Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
 Oceń wpis
   

REIT-y to nowa propozycja inwestycyjna dla osób z mniejszymi zasobami wolnej gotówki. Czy przyjmie się na rynku?

REIT (Real Estate Investment Trust) to rodzaj funduszu, który pozwoli drobnym inwestorom zaistnieć na rynku nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych.

- Teraz, aby tak się stało, trzeba mieć odłożone co najmniej kilkaset tysięcy złotych, które i tak pozwolą na zakup tylko jednej nieruchomości. O dywersyfikacji ryzyka można zapomnieć. REIT-y mają być notowane na giełdzie, a zyski wypłacane w formie dywidendy. To oznacza, że wystarczy kupić akcje takiej spółki i już można czerpać korzyści z inwestowania w nieruchomości. Co więcej, taka inwestycja będzie bardziej płynna niż bezpośredni zakup lokalu użytkowego czy mieszkania, bo akcje można w razie potrzeby szybko spieniężyć - wyjaśnia Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości Home Broker. Ustawa o REIT-ach ma wejść w życie z początkiem 2018 r.

  Pomnożyć zysk

Inwestowanie często nie wydaje się trudne. Wystarczy wybrać projekt, włożyć w niego oszczędności i spokojnie czekać na zyski. Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego, doradcy rynku nieruchomości, w rzeczywistości nie jest aż tak kolorowo, bo koniunktura w gospodarce ciągle się zmienia, a rynek inwestycyjny płata figle nawet wytrawnym graczom.

- Indeksy giełdowe co rusz rosną albo spadają, kursy walut skaczą i trudno przewidzieć, czy to, co było rano, utrzyma się do wieczora. Wielu w takiej sytuacji zadaje sobie pytanie, jak i w co zainwestować, by nie tylko nie stracić, ale też sowicie zarobić. Posiadaczy wolnej gotówki kuszą reklamy super oprocentowanych lokat bankowych, rentownych akcji, gwarantowanych obligacji czy polis inwestycyjnych. Na przyszłego inwestora czekają też zyskowne zakupy limitowanych serii kolekcjonerskich wina lub starej whisky. Oszczędności może też mnożyć, kupując szlachetne metale kolorowe albo unikatowe dzieła sztuki wymienia - Tomasz Błeszyński. Zwraca jednak uwagę na słynną wypowiedź prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta, który powiedział, że najlepszym, najszybszym, ale przede wszystkim jedynym sposobem, by stać się bogatym, są inwestycje w nieruchomości.

- To ponadczasowa prawda, która z powodzeniem przetrwała i przetrwa wiele kryzysów. Nieruchomości są istotnym elementem rynku kapitałowego. To na nich buduje się majątek pokoleń przekonuje Tomasz Błeszyński. Dla wielu zainteresowanych inwestowaniem w nieruchomości ograniczeniem jest jednak grubość portfela.

Jak wynika z danych Metrohouse Franchise, zakup nawet niewielkiego mieszkania na wynajem w jednym z największych polskich miast wiąże się z wydatkiem co najmniej 100 tys. zł. - Ustawa o REIT-ach umożliwi inwestowanie w nieruchomości w wariancie pasywnym przez zakup akcji spółek inwestujących na tym rynku. Wprawdzie istnieją już fundusze pozwalające na grupowe inwestowanie w nieruchomości mieszkaniowe - na zasadach crowdfundingu, ale jak na razie są to lokalne inicjatywy o niewielkim zasięgu. W przypadku REIT-ów magnesem na inwestorów jest to, że 90 proc. zysków trafi do nich w postaci dywidendy, która ma być zwolniona z podatku Belki - tłumaczy Marcin Jańczuk, dyrektor ds. marketingu i PR Metrohouse Franchise.

  Na rozdrożu

Mocną stroną REIT-ów jest także przejrzysta struktura. - Umożliwia inwestowanie inwestorom prywatnym wspólnie z instytucjonalnymi. Poza tym konkurencja między REIT-ami o kapitał wymusi najlepszy dobór nieruchomości i najlepszą jakość zarządzania nimi. W rezultacie spowoduje wzrost wartości lepszych, a spadek gorszych REIT-ów i w dłuższej perspektywie pewnie wycofanie się gorszych z rynku. Ryzykiem jest wybór odpowiedniego REIT-a w krótkim terminie, zanim polski rynek osiągnie stabilizację i wymaganą jakość wszystkich podmiotów REIT. W początkowej fazie nie każdy z REIT-ów musi odnieść sukces, dużo zależy od doboru strategii, wyboru nieruchomości czy kompetencji zarządów REIT-ów - przekonuje Tomasz Trzósło, dyrektor zarządzający JLL w Polsce. Po początkowym entuzjazmie, związanym z możliwością pojawienia się REIT-ów, na rynku słyszy się jednak coraz więcej głosów krytyki.

- Dotyczą one głównie niesprzyjających warunków rynkowych dla tego rodzaju inwestycji, np. nadpodaży na rynku biurowym, niedostatecznych zaleceń odnośnie do dywersyfikacji nabywanych nieruchomości, a także potrzeby konkurowania spółek z doświadczonym kapitałem zachodnim, który może wykorzystać pojawienie się REITów, by wyjść z nieatrakcyjnych inwestycji - tłumaczy Marcin Jańczuk.

Anna Gołasa Puls Biznesu  

 
                    Foto; Tomasz Błeszyński Łódzki Mural 2017
 
Ceny (prawie) takie same 2017-07-05 20:54
 Oceń wpis
   

Przewaga podaży nad popytem to jedyna większa zmiana do jakiej ostatnio doszło na rynku mieszkaniowym.

W maju 2017 r. Indeks Urban. one przygotowywany przez Cenatorium dla Pulsu Biznesu i portalu Bankier.pl wyniósł 95,77 pkt i był o 0,13 pkt wyższy niż miesiąc wcześniej. Aż 74 proc. ekspertów uważa, że w najbliższych sześciu miesiącach warunki gospodarcze dla rynku nieruchomości nie zmienią się, natomiast 21 proc. twierdzi, że będzie lepiej. W dużych miastach Indeks Urban.one wyniósł w maju 2017 r. 95,14 pkt., co oznacza, że w porównaniu do poprzedniego miesiąca doszło do lekkiego wzrostu cen o 0,10 pkt.

W ostatnich dwóch latach w cenach niewiele się zmieniło. Co prawda linia trendu wskazuje kosmetyczny wzrost w dużych miastach, jednak jest on tak niewielki, że wręcz niezauważalny dla kupującego mówi Barbara Bugaj, starszy analityk ds. rynku nieruchomości Cenatorium. Tłumaczy, że sprzedaż mieszkań utrzymuje się na stałym wysokim poziomie, a budowa nowych lokali nie zwalnia.

Pierwsze półrocze powinno ponownie się zakończyć dobrymi wynikami mimo uśpienia programu Mieszkanie dla Młodych (MdM) i mniejszej aktywności w sektorze kredytowym. Na razie na rynku pojawiają się również dobre informacje z krajowej gospodarki. Tę sielankę mógłby przerwać wzrost stóp procentowych, który jednak jest rozpatrywany w odległej perspektywie mówi Barbara Bugaj. Eksperci zaczęli się uważniej przyglądać rosnącej podaży mieszkań.

Przewaga podaży nad popytem na rynku wtórnym i pierwotnym jest korzystna dla kupujących. W pierwszym półroczu 2017 r. rynek napotkał na kilka barier. Po pierwsze, dostęp do pieniędzy z programu MdM został zamrożony. Po drugie, mieliśmy do czynienia ze sztywną polityką kredytową, przez co klientom trudniej było ubiegać się o dobre finansowanie. Po intensywnym w zakupy mieszkań ostatnim kwartale 2016 r. rysuje się wyraźna przewaga podaży nad popytem komentuje Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.

Niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o grunty pod zabudowę. W maju 2017 r. Indeks Urban. one dla tego sektora wskazał 125,92 pkt, a więc był o 0,32 pkt wyższy niż miesiąc wcześniej. Aż 68 proc. ekspertów ankietowanych przez Cenatorium uważa, że w kolejnych miesiącach nie dojdzie na tym rynku do większych zmian.

Rynek gruntów jest bardzo rozgrzany zarówno w branży mieszkaniowej, jak i komercyjnej. Podaż gruntów równoważy popyt w dużych miastach, jednakże w Warszawie to popyt, który znacznie przewyższa podaż terenów. Reguluje ceny przede wszystkim na rynku mieszkaniowym komentuje Daniel Puchalski, dyrektor działu gruntów inwestycyjnych w JLL.

 Anna Gołasa - Puls Biznesu  

Źródło; https://www.pb.pl/ceny-prawie-takie-same-865625 

 
 Oceń wpis
   

Stabilizacja stawek za metr, zainteresowanie zakupami inwestycyjnymi i oczekiwanie na szczegóły programu Mieszkanie Plus tym żył ostatnio rynek nieruchomości.

