Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
 Oceń wpis
   

Kenijczyk chce wynająć pokój w Łodzi - i co? Zdaniem pośrednika od nieruchomości wynajęcie mieszkania czarnoskóremu poza problemem rasowym nastręcza też finansowy. Nie da się już powiedzieć, że to kuzyn. I sąsiad może donieść do skarbówki.

Ogłoszenie znajduję w internecie. Kobieta pisze: Wynajmę przestronny, w pełni umeblowany pokój jedno- lub dwuosobowy z balkonem. Mieszkanie znajduje się w bloku na pierwszym piętrze. W drugim pokoju mieszka starsza pani. Mile widziani studenci kierunków medycznych.

Dzwonię. Mówię, że dobrze się składa, bo mieszkania szukam właśnie dla studenta medycyny, chłopak jest nowy w mieście, więc trzeba mu trochę pomóc.

Naprawdę medycynę studiuje? cieszy się wymieniona w ogłoszeniu starsza pani", czyli właścicielka. Nie wie jeszcze, że student jest czarnoskóry. Zaprasza, żeby mieszkanie obejrzeć.

Dwie godziny później jestem na miejscu. Zabieram ze sobą Chege, Kenijczyka, który mieszka w Polsce na tyle długo, że zdążył opanować już nasz język. Mieszkania nie szuka, pomaga mi w eksperymencie.

Blok położony w centrum Łodzi. Dzwonię domofonem. Kobieta natychmiast otwiera. Proszę na pierwsze piętro i po prawej!

Wchodzimy

Mieszkanie, do którego wchodzimy z Chege, wygląda zupełnie tak, jak powinno wyglądać mieszkanie starszej pani. Dwa pokoje, łazienka, kuchnia.

Pokój, w którym miałby zamieszkać Chege, to ten mniejszy. Na ścianach gładź pomalowana na rudo-beżowo, dwa obrazy w potężnych ramach i kinkiet na kształt świecznika. Olbrzymie okno, przy nim narożna kanapa, stary fotel, meblościanka z ciemnego lakierowanego drewna, stół z koronkowym obrusem przykrytym taflą szkła.

Proszę się rozejrzeć. Wiem, że jest trochę bałagan, ale za dwa dni przyjdzie taki pan, który zawsze u mnie sprząta, i on wszystko przygotuje zachęca kobieta. Przypomina, że stąd blisko do sklepów i na uniwersytet. Czy są jakieś pytania, bo jeśli są, z chęcią odpowie. Przez cały czas zwraca się tylko do mnie. Na Chege nie spogląda.

Pani zdaje sobie sprawę, że w tym pokoju mam zamieszkać nie ja, tylko mój kolega, Chege, prawda? mówię w końcu do kobiety.

Co też pan? właścicielka jest wyraźnie zdziwiona. Zawiesza głos, spuszcza wzrok i wpatruje się w szkło na stole, przy którym siedzimy. Ale w końcu podejmuje wyzwanie. Wygląda, jakby miała się nawet uśmiechnąć: Proszę zobaczyć resztę mieszkania. Kuchnia jest wspólna, razem byśmy z niej korzystali. Tu lodówka, tu zlew, tu stolik, tu mikrofalówka, jeśli umie obsłużyć.

Właścicielkę łódzkiego mieszkania, które oglądamy z Chege, pytam w końcu wprost, czy ma problem, żeby wynająć pokój czarnemu. Żaden to problem, jeśli tylko będzie mi czasami pomagać, bo ja już jestem starsza i schorowana odpowiada.

Wychodzimy, aby się zastanowić. Dzwonię ponownie wieczorem. Mówię, że Chege się zdecydował i poprosił mnie, żebym ustalił z nią szczegóły umowy, bo sam nie ma pojęcia, jak spisać taki dokument.

Nieaktualne! mówi właścicielka.

Godzinę później dzwoni do niej moja znajoma.

Jak najbardziej, pokój jest wolny, może pani przyjść i obejrzeć. Ale nie dzisiaj. Taka zdenerwowana dzisiaj jestem. Przyszedł facet obejrzeć i Murzyna mi przyprowadził!

******

Nim przeprowadziłem eksperyment z Chege, szukałem mieszkania dla zmyślonych znajomych z Pakistanu.

Jak najbardziej, ogłoszenie aktualne. A dla kogo pan szuka? w słuchawce starszy mężczyzna.

Dla przyjaciół, Pakistańczyków, nie znają polskiego, więc obiecałem, że pomogę.

Wie pan, no, ja ich nie znam. Ja nie wiem, czy oni są w porządku. To pana znajomi, pan musiałby mi powiedzieć, czy oni po sobie sprzątają, czy można im zaufać. Pomyśleć muszę.

Następny rozmówca boi się, że obcokrajowcy nie zapłacą czynszu.

Zaskoczył mnie pan tym pytaniem. Zależy skąd są. Z Pakistanu? Musiałbym się zastanowić. Religia mi nie przeszkadza, ale jak mi nie zapłacą, to co ze ściągalnością długu? Oni mają w ogóle jakieś dokumenty?

Dzwonię dalej w sprawie Pakistańczyków. Kobieta w słuchawce: Umowa z obcokrajowcami wchodzi w grę. Ale od razu mówię, że trzeba będzie podać ewentualny polski adres wymeldowania. Na wypadek, gdyby zdewastowali mieszkanie albo nie płacili czynszu. No, i będzie też zapis, że dobrowolnie poddają się egzekucji, gdyby coś zniszczyli.

Młoda matka: Tak, jak najbardziej, cudzoziemcom też wynajmę. Ale zadzwoni pan za pół godziny? Karmię.

Starsza pani: To nie jest moje mieszkanie, tylko córki. A ona teraz w Szwajcarii... Z jakiego oni są kraju? Z Pakistanu? Czyli muzułmanie. I co, oni mają tu pracować, pan mówi? A w jakim charakterze? Bo jak fizycznie, to na pewno nie. A są kulturalni? Przyjadą sami, czy może z całymi rodzinami? Bo jak z rodzinami, to też na pewno nie. Acha... sami. Ale ja i tak muszę pomyśleć. Albo wiem. Zapytam córkę. Pan zadzwoni innym razem.

******

Cemal Güzelaydin, Turek: Przez dwa lata wynajmowałem mieszkanie. Wpłaciłem kaucję, dwa i pół tysiąca złotych. Kiedy powiedziałem właścicielce, że się wyprowadzam, nie chciała mi oddać pieniędzy. Nie wiem, dlaczego, nie zniszczyłem tego mieszkania. Próbowałem z nią rozmawiać. Zagroziła policją. Mówiła, że zgłosi molestowanie. I że znajdzie na to fałszywych świadków. Nie chciałem iść z tym do sądu. Poza tym nie byłem w swoim kraju, nie odnalazłbym się.

******

Adelaida Apaza Alejo, Boliwijka: Nie urodziłam się w dżungli, tylko w ponadmilionowym mieście, La Paz. To trzy i pół tysiąca metrów nad poziomem morza, za wysoko na las tropikalny.

Mimo to Polka, Monika, z którą Adelaida mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu, wciąż powtarzała: Przyjechałaś z dżungli! I to dlatego po sobie nie sprzątasz!.

Adelaida: Sprzątałam. To znaczy, o ile zdążyłam, o ile Monika mnie nie ubiegła. Ona miała jakąś manię, chodziła i ciągle coś czyściła, nawet w moim pokoju. Nie prosiłam jej o to, ja też lubię porządek.

Boliwijka jest przyzwyczajona do niskich temperatur, bo klimat La Paz przypomina ten w Polsce. Wie, że niska temperatura za oknem nie musi oznaczać zimna w domu.

Monika tłumaczyła, że jest zima i musi być zimno. Nie chciałam robić problemu. Nawet wtedy, gdy wyłączyła mi elektryczne ogrzewanie.

Adelaida wyprowadziła się po miesiącu, bo nie mogła znieść powtarzanego ciągle: Jesteś z dżungli, nic dziwnego, że w domu syf.

******

Caitlin de Jager do Polski przyjechała wraz z mężem z RPA. Mieli podjąć tu pracę i zacząć nowe życie.

Caitlin: Mieszkanie próbował załatwić nam znajomy, Polak. Kiedy mówił właścicielom, że przyjechaliśmy z Południowej Afryki, często nie chcieli zgodzić się na wynajem. A czasami po prostu się rozłączali. Zdanie zmieniali na ogół dopiero wtedy, kiedy dowiadywali się, że nie wszyscy obywatele RPA są czarni. I że my akurat nie jesteśmy.

******

Doradca Tomasz Błeszyński, który rynkiem nieruchomości zajmuje się od ponad 25 lat, uważa, że to kasa decyduje, czy właściciel zdecyduje się wynająć mieszkanie cudzoziemcowi, czy nie.

Jeśli ktokolwiek nie chce wynająć mieszkania osobie o innym kolorze skóry, to raczej ze względu na obawy przed tym, że taka osoba zniszczy mieszkanie, a potem ucieknie.

Poza tym rynek najmu w Polsce to głównie szara strefa. Ktoś, kto dziedziczy mieszkanie po babci, często próbuje znaleźć lokatorów, by zarobić i nie wpisać tego do PIT. Sąsiadom tłumaczy, że wprowadziła się kuzynka z rodziną.

Błeszyński: Wynajęcie mieszkania osobie o innym kolorze skóry zwraca uwagę sąsiadów. Bo przecież nie da się już powiedzieć, że to kuzynka. Sąsiedzi doniosą do skarbówki. A wtedy transakcja najmu przestanie być korzystna.

Arkadiusz Lorenc - Wyborcza.pl
 
 
Foto:Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

Szukający dużych powierzchni na nietypową działalność np. strzelnicę czy dyskotekę nie mają łatwego zadania. Czynsze są zbyt duże.

W centrum Warszawy, jak mówi Marcin Bedla, dyrektor oddziału Emmerson Realty, ponad 500-metrowych lokali usługowych jest bardzo mało. Im dalej od śródmieścia, tym więcej takich nieruchomości. Duże lokale często jednak stoją puste, bo albo nie spełniają wymogów potencjalnych najemców, albo nie ma na nie pomysłu mówi Marcin Bedla. Dodaje, że takich nieruchomości raczej nie przybywa. Deweloperzy wolą budować mniejsze lokale.

Akustyka i stropy

Szukający dużych powierzchni na nietypową działalność np. strzelnicę czy dyskotekę nie mają łatwego zadania. Oferowane lokale mogą się na pierwszy rzut oka wydawać odpowiednie pod względem metrażu i lokalizacji, ale nie będą się nadawać na planowaną działalność np. ze względu na hałas, używki, doświetlenie, wymagane zgody wspólnoty, nośność stropów, przydział energii elektrycznej wylicza dyrektor z Emmerson Realty. Najłatwiej wynająć wielki lokal na działalność biurowo-usługową. Dużo trudniej znaleźć duży lokal na działalność gastronomiczną, specjalistyczną podkreśla. Dlatego też, jak mówi Marcin Bedla, warto podjąć współpracę z biurem nieruchomości, które zna dobrze rynek komercyjny.

Piotr Capiga, negocjator w dziale powierzchni biurowych w firmie doradczej Cushman & Wakefield, zwraca uwagę, że duże powierzchnie usługowe znajdziemy m.in. na parterach biurowców. Zdarza się, że takie powierzchnie powstają także na pierwszych piętrach budynków. Dla przykładu w warszawskim obiekcie Spektrum Tower pierwsze piętro zostało w całości przeznaczone na siłownię, a w pobliskim Rondzie 1 na pierwszym piętrze jest przedszkole opowiada Piotr Capiga. Na wyższych piętrach lokale użytkowe lokowane są raczej rzadko, choć i na tych kondygnacjach można je znaleźć dodaje.

Na przykład na czwartym piętrze budynku Atrium Centrum działa przychodnia Medicover, a na najwyższej kondygnacji Millennium Plaza klub Level 27. Dużym wyzwaniem jest znalezienie odpowiedniej przestrzeni na siłownię i działalność gastronomiczną zauważa Piotr Capiga. Prowadzenie lokalu gastronomicznego wymaga m.in. odpowiedniej liczby wejść, aby zapewnić możliwość dostaw od zaplecza. W przypadku siłowni ważna jest wydajność klimatyzacji oraz wentylacji. Liczy się także odpowiednia izolacja akustyczna oraz nośność stropów, które muszą wytrzymać ciężar maszyn wyjaśnia.

Ekspert Cushman & Wakefield podkreśla, że zainteresowanie powierzchniami w biurowcach jest bardzo duże. Najbardziej aktywni są operatorzy siłowni oraz biur serwisowych czy coworków wskazuje. Capiga podaje, że świetnie wyeksponowane lokale w najlepszych miejscach są wynajmowane nawet za 5060 euro za mkw. miesięcznie.

