Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
 Oceń wpis
   

W Wieldządzu, 50 km od Torunia, jest do kupienia dawny kościół ewangelicki. Poświęcony w 1900 r. 270-metrowy budynek wyceniono na 220 tys. zł.

Obiekt służył kiedyś jako magazyn, potem działała w nim dyskoteka, po której zostały stoliki z kanapami i szatnia. Ofertę znajdziemy na portalu Morizon.pl.

Cesarski apartament

Młyny, wiatraki, koszary, warsztaty, dworce, kościoły na rynek sprzedaży nie trafiają zbyt często. Można jednak znaleźć prawdziwe perełki niezwykłe obiekty w bardzo dobrych cenach i atrakcyjnych miejscach mówi Marcin Drogomirecki, analityk portalu Morizon.pl. Jako przykład podaje XIX-wieczny młyn w Żarowie (powiat świdnicki) oferowany za 350 tys. zł. Na zabytkowy dworzec kolejowy w Augustowie wystarczy 271 tys. zł. Na chętnych czekają też młyny w Baboszewie k. Płońska (270 tys. zł) i Morawicy nad Czarną Nidą (475 tys. zł).

Na niezwykłe nieruchomości wskazuje także Bartosz Turek, analityk Open Finance. W Niegoszowicach pod Krakowem jest do kupienia zabytkowy dwór z ok. 1790 r. Budynek został w pełni odrestaurowany. Na granicy Kaszub i Borów Tucholskich jest do wzięcia zespół pałacowo-dworski z 1901 r. Jest też budynek z 1911 r. w Dusznikach-Zdroju. W 2002 r. został wyremontowany i przerobiony na hotel opowiada Turek. Pytany, czy takie nieruchomości są chętnie kupowane przez inwestorów, mówi, że nie jest to lekki chleb. Na nabywcę czeka się miesiącami, czasem latami nie ukrywa. Renowacja kilkusetletniego zamku lub pałacu i przerobienie go na hotel może kosztować nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Na etapie transakcji koszt ten jest zresztą trudny do oszacowania zauważa. Zdaniem Bartosza Turka za podjęciem tak ryzykownej inwestycji, poza ratowaniem dziedzictwa narodowego, może przemawiać także możliwość korzystania z rządowych lub unijnych dopłat. Zabytkowe mury przyciągają turystów jak magnes mówi. Ważne, by zabytek nie tylko zachwycał wyglądem, ale i zarabiał na siebie.

W Polsce rewitalizowane są zamki, pałace, dwory. Powstają w nich hotele, centra konferencyjne, spa, restauracje, muzea. Na Dolnym Śląsku w średniowiecznym Zamku Kliczków powstał hotel z centrum konferencyjnym i spa. Właściciel nie ujawnił kosztów inwestycji. Szacuje się, że wydał co najmniej 20 mln zł mówi ekspert Open Finance. Noc w apartamencie cesarskim kosztuje co najmniej 900 zł. Turek wskazuje też na pałac Mierzęcin (woj. lubuskie), w którym działa hotel. Na terenie posiadłości znajduje się trzecia co do wielkości winnica w Polsce. Z funduszy unijnych, jak mówi Bartosz Turek, skorzystał właściciel obiektu w Lidzbarku Warmińskim. Hotel Krasicki oferuje 122 pokoje i sale konferencyjne. Jest tam także restauracja i biblioteka. Koszt inwestycji to prawie 58 mln zł, a wysokość dofinansowania z UE sięgnęła 15 mln zł mówi ekspert Open Finance.

Dom weselny

Unikatowe nieruchomości to łakomy kąsek ocenia Marcin Drogomirecki. Dla inwestorów ważne są spodziewane zyski. Zakup tego typu obiektów przez osoby prywatne jest często spełnieniem marzeń o posiadaniu wyjątkowego obiektu. Niektórzy chcą prowadzić własną restaurację, inni dom weselny opowiada. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy warto inwestować w takie nieruchomości. Ważny jest ich stan, możliwe przeznaczenie. Kluczowe kryterium to oczywiście lokalizacja. Bartosz Turek miesiąc przed majówką sprawdził obłożenie hoteli w kilku zrewitalizowanych pałacach i zamkach. Były całkowicie zapełnione. Zabytkowe nieruchomości przeżywają drugą młodość, stając się źródłem dochodowych biznesów komentuje analityk. Przykładów sukcesów jest wiele. Niezbędne są jednak spore nakłady, by nieruchomość odzyskała dawną świetność podkreśla.

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, dodaje, że ceny wywoławcze nietypowych nieruchomości są bardzo zróżnicowane. Zależą od lokalizacji, rodzaju, wieku, stanu technicznego obiektu. Takie oferty znajdziemy w każdym regionie. Nie sprzedają się dobrze mówi. Po latach czekania na klienta właściciele obniżają ceny. Są to oferty dla osób z zasobnym portfelem. Zmiana funkcji nieruchomości wymaga często sporego wysiłku, bo jak tu ze starego młyna zrobić hotel czy pensjonat? Musi przecież spełniać wymagania funkcjonalne, techniczne, przeciwpożarowe wyjaśnia.

Błeszyński ocenia, że stosunkowo rzadko w nietypowych obiektach urządza się biura. Częściej pensjonaty, restauracje. Pamiętam też dyskotekę w dawnym obiekcie sakralnym i galerię handlową w zabytkowym więzieniu opowiada doradca. Także on twierdzi, że inwestycje w nietypowe nieruchomości są trudne. Niektórzy kupują takie obiekty ze względu na atrakcyjną lokalizację. Rozbierają je, a potem budują nowe mówi Błeszyński. Inni pieczołowicie odnawiają zabytkowe mury. Rentowność inwestycji zależy od wielu czynników. Żeby biznes się udał, nie wystarczy dobry pomysł.

Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert Emmerson Realty, mówi o przetargach organizowanych przez wojsko, PKP, firmy wywodzące się z poprzedniego systemu. Niewykorzystywane obiekty generują spore koszty zwraca uwagę. Popyt na takie nieruchomości jest niewielki. Często są w kiepskim stanie technicznym, źle zlokalizowane. Jeśli znajdują nabywców, to raczej ze względu na tereny, które można wykorzystać inaczej. Słyszałem o pomyśle przerobienia koszarów na prywatne więzienie. Nic z tego nie wyszło. Tymczasem obiekty wojskowe niszczeją bardzo szybko zauważa. I dodaje, że inwestycje w nietypowe obiekty to inwestycje długoterminowe. Wymagają czasu i dużych pieniędzy.

Aneta Gawrońska |Rzeczpospolita |09.12.2016|

Źródło: http://www.rp.pl/Komercyjne/312099997-Dyskoteka-w-kosciele-hotel-i-spa-w-zamku.html#ap-1

     Foto: Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Miliony złotych na Orientarium z miejskiej kasy?

Władze miasta, odkąd tylko ogłosiły pomysł budowy w Łodzi nowoczesnego Orientarium w łódzkim zoo, zapewniają że mieszkańcy nie dołożą do tego ani złotówki.

Miejska kasa miała zostać nietknięta. Miała, bo magistrat już do tej pory wziął z niej na inwestycję kilka milionów i na pewno weźmie jeszcze więcej. Niewykluczone nawet, że będzie dokładać gotówkę już po uruchomieniu nowych pawilonów.

Ile dokładnie? Tego nikt nie wie, ale na wszelki wypadek w dokumentach zapisano setki milionów złotych.

Maciej Trojanowski / Paulina Stępień

Radio Łódź

Posłuchaj i dowiedz się więcej: https://www.radiolodz.pl/posts/26635-miliony-zlotych-na-orientarium-z-miejskiej-kasy

Komentarz Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości

Pomysł byłby dobry tylko wielka szkoda, że niezrealizowany z 8 - 5 lat temu. Teraz tylko nieudolnie gonimy inne miasta szukając atrakcji turystycznych na siłę. Niestety i tu przegramy z innymi miastami. Teraz w dobie autostrad kiedy szybko i sprawnie można dojechać w bardziej interesujące miejsca niż Łódź. Co mnie, jako rodowitego łodzianina bardzo boli, że z roku na rok odstajemy od czołówki polskich metropolii. Orientarium będzie kolejnym symbolem, PR władzy, jak przystanek przesiadkowy zwany stajnią Jednorożca czy tunel trasy WZ. Moim zdaniem tą inwestycja Pani Prezydent puszcza oko do przyszłych wyborców. Nie wiem może się mylę, jak będzie czas pokaże, czy ta inwestycja zmieni oblicze miasta.

Łódź 11 lipiec 2016 r.

 
 Oceń wpis
   

Czy są chętni na pakiety mieszkaniowe? Jak inwestorzy finansują zakup?

Pakietowych zakupów nieruchomości właściwie już nie ma mówi pośredniczka Joanna Lebiedź z agencji Re/Max Action. Przynajmniej nie na taką skalę jak w latach 20072008. Część inwestorów do dziś nie może wyjść z tych inwestycji z oczekiwanym zyskiem. I nie chodzi o to, że mieszkania te nie są sprzedawalne. Po prostu nie można zarobić tyle, ile się spodziewano zarobić. Czasem trzeba się nawet liczyć ze stratą.

Szansa dla najmów

Jak mówi Joanna Lebiedź, dziś najlepiej sprzedają się małe dwa trzy pokoje. W tym segmencie widać stabilizację. Ale daleko nam jeszcze do pewności, że inwestycja w takie lokale przyniesie za chwilę krociowe zyski przy odsprzedaży zastrzega pośredniczka. Na pewno warto się zastanowić nad kupnem takich nieruchomości z myślą o wynajmie. Wszystko wskazuje na to, że rynek wynajmów ma szansę na rozkwit ocenia. Zdaniem Joanny Lebiedź tak długo, jak długo banki nie będą proponować korzystnych warunków kredytowania, tak długo można będzie twierdzić, że w Polsce warto się stać rentierem.

W ocenie Tomasza Błeszyńskiego, eksperta na rynku nieruchomości, inwestorzy szukają dziś przede wszystkim okazji. Na ich celowniku są lokale zadłużone, oferowane choćby na licytacjach. Kupują kawalerki lub dwa pokoje o powierzchni od ok. 30 do 50 mkw. Koncentrują się raczej na dużych miastach, gdzie łatwiej o najemców opowiada. I dodaje, że inwestorzy najczęściej wykładają gotówkę, likwidując np. nieopłacalne lokaty bankowe. Część inwestorów wspiera się kredytem w 1520 proc.

Pytany o pakietowe zakupy Tomasz Błeszyński odpowiada, że jeśli dużą partię mieszkań po okazyjnej cenie sprzedaje np. syndyk, to warto się zastanowić i obliczyć rentowność inwestycji.

O dużej aktywności inwestorów mieszkaniowych mówi Joanna Gregor, dyrektor oddziałów Freedom Nieruchomości w Lesznie i Wrocławiu. W Lesznie dominuje rynek wtórny. Wiele transakcji jest zawieranych w dużych miastach w pobliżu, np. w Poznaniu opowiada Joanna Gregor. Ośmiu na dziesięciu kupujących atrakcyjnie wycenione mieszkania w dobrych poznańskich lokalizacjach to inwestorzy. Firmy inwestują zaś w rynek pierwotny dodaje dyrektor. Z analiz Freedom Nieruchomości wynika, że w Lesznie brakuje mieszkań i pokoi na wynajem. A inwestorzy najchętniej wynajmują lokale na pokoje, bo to daje większe zyski.

