim". Często okazywało się bowiem, że zwykły kredyt hipoteczny jest tańszy od tego z założenia preferencyjnego. Podobnie bywa zresztą z MdM" dodaje.

Zdaniem Błeszyńskiego przyjęte naprędce zmiany, podyktowane interesem politycznym, nie są w stanie doprowadzić do rynkowej rewolucji. Dla wielu klientów preferencyjny kredyt jest często kulą u nogi. Kryje w sobie wiele pułapek przestrzega. Kupionego z dopłatą lokalu nie można sprzedać w ciągu pięciu lat, nie można go też wynająć. A przez pięć lat życie może się diametralnie zmienić. Program ogranicza mobilność młodych ludzi zauważa. Nie przyczynił się też do rozwoju zdrowego, tętniącego rynku. Mamy do czynienia raczej z wymuszoną sprzedażą i wymuszonym zakupem mieszkań ocenia doradca.

Marcin Jańczuk, dyrektor z sieciowej agencji Metrohouse, dopowiada, że jeśli weźmiemy pod uwagę wstępne dane dotyczące dostępności emdeemowskich mieszkań na rynku wtórnym, to sytuacja nie napawa optymizmem. W Warszawie i Krakowie takich ofert będzie niewiele. Spośród największych miast dobrze wypada tylko Łódź zwraca uwagę Marcin Jańczuk. Z pewnością zyskają miasta o wysokich limitach cen, np. Gorzów Wielkopolski, Olsztyn, Zielona Góra, Katowice. Tam klienci będą mieć duży wybór mieszkań, które można kupić z dopłatą. Deweloperzy nie powinni się obawiać konkurencji ze strony rynku wtórnego, bo działają zwykle w największych miastach dodaje. Dyrektor z Metrohouse prognozuje, że sprzedający używane mieszkania będą, gdzie jest to możliwe, dostosowywać ceny do limitów w MdM", choćby po to, by ich oferta w portalach ogłoszeniowych figurowała jako dostępna z dopłatą. Będą to jednak tylko te przypadki, kiedy cena ofertowa znajdzie się na granicy limitu. Jest mało prawdopodobne, by sprzedający masowo dostosowywali ceny do kryteriów programu ocenia Marcin Jańczuk. Deweloperzy, którzy mieli dotąd monopol na dopłaty na rynku, muszą się jednak przyzwyczaić do wejścia na rynek konkurencji. Niższe limity na rynku wtórnym spowodują, że w największych miastach na wygranej pozycji będą nadal inwestycje deweloperskie nie ukrywa. Ale jak prognozuje dyrektor, po zmianach w MdM" na pewno przybędzie transakcji na rynku mieszkaniowym. Ostatnie miesiące roku upłyną pod znakiem zwiększonej aktywności klientów, którzy zwlekali z zakupem. Rynek wtórny odczuje powrót popytu na nieruchomości przewiduje Jańczuk. Zmiany w MdM" przyniosą poprawę sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w ocenie Jarosława Mikołaja Skoczenia, eksperta z Emmerson Realty. A to za sprawą większych dopłat dla rodzin wielodzietnych. Sprzedaż lokali używanych powinna wzrosnąć przede wszystkim w mniejszych miejscowościach, gdzie rynek pierwotny jest mały albo praktycznie nie istnieje potwierdza Skoczeń. Zmiany w MdM" na pewno doprowadzą do jakiejś konkurencji między rynkiem pierwotnym a wtórnym. Deweloperzy, którzy chcą mieć emdeemowskich klientów, muszą analizować ceny na rynku wtórnym i dopasowywać do nich swoją ofertę przekonuje. I dodaje, że wprowadzenie programu na rynek wtórny pozwoli wielu rodzinom na szybką przeprowadzkę. Nie będą musiały czekać na klucze, powiedzmy, dwa lata, nie będą też musiały wykańczać mieszkania zwraca uwagę Skoczeń.

Weryfikacja cenników

Odpływ klientów na rynek wtórny może być widoczny w mniejszych miejscowościach w opinii Piotra Kijanki, dyrektora ds. sprzedaży mieszkań w Grupie Deweloperskiej Geo. W większych miastach będzie inaczej, ponieważ różnica pomiędzy limitami cen dla rynku pierwotnego i wtórnego będzie na tyle duża, że ofert na tym drugim będzie niewiele mówi Piotr Kijanka. Zmiany mogą więc stanowić zagrożenie dla deweloperów z mniejszych miast, ale też z kilku większych, jak Łódź czy Katowice, gdzie relatywnie duża część ofert kwalifikuje się do programu MdM" zauważa dyrektor, podzielając opinię Jarosława Mikołaja Skoczenia, że istnieje prawdopodobieństwo, że deweloperzy, którzy swoją ofertę kierują głównie do odbiorców MdM", będą weryfikować ceny, biorąc pod uwagę rynek wtórny. Każda firma będzie chciała jednak zachować odpowiedni poziom rentowności po to, aby osiągnąć nawet minimalny zysk zastrzega Piotr Kijanka, który przewiduje jednocześnie wzrost popularności programu dopłat. Do tej pory cieszył się umiarkowanym zainteresowaniem, bo dla większości klientów był niedostępny. Teraz będą mogli skorzystać z większych dopłat, zyskają też możliwość kupna większego lokalu dodaje. O tym, że po zmianach w MdM" nie czeka nas rynkowa rewolucja, jest przekonany Tomasz Bujnowski, analityk inwestycyjny firmy Dolcan. Deweloperzy budują więcej niż kiedykolwiek. Duża podaż oznacza stabilizację cen wyjaśnia. Klienci nie przeniosą się na rynek wtórny z kilku powodów. Pojawianie się ogromnej liczby mieszkań w ostatnim roku daje duży wybór. Nowy lokal to niższe koszty utrzymania, nowe instalacje, brak konieczności remontu, nowoczesna architektura i technologia. Dzięki promocjom wykończenie mieszkania można mieć za darmo wskazuje. Zdaniem Bujnowskiego to właściciele mieszkań używanych będą konkurować z deweloperami. Ze względu na takie atuty, jak: nowoczesna zabudowa, zaawansowana technologia czy brak funduszu remontowego ceny na rynku pierwotnym będą wyższe niż na wtórnym nawet o 2030 proc. prognozuje analityk firmy Dolcan. Na peryferiach większych miast, gdzie różnice pomiędzy cenami nowych mieszkań a limitami w MdM" są niewielkie, mogą się pojawić obniżki cen wyrównujące do rynku wtórnego.

Aneta Gawrońska |31-08-2015 |Rzeczpospolita Źródło; http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/707218,1226147-Rynek-mieszkan-po-zmianach-w-MdM.html Wszystkie prawa zastrzeżone

 
Miasto deweloperem ? 2016-04-17 17:43
 Oceń wpis
   

Urząd Miasta Łodzi chce wystawić na przetarg niedawno wyremontowana kamienicę. Nieruchomość została odnowiona za gminne pieniądze wydano na te cel prawie 6,5 mln złotych.

 
 Oceń wpis
   

Ponad tysiąc mieszkań na wynajem zakontraktował Fundusz BGK.Jeśli znajdzie najemców, zagraniczni inwestorzy chętnie kupiliby takie bloki.

