Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
Biura to za mało 2017-07-10 20:01
 Oceń wpis
   

Niedługo ożyją postindustrialne budynki dawnego Monopolu Wódczanego w Łodzi. Odrodzą się, jako Monopolis: nowoczesne miejsca pracy, ale także przestrzeń dla kultury i sztuki.

W 1902 r. w stolicy polskiego włókiennictwa otwarto fabrykę wódek i spirytusu, która działała 105 lat (przez dekady, jako Polmos). Gdy zaprzestano produkcji alkoholu, budynki utraciły blask. Teraz pojawiła się szansa, by go przywrócić.

Zew historii

Dawny Monopol Wódczany to trzeci, co do wielkości zespół fabryczny w Łodzi po zakładach Karola Scheiblera i Izraela Poznańskiego. Niegdyś najnowocześniejszy w rodzimej branży spirytusowej. W 2007 r. fabryka zakończyła produkcję alkoholu i stała się bezużyteczna. Sześć lat później opuszczoną nieruchomość kupiła od skarbu państwa firma Virako. Podejmowała tam działania, dzięki którym kompleks już, jako Monopolis otworzył się na wydarzenia kulturalne i artystyczne: od wystaw i wernisaży po koncerty, projekcje filmowe, sesje zdjęciowe i pokazy mody.

Tutaj Ryszard Horowitz, znany i ceniony na świecie fotograf, wyróżniony Złotym Medalem Zasłużonego Kulturze Gloria Victis, miał sesję do Kalendarza Virako 2014 i wernisaż prac, a Jerzy Stuhr i Jan Komasa realizowali zdjęcia do filmów Obywatel i Miasto 44. Od czerwca 2014 r. w Monopolis odbywają się festiwale i koncerty, m.in. wystawa światowej sławy fotografa Briana Griffina podczas XIII Fotofestiwalu, koncert Moniki Brodki i Krzysztofa Zalewskiego podczas Red Bull Tour Bus oraz zorganizowana przez Centrum Dialogu im. Marka Edelmana wystawa studentów łódzkiej ASP Getto XXI połączone z koncertem Gaby Kulki.

Jak przekonuje deweloper, industrialny charakter ceglanych budynków, wysokie hale, dobrze doświetlone przestrzenie, klimatyczne fabryczne uliczki mogą się stać unikatową oprawą dla każdego wydarzenia artystycznego.

Na pełnych obrotach

Ale prawdziwa rewolucja w łódzkiej fabryce dopiero nastąpi. Zgodnie z planem Virako w Monopolis powstanie 29 tys. mkw. biur i lokali usługowych. Zaplanowano je w głównym gmachu dawnej rozlewni wódki i dwóch nowych budynkach. Krzysztof Witkowski, prezes Virako, wyjaśnia, że w postindustrialnych przestrzeniach historycznego budynku M1 powstanie w pierwszym etapie 7 tys. mkw. biur, a w drugim w dwóch nowych gmachach M2 i M3 przybędzie ich odpowiednio 8770 i 8150 mkw.

Biurowiec, choćby nie wiem jak nowoczesny, to dziś za mało. Miejsce pracy to już nie stanowisko z biurkiem i telefonem, działające od 9 do 17, to już nawet nie biuro z ciekawym wyposażeniem w hamak i playstation. To przestrzeń, w której wygodnie i komfortowo spędzimy czas możemy wziąć laptopa, telefon i pracować w zieleni, pójść do kawiarni piętro niżej, spotkać się z klientem w restauracji, zostawić dziecko w klubie tuż obok. Wszystko w zasięgu ręki i wszystko to znajdziemy w Monopolis zapewnia Krzysztof Witkowski.

Na parterze dawnej rozlewni powstaną restauracje, winiarnie i kawiarnie. W laboratorium wódek smakowych będzie bistro, w magazynie spirytusu teatr, a w morsowni (miejsce, w którym produkowano wódki gatunkowe) basen z siłownią. Goście i klienci Monopolis będą mieli do dyspozycji także kameralny skwer i zielone tarasy na dachu. Ważną częścią kompleksu będzie muzeum dawnego Polmosu i technologii wytwarzania wódki. Kompleks będzie przyjazny rodzinom z dziećmi powstaną z nim m.in. przedszkole i świetlica środowiskowa dla najmłodszych. Na uwagę zasługują rozwiązania architektoniczne, które wydobyły ukryte piękno pofabrycznego dziedzictwa.

Na najniższej kondygnacji znajduje się wspaniała piwnica. Uznaliśmy, że nie powinna pełnić funkcji zaplecza, magazynu dla części biurowej, ale należy wydobyć ją na zewnątrz. Zaprojektowaliśmy zagłębiony, lecz otwarty pasaż z dwoma poziomami do odpoczynku i spędzania czasu. Pasaż połączyliśmy z parterem terenowymi kaskadami, które urządzają i porządkują przestrzeń. Projekt to nie pojedyncze budynki. To nie tylko program upakowany w kubaturę, ale emocje i wizja ujęte w całość opowiada Rafał Grzelewski z pracowni Grupa 5 Architekci, główny projektant Monopolis.

Firma Virako już otrzymała pozwolenie na budowę i niebawem rozpocznie prace konserwatorskie w zabytkowych przestrzeniach. Odrestaurowane budynki z biurami, restauracjami, klubem dla dzieci, zielonymi skwerami, muzeum i teatrem zostaną oddane do użytku w drugiej połowie 2018 r. Wartość inwestycji to 150 mln zł. Zachwyty nad nowym Monopolem Wódczanym dochodzą z różnych stron.

Monopolis zdecydowanie zmieni tę część miasta. Wierzę, że stanie się centrum życia, nie tylko dla osób pracujących w biurowcach, ale także dla mieszkańców okolicznych osiedli. W naturalny sposób będzie uzupełnieniem i domknięciem Nowego Centrum Łodzi.

Dawny Monopol z uwagi na specyfikę działalności był od powstania niedostępny dla szerokiej publiczności. Monopolis będzie otwarte, zapraszające do środka. Nie trzeba być klientem restauracji ani najemcą biura, by spędzić czas w jego przestrzeniach mówi Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi. Inwestycję spółki Virako chwali także Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.

Monopolis to świetny wielofunkcyjny projekt dla klientów biznesowych i mieszkańców Łodzi, szukających atrakcyjnej przestrzeni miejskiej. Będzie perełką rewitalizacji i wzorem wykorzystania zabytkowej architektury w połączeniu z nowoczesnością. Będzie to kolejna wizytówka miasta i ciekawe kulturalnie i turystycznie miejsce na mapie Łodzi. Oby powstawało więcej takich inwestycji, dbających o zabytkowy charakter miasta podsumowuje Tomasz Błeszyński.