W kwietniu 2017 r. indeks Urban.one, przygotowywany przez Cenatorium specjalnie dla Pulsu Biznesu i serwisu Bankier.pl, wyniósł 95,64 pkt. W porównaniu z wynikiem z marca był wyższy tylko o 0,02 pkt. Zmiany cen transakcyjnych mieszkań były nieznaczne także w dużych miastach (poza Warszawą). W tym przypadku Urban.one osiągnął 95,04 pkt, czyli tylko o 0,3 pkt więcej niż miesiąc wcześniej. W stolicy współczynnik ten wyniósł natomiast 93,54 pkt, co oznacza spadek o 0,27 pkt.

Niejednoznaczna formuła

W ostatnich tygodniach eksperci od nieruchomości poświęcili dużo uwagi rekordowym wynikom sprzedaży przez deweloperów, a także programowi Mieszkanie Plus. Okazało się, że mniejsze zainteresowanie projektem rządowego wsparcia wykazywali potencjalni kupujący.

Klienci odwiedzający nasze biura sprzedaży nie zgłaszają na razie zapytań związanych z programem Mieszkanie Plus. Może to wynikać z tego, że nie funkcjonuje on jeszcze w świadomości potencjalnych kupujących mówi Agnieszka Szefer, kierownik ds. produktów w Budimeksie Nieruchomościach. Zdaniem Tomasza Błeszyńskiego, doradcy od nieruchomości, informacje o programie pojawiają się na rynku, jednak potrzeba więcej szczegółów, by go ocenić.

Nie widać obawy przed tym programem. Deweloperzy przyglądają mu się z coraz większym zainteresowaniem, natomiast ludzie młodzi czekają na informacje, kiedy i za jakie pieniądze będzie można z niego skorzystać. Mieszkanie Plus to światełko w tunelu i na pewno będzie wsparciem dla rynku najmu, który stanie się ciekawą alternatywą dla sprzedaży ocenia Tomasz Błeszyński.

Lokatorski interes

Nie słabnie także zainteresowanie kupnem mieszkań na wynajem. Według danych Home Brokera i Domiporta.pl, w najbardziej atrakcyjnych miastach rentowność takiej inwestycji może przekraczać 6 proc.

Dane Narodowego Banku Polskiego (NBP) są bezwzględne wobec lokat wiele dostępnych na rynku depozytów nie pokrywa nawet inflacji, co oznacza, że zdeponowane w banku pieniądze tracą na wartości. Nic dziwnego, że Polacy uciekają od tej formy lokowania kapitału. Z ostatniego komunikatu NBP wynika, że w kwietniu wycofano z lokat około 4 mld zł, czyli najwięcej od czterech lat. Inwestorzy szukają alternatyw, które mogą przynieść większe odsetki niż skromne 1,5-2 proc. na bankowym depozycie. Jedną z opcji jest rynek nieruchomości mówi Maciej Górka z Domiporta.pl.

Spośród analizowanych przez tę firmę i Home Brokera dużych miast największy potencjał zysku z inwestycji w mieszkanie mają Katowice.

Niskie ceny zakupu są sprzymierzeńcami inwestorów, za 200 tys. zł bez problemu kupimy tam mieszkanie na rynku pierwotnym, a lokal z drugiej ręki będzie jeszcze o kilkadziesiąt tysięcy złotych tańszy. Średnia cena mkw. mieszkania w stolicy Górnego Śląska to około 4,5 tys. zł. Wynajmując taki lokal, można liczyć na 36,7 zł za mkw., co oznacza rentowność netto 6,58 proc. Stawka netto oznacza, że w obliczeniach uwzględniono czynsz dla wspólnoty, podatek, a dla bezpieczeństwa kalkulacji także czas poszukiwania najemcy tłumaczy Marcin Krasoń z Home Brokera.

Rentowność lokali na wynajem jest obiecująca także w kilku innych miastach. W Gdańsku, Łodzi i Warszawie oczekiwany zysk netto przekracza 5,5 proc. rocznie. 5-5,5 proc. można się spodziewać we Wrocławiu, Rzeszowie i Lublinie. Wśród miast o najniższej oczekiwanej rentowności są Poznań (4,06 proc. rocznie) i Kielce (4,28 proc.).

Ale nawet tam średnie oczekiwane zyski są 2-3-krotnie wyższe niż na bankowej lokacie zaznacza Marcin Krasoń.

Ruchy cenowe

Rewolucji nie widać także na rynku gruntów pod zabudowę. Indeks Urban.one dla tego segmentu nieruchomości wyniósł w kwietniu 124,55 pkt i był niższy o 1,34 pkt niż miesiąc wcześniej. Aż 60 proc. specjalistów uważa, że warunki gospodarcze dla gruntów na cele budowlane nie zmienią w najbliższym czasie. Przebadani przez Cenatorium ocenili również wpływ obowiązującej od roku Ustawy o gruntach rolnych. Według Tomasza Błeszyńskiego, po jej wprowadzeniu powstał chaos, jednak rynek poznał już zasady obrotu ziemią i transakcje odbywają się bez formalnych przeszkód, tak jak dawniej.

Ustawa nie spowodowała żadnych rewolucyjnych zmian ani ograniczeń. Podaż ziemi rolnej jest duża i to stanowi główny powód ewentualnych obniżek cen podczas transakcji. Wyjątek stanowią grunty pod budownictwo mieszkaniowe lub komercyjne. Tu podaż jest niewielka szczególnie w najlepszych lokalizacjach i dlatego ceny takich działek nadal są wysokie mówi Tomasz Błeszyński.

W górę, w dół

Indeks Urban.one przedstawia kształtowanie się cen transakcyjnych nieruchomości w Polsce. Wykorzystuje wiarygodne dane z państwowych źródeł zgromadzone w Bazie Cen Cenatorium. Indeksowi Urban.one towarzyszą prognozy ekspertów. Raport publikujemy co kwartał. W gazecie podajemy jedynie wycinek danych, dlatego zapraszamy na Pb.pl i Bankier.pl, gdzie znajdą państwo więcej szczegółowych informacji i analiz dotyczących nieruchomości.

Anna Gołasa |12-06-2017|

 Puls Biznesu  

Źródło; https://www.pb.pl/w-mieszkaniach-bez-rewolucji-864130

 Foto:Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

 Spółki deweloperskie chwalą się rekordową sprzedażą, ale wygaszanie programu Mieszkanie dla Młodych może im zaszkodzić.

W marcu Indeks Urban.one, przygotowywany przez Cenatorium dla Pulsu Biznesu i portalu Bankier.pl, wyniósł 95,62 pkt. W porównaniu z lutym ceny mieszkań spadły tylko o 0,03 pkt. Większe spadki były w dużych miastach, poza Warszawą, gdzie wskaźnik wyniósł 94,74 pkt, czyli o 0,28 mniej niż miesiąc wcześniej.

75 proc. ekspertów prognozuje, że warunki gospodarcze na rynku nieruchomości mieszkaniowych w dużych miastach się nie zmienią, a reszta uważa, że się poprawią. To zapewne zapowiedź znacznej sprzedaży w kolejnych miesiącach. W pierwszym kwartale 2017 r. deweloperzy giełdowi zanotowali średnio 26-procentowy wzrost liczby sprzedanych mieszkań w porównaniu z pierwszym kwartałem 2016 r. Sprzedaż poszczególnych spółek wzrosła od kilku aż do ponad 70 proc. mówi Barbara Bugaj, starszy analityk rynku nieruchomości w Urban.one.

Koniec epoki?

Obrót nieruchomościami może się jednak zmniejszyć w związku z wygasaniem rządowego programu Mieszkanie dla Młodych (MdM).

Ten program znacząco wpływał na popyt na rynku pierwotnym. Po jego zakończeniu można się spodziewać spadku sprzedaży mieszkań, zwłaszcza w miastach średniej wielkości. Deweloperzy już się na to przygotują, zmniejszając podaż gotowych do zakupu lokali komentuje Renata Osiecka, partner zarządzająca Axi Immo. Według Bartosza Turka, analityka w Open Finance, ostatnim okresem pozytywnego wpływu MdM-u na sprzedaż mieszkań będzie czwarty kwartał 2017 r.

W styczniu 2018 r. pieniądze się skończą w kilka, kilkanaście dni, co potencjalnym beneficjentom niemal uniemożliwi przeprowadzenie transakcji w kolejnym roku bez wcześniejszego przygotowania uważa Bartosz Turek.

Większy format

Z obserwacji specjalistów od nieruchomości wynika, że Polacy wciąż kupują przede wszystkim małe lokale. Może się to jednak zmienić na korzyść nieruchomości trzypokojowych i większych. 64 proc. ankietowanych z branży twierdzi, że liczba takich klientów nieznacznie wzrasta.

Zainteresowanie większymi mieszkaniami rośnie, ale w dużych miastach, gdzie na takie zakupy pozwalają zarobki i poprawa sytuacji życiowej mówi Renata Osiecka. Według Tomasza Błeszyńskiego, doradcy od nieruchomości, na rynku pierwotnym klienci szukają najczęściej mieszkań dwupokojowych średnio 55 mkw., najlepiej od pierwszego do szóstego piętra, dobrze zaprojektowanych i z balkonem.

Kupujący coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na lokalizacje i cenę mieszkania, ale też na jego wykończenie, jakość i rodzaj materiałów oraz sposób wykonania. Interesują się również tym, kto je zbudował, jakie ma doświadczenie i jak długo działa na rynku opowiada Tomasz Błeszyński. Zapobiegliwi chętnie oglądają ukończone inwestycje i chcą poznać opinie mieszkańców bloku lub osiedla.