Fundusz Mieszkań na Wynajem, komercyjny projekt Banku Gospodarstwa Krajowego, ogłosił wczoraj, że kupił kolejne 122 lokale od firmy Arche. To pierwsze mieszkania Funduszu w aglomeracji warszawskiej w Piasecznie. Wcześniej został on właścicielem bloku w Poznaniu (jest gotowy, ale na razie wynajęty w 40 proc.) oraz budynku w Gdańsku (jeszcze w budowie, ma być oddany pod klucz na przełomie roku).

Jak w hotelu

Dlaczego Fundusz wybrał Piaseczno, a nie największy rynek najmu w kraju, czyli Warszawę? Choć deweloperzy zgłosili do BGK wiele swoich bloków, podobno żadna z inwestycji nie spełniała oczekiwań Funduszu. A blok firmy Arche był gotowy i znajdował się pięć minut pieszo od stacji kolejki. Zleciliśmy badania, które pokazały, że na Służewcu Przemysłowym, w zagłębiu biurowym, pracuje 80100 tys. osób, z których duża część wynajmuje mieszkania, a dojazd tam do pracy nie jest łatwy. Nasza oferta jest skierowana m.in. do nich, bo z Piaseczna na Służewiec dojazd kolejką zajmuje zaledwie 16 minut tłumaczy Anna Chudobińska, dyrektor ds. marketingu i komercjalizacji w BGK Nieruchomości.

Ryszard Słowiński, prezes BGK Nieruchomości, spółki, która odpowiada za inwestycje oraz proces związany z wynajmowaniem mieszkań, zapowiada, że na tym nie koniec inwestycji w stolicy. Kolejne mieszkania w samej Warszawie będą udostępniane najemcom w 2016 i 2017 roku, na Bielanach i Żoliborzu zapewnia prezes Słowiński. A w budynku w Piasecznie lokale można wynajmować już od 14 lipca. Czynsze są relatywnie niższe od tych za mieszkania o podobnym standardzie w samej Warszawie twierdzi. Na przykład za dwa pokoje 42,7 mkw. Fundusz chce miesięcznie 1350 zł przy najmie na 623 miesiące, a przy dłuższym 1170 zł (plus opłaty licznikowe). Za najem trzech pokoi trzeba zapłacić 1500 zł przy umowie do dwóch lat i 1300 zł przy dłuższym okresie. Atutem w stosunku do ofert rynkowych ma być to, że do nowego M" wystarczy wejść z walizką i mieszkać (całe wyposażenie: meble, sprzęt AGD, RTV, a także drobny sprzęt codziennego użytku jest do dyspozycji). Fundusz BGK jest w trakcie przygotowywania kolejnych inwestycji, które chce udostępnić najemcom w latach 20162017. W sumie zakontraktował ponad 1000 mieszkań w Gdańsku-Wrzeszczu, Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Kolejne lokale ma pokazać jeszcze w te wakacje na południu kraju.

Przyjdą inwestorzy

Pośrednicy twierdzą, że powodzenie inwestycji Funduszu zależy nie tylko od lokalizacji osiedla, ale też od stawek najmu. Na przykład w Poznaniu nie są na tyle niższe od rynkowych, aby blok był już w pełni wynajęty. Jeśli czynsze nie będą konkurencyjne w stosunku do oferty rynkowej, trudno będzie o klientów, bo na rynku najmu konkurencja rośnie. Przybywa prywatnych właścicieli traktujących nieruchomości jako lokatę kapitału. Inwestycjom w najem sprzyja niechęć do zadłużania się na własne M" (dołek kredytowy banki notują koleiny kwartał z rzędu) oraz moda na mobilność wśród młodego pokolenia.

Kolejny rok obserwuję trend uciekania od stałych, długoterminowych obciążeń przez młodych ludzi. Kłopoty z hipotekami frankowiczów odcisnęły piętno na rynku. Wiele młodych osób boi się kredytu. Wiele jest gotowych pojechać w inny region kraju za dobrą pracą. Pomieszkają tam rok czy dwa, wyjadą za granicę, wrócą do innego miasta w Polsce. Dlatego wolą wynajmować mieszkanie, niż wiązać się z bankiem. Najem daje im wolność tłumaczy Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości.

Zmiany w Polsce obserwują zagraniczne fundusze inwestycyjne dysponujące miliardami euro zagranicznych emerytów. Eksperci z firmy Mzuri przyznają, że na rynku pojawili się także mali inwestorzy z Danii, Holandii, Austrii i Niemiec, którzy szukają wynajętych budynków, bo są zainteresowani długoterminowymi zyskami z najmu. Problemem jest dla nich to, że czynsze za mieszkania są w złotych. Tymczasem na najmie biur zarabiają w euro. Nie mają więc ryzyka kursowego na rynku komercyjnym. Jednocześnie firmy wynajmujące biura są podatne na zawirowania w gospodarce, podczas gdy mieszkaniówka daje większą stabilność inwestorom.

Eksperci są zgodni: jeśli BGK z sukcesem wynajmie bloki, które kupuje, to wkrótce na nasz rynek wejdą duzi gracze, gotowi kupić całe bloki. Wśród nich są fundusze inwestycyjne z Niemiec i Skandynawii, ale też o korzeniach brytyjskich, w tym firmy ubezpieczeniowe. Fundusze te działają w długofalowej perspektywie i zainteresowane są długoterminowym wynajmem. Dla najemcy oznacza to, że niezależnie od okresu zawarcia umowy zmaleje ryzyko niespodziewanej wyprowadzki tłumaczy Paweł Sztejter, ekspert firmy Reas. Ponieważ dla funduszy jedną ze ścieżek wyjścia jest sprzedaż całego portfela mieszkań, to przedmiotem wynajmu są dobrze wykończone i wyposażone lokale.

Sławek Muturi, założyciel Grupy Mzuri - Nikt nie wie, jak duży jest rynek mieszkań wynajmowanych przez prywatne osoby. Z moich szacunków wynika, że może się tym zajmować ok. 750 tys. osób. Można też uznać, że 5 procent zasobów mieszkaniowych jest dziś w Polsce wynajmowanych. To niewiele, ale będzie się to zmieniać. Przybywa małych inwestorów, którzy chcą czerpać zyski z wynajmu lokali. My w całej Polsce opiekujemy się 1,2 tys. takich mieszkań. Ponieważ dostęp do kredytów nie będzie łatwiejszy, a coraz ważniejsze jest bycie mobilnym, uważam, że mniej młodych osób będzie chciało brać na barki 30-letni kredyt. Wybiorą najem. Kiedyś bycie najemcą, a nie właścicielem, było synonimem nieudacznictwa, a kupno lokalu na kredyt symbolem sukcesu. Powoli przestaje to być aktualne.