Projekt Monopolis przygotowała Grupa5 Architekci we współpracy z łódzką pracownią Jerzego Lutomskiego. Za pozyskiwanie najemców odpowiada firma JLL. Kompleks znajduje się u zbiegu dwóch głównych arterii miasta al. Piłsudskiego i ul. Kopcińskiego. Jest dobrze skomunikowany z dworcem Łódź Fabryczna i lotniskiem. Dojazd do autostrady A1 zajmuje 10 minut. W pobliżu Monopolis są przystanki 23 linii autobusowych i tramwajowych.

Anna Gołasa Puls Biznesu
 
Foto: Tomasz Błeszyński - Monopolis 2017
 
 Oceń wpis
   

Z Tomaszem Błeszyńskim, ekspertem rynku nieruchomości, o powstających łódzkich biurowcach rozmawia Matylda Witkowska

Powstają biurowce Ogrodowa Office, Przystanek mBank, Nowa Fabryczna, HiPiotrkowska... Czy rynek powierzchni biurowych rzeczywiście kwitnie? Rzeczywiście przez ostatnie pięć lat uruchomiło się wiele nowych inwestycji. Jednak są to nowe biurowce budowane pod konkretnego najemcę. Tak jest m.in. z biurowcem mBanku koło dworca Łódź Fabryczna. Nie świadczy to o całości rynku biurowego w Łodzi. 

A jaka jest jego kondycja?

Oprócz budynków klasy A budowanych wokół Nowego Centrum Łodzi, które nazywam łódzkim Mordorem, są jeszcze budynki klasy B czy C. To wyremontowane biurowce postkomunistyczne, np. Orion przy ul. Sienkiewicza, są też powierzchnie w starych kamienicach.
We wszystkich tych kategoriach podaż powierzchni jest duża i nie jest prawdą, że biura są wynajmowane od ręki. Spójrzmy choćby na al. Kościuszki, gdzie miesiącami czy latami wiszą banery z hasłami powierzchnie biurowe do wynajęcia. To jest prawdziwy obraz rynku biurowego Łodzi. 

Może przedsiębiorcy szukają teraz klasy A, a tamte mają nieodpowiedni standard?

Niekoniecznie, bo są też tańsze. Lokalne, małe firmy na początku działalności wynajmują biura niższego standardu, potem się przenoszą do lepszych. Moim klientem była kiedyś firma Ericpol, która na początku wcale nie wynajmowała biura w najlepszej lokalizacji. Potem wybudowała sobie nowy biurowiec. Taki jest cykl prowadzenia biznesu. Gdy rynek prosperuje, potrzeba biur wszystkich segmentów. Tymczasem w Łodzi ten rynek leży. 

Skąd, więc to zainteresowanie biurowcami klasy A?

 Dla korporacji, która ma swoje call center w Warszawie, Łódź jest miastem tanim. To, że wynajmuje 5 tys. mkw. powierzchni, nie świadczy o potencjalne rynku.

Raczej o tym, że jest zacofany?

Tak. Największym rynkiem usług, BPO na świecie są Indie. Oferują powierzchnię biurową i taniego, władającego językiem angielskim pracownika. I nie mówimy, że Indie to jest centrum biznesu w nieruchomościach. To, że do Łodzi sprowadzają się firmy, znaczy, że siła robocza jest tu tania, są studenci, a powierzchnia biurowa jest tańsza niż w Warszawie, Wrocławiu czy Krakowie. 

Myśli pan, że tak jak w Warszawie powstanie u nas biurowy Mordor?

Tak, co jest nieszczęściem. Kiedyś w Nowym Centrum Łodzi miało być połączenie funkcji mieszkalnej z rozrywkową, biurową i sztuką. Obecnie ma tam być tylko funkcja biurowa i powstanie Mordor: szare bloki, w których od godz. 8 do godz. 18 będą pracować białe kołnierzyki, a w sobotę i w niedzielę będzie pusto. Brama Miasta to też kolejne klocki kolejnego Mordoru. To żadna futurystyczna przestrzeń, żaden magnes.

DZIENNIK ŁÓDZKI  Matylda Witkowska

Żródło;http://www.dzienniklodzki.pl/opinie/wywiady/a/tomasz-bleszynski-wokol-dworca-powstaje-szary-lodzki-mordor,11979226/

 
 Oceń wpis
   

Posiadanie małego lokalu jest dla wielu bramą do działalności biznesowej.

Pokój biurowy o powierzchni 12 mkw. to najmniejszy lokal usługowy w ofercie najmu gdańskiego oddziału agencji Północ Nieruchomości. Czynsz za tę nieruchomość to 800 zł netto miesięcznie. Lokal ma dostęp i do toalet, i do części socjalnej. Można też dokupić pakiet obsługi przez recepcję. Chodzi o odbieranie poczty, telefonów wyjaśnia Adam Świrgoń, dyrektor gdańskiego oddziału Północ Nieruchomości. - Lokal trzeba wynająć co najmniej na miesiąc. Z kolei najmniejszy lokal do kupienia za pośrednictwem tej gdańskiej agencji ma 20 mkw. Znajdująca się w Gdańsku-Jasieniu nieruchomość jest wyceniona na 100 tys. zł.

Mało małych, a popyt duży

Adam Świrgoń zwraca uwagę, że w Trójmieście podaż niewielkich lokali usługowych pod drobne usługi jest mała. To towar deficytowy. Coraz więcej klientów uwalnia gotówkę i poszukuje nieruchomości komercyjnych na wynajem zwraca uwagę dyrektor z Północy. Stawki najmu za lokale użytkowe rosną umiarkowanie. I będą rosły, dopóki rynek się nie nasyci ocenia dyrektor Świrgoń. Dziś czynsze zaczynają się od ok. 50 zł netto za mkw. nieruchomości. W ciągu roku stawki poszły w górę o 1015 proc. szacuje dyrektor. Dodaje, że popyt na takie lokale jest ogromny. Powodem są drożejące mieszkania oraz wzrost liczby przedsiębiorców. Ludzie chcą być niezależni, pracować na własny rachunek wyjaśnia Adam Świrgoń. Posiadanie małego lokalu jest dla wielu bramą do działalności biznesowej. Najbardziej popularne są usługi kosmetyczne, gastronomia, działalność biurowa (księgowość, ubezpieczenia, handel internetowy) wylicza.

