Tomasz Błeszyński - od 2007 r. bloguje na Money.pl
 Oceń wpis
   

Od 2019 roku zmieniają się przepisy dotyczące rozliczania się z fiskusem z pieniędzy zarobionych na wynajmie mieszkań. Już nie wszyscy będą mogli wybrać niski ryczałt.

Ministerstwo Finansów proponuje wprowadzenie dla tej formy ograniczenia przychodów do 100 tysięcy zł rocznie.

- Rząd konsekwentnie uszczelnia system podatkowy. Co do zasady, w pierwszej kolejności dotyczy to tak zwanych dużych graczy, których stać na tak zwaną agresywną optymalizację podatkową - mówi Tomasz Zaleski, partner w kancelarii Kochański, Zięba i partnerzy, szef działu doradztwa podatkowego

A teraz resort finansów chce zmienić zasady dotyczące opodatkowania wynajmu mieszkań.

Jak przypomina gość radiowej Jedynki, do tej pory wynajmujący płacił 8, 5 proc. ryczałtu od uzyskanego przychodu.

Od 2019 r. ryczałt tylko dla dochodu z wynajmu poniżej 100 tys. zł

- Od 2019 r. fiskus chce ograniczyć ten przywilej tylko dla tych najemców, którzy uzyskują z tego tytułu dochody poniżej 100 tys. zł, wyjaśnia ekspert.

Dochód powyżej 100 tys. zł wg. skali podatkowej 18-32 proc., lub podatek liniowy 19 proc.

I kontynuuje, że ci, którzy uzyskają wyższe dochody z tego tytułu, będą rozliczani na zasadach ogólnych, czyli wg. skali podatkowej 18 i 32 proc., bądź mogą rozpocząć działalność gospodarczą w tym zakresie i wybrać podatek liniowy 19 procent.

Tomasz Zaleski uważa, że to rozwiązanie jest dobre, swego rodzaju równościowe.

Uzasadnia, że dochód powyżej 100 tys. zł jest w znacznym rozmiarze, nie jest pomocniczy, i wynajmujący powinien być traktowany tak jak inni podatnicy prowadzący działalność gospodarczą.

Czy nowe regulacje są niespójne z Mieszkaniem plus?

- Tomasz Błeszyński, prezydent Federacji Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości zauważa, że propozycja Ministerstwa Finansów jest niespójna i stoi w sprzeczności z programem Mieszkanie plus, przeznaczonych przecież na wynajem.

I przypomina, że rząd zachęca Polaków do wynajmowania mieszkań. A ponadto od dwóch lat, to właśnie wynajem mieszkań stał się alternatywa dla lokat bankowych. Średnia rentowność wynajmu to ok. 6 procent.

- A lokaty bankowe to maksymalnie 2 procent - przypomina Błeszyński.

Grozi nam czarny rynek wynajmu?

Jego zdaniem nastąpi powrót do czarnego rynku wynajmu.

Przypomina, że 8, 5 procentowy ryczałt miał zachęcić do legalnego, zgłaszanego fiskusowi, wynajmu.

- Podniesienie danin z tego tytułu może oznaczać powrót do starych czasów - wynajmowaniu bezpłatnie dla "wujków, braci czy szwagrów", mówi gość Polskiego Radia.

W Polsce dochody z wynajmu mieszkań ma - jak się szacuje - prawie pół miliona ludzi.

Ten rynek ma duży potencjał wzrostu. W mieszkaniach wynajętych na warunkach rynkowych mieszka w Polsce około 5 procent ludzi. W Niemczech - ponad 40 procent.

Aleksandra Tycner - Polskie Radio - Jedynka

Źródło; http://www.polskieradio.pl/42/277/Artykul/1791518,Fiskus-ograniczy-ryczalt-przy-wynajmie-mieszkan-Wroci-szara-strefa

Foto: Polskie Radio - Jedynka

 
 Oceń wpis
   

Kenijczyk chce wynająć pokój w Łodzi - i co? Zdaniem pośrednika od nieruchomości wynajęcie mieszkania czarnoskóremu poza problemem rasowym nastręcza też finansowy. Nie da się już powiedzieć, że to kuzyn. I sąsiad może donieść do skarbówki.

Ogłoszenie znajduję w internecie. Kobieta pisze: Wynajmę przestronny, w pełni umeblowany pokój jedno- lub dwuosobowy z balkonem. Mieszkanie znajduje się w bloku na pierwszym piętrze. W drugim pokoju mieszka starsza pani. Mile widziani studenci kierunków medycznych.

Dzwonię. Mówię, że dobrze się składa, bo mieszkania szukam właśnie dla studenta medycyny, chłopak jest nowy w mieście, więc trzeba mu trochę pomóc.

Naprawdę medycynę studiuje? cieszy się wymieniona w ogłoszeniu starsza pani", czyli właścicielka. Nie wie jeszcze, że student jest czarnoskóry. Zaprasza, żeby mieszkanie obejrzeć.

Dwie godziny później jestem na miejscu. Zabieram ze sobą Chege, Kenijczyka, który mieszka w Polsce na tyle długo, że zdążył opanować już nasz język. Mieszkania nie szuka, pomaga mi w eksperymencie.

Blok położony w centrum Łodzi. Dzwonię domofonem. Kobieta natychmiast otwiera. Proszę na pierwsze piętro i po prawej!

Wchodzimy

Mieszkanie, do którego wchodzimy z Chege, wygląda zupełnie tak, jak powinno wyglądać mieszkanie starszej pani. Dwa pokoje, łazienka, kuchnia.

Pokój, w którym miałby zamieszkać Chege, to ten mniejszy. Na ścianach gładź pomalowana na rudo-beżowo, dwa obrazy w potężnych ramach i kinkiet na kształt świecznika. Olbrzymie okno, przy nim narożna kanapa, stary fotel, meblościanka z ciemnego lakierowanego drewna, stół z koronkowym obrusem przykrytym taflą szkła.

Proszę się rozejrzeć. Wiem, że jest trochę bałagan, ale za dwa dni przyjdzie taki pan, który zawsze u mnie sprząta, i on wszystko przygotuje zachęca kobieta. Przypomina, że stąd blisko do sklepów i na uniwersytet. Czy są jakieś pytania, bo jeśli są, z chęcią odpowie. Przez cały czas zwraca się tylko do mnie. Na Chege nie spogląda.

Pani zdaje sobie sprawę, że w tym pokoju mam zamieszkać nie ja, tylko mój kolega, Chege, prawda? mówię w końcu do kobiety.

Co też pan? właścicielka jest wyraźnie zdziwiona. Zawiesza głos, spuszcza wzrok i wpatruje się w szkło na stole, przy którym siedzimy. Ale w końcu podejmuje wyzwanie. Wygląda, jakby miała się nawet uśmiechnąć: Proszę zobaczyć resztę mieszkania. Kuchnia jest wspólna, razem byśmy z niej korzystali. Tu lodówka, tu zlew, tu stolik, tu mikrofalówka, jeśli umie obsłużyć.

Właścicielkę łódzkiego mieszkania, które oglądamy z Chege, pytam w końcu wprost, czy ma problem, żeby wynająć pokój czarnemu. Żaden to problem, jeśli tylko będzie mi czasami pomagać, bo ja już jestem starsza i schorowana odpowiada.