Czynsze są u nas stosunkowo wysokie

W Polsce cena zakupu mieszkania odpowiada kosztom jego wynajmu przez 15 lat. Jest to okres o dziesięć lat krótszy niż europejska średnia oraz o połowę krótszy niż w Niemczech. Dane te pokazują, że czynsze w naszym kraju są relatywnie wysokie w porównaniu z wartościami nieruchomości. Gorzej jest tylko w Rumunii, na Węgrzech i w Czarnogórze komentuje Bartosz Turek, analityk Lion's Banku. Jego zdaniem u nas zakup lokum na kredyt opłaca się bardziej niż najem. Wylicza, że średnio w Europie kwota potrzebna do zakupu nieruchomości wystarczyłaby na 26 lat wynajmowania. W Polsce jest to niecałe 15 lat, co plasuje nas w gronie państw o najdroższym najmie. Na wynik wpływają dwa czynniki: wartość nieruchomości oraz wysokość czynszów. Patrząc na dane Eurostatu, rodzimy rynek najmu jest na ścieżce szybkiego rozwoju. W ciągu czterech lat liczba najemców w Polsce się niemal podwoiła. Coraz więcej osób rezygnuje z wieloletniego kredytu na rzecz najmu mówi Bartosz Turek. Wciąż jednak grupa ta jest niewielka w porównaniu np. z Niemcami. Niestety, przeciętny Polak musiałby pracować dwa, trzy razy dłużej niż w Niemczech, na Łotwie, na Litwie, w Norwegii czy Belgii, aby kupić przeciętną stołeczną nieruchomość dodaje analityk. Dane z krajów europejskich potwierdzają, że im łatwiej kupić lokal, tym popularniejszy jest rynek najmu. Jeśli nieruchomości są tanie, więcej osób stać na to, by kupić lokum na wynajem. A gdy podaż jest duża, czynsze są niższe. Wtedy najem staje się prawdziwą alternatywą dla zakupu, a przestaje być jedyną opcją dla tych, którzy nie mają zdolności kredytowej podkreśla Bartosz Turek.

Grażyna Błaszczak I 14-07-2015 Rzeczpospolita

Źródło: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1215602-Wynajem-da-mlodym-wolnosc.html

 
 Oceń wpis
   

Czy przedsiębiorcy z Emiratów Arabskich ulokują w Warszawie i Łodzi inwestycje za dwa miliardy euro?

Inwestorzy z Dubaju poszukują dużej działki min. 20 ha w centrum miasta. Planują na pozyskanym terenie wybudować nową wielofunkcyjną inwestycję podobno w grę wchodzi Warszawa i Łódź. W programie TV Toya Bez etatu red. Marka Krzciuka o zaletach i wadach przyszłej inwestycji odpowiadali zaproszeni do studia eksperci min. Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości, Błażej Moder dyrektor Nowego Centrum Łodzi, Janusz Michaluk dyrektor Regionalnej Izby Gospodarczej.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości - komentarz

Zastanawiam się, po co Dubajczykom inwestycje w UE a szczególnie w Polsce. Przecież tu dużego biznesu na tych nieruchomościach nie zrobią są na świecie lepsze i bardziej rentowne rynki inwestycyjne. W Warszawie i Łodzi w segmencie biurowym i mieszkaniowym od lat panuje nadpodaż a ceny i czynsze są na poziomie przeciętnym i zwrot z takiej inwestycji byłby długoletni. Zastanawiam się czy w przypadku tej ewentualnej inwestycji wcale nie chodzi o jej biznesowy charakter tylko może inne sprawy? Może w grę wchodzą jakieś przesiedlenia ludzi czy ruchy etniczne może głównym celem inwestycji zbudowanie takich zamkniętych osiedli miast w mieście.

Meczet już otwarty. Teraz powstanie dzielnica Arabska ?

Tak myślę, że w Centrum Warszawy w okolicach dworca Centralnego i Pałacu Kultury i Nauki [takie tereny proponuje inwestorom Stołeczny Urząd Miasta] mogłoby powstać takie Business Office Center z lśniącymi drapaczami chmur o funkcjach biurowych I apartamentowych. A w Łodzi na terenach wokół nowa budowanego dworca i Nowego Centrum Łodzi [takie tereny proponują Dubajczykom władze miasta Łodzi] mogłoby powstać miasteczko z budynkami mieszkalnym i pełną infrastrukturą handlowo usługową mając na względzie przyszłościowe dobre skomunikowanie z Warszawą za pośrednictwem szybkiej kolei.

Takie warianty zakładam dla tej planowanej inwestycji. Podobno jesienią ma odbyć się wizyta studyjna na wytypowanych nieruchomościach i może wtedy inwestorzy z Dubaju uchylą rąbka tajemnicy o przyszłym projekcie.

Zastanawiam się też czy czasem nie jest to tylko celowe działanie wizerunkowe władz Warszawy i Łodzi pokazujące, że coś na rynku inwestycyjnym się dzieje i że długo oczekiwani inwestorzy strategiczni właśnie pukają już do drzwi. Oba miasta są bardzo zadłużone, wyprzedają nieruchomości uzupełniając niedobory w budżecie. Cierpią na brak prestiżowych inwestycji takich lokomotyw sukcesu. Wiemy przecież, że mamy rok wyborczy a jesienią może się zmieć układ w parlamencie, powstać nowy rząd. Myślę, że Prezydentów tych miast w takiej sytuacji mogą czekać trudne chwile włącznie z pomysłami o ich, odwołanie i przeprowadzenie referendum. Nie wiem może i dlatego takie dziania PR i komunikat do mieszkańców, że jesienią inwestorzy się pojawią i zmienią oblicze miast sypiąc petrodolarami.

Czas pokaże, jakie decyzje zapadną odnośnie ewentualnych inwestycji, jakie będą układanki polityczne, kto zyska, kto straci. Na razie jedno jest pewne, że do końca, wakacji łódzkie biuro Samsunga, zostanie zamknięte i zostanie przeniesione do Warszawy. A jesz-cze nie tak dawno czytałem szumne raporty, że Łodzi będzie centrum PO. Widać zaklinacze rzeczywistości patrzą na to z innej perspektywy a rynek inwestycyjny kieruje się swoimi prawami.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

30 czerwca 2015 r. Źródło : www.tvtoya.pl

 
 Oceń wpis
   

Rozmowa z Tomaszem Błeszyńskim, doradcą rynku nieruchomości

Kilka chwil po zakończeniu licytacji działki pod Bramę Miasta napisał Pan na Facebooku: Szału nie było... Przeciętna transakcja na przeciętnym rynku nieruchomości... Po jednym oferencie na taką cud działkę nie widać potwierdzenia takiej niby to atrakcyjności łódzkiego rynku nieruchomości... Szaro... Smutno i biednie wokół ... Nie zmieniam zdana po jednej transakcji o łódzkim rynku inwestycyjnym... Moje analizy wskazują, że słońca długo nie zobaczymy... Żałuję bardzo, bo to moje ukochane rodzinne miasto

Dlaczego tak krytycznie potraktował Pan tę transakcję ?

Zacznijmy od tego, że miasto dużo chciało, a mało wzięło. Miało być tylu chętnych już za pierwszym podejściem, gdy działkę wystawiono za 40 mln zł. To było czyste wariactwo. Dużo się o tym mówiło, był wyjazdy na targi w Cannes, zainteresowanie inwestorów, koncepcja Daniela Libeskinda, sztandarowy projekt dla Nowego Centrum Łodzi, aż w końcu za drugim podejściem sprzedano działkę Skanskiej. W dodatku zastanawiam się, czy to nie była transakcja proszona.