Także w Krakowie agencja Północ Nieruchomości oferuje niewielkie powierzchnie komercyjne i na wynajem, i do kupienia. Na przykład 12-metrowy lokal, jak mówi Aneta Jurusik, kierownik działu sprzedaży w tej agencji, jest do wynajęcia w dzielnicy Krowodrza. Nieruchomość jest przeznaczona na handel, usługi albo działalność biurową. Stawka najmu to 900 zł miesięcznie. Klientom, którzy chcą kupić niewielki lokal w Krakowie, Północ Nieruchomości oferuje 23 mkw. na prestiżowym osiedlu w Bronowicach Małych. Lokal składa się z sali handlowej, magazynu, sanitariatu oraz aneksu kuchennego. Jest przygotowany do sprzedaży detalicznej, ma koncesję na sprzedaż piwa opowiada Aneta Jurusik. Cena lokalu to 145 tys. zł. Oferta niewielkich lokali usługowych nie jest w Krakowie duża mówi przedstawicielka agencji Północ Nieruchomości. Najwięcej powierzchni tego typu znajdziemy w dzielnicach Krowodrza i Prądnik Czerwony, najmniej w centrum wskazuje. Małe lokale oferowane w śródmieściu błyskawicznie znajdują nabywców. Warto zauważyć, że ze względu na nasilającą się tendencję do efektywnego wykorzystywania powierzchni handlowych liczba małych dostępnych na rynku lokali użytkowych wzrasta mówi Aneta Jurusik. Czynsze za najmniejsze powierzchnie wahają się od 350 zł do nawet kilku tysięcy złotych miesięcznie podaje.

Z analiz agencji Północ Nieruchomości wynika, że stawki najmu w centrum Krakowa utrzymują się na stabilnym poziomie. Dobra lokalizacja jest zawsze w cenie zauważa Aneta Jurusik. I dodaje, że wartość tego typu nieruchomości znacznie wzrasta, gdy w okolicy rozbudowuje się infrastruktura, np. powstaje nowa linia komunikacyjna albo nowy przystanek autobusowy czy tramwajowy. Małe lokale z dobrymi adresami bardzo szybko znajdują nabywców. Oferty znikają nawet w ciągu miesiąca. W ubiegłym roku trafiały się nieruchomości, które znajdowały najemców w kilka dni opowiada kierownik z Północy. Klienci pytają o powierzchnie na biura lub działalność usługową. Czasem szukają powierzchni, w których można prowadzić działalność gastronomiczną albo medyczną. Takie lokale muszą spełniać określone kryteria. Właściciel, który ma pełną dokumentację oraz pozwolenia, oferuje nieruchomość po zdecydowanie wyższej cenie podkreśla.

Budka z warzywami

Joanna Lebiedź, pośredniczka z sieciowej agencji nieruchomości RE/MAX Action, pytana o najmniejsze powierzchnie użytkowe mówi o stolikach turystycznych ze sznurowadłami, łóżkach polowych i stadionowych szczękach", na których rozkładany jest towar. To najmniejsze formy stoisk, w których jest prowadzona działalność handlowa, zazwyczaj z powodzeniem i na dużą skalę, a już na pewno z dobrymi wynikami finansowymi zapewnia. Dodaje, że doskonale mają się także niewielkie budki z warzywami czy hot dogami. Niepozorne z wyglądu przynoszą spore dochody i nieraz są źródłem utrzymania kilkupokoleniowych rodzin podkreśla Joanna Lebiedź.

Najmniejsze lokale użytkowe na wynajem, jak mówi specjalistka z RE/MAX Action, to często maleńkie kanciapy, zabudowane fragmenty bram, zagospodarowane wnęki pod schodami w centrach handlowych, kioski. Trafiają się także lokale o wymiarach 1x2 lub 2x2 m wydzielone z większych powierzchni, w których można z powodzeniem prowadzić taką działalność jak kolektura totolotka i inne zakłady bukmacherskie, lombardy, zakłady szewskie, punkty dorabiania kluczy, poprawki krawieckie, kantory wymiany walut wskazuje Joanna Lebiedź. Takich lokali nie ma w ofercie zbyt wiele. Trafiają się raczej poza biurami pośrednictwa. Czynsze nie są zbyt wygórowane, ponieważ lokale maleńkie. Tego typu oferty dość szybko znikają z rynku. Nie ma najmniejszych problemów ze znalezieniem najemców zapewnia.

Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości, komentuje z kolei, że małe lokale handlowo-usługowe największym zainteresowaniem cieszyły się w latach 19902002. Ich podaż była wtedy bardzo ograniczona. Znalezienie wolnego lokalu było bardzo trudne, a stawki najmu były astronomiczne opowiada Błeszyński. Klienci interesowali się wszelkiego rodzaju pomieszczeniami, które można było zaadaptować na cele handlowe czy usługowe. Zainteresowanie wzbudzały nieruchomości o powierzchni 4, 6, 8, 10 mkw. Liczył się w miarę dobry adres i niewygórowany czynsz. W lokalach urządzano małe sklepiki, kioski, kantory, punkty gastronomiczne, działały w nich usługi ksero, wypożyczalnie wspomina.

Błeszyński podkreśla, że rynek lokali usługowych diametralnie się jednak zmienił. Według niego podaż tego typu nieruchomości jest bardzo duża. Praktycznie w każdej lokalizacji i w każdym mieście można bez problemu znaleźć lokal o różnej wielkości i różnym czynszu zapewnia ekspert. Właściciele lokali, którzy długo czekają na najemcę, są skłonni nie tylko do wydzielenia interesującej klienta powierzchni, ale i do poniesienia pewnych nakładów na remont, byle tylko dostosować nieruchomość do potrzeb zainteresowanego.

Aneta Gawrońska - Rzeczpospolita

Źródło: http://www.rp.pl/Komercyjne/301209966-Kilka-metrow-do-wziecia-na-kiosk-albo-kwiaciarnie.html#ap-3

 
 Oceń wpis
   

Bardzo dziękuję za zaproszenie na być może ostatnią edycję Fashion Week Poland.

Z wielką przyjemnością bywałem na tej imprezie od lat... z radością patrzyłem jak się rozwija i buduję od podstaw zniszczoną przez lata markę Łodzi, jako stolicy mody .. tak .. tak .. Łódź dawniej włókiennicza miała wielką szansę właśnie dzięki FW stać się znowu centrum dobrego ubioru i nowoczesnego designu ..

Z wielkim smutkiem i przykrością obserwowałem ostatnie wydarzenia związane z FW... Żałuję, że to już prawdopodobnie koniec tego projektu w Łodzi. Bardzo Państwu dziękuję, że przez te lata swoim zaangażowaniem i ciężką pracą pokazaliście, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Na modzie się tak dobrze nie znam jak na nieruchomościach, inwestycjach i powiem, że utrata tego projektu wpłynie również negatywnie na rozwój tego segmentu rynku. Od lat obserwowałem, co raz to większe zainteresowanie przedsiębiorców, spółek inwestycjami w szeroko rozumiany przemysł modowy.