Najtańsze są lokale w obiektach poprzemysłowych i magazynowych na obrzeżach stolicy i poza jej granicami. Czynsze zaczynają się tam już od 20 zł za mkw. wskazuje Marcin Bedla. Lokale gastronomiczne, zwłaszcza z pełnym wyszynkiem, w topowych lokalizacjach warszawskiego Śródmieścia są wynajmowane nawet za 300 zł za mkw. Stawki za najtańsze lokale w Warszawie to ok. 40 zł za mkw. Taka kwota wystarczy na lokal w niezbyt atrakcyjnym miejscu. W najlepszych lokalizacjach przy głównych ulicach stawki sięgają 400 zł za mkw.

Z analiz Emmerson Realty wynika, że w ostatnich latach średnie stawki za lokale na dyskoteki i kluby, zwłaszcza w centrum miasta, nieznacznie wzrosły o ok. 58 proc., licząc rok do roku. Dziś jest to ponad 150 zł za mkw. Tego typu lokale cieszą się nieustającym zainteresowaniem podkreśla Marcin Bedla. Tego typu powierzchni nie przybywa. Często trzeba zapłacić tzw. odstępne. Wiąże się to nie tyle z najmem lokalu, ile z zakupem całego biznesu wraz z umową najmu wyjaśnia. Dodaje, że na względnie stałym poziomie ok. 70 zł za mkw. utrzymują się stawki za lokale na kluby fitness. Najbardziej poszły w górę czynsze za nietypowe lokale: kręgielnie, kluby bilardowe, strzelnice, korty sportowe, skateparki, paintball, domy strachu, tory gokartowe zwraca uwagę dyrektor z Emmerson Realty.

Płatnicy czynszu

Piotr Capiga zauważa, że duża konkurencja na rynku powierzchni biurowych i walka o najemców sprawia, że operatorzy lokali użytkowych są dziś postrzegani nie tylko jako płatnicy czynszu, ale i dostawcy udogodnień dla użytkowników biurowca. Jeszcze kilka lat temu czynsz za powierzchnię usługową był często dwu- lub nawet trzykrotnością stawki za biura mówi ekspert Cushman & Wakefield. Na wynajęcie lokalu handlowego w biurowcu mogły więc sobie pozwolić jedynie wysokomarżowe spółki. Partery budynków zapełniały głównie sklepy premium i punkty obsługi klientów największych dostawców usług finansowych lub teleinformatycznych dodaje. I podkreśla, że rosnąca pozycja negocjacyjna najemców pozwoliła na oferowanie w budynkach dodatkowych usług. Dziś właściciele budynków, by pozyskać operatorów kantyny czy siłowni, są w stanie zaoferować im czynsz niższy niż za biura mówi Piotr Capiga.

Tomasz Błeszyński, ekspert na rynku nieruchomości, ocenia, że podaż lokali użytkowych od lat jest duża. To powierzchnie w nowych biurowcach i galeriach handlowych oraz w budynkach pofabrycznych wskazuje.

Błeszyński przyznaje, że stawki najmu lokali usługowych podlegają negocjacjom. Czynsz zależy od standardu lokalu i czasu, na jaki jest zawarta umowa. Właścicielom nieruchomości i zarządcom bardziej się opłaca wynająć całą kondygnację jednemu solidnemu najemcy, niż dzielić powierzchnię na mniejsze lokale zauważa ekspert. Radzi, by przed wynajęciem lokalu bezwzględnie sprawdzić jego stan prawny i techniczny.

Bardziej trzeba uważać, kupując taki lokal, niż go wynajmując. Przede wszystkim ważne jest zweryfikowanie przeznaczenia danego lokalu. Musimy mieć pewność, że będzie w nim można prowadzić planowaną działalność dopowiada Marcin Bedla. Duże powierzchnie są często łączone z mniejszych. Trzeba sprawdzić, czy wszędzie mają np. potrzebną wysokość, czy są odpowiednio doświetlone zwraca uwagę.

Aneta Gawrońska - Rzeczpospolita

Źródło; http://www.rp.pl/Komercyjne/303049975-Gdzie-znalezc-lokal-na-dom-strachu-lub-dyskoteke.html#ap-1

 
 Oceń wpis
   

Właściciele wynajmują mieszkania na krótko, bo to świetny biznes.

Toczące się nieustannie koła walizek, dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, coraz to inne twarze na korytarzach. Całe bloki w centrum Warszawy zaczynają przypominać hotele. Właściciele wynajmują mieszkania na krótko, bo to świetny biznes.

Wojna na ceny

Trend widać nie tylko w Warszawie, ale i Krakowie, Poznaniu, Trójmieście, Łodzi, we Wrocławiu zwraca uwagę Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. Deweloperzy, którzy wprowadzili na rynek rekordową liczbę inwestycji mieszkaniowych, część budynków przeznaczają na aparthotele. Kupują je m.in. fundusze inwestycyjne, a mieszkania trafiają na rynek najmu.

Obok takich funduszowych lokali jest też bogata oferta rynku prywatnego. Są inwestorzy kupujący całe kamienice wyjaśnia Błeszyński. Są wreszcie właściciele pojedynczych mieszkań, którzy postanowili zarabiać na wynajmie. Zamiast trzymać pieniądze na nisko oprocentowanej lokacie, kupują nieruchomości.

Tomasz Błeszyński zauważa, że wynajmowane na doby mieszkania skutecznie konkurują z pokojami hotelowymi. Kiedyś nocleg w luksusowym hotelu kojarzył się z prestiżem, dziś to na nikim nie robi większego wrażenia podkreśla. Ludzie nie chcą już być zwykłym hotelowym numerem, nie chcą się spieszyć na śniadanie, chcą się czuć jak w domu, chcą być indywidualnie traktowani. Dlatego oferta mieszkań, które można wynająć na kilka dni, spotyka się z coraz większym zainteresowaniem. A stawki za wynajęcie lokalu są niższe niż za hotele, co jest dodatkową zachętą.

Ceny zaczynają się od ok. 120140 zł za dobę. Nocleg w luksusowym apartamencie może jednak kosztować i 500 600 zł. Hotele, z których część ma problemy z obłożeniem, zdają sobie sprawę, że klienci zaczynają szukać ofert właśnie na rynku najmu krótkoterminowego. Więc starają się zatrzymać gości. Nie dziwią już promocje, weekendy, w czasie których można za darmo korzystać z wielu atrakcji opowiada ekspert. Ta swoista wojna na ceny i usługi jest dobra dla wynajmujących, bo spadają stawki. Ale właściciele mieszkań odczują jej skutki prędzej czy później. Niewykluczone, że za kilka lat, kiedy rentowność takich projektów się obniży, lokale trafią na wynajem długoterminowy.

Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert firmy Emmerson Realty, zwraca uwagę, że w miniapartamenty na wynajem zamieniają się np. mieszkania na warszawskim osiedlu Za Żelazną Bramą. Na rynku najmu krótkoterminowego są zresztą oferowane zarówno lokale małe, urządzone w prosty sposób, jak i duże luksusowe apartamenty dla najbardziej wymagających mówi Skoczeń. Wiele osób woli domowe warunki zamiast hotelowych. Duży popyt sprawia, że właściciele części mieszkań podnoszą stawki najmu.

Lepszy model

Ekspert Emmersona jest przekonany, że lokal ze świetnym adresem warto wynajmować na krótko. Obsługę gości można powierzyć wyspecjalizowanej firmie zwraca uwagę. Minusem jest szybsze zużywanie się wyposażenia, no i sąsiedzi nie muszą być zachwyceni ciągłymi zmianami lokatorów.

Maciej Górka, ekspert portalu Domiporta.pl, potwierdza, że inwestycje w najem krótkoterminowy stają się coraz popularniejsze. Ten model biznesowy został spopularyzowany przez bookingowe portale, które prezentują tysiące ofert w atrakcyjnych lokalizacjach i przystępnych cenach opowiada Górka. W Warszawie za noc w apartamencie trzeba zapłacić co najmniej 90 zł za osobę. Stawki zależą od standardu nieruchomości i czasu, na jaki ją wynajmujemy. Za siedem dni w 50-metrowym dwupokojowym mieszkaniu o podwyższonym standardzie zapłacimy w stolicy 185 zł za osobę. Dla pary oznacza to ponad 2,5 tys. zł.

To, jak szacuje Maciej Górka, ok. 30 proc. mniej niż w sąsiednich hotelach. Właściciel mieszkania osiąga zaś większą rentowność niż z tradycyjnego najmu podkreśla analityk Domiporty. Zainteresowanie najmem krótkoterminowym rośnie w takim tempie, że coraz więcej inwestorów decyduje się zmienić model najmu. Kluczowe jest określenie grupy docelowej, bo od tego zależy oszacowanie kosztów, jakie trzeba ponieść na dany standard wyjaśnia. Dodaje, że powodzeniem, obok luksusowych apartamentów, cieszą się także lokale ze średniej półki. Muszą mieć jednak w pełni wyposażoną w sprzęty kuchnię podkreśla analityk. Dzięki temu klient oszczędza na wyżywieniu. Przeznaczoną na wynajem nieruchomość możemy też przygotować w standardzie hostelu, przez co zwiększymy szanse na pełne obłożenie.

W Trójmieście popularność wynajmu krótkoterminowego rośnie dynamicznie mówi Paweł Grabowski, ekspert BIG Nieruchomości. Mieszkania są konkurencyjną ofertą dla hoteli, zarówno pod względem stawek, jak i standardu oraz zakresu oferowanych usług. W nowych kompleksach apartamentowych dostępne są centra fitness, korty tenisowe, baseny. W wielu nowych inwestycjach na gdańskim Starym Mieście, w Śródmieściu oraz całym trójmiejskim pasie nadmorskim nawet połowę mieszkań kupiono z myślą o wynajmie.

Na rynku najmu krótkoterminowego w Trójmieście dostępne są, jak mówi Grabowski, i mikrokawalerki od 15 mkw., i ponad 159-metrowe apartamenty. Lokale znajdziemy także w kamienicach. W tzw. wysokim sezonie stawki za najmniejsze mieszkania zaczynają się od ok. 150 zł za dobę. Nocleg w 100-metrowym apartamencie może kosztować nawet 1 tys. zł. Często dochodzą opłaty za sprzątanie (100 200 zł) i parking. Bywa, że dwie noce w najtańszym lokalu, po uwzględnieniu wszystkich kosztów, pochłoną nawet 500 zł zwraca uwagę ekspert BIG Nieruchomości.

W Trójmieście na wynajmie krótkoterminowym można zarabiać cały rok. Poza sezonem ceny bywają niższe niż w wakacje nawet o dwie trzecie podaje Paweł Grabowski. Optymalnym rozwiązaniem jest połączenie wynajmu krótkoterminowego od czerwca/lipca do sierpnia/września z wynajmem długoterminowym od września/października do końca maja/czerwca.

Aneta Gawrońska | Rzeczpospolita |16.12.2016 |

Źródło; http://www.rp.pl/Nieruchomosci/312169960-Najem-Do-mieszkania-nie-do-hotelu.html#ap-2

 
 Oceń wpis
   

Zbliża się nowy rok akademicki. Studenci szukają mieszkań. Czy łatwo znaleźć dobrą ofertę w Łodzi? Jak kształtują się ceny? I jakie błędy popełniają młodzi ludzie, odpowiadając na ogłoszenia?

Jędrzej, student prawa, znalazł wreszcie idealne mieszkanie. Ale jego zdaniem w Łodzi nie jest to proste: - Ogłoszenia są źle napisane. Często nieprawidłowo podana jest lokalizacja. Przekłamane są informacje o tym, czy pokoje są przechodnie. A na miejscu okazuje się, że nie działa Internet. Radzę odrzucać propozycje bez zdjęć.

Zdaniem Jędrzeja najlepiej zacząć szukać już pod koniec czerwca, bo im bliżej roku akademickiego, tym ceny są wyższe. Poza tym dobre oferty znikają szybko. Jak więc udało mu się znaleźć wyremontowane trzypokojowe mieszkanie w odnowionym bloku na Bałutach? - Odpowiedziałem na ogłoszenie dwie godziny po jego zamieszczeniu w sieci. Byliśmy ze znajomymi drudzy w kolejce. Obejrzeliśmy je. Spodobało się. Ktoś przed nami zrezygnował. Nie zastanawialiśmy się długo. Mieszkam tu od trzech tygodni i jestem zadowolony.

Przeglądał dyskusje studentów w Internecie. Zauważył, że atrakcyjne ceny za pokój mieszczą się w przedziale od 500 do 700 zł. Choć niektórzy gotowi są wydać ponad 1000 zł i wynająć kawalerkę.