W Internecie można znaleźć strony, na których mieszkańcy wypowiadają się o wybranej inwestycji. Budowanie pozytywnego wizerunku opartego na doświadczeniu, jakości i dobrej współpracy z mieszkańcami pomaga deweloperowi sprzedawać także przyszłe inwestycje tłumaczy Tomasz Błeszyński.

Słupki w górę

W marcu nieznacznie wzrosły ceny mieszkań w Warszawie, gdzie Indeks Urban.one wyniósł 93,81 pkt, a więc o 0,39 pkt więcej niż miesiąc wcześniej. Nadal drożeją także grunty pod zabudowę. Urban.one dla tego segmentu nieruchomości wyniósł 125,89 pkt, czyli o 2,36 pkt więcej niż w lutym. W porównaniu z marcem 2016 r. wzrost sięgnął aż 5 pkt. 60 proc. specjalistów od nieruchomości twierdzi, że warunki gospodarcze dla rynku gruntów w najbliższych miesiącach się nie zmienią. 25 proc. uważa natomiast, że się pogorszą, zaś 15 proc. prognozuje poprawę.

Anna Gołasa

BONNIER 2017 - PULS BIZNESU

 
 
 Oceń wpis
   

Polacy zachowują dystans wobec prefabrykatów, ale program Mieszkanie Plus może to zmienić.

Na zachodzie i północy Europy budowa z prefabrykatów to standard, tymczasem Polacy po czasach PRL są do tej technologii uprzedzeni. To oczywiste, że kojarzy się ona z blokami z wielkiej płyty, ale to nie do końca to samo, choć oczywiście częścią wspólną są gotowe elementy przywożone na budowę mówi Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości w firmie Home Broker.

Nowa era

Elementy, z których składa się bloki, trafiają na budowę nie w formie płyt, lecz znacznie bardziej skomplikowanych konstrukcji.

Mają już elewację, porządne ocieplenie, okna, parapety, a nawet kable i puszki elektryczne. Z takich klocków tworzone są potem budynki opowiada Marcin Krasoń. Dodaje, że w przypadku budowy z prefabrykatów możliwości architektoniczne są ogromne, bo liczba elementów jest bardzo duża ograniczeniem jest jedynie wyobraźnia projektanta. Natomiast stawiane za komuny bloki z wielkiej płyty wyglądały tak samo, bo zróżnicowanie elementów było minimalne.

W budownictwie z czasów PRL wykorzystywano prawie identyczne prefabrykaty przygotowywane przez fabryki domów. W związku z tym poszczególne bloki na osiedlach, ich metraż i rozkład pomieszczeń były powtarzalne. Jakość używanych wtedy materiałów pozostawiała wiele do życzenia. Mieszkania były źle wykonane i wykończone tłumaczy Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. Nierówne połogi, sufity, ściany były normą. Poza tym wielka prefabrykowana płyta była bardzo mało efektywna energetycznie, dlatego, by unikać strat ciepła, należało czym prędzej ocieplić elewację.

Współczesne obiekty prefabrykowane niczym nie przypominają siermiężnych bloków czasów PRL i modeli budowania domów, wykorzystujących technologie byłego ZSRR przekonuje Tomasz Błeszyński.

Trend z północy

Budownictwo prefabrykowane jest bardzo popularne m.in. w Skandynawii. W Szwecji poznańska firma Pekabex wybudowała już ponad 3 tys. mieszkań w tej technologii. Wzniesione przez nią budynki można zobaczyć m.in. w Sztokholmie, Malmö i Norrköping.

Michał Oskroba, menedżer projektu w firmie Pekabex, wyjaśnia, że Skandynawowie już dawno dostrzegli zalety budownictwa prefabrykowanego, które wymaga znacznie mniejszej liczby pracowników, a zarazem skraca czas inwestycji. To z kolei prowadzi do obniżenia jej kosztów.

Nasze prefabrykaty powstają w halach fabrycznych w Gdańsku i Poznaniu. Do Szwecji docierają najpierw promem, a następnie ciężarówkami. Budowa obiektów mieszkalnych przebiega bardzo sprawnie. Przywiezione zza Bałtyku ściany mają już zamontowane okna, parapety i przygotowane miejsca na instalacje elektryczne opowiada Michał Oskroba. Szczególną uwagę zwracają prefabrykowane łazienki, które do Szwecji docierają praktycznie gotowe do użytkowania wyłożone kafelkami, wyposażone w sprzęty sanitarne (umywalkę, prysznic i muszlę klozetową), sprzęty AGD, np. pralkę, a nawet lustra i uchwyty na papier toaletowy. W technologii prefabrykacji Pekabex buduje w Polsce i Skandynawii także budynki przemysłowe, szpitale, galerie handlowe i stadiony. Choć budownictwo prefabrykowane w Polsce wciąż raczkuje, niebawem może się to zmienić.

Ponieważ rządowy program Mieszkanie Plus zakłada wybudowanie w krótkim czasie dużej liczby mieszkań, jedynym rozwiązaniem jest zastosowanie nowoczesnej i w pełni funkcjonalnej technologii budowy z prefabrykatów. Pozwoli to na przyspieszenie budowy i przygotowania nowych mieszkań uważa Tomasz Błeszyński. Jego opinię podziela Jarosław Skoczeń, członek zarządu Grupy Emmerson.

Przy obecnej technologii to budownictwo bardzo nowoczesne i w wielu przypadkach przewyższa jakościowo tradycyjne, niższa cena i szybkość budowy też są bardzo ważne. Taka technologia budowy domów i mieszkań może być wykorzystana przy programie Mieszkanie Plus konkluduje Jarosław Skoczeń.

Anna Gołasa - Puls Biznesu  
 

Foto: Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

Kenijczyk chce wynająć pokój w Łodzi - i co? Zdaniem pośrednika od nieruchomości wynajęcie mieszkania czarnoskóremu poza problemem rasowym nastręcza też finansowy. Nie da się już powiedzieć, że to kuzyn. I sąsiad może donieść do skarbówki.

Ogłoszenie znajduję w internecie. Kobieta pisze: Wynajmę przestronny, w pełni umeblowany pokój jedno- lub dwuosobowy z balkonem. Mieszkanie znajduje się w bloku na pierwszym piętrze. W drugim pokoju mieszka starsza pani. Mile widziani studenci kierunków medycznych.

Dzwonię. Mówię, że dobrze się składa, bo mieszkania szukam właśnie dla studenta medycyny, chłopak jest nowy w mieście, więc trzeba mu trochę pomóc.

Naprawdę medycynę studiuje? cieszy się wymieniona w ogłoszeniu starsza pani", czyli właścicielka. Nie wie jeszcze, że student jest czarnoskóry. Zaprasza, żeby mieszkanie obejrzeć.

Dwie godziny później jestem na miejscu. Zabieram ze sobą Chege, Kenijczyka, który mieszka w Polsce na tyle długo, że zdążył opanować już nasz język. Mieszkania nie szuka, pomaga mi w eksperymencie.

Blok położony w centrum Łodzi. Dzwonię domofonem. Kobieta natychmiast otwiera. Proszę na pierwsze piętro i po prawej!

Wchodzimy

Mieszkanie, do którego wchodzimy z Chege, wygląda zupełnie tak, jak powinno wyglądać mieszkanie starszej pani. Dwa pokoje, łazienka, kuchnia.

Pokój, w którym miałby zamieszkać Chege, to ten mniejszy. Na ścianach gładź pomalowana na rudo-beżowo, dwa obrazy w potężnych ramach i kinkiet na kształt świecznika. Olbrzymie okno, przy nim narożna kanapa, stary fotel, meblościanka z ciemnego lakierowanego drewna, stół z koronkowym obrusem przykrytym taflą szkła.

Proszę się rozejrzeć. Wiem, że jest trochę bałagan, ale za dwa dni przyjdzie taki pan, który zawsze u mnie sprząta, i on wszystko przygotuje zachęca kobieta. Przypomina, że stąd blisko do sklepów i na uniwersytet. Czy są jakieś pytania, bo jeśli są, z chęcią odpowie. Przez cały czas zwraca się tylko do mnie. Na Chege nie spogląda.

Pani zdaje sobie sprawę, że w tym pokoju mam zamieszkać nie ja, tylko mój kolega, Chege, prawda? mówię w końcu do kobiety.

Co też pan? właścicielka jest wyraźnie zdziwiona. Zawiesza głos, spuszcza wzrok i wpatruje się w szkło na stole, przy którym siedzimy. Ale w końcu podejmuje wyzwanie. Wygląda, jakby miała się nawet uśmiechnąć: Proszę zobaczyć resztę mieszkania. Kuchnia jest wspólna, razem byśmy z niej korzystali. Tu lodówka, tu zlew, tu stolik, tu mikrofalówka, jeśli umie obsłużyć.

Właścicielkę łódzkiego mieszkania, które oglądamy z Chege, pytam w końcu wprost, czy ma problem, żeby wynająć pokój czarnemu. Żaden to problem, jeśli tylko będzie mi czasami pomagać, bo ja już jestem starsza i schorowana odpowiada.