Kupowano nieruchomości uruchamiano w nich, zakłady produkcyjne, hurtownie czy sklepy. Zatrudniano lokalnych pracowników, płacono tu podatki. Przyglądano się jak rozwija się Fashion Week i czerpano z przedstawianych tam kolekcji nowe pomysły i trendy.

Raz jeszcze dziękuje i pozdrawiam serdecznie.

Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Czy przedsiębiorcy z Emiratów Arabskich ulokują w Warszawie i Łodzi inwestycje za dwa miliardy euro?

Inwestorzy z Dubaju poszukują dużej działki min. 20 ha w centrum miasta. Planują na pozyskanym terenie wybudować nową wielofunkcyjną inwestycję podobno w grę wchodzi Warszawa i Łódź. W programie TV Toya Bez etatu red. Marka Krzciuka o zaletach i wadach przyszłej inwestycji odpowiadali zaproszeni do studia eksperci min. Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości, Błażej Moder dyrektor Nowego Centrum Łodzi, Janusz Michaluk dyrektor Regionalnej Izby Gospodarczej.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości - komentarz

Zastanawiam się, po co Dubajczykom inwestycje w UE a szczególnie w Polsce. Przecież tu dużego biznesu na tych nieruchomościach nie zrobią są na świecie lepsze i bardziej rentowne rynki inwestycyjne. W Warszawie i Łodzi w segmencie biurowym i mieszkaniowym od lat panuje nadpodaż a ceny i czynsze są na poziomie przeciętnym i zwrot z takiej inwestycji byłby długoletni. Zastanawiam się czy w przypadku tej ewentualnej inwestycji wcale nie chodzi o jej biznesowy charakter tylko może inne sprawy? Może w grę wchodzą jakieś przesiedlenia ludzi czy ruchy etniczne może głównym celem inwestycji zbudowanie takich zamkniętych osiedli miast w mieście.

Meczet już otwarty. Teraz powstanie dzielnica Arabska ?

Tak myślę, że w Centrum Warszawy w okolicach dworca Centralnego i Pałacu Kultury i Nauki [takie tereny proponuje inwestorom Stołeczny Urząd Miasta] mogłoby powstać takie Business Office Center z lśniącymi drapaczami chmur o funkcjach biurowych I apartamentowych. A w Łodzi na terenach wokół nowa budowanego dworca i Nowego Centrum Łodzi [takie tereny proponują Dubajczykom władze miasta Łodzi] mogłoby powstać miasteczko z budynkami mieszkalnym i pełną infrastrukturą handlowo usługową mając na względzie przyszłościowe dobre skomunikowanie z Warszawą za pośrednictwem szybkiej kolei.

Takie warianty zakładam dla tej planowanej inwestycji. Podobno jesienią ma odbyć się wizyta studyjna na wytypowanych nieruchomościach i może wtedy inwestorzy z Dubaju uchylą rąbka tajemnicy o przyszłym projekcie.

Zastanawiam się też czy czasem nie jest to tylko celowe działanie wizerunkowe władz Warszawy i Łodzi pokazujące, że coś na rynku inwestycyjnym się dzieje i że długo oczekiwani inwestorzy strategiczni właśnie pukają już do drzwi. Oba miasta są bardzo zadłużone, wyprzedają nieruchomości uzupełniając niedobory w budżecie. Cierpią na brak prestiżowych inwestycji takich lokomotyw sukcesu. Wiemy przecież, że mamy rok wyborczy a jesienią może się zmieć układ w parlamencie, powstać nowy rząd. Myślę, że Prezydentów tych miast w takiej sytuacji mogą czekać trudne chwile włącznie z pomysłami o ich, odwołanie i przeprowadzenie referendum. Nie wiem może i dlatego takie dziania PR i komunikat do mieszkańców, że jesienią inwestorzy się pojawią i zmienią oblicze miast sypiąc petrodolarami.

Czas pokaże, jakie decyzje zapadną odnośnie ewentualnych inwestycji, jakie będą układanki polityczne, kto zyska, kto straci. Na razie jedno jest pewne, że do końca, wakacji łódzkie biuro Samsunga, zostanie zamknięte i zostanie przeniesione do Warszawy. A jesz-cze nie tak dawno czytałem szumne raporty, że Łodzi będzie centrum PO. Widać zaklinacze rzeczywistości patrzą na to z innej perspektywy a rynek inwestycyjny kieruje się swoimi prawami.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

30 czerwca 2015 r. Źródło : www.tvtoya.pl

 
 Oceń wpis
   

Rozmowa z Tomaszem Błeszyńskim, doradcą rynku nieruchomości

Kilka chwil po zakończeniu licytacji działki pod Bramę Miasta napisał Pan na Facebooku: Szału nie było... Przeciętna transakcja na przeciętnym rynku nieruchomości... Po jednym oferencie na taką cud działkę nie widać potwierdzenia takiej niby to atrakcyjności łódzkiego rynku nieruchomości... Szaro... Smutno i biednie wokół ... Nie zmieniam zdana po jednej transakcji o łódzkim rynku inwestycyjnym... Moje analizy wskazują, że słońca długo nie zobaczymy... Żałuję bardzo, bo to moje ukochane rodzinne miasto

Dlaczego tak krytycznie potraktował Pan tę transakcję ?

Zacznijmy od tego, że miasto dużo chciało, a mało wzięło. Miało być tylu chętnych już za pierwszym podejściem, gdy działkę wystawiono za 40 mln zł. To było czyste wariactwo. Dużo się o tym mówiło, był wyjazdy na targi w Cannes, zainteresowanie inwestorów, koncepcja Daniela Libeskinda, sztandarowy projekt dla Nowego Centrum Łodzi, aż w końcu za drugim podejściem sprzedano działkę Skanskiej. W dodatku zastanawiam się, czy to nie była transakcja proszona.

Proszona ?

Z takim zjawiskiem mamy do czynienia drugi raz. Transakcja dotycząca działki przy ogrodowej w pobliżu Pałacu Poznańskiego też jest dziwna. Też jeżdżono z nią na targi, przez dwa lata wystawiano w trzech przetargach, a sprzedano ją za połowę wartości, a może nawet mniej. Tak samo jak w przypadku działki pod Bramę Miasta, inwestor ma aż pięć lat na realizację. W innych miastach nie daje się takich preferencyjnych warunków. Pięć lat to piekielnie długo. To niepokojące, bo w tym czasie może zmienić się koniunktura na rynku. Niewiadomo, czy za pięć lat Skanska będzie jeszcze właścicielem tej działki. Miasto powinno dążyć do tego, aby jak najszybciej zakończyć inwestycje. W Łodzi są takie procedury, że na pozwolenie na budowę trzeba czekać rok. Budowa może trwać kolejny rok, może półtora. A przecież wielkie biurowce mogą powstać nawet w dziewięć miesięcy, jak choćby Forum76 przy Piłsudskiego. Gdy dodamy jeszcze rok na komercjalizację pomieszczeń biurowych, to wychodzi nam okres trzech lat. A miasto daje pięć lat. Tego nie potrafię zrozumieć.

