Tomasz Błeszyński - od 2007 r. na blogu Money.pl
 Oceń wpis
   

Kenijczyk chce wynająć pokój w Łodzi - i co? Zdaniem pośrednika od nieruchomości wynajęcie mieszkania czarnoskóremu poza problemem rasowym nastręcza też finansowy. Nie da się już powiedzieć, że to kuzyn. I sąsiad może donieść do skarbówki.

Ogłoszenie znajduję w internecie. Kobieta pisze: Wynajmę przestronny, w pełni umeblowany pokój jedno- lub dwuosobowy z balkonem. Mieszkanie znajduje się w bloku na pierwszym piętrze. W drugim pokoju mieszka starsza pani. Mile widziani studenci kierunków medycznych.

Dzwonię. Mówię, że dobrze się składa, bo mieszkania szukam właśnie dla studenta medycyny, chłopak jest nowy w mieście, więc trzeba mu trochę pomóc.

Naprawdę medycynę studiuje? cieszy się wymieniona w ogłoszeniu starsza pani", czyli właścicielka. Nie wie jeszcze, że student jest czarnoskóry. Zaprasza, żeby mieszkanie obejrzeć.

Dwie godziny później jestem na miejscu. Zabieram ze sobą Chege, Kenijczyka, który mieszka w Polsce na tyle długo, że zdążył opanować już nasz język. Mieszkania nie szuka, pomaga mi w eksperymencie.

Blok położony w centrum Łodzi. Dzwonię domofonem. Kobieta natychmiast otwiera. Proszę na pierwsze piętro i po prawej!

Wchodzimy

Mieszkanie, do którego wchodzimy z Chege, wygląda zupełnie tak, jak powinno wyglądać mieszkanie starszej pani. Dwa pokoje, łazienka, kuchnia.

Pokój, w którym miałby zamieszkać Chege, to ten mniejszy. Na ścianach gładź pomalowana na rudo-beżowo, dwa obrazy w potężnych ramach i kinkiet na kształt świecznika. Olbrzymie okno, przy nim narożna kanapa, stary fotel, meblościanka z ciemnego lakierowanego drewna, stół z koronkowym obrusem przykrytym taflą szkła.

Proszę się rozejrzeć. Wiem, że jest trochę bałagan, ale za dwa dni przyjdzie taki pan, który zawsze u mnie sprząta, i on wszystko przygotuje zachęca kobieta. Przypomina, że stąd blisko do sklepów i na uniwersytet. Czy są jakieś pytania, bo jeśli są, z chęcią odpowie. Przez cały czas zwraca się tylko do mnie. Na Chege nie spogląda.

Pani zdaje sobie sprawę, że w tym pokoju mam zamieszkać nie ja, tylko mój kolega, Chege, prawda? mówię w końcu do kobiety.

Co też pan? właścicielka jest wyraźnie zdziwiona. Zawiesza głos, spuszcza wzrok i wpatruje się w szkło na stole, przy którym siedzimy. Ale w końcu podejmuje wyzwanie. Wygląda, jakby miała się nawet uśmiechnąć: Proszę zobaczyć resztę mieszkania. Kuchnia jest wspólna, razem byśmy z niej korzystali. Tu lodówka, tu zlew, tu stolik, tu mikrofalówka, jeśli umie obsłużyć.

Właścicielkę łódzkiego mieszkania, które oglądamy z Chege, pytam w końcu wprost, czy ma problem, żeby wynająć pokój czarnemu. Żaden to problem, jeśli tylko będzie mi czasami pomagać, bo ja już jestem starsza i schorowana odpowiada.

Wychodzimy, aby się zastanowić. Dzwonię ponownie wieczorem. Mówię, że Chege się zdecydował i poprosił mnie, żebym ustalił z nią szczegóły umowy, bo sam nie ma pojęcia, jak spisać taki dokument.

Nieaktualne! mówi właścicielka.

Godzinę później dzwoni do niej moja znajoma.

Jak najbardziej, pokój jest wolny, może pani przyjść i obejrzeć. Ale nie dzisiaj. Taka zdenerwowana dzisiaj jestem. Przyszedł facet obejrzeć i Murzyna mi przyprowadził!

******

Nim przeprowadziłem eksperyment z Chege, szukałem mieszkania dla zmyślonych znajomych z Pakistanu.

Jak najbardziej, ogłoszenie aktualne. A dla kogo pan szuka? w słuchawce starszy mężczyzna.

Dla przyjaciół, Pakistańczyków, nie znają polskiego, więc obiecałem, że pomogę.

Wie pan, no, ja ich nie znam. Ja nie wiem, czy oni są w porządku. To pana znajomi, pan musiałby mi powiedzieć, czy oni po sobie sprzątają, czy można im zaufać. Pomyśleć muszę.

Następny rozmówca boi się, że obcokrajowcy nie zapłacą czynszu.

Zaskoczył mnie pan tym pytaniem. Zależy skąd są. Z Pakistanu? Musiałbym się zastanowić. Religia mi nie przeszkadza, ale jak mi nie zapłacą, to co ze ściągalnością długu? Oni mają w ogóle jakieś dokumenty?

Dzwonię dalej w sprawie Pakistańczyków. Kobieta w słuchawce: Umowa z obcokrajowcami wchodzi w grę. Ale od razu mówię, że trzeba będzie podać ewentualny polski adres wymeldowania. Na wypadek, gdyby zdewastowali mieszkanie albo nie płacili czynszu. No, i będzie też zapis, że dobrowolnie poddają się egzekucji, gdyby coś zniszczyli.

Młoda matka: Tak, jak najbardziej, cudzoziemcom też wynajmę. Ale zadzwoni pan za pół godziny? Karmię.

Starsza pani: To nie jest moje mieszkanie, tylko córki. A ona teraz w Szwajcarii... Z jakiego oni są kraju? Z Pakistanu? Czyli muzułmanie. I co, oni mają tu pracować, pan mówi? A w jakim charakterze? Bo jak fizycznie, to na pewno nie. A są kulturalni? Przyjadą sami, czy może z całymi rodzinami? Bo jak z rodzinami, to też na pewno nie. Acha... sami. Ale ja i tak muszę pomyśleć. Albo wiem. Zapytam córkę. Pan zadzwoni innym razem.

******

Cemal Güzelaydin, Turek: Przez dwa lata wynajmowałem mieszkanie. Wpłaciłem kaucję, dwa i pół tysiąca złotych. Kiedy powiedziałem właścicielce, że się wyprowadzam, nie chciała mi oddać pieniędzy. Nie wiem, dlaczego, nie zniszczyłem tego mieszkania. Próbowałem z nią rozmawiać. Zagroziła policją. Mówiła, że zgłosi molestowanie. I że znajdzie na to fałszywych świadków. Nie chciałem iść z tym do sądu. Poza tym nie byłem w swoim kraju, nie odnalazłbym się.

******

Adelaida Apaza Alejo, Boliwijka: Nie urodziłam się w dżungli, tylko w ponadmilionowym mieście, La Paz. To trzy i pół tysiąca metrów nad poziomem morza, za wysoko na las tropikalny.

Mimo to Polka, Monika, z którą Adelaida mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu, wciąż powtarzała: Przyjechałaś z dżungli! I to dlatego po sobie nie sprzątasz!.

Adelaida: Sprzątałam. To znaczy, o ile zdążyłam, o ile Monika mnie nie ubiegła. Ona miała jakąś manię, chodziła i ciągle coś czyściła, nawet w moim pokoju. Nie prosiłam jej o to, ja też lubię porządek.

Boliwijka jest przyzwyczajona do niskich temperatur, bo klimat La Paz przypomina ten w Polsce. Wie, że niska temperatura za oknem nie musi oznaczać zimna w domu.

Monika tłumaczyła, że jest zima i musi być zimno. Nie chciałam robić problemu. Nawet wtedy, gdy wyłączyła mi elektryczne ogrzewanie.

Adelaida wyprowadziła się po miesiącu, bo nie mogła znieść powtarzanego ciągle: Jesteś z dżungli, nic dziwnego, że w domu syf.

******

Caitlin de Jager do Polski przyjechała wraz z mężem z RPA. Mieli podjąć tu pracę i zacząć nowe życie.