Proszona ?

Z takim zjawiskiem mamy do czynienia drugi raz. Transakcja dotycząca działki przy ogrodowej w pobliżu Pałacu Poznańskiego też jest dziwna. Też jeżdżono z nią na targi, przez dwa lata wystawiano w trzech przetargach, a sprzedano ją za połowę wartości, a może nawet mniej. Tak samo jak w przypadku działki pod Bramę Miasta, inwestor ma aż pięć lat na realizację. W innych miastach nie daje się takich preferencyjnych warunków. Pięć lat to piekielnie długo. To niepokojące, bo w tym czasie może zmienić się koniunktura na rynku. Niewiadomo, czy za pięć lat Skanska będzie jeszcze właścicielem tej działki. Miasto powinno dążyć do tego, aby jak najszybciej zakończyć inwestycje. W Łodzi są takie procedury, że na pozwolenie na budowę trzeba czekać rok. Budowa może trwać kolejny rok, może półtora. A przecież wielkie biurowce mogą powstać nawet w dziewięć miesięcy, jak choćby Forum76 przy Piłsudskiego. Gdy dodamy jeszcze rok na komercjalizację pomieszczeń biurowych, to wychodzi nam okres trzech lat. A miasto daje pięć lat. Tego nie potrafię zrozumieć.

Czy Łódź jest tak mało atrakcyjna dla inwestorów, że do licytacji przystąpiła tylko jedna firma ?

Rzeczywiście, był jeden oferent, który kupił działkę za pół ceny. Z buńczucznych planów miasta wyszły nici. A jeszcze niedawno wiceprezydent Marek Cieślak mówił, że po tę działkę ustawiają się kolejki. A tymczasem potwierdziło się to, co od wielu lat wiadomo, że Łódź na mapie inwestycyjnej jest słaba. Nie jest miastem atrakcyjnym dla inwestorów. Nikt nie potrafi ich przyciągnąć. Gdyby to rzeczywiście była działka luksusowa, to by się o nią zabijali. Kiedyś tak było, że do przetargów na miejskie nieruchomości przystępowało 20 oferentów i bili się o działki. Rozmawiałem z wiceprezydentem Ireneuszem Jabłońskim, który powiedział mi, że rynek zweryfikuje rzeczywista wartość działki pod Bramę Miasta. A wyszło na to, że Łódź znów wyprzedaje srebra rodowe. Cieszę się, że tę działkę sprzedano, bo bez Bramy Miasta byłaby wielka wyrwa w architekturze. Ona ma otwierać Nowe Centrum Łodzi. Martwi mnie, że sprzedaż odbywała się w bólach, że brakuje koncepcji zagospodarowania pozostałego terenu NCŁ, że brakuje klientów na pozostałe działki.

Kwota 28,5 mln zł jest zbyt niska ?

To taniocha. Za takie pieniądze kupi się marną działkę w Warszawie. Atrakcyjne działki są o wiele droższe. W stolicy panuje przekonanie, że Łódź nie jest atrakcyjna dla inwestorów. Przy ulicy Tuwima, przy samym NCŁ, mam działkę do sprzedania. Oglądali ją deweloperzy, ale nikt nie chciał jej wziąć, bo nie wierzyli w rentowność NCŁ.

Sprzedaż działki pod Bramę Miasta miała być sygnałem dla inwestorów, że warto inwestować w NCŁ.

Jeśli ta transakcja wysłała jakiś sygnał dla rynku, to tylko taki, że w Łodzi można tanio kupić działki. NCŁ miała jawić się, jako wyspa szczęśliwości, ale jeśli ten projekt wystrzeli, to zniszczy Piotrkowska. Sprzedajemy tereny w nowym centrum, a co ze starym? Analizy Krakowa, Warszawy czy Katowic wykazują, że gdzie powstanie zabudowa komercyjna przy dworcu, tam kończy się ruch w kierunku centrum miasta. Osoby dojeżdżające spoza miasta docierają do węzła przesiadkowego, tam robią zakupy, więc nie biegają już po mieście. Pytam znajomych z Krakowa, kiedy ostatni raz byli na rynku. Odpowiadają, że rok lub pół roku temu. Bo i po co? Przyjadą pociągiem, pójdą do biura, a zakupy zrobią w galerii przy dworcu. W Warszawie Złote Tarasy zabiły ruch na Marszałkowskiej i Nowym Świecie.

W Bramie Miasta ma pracować ć 3, 5 tysiąca osób. To realne ?

To liczba marketingowa. Nie faktyczna, tylko przewidywalna. I to dla całego obszaru stu hektarów NCŁ. Łódź nie będzie centrum biurowym, bo inne miasta już nam uciekły. Trzeba skończyć z marketingowymi bajkami i zrobić strategię dla inwestorów. Zwłaszcza dla łódzkich, bo inne miasta dają im ulgi, a Łódź chwali się obcym inwestorem. Podsumowując, najpierw strategia dla inwestorów i koniec chaosu urbanizacyjnego, komunikacyjnego i urzędniczego, a potem może coś drgnie.

Rozmawiał; Marcin Bereszczyński Forum Łódź 19.06. 2015 Polska Dziennik Łódzki

 
 Oceń wpis
   

Lofty: Mieszkanie w dawnej fabryce to wciąż luksus, na który mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Na Zachodzie historia loftów sięga kilkudziesięciu lat, tymczasem w Polsce pojawiły się one całkiem niedawno.

W latach 70. i 80. XX w. dzielnicę Williamsburg w północnej części Brooklynu po 30 latach świetności opuszczał przemysł. Na Brooklyn ruszyli więc artyści, którym Manhattan oferował za mało miejsca, za te same pieniądze. Tu mogli mieć całe piętra manufaktur o powierzchni przynajmniej 500 mkw., gdzie sufit był na wysokości na ponad pięciu metrów nad podłogą tłumaczy Bartosz Turek, kierownik działu analiz Lions Banku.

Wahania popytu

W Polsce inwestycje w lofty zapowiadały się świetnie na przełomie 2005 i 2006 r.

Projektanci realizowali swoje niespełnione wcześniej marzenia, zaś inwestorzy kupowali często za bezcen zniszczone zębem czasu obiekty. Spece od marketingu sprytnie nakręcali modę, uciekając się do różnych sztuczek, często wykorzystując do tego znane z ekranu twarze. Tajemniczy analitycy wróżyli z miesiąca na miesiąc dwucyfrowe zyski na loftach. Sprzedaż kwitła, ceny rosły, klienci rezerwowali papierowe inwestycje opowiada Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Nabywcami loftów były przede wszystkim fundusze inwestycyjne, ale też artyści, malarze, rzeźbiarze, fotograficy, filmowcy, dziennikarze, prawnicy, lekarze. Inwestorzy nie spodziewali się krachu, i to na całej linii.

Tymczasem rewitalizacja pofabrycznych obiektów okazała się bardzo droga, pracochłonna i do tego często musiała być przeprowadzana pod okiem konserwatora zabytków. Zaczęły się obsuwać terminy, powstawały problemy ze znalezieniem specjalistycznych wykonawców. Czas upływał a rynek nieruchomości hamował mówi Tomasz Błeszyński.