Czy Łódź jest tak mało atrakcyjna dla inwestorów, że do licytacji przystąpiła tylko jedna firma ?

Rzeczywiście, był jeden oferent, który kupił działkę za pół ceny. Z buńczucznych planów miasta wyszły nici. A jeszcze niedawno wiceprezydent Marek Cieślak mówił, że po tę działkę ustawiają się kolejki. A tymczasem potwierdziło się to, co od wielu lat wiadomo, że Łódź na mapie inwestycyjnej jest słaba. Nie jest miastem atrakcyjnym dla inwestorów. Nikt nie potrafi ich przyciągnąć. Gdyby to rzeczywiście była działka luksusowa, to by się o nią zabijali. Kiedyś tak było, że do przetargów na miejskie nieruchomości przystępowało 20 oferentów i bili się o działki. Rozmawiałem z wiceprezydentem Ireneuszem Jabłońskim, który powiedział mi, że rynek zweryfikuje rzeczywista wartość działki pod Bramę Miasta. A wyszło na to, że Łódź znów wyprzedaje srebra rodowe. Cieszę się, że tę działkę sprzedano, bo bez Bramy Miasta byłaby wielka wyrwa w architekturze. Ona ma otwierać Nowe Centrum Łodzi. Martwi mnie, że sprzedaż odbywała się w bólach, że brakuje koncepcji zagospodarowania pozostałego terenu NCŁ, że brakuje klientów na pozostałe działki.

Kwota 28,5 mln zł jest zbyt niska ?

To taniocha. Za takie pieniądze kupi się marną działkę w Warszawie. Atrakcyjne działki są o wiele droższe. W stolicy panuje przekonanie, że Łódź nie jest atrakcyjna dla inwestorów. Przy ulicy Tuwima, przy samym NCŁ, mam działkę do sprzedania. Oglądali ją deweloperzy, ale nikt nie chciał jej wziąć, bo nie wierzyli w rentowność NCŁ.

Sprzedaż działki pod Bramę Miasta miała być sygnałem dla inwestorów, że warto inwestować w NCŁ.

Jeśli ta transakcja wysłała jakiś sygnał dla rynku, to tylko taki, że w Łodzi można tanio kupić działki. NCŁ miała jawić się, jako wyspa szczęśliwości, ale jeśli ten projekt wystrzeli, to zniszczy Piotrkowska. Sprzedajemy tereny w nowym centrum, a co ze starym? Analizy Krakowa, Warszawy czy Katowic wykazują, że gdzie powstanie zabudowa komercyjna przy dworcu, tam kończy się ruch w kierunku centrum miasta. Osoby dojeżdżające spoza miasta docierają do węzła przesiadkowego, tam robią zakupy, więc nie biegają już po mieście. Pytam znajomych z Krakowa, kiedy ostatni raz byli na rynku. Odpowiadają, że rok lub pół roku temu. Bo i po co? Przyjadą pociągiem, pójdą do biura, a zakupy zrobią w galerii przy dworcu. W Warszawie Złote Tarasy zabiły ruch na Marszałkowskiej i Nowym Świecie.

W Bramie Miasta ma pracować ć 3, 5 tysiąca osób. To realne ?

To liczba marketingowa. Nie faktyczna, tylko przewidywalna. I to dla całego obszaru stu hektarów NCŁ. Łódź nie będzie centrum biurowym, bo inne miasta już nam uciekły. Trzeba skończyć z marketingowymi bajkami i zrobić strategię dla inwestorów. Zwłaszcza dla łódzkich, bo inne miasta dają im ulgi, a Łódź chwali się obcym inwestorem. Podsumowując, najpierw strategia dla inwestorów i koniec chaosu urbanizacyjnego, komunikacyjnego i urzędniczego, a potem może coś drgnie.

Rozmawiał; Marcin Bereszczyński Forum Łódź 19.06. 2015 Polska Dziennik Łódzki

 
 Oceń wpis
   

Lofty: Mieszkanie w dawnej fabryce to wciąż luksus, na który mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Na Zachodzie historia loftów sięga kilkudziesięciu lat, tymczasem w Polsce pojawiły się one całkiem niedawno.

W latach 70. i 80. XX w. dzielnicę Williamsburg w północnej części Brooklynu po 30 latach świetności opuszczał przemysł. Na Brooklyn ruszyli więc artyści, którym Manhattan oferował za mało miejsca, za te same pieniądze. Tu mogli mieć całe piętra manufaktur o powierzchni przynajmniej 500 mkw., gdzie sufit był na wysokości na ponad pięciu metrów nad podłogą tłumaczy Bartosz Turek, kierownik działu analiz Lions Banku.

Wahania popytu

W Polsce inwestycje w lofty zapowiadały się świetnie na przełomie 2005 i 2006 r.

Projektanci realizowali swoje niespełnione wcześniej marzenia, zaś inwestorzy kupowali często za bezcen zniszczone zębem czasu obiekty. Spece od marketingu sprytnie nakręcali modę, uciekając się do różnych sztuczek, często wykorzystując do tego znane z ekranu twarze. Tajemniczy analitycy wróżyli z miesiąca na miesiąc dwucyfrowe zyski na loftach. Sprzedaż kwitła, ceny rosły, klienci rezerwowali papierowe inwestycje opowiada Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Nabywcami loftów były przede wszystkim fundusze inwestycyjne, ale też artyści, malarze, rzeźbiarze, fotograficy, filmowcy, dziennikarze, prawnicy, lekarze. Inwestorzy nie spodziewali się krachu, i to na całej linii.

Tymczasem rewitalizacja pofabrycznych obiektów okazała się bardzo droga, pracochłonna i do tego często musiała być przeprowadzana pod okiem konserwatora zabytków. Zaczęły się obsuwać terminy, powstawały problemy ze znalezieniem specjalistycznych wykonawców. Czas upływał a rynek nieruchomości hamował mówi Tomasz Błeszyński.