Wychodzimy, aby się zastanowić. Dzwonię ponownie wieczorem. Mówię, że Chege się zdecydował i poprosił mnie, żebym ustalił z nią szczegóły umowy, bo sam nie ma pojęcia, jak spisać taki dokument.

Nieaktualne! mówi właścicielka.

Godzinę później dzwoni do niej moja znajoma.

Jak najbardziej, pokój jest wolny, może pani przyjść i obejrzeć. Ale nie dzisiaj. Taka zdenerwowana dzisiaj jestem. Przyszedł facet obejrzeć i Murzyna mi przyprowadził!

******

Nim przeprowadziłem eksperyment z Chege, szukałem mieszkania dla zmyślonych znajomych z Pakistanu.

Jak najbardziej, ogłoszenie aktualne. A dla kogo pan szuka? w słuchawce starszy mężczyzna.

Dla przyjaciół, Pakistańczyków, nie znają polskiego, więc obiecałem, że pomogę.

Wie pan, no, ja ich nie znam. Ja nie wiem, czy oni są w porządku. To pana znajomi, pan musiałby mi powiedzieć, czy oni po sobie sprzątają, czy można im zaufać. Pomyśleć muszę.

Następny rozmówca boi się, że obcokrajowcy nie zapłacą czynszu.

Zaskoczył mnie pan tym pytaniem. Zależy skąd są. Z Pakistanu? Musiałbym się zastanowić. Religia mi nie przeszkadza, ale jak mi nie zapłacą, to co ze ściągalnością długu? Oni mają w ogóle jakieś dokumenty?

Dzwonię dalej w sprawie Pakistańczyków. Kobieta w słuchawce: Umowa z obcokrajowcami wchodzi w grę. Ale od razu mówię, że trzeba będzie podać ewentualny polski adres wymeldowania. Na wypadek, gdyby zdewastowali mieszkanie albo nie płacili czynszu. No, i będzie też zapis, że dobrowolnie poddają się egzekucji, gdyby coś zniszczyli.

Młoda matka: Tak, jak najbardziej, cudzoziemcom też wynajmę. Ale zadzwoni pan za pół godziny? Karmię.

Starsza pani: To nie jest moje mieszkanie, tylko córki. A ona teraz w Szwajcarii... Z jakiego oni są kraju? Z Pakistanu? Czyli muzułmanie. I co, oni mają tu pracować, pan mówi? A w jakim charakterze? Bo jak fizycznie, to na pewno nie. A są kulturalni? Przyjadą sami, czy może z całymi rodzinami? Bo jak z rodzinami, to też na pewno nie. Acha... sami. Ale ja i tak muszę pomyśleć. Albo wiem. Zapytam córkę. Pan zadzwoni innym razem.

******

Cemal Güzelaydin, Turek: Przez dwa lata wynajmowałem mieszkanie. Wpłaciłem kaucję, dwa i pół tysiąca złotych. Kiedy powiedziałem właścicielce, że się wyprowadzam, nie chciała mi oddać pieniędzy. Nie wiem, dlaczego, nie zniszczyłem tego mieszkania. Próbowałem z nią rozmawiać. Zagroziła policją. Mówiła, że zgłosi molestowanie. I że znajdzie na to fałszywych świadków. Nie chciałem iść z tym do sądu. Poza tym nie byłem w swoim kraju, nie odnalazłbym się.

******

Adelaida Apaza Alejo, Boliwijka: Nie urodziłam się w dżungli, tylko w ponadmilionowym mieście, La Paz. To trzy i pół tysiąca metrów nad poziomem morza, za wysoko na las tropikalny.

Mimo to Polka, Monika, z którą Adelaida mieszkała w wynajmowanym mieszkaniu, wciąż powtarzała: Przyjechałaś z dżungli! I to dlatego po sobie nie sprzątasz!.

Adelaida: Sprzątałam. To znaczy, o ile zdążyłam, o ile Monika mnie nie ubiegła. Ona miała jakąś manię, chodziła i ciągle coś czyściła, nawet w moim pokoju. Nie prosiłam jej o to, ja też lubię porządek.

Boliwijka jest przyzwyczajona do niskich temperatur, bo klimat La Paz przypomina ten w Polsce. Wie, że niska temperatura za oknem nie musi oznaczać zimna w domu.

Monika tłumaczyła, że jest zima i musi być zimno. Nie chciałam robić problemu. Nawet wtedy, gdy wyłączyła mi elektryczne ogrzewanie.

Adelaida wyprowadziła się po miesiącu, bo nie mogła znieść powtarzanego ciągle: Jesteś z dżungli, nic dziwnego, że w domu syf.

******

Caitlin de Jager do Polski przyjechała wraz z mężem z RPA. Mieli podjąć tu pracę i zacząć nowe życie.

Caitlin: Mieszkanie próbował załatwić nam znajomy, Polak. Kiedy mówił właścicielom, że przyjechaliśmy z Południowej Afryki, często nie chcieli zgodzić się na wynajem. A czasami po prostu się rozłączali. Zdanie zmieniali na ogół dopiero wtedy, kiedy dowiadywali się, że nie wszyscy obywatele RPA są czarni. I że my akurat nie jesteśmy.

******

Doradca Tomasz Błeszyński, który rynkiem nieruchomości zajmuje się od ponad 25 lat, uważa, że to kasa decyduje, czy właściciel zdecyduje się wynająć mieszkanie cudzoziemcowi, czy nie.

Jeśli ktokolwiek nie chce wynająć mieszkania osobie o innym kolorze skóry, to raczej ze względu na obawy przed tym, że taka osoba zniszczy mieszkanie, a potem ucieknie.

Poza tym rynek najmu w Polsce to głównie szara strefa. Ktoś, kto dziedziczy mieszkanie po babci, często próbuje znaleźć lokatorów, by zarobić i nie wpisać tego do PIT. Sąsiadom tłumaczy, że wprowadziła się kuzynka z rodziną.

Błeszyński: Wynajęcie mieszkania osobie o innym kolorze skóry zwraca uwagę sąsiadów. Bo przecież nie da się już powiedzieć, że to kuzynka. Sąsiedzi doniosą do skarbówki. A wtedy transakcja najmu przestanie być korzystna.

Arkadiusz Lorenc - Wyborcza.pl
 
 
Foto:Tomasz Błeszyński
 
 Oceń wpis
   

Właściciele wynajmują mieszkania na krótko, bo to świetny biznes.

Toczące się nieustannie koła walizek, dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, coraz to inne twarze na korytarzach. Całe bloki w centrum Warszawy zaczynają przypominać hotele. Właściciele wynajmują mieszkania na krótko, bo to świetny biznes.

Wojna na ceny

Trend widać nie tylko w Warszawie, ale i Krakowie, Poznaniu, Trójmieście, Łodzi, we Wrocławiu zwraca uwagę Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. Deweloperzy, którzy wprowadzili na rynek rekordową liczbę inwestycji mieszkaniowych, część budynków przeznaczają na aparthotele. Kupują je m.in. fundusze inwestycyjne, a mieszkania trafiają na rynek najmu.

Obok takich funduszowych lokali jest też bogata oferta rynku prywatnego. Są inwestorzy kupujący całe kamienice wyjaśnia Błeszyński. Są wreszcie właściciele pojedynczych mieszkań, którzy postanowili zarabiać na wynajmie. Zamiast trzymać pieniądze na nisko oprocentowanej lokacie, kupują nieruchomości.