Wychodzimy, aby się zastanowić. Dzwonię ponownie wieczorem. Mówię, że Chege się zdecydował i poprosił mnie, żebym ustalił z nią szczegóły umowy, bo sam nie ma pojęcia, jak spisać taki dokument.

Nieaktualne! mówi właścicielka.

Godzinę później dzwoni do niej moja znajoma.

Jak najbardziej, pokój jest wolny, może pani przyjść i obejrzeć. Ale nie dzisiaj. Taka zdenerwowana dzisiaj jestem. Przyszedł facet obejrzeć i Murzyna mi przyprowadził!

******

Nim przeprowadziłem eksperyment z Chege, szukałem mieszkania dla zmyślonych znajomych z Pakistanu.

Jak najbardziej, ogłoszenie aktualne. A dla kogo pan szuka? w słuchawce starszy mężczyzna.

Dla przyjaciół, Pakistańczyków, nie znają polskiego, więc obiecałem, że pomogę.

Wie pan, no, ja ich nie znam. Ja nie wiem, czy oni są w porządku. To pana znajomi, pan musiałby mi powiedzieć, czy oni po sobie sprzątają, czy można im zaufać. Pomyśleć muszę.

Następny rozmówca boi się, że obcokrajowcy nie zapłacą czynszu.

Zaskoczył mnie pan tym pytaniem. Zależy skąd są. Z Pakistanu? Musiałbym się zastanowić. Religia mi nie przeszkadza, ale jak mi nie zapłacą, to co ze ściągalnością długu? Oni mają w ogóle jakieś dokumenty?

Dzwonię dalej w sprawie Pakistańczyków. Kobieta w słuchawce: Umowa z obcokrajowcami wchodzi w grę. Ale od razu mówię, że trzeba będzie podać ewentualny polski adres wymeldowania. Na wypadek, gdyby zdewastowali mieszkanie albo nie płacili czynszu. No, i będzie też zapis, że dobrowolnie poddają się egzekucji, gdyby coś zniszczyli.

Młoda matka: Tak, jak najbardziej, cudzoziemcom też wynajmę. Ale zadzwoni pan za pół godziny? Karmię.

Starsza pani: To nie jest moje mieszkanie, tylko córki. A ona teraz w Szwajcarii... Z jakiego oni są kraju? Z Pakistanu? Czyli muzułmanie. I co, oni mają tu pracować, pan mówi? A w jakim charakterze? Bo jak fizycznie, to na pewno nie. A są kulturalni? Przyjadą sami, czy może z całymi rodzinami? Bo jak z rodzinami, to też na pewno nie. Acha... sami. Ale ja i tak muszę pomyśleć. Albo wiem. Zapytam córkę. Pan zadzwoni innym razem.

******

Cemal Güzelaydin, Turek: Przez dwa lata wynajmowałem mieszkanie. Wpłaciłem kaucję, dwa i pół tysiąca złotych. Kiedy powiedziałem właścicielce, że się wyprowadzam, nie chciała mi oddać pieniędzy. Nie wiem, dlaczego, nie zniszczyłem tego mieszkania. Próbowałem z nią rozmawiać. Zagroziła policją. Mówiła, że zgłosi molestowanie. I że znajdzie na to fałszywych świadków. Nie chciałem iść z tym do sądu. Poza tym nie byłem w swoim kraju, nie odnalazłbym się.

******

Adelaida Apaza Alejo, Boliwijka: Nie urodziłam się w dżungli, tylko w ponadmilionowym mieście, La Paz. To trzy i pół tysiąca metrów nad poziomem morza, za wysoko na las tropikalny.

Mimo to Polka, Monika, z którą Adelaida mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu, wciąż powtarzała: Przyjechałaś z dżungli! I to dlatego po sobie nie sprzątasz!.

Adelaida: Sprzątałam. To znaczy, o ile zdążyłam, o ile Monika mnie nie ubiegła. Ona miała jakąś manię, chodziła i ciągle coś czyściła, nawet w moim pokoju. Nie prosiłam jej o to, ja też lubię porządek.

Boliwijka jest przyzwyczajona do niskich temperatur, bo klimat La Paz przypomina ten w Polsce. Wie, że niska temperatura za oknem nie musi oznaczać zimna w domu.

Monika tłumaczyła, że jest zima i musi być zimno. Nie chciałam robić problemu. Nawet wtedy, gdy wyłączyła mi elektryczne ogrzewanie.

Adelaida wyprowadziła się po miesiącu, bo nie mogła znieść powtarzanego ciągle: Jesteś z dżungli, nic dziwnego, że w domu syf.

******

Caitlin de Jager do Polski przyjechała wraz z mężem z RPA. Mieli podjąć tu pracę i zacząć nowe życie.

Caitlin: Mieszkanie próbował załatwić nam znajomy, Polak. Kiedy mówił właścicielom, że przyjechaliśmy z Południowej Afryki, często nie chcieli zgodzić się na wynajem. A czasami po prostu się rozłączali. Zdanie zmieniali na ogół dopiero wtedy, kiedy dowiadywali się, że nie wszyscy obywatele RPA są czarni. I że my akurat nie jesteśmy.

******

Doradca Tomasz Błeszyński, który rynkiem nieruchomości zajmuje się od ponad 25 lat, uważa, że to kasa decyduje, czy właściciel zdecyduje się wynająć mieszkanie cudzoziemcowi, czy nie.

Jeśli ktokolwiek nie chce wynająć mieszkania osobie o innym kolorze skóry, to raczej ze względu na obawy przed tym, że taka osoba zniszczy mieszkanie, a potem ucieknie.

Poza tym rynek najmu w Polsce to głównie szara strefa. Ktoś, kto dziedziczy mieszkanie po babci, często próbuje znaleźć lokatorów, by zarobić i nie wpisać tego do PIT. Sąsiadom tłumaczy, że wprowadziła się kuzynka z rodziną.

Błeszyński: Wynajęcie mieszkania osobie o innym kolorze skóry zwraca uwagę sąsiadów. Bo przecież nie da się już powiedzieć, że to kuzynka. Sąsiedzi doniosą do skarbówki. A wtedy transakcja najmu przestanie być korzystna.

Arkadiusz Lorenc - Wyborcza.pl
 
 
Foto:Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

Wygó­ro­wane ceny ofer­towe nie­ru­cho­mo­ści od lat psują rynek. To istny kon­cert życzeń właści­cieli. Mają speł­niać marze­nia klien­tów o super cenie za ich wyjąt­kową ofertę.

Konia z rzę­dem temu, kto poda, jakimi racjo­nal­nymi prze­słan­kami kie­rują się wła­ści­ciele miesz­kań, domów czy dzia­łek usta­lając ceny sprze­daży czy czyn­sze najmu. Zwy­kle stosują kilka meto­d usta­lając ceny, swo­ich nie­ru­cho­mo­ści. Głów­nym i decy­du­ją­cym czyn­ni­kiem prawie zawsze jest nadmierne chciej­stwo.

Chciej­stwo to cie­kawa kate­go­ria pseudo eko­no­miczna, która z powo­dze­niem rzą­dzi nie tylko na rynku nie­ru­cho­mo­ści. Chciej­stwo jest pod­sta­wo­wym czyn­ni­kiem ceno­twór­czym, jego mechanizm jest bardzo pro­sty opiera się na zasa­dzie jak naj­dro­żej sprze­dać, wyna­jąć bez względu na wszystko. Nie ważne, co ofe­ruję, jakie zalety i wady ma np. miesz­ka­nie liczy się tylko zaspo­ko­je­nie jak naj­wyż­szego poziomu chciej­stwa. Bo moją nie­ru­cho­mość jest tak wyjąt­kowa i cenna, że nie ma mowy by kosztowała taniej. Prze­cież nikt lepiej się na tym nie zna jak tylko jej wła­ści­ciel.

Zja­wi­ska ukształ­to­wane przez chciej­stwo wypra­co­wały sobie mocna pozy­cje i są uwa­żane nawet przez niektórych, jako praw­dziwe obli­cze wol­nego rynku.

Kolej­nym czyn­ni­kiem kreu­ją­cym ceny ofer­towe jest korzysta­nie z tzw. bazy sąsiedz­kiej. No, bo skoro sły­sza­łem, że mój sąsiad sprze­dał swoje miesz­ka­nie za taką cenę, to ja nie mogę być od niego gor­szy i ubić jesz­cze lep­szy, inte­res tym bar­dziej, że moje miesz­ka­nie jest o wiele ład­niej­sze i atrak­cyj­niej­sze. Moc bazy sąsiedz­kiej jest ogromna, dys­po­nuje stale nowymi danymi no, bo prze­cież bar­dzo interesuje nas to, kto za ile sprze­dał czy kupił. Cza­sem bazę uzu­peł­niają też infor­ma­cje pozy­ski­wa­nie od rodziny czy zna­jo­mych. Uzbro­jony w tak potężną wie­dzę ofe­ru­jący spo­koj­nie może usta­lać ceny, wszyst­kich nie­ru­cho­mo­ści na każdym rynku.

Nikt tych infor­ma­cji nie wery­fi­kuje, nie zasta­na­wia się nad ich, wia­ry­god­no­ścią no, bo, po co, skoro moja nie­ru­cho­mo­ść jest i tak naj­pięk­niej­sza i najdroż­sza.