Zachwyt nad tą kategorią nieruchomości dodatkowo ostudziło kilka spektakularnych upadłości deweloperskich. Jedną z najbardziej znanych było objęcie przez syndyka w 2012 r. loftów w fabryce Scheiblera w Łodzi, których cena na początku sprzedaży sięgała 7,5 tys. zł, a ostatecznie z trudem sprzedawano je za 3 tys. zł za mkw. mówi Maciej Górka, ekspert ds. nieruchomości Domiporta.pl Jednak mimo fiaska łódzkiego projektu, na deweloperskiej mapie Polski pojawiło się wiele nowych inwestycji loftowych. W Poznaniu, w zabytkowych koszarach XV Pułku Ułanów Poznańskich powstały Lofty Ułańskie, których ceny wynoszą od 7 tys. zł za metr w 150-metrowym apartamencie do ponad 11 tys. zł w mniejszych lokalach. Także we Wrocławiu znajdziemy podobne inwestycje, choćby Lofty Platinum w XIX-wiecznej destylarni Braci Wolff przy ul. Inowrocławskiej, gdzie ceny zaczynały się od 8 tys. zł za mkw. Innym przykładem jest Nowa Papiernia w zaadaptowanym budynku papierni z 1889 r. na Przedmieściu Oławskim, w której ceny wahają się od 7,8 tys. do 10 tys. za mkw. W Krakowie natomiast lofty powstają w dzielnicy Zabłocie w zabytkowym młynie Ziarno, a w Warszawie w dawnej wytwórni wódek Koneser z cenami od 8 tys. zł za mkw. wylicza Maciej Górka.

Plusy i minusy

Zaletą loftów jest możliwość zaaranżowania powierzchni na wiele sposobów. Duże okna, wysokie ściany, industrialny charakter to wszystko w rękach dobrego projektanta gwarantuje ciekawe projekty aranżacyjne i urzeczywistnienie rozwiązań, które w standardowym mieszkaniu nie mogłyby mieć miejsca. Dla niektórych wadą może być wielkość powierzchni i problemy natury praktycznej od większych kosztów ogrzewania takich powierzchni, po utrzymanie w czystości np. szyb mówi Marcin Jańczuk, dyrektor ds. PR w Metrohouse. Trzeba też pamiętać, że cechą loftów są otwarte przestrzenie stąd trudne może być podzielenie powierzchni na pokoje np. dla rodziny z dziećmi. Do tego jeśli strop jest na wysokości 5 czy 7 metrów trudno nawet wymienić zużytą żarówkę dodaje Bartosz Turek.

Niepewna przyszłość

Trudno jednak ocenić, czy lofty przekształcane w mieszkania mają szansę stać się w najbliższych latach poważnym graczem na rynku nieruchomości. Jak tłumaczy Ewa Piechota, menedżer marketingu Nowej Papierni, zainteresowanie loftami jest bardzo duże. Potwierdzają to liczby. Ze 129 loftów Nowej Papierni i inspirowanych nimi mieszkań New Line do sprzedania pozostało około 20 lokali. Polacy coraz częściej chcą mieszkać oryginalnie i szukają niekonwencjonalnych, klimatycznych wnętrz. Planujemy kolejny etap inwestycji, w ramach którego Nowa Papiernia powiększy się o około 140 wysokich mieszkań, nawiązujących do poprzemysłowego charakteru loftów zapowiada Ewa Piechota.

Tymczasem według Tomasza Błeszyńskiego, chętnych na lofty nie ma zbyt wielu. Już w niektórych miastach mieszkania na rynku pierwotnym i wtórnym tanieją. Ruszają promocje deweloperów, podaż rośnie, mało kogo interesują już lofty. To zjawisko postępuje w całej Polsce. Niektórzy inwestorzy próbują przerabiać swoje lofciarnie na biurowce z kolei inne projekty ślimaczą się, jakby czekały z zakończaniem na nowy boom nieruchomościowy. Polacy jeszcze nie zaakceptowali i nie przekonali się do takich inwestycji, niejednokrotnie pamiętają jeszcze te przędzalnie jako działające fabryki z daleka śmierdzące chemikaliami, przesiąknięte smarami mury i podłogi po maszynach tkackich. Na to, by lofty były przyjaźnie przyjmowane przez klientów i rynek, potrzeba czasu i pieniędzy twierdzi Tomasz Błeszyński.

Anna Gołasa 21.04.2015r.

Źródło: http://pulsbiznesu.pb.pl/4050020,88715,industrialna-moda-odradza-sie-wolno

 
 Oceń wpis
   

Tomasz Błeszyński: Inwestowanie w nieruchomości to najlepsza forma lokowania kapitału Rynek nieruchomości w Polsce rozwinął się bardzo szybko.

Pamiętamy czasy, kiedy deweloperzy sprzedawali mieszkania na pniu, nawet te, które jeszcze nie istniały. Od 2009 r. liczba transakcji zaczęła gwałtownie spadać. Nastały chude lata. Wiele osób traktujących zakup mieszkania, jako pewną i intratną inwestycję, miało kłopoty z jego sprzedażą po cenie, jaką zapłacili za lokal w czasach prosperity. Dopiero w 2013 roku ceny zaczęły nieśmiało rosnąć, ale zapaść na rynku nieruchomości ostudziła zapał indywidualnych osób do inwestowania.

Tomasz Błeszyński, Doradca Rynku Nieruchomości ocenia, że nie ma się, czego bać. Jego zdaniem inwestowanie w nieruchomości wciąż jest najlepszą alternatywą na lokowanie kapitału. Ważne, aby robić to z głową.

Koniunktura w gospodarce ciągle się zmienia, a rynek inwestycyjny płata figle nawet wytrawnym graczom. Czy w takim otoczeniu opłaca się inwestować w nieruchomości?

Już Theodore Roosevelt mówił, że inwestycje w nieruchomości to nie tylko najlepszy, najszybszy, ale przede wszystkim jedyny sposób, aby stać się bogatym. To ponadczasowa prawda, która przetrwała i przetrwa wiele kryzysów. Nieruchomości są ważnym elementem rynku kapitałowego. To na nich z powodzeniem budowany jest majątek pokoleń. Lokowanie kapitału w nieruchomości wymaga dużej rozwagi i rozsądku, nie kupujemy tylko, dlatego ze jest tanio czy też, że nam się bardzo podoba dana oferta. Analizujemy potencjał nieruchomości ocenimy jej wady i zalety ew. nakłady i przyszłe zyski.

Kto może inwestować w nieruchomości?

Na tym rynku inwestować mogą praktycznie wszyscy. Jedynym ograniczeniem jest wielkość funduszy, jakimi dysponuje gracz. Mniej doświadczeni lokują kapitał na rynku komercyjnym w nieruchomości dochodowe. Bardziej doświadczeni szukają atrakcyjnych działek i planują, jak je zagospodarować z dużym zyskiem we właściwym czasie.