Płatność w transzach

Joanna Gregor zauważa, że inwestorzy, mimo że dysponują gotówką, często nie chcą jej w całości wydawać. Bywa, że zadłużają się na ok. 50 proc. transakcji. Zdarzają się niewielkie pakietowe zakupy, po dwatrzy mieszkania, oczywiście z rynku pierwotnego. Płatności odbywają się w transzach za poszczególne etapy opowiada dyrektor.

O satysfakcjonujących zyskach możliwych do osiągnięcia na rynku nieruchomości mówi także Diana Polak, broker z Freedom Nieruchomości w Katowicach. Na inwestycje w mieszkania decyduje się coraz więcej osób mówi Diana Polak. Nie wszystkie jednak decyzje okazują się trafne przestrzega. Najważniejsza jest stopa zwrotu z inwestycji. Jeśli inwestor dysponuje mniejszym kapitałem, w grę wchodzą kawalerki i dwa pokoje wymagające często odświeżenia albo kapitalnego remontu opowiada Diana Polak. Za większe pieniądze kupowane są często duże nieruchomości, które można podzielić na kilka pokoi lub nawet kawalerek.

W Katowicach, jak mówi przedstawicielka Freedom Nieruchomości, inwestorzy dzielą się na dwie grupy. Są tacy, którzy mają spory kapitał i chcą go ulokować w nieruchomościach, by pieniądze zaczęły zarabiać. Ale są i tacy, którym brakuje pieniędzy, ale widzą potencjał w inwestowaniu w nieruchomości i decydują się na kredyt opowiada. Z analiz katowickiego oddziału Freedom Nieruchomości wynika, że na transakcje pakietowe decydują się zwykle gotówkowicze. Czasem, jak mówi Diana Polak, kupują cały budynek, np. kamienicę lub blok. Łatwiejsze staje się wówczas zarządzanie i monitorowanie całej inwestycji.

Warto też wspomnieć o crowdfundingu. To pomysł na wspólne inwestowanie grupy osób, dzięki czemu kwota końcowa wspólnie zgromadzonych środków pozwala na przeprowadzenie większego projektu inwestycyjnego i podział wygenerowanych w ten sposób zysków przypomina przedstawicielka Freedom Nieruchomości. Radzi, by przy zakupach mieszkaniowych pamiętać o kosztach utrzymania nieruchomości. Trzeba się też zastanowić, kto wynajmie nasze mieszkanie. Na jaką grupę najemców można liczyć w danej lokalizacji, w danym otoczeniu? Same liczby mogą pokazać satysfakcjonujący wynik. Ale to teoria, natomiast cechy nieruchomości mogą sprawić, że nikt nie będzie chciał w niej mieszkać przestrzega Diana Polak.

Aneta Gawrońska

Żródło: Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/Mieszkania-i-apartamenty/306289956-Inwestycje-czy-inwestorzy-kupuja-mieszkania-w-pakietach.html#ap-2

Wszystkie prawa zastrzeżone

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

"Nie!" dla "gaci". Będą kary za suszenie prania na balkonie?

- Będziemy zmuszać do zdejmowania gaci - mówi prezydent Lubina. I chociaż chodzi mu o "gacie" suszące się po praniu, to i tak wzbudza tymi słowami mnóstwo kontrowersji. Bo mieszkańcy gdzieś pranie muszą suszyć, a prawnicy mówią, że "gaciowego" zakazu nie da się wyegzekwować. Robert Raczyński, prezydent Lubina podczas wywiadu radiowego zaczął mówić o pomyśle likwidacji szpecących reklam. I pewnie przyklasnęliby mu mieszkańcy, gdyby nie to, co powiedział potem. - Docelowo będziemy zmuszać do zdejmowania gaci z balkonów, bo to jest przykry widok w nowoczesnym, XXI wieku w mieście - powiedział prezydent w audycji radia "Elka". W mieście zawrzało. No kto i na jakiej podstawie mógłby "zmuszać" do suszenia prania w domu? Jacek Mamiński, rzecznik prezydenta szybko wyjaśnił, że miasto będzie "apelować" o to, żeby pranie nie wisiało na oczach przechodniów.

- Chodziło przede wszystkim o to, żeby wywołać publiczną dyskusję w sprawie estetyki w miastach - tłumaczy przed kamerą TVN24. Jak nie na balkonie, to gdzie? Jeżeli faktycznie chodziło o dyskusję, to się udało. O tym, gdzie pranie może wisieć, a gdzie nie mówi się już nie tylko w Lubinie. - Wiadomo, że to wygląda nieestetycznie, ale trzeba zrozumieć tych, którzy mają małe mieszkanka i nie mają gdzie wywiesić prania - mówi TVN24 jedna z mieszkanek Lubina. - W całej Europie widać powywieszane pranie i nikomu to nie przeszkadza - dodaje zdziwiona mieszkanka Łodzi.

"Gacie" kontra finanse

Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości broni jednak pomysłu lubińskich samorządowców. Tłumaczy, że "gacie" wywieszone na balkonach są nie tylko nieestetyczne, ale mogą w realnym stopniu uderzać w portfele samych mieszkańców. - Nieruchomości są mniej warte, jeżeli znajdują się w nieatrakcyjnym otoczeniu. Niestety, wciąż jest sporo osób, które twierdzą, że pranie suszące się w miejskim kurzu i pyle jest lepsze niż to z bębna pralki - podkreśla. Dodaje przy tym, że tego typu spadki cen są charakterystyczne m.in. dla Niemiec czy Anglii. W Polsce trudno oszacować ewentualne straty finansowe tych, którzy chcą sprzedać lokal w sąsiedztwie suszącej się bielizny. Dlaczego? Po prostu mało osób zwraca na to uwagę.

Nielegalne suszenie ?

Nie zmienia to faktu, że niektóre spółdzielnie mieszkaniowe wprowadziły zakazy wywieszania prania w miejscu, gdzie będzie widoczne dla osób postronnych. Tak jak Kujawska Spółdzielnia Mieszkaniowa w Inowrocławiu, w regulaminie której stanęło: "Suszenie drobnej odzieży, bielizny itp. dozwolone jest tylko wewnątrz balkonu i loggi do poziomu górnych krawędzi ich balustrad". Tyle, że takie rygory są - zdaniem prawników - tylko sugestią. Podobnie zresztą jak deklaracja prezydenta Lubina. - Trudno sobie wyobrazić kary za sposób korzystania z własnego balkonu - komentuje całe zamieszanie łódzki adwokat Bronisław Muszyński.

Link do reportażu: www.tvn24.pl/lodz,69/nie-dla-gaci-beda-kary-za-suszenie-prania-na-balkonie,656481.html

Źródło: TVN24 (http://www.tvn24.pl)

 
 Oceń wpis
   

Ministerstwo Budownictwa chce uzależnić ważność umów pośrednictwa w obrocie nieruchomościami od informacji o OC.

To zły pomysł uważa wielu pośredników w obrocie nieruchomościami. Trwają prace nad zmianami w przepisach dotyczących zawodu pośrednika, zarządcy i rzeczoznawcy majątkowego. Chodzi o ustawę o gospodarce nieruchomościami.

Autorem propozycji jest Ministerstwo Budownictwa i Infrastruktury. To pierwszy duży projekt od czasu deregulacji tych zawodów przed trzema laty. Nie wszystkim jednak ich przedstawicielom te propozycje się podobają.

Najbardziej krytykują tę dotyczącą ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej.

Projekt bowiem uzależnia ważność umowy pośrednictwa, zarządzania oraz operatu szacunkowego od zawarcia w nich informacji o OC danego pośrednika, zarządcy lub rzeczoznawcy majątkowego.

Obecnie również przepisy zobowiązują te trzy zawody do wykupienia OC. Nie ma jednak sankcji za ich nieposiadanie. Ma się to zmienić.

Uzależnienie ważności umowy od podania w niej informacji o OC nie ma wpływu na jakość usług świadczonych przez osoby wykonujące zawód pośrednika czy zarządcy mówi Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości. Tymczasem od trzech lat, tj. od czasu wejścia w życie deregulacji, zawód pośrednika i zarządcy może wykonywać praktycznie każdy, bo nie ma przepisów określających podstawowe standardy dla tych zawodów. Dlatego zdaniem Błeszyńskiego przede wszystkim ich stworzeniem powinno zająć się ministerstwo.

Pośrednicy domagają się, aby ministerstwo na nowo określiło standardy zawodu.

Pośrednicy zgodnie też podkreślają, że OC posiadają praktycznie wszyscy. Nie znają jednak przypadku wypłaty odszkodowania z OC pośrednika lub zarządcy. Umowy ubezpieczenia są bowiem tak sformułowane, że trudno z nich cokolwiek wyegzekwować.

Skoro tak, to po co obwarowywać sankcją nieważności umowy zawierane z klientami zastanawia się Mariusz Kania z Polskiej Izby Nieruchomości.

Tomasz Błeszyński zwraca też uwagę na brzmienie proponowanego zapisu.

Nakłada on obowiązek podania jedynie informacji o ubezpieczeniu OC tłumaczy Błeszyński. A co w sytuacji, gdy ta informacja będzie się rozmijała z prawdą? Taka umowa zgodnie z tym projektem będzie ważna podkreśla ekspert.

Takich zastrzeżeń nie ma natomiast Wojciech Nurek, rzeczoznawca majątkowy. Dziś do operatu szacunkowego rzeczoznawcy dołączają kopię polisy lub nie, bo nie ma takiego obowiązku. Po zmianach każdy zamieści informację o OC. Nie widzę w tym absolutnie nic złego.

Podobnie jednak jak w wypadku pośredników i zarządców, zastanawia się nad sensem obowiązkowego OC.

Nie znam żądnego klienta rzeczoznawcy, który by z niego skorzystał dodaje Wojciech Nurek.

Wszystkim pośrednikom i zarządcom podoba się pomysł powrotu do postanowień sprzed deregulacji. Dzięki projektowi będą mogli oni samodzielnie zweryfikować stan prawny nieruchomości, występując w tej sprawie do urzędów, a te będą miały obowiązek wydać zaświadczenia, np. z ewidencji gruntów i budynków.

To bardzo dobry pomysł. Dziś nie jest to możliwe, co bardzo nam na co dzień utrudnia pracę mówi Tomasz Błeszyński.

Renata Krupa-Dąbrowska Źródło: Rzeczpospolita Publikacja: 27.06.2016 http://www.rp.pl/Nieruchomosci/306279901-Obrot-nieruchomosciami-tylko-z-OC.html#ap-2

 
 Oceń wpis
   

Będą kolejki po mieszkania jak w PRL.

Po lokal od państwa może się ubiegać każdy. Założenia programu Mieszkanie+ ogłosiła w piątek premier Beata Szydło. Ma on się opierać na trzech filarach. Za budowę tanich mieszkań na gruntach Skarbu Państwa będzie odpowiadał Narodowy Fundusz Mieszkaniowy. Lokal, w zależności od adresu, będzie można wynająć za 10 20 zł za mkw. Najemca zyska prawo przejęcia mieszkania na własność, dopłacając do czynszu 20 proc. Nabór do pierwszych budowanych lokali ma ruszyć w drugiej połowie 2017 r. Pierwsze budowy tanich mieszkań miałyby się rozpocząć na początku 2018 r. Rząd podaje, że mkw. lokalu da się wybudować i wykończyć średnio za niespełna 2,6 tys. zł.