Tomasz Błeszyński zauważa, że wynajmowane na doby mieszkania skutecznie konkurują z pokojami hotelowymi. Kiedyś nocleg w luksusowym hotelu kojarzył się z prestiżem, dziś to na nikim nie robi większego wrażenia podkreśla. Ludzie nie chcą już być zwykłym hotelowym numerem, nie chcą się spieszyć na śniadanie, chcą się czuć jak w domu, chcą być indywidualnie traktowani. Dlatego oferta mieszkań, które można wynająć na kilka dni, spotyka się z coraz większym zainteresowaniem. A stawki za wynajęcie lokalu są niższe niż za hotele, co jest dodatkową zachętą.

Ceny zaczynają się od ok. 120140 zł za dobę. Nocleg w luksusowym apartamencie może jednak kosztować i 500 600 zł. Hotele, z których część ma problemy z obłożeniem, zdają sobie sprawę, że klienci zaczynają szukać ofert właśnie na rynku najmu krótkoterminowego. Więc starają się zatrzymać gości. Nie dziwią już promocje, weekendy, w czasie których można za darmo korzystać z wielu atrakcji opowiada ekspert. Ta swoista wojna na ceny i usługi jest dobra dla wynajmujących, bo spadają stawki. Ale właściciele mieszkań odczują jej skutki prędzej czy później. Niewykluczone, że za kilka lat, kiedy rentowność takich projektów się obniży, lokale trafią na wynajem długoterminowy.

Jarosław Mikołaj Skoczeń, ekspert firmy Emmerson Realty, zwraca uwagę, że w miniapartamenty na wynajem zamieniają się np. mieszkania na warszawskim osiedlu Za Żelazną Bramą. Na rynku najmu krótkoterminowego są zresztą oferowane zarówno lokale małe, urządzone w prosty sposób, jak i duże luksusowe apartamenty dla najbardziej wymagających mówi Skoczeń. Wiele osób woli domowe warunki zamiast hotelowych. Duży popyt sprawia, że właściciele części mieszkań podnoszą stawki najmu.

Lepszy model

Ekspert Emmersona jest przekonany, że lokal ze świetnym adresem warto wynajmować na krótko. Obsługę gości można powierzyć wyspecjalizowanej firmie zwraca uwagę. Minusem jest szybsze zużywanie się wyposażenia, no i sąsiedzi nie muszą być zachwyceni ciągłymi zmianami lokatorów.

Maciej Górka, ekspert portalu Domiporta.pl, potwierdza, że inwestycje w najem krótkoterminowy stają się coraz popularniejsze. Ten model biznesowy został spopularyzowany przez bookingowe portale, które prezentują tysiące ofert w atrakcyjnych lokalizacjach i przystępnych cenach opowiada Górka. W Warszawie za noc w apartamencie trzeba zapłacić co najmniej 90 zł za osobę. Stawki zależą od standardu nieruchomości i czasu, na jaki ją wynajmujemy. Za siedem dni w 50-metrowym dwupokojowym mieszkaniu o podwyższonym standardzie zapłacimy w stolicy 185 zł za osobę. Dla pary oznacza to ponad 2,5 tys. zł.

To, jak szacuje Maciej Górka, ok. 30 proc. mniej niż w sąsiednich hotelach. Właściciel mieszkania osiąga zaś większą rentowność niż z tradycyjnego najmu podkreśla analityk Domiporty. Zainteresowanie najmem krótkoterminowym rośnie w takim tempie, że coraz więcej inwestorów decyduje się zmienić model najmu. Kluczowe jest określenie grupy docelowej, bo od tego zależy oszacowanie kosztów, jakie trzeba ponieść na dany standard wyjaśnia. Dodaje, że powodzeniem, obok luksusowych apartamentów, cieszą się także lokale ze średniej półki. Muszą mieć jednak w pełni wyposażoną w sprzęty kuchnię podkreśla analityk. Dzięki temu klient oszczędza na wyżywieniu. Przeznaczoną na wynajem nieruchomość możemy też przygotować w standardzie hostelu, przez co zwiększymy szanse na pełne obłożenie.

W Trójmieście popularność wynajmu krótkoterminowego rośnie dynamicznie mówi Paweł Grabowski, ekspert BIG Nieruchomości. Mieszkania są konkurencyjną ofertą dla hoteli, zarówno pod względem stawek, jak i standardu oraz zakresu oferowanych usług. W nowych kompleksach apartamentowych dostępne są centra fitness, korty tenisowe, baseny. W wielu nowych inwestycjach na gdańskim Starym Mieście, w Śródmieściu oraz całym trójmiejskim pasie nadmorskim nawet połowę mieszkań kupiono z myślą o wynajmie.

Na rynku najmu krótkoterminowego w Trójmieście dostępne są, jak mówi Grabowski, i mikrokawalerki od 15 mkw., i ponad 159-metrowe apartamenty. Lokale znajdziemy także w kamienicach. W tzw. wysokim sezonie stawki za najmniejsze mieszkania zaczynają się od ok. 150 zł za dobę. Nocleg w 100-metrowym apartamencie może kosztować nawet 1 tys. zł. Często dochodzą opłaty za sprzątanie (100 200 zł) i parking. Bywa, że dwie noce w najtańszym lokalu, po uwzględnieniu wszystkich kosztów, pochłoną nawet 500 zł zwraca uwagę ekspert BIG Nieruchomości.

W Trójmieście na wynajmie krótkoterminowym można zarabiać cały rok. Poza sezonem ceny bywają niższe niż w wakacje nawet o dwie trzecie podaje Paweł Grabowski. Optymalnym rozwiązaniem jest połączenie wynajmu krótkoterminowego od czerwca/lipca do sierpnia/września z wynajmem długoterminowym od września/października do końca maja/czerwca.

Aneta Gawrońska | Rzeczpospolita |16.12.2016 |

Źródło; http://www.rp.pl/Nieruchomosci/312169960-Najem-Do-mieszkania-nie-do-hotelu.html#ap-2

 
Rynek mieszkaniowy 2016-08-12 20:47
 Oceń wpis
   

Rynek mieszkaniowy, trendy, ceny, perspektywy, inwestycje.

Gościem Radia Łódź był Tomasz Błeszyński, prezes Stowarzyszenia Profesjonalistów Rynku Nieruchomości Polski Centralnej. W programie "Gość Po 8" rozmawiał z nim red. Przemysław Naze o rynku mieszkaniowym, budownictwie społecznym TBS, lokalach komunalnych i przyszłości inwestycji deweloperskich.

Źródło:www.radiolodz.pl

 
 Oceń wpis
   

Trwa rozpruwanie budynku dawnej Łódzkiej Drukarni Dziełowej tuż przy Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. W budynku będzie kolejny prywatny akademik.

Ile kosztują miejsca w akademikach? Ile trzeba zapłacić za wynajęcie mieszkania?

Widać, jak dawna drukarnia prezentuje się w środku, bo robotnicy wyburzyli już jej dawne ściany. Inwestorem na działce przy ul. Rewolucji 45 jest warszawska spółka Safeharbor Triton, która zamienia drukarnię w prywatny akademik. Ma w nim powstać pół tysiąca apartamentów dla studentów - a ponadto m.in. kawiarnia i siłownia.