Caitlin: Mieszkanie próbował załatwić nam znajomy, Polak. Kiedy mówił właścicielom, że przyjechaliśmy z Południowej Afryki, często nie chcieli zgodzić się na wynajem. A czasami po prostu się rozłączali. Zdanie zmieniali na ogół dopiero wtedy, kiedy dowiadywali się, że nie wszyscy obywatele RPA są czarni. I że my akurat nie jesteśmy.

******

Doradca Tomasz Błeszyński, który rynkiem nieruchomości zajmuje się od ponad 25 lat, uważa, że to kasa decyduje, czy właściciel zdecyduje się wynająć mieszkanie cudzoziemcowi, czy nie.

Jeśli ktokolwiek nie chce wynająć mieszkania osobie o innym kolorze skóry, to raczej ze względu na obawy przed tym, że taka osoba zniszczy mieszkanie, a potem ucieknie.

Poza tym rynek najmu w Polsce to głównie szara strefa. Ktoś, kto dziedziczy mieszkanie po babci, często próbuje znaleźć lokatorów, by zarobić i nie wpisać tego do PIT. Sąsiadom tłumaczy, że wprowadziła się kuzynka z rodziną.

Błeszyński: Wynajęcie mieszkania osobie o innym kolorze skóry zwraca uwagę sąsiadów. Bo przecież nie da się już powiedzieć, że to kuzynka. Sąsiedzi doniosą do skarbówki. A wtedy transakcja najmu przestanie być korzystna.

Arkadiusz Lorenc - Wyborcza.pl
 
 
Foto:Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

Szukający dużych powierzchni na nietypową działalność np. strzelnicę czy dyskotekę nie mają łatwego zadania. Czynsze są zbyt duże.

W centrum Warszawy, jak mówi Marcin Bedla, dyrektor oddziału Emmerson Realty, ponad 500-metrowych lokali usługowych jest bardzo mało. Im dalej od śródmieścia, tym więcej takich nieruchomości. Duże lokale często jednak stoją puste, bo albo nie spełniają wymogów potencjalnych najemców, albo nie ma na nie pomysłu mówi Marcin Bedla. Dodaje, że takich nieruchomości raczej nie przybywa. Deweloperzy wolą budować mniejsze lokale.

Akustyka i stropy

Szukający dużych powierzchni na nietypową działalność np. strzelnicę czy dyskotekę nie mają łatwego zadania. Oferowane lokale mogą się na pierwszy rzut oka wydawać odpowiednie pod względem metrażu i lokalizacji, ale nie będą się nadawać na planowaną działalność np. ze względu na hałas, używki, doświetlenie, wymagane zgody wspólnoty, nośność stropów, przydział energii elektrycznej wylicza dyrektor z Emmerson Realty. Najłatwiej wynająć wielki lokal na działalność biurowo-usługową. Dużo trudniej znaleźć duży lokal na działalność gastronomiczną, specjalistyczną podkreśla. Dlatego też, jak mówi Marcin Bedla, warto podjąć współpracę z biurem nieruchomości, które zna dobrze rynek komercyjny.

Piotr Capiga, negocjator w dziale powierzchni biurowych w firmie doradczej Cushman & Wakefield, zwraca uwagę, że duże powierzchnie usługowe znajdziemy m.in. na parterach biurowców. Zdarza się, że takie powierzchnie powstają także na pierwszych piętrach budynków. Dla przykładu w warszawskim obiekcie Spektrum Tower pierwsze piętro zostało w całości przeznaczone na siłownię, a w pobliskim Rondzie 1 na pierwszym piętrze jest przedszkole opowiada Piotr Capiga. Na wyższych piętrach lokale użytkowe lokowane są raczej rzadko, choć i na tych kondygnacjach można je znaleźć dodaje.

Na przykład na czwartym piętrze budynku Atrium Centrum działa przychodnia Medicover, a na najwyższej kondygnacji Millennium Plaza klub Level 27. Dużym wyzwaniem jest znalezienie odpowiedniej przestrzeni na siłownię i działalność gastronomiczną zauważa Piotr Capiga. Prowadzenie lokalu gastronomicznego wymaga m.in. odpowiedniej liczby wejść, aby zapewnić możliwość dostaw od zaplecza. W przypadku siłowni ważna jest wydajność klimatyzacji oraz wentylacji. Liczy się także odpowiednia izolacja akustyczna oraz nośność stropów, które muszą wytrzymać ciężar maszyn wyjaśnia.

Ekspert Cushman & Wakefield podkreśla, że zainteresowanie powierzchniami w biurowcach jest bardzo duże. Najbardziej aktywni są operatorzy siłowni oraz biur serwisowych czy coworków wskazuje. Capiga podaje, że świetnie wyeksponowane lokale w najlepszych miejscach są wynajmowane nawet za 5060 euro za mkw. miesięcznie.

Najtańsze są lokale w obiektach poprzemysłowych i magazynowych na obrzeżach stolicy i poza jej granicami. Czynsze zaczynają się tam już od 20 zł za mkw. wskazuje Marcin Bedla. Lokale gastronomiczne, zwłaszcza z pełnym wyszynkiem, w topowych lokalizacjach warszawskiego Śródmieścia są wynajmowane nawet za 300 zł za mkw. Stawki za najtańsze lokale w Warszawie to ok. 40 zł za mkw. Taka kwota wystarczy na lokal w niezbyt atrakcyjnym miejscu. W najlepszych lokalizacjach przy głównych ulicach stawki sięgają 400 zł za mkw.

Z analiz Emmerson Realty wynika, że w ostatnich latach średnie stawki za lokale na dyskoteki i kluby, zwłaszcza w centrum miasta, nieznacznie wzrosły o ok. 58 proc., licząc rok do roku. Dziś jest to ponad 150 zł za mkw. Tego typu lokale cieszą się nieustającym zainteresowaniem podkreśla Marcin Bedla. Tego typu powierzchni nie przybywa. Często trzeba zapłacić tzw. odstępne. Wiąże się to nie tyle z najmem lokalu, ile z zakupem całego biznesu wraz z umową najmu wyjaśnia. Dodaje, że na względnie stałym poziomie ok. 70 zł za mkw. utrzymują się stawki za lokale na kluby fitness. Najbardziej poszły w górę czynsze za nietypowe lokale: kręgielnie, kluby bilardowe, strzelnice, korty sportowe, skateparki, paintball, domy strachu, tory gokartowe zwraca uwagę dyrektor z Emmerson Realty.

Płatnicy czynszu

Piotr Capiga zauważa, że duża konkurencja na rynku powierzchni biurowych i walka o najemców sprawia, że operatorzy lokali użytkowych są dziś postrzegani nie tylko jako płatnicy czynszu, ale i dostawcy udogodnień dla użytkowników biurowca. Jeszcze kilka lat temu czynsz za powierzchnię usługową był często dwu- lub nawet trzykrotnością stawki za biura mówi ekspert Cushman & Wakefield. Na wynajęcie lokalu handlowego w biurowcu mogły więc sobie pozwolić jedynie wysokomarżowe spółki. Partery budynków zapełniały głównie sklepy premium i punkty obsługi klientów największych dostawców usług finansowych lub teleinformatycznych dodaje. I podkreśla, że rosnąca pozycja negocjacyjna najemców pozwoliła na oferowanie w budynkach dodatkowych usług. Dziś właściciele budynków, by pozyskać operatorów kantyny czy siłowni, są w stanie zaoferować im czynsz niższy niż za biura mówi Piotr Capiga.

Tomasz Błeszyński, ekspert na rynku nieruchomości, ocenia, że podaż lokali użytkowych od lat jest duża. To powierzchnie w nowych biurowcach i galeriach handlowych oraz w budynkach pofabrycznych wskazuje.

Błeszyński przyznaje, że stawki najmu lokali usługowych podlegają negocjacjom. Czynsz zależy od standardu lokalu i czasu, na jaki jest zawarta umowa. Właścicielom nieruchomości i zarządcom bardziej się opłaca wynająć całą kondygnację jednemu solidnemu najemcy, niż dzielić powierzchnię na mniejsze lokale zauważa ekspert. Radzi, by przed wynajęciem lokalu bezwzględnie sprawdzić jego stan prawny i techniczny.

Bardziej trzeba uważać, kupując taki lokal, niż go wynajmując. Przede wszystkim ważne jest zweryfikowanie przeznaczenia danego lokalu. Musimy mieć pewność, że będzie w nim można prowadzić planowaną działalność dopowiada Marcin Bedla. Duże powierzchnie są często łączone z mniejszych. Trzeba sprawdzić, czy wszędzie mają np. potrzebną wysokość, czy są odpowiednio doświetlone zwraca uwagę.