System punktowy

Fundusz z założenia nie będzie korzystał ze środków budżetowych. Dysponując gruntami Skarbu Państwa i gmin, będzie mógł je sprzedawać, wymieniać, zaciągać kredyty, emitować obligacje. Wciąż jednak nie wiadomo, jak dużo terenów przejmie. Spis gruntów dopiero się tworzy. Nie wiadomo więc, ile tanich lokali może powstać. Program jest adresowany do wszystkich Polaków, w każdym regionie kraju mówi premier Beata Szydło. Nikogo nie wykluczamy, nie wprowadzamy chociażby kryterium wieku. Szeroko otwarte drzwi przyciągną zapewne kolejki chętnych na tani dach nad głową. Dlatego, jak mówi premier, rząd wprowadzi kryteria przydziału lokali. Uprzywilejowane mają być rodziny wielodzietne. Pod uwagę będą brane także dochody.

Drugim filarem programu mają być indywidualne konta mieszkaniowe. Chcemy, by Polacy oszczędzali, ale nie kosztem standardu życia podkreślała Beata Szydło. Lokowane na kontach pieniądze miałyby iść na remonty, modernizacje, budowy domów. Oszczędnym państwo wypłacałoby premie. Jakie? Nie wiadomo.10 zł za mkw. już za tyle będzie można wynająć lokal w ramach nowego programu Mieszkanie+" zapowiada rząd Rząd zapowiada też wsparcie budownictwa społecznego. Gminy miałyby się skupić na budowie mieszkań komunalnych, nie socjalnych. Samorządy mogłyby liczyć na dofinansowanie kosztów budowy nawet do 55 proc. Rząd obiecuje uproszczenie procedur budowlanych.

Rewolucja na rynku

Dziś o nowym programie wiemy niewiele więcej, niż wiedzieliśmy kilka miesięcy temu komentuje Jacek Bielecki, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Nie znamy szczegółów. Nie wiemy, jak program miałby być finansowany. Jeśli nowy fundusz przejmie grunty od Skarbu Państwa, to będzie to oznaczać finansowanie z budżetu, wbrew rządowym zapowiedziom zauważa. Bielecki mówi też, że nic nie wiemy o skali programu. Ile mieszkań powstanie, dla kogo będą budowane. Najpierw się mówi, że dla tych bez zdolności kredytowej, a za chwilę że dla wszystkich. Jeśli pierwsze budowy ruszą na początku 2018 r., to lokale będą gotowe najwcześniej za trzy lata.

Także Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert Emmerson Realty, ocenia, że do realizacji obietnic droga daleka. Pomysł budowy tanich mieszkań na gruntach gminnych wydaje się dobry. Ale zanim rząd upora się z biurokracją, zanim będzie wiadomo, komu się mieszkanie należy w pierwszej kolejności, upłynie wiele czasu. Młodzi, którzy potrzebują mieszkania, zdążą się lekko zestarzeć mówi Skoczeń.

W powodzenie programu na podstawie ogólnikowych zapowiedzi niespecjalnie wierzy Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości. Program jest dla każdego, a więc dla nikogo ocenia. Oczywiście, jeśli ktoś obiecuje bardzo tanie mieszkania, które można będzie przejąć, to ustawi się po nie kolejka. Już to przerabialiśmy w czasach PRL. Najwięcej pytań budzą kwestie finansowania tych inwestycji. Bo w to, że to będzie takie perpetuum mobile, nie wierzę. Muszą być jakieś koszty wejścia. Nie wszystkie działki nadają się przecież do szybkiej zabudowy.

O rewolucji na rynku mówi Bartosz Turek, analityk Lion's Banku. Świetnym pomysłem jest premiowanie oszczędzania. To lepsze niż dopłaty w MdM" ocenia. Program budowania mieszkań na wynajem też jest wart poparcia. Wiele osób nie stać dziś ani na kupno, ani na wynajem. Tymczasem tylko na warszawskich Odolanach, na działce PKP, mogłoby powstać nawet 25 tys. mieszkań wskazuje Turek.

Jego zdaniem, jeśli ten program udałoby się zrealizować, czeka nas rewolucja na rynku. Spadną i stawki najmu, i ceny mieszkań. Problem w tym, że może to popsuć biznes i deweloperom, i inwestorom, którzy kupują mieszkania na wynajem. Tanie lokale od państwa będą ogromną konkurencją. Rząd jest zdeterminowany, więc to wszystko może się udać nie wyklucza.

Także Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl, ocenia, że nowa polityka mieszkaniowa rządu jest rewolucyjna. Pytanie, czy to jest program realny? Problematyczne jest wyliczenie kosztów mkw. rządowego lokum na 3 tys. zł w stanie pod klucz punktuje Jędrzyński. Z analiz NBP nie wynika, by taka stawka była realna w największych polskich miastach, nawet po odjęciu kosztów ziemi i marży brutto dewelopera. A młodzi Polacy są zainteresowani migracją właśnie do największych miast, gdzie warunki życia są najlepsze mówi. I podkreśla, że wciąż nie ma też konkretnej deklaracji źródeł finansowania programu. Ponownie mamy spory pakiet ogólników do przemyślenia mówi ekspert.

Aneta Gawrońska |06.06.2016| Żródło: Rzeczpospolita http://www.rp.pl/Wynajem/306069981-Mieszkanie-Plus-kto-moze-skorzystac-z-lokalu-od-panstwa.html#ap-3

 
 Oceń wpis
   

Oferta firm budowlanych jest kusząca.

Zapewniają nie tylko wykonanie projektu, budowę i wykonanie prac wykończeniowych, ale także załatwienie niezbędnych formalności oraz wieloletnią gwarancję.

Stan surowy, deweloperski, pod klucz

Wiele osób planujących budowę domu chce zakończyć inwestycję jak najszybciej. Coraz więcej firm oferuje kompleksową usługę, a jedyne, o co musi zadbać klient, to zakup działki. Jeśli ma już własny grunt, może podpisać umowę z firmą budowlaną, określając w niej zakres usługi, cenę oraz termin zakończenia inwestycji. Następnie wspólnie z profesjonalnym doradcą klient musi dokonać wyboru projektu. Do dyspozycji ma bogatą bazę gotowych wzorów. Może też zlecić wykonanie indywidualnego projektu. Zakres samych prac budowlanych zależy od preferencji klienta - może zamówić doprowadzenie inwestycji do stanu surowego, deweloperskiego lub pod klucz.

W pierwszym przypadku firma wykona prace murarskie oraz dach budynku. Zapewni także przyłączenie budynku do sieci wodociągowej i kanalizacyjnej oraz zasilenie w energię elektryczną. Jeśli zlecenie obejmie prace deweloperskie, klient będzie mógł liczyć także na wykonanie systemu centralnego ogrzewania, wykonanie tynków wewnętrznych oraz instalacji elektrycznej.

Natomiast prace pod klucz obejmą także montaż okien i drzwi zewnętrznych, wykonanie kominka, położenie glazury i parkietów, montaż drzwi wewnętrznych, malowanie ścian, montaż parapetów wewnętrznych oraz grzejników. Klientów, którzy decydują się na zlecenie całości prac, kusi przede wszystkim krótki czas realizacji zlecenia - od siedmiu miesięcy do roku. Dodatkowym atutem jest ich stosunkowo długa gwarancja - często jest to nawet dziesięć lat.

- Pierwsze dwa miesiące trwa przygotowanie dokumentacji, kolejne trzy są potrzebne na uzyskanie stanu surowego, dwa miesiące potrzeba na prace deweloperskie, a kolejne dwa na przygotowanie domu pod klucz - wymienia Robert Skulimowski z firmy New-House, która oferuje kompleksowe usługi budowy domów. - Realizujemy całość inwestycji, od A do Z. Możemy zaprojektować dom, wybudować go, odebrać prace, wykończyć budynek. Jeśli klient sobie tego życzy, możemy także zająć się zagospodarowaniem ogrodu - zapewnia. Chociaż trudno podać jedną cenę, bo zależy ona od zakresu zlecenia, w przypadku domu o powierzchni 150 mkw. wraz z wykonaniem prac wykończeniowych w firmie New House jest to ok. 3 tys. zł za mkw. W tej cenie jest już także uzyskanie zezwoleń. Ceny są stałe, niezależnie od tego, czy inwestycja jest prowadzona w stolicy czy małej miejscowości z dala od wielkich aglomeracji. - Coraz więcej klientów jest zainteresowanych taką formą budowy domu - mówi Robert Skulimowski. - Klienci mają mało czasu, dużo pracują, a dodatkowo odstraszają ich skomplikowane procedury - dodaje.

Podobnie ocenia sytuację Marek Osak z firmy Budmos. - Coraz więcej osób chce dostać gotowy produkt, czyli dom wykonany od początku do końca - podkreśla. - Według mnie są dwie główne przyczyny. Jest coraz więcej zamożnych klientów, którzy mają mało czasu, są zapracowani i nie mają kiedy prowadzić budowy. Wiele osób woli też taki model, bo sparzyło się na mało profesjonalnych firmach, które wykonywały różne częściowe prace. Później nie wiadomo, gdzie szukać odpowiedzialnych za zaniedbania - dodaje. Stawki za budowę domu (stan deweloperski) wahają się w jego firmie od 2,3 do 3,8 tys. zł za mkw.

Ważne materiały i konstrukcja

Dostępność i ceny podobnych usług sprawdziliśmy także jako klienci. W firmie Złotniccy usłyszeliśmy, że stawka zależy od charakteru projektu, rodzaju użytych materiałów i od konstrukcji planowanego budynku. Za wykonanie stanu surowego trzeba zapłacić średnio 1,2 tys. zł za mkw., zaś 2,4 tys. zł za mkw. domu w stanie deweloperskim. Inwestycja trwa ok. dziewięciu miesięcy. - Czas wykonania prac jest uzależniony od warunków pogodowych oraz wymagań zleceniodawcy. Jeśli zażyczy sobie np. ogrzewanie podłogowe lub kominek, proces budowlany może trwać dłużej - usłyszeliśmy. Pozyskanie dokumentacji jest dodatkowo płatne - zgromadzenie wszystkich dokumentów kosztuje ok. 4 tys. zł. Z kolei w firmie Budomax koszt budowy domu w standardzie deweloperskim to 3,5 tys. zł za mkw., a za pozyskanie dokumentacji trzeba zapłacić 3 tys. zł.

Eksperci rynku nieruchomości przewidują, że tego rodzaju usługi będą się rozwijać. - Budowa domu jednorodzinnego nie jest dziś tak skomplikowana jak kiedyś - zwraca uwagę Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. - Inwestor indywidualny ma dziś do dyspozycji całą gamę możliwości. Może kupić nawet gotowy dom moduły. Sama procedura uzyskania wszelkiego rodzaju pozwoleń i zezwoleń również nie jest już tak uciążliwa, niedawno znowelizowano przepisy prawa budowlanego - przypomina. Jak dodaje, wykończenie domu pod klucz również nie jest trudne. Producenci wyposażenia wnętrz oferują całą gamę produktów i urządzeń często wraz ze specjalistycznym montażem.- Jedyną barierą mogą być tylko pieniądze. Standard domu i jego wykończenie nie zależą od dostępności towarów, a od zasobności portfela przyszłego właściciela - mówi doradca. - Na rynku od lat działają firmy deweloperskie, które na zlecenie klienta przygotowują wybrany przez niego dom pod klucz według jego gustu. Rynek domów jest od lat bardzo nasycony. Inwestor nie musi tak jak kiedyś samodzielnie rozpoczynać procesu inwestycyjnego. Oferta budynków do sprzedaży i indywidualnego wykończenia jest bogata. Wiele firm deweloperskich właśnie tą kompleksową usługą kusi przyszłych kupujących. Do tego na rynku wtórnym możemy kupić od ręki dom w dowolnym standardzie i lokalizacji - dodaje.

