Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
 Oceń wpis
   

Szukający dużych powierzchni na nietypową działalność np. strzelnicę czy dyskotekę nie mają łatwego zadania. Czynsze są zbyt duże.

W centrum Warszawy, jak mówi Marcin Bedla, dyrektor oddziału Emmerson Realty, ponad 500-metrowych lokali usługowych jest bardzo mało. Im dalej od śródmieścia, tym więcej takich nieruchomości. Duże lokale często jednak stoją puste, bo albo nie spełniają wymogów potencjalnych najemców, albo nie ma na nie pomysłu mówi Marcin Bedla. Dodaje, że takich nieruchomości raczej nie przybywa. Deweloperzy wolą budować mniejsze lokale.

Akustyka i stropy

Szukający dużych powierzchni na nietypową działalność np. strzelnicę czy dyskotekę nie mają łatwego zadania. Oferowane lokale mogą się na pierwszy rzut oka wydawać odpowiednie pod względem metrażu i lokalizacji, ale nie będą się nadawać na planowaną działalność np. ze względu na hałas, używki, doświetlenie, wymagane zgody wspólnoty, nośność stropów, przydział energii elektrycznej wylicza dyrektor z Emmerson Realty. Najłatwiej wynająć wielki lokal na działalność biurowo-usługową. Dużo trudniej znaleźć duży lokal na działalność gastronomiczną, specjalistyczną podkreśla. Dlatego też, jak mówi Marcin Bedla, warto podjąć współpracę z biurem nieruchomości, które zna dobrze rynek komercyjny.

Piotr Capiga, negocjator w dziale powierzchni biurowych w firmie doradczej Cushman & Wakefield, zwraca uwagę, że duże powierzchnie usługowe znajdziemy m.in. na parterach biurowców. Zdarza się, że takie powierzchnie powstają także na pierwszych piętrach budynków. Dla przykładu w warszawskim obiekcie Spektrum Tower pierwsze piętro zostało w całości przeznaczone na siłownię, a w pobliskim Rondzie 1 na pierwszym piętrze jest przedszkole opowiada Piotr Capiga. Na wyższych piętrach lokale użytkowe lokowane są raczej rzadko, choć i na tych kondygnacjach można je znaleźć dodaje.

Na przykład na czwartym piętrze budynku Atrium Centrum działa przychodnia Medicover, a na najwyższej kondygnacji Millennium Plaza klub Level 27. Dużym wyzwaniem jest znalezienie odpowiedniej przestrzeni na siłownię i działalność gastronomiczną zauważa Piotr Capiga. Prowadzenie lokalu gastronomicznego wymaga m.in. odpowiedniej liczby wejść, aby zapewnić możliwość dostaw od zaplecza. W przypadku siłowni ważna jest wydajność klimatyzacji oraz wentylacji. Liczy się także odpowiednia izolacja akustyczna oraz nośność stropów, które muszą wytrzymać ciężar maszyn wyjaśnia.

Ekspert Cushman & Wakefield podkreśla, że zainteresowanie powierzchniami w biurowcach jest bardzo duże. Najbardziej aktywni są operatorzy siłowni oraz biur serwisowych czy coworków wskazuje. Capiga podaje, że świetnie wyeksponowane lokale w najlepszych miejscach są wynajmowane nawet za 5060 euro za mkw. miesięcznie.

Najtańsze są lokale w obiektach poprzemysłowych i magazynowych na obrzeżach stolicy i poza jej granicami. Czynsze zaczynają się tam już od 20 zł za mkw. wskazuje Marcin Bedla. Lokale gastronomiczne, zwłaszcza z pełnym wyszynkiem, w topowych lokalizacjach warszawskiego Śródmieścia są wynajmowane nawet za 300 zł za mkw. Stawki za najtańsze lokale w Warszawie to ok. 40 zł za mkw. Taka kwota wystarczy na lokal w niezbyt atrakcyjnym miejscu. W najlepszych lokalizacjach przy głównych ulicach stawki sięgają 400 zł za mkw.

Z analiz Emmerson Realty wynika, że w ostatnich latach średnie stawki za lokale na dyskoteki i kluby, zwłaszcza w centrum miasta, nieznacznie wzrosły o ok. 58 proc., licząc rok do roku. Dziś jest to ponad 150 zł za mkw. Tego typu lokale cieszą się nieustającym zainteresowaniem podkreśla Marcin Bedla. Tego typu powierzchni nie przybywa. Często trzeba zapłacić tzw. odstępne. Wiąże się to nie tyle z najmem lokalu, ile z zakupem całego biznesu wraz z umową najmu wyjaśnia. Dodaje, że na względnie stałym poziomie ok. 70 zł za mkw. utrzymują się stawki za lokale na kluby fitness. Najbardziej poszły w górę czynsze za nietypowe lokale: kręgielnie, kluby bilardowe, strzelnice, korty sportowe, skateparki, paintball, domy strachu, tory gokartowe zwraca uwagę dyrektor z Emmerson Realty.

Płatnicy czynszu

Piotr Capiga zauważa, że duża konkurencja na rynku powierzchni biurowych i walka o najemców sprawia, że operatorzy lokali użytkowych są dziś postrzegani nie tylko jako płatnicy czynszu, ale i dostawcy udogodnień dla użytkowników biurowca. Jeszcze kilka lat temu czynsz za powierzchnię usługową był często dwu- lub nawet trzykrotnością stawki za biura mówi ekspert Cushman & Wakefield. Na wynajęcie lokalu handlowego w biurowcu mogły więc sobie pozwolić jedynie wysokomarżowe spółki. Partery budynków zapełniały głównie sklepy premium i punkty obsługi klientów największych dostawców usług finansowych lub teleinformatycznych dodaje. I podkreśla, że rosnąca pozycja negocjacyjna najemców pozwoliła na oferowanie w budynkach dodatkowych usług. Dziś właściciele budynków, by pozyskać operatorów kantyny czy siłowni, są w stanie zaoferować im czynsz niższy niż za biura mówi Piotr Capiga.

Tomasz Błeszyński, ekspert na rynku nieruchomości, ocenia, że podaż lokali użytkowych od lat jest duża. To powierzchnie w nowych biurowcach i galeriach handlowych oraz w budynkach pofabrycznych wskazuje.

Błeszyński przyznaje, że stawki najmu lokali usługowych podlegają negocjacjom. Czynsz zależy od standardu lokalu i czasu, na jaki jest zawarta umowa. Właścicielom nieruchomości i zarządcom bardziej się opłaca wynająć całą kondygnację jednemu solidnemu najemcy, niż dzielić powierzchnię na mniejsze lokale zauważa ekspert. Radzi, by przed wynajęciem lokalu bezwzględnie sprawdzić jego stan prawny i techniczny.

Bardziej trzeba uważać, kupując taki lokal, niż go wynajmując. Przede wszystkim ważne jest zweryfikowanie przeznaczenia danego lokalu. Musimy mieć pewność, że będzie w nim można prowadzić planowaną działalność dopowiada Marcin Bedla. Duże powierzchnie są często łączone z mniejszych. Trzeba sprawdzić, czy wszędzie mają np. potrzebną wysokość, czy są odpowiednio doświetlone zwraca uwagę.

Aneta Gawrońska - Rzeczpospolita

Źródło; http://www.rp.pl/Komercyjne/303049975-Gdzie-znalezc-lokal-na-dom-strachu-lub-dyskoteke.html#ap-1

 
 Oceń wpis
   

Mieszkanie na wynajem opłaci się bardziej niż lokata, ale to nie znaczy, że decyzję o jego kupnie można podjąć bez zastanowienia.

Inwestycje w nieruchomości to nie tylko najlepszy, najszybszy, ale przede wszystkim jedyny sposób, by stać się bogatym powiedział kiedyś Theodore Roosevelt, prezydent Stanów Zjednoczonych.

To ponadczasowa prawda, która przetrwała i przetrwa wiele kryzysów. Nieruchomości są ważnym elementem rynku kapitałowego. To na nich z powodzeniem buduje się majątek pokoleń uważa Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. Lokowanie kapitału w mieszkaniach wymaga jednak rozwagi i rozsądku.

Z nieruchomościami jest podobnie jak z innymi inwestycjami im wyższy potencjalny zysk, tym większe ryzyko. Mieszkania wakacyjne i pokoje w condohotelach mogą dać dość wysoką stopę zwrotu, jednak w znacznym stopniu zależną od obłożenia, które z kolei może się bardzo wahać w zależności od pory roku lub cyklu rynkowego. Standardowy wynajem mieszkań zapewnia zwykle niższe zyski, za to dochody są względnie najstabilniejsze tłumaczy Maximilian Mendel, partner w Reas.

As w rękawie?

Jeszcze niedawno zakup mieszkania nie miał nic wspólnego z długoterminową inwestycją. Był narzędziem spekulacyjnym w czasach wzrostu cen nieruchomości. Dziś coraz więcej osób myśli o zakupie nieruchomości jako o pewnym buforze oszczędnościowym na emeryturę.

Początkujący inwestorzy nie powinni korzystać z bardziej skomplikowanych instrumentów inwestycyjnych, lepiej zacząć od zakupu mieszkania na wynajem. Zwykle na pierwsze M wybieramy niewielki jedno albo dwupokojowy lokal od dewelopera bądź używany, atrakcyjnie położony mówi Marcin Jańczuk, dyrektor ds. marketingu i PR Metrohouse Franchise. Pierwsze mieszkanie kupione pod wynajem pozwoli się inwestorowi zorientować, jak odnajduje się w takich działaniach, czy jest przygotowany na sytuacje kryzysowe, np. konflikty z najemcami, i ile czasu może przeznaczyć na zarządzanie wynajmem.

Jeżeli ktoś złapie bakcyla, z pewnością kolejnym etapem będzie próba zwiększenia rentowności przez inwestowanie w produkty niszowe, które choć wymagają większego zaangażowania umożliwiają większy zwrot z inwestycji uważa Marcin Jańczuk. Zakup mieszkania na wynajem cieszy się coraz większą popularnością, ponieważ daje wyższą stopę zwrotu niż lokaty i obligacje skarbowe.