Zachwyt nad tą kategorią nieruchomości dodatkowo ostudziło kilka spektakularnych upadłości deweloperskich. Jedną z najbardziej znanych było objęcie przez syndyka w 2012 r. loftów w fabryce Scheiblera w Łodzi, których cena na początku sprzedaży sięgała 7,5 tys. zł, a ostatecznie z trudem sprzedawano je za 3 tys. zł za mkw. mówi Maciej Górka, ekspert ds. nieruchomości Domiporta.pl Jednak mimo fiaska łódzkiego projektu, na deweloperskiej mapie Polski pojawiło się wiele nowych inwestycji loftowych. W Poznaniu, w zabytkowych koszarach XV Pułku Ułanów Poznańskich powstały Lofty Ułańskie, których ceny wynoszą od 7 tys. zł za metr w 150-metrowym apartamencie do ponad 11 tys. zł w mniejszych lokalach. Także we Wrocławiu znajdziemy podobne inwestycje, choćby Lofty Platinum w XIX-wiecznej destylarni Braci Wolff przy ul. Inowrocławskiej, gdzie ceny zaczynały się od 8 tys. zł za mkw. Innym przykładem jest Nowa Papiernia w zaadaptowanym budynku papierni z 1889 r. na Przedmieściu Oławskim, w której ceny wahają się od 7,8 tys. do 10 tys. za mkw. W Krakowie natomiast lofty powstają w dzielnicy Zabłocie w zabytkowym młynie Ziarno, a w Warszawie w dawnej wytwórni wódek Koneser z cenami od 8 tys. zł za mkw. wylicza Maciej Górka.

Plusy i minusy

Zaletą loftów jest możliwość zaaranżowania powierzchni na wiele sposobów. Duże okna, wysokie ściany, industrialny charakter to wszystko w rękach dobrego projektanta gwarantuje ciekawe projekty aranżacyjne i urzeczywistnienie rozwiązań, które w standardowym mieszkaniu nie mogłyby mieć miejsca. Dla niektórych wadą może być wielkość powierzchni i problemy natury praktycznej od większych kosztów ogrzewania takich powierzchni, po utrzymanie w czystości np. szyb mówi Marcin Jańczuk, dyrektor ds. PR w Metrohouse. Trzeba też pamiętać, że cechą loftów są otwarte przestrzenie stąd trudne może być podzielenie powierzchni na pokoje np. dla rodziny z dziećmi. Do tego jeśli strop jest na wysokości 5 czy 7 metrów trudno nawet wymienić zużytą żarówkę dodaje Bartosz Turek.

Niepewna przyszłość

Trudno jednak ocenić, czy lofty przekształcane w mieszkania mają szansę stać się w najbliższych latach poważnym graczem na rynku nieruchomości. Jak tłumaczy Ewa Piechota, menedżer marketingu Nowej Papierni, zainteresowanie loftami jest bardzo duże. Potwierdzają to liczby. Ze 129 loftów Nowej Papierni i inspirowanych nimi mieszkań New Line do sprzedania pozostało około 20 lokali. Polacy coraz częściej chcą mieszkać oryginalnie i szukają niekonwencjonalnych, klimatycznych wnętrz. Planujemy kolejny etap inwestycji, w ramach którego Nowa Papiernia powiększy się o około 140 wysokich mieszkań, nawiązujących do poprzemysłowego charakteru loftów zapowiada Ewa Piechota.

Tymczasem według Tomasza Błeszyńskiego, chętnych na lofty nie ma zbyt wielu. Już w niektórych miastach mieszkania na rynku pierwotnym i wtórnym tanieją. Ruszają promocje deweloperów, podaż rośnie, mało kogo interesują już lofty. To zjawisko postępuje w całej Polsce. Niektórzy inwestorzy próbują przerabiać swoje lofciarnie na biurowce z kolei inne projekty ślimaczą się, jakby czekały z zakończaniem na nowy boom nieruchomościowy. Polacy jeszcze nie zaakceptowali i nie przekonali się do takich inwestycji, niejednokrotnie pamiętają jeszcze te przędzalnie jako działające fabryki z daleka śmierdzące chemikaliami, przesiąknięte smarami mury i podłogi po maszynach tkackich. Na to, by lofty były przyjaźnie przyjmowane przez klientów i rynek, potrzeba czasu i pieniędzy twierdzi Tomasz Błeszyński.

Anna Gołasa 21.04.2015r.

Źródło: http://pulsbiznesu.pb.pl/4050020,88715,industrialna-moda-odradza-sie-wolno

 
 Oceń wpis
   

W ostatnich tygodniach zawaliły się lub popękały ściany kilku kamienic w centrum Łodzi. Tymczasem wkrótce ma rozpocząć się budowa tunelu łączącego dworce Łódź Fabryczna i Łódź Kaliska.

Czy należy w związku z tym mieć obawy o bezpieczeństwo mieszkańców ? Czy tunel pod miastem nie zagrozi kamienicom w Śródmieściu ?

Tomasz Błeszyński, łódzki doradca rynku nieruchomości

Choć nie widać tego na powierzchni, to przez Łódź przepływa sporo podziemnych rzek. Tak głębokich wykopów, jak obecnie przybudowie dworca, do tej pory nie prowadzono. Nie jest wykluczone, że doprowadziło to do naruszenia cieków wodnych, a w konsekwencji do wypłukania w niektórych miejscach ziemi i piasku, co z kolei jest powodem osunięć kamienic. Najgorsze jest, jednak to, że przez wiele lat tych kamienic wcale nie remontowano. Skutki tego zaniechania widać obecnie. Gdyby zadbano o nie wcześniej, wykopy, by, im nie zaszkodziły, a już na pewno nie tak bardzo.

(IZJ) 03 kwietnia 2015 Express Ilustrowany Źródło; http://www.expressilustrowany.pl/

 
Budownictwo komunalne 2016-04-16 19:18
 Oceń wpis
   

- Budownictwo socjalne i komunalne w ostatnich latach przeżywało kryzys. Jak sytuacja przedstawia się w 2015 roku?

Wieloletnie zaniedbania tego sektora nieruchomości, brak spójnej koncepcji gospodarowania i finansowania zasobów, złe prawo niedostosowane do zmieniającej się rzeczywistości. Ciągły brak funduszy na remonty, traktowanie spraw mieszkaniowych, jako narzędzi w rozgrywkach politycznych. To m.in. główne przyczyny obecnej zapaści na rynku lokali komunalnych. Nie ma gminy w kraju, która nie borykałaby się z tymi problemami, braki w tej mierze są ogromne. Nic nie wskazuje by w obecnym roku sytuacji w budownictwie komunalny i socjalnym znacząco się nie zmieniła.

- Jakie są najważniejsze problemy związane z budownictwem komunalnym? i z czego one Państwa zdaniem wynikają?