Z Jędrzejem zamieszkają jeszcze dwie osoby i każda będzie płacić około 650 zł. Paulina również studiuje prawo. Jest optymistką, ale myśli jak prawnik: - Znamy się ponad dwa lata i od początku zacieśniamy więzi. Każdy z nas wie, czego się może spodziewać po współlokatorze. Myślę o spisaniu pewnych zasad.

Błędy studentów

Prawnicza intuicja dobrze podpowiada Paulinie. Spisanie zasad studentom wynajmującym razem mieszkanie poleca Tomasz Błeszyński, prezes Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej. - Nie zawsze przyjaciele dogadują się, mieszkając razem. Zdarzają się nieporozumienia. I sytuacje, w których ktoś rezygnuje po kilku miesiącach. Wtedy zaczyna się szukanie nowego współlokatora albo problemy finansowe. Dobrze jest więc na początku ustalić kilka rzeczy, nawet na piśmie - mówi. Błeszyński wymienia kilka błędów, które popełniają studenci, szukając mieszkania. - Często robią to na ostatnią chwilę. Trudniej wtedy wynegocjować dobrą cenę. Brakuje im doświadczenia ekonomicznego. Wymarzone mieszkanie może po jakimś czasie okazać się za drogie.

Kupić czy wynająć?

Błeszyński podkreśla, że studenci mogą skorzystać z prywatnych akademików. Niektóre z nich są luksusowe, a ceny pokoi zawrotne. Za miesiąc w starannie urządzonym pokoju w budynku z siłownią i parkingiem można zapłacić nawet 1500 zł. Wciąż popularnością cieszą się uczelniane akademiki, ale w opinii eksperta warunki w nich są kiepskie, a ceny stosunkowo wysokie. Na dodatek miejsc nie starcza dla wszystkich chętnych. Dlatego studenci często decydują się na zamieszkanie w większej grupie w wynajętym mieszkaniu. Opłata najmu waha się od 600 do 800 zł w mieszkaniu wielopokojowym i od 1000 do 2000 zł w kawalerce. Specjalista mówi o jeszcze jednym trendzie na rynku. Niektórzy rodzice decydują się na zakup mieszkania dla dziecka na okres studiów. Później albo je wynajmują, albo odsprzedają.

A jakie kryteria przyjmują studenci? Przede wszystkim liczy się lokalizacja. Mieszkania wynajmują osoby spoza Łodzi. Kiedy przyjeżdżają na pierwszy rok studiów, nie znają miasta, więc chcą być blisko uczelni. Jeśli się nie uda, stawiają na dobrze skomunikowane okolice. Nowe możliwości stworzył rower miejski.

Współlokator potrzebny od zaraz

Studenci szukają nie tylko mieszkań. Mateusz studiuje zarządzanie. Pracuje w kawiarni. Od półtora roku mieszka na Zarzewiu. Wynajmuje dwa pokoje. Jego kolega wyprowadził się. Mateusz od trzech miesięcy szuka więc nowego współlokatora. Ceni sobie porządek. Chciałaby zamieszkać z kimś, kto jest towarzyski i komunikatywny. Na razie pyta znajomych, ale myśli również o ogłoszeniu, bo znalezienie szybko idealnego towarzysza nie jest proste. Pusty jest duży pokój ze stołem, szafą, łóżkiem i balkonem. Koszt to około 700 zł. - Mieszkanie polecił mi znajomy. Właściciel wyjeżdżał za granicę. Nie mam problemu z dojazdami. Cena jest korzystna. Warunki są bardzo dobre.

Mateusz i Jędrzej nie polecają Śródmieścia. Ich zdaniem ceny są za wysokie, a mieszkania, często w kamienicach, niezbyt atrakcyjne.

Spore doświadczenie ma Natalia, studentka prawa. Zmieniała mieszkanie już kilka razy. Nie zgadza się jednak z Jędrzejem. - Znalezienie pokoju czy mieszkania w Łodzi nie stanowi problemu. Jest w czym wybierać. Znalazłam kawalerkę. Udało się za pierwszym podejściem. Będę mieć dalej na uczelnię, ale koszta są niższe. Poza tym chciałam spróbować zamieszkać sama.

Wcześniej mieszkała z dwoma koleżankami na łódzkim Manhattanie i na strzeżonym osiedlu. Szukała w Internecie lub pytała znajomych. Brała pod uwagę cenę, ale również sąsiedztwo. O tym, że sąsiedzi są ważni, przekonała się Elizabeth. W ubiegłym roku zaczęła w Łodzi studia magisterskie. Mieszkanie znalazła szybko, ale równie szybko musiała je zmienić. - To było pierwsze, jakie wynajęłam. Zamieszkaliśmy z chłopakiem. Kiedy wracaliśmy wieczorem do domu, sąsiad z piętra niżej walił w nasz sufit i nas wyzywał. Nie urządzaliśmy żadnych imprez. Mama sąsiada powiedziała, że skoro tak późno wracamy, kolacje powinniśmy jeść na mieście, a w domu od razu kłaść się spać. Nikt nie mógł nas odwiedzić. Kiedyś groziła, że zadzwoni na policję, bo rozmawiamy i oglądamy telewizję, zakłócając tym spokój jej syna.

Estera Flieger | Wyborcza.pl |Łódź Wiadomości |23.08.2016|

Cały tekst: http://lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35153,20584569,studenci-szukaja-mieszkania-czy-w-lodzi-latwo-znalezc-dobra.html#ixzz4I8TSi7jK

 
Rynek mieszkaniowy 2016-08-12 20:47
 Oceń wpis
   

Rynek mieszkaniowy, trendy, ceny, perspektywy, inwestycje.

Gościem Radia Łódź był Tomasz Błeszyński, prezes Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej. W programie "Gość Po 8" rozmawiał z nim red. Przemysław Naze o rynku mieszkaniowym, budownictwie społecznym TBS, lokalach komunalnych i przyszłości inwestycji deweloperskich.

Źródło:www.radiolodz.pl

 
 Oceń wpis
   

Trwa rozpruwanie budynku dawnej Łódzkiej Drukarni Dziełowej tuż przy Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. W budynku będzie kolejny prywatny akademik.

Ile kosztują miejsca w akademikach? Ile trzeba zapłacić za wynajęcie mieszkania?

Widać, jak dawna drukarnia prezentuje się w środku, bo robotnicy wyburzyli już jej dawne ściany. Inwestorem na działce przy ul. Rewolucji 45 jest warszawska spółka Safeharbor Triton, która zamienia drukarnię w prywatny akademik. Ma w nim powstać pół tysiąca apartamentów dla studentów - a ponadto m.in. kawiarnia i siłownia.

Ceny dla użytkowników są jeszcze nieznane. Przebudowa dawnej drukarni ma się zakończyć za rok. Lokalizacja waydaje się dobra - naprzeciw inwestycji mieści się Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, największy na Uniwersytecie Łódzkim.

Dotychczas najgłośniejszą inwestycją związaną z prywatnymi akademikami była budowa przy ul. Wigury 7B, która zaczęła się w 2014 r. w rejonie łódzkiego Manhattanu. Gmach ten miał działać w oparciu o szczególny model biznesowy - firma budująca (pozostając administratorem) chciała sprzedać pokoje inwestorom, którzy potem czerpaliby zyski z ich wynajmu studentom.

Ostatecznie akademik przejęła warszawska firma Griffin Real Estate, nazywając go Salsa. Przy Wigury 7B jest od września 2015 r. 267 pokoi (z aneksami kuchennymi i łazienkami) na 5 piętrach, działa też m.in. siłownia i strzeżony parking. Oferta z końca czerwca zachęcała do wynajęcia pokoju Single Plus, z dwoma biurkami, kanapą, łóżkiem, prywatną łazienką oraz aneksem kuchennym wraz z ceramiczną płytą grzewczą za 1300 zł miesięcznie. Oferta jest adresowana w dużej części dla cudzoziemców.

W Łodzi działa także firma, która na potrzeby studentów przystosowała kamienice przy ul. Żwirki 8 oraz Kilińskiego 172. Liczy sobie od 400 do 600 zł za miejsce w pokoju bez własnej łazienki oraz 1000-1500 zł za indywidualny apartament z łazienką i pralką.

Prywatne akademiki powstają, chociaż te przy trzech największych uczelniach dysponują bazą noclegową ok. 8 tys. miejsc i bywa, że w ciągu roku akademickiego pojawiają się ogłoszenia o naborze na wolne pokoje.

Główny nabór dla właśnie przyjętych na studia rozpoczął się na Politechnice Łódzkiej i potrwa do 8 sierpnia. Według aktualnego cennika miejsce w pokoju trzyosobowym kosztuje 250 zł, w dwuosobowym 300 - 320 zł, zaś w indywidualnym 330 - 360 zł.

Z tej oferty wyłączone są ekskluzywne miejsca w zmodernizowanym pięć lat temu I Domu Studenta PŁ, dostępne tylko dla otrzymujących stypendium rektora (płacąc 500 zł za miejsce w dwójce lub 700 zł za jedynkę).

Uniwersytet Łódzki zbiera zgłoszenia od chętnych do zamieszkania na osiedlu Lumumbowo, którzy właśnie dostali się na uczelnię. Mogą się zgłaszać do 21 sierpnia lub w ciągu 14 dni od daty otrzymania decyzji o przyjęciu na studia (na UŁ trwa dodatkowy nabór). Ceny na Lumumbowie zależą od standardu akademika. Miejsce w pokoju trzyosobowym można znaleźć za 270 -300 zł, w dwójce za 310 - 400 zł, zaś w pokoju indywidualnym za 450 - 600 zł.

Student Uniwersytetu Medycznego najtaniej może zakwaterować się w I Domu Studenta tej uczelni mieszczącym się na Lumumbowie. Miejsce w dwójce kosztuje tam 300 zł (cena za pokój bez własnej łazienki). Ale także na Lumumbowie mieści się II DS UMed, w którym znajdziemy pokój za 990 zł. To jedynka z własną łazienką, kuchnią oraz jej dodatkowym wyposażeniem, czyli nowoczesnym sprzętem AGD. Ofertę za 990 zł znajdziemy także w IV DS UMed, przy pl. Hallera, w rejonie Uniwersytetu Medycznego.

Wynajem mieszkań

Największe uczelnie regionu (Uniwersytet Łódzki, Uniwersytet Medyczny i Politechnika Łódzka) ogłosiły już listy przyjętych, co oznacza, że kończy się najlepszy czas na szukanie mieszkań na wynajem.

Dobrze pokazuje to raport portalu Bankier.pl, oparty na danych serwisu ogłoszeń z rynku nieruchomości Otodom. W czerwcu - gdy studenci kończyli rok akademicki i część z nich wyjeżdżała z Łodzi w rodzinne strony, kończąc umowy z właścicielem - średnia cena najmu mieszkania do 38 metrów kwadratowych spadła do 1059 zł, a jeszcze w maju przeciętna cena wynosiła 1237 zł (do tych kwot trzeba jeszcze doliczyć opłaty dla spółdzielni i za media). Jednak jak przewiduje Bankier.pl, sytuacja zapewne odwróci się za miesiąc lub dwa, kiedy studenci zwiększą popyt na rynku, szukając lokum na nowy rok akademicki.

Łódź, według serwisu Bankier.pl, jest w kategorii małych mieszkań jednym z tańszych miast, co sprzyja studentom. Przeciętna cena w Warszawie to w czerwcu 2016 r. ponad 2 tys. zł, w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu - ok. 1,4 tys. zł. Średnia cena najmu mieszkania do 38 metrów kwadratowych w Katowicach, Lublinie, Szczecinie i Poznaniu to ok. 1150 - 1300 zł, zaś Łódź jest na cenowym poziomie Bydgoszczy. Studenci nie ograniczają się do małych mieszkań i wynajmują większe - w 3 - 4 osoby.

Jak zauważył już na początku zakończonego niedawno roku akademickiego Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, w Łodzi właściwie wygasł już rynek tak zwanego wynajmowania stancji, czyli pokoi sublokatorom. Natomiast część rodzin maturzystów przyjętych na studia decyduje się na zakup na ich potrzeby mieszkania, uważając, że będzie to bardziej opłacalne działanie, zwłaszcza, jeśli pociecha zwiąże się z Łodzią na stałe.

Maciej Kałach

Polska Press Sp. z o.o. Dziennik Łódzki |28.07.2016 r.|

Źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/strefa-biznesu/wiadomosci/z-regionu/a/ile-kosztuje-mieszkanie-dla-studenta,10456530/#

 
 Oceń wpis
   

Po pół roku przestali płacić czynsz. Wyprowadzali się zostawiając długi i strasząc właścicielkę donosem do skarbówki. Ona z kolei zagroziła sądowym pozwem. - Jak tylko o nich pomyślę, to rozstroju dostaję - mówi kobieta, która wynajęła mieszkanie nieuczciwym lokatorom.