W przypadku lokaty z góry jednak wiadomo, kiedy i ile można zarobić. Ma datę zapadalności i określone oprocentowanie. Kupując mieszkanie na wynajem, trzeba się liczyć m.in. z możliwymi problemami ze znalezieniem najemców i wydatkami np. na remont. Oczekiwane zyski są wyższe, ale może się zdarzyć, że w ogóle ich nie będzie. Średnie stawki to obraz rynku, pokazujący, że są osoby, które zarobią mniej, i takie, których zyski będą wyższe zauważa Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości Home Broker. Zaletą jest natomiast możliwość wzrostu wartości nieruchomości.

Dobrze kupione mieszkanie daje szansę, że za dziesięć lat będzie można je po prostu sprzedać drożej przyznaje Marcin Krasoń.

Wakacyjna przystań

Coraz popularniejszą formą inwestowania w nieruchomości staje się zakup apartamentu w condohotelu.

W tym przypadku deweloper bierze na siebie nie tylko obowiązki związane z wybudowaniem i zarządzaniem nieruchomością, ale także z wynajmowaniem lokalu w imieniu właściciela, czyli zarządza najmem. Takie rozwiązanie jest szczególnie wygodne dla osób, które same chcą korzystać z lokalu, a w pozostałym czasie czerpać zyski z najmu, nie zajmując się tym na co dzień opowiada Tomasz Błeszyński.

Już kilkanaście firm sprzedaje pokoje hotelowe w popularnych ośrodkach turystycznych.

Jednym z największych jest spółka Zdrojowa Invest, która zapewnia 7-procentową rentowność przez pierwsze dwa lata. Natomiast wrocławski Domex Bud przez pierwsze pięć lat gwarantuje przychód z wynajmu minimum 7,5 proc. rocznie od ceny netto lokalu. To spora zachęta dla potencjalnego nabywcy. Dużym ułatwieniem dla inwestora jest to, że zakup to jedyna inwestycja, ponieważ apartament jest już w pełni umeblowany i wyposażony, a obsługą zajmuje się wykwalifikowany personel hotelu. Operator dba również o obłożenie w imieniu inwestora, czyli o jego zysk. Według materiałów reklamowych różnych inwestycji można liczyć nawet na 8-procentowy zwrot w roku mówi Maciej Górka, szef działu wsparcia sprzedaży Domiporta.pl. Model condo to jednak rozwiązanie dla ludzi zamożnych.

Cena takiego mieszkania często znacząco przekracza cenę zwykłego lokum w dużym mieście. Finansowanie zakupu apartamentu kredytem jest oczywiście możliwe, ale w tym przypadku trzeba dokładnie przeliczyć opłacalność takiej operacji i sprawdzić, czy to bank nie będzie jedynym, który zarobi. Dla osób, które nie dysponują co najmniej 250 tys. zł, dostępne są inne lokale, np. mikroapartamenty, które można kupić już za nieco ponad 100 tys. złotych dodaje Maciej Górka. 

W Kołobrzegu. Zdrojowa Invest buduje także kompleks hotelowy Diune Hotel***** & Resort, który ma się wyróżniać elegancką architekturą, nawiązującą do międzywojennego modernizmu. W dwóch budynkach zaprojektowano 250 apartamentów.

Z widokiem na morze. Baltic Park Molo będzie nowoczesnym kompleksem hotelowo-apartamentowo-rekreacyjnym między główną promenadą a plażą w Świnoujściu. Znajdzie się w nim niemal 600 pokoi i apartamentów, większość w systemie condo. To inwestycja Zdrojowej Invest.

Anna Gołasa  Puls Biznesu

Źródło: https://www.pb.pl/cztery-katy-z-potencjalem-855328

 
 Oceń wpis
   

Zdarza się, że deweloper, który działał na rynku mieszkaniowym, przechodzi całkowicie na rynek komercyjny.

Najwięksi działający w Polsce deweloperzy bardzo chętnie łączą aktywność na rynku mieszkaniowym z działalnością w segmencie nieruchomości komercyjnych zwraca uwagę Piotr Capiga, negocjator w dziale powierzchni biurowych firmy doradczej Cushman & Wakefield. Dzięki temu mogą zdywersyfikować ryzyko biznesowe.

Wyprzedzają trendy

Deweloper, który zdecyduje się na pozostawienie obiektu komercyjnego w swoim portfolio i jego wynajęcie, może liczyć na stały długoterminowy przychód mówi Piotr Capiga. A sprzedaż mieszkań wiąże się z dużym, ale jednorazowym zastrzykiem gotówki.

Także Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości, zauważa, że duże spółki deweloperskie prowadzą wielotorową działalność, budując zarówno budynki mieszkalne, jak i biurowce oraz obiekty handlowe.

Zdarza się, że deweloper, który działał na rynku mieszkaniowym, przechodzi całkowicie na rynek komercyjny. Wszystko zależy od koniunktury na rynku i potencjału inwestycyjnego danej firmy mówi Błeszyński.

Na wahania koniunktury, które wpływają na deweloperski biznes, wskazuje także Sławomir Horbaczewski, ekspert na rynku nieruchomości. Wielu deweloperów wyprzedza trendy i decyduje się na rozszerzenie działalności. Często jest to konieczne, aby zachować jej ciągłość wyjaśnia. Stąd liczne przypadki, kiedy to inwestor biurowy interesuje się rynkiem mieszkań i odwrotnie. Nieco inaczej wygląda rynek logistyczny i hotelowy podkreśla.

A Piotr Capiga dodaje, że kluczowym elementem każdej inwestycji zarówno komercyjnej, jak i mieszkaniowej jest znalezienie odpowiedniego gruntu. Banki ziemi deweloperów mieszkaniowych są często bardzo duże. Daje to możliwość szybkiego reagowania na zwiększony popyt na biura czy parki handlowe poprzez rozpoczęcie inwestycji komercyjnych na najlepiej wyeksponowanych i skomunikowanych działkach podkreśla ekspert Cushman & Wakefield. Dodaje, że działający na rynku mieszkaniowym i komercyjnym deweloperzy budują różnorakie biurowce. Są wśród nich i wieże, jak Q22 firmy Echo Investment, są kompleksy biurowe np. Generation Park, którego wykonawcą jest Skanska, czy Warsaw Spire firmy Ghelamco. Są też kameralne projekty, jak Mokotowska Square firmy Yareal wylicza Piotr Capiga. Część deweloperów uruchamia inwestycje wielofunkcyjne, które oferują zarówno część mieszkaniową, jak i biurową czy handlową. Przykładem jest kompleks biurowy Harmony Office Center zrealizowany przez Eko-Park obok osiedla mieszkalnego Grazioso lub prowadzona przez White Star budowa EC Powiśle.

Zaczynają od małego

Sławomir Horbaczewski podkreśla, że planujący budowę biurowca deweloper mieszkaniowy nie zaczyna od dużego obiektu. Rozsądniej jest wybudować mniejszy obiekt towarzyszący budowie osiedla mieszkaniowego mówi. Przykłady całkowitego przejścia z jednego sektora do drugiego są nieczęste. Zwykle poszerza się działalność o nowy segment. Inwestorzy zajmujący się realizacją obiektów biurowych czy deweloperzy infrastrukturalni wchodzą w segment mieszkaniowy. Przykładem są Skanska i Budimex, które od lat z powodzeniem budują osiedla.

Według Horbaczewskiego w takich miejscach jak zagłębie biurowe Warszawy, czyli Służewiec Przemysłowy, wchodzenie z nowymi inwestycjami mieszkaniowymi przez deweloperów wyspecjalizowanych w mieszkaniówce jest bardziej korzystnym zjawiskiem niż poszerzanie dotychczasowej działalności przez deweloperów komercyjnych. Specyfika działalności wymaga innej wiedzy i doświadczenia wyjaśnia. Ważnym przykładem budowy biurowca przez firmę deweloperską działającą wcześniej wyłącznie na rynku mieszkaniowym jest Prosta Tower inwestycja Marvipolu podaje.

I przypomina, że budynek miał być apartamentowcem, ale plany pokrzyżowała zmiana koniunktury na rynku mieszkaniowym. Po kilku latach Marvipol ponownie wyszedł poza mieszkaniówkę, próbując swoich sił w logistyce (powierzchnie magazynowe pod Warszawą), co prawda wespół z międzynarodowym podmiotem mówi Sławomir Horbaczewski. W jego ocenie jeśli zmieni się koniunktura na rynku mieszkaniowym, wielu deweloperów przestawi się na budowę powierzchni komercyjnych.

Także Piotr Capiga uważa, że jeśli sytuacja na rynku mieszkaniowym będzie gorsza niż w segmencie nieruchomości komercyjnych, deweloperzy z myślą o maksymalizacji zysku skupią się na obiektach komercyjnych.

Na takie przebranżowienie stać jednak tylko duże firmy deweloperskie ocenia Tomasz Błeszyński. Małe lokalne firmy nawet w czasach bessy pozostają przy swoich projektach mieszkaniowych, a ich receptą na chwilowy kryzys w branży jest po prostu ograniczenie inwestycji. Inwestycje w rynek komercyjny biurowy czy handlowy wymagają dużo większego kapitału niż projekty mieszkaniowe. Dlatego też niewiele mniejszych firm stać na takie inwestycje.

A Piotr Capiga komentuje: Biorąc pod uwagę, że największą wartością dodaną wynikającą z aktywności dewelopera na rynku powierzchni mieszkaniowych i komercyjnych jest dywersyfikacja działalności biznesowej oraz ryzyka, inwestorzy bardzo niechętnie ograniczają się do jednego z segmentów. W szczególności, że oznaczałoby to niewykorzystanie doświadczenia nabytego podczas realizacji poprzednich projektów danego typu.

Aneta Gawrońska -Rzeczpospolita

Źródło; http://www.rp.pl/Komercyjne/301109955-Mieszkanie-ibiuro-od-jednego-dewelopera.html#ap-1

 
 Oceń wpis
   

Tracić na wartości mogą mieszkania o gorszym standardzie w nieciekawych lokalizacjach.