Na rynku nie­ru­cho­mo­ści są też tacy spe­cja­li­ści, któ­rzy nieusta­nie wer­tują ser­wisy ogłoszeniowe przy­mie­rza­jąc swoją nie­ru­cho­mość do publi­ko­wa­nych ofert. Na pod­sta­wie uzyska­nych tam infor­ma­cji okre­ślają cenę swo­jej nie­ru­cho­mo­ści. Zapo­mi­nają o tym, że podane w ogło­sze­niach ceny ofer­towe czę­sto bar­dzo róż­nią się od trans­ak­cyj­nych. Bywają takie oferty i sytu­acje, że róż­nica pomię­dzy tymi cenami może wyno­sić nawet kil­kanaście pro­cent. Wszystko zależy od oko­licz­no­ści, reali­za­cji danej trans­ak­cji i umie­jęt­no­ści negocjacyj­nych klien­tów. Portale ogłoszeniowe przyjmują do swojej bazy wszystkie nieruchomości od wszystkich, byle tylko dużo zdjęć było. Czym więcej ofert, tym poważniejszy serwis, bo o tym wiadomo nie od dzisiaj, że w ilości jest siła.

Jestem w sta­nie zro­zu­mieć te wszyst­kie czary mary klien­tów, które mają dopro­wa­dzić, do uzy­ska­nia jak naj­wyż­szej ceny. Bo zdaję sobie sprawę, że walka z chciej­stwem jest trudna, pokusy silne a ludzie słabi. Ale dla­czego moje Kole­żanki, Kole­dzy pośred­nicy nie tylko, że przyjmują takie oferty z wyśrubowa­nymi cenami, to jesz­cze je sami podno­szą? Obiecu­jąc klien­tom góry złota, byle by tylko przy­jąć ofertę nie­ru­cho­mo­ści do bazy biura.

Pytam, po co nad taką prze­sza­co­waną ofertą pra­co­wać, wyda­wać pie­nią­dze na jej obsługę i cze­kać na Godota?

Wiem, że cza­sem zda­rzy się cud i pojawi się zde­spe­ro­wany klient na daną loka­li­za­cje czy ofertę skłonny zapła­cić wię­cej, ale cudami zaj­mują się prze­cież inne osoby niż pośred­nicy. Niek­tóre firmy nie­ru­cho­mo­ściowe sto­sują też tzw. metodę na zmięk­cza­nie. Przyj­muje się wtedy ofertę za bajoń­ską cenę, trzyma w bazie mie­siąc, dwa, trzy a póź­niej się tłu­ma­czy klientowi, że jest ona nierealna, że rynek jej nie kupuje i naci­ska, by zmniej­szył cenę.

Po co takie zabiegi skoro do zmięk­cza­nia służą spe­cjalne płyny a handlowe triki pośredników są tutaj niepotrzebne. Takie zabawy z cenami nega­tyw­nie wpły­wają na rynek, zaburzając jego wiarygodność.

Najważ­niej­sze i najsmutniejsze jest to, że dzięki takim prakty­kom tra­cimy w oczach klien­tów swój pro­fe­sjo­nalizm. Potem dzi­wimy się, że trans­ak­cji nie­wiele, że kupu­jący chcą nego­cjo­wać cenę i nasze wyna­gro­dze­nie od zawy­żo­nej oferty. Pamię­tamy gola, jaki sobie strze­lili kilka lat temu dewe­lo­pe­rzy pom­pu­jąc bańkę cenową. Wielu z nich nie wytrzy­mało póź­niej­szej korekty cen na rynku i popa­dło w duże kło­poty. Po co powie­lać błędy innych, lepiej uży­wa­jąc mery­to­rycz­nych argu­men­tów porządkować rynek z korzy­ścią dla wszyst­kich.

Cza­sem mamy na rynku też taki para­doks, że oferta u pośred­nika jest droż­sza niż bezpośrednio u właści­ciela, który widząc, co się dzieje na rynku obni­żył ją w swoim ogłoszeniu, by szyb­ciej zrealizować trans­ak­cję. Poszu­ku­jący dosko­nale to widzą i omi­jają pośred­nika i pró­bują dotrzeć do oferty bez­po­śred­nio od wła­ści­ciela, bo prze­cież nikt nie lubi przepła­cać.

Chciej­stwo zawsze było i będzie. Jedni chcą sprze­dać drogo a inni kupić tanio. Ważne by pośred­nik w obrocie nieruchomościami w tym cyklu zna­lazł dla sie­bie godne miej­sce. Kierował się w swo­jej pracy rzetelnością, profesjonalizmem i zdro­wym roz­sąd­kiem. Nie przyjmo­wał do obrotu wszyst­kich ofert, tym bar­dziej tych, gdzie chciej­stwo wła­ści­ciela jest nadmierne. Prze­cież tego robić nie musi a dzięki temu może rynek się ucywilizuje i będzie więcej transakcji. Tego wszyst­kim życzę ....

Tomasz Błeszyński Doradca Rynku Nieruchomości 

Foto: Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Zarówno Łódź, jak i tamtejszy rynek mieszkaniowy już od lat traktowane są przez wielu nieco po macoszemu. W analizach rynkowych to trzecie, co do wielkości miasto Polski jest często pomijane. Dlatego też tamtejszy rynek nieruchomości to wiele pytań bez odpowiedzi. Tę sytuację zmienić powinno poniższe opracowanie. Raport powstał na zamówienie SGI w dziesiątą rocznicę istnienia tej deweloperskiej firmy na rynku łódzkim. Został przygotowany przez Tomasza Błeszyńskiego niezależnego doradcę rynku nieruchomości.

Położenie to atut Łodzi

Łódź to miasto położone na Wzniesieniach Łódzkich w środkowej części Polski z bogatą historią i tradycjami oraz dobrym potencjałem inwestycyjnym. W ostatnich latach miasto wiele zyskało, szczególnie w sferze rozwoju infrastruktury komunikacyjnej. Uruchomienie sieci drogowych obwodnic, połączonych z autostradami A1 i A2, przyczyniło się do dobrego zintegrowania miasta z resztą kraju. Duże nadzieje na dalszy rozwój infrastruktury kolejowej daje niedawno wybudowany dworzec Łódź Fabryczna oraz jego połączenie - w niedługim czasie - tunelem średnicowym, biegnącym pod miastem z dworcem Łódź Kaliska. W przyszłości stworzy to wraz ze stacjami pośrednimi coś w rodzaju lokalnego metra i jeszcze lepiej skomunikuje miasto.

Duże znaczenie dla rozwoju miasta i jego atrakcyjności inwestycyjnej oraz podwyższenia standardu życia mieszkańców mają przeprowadzane w ostatnich latach, dzięki wsparciu środków UE, projekty rewitalizacyjne nieruchomości położonych w centralnych kwartałach miasta. Sprawia to, że od lat zaniedbane i często zabytkowe kamienice zyskują nowy blask i funkcje za sprawą przeprowadzonych remontów i modernizacji. Poprawia to obraz miasta i zachęca nie tylko Łodzian do wiązania swojej przyszłości z tą metropolią.

Istotną rolę w rozwoju Łodzi miały i mają prowadzone przez Urząd Miasta inwestycje, polegające na rozbudowie i modernizacji wewnętrznej sieci drogowej i komunikacji miejskiej. Powoduje to lepsze i co najważniejsze szybsze połączenie m.in. z centrum i innymi dzielnicami, dając tym samym szanse na tworzenie nowych projektów mieszkaniowych z dogodnym dojazdem do pracy czy szkoły. Zachęci to do kupowania mieszkań, powstających w nowych lokalizacjach, bez obawy o trudności komunikacyjne

Łódź mimo problemów związanych z brakiem całościowego planu zagospodarowania przestrzennego, który obecnie pokrywa ok. 18 procent obszaru miasta, jest przyjaznym miejscem dla inwestorów, także zagranicznych. Prężnie rozwija się specjalna strefa ekonomiczna, której oferta przyciągnęła już wielu liczących się na polskim i europejskim rynku producentów. Ponadto w żadnym innym mieście nie ma tylu jeszcze niewykorzystanych powierzchni po dawnych fabrykach, zlokalizowanych w centrum, które stanowią doskonałe miejsce do realizacji projektów, dających kolejne jakże potrzebne miejsca pracy.

Dzięki takim działaniom Łódź ma szanse utrzymać trzecie miejsce w Polsce pod względem liczby ludności, a może i nawet awansować, pomimo rysujących się perspektyw niżu demograficznego w kraju. Dużą szansą będzie wykorzystanie potencjału młodych ludzi studiujących w mieście. Ponad 26 uczelni państwowych i prywatnych sprawia, że Łódź jest jednym z największych w Polsce ośrodków akademickich.

Ludzie młodzi, wykształceni, kreatywni stanowią wykwalifikowaną i stosunkowo tanią siłę roboczą. Potrafią szybko przystosować się do aktualnych potrzeb rynku. Jest to jeden z argumentów, przemawiających do inwestorów za wyborem Łodzi, jako lokalizacji biznesu. Będzie to też kolejny dobry sygnał by kupować mieszkania i osiedlać się w Łodzi.