Ceny dla użytkowników są jeszcze nieznane. Przebudowa dawnej drukarni ma się zakończyć za rok. Lokalizacja waydaje się dobra - naprzeciw inwestycji mieści się Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, największy na Uniwersytecie Łódzkim.

Dotychczas najgłośniejszą inwestycją związaną z prywatnymi akademikami była budowa przy ul. Wigury 7B, która zaczęła się w 2014 r. w rejonie łódzkiego Manhattanu. Gmach ten miał działać w oparciu o szczególny model biznesowy - firma budująca (pozostając administratorem) chciała sprzedać pokoje inwestorom, którzy potem czerpaliby zyski z ich wynajmu studentom.

Ostatecznie akademik przejęła warszawska firma Griffin Real Estate, nazywając go Salsa. Przy Wigury 7B jest od września 2015 r. 267 pokoi (z aneksami kuchennymi i łazienkami) na 5 piętrach, działa też m.in. siłownia i strzeżony parking. Oferta z końca czerwca zachęcała do wynajęcia pokoju Single Plus, z dwoma biurkami, kanapą, łóżkiem, prywatną łazienką oraz aneksem kuchennym wraz z ceramiczną płytą grzewczą za 1300 zł miesięcznie. Oferta jest adresowana w dużej części dla cudzoziemców.

W Łodzi działa także firma, która na potrzeby studentów przystosowała kamienice przy ul. Żwirki 8 oraz Kilińskiego 172. Liczy sobie od 400 do 600 zł za miejsce w pokoju bez własnej łazienki oraz 1000-1500 zł za indywidualny apartament z łazienką i pralką.

Prywatne akademiki powstają, chociaż te przy trzech największych uczelniach dysponują bazą noclegową ok. 8 tys. miejsc i bywa, że w ciągu roku akademickiego pojawiają się ogłoszenia o naborze na wolne pokoje.

Główny nabór dla właśnie przyjętych na studia rozpoczął się na Politechnice Łódzkiej i potrwa do 8 sierpnia. Według aktualnego cennika miejsce w pokoju trzyosobowym kosztuje 250 zł, w dwuosobowym 300 - 320 zł, zaś w indywidualnym 330 - 360 zł.

Z tej oferty wyłączone są ekskluzywne miejsca w zmodernizowanym pięć lat temu I Domu Studenta PŁ, dostępne tylko dla otrzymujących stypendium rektora (płacąc 500 zł za miejsce w dwójce lub 700 zł za jedynkę).

Uniwersytet Łódzki zbiera zgłoszenia od chętnych do zamieszkania na osiedlu Lumumbowo, którzy właśnie dostali się na uczelnię. Mogą się zgłaszać do 21 sierpnia lub w ciągu 14 dni od daty otrzymania decyzji o przyjęciu na studia (na UŁ trwa dodatkowy nabór). Ceny na Lumumbowie zależą od standardu akademika. Miejsce w pokoju trzyosobowym można znaleźć za 270 -300 zł, w dwójce za 310 - 400 zł, zaś w pokoju indywidualnym za 450 - 600 zł.

Student Uniwersytetu Medycznego najtaniej może zakwaterować się w I Domu Studenta tej uczelni mieszczącym się na Lumumbowie. Miejsce w dwójce kosztuje tam 300 zł (cena za pokój bez własnej łazienki). Ale także na Lumumbowie mieści się II DS UMed, w którym znajdziemy pokój za 990 zł. To jedynka z własną łazienką, kuchnią oraz jej dodatkowym wyposażeniem, czyli nowoczesnym sprzętem AGD. Ofertę za 990 zł znajdziemy także w IV DS UMed, przy pl. Hallera, w rejonie Uniwersytetu Medycznego.

Wynajem mieszkań

Największe uczelnie regionu (Uniwersytet Łódzki, Uniwersytet Medyczny i Politechnika Łódzka) ogłosiły już listy przyjętych, co oznacza, że kończy się najlepszy czas na szukanie mieszkań na wynajem.

Dobrze pokazuje to raport portalu Bankier.pl, oparty na danych serwisu ogłoszeń z rynku nieruchomości Otodom. W czerwcu - gdy studenci kończyli rok akademicki i część z nich wyjeżdżała z Łodzi w rodzinne strony, kończąc umowy z właścicielem - średnia cena najmu mieszkania do 38 metrów kwadratowych spadła do 1059 zł, a jeszcze w maju przeciętna cena wynosiła 1237 zł (do tych kwot trzeba jeszcze doliczyć opłaty dla spółdzielni i za media). Jednak jak przewiduje Bankier.pl, sytuacja zapewne odwróci się za miesiąc lub dwa, kiedy studenci zwiększą popyt na rynku, szukając lokum na nowy rok akademicki.

Łódź, według serwisu Bankier.pl, jest w kategorii małych mieszkań jednym z tańszych miast, co sprzyja studentom. Przeciętna cena w Warszawie to w czerwcu 2016 r. ponad 2 tys. zł, w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu - ok. 1,4 tys. zł. Średnia cena najmu mieszkania do 38 metrów kwadratowych w Katowicach, Lublinie, Szczecinie i Poznaniu to ok. 1150 - 1300 zł, zaś Łódź jest na cenowym poziomie Bydgoszczy. Studenci nie ograniczają się do małych mieszkań i wynajmują większe - w 3 - 4 osoby.

Jak zauważył już na początku zakończonego niedawno roku akademickiego Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, w Łodzi właściwie wygasł już rynek tak zwanego wynajmowania stancji, czyli pokoi sublokatorom. Natomiast część rodzin maturzystów przyjętych na studia decyduje się na zakup na ich potrzeby mieszkania, uważając, że będzie to bardziej opłacalne działanie, zwłaszcza, jeśli pociecha zwiąże się z Łodzią na stałe.

Maciej Kałach

Polska Press Sp. z o.o. Dziennik Łódzki |28.07.2016 r.|

Źródło: http://www.dzienniklodzki.pl/strefa-biznesu/wiadomosci/z-regionu/a/ile-kosztuje-mieszkanie-dla-studenta,10456530/#

 
Obrót ziemią rolną 2016-04-20 11:29
 Oceń wpis
   

Zwolnienie kościoła to najmniejszy i nie jedyny problem.

Niespodziewanie z dzisiejszego harmonogramu prac Sejmu wypadł punkt podczas, którego miało odbyć się drugie czytanie projektu ustawy o obrocie ziemią. Ustawa trafiła w rezultacie do podkomisji. W środę podczas posiedzenia komisji rolnictwa i rozwoju wsi zgłoszono aż 53 poprawki. Najwięcej kontrowersji wzbudziła poprawka posła PiS Krzysztofa Ardanowskiego, który chce, żeby związki wyznaniowe, w tym Kościół katolicki, zostały wyłączone spod ustawy.

Jednak zdaniem ekspertów rynku nieruchomości są o wiele poważniejsze dylematy niż poprawka posła Ardanowskiego. W myśl nowych regulacji ustawa blokuje obrót ziemią nie tylko na terenach wiejskich, ale i miejskich. Skutki przyjęcia przepisów odczuliby nie tylko cudzoziemcy.

Jak się bowiem okazuje tereny miejskie, których nie obejmują plany zagospodarowania przestrzennego, nie mogą być kupowane/sprzedawane.