Młode małżeństwo, zaraz po ślubie. Nie chcieli mieszkać z rodzicami, a nie stać ich było na kupno mieszkania i zaciągnięcie kredytu. Został wynajem. Zapłacili za pół roku z góry. Umowę podpisali na rok. - Umówiliśmy się, że za sześć miesięcy przedstawię im rachunki za zużycie wody, gazu i energii, które uregulują. Potem należności za wynajem mieli płacić już, co miesiąc. Zrobili na mnie dobre wrażenie. Młodzi, sympatyczni, mieszkanie przyjechali oglądać w towarzystwie ojca tej dziewczyny. Ucieszyłam się, że mieszkanie wynajmę rodzinie, a nie studentom. Nawet poprosiłam syna, żeby pomógł w przeprowadzce - mówi. Marianna wspomina młodych lokatorów i odpala kolejnego papierosa. - Z nerwów tak palę, bo jak tylko o nich pomyślę, to rozstroju dostaję tłumaczy.

Nie jesteśmy przygotowani na taką kwotę

Kiedy pokazała im rachunki, zrobili wielkie oczy, że wyszło aż tyle. - Nie jesteśmy przygotowani na taką kwotę - usłyszała. Dogadali się, że na uregulowanie rachunków poczeka miesiąc, do następnej wypłaty. - Ale przyszedł kolejny miesiąc, a na koncie nie miałam przelewu ani za zaległe rachunki, ani za wynajem - wspomina Marianna. - Proszę poczekać jeszcze dzień, jeszcze dwa - usłyszała tym razem. - Czekałam, bo co miałam zrobić - mówi kobieta. Tyle, że przelewu nie było. Dzień, dwa, tydzień, dwa tygodnie, miesiąc, dwa miesiące. Młodych lokatorów coraz trudniej było zastać w domu, coraz rzadziej odbierali telefon od Marianny, a kiedy już odebrali to karmili ją kolejnymi tłumaczeniami. A to męża zwolnili z pracy, a to firma spóźnia się z wypłatami. Zrobiło się nieprzyjemnie. Marianna zagroziła, że młodych lokatorów wyrzuci z mieszkania, jeśli nie uregulują należności. Interweniował syn, ale sytuacja tylko się zaogniła. Ojciec dziewczyny, ten, który przyjechał z młodymi oglądać mieszkanie, od wszystkiego umył ręce. - To sprawa między panią, a nimi, ja się nie wtrącam w życie dzieci - powiedział. - Czułam, jakby ktoś mi splunął w twarz - opowiada nerwowo kobieta. Batalia z nieuczciwymi lokatorami trwała dobrych kilka miesięcy. Mariannę kosztowała nerwy, kilka nieprzespanych nocy, ale też uszczerbek w portfelu. Nie chciała zadłużać mieszkania, które zostało w spadku po rodzicach, a ze skromnej pensji krawcowej nie była w stanie utrzymać dwóch mieszkań - swojego i tego, w którym mieszkali niechciani już wtedy lokatorzy. Do rachunków dokładał się, więc syn, pieniądze pożyczyła dalsza rodzina. Młode małżeństwo w końcu wyprowadziło się, regulując tylko część długów i na do widzenia strasząc Mariannę donosem do skarbówki. Ona w odpowiedzi zagroziła sądowym pozwem, jeśli młodzi nie zapłacą całości. Od ich wyprowadzki minęło kolejnych kilka miesięcy, a przelewów jak nie było, tak nie ma. - Na szczęście nie zniszczyli mieszkania, bo i o takich przypadkach słyszałam - mówi Marianna.

Nie chcą się wyprowadzić, albo znikają bez słowa

Rzeczywiście, takich historii nie brakuje, choć biorąc pod uwagę rynek najmu (z danych GUS wynika, że w Polsce ponad 570 tys. mieszkań wynajmowanych jest przez osoby fizyczne) stanowią one jedynie wycinek. Jednak, co jakiś czas media przytaczają historię właścicieli mieszkań, którzy trafili na nieuczciwych lokatorów. Właścicielce mieszkania z Łodzi groziła komornicza egzekucja, bo lokator, któremu wynajęła mieszkanie nie płacił, a jej nie było stać na regulowanie rachunków i spółdzielnia w końcu wystąpiła o ściągnięcie długów. Mężczyzna z Krakowa pomieszkiwał kątem u znajomych, bo lokator, któremu wynajął mieszkanie nie dość, że nie płacił za wynajem, to jeszcze nie chciał się wyprowadzić. Bywa też tak, że nieuczciwi lokatorzy znikają z dnia na dzień zostawiając za sobą długi i nierzadko zdewastowane mieszkanie, a klucze przesyłają właścicielowi np. pocztą. Właściciele mieszkań skarżą się, że w takich wypadkach często bywają bezradni, bo prawo stoi po stronie najemców.

- Nie do końca zgodzę się z takim stwierdzeniem - mówi nam Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości z 25-letnim doświadczeniem. - Mamy przepisy, które dają właścicielowi mieszkania narzędzia do ochrony przed nieuczciwymi najemcami. Tyle tylko, że właściciele mieszkań rzadko sięgają po te narzędzia, umowy sporządzają na kolanie, a znam przypadki, że wynajmują mieszkania nawet bez żadnych umów, choćby minimalnie zabezpieczających ich interesy - dodaje Błeszyński.

Co stanowi prawo?

Przepisy precyzyjnie regulują kwestie rozwiązania umowy z lokatorem, który nie płaci czynszu. Zanim właściciel mieszkania wypowie umowę lokatorowi musi wezwać go do zapłaty zaległości i uprzedzić o zamiarze wypowiedzenia umowy. Takie wezwanie musi być sporządzone na piśmie, a właściciel musi określić termin (minimum miesięczny) na uregulowanie długu. Samo wypowiedzenie umowy można zastosować dopiero wtedy, gdy lokator zalega z opłatami za trzy pełne okresy rozliczeniowe i nie uregulował należności w dodatkowym okresie wyznaczonym mu przez właściciela mieszkania. Takiego dłużnika nie możemy wyrzucić z mieszkania - o ewentualnej eksmisji może zdecydować jedynie sąd.

Właściciel nie może też zmieniać zamków w drzwiach, wyrzucić rzeczy lokatora, nie może od mieszkania odłączyć prądu czy wody. Takie zachowanie - odcięcie mediów - zakazane było też do tej pory, ale od 7 stycznia 2016 roku, (kiedy w życie wejdzie nowelizacja kodeksu karnego) będzie ono traktowane, jako przestępstwo. Znowelizowany przepis to bat na tzw. czyścicieli kamienic, ale rykoszetem dostają też ci, którzy wynajmują mieszkanie nieuczciwemu lokatorowi.

- Odcinanie mediów klasyfikowane jest przez kodeks, jako tzw. przemoc pośrednia i od 7 stycznia będzie traktowane jak przestępstwo. Pozycja lokatora została wzmocniona, a nie zastosowanie się do przepisów może mieć dla właściciela nieoczekiwane skutki - mówi nam mecenas Wojciech Rudzki, który prowadzi bloga, na którym doradza jak skutecznie (i bezpiecznie) załatwić formalności z wynajmem mieszkania. Mecenas Rudzki dodaje, że problemy z wynajmem mieszkań związane są m.in. z niską świadomością prawną właścicieli mieszkań. - Bardzo często zdarza się, że zawierane umowy to gotowe wzorce ściągnięte z Internetu, które nie zawsze regulują wszystkie kwestie związane z konkretnym wynajmem - tłumaczy Wojciech Rudzki.

W podobnym tonie wypowiada się Tomasz Błeszyński: - Najczęściej kłopoty z nieuczciwymi lokatorami mają ci, którzy wynajmują mieszkanie odziedziczone w spadku. Nie mają doświadczenia, na wszystkim chcą zaoszczędzić, umowy, które zawierają są źle przygotowane. Zdecydowanie bardziej bezpieczne jest skorzystanie z usług biura nieruchomości.

Najem okazjonalny. Co to takiego?

Moi rozmówcy solidarnie mówią, że właściciele mieszkań, nawet, jeśli nie korzystają z usług pośredników mają możliwości zabezpieczenia swoich interesów. W grę wchodzą kaucje, żądanie zaświadczenia o zarobkach od potencjalnych lokatorów, poręczenie kogoś bliskiego (np. rodziców w przypadku wynajmowania mieszkań studentom). Rozwiązaniem jest też tzw. najem okazjonalny.

W tej opcji najemca składa przed notariuszem oświadczenie, że zobowiązuje się do opuszczenia mieszkania (na podstawie umowy najmu w terminie wskazanym w żądaniu opuszczenia lokalu). Najemca musi też wskazać inny adres, pod którym może zamieszkać w przypadku egzekucji obowiązku opróżnienia lokalu. W zamian ma pewność, że np. właściciel mieszkania nie podniesie nagle czynszu (warunki ewentualnej podwyżki muszą być zawarte w umowie - red.) . Mówiąc w dużym skrócie, najem okazjonalny pozwala dużo łatwiej pozbyć się właścicielowi nieuczciwego lokatora, który nie płaci czynszu i nie chce opuścić mieszkania. Wszystko oczywiście musi odbywać się oficjalnie, bo żeby umowa najmu okazjonalnego miała moc prawną musi zostać zgłoszona do urzędu skarbowego.

- Umowa najmu okazjonalnego eliminuje dużo zagrożeń związanych z wynajęciem mieszkania nieuczciwej osobie - mówią zgodnie mecenas Wojciech Rudzki i Tomasz Błeszyński. Pani Marianna z jednej strony przyznaje im rację, ale zaraz dodaje, że znalezienie lokatorów gotowych godzić się na te wszystkie formalności, po to by zamieszkać w jej mieszkaniu po rodzicach graniczyłoby z cudem. Wydaje się, że podobnie myśli więcej osób, bo najem okazjonalny jest ciekawym (i bezpiecznym), ale bardzo rzadko stosowanym rozwiązaniem.

Słowem, właściciele mieszkań wolą ryzykować spotkanie z nieuczciwym najemcą niż grzęznąć w gąszczu formalności.

Maciej Stańczyk | Dziennikarz Onetu | Onet.pl | 04.01.2016|

 
Program mieszkaniowy PiS 2016-04-17 18:19
 Oceń wpis
   

Wybrane pomysły w proponowanym przez Prawo i Sprawiedliwość programie mieszkaniowym są dobre, jednak państwa może nie być stać na ich finansowanie - mówią PAP eksperci.

Mają zwłaszcza wątpliwości, co do propozycji reaktywacji kas mieszkaniowych.

Pierwszy pomysł PiS dotyczy powrotu do kas mieszkaniowych. Partia w swoim programie deklaruje: "znamy rezultaty zastosowania tego rozwiązania w latach 90-tych i jesteśmy świadomi, jakich błędów nie należy popełniać obecnie". Zapowiedzieli, że nowo utworzony system kas mieszkaniowych będzie szczelny. Autorzy wskazują, że rachunek oszczędnościowo-kredytowy mógłby założyć każdy obywatel, jako rachunek indywidualny lub wspólny (np. wraz z małżonkiem). Po "oszczędzeniu" przez niego odpowiedniej sumy - tzw. wkładu minimalnego, bank udzielałby kredytu o niskim oprocentowaniu. Rachunki regularnie zasilane funduszami dodatkowo byłyby premiowane przez państwo, które wypłacałoby na konto obywatela bonus finansowy.

Kasy się nie sprawdzą

- System oszczędzania w klasycznej formule kas mieszkaniowych już się "przeżył" - ocenił doradca rynku nieruchomości, Wiceprezydent Federacji Porozumienia Polskiego Rynku Nieruchomości Tomasz Błeszyński. - Do tego modelu już raczej nie powinniśmy wracać. Natomiast, jeżeli nowe kasy mieszkaniowe nie będą " tylko polityczną wydmuszką" a zostaną zbudowane na solidnych podstawach legislacyjnych, ulgach podatkowych oraz wsparciu kredytowym. To dla pewnej grupy osób poszukujących mieszkania będzie to na pewno dobre rozwiązanie-. Zaznaczył jednak, że nad takim projektem rząd musiałby długo i solidnie popracować a projekty konsultować ze środowiskiem rynku nieruchomości.