Czy 2017 rok na rynku wtórnym będzie lepszy niż miniony? Inwestorzy po raz kolejny postawią na mieszkania?

Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości: Nie spodziewam się drastycznych zmian. Podaż utrzyma się na wysokim poziomie, a ceny można będzie negocjować. Mieszkania na rynku wtórnym są tańsze niż na pierwotnym, dlatego mniej zamożni klienci, podobne jak młodzi, będą kupować lokale używane.

Rynek deweloperski czekają ostatnie lata prosperity. Uruchomienie programu Mieszkanie + może poważnie zmniejszyć rentowność inwestycji na sprzedaż. Wprowadzenie na rynek alternatywy w postaci mieszkań na wynajem spowoduje, że duża część klientów zrezygnuje z zakupu, decydując się na wynajem lokalu z możliwością późniejszego wykupu.

Grono kredytowych nabywców może także ograniczyć wzrost wkładu własnego. Trzeba też pamiętać, że kończą się stare rządowe programy pomocowe. Nie będzie jednak ani drastycznych podwyżek, ani drastycznych spadków cen. Tracić na wartości mogą mieszkania o gorszym standardzie w nieciekawych lokalizacjach. Inwestowanie w mieszkania na wynajem będzie nadal opłacalne. Nieruchomości mogą dać 68 proc. zwrotu.

Paweł Zeliaś, szef firmy SalonDomow.pl: Chęci polepszenia warunków mieszkaniowych nie zmniejszą się. Problemem będzie możliwość zaspokojenia tych potrzeb. Wymagany wkład własny przy kredycie wzrośnie do 20 proc. Chcąc kupić lokal za 300 tys. zł, klient musi mieć 60 tys. zł. Do tego dochodzą opłaty około transakcyjne podatek (PCC) 6 tys. zł, notariusz 2 tys. zł, pośrednik.

Banki już przygotowały oferty pozwalające na kredytowanie połowy wkładu, czyli 10 proc. Sumarycznie nie obniży to jednak kosztów zakupu. Ceny nieruchomości spadną. Kredyty będą droższe, pula pieniędzy z MdM" na 2018 r. wyczerpie się w pierwszej połowie 2017 r. Deweloperzy po kilku tłustych latach zaczną notować spadek dynamiki sprzedaży. Zdecydują się na obniżki, a za nimi, z lekkim opóźnieniem, zrobi to rynek wtórny.

Paula Augustynowicz, Freedom Nieruchomości w Olsztynie: Wielu klientów nie chce czekać na odbiór inwestycji deweloperskiej czy też bawić się w poszukiwania dobrej ekipy remontowej i wykończenie lokalu. Dlatego nie martwię się, że sprzedaż nieruchomości na rynku wtórnym będzie w tym roku gorsza. Rynek napędza także MdM". Osoby, które odłożyły zakup nieruchomości, właśnie teraz rozpoczną intensywne poszukiwania, aby móc skorzystać z dopłat. Rozbudowuje się także rynek pierwotny, który oferuje wiele możliwości. Mieszkania powstają w różnych lokalizacjach, mają zróżnicowane ceny. Klienci wolą dopłacić i kupić lokal w nowoczesnym budownictwie, z podziemnym garażem. Widać odwrót od wielkiej płyty i kamienic.

W 2017 r. transakcji będzie przybywać. W ostatnich latach zmieniają się i zarobki, i styl życia klientów. Zmieniają mieszkanie na większe nawet po trzech latach. Część nieruchomości utrzyma cenę ze względu na lokalizację, rozkład, wykończenie. Tanieć będą stare lokale z piecami gazowymi w nieremontowanych kamienicach.

Tomasz Szmigiel, Północ Nieruchomości we Wrocławiu: W tym roku będą widoczne dwie przeciwstawne tendencje: spadek transakcji wskutek ostrzejszych warunków kredytowania oraz wzrost zainteresowania zakupami inwestycyjnymi wynikający ze złej polityki makroekonomicznej. Niepewne otoczenie prawne oraz niestabilna sytuacja polityczna, pogorszenie PKB, wzrost cen walut, niskie oprocentowanie lokat bankowych, wzrost ryzyka państwowych papierów wartościowych to powoduje ucieczkę od tracących na wartości złotówek. Na to wszystko nakłada się program MdM".

Ceny mieszkań pomimo że niektóre źródła mówią o ich wzroście są na razie stabilne. Bardzo trudno o wiarygodną prognozę. Na ceny wpływ mogą mieć bardzo trudne do oszacowania czynniki makroekonomiczne. Przy większym spadku złotówki można ostrożnie założyć wzrost cen nieruchomości. Widać wzrost zakupów inwestycyjnych. Na rynku najmu w dużym biznesowym i akademickim mieście można osiągnąć stopę zwrotu na poziomie 78 proc. rocznie.

Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert Emmerson Realty: Zapowiada się kolejny dobry rok. Mieszkań przybywa. Polacy zmieniają lokale na większe, przeprowadzają się do innych miast. Inwestorzy coraz bardziej interesują się mieszkaniami do remontu, które po modernizacji wracają na rynek wtórny lub są wynajmowane. Ceny będą w miarę stabilne. Wahania mogą wynosić ok. 5 proc., jeśli złotówka nie straci znacząco na wartości. Ważnym czynnikiem będzie oprocentowanie lokat. W 2016 r. obserwowaliśmy wzrost zakupów za gotówkę. Niewykluczone, że w tym roku transakcji gotówkowych będzie więcej. Polacy przekonali się do inwestowania w nieruchomości.

Aneta Gawrońska Rzeczpospolita | 02.01.2017|

Źródło: http://www.rp.pl/Mieszkaniowe/301029962-Co-sie-wydarzy-na-rynku-mieszkan-w-2017-roku.html

 
 Oceń wpis
   

W 2016 r. firmy deweloperskie biły kolejne rekordy. Ta dobra passa może się jednak wkrótce kończyć.

W ostatnich dwunastu miesiącach deweloperzy oddali do użytku około 76,2 tys. mieszkań, w tym samym czasie rozpoczęli budowę 87,4 tys. lokali, a na kolejne 103,7 tys. otrzymali pozwolenia. 76 186 mieszkań oddanych do użytkowania w ciągu roku to najlepszy wynik od listopada 2009 r., gdy dogorywał boom kredytowo-mieszkaniowy z lat 2004-08. W porównaniu do statystyk sprzed roku nowych lokali było o ponad 27 proc. więcej komentuje Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości Home Broker.

Spirala inwestycji

Rynek mieszkaniowy rozwijał się przede wszystkim dzięki kontynuacji rządowego programu wsparcia Mieszkanie dla Młodych (MdM), w którym pieniądze szybko się skończyły. Już w marcu zabrakło ich na 2016 rok, a w lipcu na rok 2017. Ekspansji deweloperów sprzyjał też duży odsetek klientów inwestycyjnych. Z rozmów z deweloperami wynika, że w niektórych inwestycjach transakcje gotówkowe i zakupy inwestycyjne stanowią prawie połowę sprzedaży. To bardzo znamienne, bo bez wsparcia inwestorów nie można byłoby mówić o tak dobrym jej tempie twierdzi Marcin Jańczuk, dyrektor ds. PR Metrohouse Franchise.

Na rynku pojawili się także inwestorzy, którzy kupowali całe budynki z myślą o długoterminowym wynajmie. Takie transakcje były już wcześniej zawierane w ramach Funduszu Mieszkań na Wynajem prowadzonego przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Przełomowe jednak w mijającym roku były transakcje z udziałem inwestorów zagranicznych, które mieliśmy okazję wspierać. Otworzyły one drzwi kolejnym dużym graczom działającym w tym sektorze mówi Paweł Sztejter, partner zarządzający Reas.

W nowej odsłonie

Rok 2016 r. przyniósł też jeszcze większą dbałość o jakość budynków mieszkalnych. Deweloperzy z każdym rokiem podnoszą standard swoich inwestycji, poprawiają ich parametry ekologiczne, energooszczędność i funkcjonalność. Nowe osiedla mieszkaniowe coraz lepiej prezentują się również od strony architektonicznej. Z jednej strony to wynik szybkiego postępu technologicznego, a z drugiej dużej konkurencji. W mijającym roku bardzo wzrosła popularność domu inteligentnego, którego szuka coraz więcej klientów deweloperów tłumaczy Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Jeśli chodzi o preferencje kupujących, to w kończącym się roku wzrosła popularność lokali w ścisłym centrum miasta albo w jego pobliżu. Spadło zainteresowanie Polaków kupnem domu z ogródkiem w tzw. dzielnicach sypialniach. Wraz z rozwojem infrastruktury i oferty kulturalno-społecznej w mieście coraz więcej osób chce żyć blisko centrum. Można mówić o trendzie odkrywania miast na nowo, widocznym nie tylko w Warszawie, Wrocławiu czy Trójmieście, ale również w miastach poniżej 500 tys. mieszkańców, np. w Olsztynie zauważa Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development.

Kupujących ciągnie też do dzielnic odzyskujących dawny blask. Dotyczy to np. warszawskiej Pragi. Zainteresowanie Pragą to największa zmiana na stołecznym rynku nieruchomości ostatnich lat. Możemy to ocenić na przykładzie Centrum Praskiego Koneser. W dwóch ukończonych budynkach Mennicy i Wytwórni wolne pozostały tylko dwa penthousey, zaś zaledwie dwa miesiące po rozpoczęciu budowy kolejnego budynku właścicieli znalazło ponad 20 proc. lokali mówi Rafał Szczepański.