- Jeżeli nie mamy czasu i słabo się orientujemy w gąszczu przepisów i dokumentów, jakie musimy zgromadzić, to warto powierzyć inwestycję wyspecjalizowanej firmie, która to załatwi szybciej - ocenia Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert firmy Emmerson Realty. Jego zdaniem Polacy coraz częściej wolą zlecić budowę firmie, niż poświęcić swój czas. - Budownictwo jednorodzinne rozwija się bardzo szybko. Dzięki rozbudowie dróg dojazdowych i obwodnic możemy budować coraz dalej od centrum. Stosunkowo tanio możemy kupić działkę budowlaną i postawić 120 -150- metrowy dom w cenie 50-metrowego mieszkania w centrum. W Europie osiedla powstają do 30 km od miasta. W Polsce też staje się to możliwe - dodaje.

Edyta Żyła

Rzeczpospolita 29.05.2016 r.

www.rp.pl/Budowa-i-remont/305299976-Urzadza-ci-nawet-ogrod.html#ap-2

 
 Oceń wpis
   

Kawalerki w blokowiskach to często łakomy kąsek dla inwestorów. Ale w Łodzi nie mają wzięcia.

W Łodzi, jak mówi Tomasz Błeszyński, ekspert na rynku nieruchomości, podaż wielkopłytowych jednopokojowych mieszkań od miesięcy utrzymuje się na stałym poziomie. - Nie ma szczególnego zainteresowania tym typem lokali. Klienci nie biją się o oferty. Mieszkania są zwykle małe - mają 23- 28 mkw., a ich stan techniczny jest średni - mówi ekspert. - Jeśli klienci decydują się za zakup mieszkania, finansując go zazwyczaj kredytem, to poszukują większego lokalu. To rozsądna decyzja. Kawalerki są może trochę tańsze, ale w przypadku zmiany np. rodzinnych planów, takie lokum staje się po prostu za małe - wyjaśnia. Także kupujący mieszkania na wynajem, jak mówi Błeszyński, szukają lokali dwupokojowych. - Na kawalerki decydują się bardzo rzadko. Jeśli już, to szukają superokazji - zwraca uwagę doradca. - Przy tak dużej podaży mieszkań na sprzedaż w Łodzi nie spodziewam się podwyżek. Dla młodych, dla inwestorów - Ceny kawalerek w wielkiej płycie na łódzkim rynku wahają się, w zależności od lokalizacji, stanu technicznego i wyposażenia, od 3 do 4 tys. zł za mkw. - podaje Tomasz Błeszyński. - W czasie negocjacji można jeszcze dostać kilka procent rabatu.

W Trójmieście, jak podaje pośrednik Paweł Grabowski z BIG Nieruchomości, ceny kawalerek wzrosły w ostatnim roku o ok. 10 - 15 proc. - Głównie dlatego, że wielu klientów postanowiło zainwestować swoje oszczędności w mieszkania na wynajem, a doświadczeni inwestorzy - kupić kolejne mieszkania - wyjaśnia pośrednik. Na 30-metrową wielkopłytową kawalerkę w przyzwoitym stanie trzeba mieć ok. 200 tys. zł. - Ceny lokali wymagających remontu zaczynają się od ok. 170-180 tys. zł. Najdroższe kawalerki są oferowane nawet za 250 tys. zł - mówi Paweł Grabowski. - Na mniejsze, 17 - 20-metrowe lokale wystarczy ok. 140 tys. zł. W najlepszych lokalizacjach takie mieszkania sprzedają się w jeden dzień - podkreśla. Mikrokawalerki wymagające kapitalnego remontu sprzedawane są za 130 tys. zł. Trójmiejska oferta jest jednak, jak mówi pośrednik z BIG Nieruchomości, bardzo przebrana. - Doświadczeni inwestorzy wiedzą, że inwestycja właśnie małe lokale przynosi największe stopy zwrotu - zauważa Paweł Grabowski. - Na początku marca Akademia Morska ogłosiła przetarg na sprzedaż kilkudziesięciu mieszkań w wymagającym remontu budynku z wielkiej płyty. Oferowanych było ponad 20 ok. 30-metrowych kawalerek. Ceny ofertowe zaczynały się od 86 tys. zł, a ceny zwycięskich ofert lokali dochodziły do 140 tys. zł - opowiada. I dodaje, że oprócz inwestorów takie mieszkania kupują m.in. rodzice dla swoich studiujących dzieci oraz młode małżeństwa, często z jednym dzieckiem. - Zainteresowanie kawalerkami w wielkiej płycie jest tak duże, że nie przewidujemy spadków cen w najbliższym czasie, również z powodu niewielkiej podaży takich mieszkań - mówi Paweł Grabowski. Pośrednik z BIG Nieruchomości pytany o okazje w wielkiej płycie mówi o kawalerkach w cenie poniżej 130 tys. zł. - Takie oferty trafiają się jednak niezwykle rzadko. Nawet na licytacjach organizowanych przez miasta, spółdzielnie mieszkaniowe lub komorników ceny rosną nawet ponad 50 proc. - zwraca uwagę. - Kawalerka do kapitalnego remontu sprzedawana ostatnio na licytacji przez miasto Gdańsk w cenie ofertowej poniżej 50 tys. zł została kupiona za ponad 100 tys. zł, mimo że w poprzednim przetargu nie było chętnych przy cenie 96 tys. zł - dodaje. W innej licytacji organizowanej przez państwową instytucję 23-metrowa kawalerka do remontu (bez łazienki tylko z WC) na poddaszu kamienicy we Wrzeszczu została sprzedana za 140 tys. zł przy cenie ofertowej 86 tys. zł. - W tego typu licytacjach bierze zazwyczaj udział od kilkunastu do kilkudziesięciu oferentów. Cena ofertowa jest zwykle okazyjna, ale transakcyjna często znacznie przekracza wartość rynkową - mówi Paweł Grabowski.

Dobry adres

W Warszawie wielka płyta, w której podaż kawalerek jest największa, króluje w tych dzielnicach, gdzie w czasach głębokiego komunizmu udawało się cokolwiek wybudować - opowiada Joanna Lebiedź, pośredniczka z Re/Max Action. - Są to przeważnie dobre lokalizacje: śródmieście (np. Żelazna Brama), bliska Wola, Gocław, dalsze Bielany (Piaski, Wawrzyszew). Są to dziś doskonale skomunikowane z miastem miejsca z pełną infrastrukturą, często tuż przy metrze - podkreśla. I dodaje, że w tamtych czasach budowano tzw. gierkowskie metraże, czyli mieszkania stosunkowo małe. - Sporo było kawalerek, mieszkań naprawdę malutkich. Niektóre mają nie więcej niż 20 mkw. Ale trafiają się i większe, 33- 37-metrowe z osobną, czasem widną kuchnią - opowiada Joanna Lebiedź. - Dziś, w dobie niezwykłych trudności w uzyskaniu kredytu, coraz więcej młodych ludzi stać jedynie na bardzo małe, a tym samym niedrogie lokale - dodaje. Pośredniczka zwraca uwagę, że ceny wielkopłytowych kawalerek są mocno zróżnicowane, w zależności od adresu. - Zdecydowanie najmniej, bo już poniżej 100 tys. zł, zapłacimy za kawalerkę na niedalekich peryferiach Warszawy, jak Błonie, Ożarów, Nowy Dwór Mazowiecki - mówi Joanna Lebiedź. - Trafiają się tam nawet dwupokojowe mieszkania, co prawda do remontu, za to w cenie 80-90 tys. zł. Nieco bliżej, na Bielanach czy Białołęce, musimy dysponować kwotą przewyższającą magiczny próg 100 tys. zł. Ceny, w zależności od lokalizacji i standardu nieruchomości, wahają się od 150 do 170 tys. zł. Mieszkania do remontu są oczywiście tańsze. W samym centrum jest już drożej i ceny niejednokrotnie osiągają poziom zbliżony lub przewyższający kwotę 200 tys. zł. Tu dość często kupującym jest inwestor, którego zamiarem jest wynajem, a lokalizacja w tym przypadku jest kluczowa - tłumaczy pośredniczka. Jej zdaniem popyt na małe mieszkania nie powinien spadać. - Prawdopodobnie w tym segmencie będziemy mieli do czynienia ze stabilizacją cen, z lekką tendencją wzrostową - prognozuje Joanna Lebiedź.

Kawalerki w wielkiej płycie często kojarzą nam się z ciasnymi klitkami i PRL-owskim wystrojem. Skojarzenia te nie są zresztą bezpodstawne. Nadal wiele z nich tak właśnie wygląda, ale nie można przejść obojętnie wobec zmian. Coraz częściej możemy się spotkać z takimi właśnie pozornymi klitkami, na które właściciel znajduje niebanalny pomysł i zamienia w przytulne i gustownie urządzone mieszkanko - komentują komentują Kamil Kowalewski i Radosław Góral, eksperci z krakowskiego oddziału agencji NowodworskiEstates. - Zakładając, że metraż kawalerki waha się między 28 a 35 mkw. i przyjmując, że średnia cena mkw. w Krakowie to 6 tys. zł, to daje 168 - 210 tys. zł. Oczywiście znajdą się oferty lokali za ok. 130 tys. zł, ale standard takiego mieszkania będzie w najlepszym razie średni - podkreślają. Eksperci z NowodworskiEstates zwracają uwagę, że czasem za 180 tys. zł trafi się superwykończona nieruchomość. - Ceny jednopokojowych mieszkań utrzymują się raczej na stałym poziomie. W porównaniu z poprzednim rokiem nie ma znaczących różnic. W niedalekiej przyszłości ceny mogą spaść ze względu na wzrost liczby nowych nieruchomości z rynku deweloperskiego - prognozują Kamil Kowalewski i Radosław Góral.

Jest popyt

We Wrocławiu ceny wykończonych w dobrym standardzie kawalerek w wielkiej płycie wynoszą ok. 200 tys. zł - podaje Bartosz Mach z wrocławskiego oddziału agencji NowodworskiEstates. - Ceny kształtuje spory popyt na jednopokojowe mieszkania, a jak wiadomo, im wyższy standard, tym wyższa cena. Bardzo ważna jest również lokalizacja. Im więcej nowych inwestycji powstaje w centrum, tym bardziej spada atrakcyjność mieszkań w starszych blokach, a co za tym idzie, spadają również ich ceny. - Warto zwrócić uwagę, że założeniem budownictwa wielkopłytowego było to, aby na małej powierzchni zmieścić jak najwięcej pomieszczeń. To jest właśnie odpowiedź na pytanie, dlaczego tak trudno jest znaleźć ofertę kawalerki w wielkiej płycie. Jest ich na rynku niesamowicie mało, można wręcz mówić o deficycie - dopowiada Radosław Góral. - Kto takich ofert poszukuje najczęściej? Jak się można się domyślić, najczęściej są to osoby starsze lub samotne, ale nierzadko zdarza się, że taką nieruchomością interesuje się inwestor, który przy niewielkim nakładzie środków jest w stanie wygenerować całkiem satysfakcjonującą stopę zwrotu - zwraca uwagę. We Wrocławiu, jak mówi Bartosz Mach, jest podobnie. - Podaż jest mała ze względu na duży popyt. Takie oferty znikają naprawdę szybko. Większość mieszkań sprzedaje się w ciągu miesiąca - informuje ekspert NowodworskiEstates. - Oczywiście najlepszymi z nich interesują się inwestorzy, ale sporo trafia również w ręce studentów, którym rodzice szukają lokum na czas studiów. Co można nazwać okazją na tym rynku? - Rynek w Krakowie jest spory i bardzo dynamiczny. Ciekawą ofertą byłaby bardzo dobrze wykończona i wyposażona 30-metrowa kawalerka za ok. 160 tys. zł - ocenia Kamil Kowalewski. - Takie ceny obowiązują raczej w oddalonych od centrum dzielnicach, jak Bieżanów czy Nowa Huta. Co nie znaczy, że pojawienie się takiej okazji w centrum jest niemożliwe. Warto zdać się na profesjonalnego agenta nieruchomości, który takie okazje będzie wyłapywał. podpowiada.