Jakie inne formy inwestowania cieszą się obecnie powodzeniem? Czy obserwuje Pan jakieś wschodzące trendy?

Na rynek powraca moda na systemy codno lub inaczej aparthotele, wykreowana przez deweloperów. Nie jest to zjawisko nowe. Na bardziej zasobnych rynkach zagranicznych takie projekty funkcjonują z powodzeniem od dawna. Aparthotele są ciekawą alternatywą inwestowania w nieruchomości. Umożliwiają zakup nie tylko pojedynczych apartamentów czy pokoi hotelowych, ale i udziałów w projekcie. Głównym wyróżnikiem projektów na tle klasycznego inwestowania w nieruchomości do najmu jest to, że deweloper bierze na siebie nie tylko obowiązki związane z wybudowaniem i zarządzaniem nieruchomością, ale i zobowiązuje się wynajmować lokale w imieniu właściciela, czyli zarządzać najmem. Takie rozwiązanie jest szczególnie wygodne dla osób, które chcąc korzystać na własne potrzeby z lokalu a w pozostałym czasie czerpać zyski z najmu nie zajmując się tym, na co dzień. Produkt taki nie jest nowy, na rynku funkcjonują firmy specjalizujące się z zarządzaniu najmem oraz fundusze inwestycyjne oferujące takie produkty, jako alternatywne źródła pomnażania przychodów.

Czy inwestycje w aparthotele mają przyszłość?

Deweloperzy jeszcze kilka lat temu niechętnie zajmowali się takim projektami, byli skupieni głownie na szybkiej sprzedaży wysoko-marżowych inwestycji, a nie ich zarządzaniem. Mieszkania sprzedawały się praktycznie od ręki. Deweloperzy niesieni sukcesem postanowili zainwestować na innych rynkach, wyjść z metropolii do znanych miejscowości i ośrodków turystycznych. Kiedy przyszedł czas kryzysu i stabilizacji, okazało się, że coraz trudniej jest sprzedać gotowe już lokale. Wtedy do Polski na dobre zawitał model aparthoteli. Deweloperzy zajęli się zarządzaniem tymi projektami. Niestety nie wszystkie projekty ze względu na lokalizację i funkcjonalność oraz standard da się przerobić na condo. W lepszej sytuacji są projekty budowane od razu z takim przeznaczeniem. O atrakcyjności inwestycji decyduje jej lokalizacja (duże miasta i miejscowości turystyczne), funkcjonalność, standard wykończenia i koszty utrzymania i oczywiście najważniejszy czynnik - chłonność rynku poparta jak najwyższymi do osiągnięcia czynszami najmu. Przecież prócz korzystania dla własnej wygody z aparthotelu przez nowego właściciela liczy się przychód z jego najmu. Rentowność z tych projektów jest porównywana do klasycznych inwestycji w najem w wg rożnych danych i wynosi średnio 4-8 procent w skali roku. To dobry wynik, zwłaszcza mając na uwadze zmieniającą się koniunkturę na rynku.

Polska The Times 27.01.2015 r.

Źródło: http://www.polskatimes.pl/artykul/3730034,tomasz-bleszynski-inwestowanie-w-nieruchomosci-to-najlepsza-forma-lokowania-kapitalu,id,t.html

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Łódzka Rada Miejska na najbliższej sesji podejmie decyzje dotyczące uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla kwartału Nowego Centrum Łodzi.

Planem miejscowym ma zostać objęty obszar o powierzchni blisko 94 ha pomiędzy ulicami Sienkiewicza, Narutowicza, Kopcińskiego i Tuwima. Jest to obecne istotny fragment miasta ze względu na trwającą budowę nowego dworca Łódź Fabryczna.

Przeglądając proponowane koncepcje planistyczne nie sposób nie zauważyć diametralnej zmiany podejścia miasta do zagospodarowania tego terenu po klapie ze sprzedażą działki pod Bramę Miasta. Pierwotnie zakładano, że teren NCŁ będzie wizytówką miasta, na którym oprócz sztandarowej Bramy Miasta znajdą się inne spektakularne inwestycje. Na planowanym obszarze miały zostać zbudowane min. nowoczesne 120 metrowe drapacze chmur.

Przedstawiane obecnie projekty planu miejscowego zakładają odwrót od maksymalizmu w kierunku minimalizmu. Zakładane w planie budynki mają być o połowę niższe od pierwotnie planowanych spełniać funkcje biurowe, usługowe, mieszkalne i handlowe. Nic nowego, zatem tu nie powstanie, podobna zabudowa jest już realizowana od lat w innych dzielnicach miasta.

Co będzie, więc tą wizytówką miasta, dworzec kolejowy czy może centrum sztuki ?

Mam nieodparte wrażenie, że obecny plan miejscowy nowego centrum został uszyty na miarę i pod życzenia przyszłych inwestorów. Zabudują nam ten rejon miasta zwykłymi szarymi biurowcami, postawią blaszane galerie handlowe i bloki mieszkalne zwane szumnie apartamentowcami. Wszystko po to by szybko wybudować i dobrze sprzedać dalej zrealizowane inwestycje. Nic w tym złego taka przecież jest filozofia inwestowania w nieruchomości przez deweloperów czy fundusze.

A jakie znaczenie uchwalenie planu będzie miało dla miasta i jego mieszkańców ?

Dla władz miasta uchwalenie planu jest kluczowe min. po to by zacząć sprzedaż działek w obrębie NCŁ, bowiem wcześniejsza próba sprzedaży nieruchomości oparta na antycypowaniu przyszłości skończyła się niepowodzeniem. Kasa miasta jest mocno nadwyrężona wpływy ze sprzedaży nieruchomości NCŁ byłyby bardzo pożądane, oprócz pieniędzy przyniosłyby również sukces PR. Można by się było zaraz pochwalić, jakie to inwestycje trafiły do Łodzi i dlaczego wybrały właśnie NCŁ. Sprzedaż innych nieruchomości z zasobów miasta idzie opornie, ogłaszany jest przetarg za przetargiem chętnych jakoś nie widać zarówno na kamienice w Centrum jak i tereny inwestycyjne, sprzedają się tylko czasem pojedyncze działki budowlane.