O zmianie wizerunku dzielnicy zadecydowała przede wszystkim jej rewitalizacja. W końcu upada fałszywy mit o niebezpiecznej, zaniedbanej i zapomnianej przez włodarzy i inwestorów Pradze. To tu po Madrycie, Londynie i Tel Awiwie Google otworzyło swój Campus, powstaną pierwszy w Polsce lifestylowy hotel Moxy i Muzeum Polskiej Wódki. Takie sąsiedztwo przyciąga nie tylko potencjalnych mieszkańców i firmy, które chętnie przenoszą tu siedziby, ale także turystów, wśród których znajdują się potencjalni nabywcy zainteresowani ulokowaniem swojego kapitału. Co więcej, kolejne inwestycje takie jak budowa kładki pieszo-rowerowej łączącej Pragę ze Śródmieściem sprawią, że za kilka lat ta dzielnica będzie traktowana jako ścisłe centrum Warszawy uważa wiceprezes BBI Development.

Koniec dobrego

Dobra passa na rynku mieszkaniowym nie potrwa jednak długo twierdzą analitycy. Uruchomienie programu Mieszkanie Plus może poważnie zaburzyć funkcjonowanie i rentowność inwestycji na sprzedaż. Wprowadzenie na rynek alternatywy w postaci mieszkań na wynajem spowoduje, że duża cześć klientów zrezygnuje z zakupu lokali i przejdzie w sektor najmu np. z opcją późniejszego wykupu. Może to poważnie wpłynąć na rynek nieruchomości. Jak to będzie w praktyce, zobaczymy, wszystko zależy od tego, jak zostanie wdrożony program Mieszkanie Plus, jak szybko lokale pojawią się na rynku i za jakie stawki czynszu. Czy to będzie naprawdę konkurencyjna oferta na rynku? zastanawia się Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości.

Stopniowego spadku koniunktury spodziewa się także Paweł Sztejter. Fundusze przeznaczone na dopłaty w ramach MdM w 2017 r. zostały już w połowie wykorzystane, a pozostałe pieniądze wyczerpią się zapewne przed końcem pierwszego kwartału. Ekonomiści wskazują na ryzyko stopniowego wzrostu stóp procentowych, co przełoży się nie tylko na spadek zdolności kredytowej klientów deweloperów, ale także na niższą atrakcyjność inwestycji w mieszkania na wynajem. W rezultacie zmniejszy się popyt w dwóch najważniejszych grupach nabywców, nadal jednak aktywność na rynku deweloperskim w 2017 r. będzie ponadprzeciętna twierdzi Paweł Sztejter.

Anna Gołasa Puls Biznesu |2016-12-20|

Źródło; http://www.pb.pl/4651940,77009,zbliza-sie-trudny-czas-dla-deweloperow

 
 Oceń wpis
   

W Wieldządzu, 50 km od Torunia, jest do kupienia dawny kościół ewangelicki. Poświęcony w 1900 r. 270-metrowy budynek wyceniono na 220 tys. zł.

Obiekt służył kiedyś jako magazyn, potem działała w nim dyskoteka, po której zostały stoliki z kanapami i szatnia. Ofertę znajdziemy na portalu Morizon.pl.

Cesarski apartament

Młyny, wiatraki, koszary, warsztaty, dworce, kościoły na rynek sprzedaży nie trafiają zbyt często. Można jednak znaleźć prawdziwe perełki niezwykłe obiekty w bardzo dobrych cenach i atrakcyjnych miejscach mówi Marcin Drogomirecki, analityk portalu Morizon.pl. Jako przykład podaje XIX-wieczny młyn w Żarowie (powiat świdnicki) oferowany za 350 tys. zł. Na zabytkowy dworzec kolejowy w Augustowie wystarczy 271 tys. zł. Na chętnych czekają też młyny w Baboszewie k. Płońska (270 tys. zł) i Morawicy nad Czarną Nidą (475 tys. zł).

Na niezwykłe nieruchomości wskazuje także Bartosz Turek, analityk Open Finance. W Niegoszowicach pod Krakowem jest do kupienia zabytkowy dwór z ok. 1790 r. Budynek został w pełni odrestaurowany. Na granicy Kaszub i Borów Tucholskich jest do wzięcia zespół pałacowo-dworski z 1901 r. Jest też budynek z 1911 r. w Dusznikach-Zdroju. W 2002 r. został wyremontowany i przerobiony na hotel opowiada Turek. Pytany, czy takie nieruchomości są chętnie kupowane przez inwestorów, mówi, że nie jest to lekki chleb. Na nabywcę czeka się miesiącami, czasem latami nie ukrywa. Renowacja kilkusetletniego zamku lub pałacu i przerobienie go na hotel może kosztować nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Na etapie transakcji koszt ten jest zresztą trudny do oszacowania zauważa. Zdaniem Bartosza Turka za podjęciem tak ryzykownej inwestycji, poza ratowaniem dziedzictwa narodowego, może przemawiać także możliwość korzystania z rządowych lub unijnych dopłat. Zabytkowe mury przyciągają turystów jak magnes mówi. Ważne, by zabytek nie tylko zachwycał wyglądem, ale i zarabiał na siebie.

W Polsce rewitalizowane są zamki, pałace, dwory. Powstają w nich hotele, centra konferencyjne, spa, restauracje, muzea. Na Dolnym Śląsku w średniowiecznym Zamku Kliczków powstał hotel z centrum konferencyjnym i spa. Właściciel nie ujawnił kosztów inwestycji. Szacuje się, że wydał co najmniej 20 mln zł mówi ekspert Open Finance. Noc w apartamencie cesarskim kosztuje co najmniej 900 zł. Turek wskazuje też na pałac Mierzęcin (woj. lubuskie), w którym działa hotel. Na terenie posiadłości znajduje się trzecia co do wielkości winnica w Polsce. Z funduszy unijnych, jak mówi Bartosz Turek, skorzystał właściciel obiektu w Lidzbarku Warmińskim. Hotel Krasicki oferuje 122 pokoje i sale konferencyjne. Jest tam także restauracja i biblioteka. Koszt inwestycji to prawie 58 mln zł, a wysokość dofinansowania z UE sięgnęła 15 mln zł mówi ekspert Open Finance.

Dom weselny

Unikatowe nieruchomości to łakomy kąsek ocenia Marcin Drogomirecki. Dla inwestorów ważne są spodziewane zyski. Zakup tego typu obiektów przez osoby prywatne jest często spełnieniem marzeń o posiadaniu wyjątkowego obiektu. Niektórzy chcą prowadzić własną restaurację, inni dom weselny opowiada. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy warto inwestować w takie nieruchomości. Ważny jest ich stan, możliwe przeznaczenie. Kluczowe kryterium to oczywiście lokalizacja. Bartosz Turek miesiąc przed majówką sprawdził obłożenie hoteli w kilku zrewitalizowanych pałacach i zamkach. Były całkowicie zapełnione. Zabytkowe nieruchomości przeżywają drugą młodość, stając się źródłem dochodowych biznesów komentuje analityk. Przykładów sukcesów jest wiele. Niezbędne są jednak spore nakłady, by nieruchomość odzyskała dawną świetność podkreśla.

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, dodaje, że ceny wywoławcze nietypowych nieruchomości są bardzo zróżnicowane. Zależą od lokalizacji, rodzaju, wieku, stanu technicznego obiektu. Takie oferty znajdziemy w każdym regionie. Nie sprzedają się dobrze mówi. Po latach czekania na klienta właściciele obniżają ceny. Są to oferty dla osób z zasobnym portfelem. Zmiana funkcji nieruchomości wymaga często sporego wysiłku, bo jak tu ze starego młyna zrobić hotel czy pensjonat? Musi przecież spełniać wymagania funkcjonalne, techniczne, przeciwpożarowe wyjaśnia.

Błeszyński ocenia, że stosunkowo rzadko w nietypowych obiektach urządza się biura. Częściej pensjonaty, restauracje. Pamiętam też dyskotekę w dawnym obiekcie sakralnym i galerię handlową w zabytkowym więzieniu opowiada doradca. Także on twierdzi, że inwestycje w nietypowe nieruchomości są trudne. Niektórzy kupują takie obiekty ze względu na atrakcyjną lokalizację. Rozbierają je, a potem budują nowe mówi Błeszyński. Inni pieczołowicie odnawiają zabytkowe mury. Rentowność inwestycji zależy od wielu czynników. Żeby biznes się udał, nie wystarczy dobry pomysł.

Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert Emmerson Realty, mówi o przetargach organizowanych przez wojsko, PKP, firmy wywodzące się z poprzedniego systemu. Niewykorzystywane obiekty generują spore koszty zwraca uwagę. Popyt na takie nieruchomości jest niewielki. Często są w kiepskim stanie technicznym, źle zlokalizowane. Jeśli znajdują nabywców, to raczej ze względu na tereny, które można wykorzystać inaczej. Słyszałem o pomyśle przerobienia koszarów na prywatne więzienie. Nic z tego nie wyszło. Tymczasem obiekty wojskowe niszczeją bardzo szybko zauważa. I dodaje, że inwestycje w nietypowe obiekty to inwestycje długoterminowe. Wymagają czasu i dużych pieniędzy.

Aneta Gawrońska |Rzeczpospolita |09.12.2016|

Źródło: http://www.rp.pl/Komercyjne/312099997-Dyskoteka-w-kosciele-hotel-i-spa-w-zamku.html#ap-1

     Foto: Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Zbliża się nowy rok akademicki. Studenci szukają mieszkań. Czy łatwo znaleźć dobrą ofertę w Łodzi? Jak kształtują się ceny? I jakie błędy popełniają młodzi ludzie, odpowiadając na ogłoszenia?

Jędrzej, student prawa, znalazł wreszcie idealne mieszkanie. Ale jego zdaniem w Łodzi nie jest to proste: - Ogłoszenia są źle napisane. Często nieprawidłowo podana jest lokalizacja. Przekłamane są informacje o tym, czy pokoje są przechodnie. A na miejscu okazuje się, że nie działa Internet. Radzę odrzucać propozycje bez zdjęć.