- Kasy mieszkaniowe w Polsce mają już jakąś swoją historię. Próbowano je wprowadzić w latach 90. - to się nie przyjęło - mówi z kolei dyrektor w Marvipol Development Jacek Bielecki. - Kasy istnieją w krajach takich jak Czechy czy Niemcy, wymagało to bardzo dużego wsparcia państwa. Myślę, że u nas tego wsparcia nie będzie skąd wziąć, nie ma na to pieniędzy - uważa ekspert. Jego zdaniem nie ma potrzeby reaktywacji tego projektu. - Niemieckie kasy mieszkaniowe mają ponad 100 lat tradycji. Są one pewnego rodzaju "masą krytyczną", która po pewnym czasie staje się samowystarczalna. Nie mając nic przeciwko samej idei obawiam się, że nie będzie nas na to stać - dodaje Bielecki.

Kasy mieszkaniowe funkcjonują m.in. w Czechach. Na 10 mln mieszkańców przypada tam 5 mln rachunków. Oznacza to, że każda rodzina ma przynajmniej jeden rachunek. Do końca, 2013 r. czeskie kasy mieszkaniowe wygenerowały ponad 15 mld euro. Za najstabilniejszy system kas uważany jest jednak niemiecki budowany od XIX wieku. Za naszą zachodnią granicą ponad połowa gospodarstw domowych posiada umowy z kasą oszczędnościową, co do końca roku 2013 wygenerowało środki rzędu 151 mld euro.

Mieszkanie na wynajem bądź własność

Inną propozycją PiS jest wprowadzenie na rynek mieszkań dostępnych dla wszystkich. Byłyby budowane mieszkania o określonej powierzchni, w określonym standardzie i w ramach określonej technologii. Takie mieszkania byłyby oferowane w trzech formach: na wynajem, na wynajem z tzw. dojściem do własności oraz na sprzedaż. Mieszkanie z wykończeniem miałoby kosztować 3 tys. zł za m kw. W programie PiS czytamy, że każdy zainwestowany w program 1 mld zł publicznych środków przyniósłby ponad 7 tys. nowych mieszkań.

Bielecki ocenia, że pomysł wspierania budownictwa przeznaczonego pod wynajem jest dobry, ale powinien być nieco zmodyfikowany. - Od dawna powinniśmy wspierać w Polsce budownictwo czynszowe, ale budownictwo czynszowe komercyjne. W całym cywilizowanym świecie jest bardzo rozwinięte prywatne budownictwo czynszowe, które w miarę rozwoju powoduje zmniejszenie stawek czynszu, bo oferta jest coraz większa - tłumaczy. Dodaje, że "budową mieszkań powinny się zajmować podmioty gospodarcze, a nie państwo".

Brak mieszkań na wynajem

Błeszyński zwrócił uwagę na to, że faktycznie jest potrzeba poszerzenia rynku o tanie mieszkania na wynajem z udziałem państwa, ale na racjonalnych warunkach. Mieszkanie jest towarem, który trzeba urynkowić, wprowadzając min. solidną konkurencję, która złamie monopol deweloperów. Zwiększyć dostępność rożnego rodzaju mieszkań, urealnić ceny i czynsze - Młodzi ludzie są teraz mobilni - jak mówił - nie przywiązują się do jednego miejsca i często je zmieniają w związku z pracą. Chcą mieć godne warunki do życia i mieszkania do wynajęcia za rozsądne pieniądze. - Wyraził nadzieję, że "nowy rząd ma świadomość, że rynek mieszkaniowy jest podstawą funkcjonowania dobrej gospodarki". - Jeżeli nie chcemy, aby młodzi ludzie wyjeżdżali z kraju, jeżeli chcemy, aby rosła demografia, czy wreszcie, jeżeli chcemy zbudować stabilne przyjazne obywatelom państwo musimy przygotować dobre programy pozwalające na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych - powiedział.

Zdaniem Błeszyńskiego ta propozycja PiS jest jak najbardziej do zrealizowania. Należałyby opracować projekty taniego budownictwa w oparciu o konkretne parametry techniczne i finansowe jak również skrupulatnie pilnować by podczas inwestycji zostały tak wykonane. Jego zdaniem obecnie ceny mieszkań są "stanowczo przeszacowane". Uważa, że deweloperzy nakładają zbyt wysokie, sięgające niekiedy nawet 30 proc. marże na swoich projektach. Co przecież wcale dziwne nie jest, bo przecież na tym polega proces deweloperski by realizować swoje inwestycje dla konkretnego zysku.

Z tą opinią nie zgadza się dyrektor Marvipolu Development. Zwraca uwagę, że obecnie koszt metra kwadratowego w stanie deweloperskim przekracza deklarowane przez PiS 3 tys. zł., a do tego powinniśmy doliczyć jeszcze koszty wykończenie pod klucz (w najniższym standardzie jest to kilkaset zł na metrze) oraz podłączenie mediów. Zdaniem Bieleckiego "państwo w ogóle nie jest od budowania domów, czy wydobywania węgla i wielu rzeczy, które robi". - Państwo powinno usuwać przeszkody, które powodują to, że budujemy tak drogo. A dzieje się tak, dlatego, bo państwo narzuciło przepisy i standardy techniczne, które w Europie są w ogóle niespotykane, a które generują ogromne koszty - powiedział.

Zbyt wiele niewiadomych

Polski Związek Federacji Deweloperów uważa, że jeśli chodzi o program mieszkalnictwa PiS to "aktualnie jest zbyt wiele niewiadomych". - Dla oceny realności i sensowności takiego projektu, trzeba znać więcej szczegółów. Kto będzie te mieszkania budował, kto i na jakich zasadach będzie je kupował, po jakim czasie będzie możliwy wykup i kto i na jakich warunkach będzie do niego uprawniony - napisała w informacji dla PAP instytucja. PZFD zadeklarował, że chętnie włączy się do debaty i zaopiniuje projekty ustaw, jak tylko one powstaną.

Opinię PZFD podziela Błeszyński. Dodaje, że "pomysły są cenne, tylko wymagają dobrego obudowania legislacyjnego ". - Problemy mieszkaniowe od 25 lat w Polsce są tylko doraźnie łatane najróżniejszymi programami. Przeszłość pokazuje, że najlepsze pomysły budowane dla doraźnych celów po prostu się rozsypały. Apelowałbym do przyszłego rządu o potraktowanie polityki mieszkaniowej w sposób długofalowy i komplementarny oraz konsultowanie projektów ze środowiskiem rynku nieruchomości - mówił.

kfk/ jzi/ 07-11-2015 Źródło: PAP

 
 Oceń wpis
   

Kiedy inwestycja w mieszkanie na wynajem da wolność finansową ? Gdy suma przychodów z najmu lokali przekroczy miesięczne wydatki inwestora, osiągnie on wolność finansową. Jednemu wystarczą dwa lokale i 4 tys. zł miesięcznie, innemu 20 tys. zł.

W odróżnieniu od bogactwa definicja wolności finansowej jest bardzo precyzyjna. To stan, w którym co miesiąc inwestor osiąga regularne wpływy na konto w wysokości co najmniej równej poziomowi jego comiesięcznych wydatków, ze źródeł innych niż jego aktywność zawodowa  tłumaczy Sławek Muturi, założyciel spółek Mzuri oraz Mzuri Investments, autor kilku poradników o inwestowaniu w mieszkania na wynajem. Jego zdaniem kluczem do wolności jest pasywna gotówka, czyli odsetki z lokat bankowych, tantiemy autorskie, dywidendy albo właśnie wpływy z najmu.  Wolność finansową można zatem osiągnąć wtedy, gdy suma przychodów z najmu przekroczy miesięczne wydatki inwestora. Jeśli zatem na utrzymanie standardu życia ktoś wydaje niewiele, to osiągnie wolność finansową, spłacając kredyt na zakup swojej 10. kawalerki na wynajem w Warszawie lub 15. kawalerki na wynajem w Radomiu. Jeśli jednak ktoś potrzebuje 20 tys. zł miesięcznie, to będzie musiał mieć dwa razy więcej kawalerek, a może dwietrzy wille i kilka lokali użytkowych  wyjaśnia Sławek Muturi.

Kłopotliwe kawalerki

Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości, uważa, że teraz mamy dobry moment, by wybrać mieszkanie w dobrej lokalizacji za rozsądną cenę, bo na rynku jest dużo lokali wystawionych na sprzedaż.

Zanim jednak kupimy lokum, zastanówmy się, czy kupujemy mieszkanie gotowe do wynajmu, czy raczej do remontu, który pochłonie określoną kwotę. Trzeba też policzyć koszty utrzymania lokum. To wszystko ma znaczenie w bilansowaniu naszej inwestycji  podpowiada Tomasz Błeszyński.

Dodaje, że inwestor powinien stworzyć sobie profil potencjalnego najemcy. Jeśli chce, aby nim był student, to niech zainwestuje w lokal w rejonach uczelni, z bardzo dobrym dojazdem. Jeśli osoba pracująca, to również musi zwrócić uwagę na lokalizację i komunikację z centrum. Poza tym tacy najemcy szukają najchętniej mieszkań 1- i 2-pokojowych. Zatem kupowanie dużego lokalu i zasiedlanie go większą liczbą osób może sprawiać kłopoty ostrzega Tomasz Błeszyński.

Również według Bartłomieja Annusewicza z firmy Home Estate inwestor powinien nie tylko zwrócić uwagę na właściwą relację ceny zakupu do oczekiwanego zwrotu z wynajmu, ale także na to, czy mieszkanie uda się szybko wynająć. Bez spełnienia tego warunku trudno będzie osiągnąć wolność finansową.

Tutaj kluczowymi kryteriami są lokalizacja nieruchomości, typ mieszkania oraz standard wykończenia  podkreśla Bartłomiej Annusewicz.  Warto inwestować w dużych miastach, które się dynamicznie rozwijają oraz przyciągają inwestorów. Poza Warszawą, która jest najodpowiedniejszym miejscem do inwestycji w mieszkanie na wynajem, warto też wziąć pod uwagę Kraków, Wrocław i Poznań.

Jeśli chodzi o typ nieruchomości, Annusewicz poleca mieszkanie o podwyższonym standardzie o powierzchni około 50 mkw. (z jedną sypialnią) lub 8090 mkw. (z dwoma sypialniami).  Takie lokale są najczęściej poszukiwane przez klientów korporacyjnych, zarówno z Polski, jak i zagranicy  uzasadnia ekspert Home Estate. Dodaje, że wyższych stóp zwrotu można oczekiwać, inwestując w tanie mieszkania o niskim standardzie i małej powierzchni, ale jest to ryzykowne, bo ich najemcy częściej zawodzą.

Łam schematy

Ciągle spotykam osoby, których strategią inwestowania jest: dziś coś kupię, a jutro się zobaczy. To błąd. Trzeba precyzyjnie zdefiniować wizję swojego portfela nieruchomości na wynajem. Po drugie, jeśli ktoś przepłaci za mieszkanie lub za jego remont, to zmniejszy zwrot z najmu. Trzeba więc szukać okazji rynkowych i wyłączyć emocje. To jednak najtrudniejsze  mówi Sławek Muturi.  A to emocje powodują, że ktoś odrzuca doskonałą okazję, tylko dlatego że mieszkanie jest zapuszczone i wymaga poważnego remontu, lub jest zbyt małe albo ma fatalny kolor kafelków w łazience.

Sławek Muturi dodaje, że częstym błędem niedoświadczonych inwestorów jest bezrefleksyjne powielanie cudzych schematów.  Np. inwestorka nie chce kupić mieszkania na parterze, bo odradza jej to pośrednik. Albo upiera się, by kupić lokum przy stacji metra, bo wielokrotnie słyszała, że lokalizacja jest najważniejsza. Problem w tym, że większość kupujących mieszkania w Polsce to osoby, które będą w tym lokalu mieszkać, a nie inwestorzy. W związku z tym większość tzw. prawd ludowych dotyczy rynku konsumentów. A inwestor musi być gotowy pójść pod prąd powszechnych schematów  podkreśla Muturi.

Jego zdaniem nie zawsze trzeba inwestować w lokal  na wynajem właśnie w stolicy. Tu mieszkania są o wiele droższe. Koszt kawalerki w Warszawie to 180 tys. zł, podczas gdy w  Katowicach podobne lokum można mieć już za 60 tys. zł. Katowice mogą zapewnić większy zwrot, o ile inwestor ma tam kogoś z rodziny lub zaufaną firmę, która zaopiekuje się lokalem  twierdzi Sławek Muturi.

Natomiast Tomasz Błeszyński dodaje, że dobra umowa najmu też jest bardzo ważna. Poza tym trzeba monitorować stan mieszkania i płatności, aby nie popaść w kłopoty.  Przy rozsądnie zaplanowanej inwestycji i ciągłym najmie można się spodziewać zysków na poziomie 6-8 proc. w skali roku, przed opodatkowaniem. To  więcej niż oferują obecnie banki  podkreśla doradca.