Aneta Gawrońska - Rzeczpospolita

Źródło; http://www.rp.pl/Komercyjne/303049975-Gdzie-znalezc-lokal-na-dom-strachu-lub-dyskoteke.html#ap-1

 
 Oceń wpis
   

Właściciele wynajmują mieszkania na krótko, bo to świetny biznes.

Toczące się nieustannie koła walizek, dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, coraz to inne twarze na korytarzach. Całe bloki w centrum Warszawy zaczynają przypominać hotele. Właściciele wynajmują mieszkania na krótko, bo to świetny biznes.

Wojna na ceny

Trend widać nie tylko w Warszawie, ale i Krakowie, Poznaniu, Trójmieście, Łodzi, we Wrocławiu zwraca uwagę Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. Deweloperzy, którzy wprowadzili na rynek rekordową liczbę inwestycji mieszkaniowych, część budynków przeznaczają na aparthotele. Kupują je m.in. fundusze inwestycyjne, a mieszkania trafiają na rynek najmu.

Obok takich funduszowych lokali jest też bogata oferta rynku prywatnego. Są inwestorzy kupujący całe kamienice wyjaśnia Błeszyński. Są wreszcie właściciele pojedynczych mieszkań, którzy postanowili zarabiać na wynajmie. Zamiast trzymać pieniądze na nisko oprocentowanej lokacie, kupują nieruchomości.

Tomasz Błeszyński zauważa, że wynajmowane na doby mieszkania skutecznie konkurują z pokojami hotelowymi. Kiedyś nocleg w luksusowym hotelu kojarzył się z prestiżem, dziś to na nikim nie robi większego wrażenia podkreśla. Ludzie nie chcą już być zwykłym hotelowym numerem, nie chcą się spieszyć na śniadanie, chcą się czuć jak w domu, chcą być indywidualnie traktowani. Dlatego oferta mieszkań, które można wynająć na kilka dni, spotyka się z coraz większym zainteresowaniem. A stawki za wynajęcie lokalu są niższe niż za hotele, co jest dodatkową zachętą.

Ceny zaczynają się od ok. 120140 zł za dobę. Nocleg w luksusowym apartamencie może jednak kosztować i 500 600 zł. Hotele, z których część ma problemy z obłożeniem, zdają sobie sprawę, że klienci zaczynają szukać ofert właśnie na rynku najmu krótkoterminowego. Więc starają się zatrzymać gości. Nie dziwią już promocje, weekendy, w czasie których można za darmo korzystać z wielu atrakcji opowiada ekspert. Ta swoista wojna na ceny i usługi jest dobra dla wynajmujących, bo spadają stawki. Ale właściciele mieszkań odczują jej skutki prędzej czy później. Niewykluczone, że za kilka lat, kiedy rentowność takich projektów się obniży, lokale trafią na wynajem długoterminowy.

Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert firmy Emmerson Realty, zwraca uwagę, że w miniapartamenty na wynajem zamieniają się np. mieszkania na warszawskim osiedlu Za Żelazną Bramą. Na rynku najmu krótkoterminowego są zresztą oferowane zarówno lokale małe, urządzone w prosty sposób, jak i duże luksusowe apartamenty dla najbardziej wymagających mówi Skoczeń. Wiele osób woli domowe warunki zamiast hotelowych. Duży popyt sprawia, że właściciele części mieszkań podnoszą stawki najmu.

Lepszy model

Ekspert Emmersona jest przekonany, że lokal ze świetnym adresem warto wynajmować na krótko. Obsługę gości można powierzyć wyspecjalizowanej firmie zwraca uwagę. Minusem jest szybsze zużywanie się wyposażenia, no i sąsiedzi nie muszą być zachwyceni ciągłymi zmianami lokatorów.

Maciej Górka, ekspert portalu Domiporta.pl, potwierdza, że inwestycje w najem krótkoterminowy stają się coraz popularniejsze. Ten model biznesowy został spopularyzowany przez bookingowe portale, które prezentują tysiące ofert w atrakcyjnych lokalizacjach i przystępnych cenach opowiada Górka. W Warszawie za noc w apartamencie trzeba zapłacić co najmniej 90 zł za osobę. Stawki zależą od standardu nieruchomości i czasu, na jaki ją wynajmujemy. Za siedem dni w 50-metrowym dwupokojowym mieszkaniu o podwyższonym standardzie zapłacimy w stolicy 185 zł za osobę. Dla pary oznacza to ponad 2,5 tys. zł.

To, jak szacuje Maciej Górka, ok. 30 proc. mniej niż w sąsiednich hotelach. Właściciel mieszkania osiąga zaś większą rentowność niż z tradycyjnego najmu podkreśla analityk Domiporty. Zainteresowanie najmem krótkoterminowym rośnie w takim tempie, że coraz więcej inwestorów decyduje się zmienić model najmu. Kluczowe jest określenie grupy docelowej, bo od tego zależy oszacowanie kosztów, jakie trzeba ponieść na dany standard wyjaśnia. Dodaje, że powodzeniem, obok luksusowych apartamentów, cieszą się także lokale ze średniej półki. Muszą mieć jednak w pełni wyposażoną w sprzęty kuchnię podkreśla analityk. Dzięki temu klient oszczędza na wyżywieniu. Przeznaczoną na wynajem nieruchomość możemy też przygotować w standardzie hostelu, przez co zwiększymy szanse na pełne obłożenie.

W Trójmieście popularność wynajmu krótkoterminowego rośnie dynamicznie mówi Paweł Grabowski, ekspert BIG Nieruchomości. Mieszkania są konkurencyjną ofertą dla hoteli, zarówno pod względem stawek, jak i standardu oraz zakresu oferowanych usług. W nowych kompleksach apartamentowych dostępne są centra fitness, korty tenisowe, baseny. W wielu nowych inwestycjach na gdańskim Starym Mieście, w Śródmieściu oraz całym trójmiejskim pasie nadmorskim nawet połowę mieszkań kupiono z myślą o wynajmie.

Na rynku najmu krótkoterminowego w Trójmieście dostępne są, jak mówi Grabowski, i mikrokawalerki od 15 mkw., i ponad 159-metrowe apartamenty. Lokale znajdziemy także w kamienicach. W tzw. wysokim sezonie stawki za najmniejsze mieszkania zaczynają się od ok. 150 zł za dobę. Nocleg w 100-metrowym apartamencie może kosztować nawet 1 tys. zł. Często dochodzą opłaty za sprzątanie (100 200 zł) i parking. Bywa, że dwie noce w najtańszym lokalu, po uwzględnieniu wszystkich kosztów, pochłoną nawet 500 zł zwraca uwagę ekspert BIG Nieruchomości.

W Trójmieście na wynajmie krótkoterminowym można zarabiać cały rok. Poza sezonem ceny bywają niższe niż w wakacje nawet o dwie trzecie podaje Paweł Grabowski. Optymalnym rozwiązaniem jest połączenie wynajmu krótkoterminowego od czerwca/lipca do sierpnia/września z wynajmem długoterminowym od września/października do końca maja/czerwca.

Aneta Gawrońska | Rzeczpospolita |16.12.2016 |

Źródło; http://www.rp.pl/Nieruchomosci/312169960-Najem-Do-mieszkania-nie-do-hotelu.html#ap-2

 
 Oceń wpis
   

Zbliża się nowy rok akademicki. Studenci szukają mieszkań. Czy łatwo znaleźć dobrą ofertę w Łodzi? Jak kształtują się ceny? I jakie błędy popełniają młodzi ludzie, odpowiadając na ogłoszenia?

Jędrzej, student prawa, znalazł wreszcie idealne mieszkanie. Ale jego zdaniem w Łodzi nie jest to proste: - Ogłoszenia są źle napisane. Często nieprawidłowo podana jest lokalizacja. Przekłamane są informacje o tym, czy pokoje są przechodnie. A na miejscu okazuje się, że nie działa Internet. Radzę odrzucać propozycje bez zdjęć.

Zdaniem Jędrzeja najlepiej zacząć szukać już pod koniec czerwca, bo im bliżej roku akademickiego, tym ceny są wyższe. Poza tym dobre oferty znikają szybko. Jak więc udało mu się znaleźć wyremontowane trzypokojowe mieszkanie w odnowionym bloku na Bałutach? - Odpowiedziałem na ogłoszenie dwie godziny po jego zamieszczeniu w sieci. Byliśmy ze znajomymi drudzy w kolejce. Obejrzeliśmy je. Spodobało się. Ktoś przed nami zrezygnował. Nie zastanawialiśmy się długo. Mieszkam tu od trzech tygodni i jestem zadowolony.