Gminy nie tylko, że nie potrafią zaspokoić potrzeb mieszkaniowych wynikających ze stale popadających w ruinę ich własnych budynków, ale i nie mają gdzie przekwaterować swoich lokatorów z wyrokami eksmisyjnymi z mieszkań znajdujących się z zasobach prywatnych. Czasem wolą dla świętego spokoju płacić właścicielom wysokie odszkodowania niż rozwiązać ten problem systemowo. W niektórych miastach lekiem na to całe maja być dotowanie pro remy rewitalizacyjne, dzięki którym choć niektóre kamienice zostaną wyremontowane i powiększy się zasób lokali dla oczekujących latami. Przy okazji rewitalizacji nieruchomości zostaną też opróżnione z uciążliwych i niepłacących latami najemców. Problem braku mieszkań socjalnych pozostaje, bo co dalej robić z lokatorami, których nie stać na powrót do tych luksusowych kamienic i płacenie wyższych stawek czynszu.

- Czy w większych miastach jest większe zainteresowanie problemem niż w gminach?

W większych miastach a szczególne dużych metropoliach ten problem narasta. Zwarta stara zabudowa zwiększona liczba ubożejących mieszkańców, dające się odczuć bezrobocie nie pomaga. Niektóre miasta wręcz gorączkowo szukają wyjścia z tej sytuacji. Pomysłów na rozwiązanie tych z roku na rok nabrzmiewających problemów było i jest wiele. Począwszy od budowy osieli kontenerowych do różnego rodzaju programów pomocowych dla zadłużonych mieszkańców. Niestety te projekty skutecznie nie rozwiązują nagromadzonych przez lata problemów, bo po prostu gminom brakuje pieniędzy. Ledwo wiążą koniec z końcem biorąc, co raz większe kredyty. Kolejne partie rządzące skupiają się na kreowaniu polityki mieszkaniowej poprzez marketingowe obietnice a nie faktyczne działania. Budżet Państwa niechętnie jak kiedyś zasila finansami miejskie i gminne kasy. Sami muszą się troszczyć jak i skąd pozyskać środki na realizację polityki mieszankowej. Nieruchomości komunalne niszczeją i dla ratowania dziurawych budżetów gmin sprzedawane są czasem za bezcen. Nowi właściciele zagospodarowują odzyskane działki, bo wyburzonych budynkach powstają obiekty handlowe lub budynki mieszkalne z lokalami na sprzedaż. Znikają kolejne nieruchomości z zasobów gminnych ubywa lokali komunalnych kolejki oczekujących na mieszkania gminne rosną. Gminne spółki TBS również realizują komercyjne projekty deweloperskie a klasyczne budownictwo komunalne jest praktycznie w odwrocie.

- Może w tej kwestii polskie samorządy i władza centralna powinny bardziej korzystać z pomysłów z zagranicy?

Samo korzystanie z zagranicznych wzorców nie wystarczy by z nich faktycznie skorzystać powinniśmy najpierw dokonać reformy systemu mieszkalnictwa. Rozwiązania przez lata nagromadzonych problemów nie jest proste wymaga zmian systemowych min. nowelizacji przepisów prawnych i podatkowych, uproszczenia procedur realizowania projektów partnerstwa publiczno-prywatnego w zakresie inwestycji mieszkaniowych. Przydałoby się też by gminy przeprowadziły inwentaryzację swoich zasobów z zakresie nie tylko lokali, ale i gruntów. Po to by mieć wiedzę, jakimi możliwościami lokalizacyjnymi dysponują choćby przy realizacji wspomnianych projektów PPP. Bo nawet najlepszy projekt nie zakończy się sukcesem, jeśli nie zostanie profesjonalnie przygotowany.

Rynek mieszkaniowy jest bardzo czuły na polityczne zmiany. Czekają nas w tym roku przecież wybory prezydenckie i parlamentarne. Zobaczymy, jaki program wyborczy wygra i jaką rolę w nim będzie pełnić polityka mieszkaniowa zwłaszcza w segmencie socjalnym i komunalnym. Zobaczymy czy i jakie środki nowy rząd zapisze w budżecie na dofinansowanie gmin. W najtrudniejszej sytuacji są duże miasta, których poziom zadłużenia już jest od dawna na granicy bezpieczeństwa i tylko podczas kampanii wyborczej udało się, co nieco zmieść pod dywan by wskaźniki nie kuły w oczy wyborców. Przychody gmin są niewystarczające, z roku na rok odczuwalny jest też spadek liczby ludności do opodatkowania. Pomysłów na zasilenie lokalnej kasy nie wiele pozostaje, więc branie kolejnych kredytów i zaciskanie pasa [teraz już można, bo po wyborach]. Zapowiadanego od lat podatku katastralnego chyba też szybko nie będzie, fundusze unijne też się kończą. Może przyszedł, więc czas by porządnie dopracować zasady realizacji projektów z zakresu Partnerstwa Publiczno Prywatnego, choć jak wiemy nie będzie to lek na całe zło, ale może pomóc w niektórych sektorach gminnej gospodarki.

- Czy samorządy wykorzystują prawidłowo możliwości, jakie daje im na przykład Bank Gospodarstwa Krajowego?

Niestety nie znam danych dotyczących wykorzystania środków pochodzących z BGK przez samorządy.

- Czy ich obecność organizacji non profit faktycznie wpłynęłaby na stan budownictwa socjalnego w Polsce?

Funkcjonowanie organizacji non profit w naszym kraju jest utrudnione bardzo szybko przylega do nich zła opinia. Polacy jakoś nie wierzą w altruistyczne projekty starają się doszukiwać zawsze drugiego dna.

- Czy Pana zdaniem jest szansa, by w najbliższym czasie doszło do zmian i wykorzystania tych organizacji w budownictwie socjalnym?

Nie wydaje mi się by najbliższych latach na masową skale pojawiły się takie projekty. Jeśli już to będą to małe jednostkowe realizacje pod konkretny cel. Trzeba pamiętać, że obowiązująca w naszym kraju rozbudowana i biurokratyczna i długotrwała procedura uzyskiwania zezwoleń na budowę skutecznie odstrasza niektórych od takich realizacji takich projektów.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

 
Najgorszy sen pośrednika 2016-04-10 17:34
 Oceń wpis
   

Zwiedzający domy klienci, wycofywanie się z transakcji, uchylanie się od zapłaty prowizji to koszmary agentów.

Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości, ocenia, że sen z powiek polskim pośrednikom spędzają niesłowni klienci. Są tacy, którzy nie biorą żadnej odpowiedzialności za słowo. Nie przyjdą na umówione spotkanie, nie odbiorą telefonu, nie odwołają wizyty, a pośrednik czeka i traci czas, w którym mógłby przygotować inną transakcję opowiada Tomasz Błeszyński.

Michał Niewiński, pośrednik z agencji Mieszkanie 24.com, pamięta właściciela nieruchomości, który nie dotarł na podpisanie aktu notarialnego. A transakcja była potwierdzona jeszcze dziesięć minut przed spotkaniem. Sprzedający nie dotarł do kancelarii, nie odbierał telefonów. Zadzwoniliśmy więc z innego numeru. Odebrał, ale powodu wycofania się z transakcji nie podał wspomina Michał Niewiński. Było to dla nas bardzo niezręczne. Musieliśmy się tłumaczyć przed kupującym.