Zdaniem Jędrzeja najlepiej zacząć szukać już pod koniec czerwca, bo im bliżej roku akademickiego, tym ceny są wyższe. Poza tym dobre oferty znikają szybko. Jak więc udało mu się znaleźć wyremontowane trzypokojowe mieszkanie w odnowionym bloku na Bałutach? - Odpowiedziałem na ogłoszenie dwie godziny po jego zamieszczeniu w sieci. Byliśmy ze znajomymi drudzy w kolejce. Obejrzeliśmy je. Spodobało się. Ktoś przed nami zrezygnował. Nie zastanawialiśmy się długo. Mieszkam tu od trzech tygodni i jestem zadowolony.

Przeglądał dyskusje studentów w Internecie. Zauważył, że atrakcyjne ceny za pokój mieszczą się w przedziale od 500 do 700 zł. Choć niektórzy gotowi są wydać ponad 1000 zł i wynająć kawalerkę.

Z Jędrzejem zamieszkają jeszcze dwie osoby i każda będzie płacić około 650 zł. Paulina również studiuje prawo. Jest optymistką, ale myśli jak prawnik: - Znamy się ponad dwa lata i od początku zacieśniamy więzi. Każdy z nas wie, czego się może spodziewać po współlokatorze. Myślę o spisaniu pewnych zasad.

Błędy studentów

Prawnicza intuicja dobrze podpowiada Paulinie. Spisanie zasad studentom wynajmującym razem mieszkanie poleca Tomasz Błeszyński, prezes Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej. - Nie zawsze przyjaciele dogadują się, mieszkając razem. Zdarzają się nieporozumienia. I sytuacje, w których ktoś rezygnuje po kilku miesiącach. Wtedy zaczyna się szukanie nowego współlokatora albo problemy finansowe. Dobrze jest więc na początku ustalić kilka rzeczy, nawet na piśmie - mówi. Błeszyński wymienia kilka błędów, które popełniają studenci, szukając mieszkania. - Często robią to na ostatnią chwilę. Trudniej wtedy wynegocjować dobrą cenę. Brakuje im doświadczenia ekonomicznego. Wymarzone mieszkanie może po jakimś czasie okazać się za drogie.

Kupić czy wynająć?

Błeszyński podkreśla, że studenci mogą skorzystać z prywatnych akademików. Niektóre z nich są luksusowe, a ceny pokoi zawrotne. Za miesiąc w starannie urządzonym pokoju w budynku z siłownią i parkingiem można zapłacić nawet 1500 zł. Wciąż popularnością cieszą się uczelniane akademiki, ale w opinii eksperta warunki w nich są kiepskie, a ceny stosunkowo wysokie. Na dodatek miejsc nie starcza dla wszystkich chętnych. Dlatego studenci często decydują się na zamieszkanie w większej grupie w wynajętym mieszkaniu. Opłata najmu waha się od 600 do 800 zł w mieszkaniu wielopokojowym i od 1000 do 2000 zł w kawalerce. Specjalista mówi o jeszcze jednym trendzie na rynku. Niektórzy rodzice decydują się na zakup mieszkania dla dziecka na okres studiów. Później albo je wynajmują, albo odsprzedają.

A jakie kryteria przyjmują studenci? Przede wszystkim liczy się lokalizacja. Mieszkania wynajmują osoby spoza Łodzi. Kiedy przyjeżdżają na pierwszy rok studiów, nie znają miasta, więc chcą być blisko uczelni. Jeśli się nie uda, stawiają na dobrze skomunikowane okolice. Nowe możliwości stworzył rower miejski.

Współlokator potrzebny od zaraz

Studenci szukają nie tylko mieszkań. Mateusz studiuje zarządzanie. Pracuje w kawiarni. Od półtora roku mieszka na Zarzewiu. Wynajmuje dwa pokoje. Jego kolega wyprowadził się. Mateusz od trzech miesięcy szuka więc nowego współlokatora. Ceni sobie porządek. Chciałaby zamieszkać z kimś, kto jest towarzyski i komunikatywny. Na razie pyta znajomych, ale myśli również o ogłoszeniu, bo znalezienie szybko idealnego towarzysza nie jest proste. Pusty jest duży pokój ze stołem, szafą, łóżkiem i balkonem. Koszt to około 700 zł. - Mieszkanie polecił mi znajomy. Właściciel wyjeżdżał za granicę. Nie mam problemu z dojazdami. Cena jest korzystna. Warunki są bardzo dobre.

Mateusz i Jędrzej nie polecają Śródmieścia. Ich zdaniem ceny są za wysokie, a mieszkania, często w kamienicach, niezbyt atrakcyjne.

Spore doświadczenie ma Natalia, studentka prawa. Zmieniała mieszkanie już kilka razy. Nie zgadza się jednak z Jędrzejem. - Znalezienie pokoju czy mieszkania w Łodzi nie stanowi problemu. Jest w czym wybierać. Znalazłam kawalerkę. Udało się za pierwszym podejściem. Będę mieć dalej na uczelnię, ale koszta są niższe. Poza tym chciałam spróbować zamieszkać sama.

Wcześniej mieszkała z dwoma koleżankami na łódzkim Manhattanie i na strzeżonym osiedlu. Szukała w Internecie lub pytała znajomych. Brała pod uwagę cenę, ale również sąsiedztwo. O tym, że sąsiedzi są ważni, przekonała się Elizabeth. W ubiegłym roku zaczęła w Łodzi studia magisterskie. Mieszkanie znalazła szybko, ale równie szybko musiała je zmienić. - To było pierwsze, jakie wynajęłam. Zamieszkaliśmy z chłopakiem. Kiedy wracaliśmy wieczorem do domu, sąsiad z piętra niżej walił w nasz sufit i nas wyzywał. Nie urządzaliśmy żadnych imprez. Mama sąsiada powiedziała, że skoro tak późno wracamy, kolacje powinniśmy jeść na mieście, a w domu od razu kłaść się spać. Nikt nie mógł nas odwiedzić. Kiedyś groziła, że zadzwoni na policję, bo rozmawiamy i oglądamy telewizję, zakłócając tym spokój jej syna.

Estera Flieger | Wyborcza.pl |Łódź Wiadomości |23.08.2016|

Cały tekst: http://lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35153,20584569,studenci-szukaja-mieszkania-czy-w-lodzi-latwo-znalezc-dobra.html#ixzz4I8TSi7jK

 
Rynek mieszkaniowy 2016-08-12 20:47
 Oceń wpis
   

Rynek mieszkaniowy, trendy, ceny, perspektywy, inwestycje.

Gościem Radia Łódź był Tomasz Błeszyński, prezes Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej. W programie "Gość Po 8" rozmawiał z nim red. Przemysław Naze o rynku mieszkaniowym, budownictwie społecznym TBS, lokalach komunalnych i przyszłości inwestycji deweloperskich.

Źródło:www.radiolodz.pl

 
 Oceń wpis
   

Resort budownictwa wycofuje się z propozycji obowiązkowego informowania o OC w umowach. Nie będzie powrotu do licencji pośrednika.

Operaty szacunkowe, umowy pośrednictwa i zarządzania w obrocie nieruchomościami będą ważne, mimo że nie będą zawierały informacji o ubezpieczeniu od odpowiedzialności cywilnej rzeczoznawcy majątkowego, pośrednika czy zarządcy. Ministerstwo budownictwa wycofuje się ze swojej propozycji w tej sprawie wyjaśnił Kazimierz Smoliński, wiceminister tego resortu. To efekt przeprowadzonych konsultacji społecznych oraz międzyresortowych.

Bez polisy

Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami. Właśnie zakończyły się konsultacje. To pierwsza tak duża zmiana dotycząca pośredników, zarządców oraz rzeczoznawców od czasu zderegulowania tych zawodów w 2014 r. Pierwotnie bowiem projekt uzależniał ważność umowy pośrednictwa, zarządzania oraz operatu szacunkowego od zawarcia w nich informacji o OC, tj. numerze, nazwie ubezpieczyciela oraz okresie obowiązywania. Obecnie się zdarza, że wykonujący ten zawód nie mają OC, choć jest obowiązkowe. Nie ma bowiem sankcji za ich nieposiadanie.

Propozycję resortu skrytykowała jednak m.in. Polska Izba Ubezpieczeń. Jej zdaniem sankcja w postaci nieważności umowy byłaby zbyt surowa, ale przede wszystkim dotknęłyby również klientów.

Środowisko pośredników i zarządców podzieliło się na zwolenników i przeciwników propozycji. Wykonujący te zawody powinni mieć OC, a jak ich do tego zmusić, by przestrzegali przepisów? Tylko sankcjami uważa Leszek Hardek z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Inni pośrednicy podkreślają, że nie znają żadnego przypadku wypłaty odszkodowania z OC pośrednika lub zarządcy. Umowy ubezpieczenia są bowiem tak sformułowane, że trudno z nich cokolwiek wyegzekwować.

Zawsze też znajdą się nieuczciwi, którzy celowo będą zawierać umowę, mając nieważną polisę ubezpieczeniową, następnie wykonają usługę, pobiorą wynagrodzenie i gdy się okaże, że oferta ma wady, zawsze będą mogli się zasłaniać nieważnością umowy uważa Tomasz Błeszyński z Federacji Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości.

Powrotu nie ma

Ministerstwo rozwiewa też nadzieje w kwestii powrotu wymogów co do wykształcenia przyszłych zarządców i pośredników. Dziś wystarczy skończyć gimnazjum, by pracować w tych dwóch zawodach. W projekcie ustawy nie przewiduje się przywrócenia licencji zawodowych dla osób fizycznych pozbawia złudzeń wiceminister Smoliński. Z tych powodów jego zdaniem raczej nie jest obecnie możliwe ustalenie wymogów odnośnie do wykształcenia czy obowiązku doskonalenia się pośredników i zarządów. Przywrócenia wymogów chcą m.in. Polska Federacja Stowarzyszeń Nieruchomościowych oraz Krajowa Izba Gospodarki Nieruchomościami. Pierwsza organizacja sugeruje, by wprowadzić obowiązek posiadania odpowiednich kwalifikacji dla zarządców nieruchomości. IGN proponowała obowiązkowe kursy dla przyszłych pośredników i zarządców, a dla osób, które pracują już w tych zawodach obligatoryjne doszkalanie. W projekcie zostanie też zawężony dostęp do dokumentów dotyczących nieruchomości. Chodzi o dostęp do PESEL. To efekt zastrzeżeń GIODO.