- W większości polskich miast ok. 60 proc. terenów jest nieobjętych tymi planami. W praktyce oznacza to, że jeśli przepisy tej ustawy wejdą w życie, w perspektywie 34 lat pojawi się problem braku dostatecznej ilości terenów pod budownictwo mieszkaniowe. W dłuższej perspektywie deweloperzy będą mieli duży problem z pozyskaniem gruntu pod budowę, a w efekcie również dla tych, którzy chcą kupić nowe mieszkanie. Mocno ograniczona liczba nowo budowanych mieszkań może również spowodować wzrost ich cen twierdzi Jacek Bielecki, członek zarządu Polskiego Związku Firm Deweloperskich i dyrektor ds. rozwoju Marvipol Development.

Tomasz Błeszyński niezależny doradca na rynku nieruchomości uważa, że jest potrzeba reformy i kompleksowego przejrzenie regulacji prawnych dotyczących obrotu ziemią.

- Potrzebujemy w tej kwestii dobrych rozwiązań systemowych żeby skuteczniej zarządzać nieruchomościami rolnymi. Te nieruchomości są istnym składnikiem funkcjonowania gospodarki. Nie demonizowałbym poszczególnych zapisów tej ustawy niektóre kraje UE mają równie ostre przepisy regulujące obrót gruntami jak np. Francja - twierdzi Błeszyński.

Zgoda za zakup i sprzedaż ziemi przez związki wyznaniowe i Kościoły nie spowoduje tego, że nagle te instytucje staną się dużymi graczami na rynku i będą stanowić konkurencję dla deweloperów. Nie przywiązywałbym do tego zapisu aż tak wielkiej wagi.

- Nie potrzebnie politycy i pseudo fachowcy poprzez media podgrzewają atmosferę strasząc zastojem na rynku czy zmianami cen ziemi. Nowe przepisy nie wpłyną ani na spadek ani na wzrost cen ziemi, ani na ilość transakcji handlu ziemią te sprawy od dawna reguluje koniunktura. Sam pamiętam, że w latach 80 tych żeby posiadać działkę rolną trzeba było skończyć kurs rolniczy. Było o wiele więcej obostrzeń i trudności w kupnie ziemi, a jednak jakoś nie hamowało to w znaczący sposób obrotu ziemią - dodaje Błeszyński.

Ustawa też nie zahamuje napływu cudzoziemców, ci, co mieli kupić już ją kupili w minionych latach.

Plusem przyjęcia tej ustawy może być też zahamowanie nadmiernej sprzedaży ziemi rolnej pod inwestycje budowlane. W tej chwili w Polsce od dekad panuje chaos planistyczny i urbanistyczny. Deweloperzy budują gdzie popadnie niejako rozrywając miasta budując coraz dalej od granic miasta. To z kolei jest zwiększony koszt dla samorządów. Bo jakoś muszą wypełnić tą przestrzeń od rogatek miasta do najbliższego osiedla.

Jak prognozuje Błeszyński ustawa spowoduje to, że do łaska powróci ziemia budowlana, a deweloperzy wrócą do centrów miast. Z punktu widzenia biznesowego deweloperowi łatwiej i taniej jest kupić plac i postawić jak i co się chce. Dużo kosztowniejsze jest wyburzenie i postawienie na jej miejsce nowej kamienicy.

- Nie zgadzam się tez z tezą jakoby ceny metra kwadratowego mieszkań miałyby wzrosnąć na skutek ograniczenia handlu ziemią. - mówi Błeszyński.

Projektowana ustawa ma wejść w życie 30 kwietnia 2016 r. 1 maja 2016 roku upływa obowiązujący od 2004 roku okres ochronny na zakup polskiej ziemi przez cudzoziemców. Jeśli ustawa nie przejdzie całej ścieżki legislacyjne po 1 maja obcokrajowcy mogliby kupować w Polsce ziemię rolną bez specjalnego pozwolenia.

Według autorów projektu, "projektowana ustawa zmierza do wzmocnienia ochrony ziemi rolniczej w Polsce przed jej spekulacyjnym wykupywaniem przez osoby krajowe i zagraniczne, które nie gwarantują zgodnego z interesem społecznym wykorzystania nabytej ziemi na cele rolnicze".

Szymon Szadkowski |31.03.2016 r.|Polska The Times Źródło; http://www.strefabiznesu.polskatimes.pl/artykul/obrot-ziemiazwolnienie-kosciola-najmniejszy-i-nie-jedyny-problem-0

 
 Oceń wpis
   

Rok 2016 przynosi dużo zmian na rynku nieruchomości i w kredytach hipotecznych. Po raz pierwszy może zabraknąć pieniędzy w programie Mieszkanie dla Młodych.

Kupujesz mieszkanie? Przeczytaj, bo wiele się zmieniło i jeszcze będzie zmieniać w nowym roku. - Rok 2016 przynosi dużo niewiadomych - mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. Podatek bankowy, wyższe marże, szybkie wyczerpanie pieniędzy na program Mieszkanie dla Młodych, nowe programy rządowe. Ale jedno jest pewne: inwestycji deweloperskich rozpoczęto tak dużo, że mieszkań w Łodzi na pewno nie zabraknie. A ponieważ podaż będzie bardzo duża, to spokojnie mogą spać osoby poganiane ostatnio przez marketingowców, że w nowym roku mieszkania będą droższe - dodaje Błeszyński.

A co dokładnie nas czeka? Od 1 stycznia, aby uzyskać kredyt hipoteczny na zakup mieszkania, trzeba dysponować 15- procentowym wkładem własnym (wcześniej - 10 proc.). Z interpretacji Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że wkład w gotówce będzie mógł wprawdzie wynieść 10 proc., ale pod warunkiem, że pozostałe 5 proc. kredytobiorca zabezpieczy, np. poprzez blokadę odpowiedniej kwoty na rachunku bankowym. W praktyce różnie to zapewne będzie wyglądać w różnych bankach, jednak można podejrzewać, że w ogólnym rozrachunku o kredyt będzie trudniej niż w minionym roku.

Ekonomiści prognozują, że Rada Polityki Pieniężnej jeszcze bardziej obniży i tak już rekordowo niskie stopy procentowe. Ma to związek ze spodziewanymi zmianami osobowymi w składzie RPP. Podejrzewa się, że osoby z nadania PiS będą bardziej skłonne do kolejnych obniżek. To dobra wiadomość dla osób zaciągających i spłacających kredyty, bo spadek stóp i związany z tym spadek stawki WIBOR, przełoży się na oszczędność rzędu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Tyle, że oszczędności te w wielu przypadkach zostaną zjedzone przez inne wydatki.

Osoby przymierzające się do zaciągnięcia kredytu muszą liczyć się z kolejnymi podwyżkami marż (marże w bankach rosną już od kilkunastu miesięcy). Na ten krok już zdecydowały się teraz mBank i DeutscheBank. Oficjalne i enigmatyczne wyjaśnienia nie wiązały tego z poczynaniami rządu PiS, ale rynek odczytał to, jako ruchy przygotowujące na wprowadzenie podatku bankowego. Z sektora bankowego nieraz przecież padało ostrzeżenie, że obciążenie podatkowe zostanie przerzucone na klientów.