Oglądacze domów

Inni klienci zapewniają, że są perfekcyjnie przygotowani do sprzedaży. Mówią, że mają wszystkie dokumenty, że nieruchomość nie ma żadnych wad i obciążeń. Nic, tylko kupować. A kiedy proszę o uzupełnienie dokumentacji, zaczynają się schody. Tego nie ma, tamto trzeba skądś wydobyć, a przecież sprzedający ma ważniejsze sprawy na głowie niż szukanie papierów wzdycha Tomasz Błeszyński. Niektórzy nie mają czasu nawet na spotkanie z klientem, który jest zainteresowany nieruchomością. Bywa i tak, że żaden z proponowanych przez pośrednika terminów im nie pasuje. Robią wielką łaskę, że się zgodzą pokazać nieruchomość kupującemu. A potem pojawiają się pretensje, że pośrednik jeszcze mieszkania nie sprzedał, że to wszystko zbyt długo trwa mówi doradca. Jego zdaniem jednym z największych koszmarów pośredników są nieszczerzy klienci ukrywający swoje zamiary. Przychodzą do biura i zapewniają, że chcą kupić mieszkanie czy dom. A pośrednik wierzy w ich dobre intencje. Często są to osoby na eksponowanych stanowiskach. Tymczasem niektórzy chcą sobie jedynie pozwiedzać cudze domy z nudów, dla zabicia czasu. Inni pod pretekstem kupna mieszkania sondują rynek. Sprawdzają, co oferuje konkurencja, jakie ceny dyktują sąsiedzi, a potem wystawiają na sprzedaż własną nieruchomość tłumaczy Tomasz Błeszyński. Zanim pośrednik zorientuje się w zamiarach klienta, straci mnóstwo czasu i poniesie koszty. Tomasz Błeszyński miał kiedyś klienta, który wraz z żoną obejrzał kilkanaście domów. Żaden nie przypadł mu do gustu. Przyparty do muru klient przyznał, że chciał sobie tylko pooglądać. Dla pośrednika, który stracił kilkadziesiąt, a nierzadko kilkaset godzin, to koszmar nie ukrywa doradca.

Także Paweł Sobociński, doradca z Freedom Nieruchomości, zwraca uwagę na klientów oglądaczy. To osoby, które bardzo długo szukają nieruchomości idealnej. Nie mogą się na nic zdecydować. Możliwe, że dla niektórych to jakaś forma hobby. Chodzą w wolne popołudnia na prezentacje nieruchomości. Bywało, że wszyscy pracownicy naszego biura mieli po kilka prezentacji z tymi samymi klientami. I oczywiście nie doszło do transakcji przyznaje doradca z Freedom Nieruchomości.

Jeden z pośredników firmy Emmerson Realty wspomina klienta, który szukał apartamentu za ok. 4 mln zł. Był bardzo wybredny, pośrednik pokazał mu kilkadziesiąt mieszkań. Po paru miesiącach klient wybrał piękny apartament na warszawskim Mokotowie. Na podpisanie aktu notarialnego ściągnięto właściciela z zagranicy opowiada Skoczeń. Kupujący nagle zachorował. Formalności prawne trzeba było odłożyć. Następnym razem kupiec poinformował nas, że nie dostał przelewu, więc znów nie może podpisać umowy. W końcu przyznał, że jest biednym emerytem, a oglądanie domów to jego rozrywka od kilku lat. Zmieniał tylko agencje. Nietrudno sobie wyobrazić, co czuł pośrednik, który poświęcił mu tyle czasu i energii.

Dzieła Lenina i wazon

Także Alina Więckowska-Worch, pośrednik z agencji Avenda w Żyrardowie, zwraca uwagę na klientów wycofujących się z transakcji z najróżniejszych przyczyn. To dla nas chleb powszedni. Trzeba sobie jakoś z tym radzić mówi Alina Więckowska-Worch. Pośredniczka wspomina przypadek, który nazwała klawą zza grobu. Tuż po Wielkanocy przybiegła do mnie klientka, prosząc o pomoc w szybkiej sprzedaży mieszkania po ojcu. Kobieta przyleciała z Kanady w Wielki Piątek, a ojciec zmarł nagle dzień później wspomina pośredniczka. Pomyślałam, że przez procedury spadkowe jakoś przebrniemy, a mieszkanie w centrum miasta szybko powinno się sprzedać. Schody zaczęły się chwilę później. Ojciec w wielostronicowym testamencie drobiazgowo rozporządził swoim majątkiem, czyniąc liczne zapisy opowiada. Zbiór dzieł Lenina zapisał jednemu z kilkunastu wnuków, amforę na suche kwiaty innemu, stary telewizor byłej żonie, pralkę swojej opiekunce. Medale i odznaczenia z czasów PRL zapisał pojedynczo każdemu z wnucząt. Pani notariusz, która spisywała ten testament, uprzedziła klienta, że mieszkająca za granicą rodzina będzie miała z tym spadkiem kłopoty. Na to on z dużą satysfakcją odpowiedział, że właśnie o to mu chodzi. Po przejściu z klientką wszystkich procedur spadkowych udało się szczęśliwie zakończyć sprawę, przełamując klątwę zmarłego". Mieszkanie zostało sprzedane wspomina Alina Więckowska-Worch.

Paweł Sobociński pamięta klientkę, która była mocno związana ze swoim mieszkaniem. Stało puste, bo nie chciała go wynajmować. Kiedy znaleźliśmy klienta oferującego bardzo dobrą cenę, klientka chciała się wycofać ze sprzedaży opowiada Paweł Sobociński. Okazało się, że trzymała mieszkanie dla syna, który mieszkał za granicą. Sprzedaż lokalu oznaczałaby utratę nadziei, że syn wróci tłumaczy doradca z Freedom Nieruchomości. Ostatecznie nieruchomość została sprzedana. Paweł Sobociński wspomina także inną transakcję przeprowadzoną za pośrednictwem Freedom Nieruchomości. Klientka miała pełnomocnictwo do sprzedaży mieszkania spółdzielczo-własnościowego, bez księgi wieczystej, należącego do jej męża. Podstawą nabycia był więc przydział. Dostaliśmy w spółdzielni zaświadczenie potwierdzające własność i niezaleganie z opłatami opowiada Paweł Sobociński. Kiedy pojawił się kupujący, tuż przed podpisaniem umowy przedwstępnej, właścicielka przyznała, że jej mąż, który miał mieszkać za granicą... nie żyje od dwóch lat. Na szczęście szybkie postępowanie spadkowe i wyrozumiałość kupującego umożliwiły transakcję.

Niechęć do płacenia

Wielu pośredników miewa też klientów, którzy nie chcą zapłacić za usługę. Próbują się umawiać na boku ze sprzedawcą, traktując pośrednika jak darmowego dostawcę adresów. A przecież podpisują umowy z biurem, w których zobowiązują się do zapłaty wynagrodzenia podkreśla Tomasz Błeszyński.

Także Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert firmy Emmerson Realty, pytany o największe koszmary pośredników mówi o unikaniu zapłacenia prowizji za pomoc w znalezieniu domu lub mieszkania i przeprowadzenie transakcji. Klienci są zazwyczaj mili do chwili wystawienia faktury. Potem zaczynają się problemy, próby negocjacji, które powinny się odbyć przed wykonaniem usługi podkreśla Jarosław Mikołaj Skoczeń. A przecież w Polsce są naprawdę niskie prowizje od 2 do 2,9 proc. Dla porównania, w Hiszpanii jest to ok. 10 proc., a w USA dochodzą nawet do 15 proc.