Mam nadzieje, że radni zanim podejmą uchwały zatwierdzające plany miejscowe NCŁ wnikliwie raz jeszcze wszystko przeanalizują. Rozważą wszystkie za i przeciw i nie będą automatycznie głosować wg klucza partyjnego. Proponowana koncepcja moim zdaniem jest bardzo uboga w nowatorskie rozwiązania planistyczne i funkcjonalne została przygotowana pod dyktando przyszłych inwestorów. Nie uwzględnia kompleksowego rozwoju miasta oraz symbiozy Nowego Centrum Łodzi min. z ulicą Piotrkowską. To plan robiony na kolanie dla osiągnięcia doraźnego efektu i szybkiej sprzedaży nieruchomości. Nie jestem architektem ani planistą to są moje subiektywne spostrzeżenia oparte na wieloletnim doświadczeniu z pracy na rynku nieruchomości. Obym się mylił i nie było tak jak zawsze, że góra urodziła mysz.

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości grudzień 2014 r.

P.S. Jeśli te założenia planistyczne zostaną zrealizowane i wokół nowego dworca powstanie kolejna galeria handlowa a ewentualny tunel średnicowy połączy Dworzec Kaliski z przystankiem w Manufakturze to moją ukochaną ulice Piotrkowska czeka smutny los.

Tomek Błeszyński

Kategoria: Biznes
 
Skok w mieszkaniówce 2014-06-06 23:46
 Oceń wpis
   

Ostatnie ćwierćwiecze zmieniło preferencje kupujących mieszkania, ale też technikę ich budowy i standard.

Gdyby przyjrzeć się obecnemu budownictwu mieszkaniowemu w Polsce i porównać je z tym z 1989 r., można odnieść wrażenie, że minęło nie 25 lat, ale przynajmniej 100.

Postęp widać gołym okiem. Czy ćwierć wieku temu marzyliśmy o wieżowcach, w których będziemy mogli mieszkać np. na 30 piętrze? Czy jadąc przez Wrocław, Kraków albo Poznań, przypuszczaliśmy, że po 25 latach tak pięknie zostaną odrestaurowane kamienice, a na obrzeżach miast powstaną nowoczesne osiedla mieszkaniowe i domki jednorodzinne zastanawia się Jarosław Skoczeń, pełnomocnik zarządu w firmie Emmerson. Przypomina, że na warszawskim Tarchominie jeszcze 15 lat temu pasły się krowy, a dziś mieszka tam 150 tys. osób.

Jak w kalejdoskopie

Pierwsze inwestycje deweloperskie w Polsce powstały w 1993 r. Ukończono wtedy budowę 485 lokali. To niewiele wobec 57,5 tys. mieszkań z 2013 r. Trzeba przy tym pamiętać, że GUS jako mieszkania rozumie także domy jednorodzinne mówi Bartosz Turek, kierownik działu analiz Lions Banku.

Tymczasem zapotrzebowanie rynkowe rosło, aż w końcu przewyższyło podaż. Na początku lat 90. nie było jeszcze kredytów hipotecznych, a te, które oferowały banki, miały oprocentowanie rzędu 40-60 proc. W 1995 r. pojawiły się pierwsze kredyty mieszkaniowe z uchodzącym wtedy za atrakcyjne oprocentowaniem na poziomie 23-27 proc. mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.

Większość mieszkań kupowano jednak za gotówkę, a nabywcy niechętnie wskazywali źródło jej pochodzenia. Połowa lat 90. to czas wyraźnego zastoju. Jednym z jego powodów było zmniejszenie skali działalności spółdzielni mieszkaniowych, które wcześniej budowały znacznie więcej mieszkań niż indywidualni inwestorzy.

Udział w budownictwie mieszkaniowym mocno ograniczyli też gracze z kategorii wskazanej przez GUS jako pozostałe chodzi o budownictwo komunalne, czynszowe, zakładowe. W 1991 r. instytucje te zbudowały aż 13,3 tys. mieszkań. Dla porównania, w 2013 r. było to tylko niespełna 4 tys. lokali informuje Bartosz Turek.

Spadającej aktywności spółdzielni towarzyszył rosnący udział inwestorów indywidualnych i deweloperów, którzy w 2013 r. zbudowali odpowiednio: 55,9 proc. i 38,9 proc. wszystkich mieszkań oddanych do użytku, a spółdzielnie tylko 2,4 proc.

Szukanie recepty

Niestety pierwsze lata XXI wieku spowodowały odpływ klientów. Próbowano ich zatrzymać m.in. zmianą w kredytach hipotecznych, które dostawał prawie każdy i na każde mieszkanie.

Takie działanie faktycznie ożywiło rynek, ale doprowadziło do kryzysu, który rozpoczął się w 2008 r. Podaż była niewielka, ceny wysokie, zaś deweloperzy celowo ograniczając wprowadzanie mieszkań na rynek, nakręcali bańkę spekulacyjną. Rynek inwestycyjny rozkwitał, marże deweloperów były wysokie, a klienci straszeni informacjami przez opłaconych analityków, że taniej już nie będzie, kupowali wszystko, zadłużając się we frankach szwajcarskich tłumaczy Tomasz Błeszyński.

Skutki grzechów tamtych lat są odczuwalne do dzisiaj wielu deweloperów inwestujących w przeszacowane projekty upadło, a banki ograniczyły udzielanie kredytów w obcej walucie, choć dla wielu kredytobiorców niestety było już za późno. Obciążenie Polaków kredytami hipotecznymi nadal rośnie. Prawdziwe ożywienie powinno wrócić na rynek około 2016 r. Takie są cykle koniunkturalne i trzeba się do tego przyzwyczaić, a nie zaklinać rzeczywistość twierdzi Tomasz Błeszyński.

Dwa bieguny

Jednak minione ćwierćwiecze znacząco zróżnicowało przede wszystkim preferencje nabywców mieszkań. W latach 90. kupowano lokale 2-3 pokojowe do 45 mkw., w wielkiej płycie. Potem nastał czas bardziej nowoczesnych M4 i M5. W połowie 2000 r. zaczęła się natomiast moda na apartamenty i penthousy.

Dzisiaj na rynek wróciło myślenie ekonomiczne. Mieszkanie ma być dostosowane do potrzeb i za rozsądną cenę mówi Tomasz Błeszyński.

Podobnego zdania jest Marcin Jańczuk, dyrektor ds. PR w Metrohouse, który twierdzi, że minione lata wiele nauczyły zarówno pośredników i deweloperów, jak i samych klientów. Nabywcy z dużą ostrożnością podchodzą do transakcji na rynku mieszkaniowym. Zresztą dziś interesy klienta zabezpieczają m.in. zapisy tzw. ustawy deweloperskiej, regulującej kwestie rachunków powierniczych. Rynek dojrzał i bardzo się ucywilizował uważa Marcin Jańczuk.

Źródło : Puls Biznesu http://pulsbiznesu.pb.pl/3715023,80842,skok-w-mieszkaniowce

autor: Anna Gołasa

Kategoria: Biznes
 
1 | 2 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]