Przeglądał dyskusje studentów w Internecie. Zauważył, że atrakcyjne ceny za pokój mieszczą się w przedziale od 500 do 700 zł. Choć niektórzy gotowi są wydać ponad 1000 zł i wynająć kawalerkę.

Z Jędrzejem zamieszkają jeszcze dwie osoby i każda będzie płacić około 650 zł. Paulina również studiuje prawo. Jest optymistką, ale myśli jak prawnik: - Znamy się ponad dwa lata i od początku zacieśniamy więzi. Każdy z nas wie, czego się może spodziewać po współlokatorze. Myślę o spisaniu pewnych zasad.

Błędy studentów

Prawnicza intuicja dobrze podpowiada Paulinie. Spisanie zasad studentom wynajmującym razem mieszkanie poleca Tomasz Błeszyński, prezes Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej. - Nie zawsze przyjaciele dogadują się, mieszkając razem. Zdarzają się nieporozumienia. I sytuacje, w których ktoś rezygnuje po kilku miesiącach. Wtedy zaczyna się szukanie nowego współlokatora albo problemy finansowe. Dobrze jest więc na początku ustalić kilka rzeczy, nawet na piśmie - mówi. Błeszyński wymienia kilka błędów, które popełniają studenci, szukając mieszkania. - Często robią to na ostatnią chwilę. Trudniej wtedy wynegocjować dobrą cenę. Brakuje im doświadczenia ekonomicznego. Wymarzone mieszkanie może po jakimś czasie okazać się za drogie.

Kupić czy wynająć?

Błeszyński podkreśla, że studenci mogą skorzystać z prywatnych akademików. Niektóre z nich są luksusowe, a ceny pokoi zawrotne. Za miesiąc w starannie urządzonym pokoju w budynku z siłownią i parkingiem można zapłacić nawet 1500 zł. Wciąż popularnością cieszą się uczelniane akademiki, ale w opinii eksperta warunki w nich są kiepskie, a ceny stosunkowo wysokie. Na dodatek miejsc nie starcza dla wszystkich chętnych. Dlatego studenci często decydują się na zamieszkanie w większej grupie w wynajętym mieszkaniu. Opłata najmu waha się od 600 do 800 zł w mieszkaniu wielopokojowym i od 1000 do 2000 zł w kawalerce. Specjalista mówi o jeszcze jednym trendzie na rynku. Niektórzy rodzice decydują się na zakup mieszkania dla dziecka na okres studiów. Później albo je wynajmują, albo odsprzedają.

A jakie kryteria przyjmują studenci? Przede wszystkim liczy się lokalizacja. Mieszkania wynajmują osoby spoza Łodzi. Kiedy przyjeżdżają na pierwszy rok studiów, nie znają miasta, więc chcą być blisko uczelni. Jeśli się nie uda, stawiają na dobrze skomunikowane okolice. Nowe możliwości stworzył rower miejski.

Współlokator potrzebny od zaraz

Studenci szukają nie tylko mieszkań. Mateusz studiuje zarządzanie. Pracuje w kawiarni. Od półtora roku mieszka na Zarzewiu. Wynajmuje dwa pokoje. Jego kolega wyprowadził się. Mateusz od trzech miesięcy szuka więc nowego współlokatora. Ceni sobie porządek. Chciałaby zamieszkać z kimś, kto jest towarzyski i komunikatywny. Na razie pyta znajomych, ale myśli również o ogłoszeniu, bo znalezienie szybko idealnego towarzysza nie jest proste. Pusty jest duży pokój ze stołem, szafą, łóżkiem i balkonem. Koszt to około 700 zł. - Mieszkanie polecił mi znajomy. Właściciel wyjeżdżał za granicę. Nie mam problemu z dojazdami. Cena jest korzystna. Warunki są bardzo dobre.

Mateusz i Jędrzej nie polecają Śródmieścia. Ich zdaniem ceny są za wysokie, a mieszkania, często w kamienicach, niezbyt atrakcyjne.

Spore doświadczenie ma Natalia, studentka prawa. Zmieniała mieszkanie już kilka razy. Nie zgadza się jednak z Jędrzejem. - Znalezienie pokoju czy mieszkania w Łodzi nie stanowi problemu. Jest w czym wybierać. Znalazłam kawalerkę. Udało się za pierwszym podejściem. Będę mieć dalej na uczelnię, ale koszta są niższe. Poza tym chciałam spróbować zamieszkać sama.

Wcześniej mieszkała z dwoma koleżankami na łódzkim Manhattanie i na strzeżonym osiedlu. Szukała w Internecie lub pytała znajomych. Brała pod uwagę cenę, ale również sąsiedztwo. O tym, że sąsiedzi są ważni, przekonała się Elizabeth. W ubiegłym roku zaczęła w Łodzi studia magisterskie. Mieszkanie znalazła szybko, ale równie szybko musiała je zmienić. - To było pierwsze, jakie wynajęłam. Zamieszkaliśmy z chłopakiem. Kiedy wracaliśmy wieczorem do domu, sąsiad z piętra niżej walił w nasz sufit i nas wyzywał. Nie urządzaliśmy żadnych imprez. Mama sąsiada powiedziała, że skoro tak późno wracamy, kolacje powinniśmy jeść na mieście, a w domu od razu kłaść się spać. Nikt nie mógł nas odwiedzić. Kiedyś groziła, że zadzwoni na policję, bo rozmawiamy i oglądamy telewizję, zakłócając tym spokój jej syna.

Estera Flieger | Wyborcza.pl |Łódź Wiadomości |23.08.2016|

Cały tekst: http://lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35153,20584569,studenci-szukaja-mieszkania-czy-w-lodzi-latwo-znalezc-dobra.html#ixzz4I8TSi7jK

 
Rynek mieszkaniowy 2016-08-12 20:47
 Oceń wpis
   

Rynek mieszkaniowy, trendy, ceny, perspektywy, inwestycje.

Gościem Radia Łódź był Tomasz Błeszyński, prezes Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej. W programie "Gość Po 8" rozmawiał z nim red. Przemysław Naze o rynku mieszkaniowym, budownictwie społecznym TBS, lokalach komunalnych i przyszłości inwestycji deweloperskich.

Źródło:www.radiolodz.pl

 
 Oceń wpis
   

Trwa rozpruwanie budynku dawnej Łódzkiej Drukarni Dziełowej tuż przy Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. W budynku będzie kolejny prywatny akademik.

Ile kosztują miejsca w akademikach? Ile trzeba zapłacić za wynajęcie mieszkania?

Widać, jak dawna drukarnia prezentuje się w środku, bo robotnicy wyburzyli już jej dawne ściany. Inwestorem na działce przy ul. Rewolucji 45 jest warszawska spółka Safeharbor Triton, która zamienia drukarnię w prywatny akademik. Ma w nim powstać pół tysiąca apartamentów dla studentów - a ponadto m.in. kawiarnia i siłownia.

Ceny dla użytkowników są jeszcze nieznane. Przebudowa dawnej drukarni ma się zakończyć za rok. Lokalizacja waydaje się dobra - naprzeciw inwestycji mieści się Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, największy na Uniwersytecie Łódzkim.

Dotychczas najgłośniejszą inwestycją związaną z prywatnymi akademikami była budowa przy ul. Wigury 7B, która zaczęła się w 2014 r. w rejonie łódzkiego Manhattanu. Gmach ten miał działać w oparciu o szczególny model biznesowy - firma budująca (pozostając administratorem) chciała sprzedać pokoje inwestorom, którzy potem czerpaliby zyski z ich wynajmu studentom.

Ostatecznie akademik przejęła warszawska firma Griffin Real Estate, nazywając go Salsa. Przy Wigury 7B jest od września 2015 r. 267 pokoi (z aneksami kuchennymi i łazienkami) na 5 piętrach, działa też m.in. siłownia i strzeżony parking. Oferta z końca czerwca zachęcała do wynajęcia pokoju Single Plus, z dwoma biurkami, kanapą, łóżkiem, prywatną łazienką oraz aneksem kuchennym wraz z ceramiczną płytą grzewczą za 1300 zł miesięcznie. Oferta jest adresowana w dużej części dla cudzoziemców.