Zdaniem Pawła Sobocińskiego czasem trudno ustalić cenę sprzedawanej nieruchomości. Klienci mają często złe dane, nie znają sytuacji rynkowej, nie wiedzą, jakie są ceny transakcyjne, a mimo to próbują sami wycenić swoją nieruchomość wyjaśnia Paweł Sobociński.

Pośredniczka Joanna Lebiedź, właścicielka biura Lebiedź Nieruchomości, podkreśla, że są klienci, którzy przychodzą do biur pośrednictwa, bo znaleźli się w trudnej sytuacji. Rozwód, rosnące długi czy inne kłopoty. W przypadku rozwodzących się, skłóconych par doprowadzenie do kompromisu bywa bardzo trudne nie ukrywa Joanna Lebiedź. Trudne są też transakcje, w których sprzedającym jest grupa współwłaścicieli, przeważnie rodzina, często skłócona co do należnych udziałów. W znakomitej większości przypadków osoby o najmniejszym udziale stwarzają najwięcej problemów podczas negocjacji zauważa pośredniczka.

Maciej Górka,analityk portalu Domiporta.pl Rynek pośrednictwa w obrocie nieruchomościami zmienił się w zeszłym roku za sprawą deregulacji zawodu, która zniosła obowiązek posiadania licencji pośrednika. Ten dokument wymagał gruntownej edukacji, a interdyscyplinarna wiedza była potwierdzana egzaminem.

Dziś obrotem nieruchomościami może się zająć każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą, pod warunkiem wykupienia ubezpieczenia OC. Głosy na temat skutków deregulacji są podzielone. Część pośredników uważa, że obniżyło to rangę zawodu i stworzyło pole do nadużyć. Inni są zdania, że zwiększyła się konkurencyjność.

Moim zdaniem licencje nie gwarantowały dobrej obsługi, natomiast większa rywalizacja między biurami przyczyniła się do oferowania dodatkowych usług profesjonalnych sesji fotograficznych, wizualizacji komputerowych, materiałów wideo. Standardem w ofercie nowoczesnych biur jest home staging, czyli takie przygotowanie i zaaranżowanie nieruchomości, które przyspieszy transakcję.

Dlatego warto wiedzieć, co poza wskazaniem adresu proponują biura. Pośrednik przy podpisywaniu umowy powinien wymienić zakres czynności, za które weźmie wynagrodzenie. Jego podstawowym zadaniem są tzw. czynności zmierzające do zawarcia transakcji. Chodzi m.in. o prezentację nieruchomości, prowadzenie dokumentacji, weryfikację stanu prawnego, przygotowanie umowy przedwstępnej oraz działania reklamowe.

Pośrednik powinien być opiekunem, który czuwa nad bezpieczeństwem transakcji, a w krytycznych momentach potrafi być mediatorem. Dostęp do informacji daje dziś Internet. Prawie każdą firmę możemy zweryfikować. Cennym źródłem wiedzy o pośrednikach są także lokalne stowarzyszenia i organizacje zawodowe, które udzielą informacji na temat wskazanej agencji.

Aneta Gawrońska 16-03-2015

Źródło; http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/705505,1186320-Najdziwniejsze-transakcje-na-rynku-wtornym.html Rzeczpospolita Wszystkie prawa zastrzeżone

 
Rynek senioralny 2016-04-10 17:25
 Oceń wpis
   

Mieszkania dla starszych.

Deweloperzy, pośrednicy i zarządcy nieruchomości powinni się już teraz tym zainteresować, zanim będzie za późno. Nastawianie się na obsługę młodych ludzi kupujących mieszkania będzie pomału, co raz mniej rentowne. Cały czas na rynku mieszkaniowym utrzymuje się olbrzymia przewaga podaży na popytem. A migracja młodych za granicę dodatkowo podnosi tą statystykę. Młodzi dobrze zarabiający mają już zupełnie inne podejście do życia ich szczytem marzeń nie jest i nie będzie zakup mieszkania na 20 letni kredyt. Takie lansowane przez banki i deweloperów projekty przywiązują chłopa do ziemi nie dając perspektyw na zysk i powodują utratę mobilności. To przecież oczywista strata czasu, pieniędzy młodzi doskonale zdają sobie z tego sprawę i potrafią liczyć, co i, gdzie się najbardziej opłaca.

Rynek mieszkaniowy, by przetrwać musi się zmienić.

Potrzebuje wprowadzenia gwałtownych zmian prawnych i podatkowych. Całą masę sztywnych nie życiowych ustaw trzeba znowelizować, by dać alternatywne rozwiązania zachęcające i faktycznie wspierające młode i starsze pokolenie do inwestycji. Buble legislacyjne takie jak min. ustawa o ochronie praw lokatorów zamiast pomagać tylko szkodzą rynkowi. Czas na dobre rozwiązania w zakresie leasingu nieruchomości, czy projektów Partnerstwa Publiczno Prywatnego. To tylko niektóre przykłady, problemów jest więcej, gospodarka przestrzenna, prawo budowlane, rewitalizacja nieruchomości. Złe funkcjonowanie gospodarki i rynku nieruchomości odbija się na kondycji społeczeństwa. Młodzi zniecierpliwieni niewidzący perspektyw dla siebie, po prostu wyjeżdżają. Starsze pokolenie tkwi związane z ojczyzną siłą tradycji na dobre i złe biedniejąc z roku na rok.

Społeczeństwo nieuchronnie starzeje się.

Co raz więcej osób jest nie tylko w podeszłym wieku, ale i chorych. Nie będę pisał o Naszym systemie emerytalnym, czy opiece zdrowotnej, bo doskonale wiemy jak jest. Na rynku pojawiło się już wiele ciekawych pomysłów. Pracuje na kilkoma projektami z zakresu gospodarki senioralnej i muszę przyznać, że jest to ciekawe i kreatywne zajęcie. Zabezpieczanie potrzeb mieszkaniowych osób starszych jest nie lada wyzwaniem . Bo przecież tu nie tylko potrzebny jest sam lokal mieszkalny, ale cały system opieki nad często już leciwą i schorowaną osobą. Dodatkowy problem stanowi tutaj jak zawsze bariera ekonomiczna, niestety w obecnym stanie nie wszystkie osoby starsze będzie, po prostu stać na skorzystanie z takich rozwiązań. Emerytury, czy renty są za niskie, a inne formy, choćby odwrócona hipoteka też nie zawsze jest dostępna dla każdego, korzystna i bezpieczna.

Czasu mało problemów dużo.

Dlatego nie czekając na skutki niżu demograficznego i pogłębiania się procesu starzenia się społeczeństwa na problematyką senioralną należy pracować już dziś. Problemów do rozwiania jest wiele, a czasu mało, bo przecież już niedługo i My będziemy starsi. Myślę, że niestety jest to ostania szansa, by przygotować dla sobie miejsce na spokojną jesień życia. Moim zdaniem projekty senioralne, to przyszłość inwestycji na rynku nieruchomości.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości Marzec 2015

 
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]