Rynek mieszkaniowy

W Łodzi na przestrzeni lat mocno ożywił się rynek inwestycyjny, z powodzeniem funkcjonują na nim zarówno rodzime łódzkie firmy jak i ogólnopolscy deweloperzy. Od kilku lat widać wyraźnie jak w Łodzi powstają, coraz to ładniejsze, inwestycje i nowe osiedla mieszkaniowe. Tym samym zwiększa się oferta mieszkań w każdym segmencie oraz konkurencja na łódzkim rynku nieruchomości. Zauważa się raczej trend do lekkiego zamrażania cen mieszkań z tendencją do ich późniejszej korekty. Choć na przestrzeni ostatnich kwartałów można było obserwować niewielki wzrost cen mieszkań, który był spowodowany wysoką aktywnością dopłat z programu MdM.

Deweloperzy rozsądnie realizują strategię sprzedaży inwestycji, wsłuchując się w potrzeby rynku. Ceny mieszkań na rynku pierwotnym są bardzo zróżnicowane. Średnio jest to: w segmencie popularnym 4.500 5.000 zł mkw. a inwestycjach premium 5.550 6.500 zł mkw. w zależności od lokalizacji i standardu wykończenia. Pod koniec minionego roku średnia cena transakcyjna sięgała 4727 zł/mkw.

Dla osób poszukujących nowoczesnego i funkcjonalnego lokum nie brakuje ofert zakupu mieszkań na rynku pierwotnym. Ponadto ceny mieszkań w Łodzi są atrakcyjne w porównaniu do innych dużych miast Polski (Warszawa, Gdańsk, Kraków, Poznań, Wrocław).

Podobnie jest w przypadku rynku wtórnego - najwięcej kosztuje metr kwadratowy mieszkania w Warszawie, najmniej w Łodzi. Na tym rynku, który od lat stanowi znaczącą konkurencję dla rynku pierwotnego również można zaobserwować coraz większe zróżnicowanie cen. Wielu klientów przed podjęciem decyzji o zakupie zastanawia się, czy wybrać mieszkanie z rynku wtórnego czy pierwotnego i jaka jest relacja cenowa między ofertami.

Klienci poszukują na rynku pierwotnym najczęściej mieszkań dwupokojowych o średniej powierzchni 55 mkw., najchętniej od I do VI piętra, dobrze zaprojektowanych i oczywiście z balkonem. Kupujący mieszkania coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na lokalizację, cenę, ale też na jego wykończenie, jakość i rodzaj materiałów, sposób wykonania. Interesują się również tym, kto je zbudował, jakie jest doświadczenie danego dewelopera i jak długo funkcjonuje na rynku.

Zapobiegliwi kupujący chętnie odwiedzają wcześniej zrealizowane inwestycje po to, by je obejrzeć, ale i zapoznać się z opiniami mieszkańców danego bloku czy osiedla. W Internecie możemy znaleźć strony, na których mieszkańcy wypowiadają się pozytywnie lub negatywnie o danej inwestycji. Budowanie pozytywnego wizerunku opartego na doświadczeniu, jakości i dobrej współpracy z mieszkańcami pomoże deweloperowi nie tylko sprzedawać bieżące inwestycje, ale i kolejne projekty.

Obecnie większość sprzedawanych na rynku używanych lokali mieszkalnych mieści się w zakresie cenowym 3000 4000 zł mkw. Najwyższe ceny osiągają oczywiście mieszkania w nowszych inwestycjach, zrealizowanych w ostatnich sześciu dziesięciu latach. Ceny mieszkań na rynku wtórnym, zdominowanym przez ofertę w typowych blokowiskach, są zazwyczaj niższe od nowych lokali budowanych w deweloperskim standardzie wykończenia. Okazuje się, że w Łodzi przy zakupie mieszkania czynnik lokalizacyjny odgrywa dużo mniejszą rolę niż na przykład w Warszawie. Cały czas najważniejszym czynnikiem, na który zwracają uwagę poszukujący mieszkania do zakupu na rynku wtórnym, jest nadal cena.

Specyfiką Łodzi jest dość słaba pozycja Śródmieścia na rynku mieszkaniowym, chociaż w ostatnich latach powstaje w tym rejonie miasta kilka ciekawych inwestycji deweloperskich chociażby projekt Barciński Park, gdzie umiejętnie połączono nową zabudowę ze zrewitalizowanym kompleksem fabrycznym. Zabudowa Śródmieścia zdominowana jest przez stare, często zabytkowe budynki, lecz tylko niektóre z nich przeszły gruntowną modernizacje.

Należy oczekiwać, że wraz z uruchomieniem na szerszą skalę projektów rewitalizacji kwartałowej, coraz więcej nieruchomości odzyska swój blask. Odnowione śródmiejskie kamienice staną się komfortowymi apartamentami w prestiżowych lokalizacjach. W związku z tym zwiększy się też zainteresowanie zakupem takich mieszkań, co przyczyni się do powstawania nowych projektów mieszkaniowych w centrum miasta.

Potencjał rynku mieszkaniowego

Z analiz statystycznych wynika, że od lat potencjał rynku oraz podaż mieszkań utrzymują się na dobrym poziomie. Świadczą o tym realizowane inwestycje, ilość wydanych pozwoleń na budowę oraz banki ziemi zgromadzone przez deweloperów pod kolejne projekty mieszkaniowe. Liczba lokali wprowadzanych na rynek mieszkaniowy w ubiegłym roku była większa niż ich sprzedaż. Na koniec 2016 roku pozostało w ofercie prawie 3000 mieszkań gotowych do sprzedaży.

Na rynku realizowane są inwestycje zarówno w segmencie popularnym dla mniej wymagającego klienta jak i projekty premium o wysokim standardzie. Ciekawostką na łódzkim rynku jest wykorzystywanie istniejących obiektów pofabrycznych na cele mieszkaniowe. Powstają w nich nietuzinkowe i funkcjonalne mieszkania. Ich postindustrialny charakter przyciąga klientów, lubiących takie klimaty.

Przez kolejne lata rynek mieszkaniowy w Łodzi będzie się dalej rozwijał o kolejne projekty dopasowane do struktury nabywców. Mając na względzie atuty, wynikające z położenia miasta, infrastruktury komunikacyjnej, zaplecza akademickiego i powstających nowych miejsc pracy może okazać się, że w dłuższej perspektywie będzie to rynek jeszcze bardziej obiecujący.

Nie tylko w Łodzi, ale i w kraju kondycja rynku budowlanego jest obiecująca - powstają nowe inwestycje mieszkaniowe we wszystkich segmentach rynku. W ubiegłym roku oddano do użytkowania 162.727 mieszkań. To więcej niż w 2015 roku. Na przestrzeni ubiegłego roku spółdzielnie oddały do użytkowanie zaledwie 2790 mieszkań. Taka dynamika realizowanych inwestycji utrzyma się dalej, wskazuje na to ilość rozpoczętych projektów i wydanych pozwoleń na budowę.

Finansowanie transakcji mieszkowych

Łodzianie kupują mieszania za gotówkę lub na raty wspierając się kredytem hipotecznym. W ubiegłym roku na rynku nieruchomości więcej transakcji odbywało się jednak za gotówkę niż na kredyt hipoteczny. Korzystano też chętnie z dostępnych na rynku programów pomocowych, takich jak w ubiegłych latach: Rodzina na Swoim czy obecnie: Mieszkanie dla Młodych. Ze względu na stosunkowo niskie progi cenowe mieszkań, limity programów są dla Łodzi przyjazne i duża pula mieszkań jest dostępna w programie. Niestety kończą się już pieniądze na dopłaty do wkładu własnego w ramach programu Mieszkanie dla Młodych w 2017 r. Maksymalna cena nabycia 1 mkw. powierzchni użytkowej mieszkania w programie Mieszkanie dla Młodych dla rynku wtórnego w Łodzi to 3.437,10 zł

Osoby, które będą chciały skorzystać ze wsparcia rządowego muszą już rezerwować sobie pieniądze z puli na 2018 r. Dostępność do kredytów hipotecznych też uległa niestety pogorszeniu, poprzez podniesienie limitu wkładu własnego przy kupowanej nieruchomości z 10 proc. wartości nieruchomości na 20 procent. Wejście w życie tej rekomendacji, określającej maksymalną wysokość wskaźnika LTV na szczęście nie oznacza, że kupujący lokal muszą dziś posiadać w gotówce 20 proc. ceny mieszkania.

KNF dopuściła, bowiem możliwość dodatkowego zabezpieczenia części minimalnej wymaganej wpłaty. Klient bezwzględnie musi wyłożyć połowę z oczekiwanego minimum - 10 proc. wartości nieruchomości. Dla łodzian to rozwiązanie jest pozytywne, ponieważ przy ich zarobkach i zdolności kredytowej rygorystyczne wprowadzenie rekomendacji utrudniłoby możliwości skorzystania z kredytu.

Opłacalność inwestycji w lokale mieszkanie

Łodzianie nie tylko chętnie kupują mieszkania na własne potrzeby, ale i lokują pieniądze w inwestycje pod wynajem. Kupują mieszkania nowe i używane z myślą o takiej inwestycji. W mieście nie brakuje studentów czy osób pracujących, poszukujących mieszkania do najmu. Póki, co rynek najmu będzie miał się dobrze i spokojnie utrzyma swoją rentowność na poziomie 5 7 procent w skali roku, w zależności od wielkości i atrakcyjności mieszkania. Od dłuższego czasu stopa zwrotu z inwestycji na wynajem jest wyższa niż oferowane lokaty bankowe, co zachęca inwestorów do kolejnych zakupów. Na rynku są już tacy, którzy dysponują kilkoma a nawet kilkunastoma lokalami w portfelu.