W Łodzi działa także firma, która na potrzeby studentów przystosowała kamienice przy ul. Żwirki 8 oraz Kilińskiego 172. Liczy sobie od 400 do 600 zł za miejsce w pokoju bez własnej łazienki oraz 1000-1500 zł za indywidualny apartament z łazienką i pralką.

Prywatne akademiki powstają, chociaż te przy trzech największych uczelniach dysponują bazą noclegową ok. 8 tys. miejsc i bywa, że w ciągu roku akademickiego pojawiają się ogłoszenia o naborze na wolne pokoje.

Główny nabór dla właśnie przyjętych na studia rozpoczął się na Politechnice Łódzkiej i potrwa do 8 sierpnia. Według aktualnego cennika miejsce w pokoju trzyosobowym kosztuje 250 zł, w dwuosobowym 300 - 320 zł, zaś w indywidualnym 330 - 360 zł.

Z tej oferty wyłączone są ekskluzywne miejsca w zmodernizowanym pięć lat temu I Domu Studenta PŁ, dostępne tylko dla otrzymujących stypendium rektora (płacąc 500 zł za miejsce w dwójce lub 700 zł za jedynkę).

Uniwersytet Łódzki zbiera zgłoszenia od chętnych do zamieszkania na osiedlu Lumumbowo, którzy właśnie dostali się na uczelnię. Mogą się zgłaszać do 21 sierpnia lub w ciągu 14 dni od daty otrzymania decyzji o przyjęciu na studia (na UŁ trwa dodatkowy nabór). Ceny na Lumumbowie zależą od standardu akademika. Miejsce w pokoju trzyosobowym można znaleźć za 270 -300 zł, w dwójce za 310 - 400 zł, zaś w pokoju indywidualnym za 450 - 600 zł.

Student Uniwersytetu Medycznego najtaniej może zakwaterować się w I Domu Studenta tej uczelni mieszczącym się na Lumumbowie. Miejsce w dwójce kosztuje tam 300 zł (cena za pokój bez własnej łazienki). Ale także na Lumumbowie mieści się II DS UMed, w którym znajdziemy pokój za 990 zł. To jedynka z własną łazienką, kuchnią oraz jej dodatkowym wyposażeniem, czyli nowoczesnym sprzętem AGD. Ofertę za 990 zł znajdziemy także w IV DS UMed, przy pl. Hallera, w rejonie Uniwersytetu Medycznego.

Wynajem mieszkań

Największe uczelnie regionu (Uniwersytet Łódzki, Uniwersytet Medyczny i Politechnika Łódzka) ogłosiły już listy przyjętych, co oznacza, że kończy się najlepszy czas na szukanie mieszkań na wynajem.

Dobrze pokazuje to raport portalu Bankier.pl, oparty na danych serwisu ogłoszeń z rynku nieruchomości Otodom. W czerwcu - gdy studenci kończyli rok akademicki i część z nich wyjeżdżała z Łodzi w rodzinne strony, kończąc umowy z właścicielem - średnia cena najmu mieszkania do 38 metrów kwadratowych spadła do 1059 zł, a jeszcze w maju przeciętna cena wynosiła 1237 zł (do tych kwot trzeba jeszcze doliczyć opłaty dla spółdzielni i za media). Jednak jak przewiduje Bankier.pl, sytuacja zapewne odwróci się za miesiąc lub dwa, kiedy studenci zwiększą popyt na rynku, szukając lokum na nowy rok akademicki.

Łódź, według serwisu Bankier.pl, jest w kategorii małych mieszkań jednym z tańszych miast, co sprzyja studentom. Przeciętna cena w Warszawie to w czerwcu 2016 r. ponad 2 tys. zł, w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu - ok. 1,4 tys. zł. Średnia cena najmu mieszkania do 38 metrów kwadratowych w Katowicach, Lublinie, Szczecinie i Poznaniu to ok. 1150 - 1300 zł, zaś Łódź jest na cenowym poziomie Bydgoszczy. Studenci nie ograniczają się do małych mieszkań i wynajmują większe - w 3 - 4 osoby.

Jak zauważył już na początku zakończonego niedawno roku akademickiego Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, w Łodzi właściwie wygasł już rynek tak zwanego wynajmowania stancji, czyli pokoi sublokatorom. Natomiast część rodzin maturzystów przyjętych na studia decyduje się na zakup na ich potrzeby mieszkania, uważając, że będzie to bardziej opłacalne działanie, zwłaszcza, jeśli pociecha zwiąże się z Łodzią na stałe.

Maciej Kałach

Polska Press Sp. z o.o. Dziennik Łódzki |28.07.2016 r.|

Źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/strefa-biznesu/wiadomosci/z-regionu/a/ile-kosztuje-mieszkanie-dla-studenta,10456530/#

 
 Oceń wpis
   

Po pół roku przestali płacić czynsz. Wyprowadzali się zostawiając długi i strasząc właścicielkę donosem do skarbówki. Ona z kolei zagroziła sądowym pozwem. - Jak tylko o nich pomyślę, to rozstroju dostaję - mówi kobieta, która wynajęła mieszkanie nieuczciwym lokatorom.

Młode małżeństwo, zaraz po ślubie. Nie chcieli mieszkać z rodzicami, a nie stać ich było na kupno mieszkania i zaciągnięcie kredytu. Został wynajem. Zapłacili za pół roku z góry. Umowę podpisali na rok. - Umówiliśmy się, że za sześć miesięcy przedstawię im rachunki za zużycie wody, gazu i energii, które uregulują. Potem należności za wynajem mieli płacić już, co miesiąc. Zrobili na mnie dobre wrażenie. Młodzi, sympatyczni, mieszkanie przyjechali oglądać w towarzystwie ojca tej dziewczyny. Ucieszyłam się, że mieszkanie wynajmę rodzinie, a nie studentom. Nawet poprosiłam syna, żeby pomógł w przeprowadzce - mówi. Marianna wspomina młodych lokatorów i odpala kolejnego papierosa. - Z nerwów tak palę, bo jak tylko o nich pomyślę, to rozstroju dostaję tłumaczy.

Nie jesteśmy przygotowani na taką kwotę

Kiedy pokazała im rachunki, zrobili wielkie oczy, że wyszło aż tyle. - Nie jesteśmy przygotowani na taką kwotę - usłyszała. Dogadali się, że na uregulowanie rachunków poczeka miesiąc, do następnej wypłaty. - Ale przyszedł kolejny miesiąc, a na koncie nie miałam przelewu ani za zaległe rachunki, ani za wynajem - wspomina Marianna. - Proszę poczekać jeszcze dzień, jeszcze dwa - usłyszała tym razem. - Czekałam, bo co miałam zrobić - mówi kobieta. Tyle, że przelewu nie było. Dzień, dwa, tydzień, dwa tygodnie, miesiąc, dwa miesiące. Młodych lokatorów coraz trudniej było zastać w domu, coraz rzadziej odbierali telefon od Marianny, a kiedy już odebrali to karmili ją kolejnymi tłumaczeniami. A to męża zwolnili z pracy, a to firma spóźnia się z wypłatami. Zrobiło się nieprzyjemnie. Marianna zagroziła, że młodych lokatorów wyrzuci z mieszkania, jeśli nie uregulują należności. Interweniował syn, ale sytuacja tylko się zaogniła. Ojciec dziewczyny, ten, który przyjechał z młodymi oglądać mieszkanie, od wszystkiego umył ręce. - To sprawa między panią, a nimi, ja się nie wtrącam w życie dzieci - powiedział. - Czułam, jakby ktoś mi splunął w twarz - opowiada nerwowo kobieta. Batalia z nieuczciwymi lokatorami trwała dobrych kilka miesięcy. Mariannę kosztowała nerwy, kilka nieprzespanych nocy, ale też uszczerbek w portfelu. Nie chciała zadłużać mieszkania, które zostało w spadku po rodzicach, a ze skromnej pensji krawcowej nie była w stanie utrzymać dwóch mieszkań - swojego i tego, w którym mieszkali niechciani już wtedy lokatorzy. Do rachunków dokładał się, więc syn, pieniądze pożyczyła dalsza rodzina. Młode małżeństwo w końcu wyprowadziło się, regulując tylko część długów i na do widzenia strasząc Mariannę donosem do skarbówki. Ona w odpowiedzi zagroziła sądowym pozwem, jeśli młodzi nie zapłacą całości. Od ich wyprowadzki minęło kolejnych kilka miesięcy, a przelewów jak nie było, tak nie ma. - Na szczęście nie zniszczyli mieszkania, bo i o takich przypadkach słyszałam - mówi Marianna.