Po raz pierwszy od lat specjaliści rynku nieruchomości zastanawiają się, czy wystarczy pieniędzy na rządowy program Mieszkanie dla Młodych. Dopóki był on ograniczony wyłącznie do rynku pierwotnego, cieszył się niskim wzięciem, a niewykorzystane pieniądze wracały do budżetu. Od czasu rozszerzenia pomocy na mieszkania używane, co stało się jesienią, MdM nabrał gwałtownego rozpędu. Niektórzy eksperci wieszczą, że kasy zabraknie już po trzech miesiącach 2016 r.

Należy się też spodziewać, że poznamy w 2016 r. przynajmniej założenia PiS-owskiego programu budowy tanich mieszkań. W kampanii wyborczej politycy tej partii mówili o cenach rzędu 2, 5 - 3 tys. zł za metr kwadratowy. Teraz nadchodzi czas, by wyłożyć karty na stół.

Ceny mieszkań

Ceny mieszkań w Łodzi pozostają na względnie stabilnym poziomie. Analizując dane o cenach ofertowych w serwisie dom.gratka.pl, widać, że od grudnia 2013 r. do lutego 2015 r . ceny delikatnie spadały, a od 10 miesięcy subtelnie rosną. Obecny poziom 3834 zł i tak jest jednak niższy od pułapów osiąganych 2 lata temu. Jeśli wydzielimy tylko segment mieszkań deweloperskich, widać wyraźniejszy wzrost w ciągu ostatnich 24 miesięcy.

W grudniu 2013 r. gratka.pl zanotowała średni poziom ok. 4, 2 tys. zł, obecnie jest to 4665 zł. Analizy innych firm wskazują nieco wyższy poziom ceny mieszkań nowych i nieco niższy używanych, ale wszystkie dane pokazują, że jeśli na rynku są ruchy cenowe, to nie są wielkie. W ostatnich miesiącach w Łodzi rozkręcili się deweloperzy. To oznacza, że mimo zwiększonego popytu, należy brać pod uwagę względnie dużą podaż. Według ekspertów, te czynniki każą spodziewać się dalszej stabilizacji cen na obecnym poziomie.

Piotr Brzózka |8 stycznia 2016 |Dziennik Łódzki | Żródło: http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/9264176,rynek-nieruchomosci-2016-rok-przyniesie-wiele-zmian-i-niewiadomych,id,t.html

 
Program mieszkaniowy PiS 2016-04-17 18:19
 Oceń wpis
   

Wybrane pomysły w proponowanym przez Prawo i Sprawiedliwość programie mieszkaniowym są dobre, jednak państwa może nie być stać na ich finansowanie - mówią PAP eksperci.

Mają zwłaszcza wątpliwości, co do propozycji reaktywacji kas mieszkaniowych.

Pierwszy pomysł PiS dotyczy powrotu do kas mieszkaniowych. Partia w swoim programie deklaruje: "znamy rezultaty zastosowania tego rozwiązania w latach 90-tych i jesteśmy świadomi, jakich błędów nie należy popełniać obecnie". Zapowiedzieli, że nowo utworzony system kas mieszkaniowych będzie szczelny. Autorzy wskazują, że rachunek oszczędnościowo-kredytowy mógłby założyć każdy obywatel, jako rachunek indywidualny lub wspólny (np. wraz z małżonkiem). Po "oszczędzeniu" przez niego odpowiedniej sumy - tzw. wkładu minimalnego, bank udzielałby kredytu o niskim oprocentowaniu. Rachunki regularnie zasilane funduszami dodatkowo byłyby premiowane przez państwo, które wypłacałoby na konto obywatela bonus finansowy.

Kasy się nie sprawdzą

- System oszczędzania w klasycznej formule kas mieszkaniowych już się "przeżył" - ocenił doradca rynku nieruchomości, Wiceprezydent Federacji Porozumienia Polskiego Rynku Nieruchomości Tomasz Błeszyński. - Do tego modelu już raczej nie powinniśmy wracać. Natomiast, jeżeli nowe kasy mieszkaniowe nie będą " tylko polityczną wydmuszką" a zostaną zbudowane na solidnych podstawach legislacyjnych, ulgach podatkowych oraz wsparciu kredytowym. To dla pewnej grupy osób poszukujących mieszkania będzie to na pewno dobre rozwiązanie-. Zaznaczył jednak, że nad takim projektem rząd musiałby długo i solidnie popracować a projekty konsultować ze środowiskiem rynku nieruchomości.

- Kasy mieszkaniowe w Polsce mają już jakąś swoją historię. Próbowano je wprowadzić w latach 90. - to się nie przyjęło - mówi z kolei dyrektor w Marvipol Development Jacek Bielecki. - Kasy istnieją w krajach takich jak Czechy czy Niemcy, wymagało to bardzo dużego wsparcia państwa. Myślę, że u nas tego wsparcia nie będzie skąd wziąć, nie ma na to pieniędzy - uważa ekspert. Jego zdaniem nie ma potrzeby reaktywacji tego projektu. - Niemieckie kasy mieszkaniowe mają ponad 100 lat tradycji. Są one pewnego rodzaju "masą krytyczną", która po pewnym czasie staje się samowystarczalna. Nie mając nic przeciwko samej idei obawiam się, że nie będzie nas na to stać - dodaje Bielecki.

Kasy mieszkaniowe funkcjonują m.in. w Czechach. Na 10 mln mieszkańców przypada tam 5 mln rachunków. Oznacza to, że każda rodzina ma przynajmniej jeden rachunek. Do końca, 2013 r. czeskie kasy mieszkaniowe wygenerowały ponad 15 mld euro. Za najstabilniejszy system kas uważany jest jednak niemiecki budowany od XIX wieku. Za naszą zachodnią granicą ponad połowa gospodarstw domowych posiada umowy z kasą oszczędnościową, co do końca roku 2013 wygenerowało środki rzędu 151 mld euro.

Mieszkanie na wynajem bądź własność

Inną propozycją PiS jest wprowadzenie na rynek mieszkań dostępnych dla wszystkich. Byłyby budowane mieszkania o określonej powierzchni, w określonym standardzie i w ramach określonej technologii. Takie mieszkania byłyby oferowane w trzech formach: na wynajem, na wynajem z tzw. dojściem do własności oraz na sprzedaż. Mieszkanie z wykończeniem miałoby kosztować 3 tys. zł za m kw. W programie PiS czytamy, że każdy zainwestowany w program 1 mld zł publicznych środków przyniósłby ponad 7 tys. nowych mieszkań.

Bielecki ocenia, że pomysł wspierania budownictwa przeznaczonego pod wynajem jest dobry, ale powinien być nieco zmodyfikowany. - Od dawna powinniśmy wspierać w Polsce budownictwo czynszowe, ale budownictwo czynszowe komercyjne. W całym cywilizowanym świecie jest bardzo rozwinięte prywatne budownictwo czynszowe, które w miarę rozwoju powoduje zmniejszenie stawek czynszu, bo oferta jest coraz większa - tłumaczy. Dodaje, że "budową mieszkań powinny się zajmować podmioty gospodarcze, a nie państwo".