Najczęściej poszukiwane i kupowanie przez inwestorów są lokale maksymalnie dwupokojowe rozkładowe, o średniej powierzchni 38 - 55 mkw., na środkowych kondygnacjach. Od dłuższego czasu stopa zwrotu z inwestycji na wynajem jest wyższa niż oferowane lokaty bankowe, co zachęca inwestorów do kolejnych zakupów. Najlepiej, by mieszkanie miało lokalizację w pobliżu wyższych uczelni lub z dobrym do nich dojazdem. Przy sprawnym zarządzaniu najmem taka inwestycja generuje rocznie spore przychody. Dobra perspektywa rynku najmu zachęca deweloperów do przygotowywania inwestycji z lokalami dedykowanymi pod wynajem.

Polityka mieszkaniowa a rynek

Nie sposób nie dostrzec kolejnych czynników, które będą miały wpływ na funkcjonowanie rynku nieruchomości, w 2017 r. i mogą mieć znaczenie również dla łódzkiego rynku mieszkaniowego, w tym inwestycji deweloperskich. Między innymi przygotowano projekt likwidacji prawa użytkowania wieczystego, które ma zostać przekształcone we własność. Nie stanie się to jednak za darmo, nowi właściciele przez 20 lat będą wnosić opłaty w dotychczasowej wysokości tytułem rat za przekształcenie. Proponowana zmiana dotyczyć będzie tylko nieruchomości mieszkalnych. Pozostałe nieruchomości, będące w użytkowaniu wieczystym, pozostaną bez zmian.

Kolejny projekt, który jest już realizowany w wielu miastach i również w Łodzi, to budowa tanich mieszkań na wynajem przez BGK Nieruchomości. Program Mieszkanie + zakłada wynajem mieszkań z czynszem na poziomie 10-20 zł za mkw. miesięcznie wraz z opcją wykupu na własność. Uruchomienie programu Mieszkanie + może poważnie zaburzyć funkcjonowanie i rentowność inwestycji na sprzedaż.

Wprowadzenie na rynek alternatywy w postaci mieszkań na wynajem spowoduje, że duża cześć biedniejszych klientów zrezygnuje z zakupu lokali i przejdzie w najem np. z opcją późniejszego wykupu. Może to poważnie wpłynąć na rynek mieszkaniowy. Jak to będzie w praktyce, zobaczymy, wszystko zależy od tego, jak zostanie wdrożony program Mieszkanie +, jak szybko lokale pojawią się na rynku i za jakie stawki czynszu.

W ramach programu Mieszkanie + planowana jest jednak rewolucja w zasadach funkcjonowania Towarzystw Budownictwa Społecznego. TBS-y będą miały możliwość skorzystania z dotacji Państwa w kwocie 20 proc. kosztów budowy bloku, pod warunkiem, że TBS będzie pobierał niższy czynsz za mieszkania. Wsparcie to będzie można ponadto łączyć z preferencyjnym systemem finansowania budowy, z którego można otrzymać 75 proc. pieniędzy na inwestycję. Łącząc te dwa źródła wystarczy, więc pozyskać od przyszłych najemców zaledwie 5 proc. kosztów budowy nowego bloku. O ile odpowiednie zmiany w prawie zostaną wprowadzone, to rodzime TBS-y mogą stać się poważnym graczem na rynku nieruchomości i stanowić konkurencję dla komercyjnych projektów deweloperskich.

Potężną zmianą w prawie ma być też kodeks urbanistyczno-budowlany. Budzi on wiele kontrowersji i wymaga jeszcze dopracowania, ale rząd wydaje się zdeterminowany by go wprowadzić. Zmiany mają dotyczyć uzyskiwania pozwoleń na budowę oraz planowania przestrzennego. Nowe regulacje będą wchodzić w życie stopniowo, mają przeciwdziałać rozlewaniu się miast, ukrócić spekulację gruntami. Mogą też przyspieszyć procesy administracyjne związane z uzyskiwaniem zgody na budowę. Bo właśnie tak nazywać ma się decyzja, która zastąpi dzisiejsze warunki zabudowy i pozwolenie na budowę.

Dziś trudno określić, jakie będą skutki nowego prawa dla deweloperów i rynku nieruchomości. Ułatwienia administracyjne mają ograniczyć koszty przygotowania inwestycji, a więc być może zmniejszyć ceny mieszkań oferowanych przez deweloperów. Z drugiej strony, jeśli ustawa ma ukrócić nieracjonalne rozlewanie się miast, to może się okazać, że deweloperzy nie będą budować więcej osiedli z dala od infrastruktury. Z punktu widzenia samorządów to bardzo dobrze, ale z rynku może zniknąć nisza, którą wybierały dotychczas osoby szukające możliwie najtańszych czterech kątów.

Trzeba też pamiętać, że krytycy nowego prawa sugerują, iż za mocno ingeruje ono w prawo własności. Prace nad projektem kodeksu urbanistyczno-budowlanego trwają i jest wielce prawdopodobne, że zacznie on obowiązywać jeszcze w tym roku.

Wraz z obietnicą wprowadzenia nowego prawa budowlanego warto też zwrócić uwagę na nowe zasady budowania nieruchomości, które już obowiązują. Wychodząc naprzeciw unijnym wymogom, dotyczącym emisji dwutlenku węgla przyjęto, że od 2021 roku nowe budynki będą miały niemal zerowe zapotrzebowanie na energię. Regulacje wchodzące w życie są przymiarką do sprostania tym wymaganiom i niewątpliwie dają wyraźny sygnał inwestorom i deweloperom, by zadbali o wysoką sprawność energetyczną budowanych nieruchomości.

W niedalekiej perspektywie może okazać się, że jednym z kluczowych czynników decydujących o zakupie mieszkania będą jego koszty eksploatacji. Tak, więc energooszczędność i optymalizacja kosztów utrzymania mogą mieć wpływ na wysokość cen mieszkań oraz ich atrakcyjność na rynku nieruchomości.

Obecny rok będzie też okresem wzmożonej debaty na temat uruchamiania w Polsce Real Estate Investment Trust i prac nad stosownymi regulacjami prawnymi. REIT to firma notowana na giełdzie, która inwestuje na rynku nieruchomości i dużą część swoich zysków oddaje akcjonariuszom. Ustawa potrzebna jest m.in. po to, aby wspomniany zysk nie był podwójnie opodatkowany, ale i po to, by spopularyzować inwestycje nie tylko w segment nieruchomości komercyjnych. Może w przyszłości deweloperzy będą realizować inwestycje mieszkaniowe na zamówienie REIT-ów. Dlatego też należałoby monitorować postępy prac legislacyjnych nad tą ustawą.

Ostatnim z czynników jest korekta stawek podatku od nieruchomości, które w tym roku będą nieznacznie niższe. W br. stawki podatku rolnego będą o 2,4 proc. niższe niż w 2016 roku i będą wynosić od 6,56 zł za ha do 262,02 zł za ha. Za hektar gruntu leśnego przyjdzie w tym roku zapłacić o 0,4 proc. mniej (42,02 zł). Stawki podatku od nieruchomości spadną natomiast o 0,9 proc. Za mkw. mieszkania zapłacimy 0,75 zł, a za metr biura 22,66 zł.

Podsumowanie

Łódź jest atrakcyjnym miejscem do inwestowania. Jej dobra lokalizacja, rozwój infrastruktury komunikacyjnej, konkurencyjne ceny nieruchomości sprawiają, że jest to miasto z potencjałem, w którym nie tylko można wdrażać nowe pomysły, ale i rozpocząć biznes. Z roku na rok Łódź staje się również coraz bardziej atrakcyjnym dla młodych ludzi miejscem do rozpoczynania nauki, kariery zawodowej czy zakładania rodziny. 

Ostatnie transakcje sprzedaży nieruchomości w obrębie Nowego Centrum Łodzi napawają optymizmem. Widać duże zainteresowanie inwestorów zewnętrznych rynkiem komercyjnym, powstają kompleksy biurowe, hotelowe i handlowe. Perspektywa poprawy i stabilizacji rynku pracy staje się, więc bardzo realna. Niewykluczone też, że dalszy rozwój miasta w przyszłości zainicjuje ruchy migracyjne, przyciągnie nowych mieszkańców i tym samym zatrzyma proces ujemnej demografii.

Takie trendy wpłyną pozytywnie na rynek mieszkaniowy, mogą stymulować rozwój projektów deweloperskich. Potrzeby mieszkaniowe dalej będą realizowane poprzez zakup bądź najem. Na rynku nieruchomości nadal dostępne będą oferty mieszkań z segmentu popularnego i apartamenty dla klientów z zasobniejszym portfelem. Łódzki rynek mieszkaniowy będzie rozwijał się dalej - może nie tak dynamicznie jak w innych miastach, ale za to bez większego ryzyka.