Jakie wymogi trzeba spełnić

Pośrednik i zarządca to dwa zawody, które od 1 stycznia 2014 r. najbardziej otworzyła tzw. ustawa deregulacyjna. - Zlikwidowano wówczas licencje zawodowe oraz wymóg posiadania wyższego wykształcenia. Przestał również istnieć rejestr osób wykonujących te dwa zawody (prowadził go minister budownictwa). - Dziś oba zawody może wykonywać praktycznie każdy. Wystarczy skończyć gimnazjum. Pozostawiono też wymóg posiadania ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. - Nadal jednak klienci szukają pośredników i zarządców posiadających licencje zawodowe wydane przed 2014 r. Dzięki temu mają gwarancje, że mają oni odpowiednie kwalifikacje. - Liczne organizacje zawodowe zaczęły też wydawać licencje branżowe, organizują też kursy.

Renata Krupa-Dąbrowska Rzeczpospolita |09.08.2016|

Źródło: http://www.rp.pl/Praca-emerytury-renty/160809146-Licencje-posrednikow-nieruchomosci-nie-wroca.html

    Foto:Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Łódź została miastem przy autostradowym pełną gębą, ze wszelkimi tego konsekwencjami - i tymi miastotwórczymi, i tymi destrukcyjnymi. Mityczne już skrzyżowanie autostrad, u którego jakoby leżeliśmy od lat, dopiero 1 lipca stało się bytem realnym, a połączone trasy A1 i A2 zaczęły na Łódź oddziaływać z niespotykaną dotąd siłą.

Oddanie kluczowego, od lat wyczekiwanego odcinka A1 Stryków-Tuszyn z miejsca przeobraziło Łódź w miasto bardziej przyjazne do życia, ale też pełne nowych, czasem niespodziewanych wyzwań. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie zrobiła pomiarów ruchu na nowo otwartym odcinku A1, jednak symptomatyczny jest widok z kamer GDDKiA, choćby na osławione rondo w Strykowie. Tam, gdzie wcześniej stało się kilkanaście minut, czasem i godzinę, dziś jest niemal pusto.

Co, swoją drogą, skłania do oczywistej refleksji, że A1 w mniejszym stopniu obsługuje mieszkańców Łodzi, a większym - tranzyt, a to z kolej nakazuje zachować chłodną głowę w dyskusji nad dojazdami do autostrady.

Niemal pusto jest też od 1 lipca na niemiłosiernie zatłoczonych dotąd łódzkich skrzyżowaniach obsługujących ruch tranzytowy, na przykład na przecięciu ciągu Kopcińskiego/Rydza Śmigłego z al. Piłsudskiego. Kilka dni po otwarciu autostrady Zarząd Dróg i Transportu ogłosił, że na ulicach Łodzi, ruch w relacji północ-południe zmalał o 50 procent. I nawet jeśli obecny spokój jest złudzeniem optycznym, wynikającym z rozpoczęcia sezonu wakacyjnego, to pewne jest, że tak źle jak było, nie będzie już prawdopodobnie nigdy.

Większe bezpieczeństwo, odzyskany czas, zmniejszona emisja zanieczyszczeń, niższy poziom hałasu, dłuższa żywotność miejskich nawierzchni - to wszystko truizmy, korzyści tak oczywiste, że nie ma się nad nimi co rozpływać, jeśli coś może nas w tej materii jeszcze zaciekawić, to szczegółowe pomiary w każdym z tych parametrów, które pewnie kiedyś zostaną dokonane.

Ale autostrada to również nieproszone skutki uboczne. Łódź idzie za ciosem i chcąc całkowicie pozbyć się tirów z miasta, dodatkowo wprowadza zakaz wjazdu dla tego typu pojazdów w granice miasta.

Co budzi naturalne obawy w gminach ościennych. No i trzeba pamiętać o skutkach czysto ekonomicznych. Autostrada to silny bodziec dla branży logistycznej, produkcyjnej i wielu innych. Jednak znanym od lat problemem Łodzi jest brak dużych terenów inwestycyjnych. Oby nas to nie przydusiło.

Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości, kasandrycznie wieszczy natomiast, że autostrada uderzy w interesy zlokalizowane przy dawnej krajowej jedynce, szczególnie w miejscowościach ościennych i na rogatkach Łodzi, gdzie znajdują się duże centra handlowe, hurtownie, stacje paliw, zajazdy, restauracje, motele, salony dealerów samochodowych. Były wiceminister infrastruktury Radosław Stępień przekonywał niedawno na łamach DŁ, że tego typu zagrożenia nie powinny dotyczyć miasta tak dużego i w tak dużym stopniu żyjącego z rynku wewnętrznego, jak Łódź. Owszem, negatywne konsekwencje odcięcia biznesu od tranzytu czasem się materializują, ale dotyczy to miast małych i średnich. Jako przykład Stępień podawał Bolesławiec na Dolnym Śląsku, który w 2009 roku dość mocno odczuł otwarcie autostrady A4.

Jak sprawdziliśmy w lokalnej prasie z tamtego okresu, autostrada istotnie uderzyła w interesy prowadzone przy dawnej drodze krajowej nr 4 (dziś 94), która z miejsca stała się arterią lokalną. Obroty stacji benzynowych w pierwszym okresie spadły nawet o 70 procent, restauratorzy mówili o obniżce przychodów rzędu 30 do 90 procent, kilka knajp padło w przeciągu pół roku, zaczęły się zwolnienia pracowników. Ale świat nie znosi próżni, media cytowały miejscowych przedsiębiorców, którzy po likwidacji przydrożnych zajazdów, kupowali lub zakładali inny interes, przydrożna branża gastronomiczna szybko przeorientowała się z obsługi podróżnych na zaspokajanie potrzeb rynku lokalnego, a więc organizację imprez okolicznościowych, cateringu. Ale też trzeba powiedzieć wyraźnie, że A4 przyniosła większości mieszkańców to, na co czekali od dawna. Dużo więcej spokoju na drogach. Pół roku po otwarciu A4 podliczono, że w powiecie bolesławieckim liczba wypadków drogowych spadła o 34 procent.

Z wnioskami dotyczącymi Łodzi należy spokojnie zaczekać kilka miesięcy, przetestujmy wpierw nowy układ drogowy w normalnym sezonie, po wakacjach, z obowiązującymi już opłatami ViaToll na autostradzie A1.

Piotr Brzózka Polska Press Sp. z o.o |Dziennik Łódzki |15.07.2016 r.| Źródło:http://www.dzienniklodzki.pl/motofakty/na-drogach/a/autostrada-a1-otwiera-okno-na-swiat-a-moze-zamyka-lodz-w-ciasnym-ringu,10414978/

Źródło; Polska Press Sp. z o.o |Dziennik Łódzki |15.07.2016 r.|

 
 Oceń wpis
   

Miasto traci na tym, że w prywatnej kamienicy handluje się dopalaczami. Za to uciążliwe sąsiedztwo domaga się odszkodowania od właściciela kamienicy, w której mieści się sklep z używkami. Straty miejscy prawnicy wyceniają na milion złotych.

Zaczyna się kolejna odsłona walki urzędników z dopalaczami. Pozew, który w magistracie zapowiadali w ubiegłym tygodniu, jest już gotowy. Dziś zostanie złożony w sądzie okręgowym. - Jesteśmy zdania, że choć handel dopalaczami nie jest prowadzony w budynku należącym do miasta, ma negatywny wpływ na okolicę. Cierpią nie tylko mieszkańcy, którzy doświadczają uciążliwych zachowań klientów, ale także miasto - tłumaczy Barbara Mrozowska-Nieradko, sekretarz miasta. - Nasze nieruchomości sąsiadują z kamienicą, w której sprzedaje się dopalacze. Przez to łodzianie, najemcy, są niezadowoleni z sąsiedztwa, myślą o wyprowadzce. Takie sąsiedztwo sprawia, że wartość naszych nieruchomości spada. Na tym postanowiliśmy oprzeć nasz pozew przeciwko właścicielom nieruchomości, którzy wynajęli swoją powierzchnię na handel dopalaczami.

Pozew jako postrach

Aby skorzystać z takiej możliwości prawnej urzędnicy musieli sprawdzić, czy kamienica, w której jest sklep z dopalaczami, sąsiaduje bezpośrednio z miejskimi nieruchomościami. - Tak jest z całą pewnością w przypadku sklepu przy ulicy Nawrot, dlatego pierwszy pozew właśnie tej nieruchomości dotyczy - mówi Mrozowska-Nieradko. Prawnicy miasta sprecyzowali oczekiwania wobec właścicieli kamienicy: żeby ograniczyli możliwość sprzedaży dopalaczy. To nie koniec. Miasto domaga się za szkodliwą dla siebie działalność odszkodowania w wysokości miliona złotych, a dodatkowo stu tysięcy złotych na rzecz fundacji zajmującej się walką z uzależnieniami. Mrozowska-Nieradko: - Jak szybko rozpocznie się proces, zależy teraz od sądu. Wiem, że taki pozew, a nawet ewentualna wygrana, to nie jest złoty środek na walkę z dopalaczami. Ale skoro brakuje innych prawnych rozwiązań, to może chociaż podziała odstraszająco zarówno na tych, którzy chcą wynająć swoją powierzchnię handlarzom, jak i tym, którzy już to zrobili, i może przestraszą się konsekwencji.