Brak mieszkań na wynajem

Błeszyński zwrócił uwagę na to, że faktycznie jest potrzeba poszerzenia rynku o tanie mieszkania na wynajem z udziałem państwa, ale na racjonalnych warunkach. Mieszkanie jest towarem, który trzeba urynkowić, wprowadzając min. solidną konkurencję, która złamie monopol deweloperów. Zwiększyć dostępność rożnego rodzaju mieszkań, urealnić ceny i czynsze - Młodzi ludzie są teraz mobilni - jak mówił - nie przywiązują się do jednego miejsca i często je zmieniają w związku z pracą. Chcą mieć godne warunki do życia i mieszkania do wynajęcia za rozsądne pieniądze. - Wyraził nadzieję, że "nowy rząd ma świadomość, że rynek mieszkaniowy jest podstawą funkcjonowania dobrej gospodarki". - Jeżeli nie chcemy, aby młodzi ludzie wyjeżdżali z kraju, jeżeli chcemy, aby rosła demografia, czy wreszcie, jeżeli chcemy zbudować stabilne przyjazne obywatelom państwo musimy przygotować dobre programy pozwalające na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych - powiedział.

Zdaniem Błeszyńskiego ta propozycja PiS jest jak najbardziej do zrealizowania. Należałyby opracować projekty taniego budownictwa w oparciu o konkretne parametry techniczne i finansowe jak również skrupulatnie pilnować by podczas inwestycji zostały tak wykonane. Jego zdaniem obecnie ceny mieszkań są "stanowczo przeszacowane". Uważa, że deweloperzy nakładają zbyt wysokie, sięgające niekiedy nawet 30 proc. marże na swoich projektach. Co przecież wcale dziwne nie jest, bo przecież na tym polega proces deweloperski by realizować swoje inwestycje dla konkretnego zysku.

Z tą opinią nie zgadza się dyrektor Marvipolu Development. Zwraca uwagę, że obecnie koszt metra kwadratowego w stanie deweloperskim przekracza deklarowane przez PiS 3 tys. zł., a do tego powinniśmy doliczyć jeszcze koszty wykończenie pod klucz (w najniższym standardzie jest to kilkaset zł na metrze) oraz podłączenie mediów. Zdaniem Bieleckiego "państwo w ogóle nie jest od budowania domów, czy wydobywania węgla i wielu rzeczy, które robi". - Państwo powinno usuwać przeszkody, które powodują to, że budujemy tak drogo. A dzieje się tak, dlatego, bo państwo narzuciło przepisy i standardy techniczne, które w Europie są w ogóle niespotykane, a które generują ogromne koszty - powiedział.

Zbyt wiele niewiadomych

Polski Związek Federacji Deweloperów uważa, że jeśli chodzi o program mieszkalnictwa PiS to "aktualnie jest zbyt wiele niewiadomych". - Dla oceny realności i sensowności takiego projektu, trzeba znać więcej szczegółów. Kto będzie te mieszkania budował, kto i na jakich zasadach będzie je kupował, po jakim czasie będzie możliwy wykup i kto i na jakich warunkach będzie do niego uprawniony - napisała w informacji dla PAP instytucja. PZFD zadeklarował, że chętnie włączy się do debaty i zaopiniuje projekty ustaw, jak tylko one powstaną.

Opinię PZFD podziela Błeszyński. Dodaje, że "pomysły są cenne, tylko wymagają dobrego obudowania legislacyjnego ". - Problemy mieszkaniowe od 25 lat w Polsce są tylko doraźnie łatane najróżniejszymi programami. Przeszłość pokazuje, że najlepsze pomysły budowane dla doraźnych celów po prostu się rozsypały. Apelowałbym do przyszłego rządu o potraktowanie polityki mieszkaniowej w sposób długofalowy i komplementarny oraz konsultowanie projektów ze środowiskiem rynku nieruchomości - mówił.

kfk/ jzi/ 07-11-2015 Źródło: PAP

 
 Oceń wpis
   

Ponad tysiąc mieszkań na wynajem zakontraktował Fundusz BGK.Jeśli znajdzie najemców, zagraniczni inwestorzy chętnie kupiliby takie bloki.

Fundusz Mieszkań na Wynajem, komercyjny projekt Banku Gospodarstwa Krajowego, ogłosił wczoraj, że kupił kolejne 122 lokale od firmy Arche. To pierwsze mieszkania Funduszu w aglomeracji warszawskiej w Piasecznie. Wcześniej został on właścicielem bloku w Poznaniu (jest gotowy, ale na razie wynajęty w 40 proc.) oraz budynku w Gdańsku (jeszcze w budowie, ma być oddany pod klucz na przełomie roku).

Jak w hotelu

Dlaczego Fundusz wybrał Piaseczno, a nie największy rynek najmu w kraju, czyli Warszawę? Choć deweloperzy zgłosili do BGK wiele swoich bloków, podobno żadna z inwestycji nie spełniała oczekiwań Funduszu. A blok firmy Arche był gotowy i znajdował się pięć minut pieszo od stacji kolejki. Zleciliśmy badania, które pokazały, że na Służewcu Przemysłowym, w zagłębiu biurowym, pracuje 80100 tys. osób, z których duża część wynajmuje mieszkania, a dojazd tam do pracy nie jest łatwy. Nasza oferta jest skierowana m.in. do nich, bo z Piaseczna na Służewiec dojazd kolejką zajmuje zaledwie 16 minut tłumaczy Anna Chudobińska, dyrektor ds. marketingu i komercjalizacji w BGK Nieruchomości.

Ryszard Słowiński, prezes BGK Nieruchomości, spółki, która odpowiada za inwestycje oraz proces związany z wynajmowaniem mieszkań, zapowiada, że na tym nie koniec inwestycji w stolicy. Kolejne mieszkania w samej Warszawie będą udostępniane najemcom w 2016 i 2017 roku, na Bielanach i Żoliborzu zapewnia prezes Słowiński. A w budynku w Piasecznie lokale można wynajmować już od 14 lipca. Czynsze są relatywnie niższe od tych za mieszkania o podobnym standardzie w samej Warszawie twierdzi. Na przykład za dwa pokoje 42,7 mkw. Fundusz chce miesięcznie 1350 zł przy najmie na 623 miesiące, a przy dłuższym 1170 zł (plus opłaty licznikowe). Za najem trzech pokoi trzeba zapłacić 1500 zł przy umowie do dwóch lat i 1300 zł przy dłuższym okresie. Atutem w stosunku do ofert rynkowych ma być to, że do nowego M" wystarczy wejść z walizką i mieszkać (całe wyposażenie: meble, sprzęt AGD, RTV, a także drobny sprzęt codziennego użytku jest do dyspozycji). Fundusz BGK jest w trakcie przygotowywania kolejnych inwestycji, które chce udostępnić najemcom w latach 20162017. W sumie zakontraktował ponad 1000 mieszkań w Gdańsku-Wrzeszczu, Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Kolejne lokale ma pokazać jeszcze w te wakacje na południu kraju.

Przyjdą inwestorzy

Pośrednicy twierdzą, że powodzenie inwestycji Funduszu zależy nie tylko od lokalizacji osiedla, ale też od stawek najmu. Na przykład w Poznaniu nie są na tyle niższe od rynkowych, aby blok był już w pełni wynajęty. Jeśli czynsze nie będą konkurencyjne w stosunku do oferty rynkowej, trudno będzie o klientów, bo na rynku najmu konkurencja rośnie. Przybywa prywatnych właścicieli traktujących nieruchomości jako lokatę kapitału. Inwestycjom w najem sprzyja niechęć do zadłużania się na własne M" (dołek kredytowy banki notują koleiny kwartał z rzędu) oraz moda na mobilność wśród młodego pokolenia.