Niezwykle atrakcyjne są oferty wielkopłytowych kawalerek do remontu. Cena takiego mieszkania jest wtedy znacznie niższa - za metr zapłacimy mniej więcej 5 tys. zł, a po remoncie, jeśli oczywiście możemy sobie na niego pozwolić, zyskamy z pewnością dużo więcej - twierdzi Bartosz Mach. - Czy łatwo jest trafić na taką okazję? Raczej nie. Właściciele takich nieruchomości są zazwyczaj świadomi ich wartości i niechętnie się ich pozbywają. Jeśli jednak naszym priorytetem jest okazyjna cena, warto poczekać na taką ofertę. Świat należy do cierpliwych.

Aneta Gawrońska

Rzeczpospolita 22.05.2016 r.

www.rp.pl/Mieszkania-i-apartamenty/305229975-Superokazje-znikaja-w-jeden-dzien.html#ap-2

 
 Oceń wpis
   

Bardzo atrakcyjne są parterowe powierzchnie handlowo-usługowe z dużymi witrynami przy ruchliwych ulicach.

Powierzchnie handlowe przy ulicach w centrach dużych miast coraz częściej są wynajmowane przez biznes gastronomiczny mówi Jarosław Mikołaj Skoczeń z Emmerson Realty. Podobny trend widać także na mniejszych rynkach. Sklepy powoli znikają, a w ich miejscu pojawiają się kawiarnie, restauracje i bary.

Na zakupy do galerii

Skoczeń ocenia, że Polacy pokochali centra handlowe, i to tam wolą robić zakupy. Jeszcze dziesięć lat temu najlepsze lokale w centrum miasta były masowo wynajmowane przez banki, ale to też się zmienia. Banki zmniejszają liczbę placówek lub przenoszą się do centrów handlowych zauważa ekspert Emmersona. A lokale komercyjne powstają na parterach nowych budynków wszędzie tam, gdzie jest to uzasadnione biznesowo. Na powierzchnie usługowe są też często przekształcane najniższe kondygnacje kamienic. Najczęściej są poszukiwane lokale od 100 do 200 mkw. W portalu OtoDom.pl jest oferowany 79-metrowy lokal w stołecznej kamienicy w rejonie ul. Foksal, wyceniony na 725 tys. zł. Na kupca czeka też 53-metrowy lokal na Powiślu, oferowany za 625,7 tys. zł.

Lidia Dołhan, ekspert Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości, zauważa, że w ofercie dominują lokale na wynajem. Sprzedają się tylko powierzchnie w dobrej cenie. Tymczasem wystawiane lokale są mocno przeszacowane ocenia. Lokale na parterach biurowców mają najemców już na etapie budowy. Nie słyszałam jednak, żeby ktoś się bił o oferty. We Wrocławiu jest do kupienia np. 53-metrowy lokal w apartamentowcu na Starym Mieście, za który właściciel chce dostać 359 tys. zł.

Także w Krakowie, jak mówi Marcin Pajączek, ekspert agencji NowodworskiEstates, największym zainteresowaniem cieszą się 100200-metrowe lokale, w których można prowadzić działalność gastronomiczną. Właściciele chętniej decydują się na wynajem niż na sprzedaż. Najatrakcyjniejszymi lokalizacjami są niezmiennie Rynek Główny i okolice Plant Krakowskich wskazuje. Coraz większą popularność zyskuje południe miasta, a zwłaszcza Podgórze i Zabłocie. Ogromne zainteresowanie sprawia, że takie lokale zwalniają się rzadko. Ofert jest niewiele, a jeśli już się pojawiają, to znikają błyskawicznie. W najlepszych lokalizacjach, gdzie nic nowego raczej już nie powstanie, ceny lokali handlowych rosną dodaje. Najszybciej znikają lokale gastronomiczne. Bardzo atrakcyjne są także parterowe lokale handlowo-usługowe z dużymi witrynami przy ruchliwych ulicach. Topowe oferty najmu w najlepszych miejscach znikają w tydzień dwa. Rekordy popularności biją lokale sprzedaży z najemcą, długoterminową umową i dobrą stopą zwrotu. Sprzedaż takiej perełki to czasem kwestia kilku dni.

Na Piotrkowskiej

Inaczej jest w Łodzi. Jak mówi ekspert rynku Tomasz Błeszyński, podaż lokali użytkowych od pięciu lat przewyższa popyt. Powierzchnie na wynajem i handlowe, i usługowe są dostępne w każdej lokalizacji. Pustostany są nawet na głównej, prestiżowej ulicy Piotrkowskiej opowiada. Są to zarówno małe, 2040-metrowe lokale, jak i ponad 120-metrowe. W ofercie są też lokale na sprzedaż, ale ze względu na dość wysoką cenę i małą dziś atrakcyjność inwestycyjną czekają na chętnego nawet dwa - trzy lata. Najemców lokali miesiącami poszukują także zarządcy i gminne administracje nieruchomości. Zainteresowanie budzą ewentualnie nieduże lokale o dobrym standardzie, w dobrym miejscu mówi.

Czynsze są bardzo zróżnicowane. Zależą od wielkości lokalu, jego funkcji, lokalizacji, wyposażenia. Stawki raczej spadają i w najbliższym czasie nie zanosi się na zmianę tego trendu. Błeszyński przypomina, że przyszły przedsiębiorca musi też ponieść koszty adaptacji powierzchni pod odpowiednią działalność. Najważniejszy jest jednak pomysł na dobry i rentowny biznes, a z tym jest problem ocenia. Sklepy i lokale gastronomiczne często znikają z rynku po kilku miesiącach. W OtoDom.pl znajdziemy wiele łódzkich ofert lokali użytkowych na sprzedaż. Przy Piotrkowskiej jest do kupienia 108,5-metrowa powierzchnia w kamienicy z 1930 r. Lokal jest wyceniony na 303,8 tys. zł. Przy tej samej ulicy można kupić 85-metrowy lokal za 102 tys. zł.

Aneta Gawrońska Rzeczpospolita |14.05.2016|

Źródło: http://www.rp.pl/Nieruchomosci-komercyjne/305149987-Lokale-z-najemca-znikaja-w-kilka-dni.html

zdjęcie:Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Mieszkania w Łodzi jednymi z najmniejszych w całej Unii Europejskiej. Ponad połowa nie ma 50 metrów kwadratowych.

Aż 54 procent mieszkań w Łodzi ma poniżej 50 metrów kwadratowych. To, jak donosi portal Money.pl., najgorszy wynik w Polsce i trzeci najgorszy wynik pośród miast Unii Europejskiej, porównanych przez Eurostat. Pytanie, czy jest, o co drzeć szaty. W końcu na większe nieruchomości i tak większości łodzian nie byłoby stać.

W jednej tabeli zestawiono miasta i regiony, które charakteryzują się najwyższym odsetkiem małych mieszkań w swoich krajach.

Źródło: grafika - Dziennik Łódzki

Z Polski do porównania wytypowano Łódź (54, 3 proc.), która negatywnie wyróżnia się nawet na tle naszego kraju, nie mówiąc już o innych państwach. Gorzej wypadli tylko liderzy z Łotwy (Ryga - 55, 7 proc. małych mieszkań) i Rumuni (Braila - 77, 1 proc.). Najlepiej wyglądają kraje skandynawskie oraz południowe. W duńskiej Kopenhadze odsetek mieszkań o powierzchni poniżej 50 mkw wynosi 7, 6, w Lizbonie (Portugalia) - 13 proc., w stolicy Szwecji, Sztokholmie - 15, 3 proc., w Oslo (Norwegia) - 19, 1 proc. Generalnie, w całej Polsce do grona małych, zaliczono 33 procent wszystkich mieszkań. Gorzej wypadają tylko trzy państwa w Unii Europejskiej: Rumunia (63, 4 proc.), Łotwa (44, 6 proc). i Estonia (37, 1 proc.) . Dla porównania - w Hiszpanii poniżej 50 metrów ma tylko 3, 9 proc. mieszkań. Takie dane nie dziwią jednak, jeśli spojrzeć na historię Polski i Łodzi.

- W naszym mieście dominują mieszkania budowane w latach 60. i 70. minionego wieku - mówi Mirosław Zięba, właściciel łódzkiego biura nieruchomości Mezcompu. - Trzeba pamiętać, że w epoce Gomułki mieszkania M2 M2, M3, M4 o powierzchni poniżej 50 metrów kwadratowych stanowiły wręcz zdecydowaną większość. W latach sześćdziesiątych, największym budowanym w Łodzi mieszkaniem były 3 pokoje o powierzchni 48 mkw. w blokach na Teofilowie i Dąbrowie. To był bardzo charakterystyczne, kompaktowe mieszkanie. Największy pokój był całkowicie przejściowy, wchodziło się z niego do kuchni i drugiego, małego przedpokoju, gdzie z kolei znajdowały się drzwi do kolejnych dwóch małych pokoików. Tak, więc na 48 metrach zmieszczono trzy pokoje, kuchnię, łazienkę i dwa przedpokoje. Ale to i tak była rzadkość, w tamtych czasach dominowały mieszkania o dwupokojowe wielkości 36-37 mkw. Były też około 45-metrowe, dwupokojowe mieszkania rozkładowe, na tamte czasy wręcz luksusowe - opowiada Zięba.

Później w latach 70. najwięcej powstało mieszkań dwupokojowych o powierzchni dokładnie 42, 42 mkw., jest ich dużo zwłaszcza na Retkini i na Radogoszczu. Trzy pokoje nieznacznie już wtedy zaczęły przekraczać poziom 50 mkw. (np. 53 lub 56 metrów na Retkini). A potem nastąpiły lata 80., kiedy budowało się wprawdzie z większym rozmachem, jeśli chodzi o powierzchnię, ale budowało się znacznie mniej. Również po 1989 r. w Łodzi powstawało znacznie mniej nowych mieszkań, niż w innych dużych miastach. To drugi powód słabych statystyk. A trzecim jest duża liczba mieszkań w śródmiejskich kamienicach, z których tylko część zachowała dawne rozmiary, wiele z nich natomiast w czasach PRL zostało podzielonych na małe klitki, często ze wspólną toaletą i łazienką na korytarzu. - Na pocieszenie opowiadam moim klientom anegdotę o tym, jak japońska księżniczka, córka Cesarza, wychodząc za mąż, dostała w prezencie ślubnym apartament w centrum Tokyo. Całe 45 metrów kwadratowych. - mówi Mirosław Zięba.