Nie chcą się wyprowadzić, albo znikają bez słowa

Rzeczywiście, takich historii nie brakuje, choć biorąc pod uwagę rynek najmu (z danych GUS wynika, że w Polsce ponad 570 tys. mieszkań wynajmowanych jest przez osoby fizyczne) stanowią one jedynie wycinek. Jednak, co jakiś czas media przytaczają historię właścicieli mieszkań, którzy trafili na nieuczciwych lokatorów. Właścicielce mieszkania z Łodzi groziła komornicza egzekucja, bo lokator, któremu wynajęła mieszkanie nie płacił, a jej nie było stać na regulowanie rachunków i spółdzielnia w końcu wystąpiła o ściągnięcie długów. Mężczyzna z Krakowa pomieszkiwał kątem u znajomych, bo lokator, któremu wynajął mieszkanie nie dość, że nie płacił za wynajem, to jeszcze nie chciał się wyprowadzić. Bywa też tak, że nieuczciwi lokatorzy znikają z dnia na dzień zostawiając za sobą długi i nierzadko zdewastowane mieszkanie, a klucze przesyłają właścicielowi np. pocztą. Właściciele mieszkań skarżą się, że w takich wypadkach często bywają bezradni, bo prawo stoi po stronie najemców.

- Nie do końca zgodzę się z takim stwierdzeniem - mówi nam Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości z 25-letnim doświadczeniem. - Mamy przepisy, które dają właścicielowi mieszkania narzędzia do ochrony przed nieuczciwymi najemcami. Tyle tylko, że właściciele mieszkań rzadko sięgają po te narzędzia, umowy sporządzają na kolanie, a znam przypadki, że wynajmują mieszkania nawet bez żadnych umów, choćby minimalnie zabezpieczających ich interesy - dodaje Błeszyński.

Co stanowi prawo?

Przepisy precyzyjnie regulują kwestie rozwiązania umowy z lokatorem, który nie płaci czynszu. Zanim właściciel mieszkania wypowie umowę lokatorowi musi wezwać go do zapłaty zaległości i uprzedzić o zamiarze wypowiedzenia umowy. Takie wezwanie musi być sporządzone na piśmie, a właściciel musi określić termin (minimum miesięczny) na uregulowanie długu. Samo wypowiedzenie umowy można zastosować dopiero wtedy, gdy lokator zalega z opłatami za trzy pełne okresy rozliczeniowe i nie uregulował należności w dodatkowym okresie wyznaczonym mu przez właściciela mieszkania. Takiego dłużnika nie możemy wyrzucić z mieszkania - o ewentualnej eksmisji może zdecydować jedynie sąd.

Właściciel nie może też zmieniać zamków w drzwiach, wyrzucić rzeczy lokatora, nie może od mieszkania odłączyć prądu czy wody. Takie zachowanie - odcięcie mediów - zakazane było też do tej pory, ale od 7 stycznia 2016 roku, (kiedy w życie wejdzie nowelizacja kodeksu karnego) będzie ono traktowane, jako przestępstwo. Znowelizowany przepis to bat na tzw. czyścicieli kamienic, ale rykoszetem dostają też ci, którzy wynajmują mieszkanie nieuczciwemu lokatorowi.

- Odcinanie mediów klasyfikowane jest przez kodeks, jako tzw. przemoc pośrednia i od 7 stycznia będzie traktowane jak przestępstwo. Pozycja lokatora została wzmocniona, a nie zastosowanie się do przepisów może mieć dla właściciela nieoczekiwane skutki - mówi nam mecenas Wojciech Rudzki, który prowadzi bloga, na którym doradza jak skutecznie (i bezpiecznie) załatwić formalności z wynajmem mieszkania. Mecenas Rudzki dodaje, że problemy z wynajmem mieszkań związane są m.in. z niską świadomością prawną właścicieli mieszkań. - Bardzo często zdarza się, że zawierane umowy to gotowe wzorce ściągnięte z Internetu, które nie zawsze regulują wszystkie kwestie związane z konkretnym wynajmem - tłumaczy Wojciech Rudzki.

W podobnym tonie wypowiada się Tomasz Błeszyński: - Najczęściej kłopoty z nieuczciwymi lokatorami mają ci, którzy wynajmują mieszkanie odziedziczone w spadku. Nie mają doświadczenia, na wszystkim chcą zaoszczędzić, umowy, które zawierają są źle przygotowane. Zdecydowanie bardziej bezpieczne jest skorzystanie z usług biura nieruchomości.

Najem okazjonalny. Co to takiego?

Moi rozmówcy solidarnie mówią, że właściciele mieszkań, nawet, jeśli nie korzystają z usług pośredników mają możliwości zabezpieczenia swoich interesów. W grę wchodzą kaucje, żądanie zaświadczenia o zarobkach od potencjalnych lokatorów, poręczenie kogoś bliskiego (np. rodziców w przypadku wynajmowania mieszkań studentom). Rozwiązaniem jest też tzw. najem okazjonalny.

W tej opcji najemca składa przed notariuszem oświadczenie, że zobowiązuje się do opuszczenia mieszkania (na podstawie umowy najmu w terminie wskazanym w żądaniu opuszczenia lokalu). Najemca musi też wskazać inny adres, pod którym może zamieszkać w przypadku egzekucji obowiązku opróżnienia lokalu. W zamian ma pewność, że np. właściciel mieszkania nie podniesie nagle czynszu (warunki ewentualnej podwyżki muszą być zawarte w umowie - red.) . Mówiąc w dużym skrócie, najem okazjonalny pozwala dużo łatwiej pozbyć się właścicielowi nieuczciwego lokatora, który nie płaci czynszu i nie chce opuścić mieszkania. Wszystko oczywiście musi odbywać się oficjalnie, bo żeby umowa najmu okazjonalnego miała moc prawną musi zostać zgłoszona do urzędu skarbowego.

- Umowa najmu okazjonalnego eliminuje dużo zagrożeń związanych z wynajęciem mieszkania nieuczciwej osobie - mówią zgodnie mecenas Wojciech Rudzki i Tomasz Błeszyński. Pani Marianna z jednej strony przyznaje im rację, ale zaraz dodaje, że znalezienie lokatorów gotowych godzić się na te wszystkie formalności, po to by zamieszkać w jej mieszkaniu po rodzicach graniczyłoby z cudem. Wydaje się, że podobnie myśli więcej osób, bo najem okazjonalny jest ciekawym (i bezpiecznym), ale bardzo rzadko stosowanym rozwiązaniem.

Słowem, właściciele mieszkań wolą ryzykować spotkanie z nieuczciwym najemcą niż grzęznąć w gąszczu formalności.

Maciej Stańczyk | Dziennikarz Onetu | Onet.pl | 04.01.2016|

 
Program mieszkaniowy PiS 2016-04-17 18:19
 Oceń wpis
   

Wybrane pomysły w proponowanym przez Prawo i Sprawiedliwość programie mieszkaniowym są dobre, jednak państwa może nie być stać na ich finansowanie - mówią PAP eksperci.

Mają zwłaszcza wątpliwości, co do propozycji reaktywacji kas mieszkaniowych.

Pierwszy pomysł PiS dotyczy powrotu do kas mieszkaniowych. Partia w swoim programie deklaruje: "znamy rezultaty zastosowania tego rozwiązania w latach 90-tych i jesteśmy świadomi, jakich błędów nie należy popełniać obecnie". Zapowiedzieli, że nowo utworzony system kas mieszkaniowych będzie szczelny. Autorzy wskazują, że rachunek oszczędnościowo-kredytowy mógłby założyć każdy obywatel, jako rachunek indywidualny lub wspólny (np. wraz z małżonkiem). Po "oszczędzeniu" przez niego odpowiedniej sumy - tzw. wkładu minimalnego, bank udzielałby kredytu o niskim oprocentowaniu. Rachunki regularnie zasilane funduszami dodatkowo byłyby premiowane przez państwo, które wypłacałoby na konto obywatela bonus finansowy.