Osoby, które nie prowadzą działalności gospodarczej w zakresie najmu, a zamierzają wynająć posiadane mieszkanie czy dom, mogą rozliczać się z fiskusem na dwa sposoby: ryczałtem od przychodów (stawka 8,5 proc.) lub na zasadach ogólnych (stawki 18 i 32 proc.).

Nie zawsze najkorzystniejszy jest ryczałt. Czasem wynajmującemu bardziej opłaca się rozliczenie według skali podatkowej. Dotyczy, to w szczególności tych, którzy ponoszą duże koszty związane z wynajmowanym lokalem. Warto też wiedzieć, że osoby wynajmujące stale kilka i więcej lokali powinny rozliczać się jak przedsiębiorcy, zwłaszcza jeżeli nie mają innych dochodów. Taka skala wynajmu to już działalność gospodarcza. Wtedy mogą odliczać np. koszty remontów  mówi Tomasz Błeszyński.

Grażyna Błaszczak - 20.01.2014  Źródło: Parkiet Plus

Foto:Tomasz Błeszyński

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Jeśli chcemy kupić lub wynająć mieszkanie to gdzie szukać na rynku dobrych ofert.

Na co zwracać uwagę kupując swoje pierwsze mieszkanie u dewelopera. Jakie dokumenty sprawdzać i skuteczne negocjować cenę sprzedaży. Jak zabezpieczyć swoje interesy dobrą umową najmu okazjonalnego min. na te pytania w programie TV  "Twoje pieniądze" odpowiadał Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości.

Źródło: TV TOYA  http://moya.toya.net.pl

 

Kategoria: Biznes
 
Bonifikaty do zwrotu 2012-10-23 22:45
 Oceń wpis
   

Władze Łodzi żądają zwrotu bonifikaty udzielonej przy wykupie mieszkań.

Miasto będzie domagać się przed sądem zwrotu bonifikat tylko w sytuacjach, gdy nowi właściciele mieszkania wykupili ze zniżką, sprzedali je przed upływem pięciu lat od daty zakupu, a pieniędzy nie przeznaczyli na cele mieszkaniowe. Marcin Wąsiewicz z Polsat News rozmawiał z Tomaszem Błeszyńskim doradcą rynku nieruchomości o konsekwencjach prawnych i społecznych takich praktyk. Urząd Miasta w wyżej wymienionych przypadkach ma 10 lat na wystąpienie z żądaniem zwrotu bonifikaty.

  

Źródło: Polsat News 23.10.2012 r.


Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Doradztwo to zawód czy usługa?

Ile można zarobić na doradztwie? Doradztwo samoistne, doradztwo towarzyszące wykonywanej usłudze podstawowej. W dyskusji biorą udział Tomasz Błeszyński, Andrzej Jakiel, Zbigniew Kubiński. Program z cyklu Doradca Rynku Nieruchomości Powszechnej  Akademii Nieruchomości PTEiDRN.

                                                                        Źródło : Telewizja PTEiDRN

 

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Ma­lu­ją ścia­ny, ukry­wa­jąc po­ja­wia­ją­ce­go się grzy­ba, ukła­da­ją pa­ne­le, by za­ma­sko­wać nie­do­sko­na­ło­ści pod­ło­gi. Pod­mie­nia­ją meble, a pęk­nię­te stro­py ukry­wa­ją pod ta­pe­tą. Po pod­pi­sa­niu aktu no­ta­rial­ne­go za­bie­ra­ją wszyst­ko, po­zo­sta­wia­jąc no­wych wła­ści­cie­li w ru­inie, nie tylko fi­nan­so­wej.

To­masz i Olga, młode mał­żeń­stwo z Kra­ko­wa, dość długo po­szu­ki­wa­li ide­al­ne­go dla sie­bie miesz­ka­nia. Szu­ka­li­śmy 50-me­tro­we­go lokum, które chcie­li­śmy wziąć na kre­dyt. A że pie­nię­dzy nie mie­li­śmy dużo, tyle tylko, by na wkład wła­sny wy­star­czy­ło, ewen­tu­al­nie na ja­kieś nowe meble, to in­te­re­so­wa­ło nas miesz­ka­nie nie­wy­ma­ga­ją­ce re­mon­tu mówi Olga. Po pię­ciu mie­sią­cach po­szu­ki­wań zna­leź­li, jak im się wtedy wy­da­wa­ło, miesz­ka­nie ide­al­ne. Wszyst­ko mi się po­do­ba­ło, a naj­bar­dziej to, że było faj­nie urzą­dzo­ne. Mia­łam po­dob­ny gust jak do­tych­cza­so­wa wła­ści­ciel­ka i chyba to mnie do tego miesz­ka­nia prze­ko­na­ło do­da­je Olga.

Naj­bar­dziej spodo­ba­ło mi się roz­miesz­cze­nie. Wszyst­ko było takie w sam raz. Po­ko­je nie były zmniej­szo­ne kosz­tem ko­ry­ta­rza, co się czę­sto zda­rza. Poza tym stan ogól­ny miesz­ka­nia był w po­rząd­ku. Sprze­da­ją­cy, za­pew­nia­li, że nie­daw­no ro­bi­li ge­ne­ral­ny re­mont i rze­czy­wi­ście, widać było, że ścia­ny były od­ma­lo­wa­ne, na pod­ło­gach w sa­lo­nie i mniej­szym po­ko­ju le­ża­ły nowe wy­kła­dzi­ny. Umó­wi­li­śmy się z wła­ści­cie­la­mi, że jesz­cze się prze­śpi­my z de­cy­zją, a oni za­chę­ca­li do po­now­ne­go obej­rze­nia miesz­ka­nia. Wró­ci­li­śmy na­za­jutrz, po­roz­glą­da­li­śmy się raz jesz­cze, upew­ni­li­śmy się, że sprze­da­ją­cy zo­sta­wią nam więk­szość mebli i sprzę­tów i pod­pi­sa­li­śmy umowę przed­wstęp­ną, po­trzeb­ną do banku opo­wia­da To­masz.

Po za­koń­cze­niu ban­ko­wych pro­ce­dur To­masz i Olga umó­wi­li się na pod­pi­sa­nie aktu no­ta­rial­ne­go i po dwóch mie­sią­cach otrzy­ma­li klu­cze do ku­pio­ne­go miesz­ka­nia. Sprze­da­ją­cy po­pro­si­li jesz­cze o dwa mie­sią­ce czasu, by mogli się spo­koj­nie wy­pro­wa­dzić. Zgo­dzi­li­śmy się, bo nie mie­li­śmy noża na gar­dle. Dziw­ne wy­da­ło mi się tylko, że klu­czy nie chcie­li nam prze­ka­zać w miesz­ka­niu, a w ka­wiar­ni, na mie­ście. Ży­czy­li nam wszyst­kie­go do­bre­go i po­że­gna­li się, bo na stałe osie­dli w An­glii. Po­bie­gli­śmy z Tom­kiem do miesz­ka­nia, cie­szyć się nowym gniazd­kiem, ale za­miast się cie­szyć, my­śla­łam, że ze­mdle­ję z wra­że­nia opo­wia­da Olga. Za­bra­li, wszyst­ko, co się dało: meble, lo­dów­kę, ku­chen­kę, wy­krę­ci­li nawet krany. Wy­nie­śli nawet, musz­lę klo­ze­to­wą. Pew­nie i wannę by za­bra­li, gdyby tylko się dało. A naj­lep­sze cze­ka­ło na nas w po­ko­jach. Oka­za­ło się, że pod wy­kła­dzi­ną nie było nic, sama wy­lew­ka. A wy­kła­dzi­nę oczy­wi­ście wzię­li. Zła­pa­łem za te­le­fon i dzwo­nię. Po­wie­dzie­li, że w umo­wie nie było, na­pi­sa­ne, co mają zo­sta­wić, to wzię­li to, co było im po­trzeb­ne mówi Tomek. Wcze­śniej, za­pew­nia­li, że wszyst­ko zo­sta­wią, bo do An­glii nic za­bie­rać nie będą. Do­pie­ro są­siad­ka nam, po­wie­dzia­ła, że oni te wszyst­kie rze­czy po­sprze­da­wa­li, a część roz­da­li po ro­dzi­nie, bo co będą zo­sta­wiać obcym do­da­je Olga.

Uwaga na od­pi­co­wa­ne!

Olga i To­masz za­po­ży­czy­li się po ro­dzi­nie i wy­re­mon­to­wa­li miesz­ka­nie. Nie­smak jed­nak po­zo­stał. Gdyby mieli pie­nią­dze, to do­cho­dzi­li­by swo­ich spraw w są­dzie. Zdają jed­nak sobie spra­wę z tego, że wina leży czę­ścio­wo po ich stro­nie, bo po pierw­sze, dali na­brać się na sztucz­ki sprze­daw­ców, a po dru­gie, nie spi­sa­li w umo­wie, jakie sprzę­ty mają zo­stać w miesz­ka­niu. Ich hi­sto­ria po­win­na być jed­nak prze­stro­gą dla wszyst­kich, któ­rzy przy­mie­rza­ją się do kupna, miesz­ka­nia. Wiele mówi się o tym, że sprze­daw­cy kła­mią w, ogło­sze­niach, ale po­dob­ne oszu­stwa, wcie­la­ją w życie, przy­go­to­wu­jąc miesz­ka­nia do sprze­da­ży.

Nie od dzi­siaj wia­do­mo, że ku­pu­je­my ocza­mi i tzw. pierw­sze wra­że­nie jest, naj­waż­niej­sze. Rynek przez lata zmie­nia się i coraz bar­dziej cy­wi­li­zu­je. Wła­ści­cie­le miesz­kań, szcze­gól­nie teraz, kiedy podaż ich jest bar­dzo duża i pro­ces sprze­da­ży trwa mie­sią­ca­mi, a ceny pod­le­ga­ją znacz­nym ne­go­cja­cją i spa­da­ją prak­tycz­nie z mie­sią­ca na mie­siąc, za­czy­na­ją do­ce­niać przy­go­to­wa­nie lo­ka­lu do sprze­da­ży mówi To­masz Błe­szyń­ski, do­rad­ca rynku nie­ru­cho­mo­ści | www.tomaszbleszynski.pl |

Coraz czę­ściej sprzą­ta­ją, myją okna, wie­trzą, ozda­bia­ją kwiat­ka­mi albo wy­naj­mu­ją  firmy, by za nich zro­bi­ły czary mary w ich miesz­ka­niu. Takie drob­ne za­bie­gi es­te­tycz­no-ko­sme­tycz­nie nie są ni­czym złym. Go­rzej jed­nak jest wtedy, gdy wła­ści­cie­le pró­bu­ją ukry­wać wady tech­nicz­ne wy­stę­pu­ją­ce w lo­ka­lu: wil­goć, pę­ka­ją­ce ścia­ny, stro­py, za­pcha­ne piony wod­no-ka­na­li­za­cyj­ne, po­pa­lo­ną, nie­spraw­ną in­sta­la­cję eklek­tycz­ną, mało spraw­ny sys­tem cen­tral­ne­go ogrze­wa­nia. Spo­ty­ka­łem rów­nież spe­cja­li­stów, od­świe­ża­ją­cych miesz­ka­nia po zmar­łych wła­ści­cie­lach czy po nie­le­gal­nych ho­dow­lach zwie­rząt, bo prze­cież  ku­pio­ne na prze­tar­gu miesz­ka­nie trze­ba było pod­pi­co­wać, by z więk­szym zy­skiem sprze­dać. W tym celu, ukry­wa­ją wszyst­kie jego man­ka­men­ty. Takie pro­wi­zo­rycz­ne re­mon­ty prę­dzej czy póź­niej wy­cho­dzą na jaw, cza­sem nie­ste­ty już, na szko­dę ku­pu­ją­ce­go, po trans­ak­cji. Kiedy umowa u no­ta­riu­sza pod­pi­sa­na, pie­nią­dze prze­la­ne, lokal wy­da­ny i ko­niec z re­kla­ma­cja­mi do­da­je Błe­szyń­ski.