Sanepid wciąż kontroluje

Póki co handel nie zamiera. Po kilkutygodniowej przerwie dopalacze wróciły na Nawrot - a skoro prewencyjnie rozkopany jest chodnik, handlują od zaplecza. Działa także punkt na Rzgowskiej. Przez jakiś czas sprzedaż była wstrzymana, bo robotnicy wodociągów rozkopali asfalt przy wejściu. Ale dziura została zasypana, a tłumy klientów bez przeszkód robią zakupy. - Oprócz tego w Łodzi działają jeszcze dwa sklepy, które pod przykrywką działalności lombardowej handlują dopalaczami - mówi Urszula Jędrzejczyk, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Łodzi. - Wiemy, że policjanci mają zgłoszenia o kolejnych takich punktach. Nie ustajemy w walce z tymi używkami. Robimy kontrole w asyście funkcjonariuszy, pobieramy próbki znalezionych substancji. W ostatnich dniach szef punktów przy Nawrot i Rzgowskiej dostał od nas po raz kolejny nakaz natychmiastowego zaprzestania działalności. A handel wciąż trwa. Skierowaliśmy też kolejne doniesienie do prokuratury, bo zatruci dopalaczami wskazywali na nazwę preparatu, który mogli kupić tylko w jednym z punktów. Naszym zdaniem jest to więc oczywiste, że doszło do przestępstwa narażenia życia i zdrowia. Dopalaczami zajmują się także policjanci. Ostatnią kontrolę - na prośbę mieszkańców Rzgowskiej - przeprowadzili dwa dni temu. - Zabezpieczyliśmy kilkadziesiąt porcji dopalaczy, które na pewno zostaną przekazane do badań - mówi aspirant sztabowy Radosław Gwis z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Nie odpuszczą

W magistracie trwają intensywne prace nad przygotowaniem kolejnego pozwu. - Zbieramy materiały, aby mieć absolutną pewność, że inne budynki z dopalaczami sąsiadują z miejskimi nieruchomościami - mówi Mrozowska-Nieradko. - Konsekwentnie będziemy pozywać wszystkich właścicieli nieruchomości, którzy zdecydują się wynajmować lokale pod tego typu działalność - mówi mecenas Jarosław Stasiak, który prowadzi sprawę w imieniu magistratu. - Miasto nie może tolerować tego typu praktyk, które oprócz ogromnych strat społecznych, powodują także wymierne szkody dla majątku miasta. Jedynym sposobem na uniknięcie uciążliwych procesów, kosztów z nimi związanych i narażenia się na wielomilionowe odszkodowania jest odstąpienie przez właścicieli kamienic od zawartych umów i niepodpisywanie podobnych w przyszłości. Na pewno nie odpuścimy.

Agnieszka Urazińska

Wyborcza.pl Łódź Wiadomości

Cały tekst: http://lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35153,20384480,dopalacze-w-lodzi-miasto-domaga-sie-miliona-zlotych-odszkodowania.html#ixzz4EPIT0AZK

Komentarz Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

Żeby było jasne jestem przeciw sprzedawaniu dopalaczy w każdej postaci i formie. Ale tym procesem miasto Łódź w perspektywie robi sobie poważna krzywdę. Jeśli wygra tą sprawę z tytułu powództwa o "uciążliwe sąsiedztwo" ciekawy jestem uzasadnienia takiego wyroku. W przyszłości ten precedensowy wyrok może stanowić świetną podstawę i materiał do kolejnych procesów, ale tym razem przeciwko miastu również. Za "uciążliwe sąsiedztwo" pozywać do sądu będą właściciele prywatnych kamienic sąsiadujących z zaniedbanymi miejskimi nieruchomościami. Nie rozumiem, dlaczego trzeba sięgać o takich sposobów jak remonty chodników, sieci kanalizacyjnych przed sklepami z dopalaczami czy tego typu powództwa odszkodowawcze. Dlaczego przez tyle lat nie przygotowano stosownych regulacji prawnych i sankcji za łamanie prawa w tym zakresie? Poprzedni rząd wielokrotnie obiecywał skutecznego rozwiązania tego narastającego z roku na rok problemu.

Łódź 12 lipiec 2016 r.

 
 Oceń wpis
   

Miliony złotych na Orientarium z miejskiej kasy?

Władze miasta, odkąd tylko ogłosiły pomysł budowy w Łodzi nowoczesnego Orientarium w łódzkim zoo, zapewniają że mieszkańcy nie dołożą do tego ani złotówki.

Miejska kasa miała zostać nietknięta. Miała, bo magistrat już do tej pory wziął z niej na inwestycję kilka milionów i na pewno weźmie jeszcze więcej. Niewykluczone nawet, że będzie dokładać gotówkę już po uruchomieniu nowych pawilonów.

Ile dokładnie? Tego nikt nie wie, ale na wszelki wypadek w dokumentach zapisano setki milionów złotych.

Maciej Trojanowski / Paulina Stępień

Radio Łódź

Posłuchaj i dowiedz się więcej: https://www.radiolodz.pl/posts/26635-miliony-zlotych-na-orientarium-z-miejskiej-kasy

Komentarz Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

Pomysł byłby dobry tylko wielka szkoda, że niezrealizowany z 8 - 5 lat temu. Teraz tylko nieudolnie gonimy inne miasta szukając atrakcji turystycznych na siłę. Niestety i tu przegramy z innymi miastami. Teraz w dobie autostrad kiedy szybko i sprawnie można dojechać w bardziej interesujące miejsca niż Łódź. Co mnie, jako rodowitego łodzianina bardzo boli, że z roku na rok odstajemy od czołówki polskich metropolii. Orientarium będzie kolejnym symbolem, PR władzy, jak przystanek przesiadkowy zwany stajnią Jednorożca czy tunel trasy WZ. Moim zdaniem tą inwestycja Pani Prezydent puszcza oko do przyszłych wyborców. Nie wiem może się mylę, jak będzie czas pokaże, czy ta inwestycja zmieni oblicze miasta.

Łódź 11 lipiec 2016 r.

 
 Oceń wpis
   

Czy są chętni na pakiety mieszkaniowe? Jak inwestorzy finansują zakup?

Pakietowych zakupów nieruchomości właściwie już nie ma mówi pośredniczka Joanna Lebiedź z agencji Re/Max Action. Przynajmniej nie na taką skalę jak w latach 20072008. Część inwestorów do dziś nie może wyjść z tych inwestycji z oczekiwanym zyskiem. I nie chodzi o to, że mieszkania te nie są sprzedawalne. Po prostu nie można zarobić tyle, ile się spodziewano zarobić. Czasem trzeba się nawet liczyć ze stratą.

Szansa dla najmów

Jak mówi Joanna Lebiedź, dziś najlepiej sprzedają się małe dwa trzy pokoje. W tym segmencie widać stabilizację. Ale daleko nam jeszcze do pewności, że inwestycja w takie lokale przyniesie za chwilę krociowe zyski przy odsprzedaży zastrzega pośredniczka. Na pewno warto się zastanowić nad kupnem takich nieruchomości z myślą o wynajmie. Wszystko wskazuje na to, że rynek wynajmów ma szansę na rozkwit ocenia. Zdaniem Joanny Lebiedź tak długo, jak długo banki nie będą proponować korzystnych warunków kredytowania, tak długo można będzie twierdzić, że w Polsce warto się stać rentierem.

W ocenie Tomasza Błeszyńskiego, eksperta na rynku nieruchomości, inwestorzy szukają dziś przede wszystkim okazji. Na ich celowniku są lokale zadłużone, oferowane choćby na licytacjach. Kupują kawalerki lub dwa pokoje o powierzchni od ok. 30 do 50 mkw. Koncentrują się raczej na dużych miastach, gdzie łatwiej o najemców opowiada. I dodaje, że inwestorzy najczęściej wykładają gotówkę, likwidując np. nieopłacalne lokaty bankowe. Część inwestorów wspiera się kredytem w 1520 proc.

Pytany o pakietowe zakupy Tomasz Błeszyński odpowiada, że jeśli dużą partię mieszkań po okazyjnej cenie sprzedaje np. syndyk, to warto się zastanowić i obliczyć rentowność inwestycji.

O dużej aktywności inwestorów mieszkaniowych mówi Joanna Gregor, dyrektor oddziałów Freedom Nieruchomości w Lesznie i Wrocławiu. W Lesznie dominuje rynek wtórny. Wiele transakcji jest zawieranych w dużych miastach w pobliżu, np. w Poznaniu opowiada Joanna Gregor. Ośmiu na dziesięciu kupujących atrakcyjnie wycenione mieszkania w dobrych poznańskich lokalizacjach to inwestorzy. Firmy inwestują zaś w rynek pierwotny dodaje dyrektor. Z analiz Freedom Nieruchomości wynika, że w Lesznie brakuje mieszkań i pokoi na wynajem. A inwestorzy najchętniej wynajmują lokale na pokoje, bo to daje większe zyski.

Płatność w transzach

Joanna Gregor zauważa, że inwestorzy, mimo że dysponują gotówką, często nie chcą jej w całości wydawać. Bywa, że zadłużają się na ok. 50 proc. transakcji. Zdarzają się niewielkie pakietowe zakupy, po dwatrzy mieszkania, oczywiście z rynku pierwotnego. Płatności odbywają się w transzach za poszczególne etapy opowiada dyrektor.

O satysfakcjonujących zyskach możliwych do osiągnięcia na rynku nieruchomości mówi także Diana Polak, broker z Freedom Nieruchomości w Katowicach. Na inwestycje w mieszkania decyduje się coraz więcej osób mówi Diana Polak. Nie wszystkie jednak decyzje okazują się trafne przestrzega. Najważniejsza jest stopa zwrotu z inwestycji. Jeśli inwestor dysponuje mniejszym kapitałem, w grę wchodzą kawalerki i dwa pokoje wymagające często odświeżenia albo kapitalnego remontu opowiada Diana Polak. Za większe pieniądze kupowane są często duże nieruchomości, które można podzielić na kilka pokoi lub nawet kawalerek.

W Katowicach, jak mówi przedstawicielka Freedom Nieruchomości, inwestorzy dzielą się na dwie grupy. Są tacy, którzy mają spory kapitał i chcą go ulokować w nieruchomościach, by pieniądze zaczęły zarabiać. Ale są i tacy, którym brakuje pieniędzy, ale widzą potencjał w inwestowaniu w nieruchomości i decydują się na kredyt opowiada. Z analiz katowickiego oddziału Freedom Nieruchomości wynika, że na transakcje pakietowe decydują się zwykle gotówkowicze. Czasem, jak mówi Diana Polak, kupują cały budynek, np. kamienicę lub blok. Łatwiejsze staje się wówczas zarządzanie i monitorowanie całej inwestycji.