Zresztą, jak zauważa Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości, powierzchnia naszych mieszkań w wielu przypadkach jest błogosławieństwem, a nie przekleństwem. A to ze względu na potencjał ekonomiczno-demograficzny miasta. W szczególnie jaskrawy sposób widać to w ofercie nowych mieszkań - deweloperzy w Łodzi wcale nie podbijają znacząco statystyk, bo i oni budują mieszkania niewielkich rozmiarów.

- Kilka lat temu deweloperzy oferowali duże przestrzenie, po 80 i więcej metrów, ale to się zmienia, oferta została dostosowana do możliwości finansowych nabywców. Jesteśmy miastem niezbyt bogatym i coraz mniej ludnym. Dlatego od około 10 lat najpopularniejszymi mieszkaniami w Łodzi, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym, są mieszkania z jednym, najwyżej dwoma pokojami, o powierzchni do 50 metrów kwadratowych. Tego typu nieruchomości chętnie są nabywane przez młodych, jako pierwsze mieszkania w życiu, kupuje się je także w celach inwestycyjnych. Są one najłatwiejsze do zagospodarowania i wynajęcia. A w przyszłości najłatwiej je sprzedać - mówi Tomasz Błeszyński.

Zwraca on uwagę także na problem starzenia się łódzkiej społeczności. - W mieszkaniach z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych często mieszkają dziś starsze osoby, które i tak już ledwie wyrabiają się z opłatami, w dodatku w wielu przypadkach są to osoby samotne. Ich nie stać na większe mieszkania - zauważa ekspert.

Piotr Brzózka 11 maja 2016 Dziennik Łódzki Polska Press Sp. z o.o.

Czytaj więcej: http://www.dzienniklodzki.pl/nieruchomosci/a/mieszkania-w-lodzi-jednymi-z-najmniejszych-w-unii-europejskiej-infografika,9973659/

 
Warto kupić zamek ? 2016-04-18 20:27
 Oceń wpis
   

Setki zabytkowych dworków, pałaców i zamków, najczęściej w stanie ruiny, czekają na inwestorów, którzy zamienią je w hotele czy pensjonaty. Tylko czy to dobry interes? Raczej nie dla kogoś, komu zależy na szybkim pomnażaniu swoich pieniędzy.

W najbliższych dniach pierwsi goście zawitają do luksusowego hotelu, w który zamienili podwrocławski Zamek Topacz Dorota i Tomasz Kurzewscy. Jak podkreśla właścicielka, zamek jest sercem całego kompleksu. Aż trudno w to uwierzyć, ale jeszcze kilkanaście lat temu sam zamek i otaczające go zabudowania były w strasznym stanie. Dorota Kurzewska przyznaje, że gdyby wówczas wiedziała, co ją czeka, najpewniej nie zdecydowałaby się na to przedsięwzięcie.

Miał być plan zdjęciowy...

Początkowo Kurzewscy nie mieli zamiaru zostać hotelarzami. Są bowiem założycielami i większościowymi właścicielami Grupy ATM, która produkuje dla telewizji m.in. takie seriale jak "Ranczo" czy "Świat według Kiepskich". A ponieważ siedziba tej firmy mieści się w Bielanach Wrocławskich, Kurzewscy szukali w pobliżu nieruchomości, w której mogliby realizować swoje produkcje. Świetnie nadawał się do tego dawny magazyn cukru o powierzchni ok. 800 m kw. Sęk w tym, że był on jednym z kilku budynków otaczających mały zamek-strażnicę, który - jak podaje jedno ze źródeł - w XIV wieku wybudował zakon templariuszy. W XVII wieku do wieży dobudowano renesansową rezydencję. W tym stanie przechodził z rąk do rąk właścicieli ziemskich. Pod koniec XIX wieku właścicielem całego obiektu została spółka cukrownicza Rath, Schöller & Skene, która zapłaciła za niego 300 tys. talarów (w tym czasie za beczkę piwa płacono 3 talary). Po wojnie było tam podobno najpierw więzienie NKWD, a potem UB, następnie zakład wychowawczy Lasowo i PGR. W 1995 r. obiekt kupił prywatny właściciel, który nie kiwnął jednak palcem w sprawie remontu. Zrobili to dopiero Kurzewscy.

...a powstał hotel

Dorota Kurzewska opowiada, że początkowo wszystko szło jak po grudzie. Przez ponad dwa lata inwestycję wstrzymywali archeolodzy, którzy natrafili w tym miejscu na dawną osadę. Trzeba było uzbroić teren, czyli doprowadzić m.in. wodociąg i kanalizację. Właściciele zapewnili też mieszkania 16 rodzinom, które zastali w tych budynkach. Ponadto odkopano zarośnięty staw i dwie rzeki, naprawiono jaz oraz uruchomiono małą elektrownie wodną. Same budynki wymagały zaś osuszenia i zaizolowania przed wilgocią. Na szczęście Kurzewskim dobrze układała się współpraca z konserwatorem zabytków. Poznali też ludzi, od których mogli się uczyć. Przedsięwzięcie pochłonęło mnóstwo pieniędzy. Dorota Kurzewska nie zdradza nam ile, ale w jednym z serwisów znaleźliśmy wywiad, w którym mówi o kilkudziesięciu milionach złotych włożonych w remont. - To inwestycja na dziesięciolecia. Ale dobrze, że do utrzymania nie musimy dopłacać, bo kompleks hotelowy zaczął zarabiać - mówi jego właścicielka. I dodaje, że zatrudnienie znalazło tam już ok. 100 osób. Na hotel Kurzewscy zaadaptowali najpierw cztery budynki, których nazwy pochodzą od ich historycznego przeznaczenia: budynek Rządcówki, Spichlerz, budynek Oficyny i Domek Ogrodnika. A obecnie dołącza do nich najważniejszy budynek, od którego nazwę zaczerpnął cały kompleks - Zamek Topacz. Jest w nim dziewięć pokoi, a ponadto spa, sala konferencyjna z kominkiem i tarasem, przyzamkowa kaplica oraz restauracja.

Dla wielu zabytek to kłopot

Doradca rynku nieruchomości Tomasz Błeszyński uważa, że zabytkowe nieruchomości mogą być i są fantastycznym materiałem na dobrą inwestycję. Niestety, odrestaurowywanie zabytków wymaga bardzo dużych pieniędzy i czasu. Dlatego zainteresowanie nimi nie jest duże. - Pamiętam, jak w połowie lat 90. dla wielu firm posiadanie siedziby w zabytkowym pałacyku było nobilitacją. Inwestowały więc w rzadko pojawiające się wtedy na rynku obiekty zabytkowe - wspomina Błeszyński.

- Obecnie mamy do czynienia wręcz z wysypem takich nieruchomości, specjalistyczne portale internetowe wprost uginają się od ofert. Ekspert przyznaje, że w dość powszechnym przekonaniu posiadanie zabytkowej nieruchomości to kłopot. - Trudno się z tym nie zgodzić, bo regulacje prawne dotyczące ochrony nieruchomości zabytkowych nie są przyjazne dla inwestorów. Czasem to dobrze, a czasem źle, bo diabeł moim zdaniem tkwi w szczegółach - mówi Błeszyński. I dodaje, że wykonując na zlecenie inwestorów czy deweloperów opinie czy ekspertyzy dotyczące posiadanych przez nich zabytkowych nieruchomości, odnosi wrażenie, że nie wszyscy orientują się, jakie obowiązki niesie ze sobą bycie właścicielem zabytku.

- Brak elementarnej wiedzy jest czasem widoczny gołym okiem. Wielu kupiło za bezcen nieruchomości i kombinuje, jak szybko się na nich wzbogacić. Nie interesuje ich historyczny charakter nieruchomości, siła tradycji czy unikatowa architektura. Błeszyński opowiada, że niektórzy inwestorzy z góry zakładają, że zabytek to kłopot, którego trzeba się jak najszybciej pozbyć, aby bez przeszkód zagospodarować oczyszczoną działkę. Najpopularniejszą metodą przez nich stosowaną jest odbudowywanie zabytkowej nieruchomości poprzez jej... rozbieranie.

- Wszyscy myślą, że obiekt odzyska dawną świetność, a on sukcesywnie popada w ruinę. Wszystko po to, by doprowadzić do stanu zagrożenia i rozebrać nieruchomość w imię wyższej konieczności. Moim zdaniem ta rabunkowa gospodarka zabytkami doprowadziła do tego, że więcej ich znika z powierzchni właśnie teraz, w czasie pokoju, niż podczas wojny - komentuje Tomasz Błeszyński.

Na ratunek zabytkom Tymczasem tylko na Dolnym Śląsku jest ponad 500 pałaców i dworów, które wymagają pilnego remontu - twierdzą pasjonaci ratowania zabytków, którzy od ponad trzech lat prowadzą akcję "Polska Dolina Loary". Przede wszystkim postawili oni sobie za cel nagłośnienie tego naglącego problemu i tym samym zwiększenie szansy na dotarcie do potencjalnych inwestorów.

Z myślą o nich powstał portal Residence Navigator oraz anglo- i niemieckojęzyczne wersje profili "Polskiej Doliny Loary" na Facebooku. Na portalu potencjalni inwestorzy mogą znaleźć informacje o nieruchomościach wystawionych na sprzedaż, podpowiedzi prawne, wywiady z właścicielami zabytków, bazę firm pomocnych przy kupowaniu lub remontowaniu zabytków czy informacje o dotacjach, o które mogą się starać inwestorzy. Ci, którzy chcieliby kupić zabytek od Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR), mogą liczyć na 50-proc. bonifikatę od ceny uzyskanej na przetargu. Bonifikata przyznawana jest tym, którzy zobowiążą się do wykonania prac renowacyjnych w wyznaczonym terminie pod okiem wojewódzkiego konserwatora zabytków. Dodajmy, że ANR oferuje obecnie 29 tego typu nieruchomości, najwięcej właśnie w województwie dolnośląskim.

Marek Wielgo | Gazeta Wyborcza |31.12.2015r. | Źródło: http://wyborcza.biz/finanse/1,108340,19414905,warto-kupic-zamek-to-moze-byc-fantastyczny-material-na-dobra.html

 
Program mieszkaniowy PiS 2016-04-17 18:19
 Oceń wpis
   

Wybrane pomysły w proponowanym przez Prawo i Sprawiedliwość programie mieszkaniowym są dobre, jednak państwa może nie być stać na ich finansowanie - mówią PAP eksperci.

Mają zwłaszcza wątpliwości, co do propozycji reaktywacji kas mieszkaniowych.

Pierwszy pomysł PiS dotyczy powrotu do kas mieszkaniowych. Partia w swoim programie deklaruje: "znamy rezultaty zastosowania tego rozwiązania w latach 90-tych i jesteśmy świadomi, jakich błędów nie należy popełniać obecnie". Zapowiedzieli, że nowo utworzony system kas mieszkaniowych będzie szczelny. Autorzy wskazują, że rachunek oszczędnościowo-kredytowy mógłby założyć każdy obywatel, jako rachunek indywidualny lub wspólny (np. wraz z małżonkiem). Po "oszczędzeniu" przez niego odpowiedniej sumy - tzw. wkładu minimalnego, bank udzielałby kredytu o niskim oprocentowaniu. Rachunki regularnie zasilane funduszami dodatkowo byłyby premiowane przez państwo, które wypłacałoby na konto obywatela bonus finansowy.