Za­ma­lo­wa­ny grzyb i pod­mie­nio­ne meble

O tym, że aby sprze­dać miesz­ka­nie, trze­ba naj­pierw za­in­we­sto­wać w jego od­świe­że­nie, mówi się od dawna. Wła­ści­cie­le miesz­kań do­szli w tym do per­fek­cji. Po­my­sły sprze­da­ją­cy mają za­ska­ku­ją­ce, cza­sem, szo­ku­ją­ce, ale i na­iw­ne. Jedni tłu­ma­czą zły stan tech­nicz­ny siłą wyż­szą, inni, przy­rze­ka­ją, że wszyst­ko jest dobre i spraw­ne. Są tez tacy, któ­rzy zro­bią wszyst­ko, by wy­ci­snąć z miesz­ka­nia jak naj­więk­szą cenę. Opo­wia­da­ją ba­jecz­ki o super lo­ka­li­za­cji, super zna­nych są­sia­dach, o wa­lo­rach użyt­ko­wych do­pa­so­wa­nych wła­ści­we do każ­de­go ku­pu­ją­ce­go. Pa­mię­tam, jak kie­dyś  sprze­da­ją­cy przed­sta­wił cer­ty­fi­kat od bio­ener­go­te­ra­peu­ty, w któ­rym, na­pi­sa­no, że miesz­ka­nie jest czy­ste od cie­ków wod­nych i szko­dli­we­go pro­mie­nio­wa­nia. Byli też fani feng shui, za­chwa­la­ją­cy zdro­wy tryb życia w takim oto­cze­niu. Te wszyst­kie po­my­sły we­dług mnie są nie­szko­dli­wym mar­ke­tin­giem. Go­rzej jak mamy do czy­nie­nia ze świa­do­mym ukry­wa­niem wad uważa To­masz Błe­szyń­ski.

A to ostat­nie zda­rza się nie­ste­ty dosyć czę­sto. Za­ma­lo­wa­ny grzyb na su­fi­cie czy nie­do­sko­na­ło­ści pod­ło­gi ukry­te pod pa­ne­la­mi albo wy­kła­dzi­ną, to w za­sa­dzie stan­dard. Sprze­da­ją­cy nie wa­ha­ją się nawet, by pod­mie­niać sprzę­ty. Starą ku­chen­kę za­stę­pu­ją nową, a po za­war­ciu trans­ak­cji zo­sta­wia­ją starą albo wcale. Metod na ukry­wa­nie wad w miesz­ka­niu jest wiele, wszyst­ko za­le­ży od po­my­sło­wo­ści  i za­moż­no­ści wła­ści­cie­la, czy sam bę­dzie to robił na łapu capu, czy wy­naj­mie fa­chow­ca. Pa­mię­tam miesz­ka­nia zgło­szo­ne do sprze­da­ży, w  któ­rych po kilku dniach ze ścian spa­da­ła przy­kle­ja­na na wil­goć ta­pe­ta czy od­pa­da­ją­ce ka­fel­ki, tynki. Były przy­pad­ki. że i źle po­ło­żo­na i przy­kle­jo­na pod­ło­ga dziw­nym tra­fem sama wsta­wa­ła, strze­la­jąc płyt­ka­mi czy par­kie­tem. Od­świe­ża­nie wnętrz za­pa­cha­mi czy ka­dzi­deł­ka­mi sta­no­wi w takim przy­pad­ku tzw. pikuś mówi Błe­szyń­ski.

Z cie­ka­wym przy­pad­kiem miała do czy­nie­nia rów­nież Jo­an­na Ja­ro­szew­ska, po­śred­nik nie­ru­cho­mo­ści z War­sza­wy. Sprze­da­ją­cy w dniu sprze­da­ży spo­tka­li się z ku­pu­ją­cym w miesz­ka­niu, które bę­dzie pod­le­gać trans­ak­cji. Był wio­sen­ny dzień i ku­pu­ją­cy, wcho­dząc do miesz­ka­nia spo­strze­ga (wi­dział je, wcze­śniej, ale ume­blo­wa­ne i użyt­ko­wa­ne) po­otwie­ra­ne na oścież wszyst­kie okna. Tro­chę zdzi­wio­ny pyta, dla­cze­go? Uzy­skał, od­po­wiedź, że miesz­ka­nie stało puste i tak chcie­li tro­chę prze­wie­trzyć. Póź­niej oka­za­ło się, że sta­ra­li się ukryć  nie­przy­jem­ny za­pach dymu ni­ko­ty­no­we­go, który był wżar­ty w każdy kąt miesz­ka­nia. To oka­za­ło się już po za­ku­pie wspo­mi­na Ja­ro­szew­ska.

 Za­brać co się da

Kłam­stwo ma krót­kie nogi i prę­dzej czy póź­niej wyj­dzie na jaw. Na nie­ko­rzyść ku­pu­ją­cych, wy­cho­dzi naj­czę­ściej wtedy, gdy akt no­ta­rial­ny jest już pod­pi­sa­ny i nie ma od­wro­tu od do­ko­na­nej trans­ak­cji. Co cie­ka­we, od­sło­nię­cia ukry­tych wad do­ko­nu­ją sami sprze­da­ją­cy, któ­rzy, opusz­cza­jąc miesz­ka­nie, za­bie­ra­ją z niego wszyst­ko, co się da, bo nie za­le­ży im już na do­brym wi­ze­run­ku lokum. Wy­mon­to­wu­ją ba­te­rie ła­zien­ko­we, za­bie­ra­ją drzwi, a nawet kon­tak­ty czy ka­lo­ry­fe­ry. Sprze­da­ją­cy po umo­wie przy­rze­czo­nej, a przed od­bio­rem lo­ka­lu, wy­krę­cił wszyst­kie kon­tak­ty, prze­łącz­ni­ki świa­teł, krany i inne ma­ło­ga­ba­ry­to­we ak­ce­so­ria re­la­cjo­nu­je Da­mian Ma­ślan­ka, do­rad­ca Home Bro­ker z Kra­ko­wa. Nie dziwi się temu Grze­gorz Buf­nal, do­rad­ca Home Bro­ker z Gdyni. Wy­krę­ca­nie gniaz­dek jest dosyć czę­stą prak­ty­ką, są nawet przy­pad­ki wy­ry­wa­nia prze­wo­dów elek­trycz­nych twier­dzi. Takie hi­sto­rie nie­ob­ce są rów­nież Da­riu­szo­wi Sa­dur­skie­mu z Agen­cji Nie­ru­cho­mo­ści Bra­cia Sa­dur­scy. W po­ło­wie lat 90. mie­li­śmy dwa przy­pad­ki zło­śli­we­go za­cho­wa­nia sprze­da­ją­cych. Znik­nął wtedy ze sprze­da­wa­ne­go miesz­ka­nia cały osprzęt elek­trycz­ny, lampy, kar­ni­sze i klam­ki z drzwi. W jed­nym wy­pad­ku nikt nie spo­dzie­wał sie ta­kie­go za­cho­wa­nia sprze­da­ją­cych, w dru­gim przy­pad­ku sprze­da­ją­cy byli źli na ku­pu­ją­cych. Byli nie­za­do­wo­le­ni ze zbi­cia ceny i ich ar­gu­men­ta­mi. Cy­tu­ję: prze­cież w tym miesz­ka­niu nie po­zo­sta­je nic war­to­ścio­we­go, Jak można było miesz­kać w takim chle­wie" itp. opo­wia­da Sa­dur­ski.

Za­dbać o swój in­te­res

Przed ta­ki­mi przy­kry­mi nie­spo­dzian­ka­mi można się obro­nić. Na­le­ży już na eta­pie umowy przed­wstęp­nej wy­szcze­gól­nić, jakie ele­men­ty wy­po­sa­że­nia czy wy­koń­cze­nia po­win­ny zo­stać w miesz­ka­niu. Nie­któ­rzy po­śred­ni­cy wy­ko­nu­ją zdję­cia przed­mio­tów znaj­du­ją­cych się w sprze­da­wa­nym lokum, by póź­niej przed­sta­wić je, jako dowód w spra­wie. Zwy­cza­jo­wo przy­ję­te jest, że ele­men­ty wy­po­sa­że­nia za­mon­to­wa­ne na stałe, czyli krany, wanny, ale rów­nież szafy czy wy­po­sa­że­nie kuch­ni sprze­da­wa­ne są razem z nie­ru­cho­mo­ścią. Dla bez­pie­czeń­stwa, za­le­cam szcze­gó­ło­wy ich opis w do­ku­men­ta­cji trans­ak­cji lub spi­sa­nie od­ręb­nej umowy do­ra­dza Jerzy So­bań­ski, rzecz­nik pra­so­wy War­szaw­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Po­śred­ni­ków w Ob­ro­cie Nie­ru­cho­mo­ści.

Ka­ta­rzy­na Siwek z Home Bro­ker do­ra­dza rów­nież, by obej­rzeć miesz­ka­nie w dniu pod­pi­sa­nia aktu no­ta­rial­ne­go. Olim­pia Bro­no­wic­ka, rzecz­nik pra­so­wy Pol­skiej Fe­de­ra­cji Rynku Nie­ru­cho­mo­ści, przy­po­mi­na, że ukry­wa­nie wad miesz­ka­nia nie jest bez­kar­ne, nawet, jeśli oszu­stwo wyj­dzie już po pod­pi­sa­niu aktu no­ta­rial­ne­go. Po­śred­nik po­wi­nien uświa­do­mić sprze­da­ją­ce­go, że od­po­wia­da za ukry­te wady. Jeśli wyj­dzie na jaw, że sprze­da­ją­cy pró­bo­wał za­tu­szo­wać jakiś pro­blem, np. grzyb ob­ło­żył ta­pe­tą czy za­ma­lo­wał, to nawet po za­war­ciu aktu no­ta­rial­ne­go, ku­pu­ją­cy może do­cho­dzić z tego ty­tu­łu swo­ich praw. Po­śred­nik, jeśli sprze­da­ją­cy ko­rzy­sta z jego usług, po­wi­nien uświa­do­mić o gro­żą­cej karze za takie dzia­ła­nia, bo to się wraca po­dwój­nie. Nie dość, że po­śred­nik traci dobre imię i wia­ry­god­ność, to jesz­cze sprze­da­ją­cy zo­sta­je ob­cią­żo­ny fi­nan­so­wo za rosz­cze­nia ku­pu­ją­ce­go mówi Bro­no­wic­ka.

Źródło: Justyna Sobolak |Onet Biznes| 17.09.2012


Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Lata mijają a prace nad wprowadzeniem systemu katastralnego w Polsce, którego jednym z elementów będzie powszechna taksacją nieruchomości ciągle trwają.

Nie udało się dotychczas kompleksowo zakończyć tego projektu, ustawodawstwo w tym zakresie nowelizowano już wiele razy. Co rusz przedstawiano nowe rozwiązania i stawki podatku. Będzie to niewątpliwie rewolucyjna zmiana w systemie opodatkowania nieruchomości, bo zamiast podatku od jej powierzchni będziemy odprowadzać podatek od ich wartości (Ad valorem).

Ewidentnym plusem wprowadzenia systemu katastralnego jest uporządkowanie rynku nieruchomości pod względem prawa własności (informatyzacja ksiąg wieczystych) oraz pod względem geodezyjnym (ewidencja gruntów). Ponadto stworzenie takiego systemu wyzwoli dynamiczny obrót nieruchomościami, co przyczyni się do wzrostu inwestycji i transakcji na tym rynku. Określone wartości nieruchomości ułatwi finansowanie nieruchomości z kredytów bankowych. Przyczyni się do ograniczenia ryzyka planowanych inwestycji, nauczy poprawności ekonomicznej.

Należy się liczyć z tym, że podatek naliczany od wartości nieruchomości będzie dla wielu właścicieli oznaczał znaczne podwyższenie dotychczasowych opłat. Z jednej strony to źle, ale z drugiej poznamy realną wartość swojego majątku. Pamiętać należy, że podatek katastralny będzie miał charakter opłaty lokalnej i będzie stanowił w przyszłości jedną z najważniejszych pozycji w budżetach gmin, które z roku na rok, co raz trudniej pozyskują środki na pokrycie zobowiązań. Ratując się kredytami czy wpływami z foto-radarów, bo środki z budżetu centralnego są już, co raz mniejsze i nic na to nie wskazuje by uległo to zmianie.

Od sprawnie działającej administracji samorządowej w głównej mierze zależeć będzie funkcjonowanie katastru w Polsce. Rozsądnie prowadzona polityka podatkowa w tym zakresie będzie istotnym elementem przetargowym w pozyskiwaniu inwestorów strategicznych dla regionów, likwidowaniu recesji, tworzeniu nowych miejsc pracy.  

Inwestujmy racjonalnie w nieruchomości pamiętając, że ich wartość z biegiem lat będzie rosła tak jak i kataster, który może spaść na głowę w każdej chwili.

Tomasz Błeszyński,

Doradca Rynku Nieruchomości

www.tomaszbleszynski.pl

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Pożółkłe od starości firanki, zniszczone, skrzypiące łóżko, odrapane ściany, meblościanka pamiętająca czasy Gierka, złośliwi i wścibscy sąsiedzi – to nie jedyne atrakcje, na które trzeba się przygotować, szukając mieszkania do wynajęcia.