Kasy się nie sprawdzą

- System oszczędzania w klasycznej formule kas mieszkaniowych już się "przeżył" - ocenił doradca rynku nieruchomości, Wiceprezydent Federacji Porozumienia Polskiego Rynku Nieruchomości Tomasz Błeszyński. - Do tego modelu już raczej nie powinniśmy wracać. Natomiast, jeżeli nowe kasy mieszkaniowe nie będą " tylko polityczną wydmuszką" a zostaną zbudowane na solidnych podstawach legislacyjnych, ulgach podatkowych oraz wsparciu kredytowym. To dla pewnej grupy osób poszukujących mieszkania będzie to na pewno dobre rozwiązanie-. Zaznaczył jednak, że nad takim projektem rząd musiałby długo i solidnie popracować a projekty konsultować ze środowiskiem rynku nieruchomości.

- Kasy mieszkaniowe w Polsce mają już jakąś swoją historię. Próbowano je wprowadzić w latach 90. - to się nie przyjęło - mówi z kolei dyrektor w Marvipol Development Jacek Bielecki. - Kasy istnieją w krajach takich jak Czechy czy Niemcy, wymagało to bardzo dużego wsparcia państwa. Myślę, że u nas tego wsparcia nie będzie skąd wziąć, nie ma na to pieniędzy - uważa ekspert. Jego zdaniem nie ma potrzeby reaktywacji tego projektu. - Niemieckie kasy mieszkaniowe mają ponad 100 lat tradycji. Są one pewnego rodzaju "masą krytyczną", która po pewnym czasie staje się samowystarczalna. Nie mając nic przeciwko samej idei obawiam się, że nie będzie nas na to stać - dodaje Bielecki.

Kasy mieszkaniowe funkcjonują m.in. w Czechach. Na 10 mln mieszkańców przypada tam 5 mln rachunków. Oznacza to, że każda rodzina ma przynajmniej jeden rachunek. Do końca, 2013 r. czeskie kasy mieszkaniowe wygenerowały ponad 15 mld euro. Za najstabilniejszy system kas uważany jest jednak niemiecki budowany od XIX wieku. Za naszą zachodnią granicą ponad połowa gospodarstw domowych posiada umowy z kasą oszczędnościową, co do końca roku 2013 wygenerowało środki rzędu 151 mld euro.

Mieszkanie na wynajem bądź własność

Inną propozycją PiS jest wprowadzenie na rynek mieszkań dostępnych dla wszystkich. Byłyby budowane mieszkania o określonej powierzchni, w określonym standardzie i w ramach określonej technologii. Takie mieszkania byłyby oferowane w trzech formach: na wynajem, na wynajem z tzw. dojściem do własności oraz na sprzedaż. Mieszkanie z wykończeniem miałoby kosztować 3 tys. zł za m kw. W programie PiS czytamy, że każdy zainwestowany w program 1 mld zł publicznych środków przyniósłby ponad 7 tys. nowych mieszkań.

Bielecki ocenia, że pomysł wspierania budownictwa przeznaczonego pod wynajem jest dobry, ale powinien być nieco zmodyfikowany. - Od dawna powinniśmy wspierać w Polsce budownictwo czynszowe, ale budownictwo czynszowe komercyjne. W całym cywilizowanym świecie jest bardzo rozwinięte prywatne budownictwo czynszowe, które w miarę rozwoju powoduje zmniejszenie stawek czynszu, bo oferta jest coraz większa - tłumaczy. Dodaje, że "budową mieszkań powinny się zajmować podmioty gospodarcze, a nie państwo".

Brak mieszkań na wynajem

Błeszyński zwrócił uwagę na to, że faktycznie jest potrzeba poszerzenia rynku o tanie mieszkania na wynajem z udziałem państwa, ale na racjonalnych warunkach. Mieszkanie jest towarem, który trzeba urynkowić, wprowadzając min. solidną konkurencję, która złamie monopol deweloperów. Zwiększyć dostępność rożnego rodzaju mieszkań, urealnić ceny i czynsze - Młodzi ludzie są teraz mobilni - jak mówił - nie przywiązują się do jednego miejsca i często je zmieniają w związku z pracą. Chcą mieć godne warunki do życia i mieszkania do wynajęcia za rozsądne pieniądze. - Wyraził nadzieję, że "nowy rząd ma świadomość, że rynek mieszkaniowy jest podstawą funkcjonowania dobrej gospodarki". - Jeżeli nie chcemy, aby młodzi ludzie wyjeżdżali z kraju, jeżeli chcemy, aby rosła demografia, czy wreszcie, jeżeli chcemy zbudować stabilne przyjazne obywatelom państwo musimy przygotować dobre programy pozwalające na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych - powiedział.

Zdaniem Błeszyńskiego ta propozycja PiS jest jak najbardziej do zrealizowania. Należałyby opracować projekty taniego budownictwa w oparciu o konkretne parametry techniczne i finansowe jak również skrupulatnie pilnować by podczas inwestycji zostały tak wykonane. Jego zdaniem obecnie ceny mieszkań są "stanowczo przeszacowane". Uważa, że deweloperzy nakładają zbyt wysokie, sięgające niekiedy nawet 30 proc. marże na swoich projektach. Co przecież wcale dziwne nie jest, bo przecież na tym polega proces deweloperski by realizować swoje inwestycje dla konkretnego zysku.

Z tą opinią nie zgadza się dyrektor Marvipolu Development. Zwraca uwagę, że obecnie koszt metra kwadratowego w stanie deweloperskim przekracza deklarowane przez PiS 3 tys. zł., a do tego powinniśmy doliczyć jeszcze koszty wykończenie pod klucz (w najniższym standardzie jest to kilkaset zł na metrze) oraz podłączenie mediów. Zdaniem Bieleckiego "państwo w ogóle nie jest od budowania domów, czy wydobywania węgla i wielu rzeczy, które robi". - Państwo powinno usuwać przeszkody, które powodują to, że budujemy tak drogo. A dzieje się tak, dlatego, bo państwo narzuciło przepisy i standardy techniczne, które w Europie są w ogóle niespotykane, a które generują ogromne koszty - powiedział.

Zbyt wiele niewiadomych

Polski Związek Federacji Deweloperów uważa, że jeśli chodzi o program mieszkalnictwa PiS to "aktualnie jest zbyt wiele niewiadomych". - Dla oceny realności i sensowności takiego projektu, trzeba znać więcej szczegółów. Kto będzie te mieszkania budował, kto i na jakich zasadach będzie je kupował, po jakim czasie będzie możliwy wykup i kto i na jakich warunkach będzie do niego uprawniony - napisała w informacji dla PAP instytucja. PZFD zadeklarował, że chętnie włączy się do debaty i zaopiniuje projekty ustaw, jak tylko one powstaną.

Opinię PZFD podziela Błeszyński. Dodaje, że "pomysły są cenne, tylko wymagają dobrego obudowania legislacyjnego ". - Problemy mieszkaniowe od 25 lat w Polsce są tylko doraźnie łatane najróżniejszymi programami. Przeszłość pokazuje, że najlepsze pomysły budowane dla doraźnych celów po prostu się rozsypały. Apelowałbym do przyszłego rządu o potraktowanie polityki mieszkaniowej w sposób długofalowy i komplementarny oraz konsultowanie projektów ze środowiskiem rynku nieruchomości - mówił.

kfk/ jzi/ 07-11-2015 Źródło: PAP

 
 Oceń wpis
   

Kiedy inwestycja w mieszkanie na wynajem da wolność finansową ? Gdy suma przychodów z najmu lokali przekroczy miesięczne wydatki inwestora, osiągnie on wolność finansową. Jednemu wystarczą dwa lokale i 4 tys. zł miesięcznie, innemu 20 tys. zł.

W odróżnieniu od bogactwa definicja wolności finansowej jest bardzo precyzyjna. To stan, w którym co miesiąc inwestor osiąga regularne wpływy na konto w wysokości co najmniej równej poziomowi jego comiesięcznych wydatków, ze źródeł innych niż jego aktywność zawodowa  tłumaczy Sławek Muturi, założyciel spółek Mzuri oraz Mzuri Investments, autor kilku poradników o inwestowaniu w mieszkania na wynajem. Jego zdaniem kluczem do wolności jest pasywna gotówka, czyli odsetki z lokat bankowych, tantiemy autorskie, dywidendy albo właśnie wpływy z najmu.  Wolność finansową można zatem osiągnąć wtedy, gdy suma przychodów z najmu przekroczy miesięczne wydatki inwestora. Jeśli zatem na utrzymanie standardu życia ktoś wydaje niewiele, to osiągnie wolność finansową, spłacając kredyt na zakup swojej 10. kawalerki na wynajem w Warszawie lub 15. kawalerki na wynajem w Radomiu. Jeśli jednak ktoś potrzebuje 20 tys. zł miesięcznie, to będzie musiał mieć dwa razy więcej kawalerek, a może dwietrzy wille i kilka lokali użytkowych  wyjaśnia Sławek Muturi.