Kasy się nie sprawdzą

- System oszczędzania w klasycznej formule kas mieszkaniowych już się "przeżył" - ocenił doradca rynku nieruchomości, Wiceprezydent Federacji Porozumienia Polskiego Rynku Nieruchomości Tomasz Błeszyński. - Do tego modelu już raczej nie powinniśmy wracać. Natomiast, jeżeli nowe kasy mieszkaniowe nie będą " tylko polityczną wydmuszką" a zostaną zbudowane na solidnych podstawach legislacyjnych, ulgach podatkowych oraz wsparciu kredytowym. To dla pewnej grupy osób poszukujących mieszkania będzie to na pewno dobre rozwiązanie-. Zaznaczył jednak, że nad takim projektem rząd musiałby długo i solidnie popracować a projekty konsultować ze środowiskiem rynku nieruchomości.

- Kasy mieszkaniowe w Polsce mają już jakąś swoją historię. Próbowano je wprowadzić w latach 90. - to się nie przyjęło - mówi z kolei dyrektor w Marvipol Development Jacek Bielecki. - Kasy istnieją w krajach takich jak Czechy czy Niemcy, wymagało to bardzo dużego wsparcia państwa. Myślę, że u nas tego wsparcia nie będzie skąd wziąć, nie ma na to pieniędzy - uważa ekspert. Jego zdaniem nie ma potrzeby reaktywacji tego projektu. - Niemieckie kasy mieszkaniowe mają ponad 100 lat tradycji. Są one pewnego rodzaju "masą krytyczną", która po pewnym czasie staje się samowystarczalna. Nie mając nic przeciwko samej idei obawiam się, że nie będzie nas na to stać - dodaje Bielecki.

Kasy mieszkaniowe funkcjonują m.in. w Czechach. Na 10 mln mieszkańców przypada tam 5 mln rachunków. Oznacza to, że każda rodzina ma przynajmniej jeden rachunek. Do końca, 2013 r. czeskie kasy mieszkaniowe wygenerowały ponad 15 mld euro. Za najstabilniejszy system kas uważany jest jednak niemiecki budowany od XIX wieku. Za naszą zachodnią granicą ponad połowa gospodarstw domowych posiada umowy z kasą oszczędnościową, co do końca roku 2013 wygenerowało środki rzędu 151 mld euro.

Mieszkanie na wynajem bądź własność

Inną propozycją PiS jest wprowadzenie na rynek mieszkań dostępnych dla wszystkich. Byłyby budowane mieszkania o określonej powierzchni, w określonym standardzie i w ramach określonej technologii. Takie mieszkania byłyby oferowane w trzech formach: na wynajem, na wynajem z tzw. dojściem do własności oraz na sprzedaż. Mieszkanie z wykończeniem miałoby kosztować 3 tys. zł za m kw. W programie PiS czytamy, że każdy zainwestowany w program 1 mld zł publicznych środków przyniósłby ponad 7 tys. nowych mieszkań.

Bielecki ocenia, że pomysł wspierania budownictwa przeznaczonego pod wynajem jest dobry, ale powinien być nieco zmodyfikowany. - Od dawna powinniśmy wspierać w Polsce budownictwo czynszowe, ale budownictwo czynszowe komercyjne. W całym cywilizowanym świecie jest bardzo rozwinięte prywatne budownictwo czynszowe, które w miarę rozwoju powoduje zmniejszenie stawek czynszu, bo oferta jest coraz większa - tłumaczy. Dodaje, że "budową mieszkań powinny się zajmować podmioty gospodarcze, a nie państwo".

Brak mieszkań na wynajem

Błeszyński zwrócił uwagę na to, że faktycznie jest potrzeba poszerzenia rynku o tanie mieszkania na wynajem z udziałem państwa, ale na racjonalnych warunkach. Mieszkanie jest towarem, który trzeba urynkowić, wprowadzając min. solidną konkurencję, która złamie monopol deweloperów. Zwiększyć dostępność rożnego rodzaju mieszkań, urealnić ceny i czynsze - Młodzi ludzie są teraz mobilni - jak mówił - nie przywiązują się do jednego miejsca i często je zmieniają w związku z pracą. Chcą mieć godne warunki do życia i mieszkania do wynajęcia za rozsądne pieniądze. - Wyraził nadzieję, że "nowy rząd ma świadomość, że rynek mieszkaniowy jest podstawą funkcjonowania dobrej gospodarki". - Jeżeli nie chcemy, aby młodzi ludzie wyjeżdżali z kraju, jeżeli chcemy, aby rosła demografia, czy wreszcie, jeżeli chcemy zbudować stabilne przyjazne obywatelom państwo musimy przygotować dobre programy pozwalające na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych - powiedział.

Zdaniem Błeszyńskiego ta propozycja PiS jest jak najbardziej do zrealizowania. Należałyby opracować projekty taniego budownictwa w oparciu o konkretne parametry techniczne i finansowe jak również skrupulatnie pilnować by podczas inwestycji zostały tak wykonane. Jego zdaniem obecnie ceny mieszkań są "stanowczo przeszacowane". Uważa, że deweloperzy nakładają zbyt wysokie, sięgające niekiedy nawet 30 proc. marże na swoich projektach. Co przecież wcale dziwne nie jest, bo przecież na tym polega proces deweloperski by realizować swoje inwestycje dla konkretnego zysku.

Z tą opinią nie zgadza się dyrektor Marvipolu Development. Zwraca uwagę, że obecnie koszt metra kwadratowego w stanie deweloperskim przekracza deklarowane przez PiS 3 tys. zł., a do tego powinniśmy doliczyć jeszcze koszty wykończenie pod klucz (w najniższym standardzie jest to kilkaset zł na metrze) oraz podłączenie mediów. Zdaniem Bieleckiego "państwo w ogóle nie jest od budowania domów, czy wydobywania węgla i wielu rzeczy, które robi". - Państwo powinno usuwać przeszkody, które powodują to, że budujemy tak drogo. A dzieje się tak, dlatego, bo państwo narzuciło przepisy i standardy techniczne, które w Europie są w ogóle niespotykane, a które generują ogromne koszty - powiedział.

Zbyt wiele niewiadomych

Polski Związek Federacji Deweloperów uważa, że jeśli chodzi o program mieszkalnictwa PiS to "aktualnie jest zbyt wiele niewiadomych". - Dla oceny realności i sensowności takiego projektu, trzeba znać więcej szczegółów. Kto będzie te mieszkania budował, kto i na jakich zasadach będzie je kupował, po jakim czasie będzie możliwy wykup i kto i na jakich warunkach będzie do niego uprawniony - napisała w informacji dla PAP instytucja. PZFD zadeklarował, że chętnie włączy się do debaty i zaopiniuje projekty ustaw, jak tylko one powstaną.

Opinię PZFD podziela Błeszyński. Dodaje, że "pomysły są cenne, tylko wymagają dobrego obudowania legislacyjnego ". - Problemy mieszkaniowe od 25 lat w Polsce są tylko doraźnie łatane najróżniejszymi programami. Przeszłość pokazuje, że najlepsze pomysły budowane dla doraźnych celów po prostu się rozsypały. Apelowałbym do przyszłego rządu o potraktowanie polityki mieszkaniowej w sposób długofalowy i komplementarny oraz konsultowanie projektów ze środowiskiem rynku nieruchomości - mówił.

kfk/ jzi/ 07-11-2015 Źródło: PAP

 
 Oceń wpis
   

Niższe limity w MdM" na rynku wtórnym oznaczają, że w największych miastach na wygranej pozycji będą deweloperzy.

Od września państwo ma dopłacać także do mieszkań z drugiej ręki. Będą wielkie zmiany na rynku? Program MdM" nawet po zmianach wciąż faworyzuje deweloperów nie ma złudzeń Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. To na rynku pierwotnym obowiązują wyższe limity cen mieszkań, do których dopłaci państwo. Ten kult dewelopera zachwiał rynkową równowagą ocenia.

Kula u nogi

Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego nowelizacja programu została przyjęta zbyt późno. W wielu miastach klienci nie mogli skorzystać z dopłat, bo albo nowe mieszkania były dla nich za drogie, albo nowe osiedla w ogóle tam nie powstawały wyjaśnia. Wcześniej czkawką odbiła się Rodzina na swoim". Często okazywało się bowiem, że zwykły kredyt hipoteczny jest tańszy od tego z założenia preferencyjnego. Podobnie bywa zresztą z MdM" dodaje.

Zdaniem Błeszyńskiego przyjęte naprędce zmiany, podyktowane interesem politycznym, nie są w stanie doprowadzić do rynkowej rewolucji. Dla wielu klientów preferencyjny kredyt jest często kulą u nogi. Kryje w sobie wiele pułapek przestrzega. Kupionego z dopłatą lokalu nie można sprzedać w ciągu pięciu lat, nie można go też wynająć. A przez pięć lat życie może się diametralnie zmienić. Program ogranicza mobilność młodych ludzi zauważa. Nie przyczynił się też do rozwoju zdrowego, tętniącego rynku. Mamy do czynienia raczej z wymuszoną sprzedażą i wymuszonym zakupem mieszkań ocenia doradca.

Marcin Jańczuk, dyrektor z sieciowej agencji Metrohouse, dopowiada, że jeśli weźmiemy pod uwagę wstępne dane dotyczące dostępności emdeemowskich mieszkań na rynku wtórnym, to sytuacja nie napawa optymizmem. W Warszawie i Krakowie takich ofert będzie niewiele. Spośród największych miast dobrze wypada tylko Łódź zwraca uwagę Marcin Jańczuk. Z pewnością zyskają miasta o wysokich limitach cen, np. Gorzów Wielkopolski, Olsztyn, Zielona Góra, Katowice. Tam klienci będą mieć duży wybór mieszkań, które można kupić z dopłatą. Deweloperzy nie powinni się obawiać konkurencji ze strony rynku wtórnego, bo działają zwykle w największych miastach dodaje. Dyrektor z Metrohouse prognozuje, że sprzedający używane mieszkania będą, gdzie jest to możliwe, dostosowywać ceny do limitów w MdM", choćby po to, by ich oferta w portalach ogłoszeniowych figurowała jako dostępna z dopłatą. Będą to jednak tylko te przypadki, kiedy cena ofertowa znajdzie się na granicy limitu. Jest mało prawdopodobne, by sprzedający masowo dostosowywali ceny do kryteriów programu ocenia Marcin Jańczuk. Deweloperzy, którzy mieli dotąd monopol na dopłaty na rynku, muszą się jednak przyzwyczaić do wejścia na rynek konkurencji. Niższe limity na rynku wtórnym spowodują, że w największych miastach na wygranej pozycji będą nadal inwestycje deweloperskie nie ukrywa. Ale jak prognozuje dyrektor, po zmianach w MdM" na pewno przybędzie transakcji na rynku mieszkaniowym. Ostatnie miesiące roku upłyną pod znakiem zwiększonej aktywności klientów, którzy zwlekali z zakupem. Rynek wtórny odczuje powrót popytu na nieruchomości przewiduje Jańczuk. Zmiany w MdM" przyniosą poprawę sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w ocenie Jarosława Mikołaja Skoczenia, eksperta z Emmerson Realty. A to za sprawą większych dopłat dla rodzin wielodzietnych. Sprzedaż lokali używanych powinna wzrosnąć przede wszystkim w mniejszych miejscowościach, gdzie rynek pierwotny jest mały albo praktycznie nie istnieje potwierdza Skoczeń. Zmiany w MdM" na pewno doprowadzą do jakiejś konkurencji między rynkiem pierwotnym a wtórnym. Deweloperzy, którzy chcą mieć emdeemowskich klientów, muszą analizować ceny na rynku wtórnym i dopasowywać do nich swoją ofertę przekonuje. I dodaje, że wprowadzenie programu na rynek wtórny pozwoli wielu rodzinom na szybką przeprowadzkę. Nie będą musiały czekać na klucze, powiedzmy, dwa lata, nie będą też musiały wykańczać mieszkania zwraca uwagę Skoczeń.