Wakacje i zbliżający się rok akademicki, to jak zwykle czas, w którym dużo się dzieje na rynku najmu, zwłaszcza, jeśli chodzi o ceny. Idą w górę, co jednak nie oznacza, że jest i będzie, w czym wybierać. Wynajmujący muszą przygotować się na niemiłe niespodzianki, z których pożółkłe firanki, PRL-owski wystrój, łóżko, z którego plam można wyczytać historię mieszkania, wszechobecny brud i wścibscy sąsiedzi, będą jednymi z najmilszych.

 – Rynek bardzo się zmienił, ale są oczywiście jeszcze w ofercie do najmu tzw. „babcine” mieszkania, czyli odziedziczone zazwyczaj w spadku po rodzinie lokale z całym majątkiem, w który wchodzą stylowe paździerzowe meblościanki, czasem też na wysoki połysk meble z dawnego Swarzędza, dywany, wielkie kanapy, dębowe stoły, olbrzymie szafy i kredensy oraz nieśmiertelna lodówka Mińsk w kuchni, a w łazience poczciwa pralka Polar – mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości www.tomaszbleszynski.pl

Najgorszą jednak niespodzianką są nie stare wnętrza, a właściciele mieszkania. – Zdarza się, że właściciel mieszkania zachowuje komplet kluczy i zastrzega sobie prawo wizytowani oraz „lotnych kontroli” najemców. Pamiętam zdziwienie najemców, kiedy po wejściu do mieszkania znajdowali na stole owoce z działki właściciela albo jego samego pod prysznicem... – twierdzi Tomasz Błeszyński. Ale nie tylko do tego zdolni są właściciele mieszkań…

Oko na najemców

Aleksandra obecnie wynajmuje czwarte mieszkanie w Rzeszowie. Do stolicy Podkarpacia na studia przyjechała z Sanoka, siłą rzeczy musiała więc znaleźć lokum. Od początku jednak nie miała szczęścia do mieszkań. W ciągu trzech lat studiów przeprowadzała się trzykrotnie, za każdym razem z winy wynajmujących. – Mieszkania, które wynajmowałam, można podsumować następująco. Pierwsze – kościół, drugie – dworzec, trzecie – burdel. Dopiero z czwartym się udało – mówi.

Po przyjeździe do Rzeszowa, wraz z koleżankami zamieszkały w dwupiętrowym domu. – Dom wynajmowany był przez 12 osób. Ja z pięcioma dziewczynami miałam górę. Właściciele, po pięćdziesiątce, początkowo wydawali się dość mili. Pierwszy tydzień był w porządku. Właściciel przychodził raz, góra dwa razy w tygodniu, wynosił śmieci, pytał, czy czegoś nie potrzebujemy, dziewczyny nawet kilka razy podwiózł na uczelnie. Po dwóch tygodniach sytuacja zaczęła się komplikować – opowiada Aleksandra. – Właściciele notorycznie zaczęli nas odwiedzać, w końcu nawet nachodzić. Przychodzili niekiedy kilka razy dziennie, zazwyczaj wtedy, gdy ktoś u nas był. W jednym pokoju  był czujnik, nie wiemy czy ruchu, czy dymu. Podejrzewałyśmy, że to nawet mogła być kamera, ponieważ właściciele zjawiali się nawet do 30 minut po tym, jak ktoś nas odwiedził. Irytujące było to, że na weekendy sprzątali nam pokój, przestawiali nasze rzeczy, wietrzyli pokoje itd. A najbardziej denerwujący był fakt, że właściciel wchodził do łazienki bez pukania, chodził nam po pokojach, sprawdzał, przeglądał. Potem doszło do tego, że zabronił nam przyjmować gości i wprowadził zakaz spożywania alkoholu. A kiedy zauważył butelki po piwie, dzwonił do naszych rodziców, wyzywał nas i obrażał, krzycząc: ,,Pana córka jest alkoholiczką”. Nie dałyśmy rady. Wyprowadziłyśmy się – mówi Aleksandra.

Lokatorów nigdy za wiele

Na tym jednak przygody się nie skończyły. – Znalazłyśmy mieszkanie na pierwszym piętrze. Właścicielką była kobieta po czterdziestce, typ kocicy, spalona od solarki, doklejone rzęsy, nosiła tipsy. Początkowo, jak we wcześniejszym przypadku, wszystko było piękne. Ładne mieszkanie, dobra lokalizacja, ale na jednym z weekendu wyjechałyśmy wszystkie do domu. Jedna ze współlokatorek postanowiła jednak wybrać się z rodzicami do Rzeszowa, w związku z tym mieli u nas nocować. Gdy otworzyła drzwi do mieszkania okazało się, że jest w nim kobieta z dwójką dzieci. Jak się dowiedziała, była to koleżanka naszej właścicielki, która miała przenocować dwa dni, o czym  nie miałyśmy żadnego pojęcia. Baraszkowali nam po całym mieszkaniu, wśród naszych rzeczy, korzystali, z czego chcieli… Zadzwoniłyśmy do właścicielki, ale ta nie odbierała. Oddzwoniła po kilku dniach, tłumacząc, że o niczym nie miała pojęcia – opowiada Aleksandra.

– Do tego doszedł problem z czynszem. Nagle właścicielka zaczęła windować nam cenę. Raz podniosła o 100 zł, potem o 50, za miesiąc zadzwoniła, że znowu chce więcej. Zdecydowałyśmy się na wyprowadzkę. Nie było wyjścia. Zaczęłyśmy przeglądać ogłoszenia na jednym z portali i natrafiłyśmy na mieszkanie niemalże identyczne, jak to, które wynajmowałyśmy. Też trzy pokoje, pierwsze piętro, nawet ulica ta sama. Zdecydowałyśmy się zadzwonić i umówić na spotkanie. W momencie, gdy wykręcałam numer okazało się, że łączy mnie z ,,właścicielką mieszkania”. Zaskoczona i z szokowana rozłączyłam się. Okazało się, że nasza właścicielka wystawiła mieszkanie na portalu, nic nam nie mówiąc. Od razu zadzwoniłyśmy do niej i chciałyśmy wytłumaczyć tę sytuację. Kobieta głupio nam się tłumaczyła i ogólnie zaczęła strasznie kręcić. Po kilku dniach zaczęła sprowadzać do mieszkania przyszłych lokatorów, pokazując im lokum. Nie dało się żyć, ruch jak na dworcu. Znów musiałyśmy się wyprowadzić – mówi Ola.

Pokój igraszek

Dziewczyny przeniosły się do trzeciego mieszkania i miały nadzieję, że zgodnie z powiedzeniem „do trzech razy sztuka”, wreszcie uda im się zagrzać miejsce na nieco dłużej niż kilka miesięcy. – Właścicielami mieszkania było młode małżeństwo z dwójką dzieci.  Przez pół roku było praktycznie bez zastrzeżeń. Gdy zaczęły się wakacje, żeby mniej płacić, właściciel zaproponował nam, że jeden pokój  wynajmie dziewczyna, która będzie dokładała się do czynszu, sama płaciła rachunki. Stwierdziłyśmy, że może faktycznie, skoro mamy płacić mniej… Wyprowadziłyśmy się z najmniejszego pokoju i udostępniłyśmy jej jedynkę. Po wakacjach właściciel stwierdził, że owa dziewczyna pomieszka z nami jeszcze miesiąc, bo nie ma serca jej wyrzucać, gdyż jest w złej sytuacji rodzinnej. Zgodziłyśmy się oczywiście. Płaciłyśmy mniej, ale we trójkę spałyśmy w salonie. Ten miesiąc okazał się fatalny dla nas. Dziewczyna ewidentnie lubiła imprezować, bawić się. Właściciel przychodził do niej niemalże dwa razy w tygodniu. Śmiali się, pili wino, mężczyzna siedział do północy. Raz tak się upili, że zaczęli biegać po klatce schodowej, krzyczeć, a co najgorsze dziewczyna po pijaku usiadła mi na laptopa i rozwaliła matrycę… Ale nie to było najgorsze… Okazało się, że dziewczyna jest kochanką właściciela mieszkania, a pokój służy im za miejsce schadzek i igraszek miłosnych. Niestety o wszystkim dowiedziała się żona. Do sądu trafił pozew o rozwód, a mieszkanie trzeba było sprzedać. My znów trafiłyśmy na bruk… – wspomina Aleksandra.

Warunki nie do przyjęcia

Ilu wynajmujących rezygnuje z najmu przez właścicieli mieszkań? Tego nikt nie bada. Ale zapewne jest ich wielu. Wymagania niektórych właścicieli są wręcz kuriozalne. – Jeśli ktoś do nas przyjeżdżał, trzeba było płacić za jego nocleg i możliwość przebywania w mieszkaniu. Pod groźbą kary nie wolno było używać suszarek do włosów, prostownic, lokówek, bo, jak twierdziła właścicielka, pożerały prąd. Za niezastosowanie się do zakazu groziła kara finansowa w wysokości 300 zł. Jak to sprawdzała? Notorycznie nas nachodziła. Kontrolowała wszystko, co robimy. Wpadała kilka razy w tygodniu o różnych porach, oczywiście bez zapowiedzi. Bywało, że jak wracaliśmy z uczelni, ona siedziała sobie w kuchni przy herbatce lub oglądała telewizję! Grzebała nam w rzeczach, a zimą wchodziła i kontrolowała kaloryfery. Jeśli podkręciłyśmy za dużo, natychmiast skręcała, tłumacząc, że rachunki będą za wysokie, chociaż płaciłyśmy wcale niemało. Jeśli przyprowadziłyśmy na obiad kogoś znajomego, a ona akurat była w mieszkaniu, kazała tej osobie się wylegitymować. Po prostu sprawdzała dowód i spisywała. Jak policjant!! – mówi Marta, która wynajęła mieszkanie w Warszawie.

Co z tymi wynajmującymi?

Wydawać by się mogło, że osoby, które decydują się na wynajęcie mieszkania, zdają sobie sprawę z konsekwencji takiej decyzji. Przed ewentualnymi uszkodzeniami i stratami, mogą zabezpieczyć się kaucjami i odpowiednimi klauzulami w umowach. Niektórym, jak widać, to jednak nie wystarcza. Dlaczego? – Nachodzenie i sprawdzanie lokatorów może wynikać np. ze złych wcześniejszych doświadczeń z najemcami, tak, jak bywają rożni wynajmujący, tak bywają różni najemcy i czasami wynajęcie mieszkania wiąże się ze złymi doświadczeniami. Oczywiście może to być też związane z osobowością wynajmującego. Zdarza się, że bez względu na zachowanie najemcy, niektóre wynajmujące osoby mają potrzebę kontroli, sprawdzania i decydowania o „swoim" mieszkaniu nawet wtedy, gdy zdecydują się na oddanie go w użytkowanie komuś innemu. Często można się uchronić przed takimi „trudnymi" wynajmującymi juz w trakcie oglądania mieszkania czy negocjowania warunków umowy, np. zbytnia drobiazgowość może być zwiastunem późniejszych kłopotów – twierdzi Sylwia Sitkowska, psycholog z Przystani Psychologicznej.

Zachowanie właścicieli mieszkań dziwi tym bardziej, że nachodzenie lokatorów jest niezgodne z prawem. Jeżeli właściciel mieszkania nachodzi lokatora, to popełnia przestępstwo polegające na naruszeniu miru domowego. Czyn ten zagrożony jest karą grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku. Lokatorzy wolą jednak się wyprowadzić, niż dochodzić swoich praw. Dlaczego? – Prawo teoretycznie jest skonstruowane poprawnie, jednak w praktyce egzekwowanie tych przepisów często okazuje się trudne albo w ogóle niemożliwe – uważa prawnik Leszek Poręba z portalu prawna-porada.pl.
 

Justyna Sobolak

14.07.2012 r.

Źródło: Onet.pl

Kategoria: Biznes
 
1 | 2 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-11-17 15:19
pieniadze do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Wynik bardzo dobry. Praktycznie wygraliśmy ale sądzę, że przeważył argument niemerytoryczny tj.[...]
 
2017-11-15 19:08
Tomasz Błeszyński do wpisu:
EXPO 2022 Łódź
Polska nie zorganizuje International EXPO 2022 Poland w Łodzi. Wystawę zorganizuje stolica[...]
 
2017-11-07 15:38
angling do wpisu:
Dokąd płynie Łódź ?
Tak jest potencjał na 10 lat pracy dla eksperta dobrego. W pozytywnym sensie - jest co[...]
 
2017-09-25 17:18
Andrzej z Warszawy do wpisu:
Nowelizacja Ustawy o gospodarce nieruchomościami podpisana
Świetny artykuł, ma Pan rację rzeczoznawstwo nie jest zawodem wybranym, jest jeden rynek, jest[...]
 
2017-09-14 20:37
Z.Maria do wpisu:
Będą chętni na drewniane domy
Witam Pana, Bardzo dobry komentarz i trafne spostrzeżenia. To może być dobry pomysł z tymi[...]