Kłopotliwe kawalerki

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, uważa, że teraz mamy dobry moment, by wybrać mieszkanie w dobrej lokalizacji za rozsądną cenę, bo na rynku jest dużo lokali wystawionych na sprzedaż.

 Zanim jednak kupimy lokum, zastanówmy się, czy kupujemy mieszkanie gotowe do wynajmu, czy raczej do remontu, który pochłonie określoną kwotę. Trzeba też policzyć koszty utrzymania lokum. To wszystko ma znaczenie w bilansowaniu naszej inwestycji  podpowiada Tomasz Błeszyński.

Dodaje, że inwestor powinien stworzyć sobie profil potencjalnego najemcy.  Jeśli chce, aby nim był student, to niech zainwestuje w lokal w rejonach uczelni, z bardzo dobrym dojazdem. Jeśli osoba pracująca, to również musi zwrócić uwagę na lokalizację i komunikację z centrum. Poza tym tacy najemcy szukają najchętniej mieszkań 1- i 2-pokojowych. Zatem kupowanie dużego lokalu i zasiedlanie go większą liczbą osób może sprawiać kłopoty  ostrzega Tomasz Błeszyński.

Również według Bartłomieja Annusewicza z firmy Home Estate inwestor powinien nie tylko zwrócić uwagę na właściwą relację ceny zakupu do oczekiwanego zwrotu z wynajmu, ale także na to, czy mieszkanie uda się szybko wynająć. Bez spełnienia tego warunku trudno będzie osiągnąć wolność finansową.

 Tutaj kluczowymi kryteriami są lokalizacja nieruchomości, typ mieszkania oraz standard wykończenia  podkreśla Bartłomiej Annusewicz.  Warto inwestować w dużych miastach, które się dynamicznie rozwijają oraz przyciągają inwestorów. Poza Warszawą, która jest najodpowiedniejszym miejscem do inwestycji w mieszkanie na wynajem, warto też wziąć pod uwagę Kraków, Wrocław i Poznań.

Jeśli chodzi o typ nieruchomości, Annusewicz poleca mieszkanie o podwyższonym standardzie o powierzchni około 50 mkw. (z jedną sypialnią) lub 8090 mkw. (z dwoma sypialniami).  Takie lokale są najczęściej poszukiwane przez klientów korporacyjnych, zarówno z Polski, jak i zagranicy  uzasadnia ekspert Home Estate.

Dodaje, że wyższych stóp zwrotu można oczekiwać, inwestując w tanie mieszkania o niskim standardzie i małej powierzchni, ale jest to ryzykowne, bo ich najemcy częściej zawodzą.

Łam schematy

 Ciągle spotykam osoby, których strategią inwestowania jest: dziś coś kupię, a jutro się zobaczy. To błąd. Trzeba precyzyjnie zdefiniować wizję swojego portfela nieruchomości na wynajem. Po drugie, jeśli ktoś przepłaci za mieszkanie lub za jego remont, to zmniejszy zwrot z najmu. Trzeba więc szukać okazji rynkowych i wyłączyć emocje. To jednak najtrudniejsze  mówi Sławek Muturi.  A to emocje powodują, że ktoś odrzuca doskonałą okazję, tylko dlatego że mieszkanie jest zapuszczone i wymaga poważnego remontu, lub jest zbyt małe albo ma fatalny kolor kafelków w łazience.

Sławek Muturi dodaje, że częstym błędem niedoświadczonych inwestorów jest bezrefleksyjne powielanie cudzych schematów.  Np. inwestorka nie chce kupić mieszkania na parterze, bo odradza jej to pośrednik. Albo upiera się, by kupić lokum przy stacji metra, bo wielokrotnie słyszała, że lokalizacja jest najważniejsza. Problem w tym, że większość kupujących mieszkania w Polsce to osoby, które będą w tym lokalu mieszkać, a nie inwestorzy. W związku z tym większość tzw. prawd ludowych dotyczy rynku konsumentów. A inwestor musi być gotowy pójść pod prąd powszechnych schematów  podkreśla Muturi.

Jego zdaniem nie zawsze trzeba inwestować w lokal  na wynajem właśnie w stolicy. Tu mieszkania są o wiele droższe. Koszt kawalerki w Warszawie to 180 tys. zł, podczas gdy w  Katowicach podobne lokum można mieć już za 60 tys. zł.

 Katowice mogą zapewnić większy zwrot, o ile inwestor ma tam kogoś z rodziny lub zaufaną firmę, która zaopiekuje się lokalem  twierdzi Sławek Muturi.

Natomiast Tomasz Błeszyński dodaje, że dobra umowa najmu też jest bardzo ważna. Poza tym trzeba monitorować stan mieszkania i płatności, aby nie popaść w kłopoty.  Przy rozsądnie zaplanowanej inwestycji i ciągłym najmie można się spodziewać zysków na poziomie 68 proc. w skali roku, przed opodatkowaniem. To  więcej niż oferują obecnie banki  podkreśla doradca.

Osoby, które nie prowadzą działalności gospodarczej w zakresie najmu, a zamierzają wynająć posiadane mieszkanie czy dom, mogą rozliczać się z fiskusem na dwa sposoby: ryczałtem od przychodów (stawka 8,5 proc.) lub na zasadach ogólnych (stawki 18 i 32 proc.).

 Nie zawsze najkorzystniejszy jest ryczałt. Czasem wynajmującemu bardziej opłaca się rozliczenie według skali podatkowej. Dotyczy, to w szczególności tych, którzy ponoszą duże koszty związane z wynajmowanym lokalem. Warto też wiedzieć, że osoby wynajmujące stale kilka i więcej lokali powinny rozliczać się jak przedsiębiorcy, zwłaszcza jeżeli nie mają innych dochodów. Taka skala wynajmu to już działalność gospodarcza. Wtedy mogą odliczać np. koszty remontów  mówi Tomasz Błeszyński.

Grażyna Błaszczak

20.01.2014

Źródło: Parkiet Plus

Wszystkie prawa zastrzeżone

 

 

Kategoria: Biznes
 
 Oceń wpis
   

Jeśli chcemy kupić lub wynająć mieszkanie to gdzie szukać na rynku dobrych ofert.

Na co zwracać uwagę kupując swoje pierwsze mieszkanie u dewelopera. Jakie dokumenty sprawdzać i skuteczne negocjować cenę sprzedaży. Jak zabezpieczyć swoje interesy dobrą umową najmu okazjonalnego min. na te pytania w programie TV  "Twoje pieniądze" odpowiadał Tomasz Błeszyński doradca rynku nieruchomości.

Źródło: TV TOYA  http://moya.toya.net.pl

 

Kategoria: Biznes
 
1 | 2 | 3 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
doradca rynku nieruchomości, coach biznesu, bloger, analityk, wykładowca, think - tank, fan - muzyki, literatury, filmu, sztuki, architektury i biegania.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-09-25 17:18
Andrzej z Warszawy do wpisu:
Nowelizacja Ustawy o gospodarce nieruchomościami podpisana
Świetny artykuł, ma Pan rację rzeczoznawstwo nie jest zawodem wybranym, jest jeden rynek, jest[...]
 
2017-09-14 20:37
Z.Maria do wpisu:
Będą chętni na drewniane domy
Witam Pana, Bardzo dobry komentarz i trafne spostrzeżenia. To może być dobry pomysł z tymi[...]
 
2017-09-06 20:46
Marek I. do wpisu:
Trudny wybór po ciężkiej walce
uczucie takiej walki na pewno nie raz niejednemu towarzyszące, mnie na pewno też. Czasem nie[...]
 
2017-09-02 14:10
Michoł do wpisu:
Inwestorzy podbijają ceny mieszkań
Pan Błeszyński może mieć rację, bo chciwość deweloperów na pieniądze jest nam znana od lat. Oby[...]
 
2017-08-31 22:14
Andrzej z Warszawy do wpisu:
Trudny wybór po ciężkiej walce
Dokładnie tak - trafnie Pan to określił - ciężki życiowy wybór. Jak zachować w tym wszystkim[...]