Weryfikacja cenników

Odpływ klientów na rynek wtórny może być widoczny w mniejszych miejscowościach w opinii Piotra Kijanki, dyrektora ds. sprzedaży mieszkań w Grupie Deweloperskiej Geo. W większych miastach będzie inaczej, ponieważ różnica pomiędzy limitami cen dla rynku pierwotnego i wtórnego będzie na tyle duża, że ofert na tym drugim będzie niewiele mówi Piotr Kijanka. Zmiany mogą więc stanowić zagrożenie dla deweloperów z mniejszych miast, ale też z kilku większych, jak Łódź czy Katowice, gdzie relatywnie duża część ofert kwalifikuje się do programu MdM" zauważa dyrektor, podzielając opinię Jarosława Mikołaja Skoczenia, że istnieje prawdopodobieństwo, że deweloperzy, którzy swoją ofertę kierują głównie do odbiorców MdM", będą weryfikować ceny, biorąc pod uwagę rynek wtórny. Każda firma będzie chciała jednak zachować odpowiedni poziom rentowności po to, aby osiągnąć nawet minimalny zysk zastrzega Piotr Kijanka, który przewiduje jednocześnie wzrost popularności programu dopłat. Do tej pory cieszył się umiarkowanym zainteresowaniem, bo dla większości klientów był niedostępny. Teraz będą mogli skorzystać z większych dopłat, zyskają też możliwość kupna większego lokalu dodaje. O tym, że po zmianach w MdM" nie czeka nas rynkowa rewolucja, jest przekonany Tomasz Bujnowski, analityk inwestycyjny firmy Dolcan. Deweloperzy budują więcej niż kiedykolwiek. Duża podaż oznacza stabilizację cen wyjaśnia. Klienci nie przeniosą się na rynek wtórny z kilku powodów. Pojawianie się ogromnej liczby mieszkań w ostatnim roku daje duży wybór. Nowy lokal to niższe koszty utrzymania, nowe instalacje, brak konieczności remontu, nowoczesna architektura i technologia. Dzięki promocjom wykończenie mieszkania można mieć za darmo wskazuje. Zdaniem Bujnowskiego to właściciele mieszkań używanych będą konkurować z deweloperami. Ze względu na takie atuty, jak: nowoczesna zabudowa, zaawansowana technologia czy brak funduszu remontowego ceny na rynku pierwotnym będą wyższe niż na wtórnym nawet o 2030 proc. prognozuje analityk firmy Dolcan. Na peryferiach większych miast, gdzie różnice pomiędzy cenami nowych mieszkań a limitami w MdM" są niewielkie, mogą się pojawić obniżki cen wyrównujące do rynku wtórnego.

Aneta Gawrońska |31-08-2015 |Rzeczpospolita Źródło; http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/707218,1226147-Rynek-mieszkan-po-zmianach-w-MdM.html Wszystkie prawa zastrzeżone

 
Nowy rok, stare problemy 2012-01-11 22:23
 Oceń wpis
   

Na rynek nieruchomości w nadchodzącym roku będą nadal silnie oddziaływać zawirowania w gospodarce europejskiej i niestety również krajowej.

Rynek pozytywnie nie zareaguje na wprowadzenie przez banki rekomendacji S, co skutkować będzie w skali roku poważnym ograniczeniem dostępności do kredytów hipotecznych.

Na nieruchomości w sposób pośredni wpłynie też zamieszanie spowodowane piłkarskimi mistrzostwami EURO 2012, głównie za sprawą opóźnionych lub nawet wstrzymanych niektórych inwestycji infrastrukturalnych. Nie będziemy również obserwować wielkiego najazdu kibiców zagranicznych, a kryzys w UE powstrzyma ich zapędy do nadmiernego wydawania pieniędzy. Główne miasta mistrzostw zarobią, co nieco, ale na pewno nie tyle, co planują, a czasem będzie to saldo ujemne.

Negatywny wpływ na rynek inwestycyjny będzie mieć utrzymująca się huśtawka walutowa i rosnąca inflacja, oby jak najmniejsza. Bezrobocie w kraju, problemu z pracą w UE spowodują brak wolnych środków i tym samym zmniejszenie obrotu na rynku. Ceny mieszkań, których i tak już jest nadpodaż będą spadać nawet i do 20-30 % w skali roku, na różnych rynkach i segmentach. Jedynie Warszawa będzie zagrożona mniejszymi spadkami, jako „zielona wyspa”. Deweloperzy będą nadal borykać się z płynnością i kłopotami w kredytowaniu inwestycji. Chcąc nie chcąc będą zmuszeni dokończyć rozpoczęte projekty. Proces spadku cen czy też urealnienia wartości przeszacowanych nieruchomości potrwa w zależności od dynamiki poszczególnych lokalnych rynków. Jest to proces konieczny by odbudować „nadęty” polski rynek nieruchomości.

Na rynku wtórnym też zaobserwujemy duże korekty cen, co prawda oczekiwania właścicieli używanych mieszkań zawsze są wygórowane, ale by sprzedać będę bardziej skłonni do negocjacji. Bo i opcja wynajmu, zamiast sprzedaży też nie będzie za korzystna. Koszty utrzymania nieruchomości będą rosły, chociażby zapowiadana podwyżka energii elektrycznej czy gazu. Tak wiec ogólne koszty zakupu czy najmu mieszkań w skali miesiąca wzrosną a pensje raczej nie.
Moim zdaniem czeka Nas jeszcze i rewolucja podatkowa, czyli kataster zamiast podatku od nieruchomości. Samorządy lokalne mają już napięte budżety, na dofinansowanie od rządu chyba nie mają, co liczyć, pozostają, więc lokalne działania fiskalne. Już i tak na niektórych rynkach nie opłaca się inwestować z powodu małej atrakcyjności. To smutne, ale podział kraju na strefy A czy B dalej następuje.

Rynek nieruchomości komercyjnych, też nie będzie zachwycał, owszem projekty na potrzeby mistrzostw będą powstawać, „ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.” Duża podaż w tym segmencie dalej się utrzyma, a jej skutki oceniać będziemy mogli dopiero późną jesienią.
Pomimo wszystko zachęcam do kupowania nieruchomości, jest to i zawsze będzie dobra inwestycja, tym bardziej, że w czasach recesji można kupić bardzo ciekawe projekty po okazyjnych cenach.

Kupujmy, inwestujmy w 2012 roku w nieruchomości, które z dużym zyskiem sprzedamy w 2014 -2015 roku, kiedy to znów powróci ożywienie i dobra koniunktura na ten rynek.

                                                                      Tomasz Błeszyński
         
                                            Doradca Rynku Nieruchomości
                                                              www.tomaszbleszynski.pl

Styczeń 2012

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Okazało się, że dochody miasta ze sprzedaży lokali mieszkalnych i użytkowych dotychczasowym najemcą z roku na rok maleją. Łodzianie nie chętnie już decydują się na wykup lokalu na własność.

Moim zdaniem łodzianie mają rację, taka transakcja może okazać się bardzo ryzykowna w perspektywie czasu. Jeśli już kupować to naprawdę po gruntownej analizie opłacalności takiej inwestycji. W Łodzi jest już naprawdę niewiele lokalizacji z nieruchomościami w przyzwoitym stanie technicznym i użytkowym. Są to nieliczne budynki gdzie jeszcze w miarę opłaca się wykupić lokal na własność. Pozostałe nieruchomości nie są już, niczym super atrakcyjnym z powodu przede wszystkim złego stanu technicznego.

Są źle zarządzanie, licencjonowanych zarządców jest pewnie nie wielu w podległych gminie administracjach nieruchomości. Przeglądając strony internetowe tych rejonowych jednostek nigdzie nie spotkałem informacji o kompetencjach zawodowych ani też numeru licencji odpowiedzialnego zawodowo zarządcy.

Wiele nieruchomości już praktyczne nadaję się tylko do rozbiórki w innych zaniedbania sięgają niepamiętnych czasów.  Zawsze jedno to samo wytłumaczenie brak pieniędzy. Jeśli już uda się doczekać upragnionego remontu to jest on połowiczny i szalenie kosztowny. Kolejne reformy ograniczają się do zapowiedzi i realizacji głównie podwyżek czynszów a reszta pozostaje bez zmian. Tylko dzięki ofiarności mieszkańców, lokatorów i najemców niektóre nieruchomości pomału odzyskują blask.

Jak rozwiązać problemy mieszkaniowe w mieście, bardzo prosto, wystarczy po sprzedawać mieszkania i lokale. Korzyści będą oczywiste przede wszystkim finansowe. Bo to na nowych właścicieli spadnie cały trud utrzymania lokalu i nieruchomości, remonty, wyższe opłaty, podatki oraz pozostałe uciążliwości. A miasto spije tylko śmietankę. Proponowane warunki wykupu mieszkań i lokali nie są znowu takie atrakcyjne, bonifikata owszem jest, ale, od jakiej ceny. Wartość lokali w stosunku do ich stanu moim zdaniem jest czasem mocno przeszacowana.

Z inwestycyjnego punktu widzenia nie opłacalny jest, więc wykup tej starej i zdegradowanej substancji. Będziemy właścicielami lokalu a wokół nas będzie tak jak do dotychczas brudno, szaro i niebezpiecznie. Ponosić będziemy wszystkie koszty utrzymania płacić wysokie zaliczki na fundusz remontowy, którym to dzielna administracja będzie zarządzać jak do tej pory. Liczmy swoje pieniądze i nie kupujmy byle, czego nie zawsze trzeba być właścicielem by godnie żyć. Dopóki łódzkie nieruchomości nie zostaną zrewitalizowane, będą odstraszać a nie zachęcać mieszkańców i inwestorów. 

Tomasz Błeszyński      

 Doradca Rynku Nieruchomości

www.tomaszbleszynski.pl

  Grudzień 2011 r.

Kategoria: Biznes
 

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-11-21 13:41
MarcinZa do wpisu:
Czarne chmury nad mieszkaniówką
Faktycznie bańka cenowa rośnie a kupujący tego ni czują, że za chwile będę przepłacać.[...]
 
2017-11-21 13:39
MarcinZa do wpisu:
Kuszą nie tylko ceną
Ma Pan rację, cena, nazwa i dodatkowe bajery najlepiej kuszą kupujących niż realna oferta.[...]
 
2017-11-18 08:53
mam w głębokim poważaniu gigantomanie... do wpisu:
Expo jednak nie dla Łodzi
Byłoby jednak milej, aby miast walczyć z wiatrakami połatać dziury w jezdniach na Wojska[...]
 
2017-11-17 15:19
pieniadze do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Wynik bardzo dobry. Praktycznie wygraliśmy ale sądzę, że przeważył argument niemerytoryczny tj.[...]
 
2017-11-15 19:08
Tomasz Błeszyński do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Polska nie zorganizuje International EXPO 2022 Poland w Łodzi. Wystawę zorganizuje stolica[...]