Autor raportu
-
Tomasz Błeszyński  - Doradca Rynku Nieruchomości 

Źródło;http://www.nieruchomosci.egospodarka.pl/139193,Jaki-jest-rynek-mieszkaniowy-w-Lodzi,1,80,1.html

  Foto:Tomasz Błeszyński

 
 Oceń wpis
   

Ceny metra kwadratowego najtańszych nowych mieszkań ustaliły się w Łodzi pod koniec ubiegłego roku na 4,5 tys. - 5 tys. zł. W segmencie o wyższym standardzie, tzw. premium, kształtują się obecnie na poziomie 5,5 tys. - 6,5 tys. zł/mkw.

Na rynku pierwotnym poszukiwane są zwłaszcza nieduże dwupokojowe mieszkania o średniej powierzchni 55 mkw., położone między I a VI piętrem, o dobrze zaprojektowanym rozkładzie i koniecznie z balkonem - stwierdza Tomasz Błeszyński, znany doradca rynku nieruchomości w raporcie zatytułowanym Łódzki rynek mieszkaniowy 2017.

Co ciekawe, nowych mieszkań wciąż przybywa. Przez cały miniony rok liczba tych wprowadzanych na rynek była wyższa niż sprzedawanych (z kwartału na kwartał te dysproporcje rosły). Pod koniec 2016 r. na nabywców oczekiwało w Łodzi prawie 3 tysiące mieszkań.

Różnicuje się w mieście wtórny rynek nieruchomości, bo do sprzedaży wchodzą mieszkania w inwestycjach zrealizowanych stosunkowo niedawno, w ostatnich sześciu - dziesięciu latach. Właśnie takie osiągają najwyższe ceny wśród lokali z drugiej ręki - od 3 tys. do 4 tys. zł za mkw.

Opracowanie stwierdza, że łodzianie, co prawda kupują mieszkania zarówno za gotówkę, jak i na raty, wspierając się kredytami hipotecznymi, to ostatnio przeważają transakcje gotówkowe.

Kwitnie w Łodzi inwestowanie w mieszkania pod wynajem, z których chętnie korzystają np. studenci, jak i osoby już pracujące. Ponieważ zaś stopa zwrotu z inwestycji pod wynajem od dłuższego czasu przewyższa opłacalnością lokaty bankowe, nic dziwnego, że są już w Łodzi tacy, którzy posiadają od kilku do kilkunastu wynajętych lokali mieszkalnych.

Są to najczęściej maksymalnie dwupokojowe rozkładowe mieszkania o powierzchni od 38 do 55 mkw., Jeśli są położone blisko wyższych uczelni lub w punktach z dobrym do nich dojazdem, przy dobrym zarządzaniu mogą być źródłem sporych dochodów.

Piotr Jach   PLUS.EXPRESSILUSTROWANY.PL

Źródło; http://plus.expressilustrowany.pl/wiadomosci/a/jakich-mieszkan-poszukuja-lodzianie,11818078 

 
 Oceń wpis
   

Mieszkanie na wynajem opłaci się bardziej niż lokata, ale to nie znaczy, że decyzję o jego kupnie można podjąć bez zastanowienia.

Inwestycje w nieruchomości to nie tylko najlepszy, najszybszy, ale przede wszystkim jedyny sposób, by stać się bogatym powiedział kiedyś Theodore Roosevelt, prezydent Stanów Zjednoczonych.

To ponadczasowa prawda, która przetrwała i przetrwa wiele kryzysów. Nieruchomości są ważnym elementem rynku kapitałowego. To na nich z powodzeniem buduje się majątek pokoleń uważa Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. Lokowanie kapitału w mieszkaniach wymaga jednak rozwagi i rozsądku.

Z nieruchomościami jest podobnie jak z innymi inwestycjami im wyższy potencjalny zysk, tym większe ryzyko. Mieszkania wakacyjne i pokoje w condohotelach mogą dać dość wysoką stopę zwrotu, jednak w znacznym stopniu zależną od obłożenia, które z kolei może się bardzo wahać w zależności od pory roku lub cyklu rynkowego. Standardowy wynajem mieszkań zapewnia zwykle niższe zyski, za to dochody są względnie najstabilniejsze tłumaczy Maximilian Mendel, partner w Reas.

As w rękawie?

Jeszcze niedawno zakup mieszkania nie miał nic wspólnego z długoterminową inwestycją. Był narzędziem spekulacyjnym w czasach wzrostu cen nieruchomości. Dziś coraz więcej osób myśli o zakupie nieruchomości jako o pewnym buforze oszczędnościowym na emeryturę.

Początkujący inwestorzy nie powinni korzystać z bardziej skomplikowanych instrumentów inwestycyjnych, lepiej zacząć od zakupu mieszkania na wynajem. Zwykle na pierwsze M wybieramy niewielki jedno albo dwupokojowy lokal od dewelopera bądź używany, atrakcyjnie położony mówi Marcin Jańczuk, dyrektor ds. marketingu i PR Metrohouse Franchise. Pierwsze mieszkanie kupione pod wynajem pozwoli się inwestorowi zorientować, jak odnajduje się w takich działaniach, czy jest przygotowany na sytuacje kryzysowe, np. konflikty z najemcami, i ile czasu może przeznaczyć na zarządzanie wynajmem.

Jeżeli ktoś złapie bakcyla, z pewnością kolejnym etapem będzie próba zwiększenia rentowności przez inwestowanie w produkty niszowe, które choć wymagają większego zaangażowania umożliwiają większy zwrot z inwestycji uważa Marcin Jańczuk. Zakup mieszkania na wynajem cieszy się coraz większą popularnością, ponieważ daje wyższą stopę zwrotu niż lokaty i obligacje skarbowe.

W przypadku lokaty z góry jednak wiadomo, kiedy i ile można zarobić. Ma datę zapadalności i określone oprocentowanie. Kupując mieszkanie na wynajem, trzeba się liczyć m.in. z możliwymi problemami ze znalezieniem najemców i wydatkami np. na remont. Oczekiwane zyski są wyższe, ale może się zdarzyć, że w ogóle ich nie będzie. Średnie stawki to obraz rynku, pokazujący, że są osoby, które zarobią mniej, i takie, których zyski będą wyższe zauważa Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości Home Broker. Zaletą jest natomiast możliwość wzrostu wartości nieruchomości.

Dobrze kupione mieszkanie daje szansę, że za dziesięć lat będzie można je po prostu sprzedać drożej przyznaje Marcin Krasoń.

Wakacyjna przystań

Coraz popularniejszą formą inwestowania w nieruchomości staje się zakup apartamentu w condohotelu.

W tym przypadku deweloper bierze na siebie nie tylko obowiązki związane z wybudowaniem i zarządzaniem nieruchomością, ale także z wynajmowaniem lokalu w imieniu właściciela, czyli zarządza najmem. Takie rozwiązanie jest szczególnie wygodne dla osób, które same chcą korzystać z lokalu, a w pozostałym czasie czerpać zyski z najmu, nie zajmując się tym na co dzień opowiada Tomasz Błeszyński.

Już kilkanaście firm sprzedaje pokoje hotelowe w popularnych ośrodkach turystycznych.

Jednym z największych jest spółka Zdrojowa Invest, która zapewnia 7-procentową rentowność przez pierwsze dwa lata. Natomiast wrocławski Domex Bud przez pierwsze pięć lat gwarantuje przychód z wynajmu minimum 7,5 proc. rocznie od ceny netto lokalu. To spora zachęta dla potencjalnego nabywcy. Dużym ułatwieniem dla inwestora jest to, że zakup to jedyna inwestycja, ponieważ apartament jest już w pełni umeblowany i wyposażony, a obsługą zajmuje się wykwalifikowany personel hotelu. Operator dba również o obłożenie w imieniu inwestora, czyli o jego zysk. Według materiałów reklamowych różnych inwestycji można liczyć nawet na 8-procentowy zwrot w roku mówi Maciej Górka, szef działu wsparcia sprzedaży Domiporta.pl. Model condo to jednak rozwiązanie dla ludzi zamożnych.

Cena takiego mieszkania często znacząco przekracza cenę zwykłego lokum w dużym mieście. Finansowanie zakupu apartamentu kredytem jest oczywiście możliwe, ale w tym przypadku trzeba dokładnie przeliczyć opłacalność takiej operacji i sprawdzić, czy to bank nie będzie jedynym, który zarobi. Dla osób, które nie dysponują co najmniej 250 tys. zł, dostępne są inne lokale, np. mikroapartamenty, które można kupić już za nieco ponad 100 tys. złotych dodaje Maciej Górka. 

W Kołobrzegu. Zdrojowa Invest buduje także kompleks hotelowy Diune Hotel***** & Resort, który ma się wyróżniać elegancką architekturą, nawiązującą do międzywojennego modernizmu. W dwóch budynkach zaprojektowano 250 apartamentów.

Z widokiem na morze. Baltic Park Molo będzie nowoczesnym kompleksem hotelowo-apartamentowo-rekreacyjnym między główną promenadą a plażą w Świnoujściu. Znajdzie się w nim niemal 600 pokoi i apartamentów, większość w systemie condo. To inwestycja Zdrojowej Invest.

Anna Gołasa  Puls Biznesu

Źródło: https://www.pb.pl/cztery-katy-z-potencjalem-855328

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]