Kolejny rok obserwuję trend uciekania od stałych, długoterminowych obciążeń przez młodych ludzi. Kłopoty z hipotekami frankowiczów odcisnęły piętno na rynku. Wiele młodych osób boi się kredytu. Wiele jest gotowych pojechać w inny region kraju za dobrą pracą. Pomieszkają tam rok czy dwa, wyjadą za granicę, wrócą do innego miasta w Polsce. Dlatego wolą wynajmować mieszkanie, niż wiązać się z bankiem. Najem daje im wolność tłumaczy Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości.

Zmiany w Polsce obserwują zagraniczne fundusze inwestycyjne dysponujące miliardami euro zagranicznych emerytów. Eksperci z firmy Mzuri przyznają, że na rynku pojawili się także mali inwestorzy z Danii, Holandii, Austrii i Niemiec, którzy szukają wynajętych budynków, bo są zainteresowani długoterminowymi zyskami z najmu. Problemem jest dla nich to, że czynsze za mieszkania są w złotych. Tymczasem na najmie biur zarabiają w euro. Nie mają więc ryzyka kursowego na rynku komercyjnym. Jednocześnie firmy wynajmujące biura są podatne na zawirowania w gospodarce, podczas gdy mieszkaniówka daje większą stabilność inwestorom.

Eksperci są zgodni: jeśli BGK z sukcesem wynajmie bloki, które kupuje, to wkrótce na nasz rynek wejdą duzi gracze, gotowi kupić całe bloki. Wśród nich są fundusze inwestycyjne z Niemiec i Skandynawii, ale też o korzeniach brytyjskich, w tym firmy ubezpieczeniowe. Fundusze te działają w długofalowej perspektywie i zainteresowane są długoterminowym wynajmem. Dla najemcy oznacza to, że niezależnie od okresu zawarcia umowy zmaleje ryzyko niespodziewanej wyprowadzki tłumaczy Paweł Sztejter, ekspert firmy Reas. Ponieważ dla funduszy jedną ze ścieżek wyjścia jest sprzedaż całego portfela mieszkań, to przedmiotem wynajmu są dobrze wykończone i wyposażone lokale.

Sławek Muturi, założyciel Grupy Mzuri - Nikt nie wie, jak duży jest rynek mieszkań wynajmowanych przez prywatne osoby. Z moich szacunków wynika, że może się tym zajmować ok. 750 tys. osób. Można też uznać, że 5 procent zasobów mieszkaniowych jest dziś w Polsce wynajmowanych. To niewiele, ale będzie się to zmieniać. Przybywa małych inwestorów, którzy chcą czerpać zyski z wynajmu lokali. My w całej Polsce opiekujemy się 1,2 tys. takich mieszkań. Ponieważ dostęp do kredytów nie będzie łatwiejszy, a coraz ważniejsze jest bycie mobilnym, uważam, że mniej młodych osób będzie chciało brać na barki 30-letni kredyt. Wybiorą najem. Kiedyś bycie najemcą, a nie właścicielem, było synonimem nieudacznictwa, a kupno lokalu na kredyt symbolem sukcesu. Powoli przestaje to być aktualne.

Czynsze są u nas stosunkowo wysokie

W Polsce cena zakupu mieszkania odpowiada kosztom jego wynajmu przez 15 lat. Jest to okres o dziesięć lat krótszy niż europejska średnia oraz o połowę krótszy niż w Niemczech. Dane te pokazują, że czynsze w naszym kraju są relatywnie wysokie w porównaniu z wartościami nieruchomości. Gorzej jest tylko w Rumunii, na Węgrzech i w Czarnogórze komentuje Bartosz Turek, analityk Lion's Banku. Jego zdaniem u nas zakup lokum na kredyt opłaca się bardziej niż najem. Wylicza, że średnio w Europie kwota potrzebna do zakupu nieruchomości wystarczyłaby na 26 lat wynajmowania. W Polsce jest to niecałe 15 lat, co plasuje nas w gronie państw o najdroższym najmie. Na wynik wpływają dwa czynniki: wartość nieruchomości oraz wysokość czynszów. Patrząc na dane Eurostatu, rodzimy rynek najmu jest na ścieżce szybkiego rozwoju. W ciągu czterech lat liczba najemców w Polsce się niemal podwoiła. Coraz więcej osób rezygnuje z wieloletniego kredytu na rzecz najmu mówi Bartosz Turek. Wciąż jednak grupa ta jest niewielka w porównaniu np. z Niemcami. Niestety, przeciętny Polak musiałby pracować dwa, trzy razy dłużej niż w Niemczech, na Łotwie, na Litwie, w Norwegii czy Belgii, aby kupić przeciętną stołeczną nieruchomość dodaje analityk. Dane z krajów europejskich potwierdzają, że im łatwiej kupić lokal, tym popularniejszy jest rynek najmu. Jeśli nieruchomości są tanie, więcej osób stać na to, by kupić lokum na wynajem. A gdy podaż jest duża, czynsze są niższe. Wtedy najem staje się prawdziwą alternatywą dla zakupu, a przestaje być jedyną opcją dla tych, którzy nie mają zdolności kredytowej podkreśla Bartosz Turek.

Grażyna Błaszczak I 14-07-2015 Rzeczpospolita

Źródło: http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1215602-Wynajem-da-mlodym-wolnosc.html

 
 Oceń wpis
   

Czy są dziś jeszcze na rynku prawdziwe okazje dla inwestorów, którzy chcieliby dobrze zarobić na nieruchomościach?

Przy tak dużej podaży nieruchomości, z jaką mamy do czynienia obecnie, praktycznie w każdym jej segmencie można znaleźć oferty, które zasługują na miano rentownej inwestycji mówi Tomasz Błeszyński, doradca ds. nieruchomości.

Po czym poznać okazję?

To zależy od wielkości projektu, oczekiwanych zysków i oczywiście od początkowych nakładów. Dla jednego inwestora wyzwaniem będzie kupno relatywnie taniego mieszkania pod wynajem, a dla innego inwestycja w rynek komercyjny wyjaśnia Błeszyński.

Grażyna Błaszczak 07-02-2015

Rzeczpospolita ekonomia.rp.pl

Źródło; http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1177509-Najlepsza-lokata--ziemia-rolna--czy-lokal.html

 
1 | 2 | 3 | 4 |

Najnowsze wpisy
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



 
Doradca Rynku Nieruchomości, Coach biznesu, Bloger.
 


      



Najnowsze komentarze
 
2017-05-23 12:46
Janwar do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Nie istnieje prawidłowa wartość mieszkania. Rzeczoznawcy majątkowi mylą się także w jedną i[...]
 
2017-05-23 09:56
Lodzianin do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Zgadzam się w 100%
 
2017-05-22 21:36
Martinos10 do wpisu:
Wokół dworca powstaje szary, łódzki Mordor
Głupoty Pan Tomasz wygaduje, ... jakie call center? Tak było 10, 15 lat temu... nowoczesne[...]
 
2017-05-16 13:32
Robert Bogdański do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Z mego serca ten artykuł, ale urealniając to: Od zawsze kupujący chciał jak najwięcej, a[...]
 
2017-05-15 12:14
PsychOPAT do wpisu:
Chciejstwo na rynku nieruchomości
Odpowiednia cena, to taka, którą akceptuje kupujący i sprzedający. To jedyna wytyczna.[...]