Warto też wspomnieć o crowdfundingu. To pomysł na wspólne inwestowanie grupy osób, dzięki czemu kwota końcowa wspólnie zgromadzonych środków pozwala na przeprowadzenie większego projektu inwestycyjnego i podział wygenerowanych w ten sposób zysków przypomina przedstawicielka Freedom Nieruchomości. Radzi, by przy zakupach mieszkaniowych pamiętać o kosztach utrzymania nieruchomości. Trzeba się też zastanowić, kto wynajmie nasze mieszkanie. Na jaką grupę najemców można liczyć w danej lokalizacji, w danym otoczeniu? Same liczby mogą pokazać satysfakcjonujący wynik. Ale to teoria, natomiast cechy nieruchomości mogą sprawić, że nikt nie będzie chciał w niej mieszkać przestrzega Diana Polak.

Aneta Gawrońska

Żródło: Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/Mieszkania-i-apartamenty/306289956-Inwestycje-czy-inwestorzy-kupuja-mieszkania-w-pakietach.html#ap-2

Wszystkie prawa zastrzeżone

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

"Nie!" dla "gaci". Będą kary za suszenie prania na balkonie?

- Będziemy zmuszać do zdejmowania gaci - mówi prezydent Lubina. I chociaż chodzi mu o "gacie" suszące się po praniu, to i tak wzbudza tymi słowami mnóstwo kontrowersji. Bo mieszkańcy gdzieś pranie muszą suszyć, a prawnicy mówią, że "gaciowego" zakazu nie da się wyegzekwować. Robert Raczyński, prezydent Lubina podczas wywiadu radiowego zaczął mówić o pomyśle likwidacji szpecących reklam. I pewnie przyklasnęliby mu mieszkańcy, gdyby nie to, co powiedział potem. - Docelowo będziemy zmuszać do zdejmowania gaci z balkonów, bo to jest przykry widok w nowoczesnym, XXI wieku w mieście - powiedział prezydent w audycji radia "Elka". W mieście zawrzało. No kto i na jakiej podstawie mógłby "zmuszać" do suszenia prania w domu? Jacek Mamiński, rzecznik prezydenta szybko wyjaśnił, że miasto będzie "apelować" o to, żeby pranie nie wisiało na oczach przechodniów.

- Chodziło przede wszystkim o to, żeby wywołać publiczną dyskusję w sprawie estetyki w miastach - tłumaczy przed kamerą TVN24. Jak nie na balkonie, to gdzie? Jeżeli faktycznie chodziło o dyskusję, to się udało. O tym, gdzie pranie może wisieć, a gdzie nie mówi się już nie tylko w Lubinie. - Wiadomo, że to wygląda nieestetycznie, ale trzeba zrozumieć tych, którzy mają małe mieszkanka i nie mają gdzie wywiesić prania - mówi TVN24 jedna z mieszkanek Lubina. - W całej Europie widać powywieszane pranie i nikomu to nie przeszkadza - dodaje zdziwiona mieszkanka Łodzi.

"Gacie" kontra finanse

Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości broni jednak pomysłu lubińskich samorządowców. Tłumaczy, że "gacie" wywieszone na balkonach są nie tylko nieestetyczne, ale mogą w realnym stopniu uderzać w portfele samych mieszkańców. - Nieruchomości są mniej warte, jeżeli znajdują się w nieatrakcyjnym otoczeniu. Niestety, wciąż jest sporo osób, które twierdzą, że pranie suszące się w miejskim kurzu i pyle jest lepsze niż to z bębna pralki - podkreśla. Dodaje przy tym, że tego typu spadki cen są charakterystyczne m.in. dla Niemiec czy Anglii. W Polsce trudno oszacować ewentualne straty finansowe tych, którzy chcą sprzedać lokal w sąsiedztwie suszącej się bielizny. Dlaczego? Po prostu mało osób zwraca na to uwagę.

Nielegalne suszenie ?

Nie zmienia to faktu, że niektóre spółdzielnie mieszkaniowe wprowadziły zakazy wywieszania prania w miejscu, gdzie będzie widoczne dla osób postronnych. Tak jak Kujawska Spółdzielnia Mieszkaniowa w Inowrocławiu, w regulaminie której stanęło: "Suszenie drobnej odzieży, bielizny itp. dozwolone jest tylko wewnątrz balkonu i loggi do poziomu górnych krawędzi ich balustrad". Tyle, że takie rygory są - zdaniem prawników - tylko sugestią. Podobnie zresztą jak deklaracja prezydenta Lubina. - Trudno sobie wyobrazić kary za sposób korzystania z własnego balkonu - komentuje całe zamieszanie łódzki adwokat Bronisław Muszyński.

Link do reportażu: www.tvn24.pl/lodz,69/nie-dla-gaci-beda-kary-za-suszenie-prania-na-balkonie,656481.html

Źródło: TVN24 (http://www.tvn24.pl)

 
 Oceń wpis
   

Ministerstwo Budownictwa chce uzależnić ważność umów pośrednictwa w obrocie nieruchomościami od informacji o OC.

To zły pomysł uważa wielu pośredników w obrocie nieruchomościami. Trwają prace nad zmianami w przepisach dotyczących zawodu pośrednika, zarządcy i rzeczoznawcy majątkowego. Chodzi o ustawę o gospodarce nieruchomościami.

Autorem propozycji jest Ministerstwo Budownictwa i Infrastruktury. To pierwszy duży projekt od czasu deregulacji tych zawodów przed trzema laty. Nie wszystkim jednak ich przedstawicielom te propozycje się podobają.

Najbardziej krytykują tę dotyczącą ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej.

Projekt bowiem uzależnia ważność umowy pośrednictwa, zarządzania oraz operatu szacunkowego od zawarcia w nich informacji o OC danego pośrednika, zarządcy lub rzeczoznawcy majątkowego.

Obecnie również przepisy zobowiązują te trzy zawody do wykupienia OC. Nie ma jednak sankcji za ich nieposiadanie. Ma się to zmienić.

Uzależnienie ważności umowy od podania w niej informacji o OC nie ma wpływu na jakość usług świadczonych przez osoby wykonujące zawód pośrednika czy zarządcy mówi Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości. Tymczasem od trzech lat, tj. od czasu wejścia w życie deregulacji, zawód pośrednika i zarządcy może wykonywać praktycznie każdy, bo nie ma przepisów określających podstawowe standardy dla tych zawodów. Dlatego zdaniem Błeszyńskiego przede wszystkim ich stworzeniem powinno zająć się ministerstwo.

Pośrednicy domagają się, aby ministerstwo na nowo określiło standardy zawodu.

Pośrednicy zgodnie też podkreślają, że OC posiadają praktycznie wszyscy. Nie znają jednak przypadku wypłaty odszkodowania z OC pośrednika lub zarządcy. Umowy ubezpieczenia są bowiem tak sformułowane, że trudno z nich cokolwiek wyegzekwować.

Skoro tak, to po co obwarowywać sankcją nieważności umowy zawierane z klientami zastanawia się Mariusz Kania z Polskiej Izby Nieruchomości.

Tomasz Błeszyński zwraca też uwagę na brzmienie proponowanego zapisu.

Nakłada on obowiązek podania jedynie informacji o ubezpieczeniu OC tłumaczy Błeszyński. A co w sytuacji, gdy ta informacja będzie się rozmijała z prawdą? Taka umowa zgodnie z tym projektem będzie ważna podkreśla ekspert.

Takich zastrzeżeń nie ma natomiast Wojciech Nurek, rzeczoznawca majątkowy. Dziś do operatu szacunkowego rzeczoznawcy dołączają kopię polisy lub nie, bo nie ma takiego obowiązku. Po zmianach każdy zamieści informację o OC. Nie widzę w tym absolutnie nic złego.

Podobnie jednak jak w wypadku pośredników i zarządców, zastanawia się nad sensem obowiązkowego OC.

Nie znam żądnego klienta rzeczoznawcy, który by z niego skorzystał dodaje Wojciech Nurek.

Wszystkim pośrednikom i zarządcom podoba się pomysł powrotu do postanowień sprzed deregulacji. Dzięki projektowi będą mogli oni samodzielnie zweryfikować stan prawny nieruchomości, występując w tej sprawie do urzędów, a te będą miały obowiązek wydać zaświadczenia, np. z ewidencji gruntów i budynków.

To bardzo dobry pomysł. Dziś nie jest to możliwe, co bardzo nam na co dzień utrudnia pracę mówi Tomasz Błeszyński.

Renata Krupa-Dąbrowska Źródło: Rzeczpospolita Publikacja: 27.06.2016 http://www.rp.pl/Nieruchomosci/306279901-Obrot-nieruchomosciami-tylko-z-OC.html#ap-2

 
1 | 2 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-11-21 13:41
MarcinZa do wpisu:
Czarne chmury nad mieszkaniówką
Faktycznie bańka cenowa rośnie a kupujący tego ni czują, że za chwile będę przepłacać.[...]
 
2017-11-21 13:39
MarcinZa do wpisu:
Kuszą nie tylko ceną
Ma Pan rację, cena, nazwa i dodatkowe bajery najlepiej kuszą kupujących niż realna oferta.[...]
 
2017-11-18 08:53
mam w głębokim poważaniu gigantomanie... do wpisu:
Expo jednak nie dla Łodzi
Byłoby jednak milej, aby miast walczyć z wiatrakami połatać dziury w jezdniach na Wojska[...]
 
2017-11-17 15:19
pieniadze do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Wynik bardzo dobry. Praktycznie wygraliśmy ale sądzę, że przeważył argument niemerytoryczny tj.[...]
 
2017-11-15 19:08
Tomasz Błeszyński do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Polska nie zorganizuje International EXPO 2022 Poland w Łodzi. Wystawę zorganizuje stolica[...]